archeopteryx
24.01.12, 14:24
W 11 tygodniu i 5 dniu ciąży poddałam się usg genetycznemu. Wyniki jak w temacie. Miałam wówczas prawie 32 lata. Lekarz, u którego byłam na badaniu (inny niż moja lekarka prowadząca), jest w moim mieście "guru" od ultrasonografii, ma certyfikat FMF, jest autorem wielu publikacji naukowych na temat ultrasonograficznej diagnostyki płodu itd. Wykonanie tego badania właśnie u niego poleciło mi niezależnie od siebie kilka osób. Zapewnił mnie, że wyniki są prawidłowe i mogę spokojnie cieszyć się ciążą. Zaznaczył, że jak na ten etap ciąży nie ma żadnych powodów do zmartwień. Zaufałam więc jego opinii.
Niedawno byłam u mojej lekarki prowadzącej z wynikami z tamtego usg, a ona zwróciła uwagę na grubość NT i powiedziała, że 1,5 przy CRL 55mm to górna granica normy i tonem raczej stwierdzającym zapytała: "doktor panią o tym poinformował"? Powiedziałam, że nie, ale byłam wówczas już pod koniec 16tc więc kolejne badanie NT nie byłoby miarodajne. No i od tego czasu się denerwuję, że może jednak nie jest ok. Zwłaszcza, że na usg połówkowe moja lekarka dała mi skierowanie, w którym napisała, że zachodzi podejrzenie wad płodu! Zaznaczyła, że tak naprawdę raczej nie ma takich podejrzeń i napisała tak dlatego, by badanie było refundowane. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej się martwię... Czy NT 1,5 przy CRL 55 mm jest faktycznie na granicy normy??