Zaświadczenie o tokofobii

27.05.13, 23:11
Witam!
Moja historia nie jest miła, nie jest fajna. Gdy zaszłam w 2-gą ciążę, wiedziałam jedno - nie dam rady urodzić dziecka na żywca, bez znieczulenia. Trauma po pierwszym porodzie była u mnie zbyt żywa mimo upływu 4 lat... Gdy okazało się, że w szpitalu, w którym zamierzam rodzić, nie ma szans na znieczulenie zewnątrzoponowe zaczęłam to bardzo przeżywać (od 6-mca ciąży zamiast przybywać na wadze ja ubywałam...). Wówczas doradzono mi wizytę o psychiatry w celu zdobycia zaświadczenia o tokofobii. Lekarz po kilku wizytach widząc mój autentyczny lęk przed bólem, porodem bez problemu mi takie zaświadczenie wystawił. Gdy nadeszła godzina zero udałam się do szpitala przedstawiając zaświadczenie o tokofobii. I wtedy się zaczęło: komentarze całego personelu, śmiechy i żarty, jak również kpina z mojej osoby i oczywiście zachęcanie do porodu naturalnego. Wszyscy traktowali to zaświadczenie jak urojone życzenie "wieloródki". Było to bardzo przykre i naruszało moje dobra osobiste. Cesarkę oczywiście zrobiono, jak się okazało bardzo "spartaczono". Liczne sińce, krwiaki, pęknięte naczynka i niesamowity ból. W czwartej dobie wypuszczono mnie do domu z uaktywnionym gronkowcem (nikt mnie o tym nie poinformował), a ja nie miałam siły tłumaczyć łacińskich nazw na karcie informacyjnej. W ranie po cesarce zrobił się stan zapalny, zaczęłam gorączkować. Po kilku dniach trafiłam do szpitala, silne antybiotyki, niesamowity ból, rozłąka z maluszkiem, utrata możliwości naturalnego karmienia dziecka. Mało tego, lekarze o różnych tytułach znali mój przypadek i na każdym kroku powtarzali, że mam to na własne życzenie, bo chciałam ominąć ból porodu to mam go w powiększonej dawce. Ponadto na żywca, po zewnętrznym zmrożeniu skóry pianką, zrobili mi dziurę w ranie po cesarce na dren pastwiąc się nade mną tylko za to, że miałam zaświadczenie o tokofobii, które uprawniało mnie do bezpłatnej cesarki. Cierpiałam bardzo nie tylko fizycznie ale i psychicznie (rozstanie z maluszkiem oraz zachowanie personelu szpitala). Mimo znacznego upływu czasu, pozostało mi zgrubienie po stanie zapalnym i do traumy po porodzie naturalnym doszła trauma po cesarce. Ta ostatnia, zdaniem lekarzy - tylko na "moje własne życzenie"... A gronkowiec to już zupełnie inna historia....
    • magdalenna1986 Re: Zaświadczenie o tokofobii 27.05.13, 23:55
      Mogłabyś napisać w którym szpitalu pracują tacy "profesjonaliści"?

      Nie daj sobie wmówić, że cokolwiek jest Twoją winą!!! Kobieta powinn mieć prawo wybrać, to Twoje ciało, a nie lekarzy! Trafiłaś, widać, na bandę niedouczonych idiotów, nie pojęte jest dla mnie że w cywilizowanym kraju, w XXI wieku można tak traktować pacjętkę. Przykro mi. Trzymam kciuki, żebyś szybko powróciła do zdrowia i aby złe wspomnienia z czasem zbladły.
    • 18lipcowa3 a widzisz... 28.05.13, 08:35
      Było po prostu zapłacić i olać jakieś zaświadczenia.

      Też był moment, że się kręciłam koło takiego zaświadczenia i kombinowałam, jak mieć cc za darmo ale stwierdziłam że za dużo zachodu i za duże ryzyko że nie uznają.
    • kerri31 Re: Zaświadczenie o tokofobii 28.05.13, 08:50
      Niech tych lekarzy szlag trafi, odpowiedzą za to w swoim czasie.
    • rozalka81 Re: Zaświadczenie o tokofobii 28.05.13, 12:00
      Bardzo współczuję i jednocześnie aż kipię z wściekłosci na myśl o tych konowałach, których miałaś nieszczęście spotkać. Niedouczona banda idiotów po prostu. Ja miałam dwa papierki: od psychiatry i od psychologa ze szpitala, w którym rodziłam. Reakcje na widok zaświadczeń rozmaite: od lekceważenia, poprzez zdziwienie (a co to jest tokofobia???) do współczucia, zrozumienia i prób uspokajania, że wszystko będzie OK i na pewno będzie cesarka. No i była. Ale oprócz tokofobii jako wskazania doszło wysokie ciśnienie jak się zaczeły skurcze. To też mogło mieć wpływ na decyzję lekarzy o cc. Na skierowaniu od mojej ginekolog (z tego samego szpitala) miałam napisane, że ma być cesarka. A Ty też tak miałaś?
    • rozalka81 Re: Zaświadczenie o tokofobii 28.05.13, 12:06
      U mnie nie było większych problemów z raną, kilka dni coś się z niej sączyło i była czerwona, byłam 2 razy na kontroli w pobliskim szpitalu bo poradziła mi położna, ale nie musiałam tam zostawać. Ciachnięto mnie niezbyt ładnie, trochę krzywo, na poczatku wyglądało to paskudnie, z jednej strony zwisała skóra, teraz już w miarę OK, ale najważniejsze dla mnie jest to, że miałam cesarkę. Nie zawahałabym się nawet wtedy, gdyby chcieli mnie ciąż pionowo. Trafiłaś na prawdziwych chamów, może napiszesz w jakim to szpitalu ku przestrodze dla innych kobiet, zwłąszcza tych, które może pewnego dnia zjawią się z zaświadczeniem o tokofobii?
      • beajot2 Re: Zaświadczenie o tokofobii 28.05.13, 23:03
        Mój lekarz nie zdążył mi dać skierowania do szpitala. Także żadnych adnotacji nie było. Mam wrażenie, że było mu to na rękę, bo jakoś niespecjalnie traktował mój przypadek i jest zwolennikiem naturalnego rodzenia, mimo wszystko. Moja historia miała miejsce w SPSK 1 w Lublinie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja