aniolek187
11.06.04, 09:59
Cześć dziewczyny. opowiem Wam co mnie wczoraj spotkało (być może wszędzie są
takie praktyki, ale mnie to zaskoczyło). Jestem w 37tyg, ok. 21 zaczęłam
odczuwać bardzo dziwne ruchy dziecka gwałtowne i takie inne niż zwykle.
Zawsze pomagała zmiana pozycji ciała, a w tym przypadku nic. Mały bardzo
niespokojnie się wiercił,kopał, po czym wszystko na ok pół godz ustało i nie
czułam zadnego ruchu.Bardzo mnie to przeraziło. Nie wiedziałam co robić.
Odczekałam jeszcze ponad godzinę, i zaczęłam znów czuć mojego malca-tym razem
spokojnie. Bałam się, że coś jest nie tak więc wyciągnełam męża z łóżka i
pojechaliśmy do szpitala, z nadzieją, że zrobią USG, poleżę pod KTG i jak się
okaże że wszystko ok pójdę do domku.Niestety pani na dyżurze powiedziała, ze
absolutnie NIE,jak juz jestem to muszę zostać na septyku,że nie ma
lekarza,który robi USG, i że na własne życzenie tam zostanę, bo niepotrzebnie
panikowałam.OSłuchała tylko serduszko i stwierdziła ze ok. Dowiedziałam się
również,że "to tylko jedna komórka jajowa, kobiety mają ich miliony, a młode
dziewczyny zachowują się jak by to był koniec świata,jeśli teraz by nie
wyszło nie znaczy, że z następną ciążą by nie wyszło". Czyli dała do
zrozumienia, ze jak nie to dziecko to będzie następne. wg niej nie ma
tragedii.Bardzo mnie to poruszyło. Na własną prośbę nie chciałam zostać w
szpitalu. Dziś mój maluszek bryka już normalnei, al ja zastanawiam się co w
takiej sytuacji robić, gdzie szukać pomocy??? Troszkę się rozpisałam, ale od
wczoraj bardzo boli mnie ta sprawa. Mam nadzieję,że żadnej z Was to nie
spotkało i nie spotka. Pozdrawiam.