Jak to jest z tym cc?

23.06.13, 11:45
Często widzę, że jesteście zadowolone po cc, że to lepsze wyjście, jak ktoś się panicznie boi porodu/ łatwiejsze/ wygodniejsze/ mniej bolesne.
Ja się zastanawiam, bo może to coś u mnie nie tak było, może jakieś znieczulenie za słabe dostawałam? Rodziłam SN 4h, pod oksytocyną leżąc na boku cały czas, ostatnie 4h zwijałam się z bólu, robili megabolesne masaże szyjki i nic - a że małowodzie to wzięli na CC.

No więc CC nie wydawało się takie super, w trakcie krojenia zaczeli mnie ktoic jak jeszcze znieczulenie nie zadziałało;/ Zawyłam z bólu tu anastezjolog kazał poczekać jeszcze...
PO fakcie- całą noc wspominam masakrycznie, oka nia zmrużyłam tylko piszczałam i płakałam z bólu, dziecko wywiezonie na całą noc, bo i tak nie byłam w stanie się nim zajmowac. Parę dni później to w ogole masakra była, człowiek uczył się od nowa chodzić... Został mi jakiś krwiak na parę miesięcy, jeden bok w ogóle bolal przy wstaaniu, podnoszeniu , kręceniu się dłuuugo. Na szczęście się wchłonął.

No i mimo że miałam CC, do drugiego mi się nie spieszy sad Tylko nie wiem gdzie mój problem - może ja za słabe leki dostawałam? Jak u Was pierwsza noc? Jak przeżyłyście? Raz zapomnieli mi na noc dać dawki znieczulenia po CC, była ponoć luka ( ze zdziwieniem lekarki zauważyły)- może tu problem? Rozmawiałam z innymi dziewcyznami na sali, co rodziły naturlanie wcześniejsze dzieci po 18h w bólach i jedna się cieszyłą z cc, ale godzinę po klnęła równo na wszystkie porody- że nie spodziewałą się, że cc może też tak boleć...
    • monocle Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 12:00
      Pierwsza noc po cesarce była dla mnie koszmarna, z tego wszystkiego dopiero niedawno przypomniało mi się, że w tą noc nie miałam dziecka przy sobie, tylko położne wzięły syna do siebie, bym mogła się wyspać. Nie spałam, tylko zwijałam się z bólu, bo miałam potworne skurcze macicy, prawdopodobnie po zastrzyku oksytocynowym wstrzykniętym w celu obkurczenia macicy. Pierwsze 10 dni totalna zależność od pomocy męża. Mimo to, nie uważam tak ogólnie, że był to jakiś straszny dramat, ot zwyczajne konsekwencje takiego porodu. Podobne wspomnienia mam z operacyjnego wycięcia wyrostka.
      Osobiście wolałam poród sn, ale że wyszło jak wyszło, to trudno i wiem, że następnym razem wybrałabym kolejną cesarkę, bo skoro już mam poorany brzuch, to po co miałabym sobie dokładać szwy na kroczu wink
      • stokrotka_beauty Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 12:46
        po cc ja przez dwa tygodnie z trudem chodziłam i zwijałam się z bólu. Bez tabletek p/bólowych ani ruszsmile! dziewczyny, które leżały ze mną na sali w miare sprawnie chodziły już kilka godzin po porodzie. Może akurat one miały lekkie te swoje porody? Chyba tak.
    • dziennik-niecodziennik Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 15:30
      mi sie wydaje że to zalezy od tego w ktorym momencie robione jest CC. ja mialam interwencyjne, na zimno, bez akcji porodowej, wspominam świetnie. wieczorem ciachnęli, dali przespac noc, rano wstałam i dalej to juz normalnie. przeciwbólowe dostawalam, owszem, w nocy, rano wzielam jedną dawkę i potem juz nie.
      w sumie to po cc najbardziej mi przeszkadzało przeziębienie ktore wtedy kończyłam. kaszel byl ciezkim tematem, a noc po cesarce byla niefajna bo z zatkanym nosem źle mi sie lezalo na plecach, a z pocietym brzuchem w innej pozycji big_grin
      wszystkie znajome ktore mialy cc na zimno wspominają je świetnie, te ktore mialy cc po probie sn - źle. moze to ma jakies znaczenie...
      • mika8001 Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 15:45
        dziennik-niecodziennik napisała:

        > wszystkie znajome ktore mialy cc na zimno wspominają je świetnie, te ktore mial
        > y cc po probie sn - źle. moze to ma jakies znaczenie...

        Potwierdzam. Ja miałam CC na zimno i wspominam świetnie. Wenflonu się pozbyłam w ten sam dzień a tabletki przeciwbólowe brałam 1,5 doby. Potem już nie trzeba było. Tylko mnie trochę szwy ciągnęły, ale to nie był ból tylko dyskomfort, który się skończył jak po tygodniu zdjęli szwy smile
        • guderianka Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 15:55
          Przeszłam 8/10 porodu sn po czym zadecydowano o cc
          makabra w odczuwaniu i gojeniu-ból odczuwalny przy chodzeniu (w zgięciu)- czopki przeciwbólowe brałam jeszcze przez 2 tyg po
          • kondolyza Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 17:31
            ja miałam podobnie-doszłam do 8/10, brak postępu.
            bóle były do wytrzymania ale jednak w porównaniu ze wszystkim tym co czułam potem, w trakcie cc (nic nie czułam) i po - to te bóle rozwierające szyjkę były ciężkie, mimo ze zniosłam je uważam niezle (12 godzin), bardzo pomagal mi przeponowy oddeh, pilka, prysznic, mąż.

            wzięli mnie na salę po ok 12 godzinach prób sn, cewnik zakładano przed znieczuleniem-pisze o tym celwoo bo wiele dziewczyn traktuje to jako traumę-ja powiem tak, nie było przyjemne, ale rozluznilam sie i bylam spokojna tak jak mi polozna kazala, kilka sekund i po sprawie-nie czulam wiecej nic.

            znieczulenie w kręgosłup, zaczeli mnie ciąć jak juz działało oczywiscie. to jakas masakra ze u autorki watki jeszcze nie działało, jakis chaos musial panowac na sali, bylo to cc pospieszane? akcja serca spadala czy inny byl powod braku profesjonalizmu?
            dziecko po wyjęci badali przy mnie, na stoliku obok mojej glowy, wszytsko widzialam.
            zszyli mnie, przewiezli na pop, polozyli worek lodu na brzuch-baaardzo przyjenesmile na obkurczenie macicy, ja bylam w pozycji z lekko podniesioną klatką (zalecenie anestezjologa bo mam duży biust), dostalam zalecenie zakazu podnoszeni głowy -dźwigania na wprost przez chyba 8 godzin. od razu po przewiezieniu na pop czyli jakies 30 minut od wyjecia dziecka-przyniesli mi dziecko na kangurowanie, polozna dostawila do piersi, szalu ze ssaniem nie bylo bo mala spala, ale potrzymala piers. tata czuwal aby dziecko sie nie zsunelo. cc mialam ok polnocy, po tych 2 godzinach przyniesiono mi mala znow ok 6 rano, wtedy possala, potem umyto mnie i ok 8 kazali mi sie zaczac ruszac na lozku-przesuwac nogami, biodrami, rozruszac sie jak najbardziej sie da przed ostatecznym siadaniem i potem wstawaniem. nie pamietam zeby mnie jakos bolalo, wiem ze dostawalam przeciwbolowe. ciągnęły mnie szwy, w ranie -a raczej pod nią głeboko w brzuchu tam gdzie macica czulam kłucie szpilek, zwłaszcza podczas karmienia.
            ok 12-14 wstalam, oczywiscie musialam trzymac sie szafki itp, ale wstalam i poszlam, do toalety najpierw. przynioslo mi to ulge. zmusilam sie zeby sie od razu wyprostowac-przycisnelam sobie wtedy poduszke do brzucha i tak juz zostalo. duzo o tym wczesniej slyszalam, zeby sie nie bac tylko ruszac, ruszac, prosto chodzic i to byl dobry patent.
            po tym poszlam na normalna sale. ok 18 sama pod prysznic.
            na pierwszą noc wzielam czopek pbolowy.
            i tyle.
            w kolejnych dniach czulam kłucie podczas karmienia.
            po 6 dniach zdjęto szwy i tyle pamietalam ze mialam ccsmile

            mysle ze duzo zalezy od podejscia,
            co do gojenia-wiem ze jestem z rodziny gdzie dobrze sie nam wszystkim wszystko goi i w miare szybko.
            przyplyw hormonow szczescia po porodzie i wiosna tez chyba mogly miec wplyw na moje super samopoczucie.

            jak ja widzialam w szpitalu laski po sn to mi ich bylo straaasznie żal-ciągnące nogę za sobą, pocharatane, masakra jakas.
            • guderianka Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 18:20
              mysle ze duzo zalezy od podejscia,
              co do gojenia-wiem ze jestem z rodziny gdzie dobrze sie nam wszystkim wszystko goi i w miare szybko.
              przyplyw hormonow szczescia po porodzie i wiosna tez chyba mogly miec wplyw na moje super samopoczucie.

              jak ja widzialam w szpitalu laski po sn to mi ich bylo straaasznie żal-ciągnące nogę za sobą, pocharatane, masakra jakas.


              Ja mam podejście mega optymistyczne, mimo wszystko porody wspominam wspaniale ale mając porównanie do sn mam nieco inne zdanie niż Ty.
              Ja też czułam jak zaczęli ciąć-spieszyli się bo istniało zagrożenie. Dali większą dawkę i odleciałam całkiem.
              Dziecko przy piersi-po 2 godz, na pól godziny, potem po 6 godzinach. po 9 godzinach od cc próby pionizacji. Po porodach sn po dwóch godzinach sama brałam prysznic , kichałam i sikałam, po porodzie sn po 7 dniach łaziłam po pół dnia z dzieckiem na dworze, zrobiłam przyjęcie "pępkowe", brzuch wyglądał świetnie. Po cc-nic z powyższych.-
              https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
              Troszke tluszczu ma owszem (ale przy dwojce dzieci ciezko nie dojadac po nich) ale glownie chodzi o rozstep miesnia - a na rehabilitacje/plastyke czasu kasy i glowy nie ma. by ichi51e2
          • katie191 Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 17:37
            No to powiem Ci tak jako matka po cc i lekarz ginekolog- mialam cc nie z checi , a z prawdziwych wskazan. Wspominam fatalnie sam zabieg jak i tydzien po. A kolezankom gratuluje cesarski na zimno, macie szczescie ze udalo sie obkurczyc macice i ze nie skonczylo sie jej wycieciem. CC po uwrazliwieniu macicy na oksytocyne jest duzo bezpieczniejsze. U nas s szpitalu juz wlasciwie inaczej sie nie operuje - o chyba ze sytuacja nagla.
    • marcowa_aprilla Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 17:34
      ja mialam cc, porod ledwo zaczety, 4cm
      bylo super, troche byl problem z wkluciem, jakies dziwne plecy mam wink
      nic nie zulam chociaz strasznie sie balam i caly czas wolalam ze chyba jeszcze cos czuje, zeby nie cieli big_grin
      po wyjeciu dziecka zrobilo mi sie niedobrze i slabo
      potem jakas panika jak nie czulam dolu ciala ze moze tak mi zostac na zawsze
      jak znieczulenie puszczalo prosilam o kolejna kroplowke
      na drugi dzien juz tylko paracetamol
      jak juz pierwszy raz wstalam to potem jakos szlo, w 3 dobie juz super, tylko czasem zabolalo jak sie zerwalam za szybko
      ogolnie super, balam sie ze bedzie gorzej
      • jotka_k Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 18:23
        miałam dwa cc, oba "na zimno"
        oba wspominam bardzo dobrze- spokojnie, bez nerwów i pospiechu, nie czułam nic prócz dziwnego naciskania na brzuch ale w żaden sposób nie było to bolesne
        przez pierwsze 2 doby dostawałam przeciwbólowe i je brałam nim zaczynało boleć
        wstawałam gdy tylko miałam pozwolenie na pionizację, szłam pod prysznic, myłam głowę- sama
        po drugim cc w 4 dobie biegałam po schodach bo musiałam z dzieckiem jechać do szpitala
        prostowałam się od razu po pionizacji bo takie miałam zalecenie od mojej lekarki, po prostu wtedy mniej boli i kregosłup nie siada
    • kawka74 Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 18:24
      Miałam cc po szesnastu godzinach od odejścia wód, po przewalaniu się po łóżku porodowym, oksytocynie, bolesnych skurczach i braku rozwarcia.
      Zadowolona nie jestem, bo nie znoszę igieł i zastrzyków (znieczulenie w kręgosłup mnie przerażało), ale jakichś szczególnych dolegliwości nie pamiętam - pobolało i przestało. Oprócz środków przeciwbólowych podanych w czasie pierwszej nocy po cc chyba raz wzięłam tabletkę przeciwbólową, i to paracetamol, który pomaga jak umarłemu kadzidło.
      Może to też kwestia metody cięcia (chociaż nie wiem, czy jeszcze się inną metodę stosuje, trudno mi powiedzieć)?
      • audrey2 Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 19:14
        bo pewnie chodzi o nastawienie psychiczne, ale nie o generalne, tylko do samego porodu
        jesli kobieta chcialaby rodzic sn, a konczy sie cc, to bardzo prawdopodobne, ze odbierze to jako porazke albo tez rekonwalescencja bedzie dluzsza
        Z tego, co mowila moja gin, program przeciwbolowy w danym szpitalu tez ma znaczenie.
        Mialam cc planowane, na zimno, nie znam bolu porodowego, dziecko bylo przy piersi bardzo szybko i przez caly czas bylo juz ze mna, od momentu, kiedy wrocil ze szczepien.
        Wstalam po przepisowych 8 godzinach, srodki przecibolowe bralam tylko w szpitalu, po poworcie do domu nie wzielam ani jednej tabletki.
        Tylko ze ja chcialam tak rodzic. I choc wiele sie w moim mysleniu o dziecku i ciazy zmienilo, nie zamienilabym porodu cc na sn.
        • kawka74 Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 19:53
          Może coś w tym jest...
          Zanim zdążyłam się dobrze zastanowić nad tym, jak chcę rodzić, wylądowałam w szpitalu z bardzo wysokim ciśnieniem i nagle sprawa tego, jak urodzi się moje dziecko, przestała mieć jakiekolwiek znaczenie - byle by całe i zdrowe było. Coś takiego chyba zmienia optykę, priorytetem nie jest już mistyczne przeżycie, tylko przeżycie w ogóle.
          Jak jest z programem przeciwbólowym, nie wiem - pamiętam chyba ze dwie szpryce przeciwbólowe plus woreczek z piaskiem na brzuchu (bardzo troskliwa położna z nocnej zmiany często do nas zaglądała), a potem pytania, czy potrzebuję środków przeciwbólowych.
          Leżała na sali ze mną dziewczyna też po cc, cięcie miała krótko przede mną, a w formie była bardzo dobrej (ale ona w ogóle sprawiała wrażenie zadowolonej z życia, jakoś tak optymistycznie i na luzie podchodziła do wszystkiego). Inna dziewczyna po cc z bliźniakami - też nie czołgała się po korytarzu.
          Moja koleżanka, która cc miała kilka lat wcześniej, wspominała to bardzo źle (chodziła zgięta wpół, osiem dni w szpitalu) - ale ona miała cięcie metodą klasyczną.
          Na pewno jest sporo czynników wpływających na samopoczucie - nastawienie psychiczne, postępowanie personelu medycznego, osobnicza odporność na ból, metoda cięcia i pewnie jeszcze inne.
          • ellenai1 Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 20:44
            Dzięki dziewczyny, macie dużo racji.
            Może u mnie faktycznie duży wpływ miały inne czynniki- nastawienie (myślałam, że będę 'aktywnie' rodzić naturalnie i dadzą mi znieczulenie), szpital, położne, zdrowie dzidzi.
            1)Skończyłam leżąc przykuta pod ktg kilka godzin, zero ruchu, badali co chiwlę wsyzscy czy rozwarcie, chyba każdy lekarz na dyżurze + masaże szyjki macicy, zanim zapadła decyzja o cc
            2) Zapłaciłam 200 zł (bezprawnie, niby obowiązkowa 'cegiełka' za obecność męża) - przez te 4h sn nie pozwolono mi zadzownić po męża...
            3)Położna na mnie krzyczała co chwilę, szarpała za rękę i kazała patrzeć w oczy, jak do mnie mówi... w ogóle zaczęła z nastawieniem 'boi się pani? to jak pani urodzi?' Jak zrobiła lewatywę wchodziłą do toalety i kazała mi się co chwilę spieszyć. Popołdniu słyszałam, ze byla sakrga na nią, ktoś chyba nie wytrzymał jej zachowania
            4) Problem z kp po cc - megazastój bolące gigantyczne kamienie, bo nikt mi nie powiedział, że trzeba odciągać pokarm, po nieudanych próbach dostawiania
            5) Piekące zapalenie pęcherza po cewnikowaniu - próbowali mi wmówić, że 'po cc tak ejst, że pęcherz piecze', dopiero łaskawie zrobili badania i wyszłó bardzo dużo bakterii w moczu...
            6) Dziecko nie wiadomo było, dlaczego wymiotuje przez 3 dni strasznie i strasznie na wadze spadało i miało drżenia - ponoć zachłysnęło się wód bardzo.
            7) No i tenn krwiak co mi został na parę miesięcy i on bolał bardzo przy jakichkolwiek małych ruchach.
            8) Personel miał gdzieś często, że dziecko płacze z głodu - skoro nie ma kp, to doprosić się o butelkę było ciężko.
            Pewnie te wszystkie czynniki wpłynęły na to, że cc nie wspominam tak 'lekko'. Gdyby dziecko było od razu zdrowe, najedzone (udane kp), personel chociaż trochę życzliwy, zero powikłań po cc, to nie miałabym takich wspomnień smile

            Ale dzięki za wpisy, już mysłałam, że to ja jakaś zbyt wrażliwa na ból jestem, a cc po wywoływanym porodzie ma boleć. Najgorsze dla mnie było, że to był stał, ciągły ból jak porządnej ciętej rany, NIE BYŁO MOWY O SPANIU po cc uncertain

            Jeszcze jedno pytanie - przy cc 'na zimno' cewnik zakłada się przy znieczuleniu?
            • kawka74 Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 20:54
              A propos nastawienia, rodziłam po sąsiedzku z dziewczyną, która miała stuprocentową pewność, że dostanie znieczulenie, jechała do porodu z nastawieniem, że w odpowiednim czasie zrobią jej zastrzyk i pójdzie jak po maśle. Gdy dowiedziała się, że nic z tego nie będzie, akcja porodowa stanęła. Nic. Lekarze nabiedzili się nad nią, w końcu w ruch poszedł próżnociąg, bo matka nie była w stanie współpracować - zmiana planów i strach przed bólem kompletnie ją sparaliżowały.
              Myślę, że jak się idzie rodzić, to plan porodu, nastawienie, samoświadomość, wiedza i tak dalej są bardzo pomocne, ale jeśli przeradza się to w obsesję, że tylko tak, nie inaczej, to stawiam dolara przeciwko orzechom, że będą duże kłopoty.
            • dziennik-niecodziennik Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 22:40
              wiesz, przy takich okolicznosciach przyrody - niefajna położna, niespełniony plan porodu, problemy z karmieniem - to chocbys i urodziła SN to tez bys pewnie to źle wspominała.

              > Najgorsze dla mnie było, że to był stały, ciągły ból jak porządnej ciętej rany

              eee, no ale to chyba oczywiste? tyle ze boli na poczatku, i wtedy powinnas dostac srodki przeciwbólowe, potem stopniowo zanika, a potem w pare dni przechodzi całkiem.

              > przy cc 'na zimno' cewnik zakłada się przy znieczuleniu?

              chyba tak, bo sobie nie przypominam momentu zakładania smile
              • ellenai1 Re: Jak to jest z tym cc? 24.06.13, 11:54
                Oczywiście, wiem , że miało boleć- jak każdy poród. Dlatego założyłam temat, bo kurcze, nie wyobrażam sobie, że ktoś woli mieć TAKI ból, że przez całą noc nie może zasnąć z bólu. Wiem, że SN też boli, rodziłam 4h też zwijałam się z bólu , ale był to inny ból- skurczami przycohdzący, były momenty 'odetchnięcia'. Ponoć miałam 'dobre, wysokie, porodowe słupki' na ktg. Z kolei ten ból, po cięciu - to się nie spodziewałam, że boli AŻ TAK- ciągły, nieprzerwany i tylko całą noc zaciskałam zęby i płakałam. Masakra.

                Nawet cewnika tak źle nie wspominam na żywca. W sumie, masaże szyjki macicy (o matko też bolały) było porównywalne do cewnikowania...

                Nie zrozumcie mnie źle, ja jestem pełna podziwu matek, co rodzą SN, ja dotrwałam tylko do skurczy, o fazie parcia i zszywaniu krocza wolałam nie myśleć. Byłam tylko ciekawa, czy ktoś też ma 'gorsze' wspomnienia z CC no i jakie są warunki , żeby to CC nie było 'traumą' - czyli bez akcji porodowej i bez cewnikowana na żywca no i pewnie w jakimś dobrym lub prywatnym szpitalu, bo tam nie zapomną o dawce przeciwbólowej tuż po zabiegu... smile
            • drzewachmuryziemia Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 22:54
              mialam 2 cc -jedno w trakcie porodu sn, jedno planowane (ale macica rozgrzana oksytocyną, zreszta skurcze miałam juz od dawna i bałam sie, ze do terminu cc nie doczekam), za kazdym razem cewnik zakladali mi po znieczuelniu w kregosłup dopiero. Mialam tez 2 operacje po tej samej ranie co cc - jedną 15 lat temu i wówczas zalozono mi cewnik na zywca, pamietam, ze płakałam z bólu. Podczas drugiej operacji (2 lata temu) zrobili to dopiero po podaniu narkozy. Nie pojmuję po co to robić na żywca.
        • agul80 Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 19:56
          Ja mialam dwia cc. Oba po rozpoczetej akcji porodowej. Pierwsza po 25 h. Druga po 8h. Druga znioslam o wiele gorzej. Bardziej bolal mnie kregoslup. Przy drugiej nie obkurczala mi sie macica, stracilam duzo krwi. Czulam sie slaba. Po pierwszej dostalam corke po 12 h, wody byly zielone i badali plucka ( mimo tego udalo mi sie karmic piersia). Drugi raz dzidzie mialam od razu kolo siebie, byla przystawiona do piersi, tez ja karmie ( ma prawie 5m-cy). W obu przypadkach podawali srodki przeciwbolowe chociaz za drugim razem przez 3doby bralam leki. Bardziej mnie bolalo. Szew bolal, za drugim razem mocno krwawilam po wstaniu. Podsumowujac najwaniejsze, ze dzieciaszki sa zdrowe.
    • aaaniula Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 21:23
      Miałam cc przy 10 cm rozwarcia. Cesraka pod narkozą, bo nie było czasu. Obudziłam się koło 17. Na noc zabrali młodego, ja dostałam morfinę. Spałam trochę, trochę się kręciłam. Następnego ranka dziecko na ręce, a z leków przeciwbólowych tylko paracetamol. Jasne, że nie było cudownie. Ciężko było wstać, przewijać małego, karmić. Ale jakoś tragicznie też nie było. Jeśli jeszcze jedno dziecko, to tylko cc na zimno. Bez akcji.
    • klubgogo Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 21:34
      A może byłaś wymęczona wstępnym porodem sn i to te cierpienia położyły cień na resztę? Bo dla mnie cc było rewelacyjne, owszem, trochę bolało, ale kilka godzin po podają środki przeciwbólowe, później to już tylko trzeba wstać i rozchodzić się i jest ok.
    • hermenegilda_zenia Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 22:33
      CC robione w konsekwencji nieudanego porodu sn zazwyczaj nie są dobrze wspominane, bo organizm długo dochodzi do siebie, natomiast te robione "na zimno" wręcz przeciwnie. Miałam cesarkę planowaną, wykonywaną w prywatnym szpitalu - jak dla mnie jedyna możliwość wydania dziecka na świat. Wszystko bez niespodzianek, bólu i strachu. Po cesarce odrobina dyskomfortu w związku z ciągnięciem rany przez pierwsze dni, ale jest to moim zdaniem niewielka cena za spokój psychiczny. Jeżeli będę decydować się na kolejne dzieci, to poród tylko przez cc.
    • agncwy Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 22:46
      Miałam trzy cięcia,ale ostatnie wspominam najgorzej,najbardziej bolało. Każde poprzedzone odchodzeniem wód płodowych. Jedyny plus to,że przy ostatnim miałam dziecko od razu dostawione do piersi. Mysle,że każdy inaczej reaguje na ból. Mnie nawet morfina nie bardzo pomogła. Ale cieszę się,że ominął mnie ból "na żywo".
      • groszkowinka Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 22:53
        Za niedługo czeka mnie CC (wskazania medyczne) i część waszych wypowiedzi mnie uspokoiła, ale okropnie się boję! W zasadzie nie boję się samego zabiegu ale doby po, bo po pierwsze nie wiem jak dam radę na płasko wyleżeć kilkanaście godzin, po drugie to podobno strasznie boli i po trzecie jak wytrzymam bez dziecka do następnego dnia. Nie boję się już całej reszty po pionizacji jak dostanę córkę tylko wszystkiego między CC a pionizacją ;/ Tak czy inaczej jestem wdzięczna za wasze wspomnienia, bo przynajmniej wiem co może mnie czekać.
        • agncwy Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 22:59
          Boli,ale da się wytrzymać. A co do leżenia kilkanaście godzin to z mojego doświadczenia każdy szpital ma swoje zasady. Rodzilam w trzech różnych szpitalach i w każdym leżało się inaczej. Wytrzymasz bez dziecka ten czas,będziesz mieć na głowie bół z którym nawet zdrzemnąć się nie dasmile Życzę dobrego rozwiązaniasmile
        • dziennik-niecodziennik Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 23:04
          po pierwsze nie musisz wyleżeć kilkunastu godzin na płasko.
          po drugie boli jak boli, wcale nie tak strasznie. poród SN tez boli.
          po trzecie obecnie sie daje dzieci matkom po cc od razu. moja koleżanka z sali szpitalnej z całego CC jako najbardziej bolesne wspomina to że ją ramię bolało od trzymania jej wielkiego i ciezkiego dziecka big_grin
        • drzewachmuryziemia Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 23:07
          lezenie nie jest wielkim problemem bo i tak nie mozesz za bardzo sie ruszac. Najwazniejsze wg mnie jes to, zeby połozyli obok Twojej głowy dziecko zaraz po wyjęciu - zebys mogła je dotknac poczuc, zobaczyc. Przy moim pierwszym cc po prostu wyjeli synka, nie pokazali mi i sobie poszli nie powiedzieli tez, czy wszystko ok. Słyszalam radosc meza dobiegającą z korytarza i dzieku temu wiedzialam, ze wszyskto ok. Małego pokazali mi dopiero po ilus minutach - dla mnie to była wiecznosc te kilkanascie minut, nie wiem zreszta ile to było. ZObaczylam go zawinietego w becik z daleka a koljeny raz dopiero po kilku godzinach. Było to straszne, czułam sie jakby mi ktos ukrad dziecko. Włsciwie dopiero po przyejciu morfiny było mi wszystko jedno, czy on jest ze mna, czy nie. Podczas drugiego cc połozyli ma nagiego synka tak, ze moglam dotykac go policzkiem.Płakał a jak poczuł mój dotyk, uspokoił sie. Było to cudowne przezycie, które na zawsze zostanie ze mna. Potem mały spał, a ja dochodzilam do siebie, morfina działała cudownie, cieszyłam sie, ze wszystko sie udało. Po 12 godzinach przyszli mnie pionizowac (nie wiedziec czemu wczesniej mi nie pozwolili, choc ja chcialam), a ja sobie kucnełam, zeby wyjac cos z torbywink Własciwie po kolejnych paru godzinach moglabym o własnych siłach isc do domu. Pierwsze na pewno zniosłam gorzej, bo było to nieplanowane, nie wiedzialam o co chodzi, no i generalnie pierwszy poród to wiekszy stres.
    • aniaurszula Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 22:53
      ja po 2 cc mialam potwornego krwiaka ktory pekl i zebym nie byla w szpialu to bym karetke wolala, potem nim sie rana wygoila minal rok, jawiekszym koszmarem byla wydzielina z ran o zapachu zgnilego miesa a lekarze rozkladali rece i mowili tylko czas i higiena. obecnie 2,5 roku po cc nadal odczuwam bol przy wysilku po stronie gdzie byl krwiak. po pierwszej cc takich sensacji nie mialam, byly inne
      • dziennik-niecodziennik Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 23:05
        to nie jest normalne zeby rana sie goiła rok i jeszcze smierdziała. lekarze pokpili sprawę.
        • aniaurszula Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 23:30
          tylko wez im to udowodnij, wiem tylko ze lekarz ktory asystowal przy cc chcial potem cos zrobic z tym fantem bylo to niecaly miesiac po cc niestety ordynator i lekarz prowadzacy w jednym sie nie zgodzil a ja sie meczylam. obecnie jedynym wyjsciem jest zabieg kosmetyczny na bliznie czyli prawidlowe pozszywanie warstw ale corka wymaga opieki i czestego noszenia wiec odpada
          • dziennik-niecodziennik Re: Jak to jest z tym cc? 24.06.13, 09:28
            no nie wiem. teraz to trudno coś bedzie zrobic. próbowałas interweniowac przez cały ten czas gojenia się rany? konsultowałas sie z innymi lekarzami?
            • aniaurszula Re: Jak to jest z tym cc? 24.06.13, 16:54
              zaliczylam 5 lekarzy bo tle w naszym miescie jest i kazdy za kazdym razem powtarzal to samo, o kosztach lekow nawet nie bede pisac. obecnie najbardziej sie obawiam ze w miejscu krwiaka przepuklina moze byc przez te oslabione blony , przynajmniej usg nie wykazuje ze cos w srodku zostalo i reszta badan prawidlowa
    • colbie Re: Jak to jest z tym cc? 23.06.13, 23:57
      Kiedy zaszłam w ciążę (a nawet jeszcze przed) bardzo chciałam rodzić sn, przytulić malucha do piersi i mieć w tej chwili przy sobie męża.
      Niestety, już w trakcie ciąży okazało się, że raczej czeka mnie cc i jednoczesne przeprowadzenie operacji ginekologicznej (temat-rzeka...). Wszyscy wokół przekonywali mnie, że cc jest najlepszym wyjściem (może i nawet tak było), a ja w końcu uwierzyłam, że jak trafię na porodówkę to mnie rozkroją, wyjmą dzidziusia i zaszyją z powrotem, a ja będę w tym czasie tylko leżeć i czekać, aż skończą. Później szybko dojdę do siebie i zostanie mi mała blizna. Miałam już nawet wstępnie ustalony termin cc.
      Jak bardzo się myliłam... Na porodówkę trafiłam niespodziewanie dla mnie w 35tc, w sobotę rano. Całą sobotę leżałam podłączona do KTG, mimo rozwarcia, skurcze choć częste to niebolesne. Nad ranem w niedzielę z bólu wiłam się jak zwierzę, nie krzyczałam tylko dlatego, że obiecałam sobie, że nie będę. Czekając aż wezmą mnie na to cholerne cc, co chwilę dzwoniłam po położne, a te nie potrafiły mi odpowiedzieć dlaczego jeszcze nie jestem na sali operacyjnej. Na blok zawieźli mnie po 8 rano w niedzielę. Pamiętam przekładanie mnie z łóżka na łóżko, lekarza, który coś do mnie mówił, i uczucie kompletnego zobojętnienia na to, co ze mną i dzieckiem się stanie ("niech już tylko nie boli"). Cesarkę miałam klasyczną, w znieczuleniu ogólnym. Znieczulenie przeszło przez łożysko, więc dziecko nie oddychało po urodzeniu (Apgar 1). Nie słyszałam pierwszego krzyku, ale nie słyszałam też na szczęście tej paraliżującej ciszy. Zobaczyłam synka dopiero w poniedziałek rano, a męża w czwartek kiedy odbierał nas ze szpitala (obowiązywała kwarantanna ze względu na grypę) Po operacji czułam się względnie dobrze, na wspomaganiu środkami przeciwbólowymi byłam w stanie zrobić przy dziecku wszystko. Na brzuchu została mi długa blizna od pępka w dół. Choć teraz to może nieważne, nie wiem, czy zdecyduję się jeszcze kiedyś założyć bikini.
      Fizycznie dość szybko doszłam do siebie, psychicznie chyba niekoniecznie. Mam poczucie, że jeden z piękniejszych momentów w życiu mnie po prostu ominął, że nie poznałam podobno niezwykłego zapachu noworodka.
      • ichi51e2 Re: Jak to jest z tym cc? 24.06.13, 21:50
        Rodzilam sn bez lekow i znieczulenia wiec moge z cala stanowczoscia powiedziec ze zadnego specjalnego zapachu noworodek nie mial.
    • mama_amelii Jestem po 3 cc 24.06.13, 10:17
      Pierwszą miałam po 20 godz porodu,brak akcji przy 9 cm,zanik tętna i cc.Kazali mi leżec 24 godz,a później pioniozacja-koszmar.Na drugi dzien lepiej,a po tyg mogłam wchodzić na 4 piętro bez problemu(nie miałam windysmile)Nie potrzebowałam środków przeciwbólowych juz w 3 dobie.
      Później zdecydowalam sie na 2 cięcia w prywatnej klinice-rajsmileNa drugi dzien normalnie chodziłam po każdym.Jak cc bylo o 16 to w nocy kazano mi juz się ruszać(nogami,przekrecac się),a rano nie moglam się doczekac kiedy wstanę i pójdę sobie pod prysznic(poszłam sama).
      Jestem 3,5 m-ca po 3 cc(zostało mi troche nadwagi,blizne mam najladniejszą ze wszystkich cięc,ładna kreseczka).Opiekę miałam cudowną i po 2 dobach do domu(płaciłam 2 tys w B-stoku,a w tym miesięczna opieka poporodowa))
      Oczywiście nie promuję cięć,bo bardzo chcialam urodzić naturalnie.Przy drugim dziecku bałam się powtórki z rozrywki i wolałam/moglam zdecydować się na DRUGIE cc,a przy trzecim to już wiadomo jak przy drugim(mialam super wspomnienie z drugiego cc,więc zdecydowałam się na 3,aczkolwiek panicznie się bałam powikłań.
      No,ale wszystko dobrze się skończlo i mam już komplecik.
      • una_mujer Re: Jestem po 3 cc 24.06.13, 10:49
        Ja miałam cesarkę "na zimno" ze względu na ułożenie pośladkowe małej - i jakkolwiek wiele złego mogę powiedzieć o "moim" szpitalu, to zabieg wykonali superprofesjonalnie. Nic nie czułam, na sali poporodowej dostawałam morfinę, zresztą potem też podawali środki przeciwbólowe bez problemu, pielęgniarki pomagały nakarmić dziecko piersią, potem zabierały i zajmowały się przez tych pierwszych 12 godzin; najgorsza była pionizacja - jeden z najgorszych bóli, jaki w życiu przeżyłam - no ale w sumie nie trwał długo. Bliznę mam taką, że jakby ktoś nie wiedział, to by się nie domyślił, że to w ogóle blizna jest... A poza tym bardzo nisko, nawet wycięte bikini ją zakryje... Tak więc dużo zależy od profesjonalizmu lekarzy no i pewnie też faktycznie od momentu wykonania tej cesarki...
    • lidek0 Re: Jak to jest z tym cc? 24.06.13, 17:58
      Każdy poród to sprawa bardzo indywidualna więc roztrząsanie jak dla mnie nie ma sensu. Zaczęłam rodzić sn ale skończyło się na cc. Bóle sn to koszmar, cc mogłabym jeszcze mieć raz.
    • visiond Re: Jak to jest z tym cc? 24.06.13, 21:35
      Dużo zależy też od szpitala, w którym rodzisz. Ja trafiłam na świetny szpital i wspaniałych lekarzy w Krakowie na Siemiradzkiego. Miałam cc ze wskazaniem okulistycznym (jestem po 3 operacjach na zeza na lewym oku). Po tym jak odeszły mi wody w nocy, pojechaliśmy do szpitala i w sumie najgorzej wspominam pielęgniarkę, która nas przyjmowała na izbie przyjęć - była wyraźnie zaspana i chyba nie na rękę było jej, że przyjechaliśmy (=przerwaliśmy drzemkę?). Cc miałam rano o 9-tej, później leżałam 24h na pooperacyjnej (Mała oczywiście była do mnie przynoszona), następnego dnia po cc przyszła fizjoterapeutka, która pokazała jakie ćwiczenia wykonać zanim wstanę (ruchy rękami, stopami, nogami) po czym wstałam i poszłam na normalną salę gdzie neonatolog powiedział że ma dla mnie złą wiadomość - mianowicie Maleństwo musi zostać ze mną bo mają za dużo dzieciaczków na "noworodkach" więc z jeszcze bolącym brzuchem (ból jak zakwasy po intensywnych ćwiczeniach) zajmowałam się dzieciątkiem smile
      Położne przychodziły - pomagały przy przystawianiu do piersi, początkowo były problemy ale pomógł laktator i okłady z kapusty smile (no i nakładki aventowe) i tak karmię do dziś, choć Mała ma już prawie roczek smile
      A - tabletki przeciwbólowe zażywałam jedynie na ból kręgosłupa, który mi okropnie dokuczał przez 2 dni po cc (jestem po złamaniu kompresyjnym th4 i właśnie to miejsce bolało najbardziej, a czemu - nie wiem...)
    • only_she Re: Jak to jest z tym cc? 25.06.13, 12:58
      Moje cc wspominam bardzo dobrze mimo że bardzo chciałam rodzić naturalnie, cesarki bałam się jak ognia i w szpitalu prosiłam o kilka konsultacji zanim trafiłam na salę operacyjną.
      Ból po cc był dla mnie zupełnie do zniesienia, nie przyjęłam żadnych środków przeciwbólowych, odmawiałam gdy chciano mi je podać, bo nie czułam zbytnio takiej potrzeby, a nie chciałam się faszerować by karmiąc małą przekazywać jej jak najmniej leków. Tym bardziej, że musiałam zostać znieczulona ogólnie, bo znieczulenie w kręgosłup na mnie nie podziałało, więc mała coś już z tego znieczulenia dostała. (Po wkłuciu w kręgosłup normalnie ruszałam nogami, wszystko czułam, także brzuch, znieczuliło mi jedynie mięśnie krocza i później bałam się, że coś zostało uszkodzone i już mi tak zostanie.).
      Najgorsze dla mnie było pierwsze wstawanie, wtedy zrobiło mi się niedobrze, ale też było do przeżycia.
      Ja przez kilka dni chodziłam zgarbiona bo bałam się, że mi szwy puszczą, czułam takie ciągnięcie.
      Dla mnie plusy cesarki:
      + 'dostajesz' dziecko bez żadnego wysiłku
      + nie masz traumy związanej z wielogodzinnymi bólami porodowymi i jakichś strasznych wspomnień po porodzie
      + nie masz naciętego krocza
      + większe bezpieczeństwo dla dziecka gdyby np. było owinięte pępowiną
      Dla mnie minusy cesarki:
      - nie widziałam jak urodziło się moje dziecko, spałam, przyniesiono mi je dopiero po kilku godzinach,
      - nie dano mi dziecka do karmienia mimo wielu próśb w pierwszej dobie, w ogóle w pierwszej dobie widziałam ją chyba przez 15 minut max - to było straszne,
      - podnoszenie się i schodzenie z wysokiego szpitalnego łóżka co kilka godzin by nakarmić małą od drugiej doby ze świeżą raną było nieprzyjemne, nie tyle bolesne co z obawą, że z raną coś się stanie,
      - długi powrót do pełnej aktywności,
      - brak czucia brzucha nad raną przez kilka miesięcy i ciągłe dziwne uczucie 'sztywności' w okolicy rany,
      - obawy czy przecięta macica pozwoli mi bezproblemowo donosić kolejną ciążę.

      Cesarka to nic strasznego, wyobrażałam ją sobie o wiele gorzej, jednak gdyby dano mi wybór, wolałabym rodzić sn, bo wydaje mi się, że taki poród, jeśli nie jest patologiczny, jest lepszym i zdrowszym rozwiązaniem dla dziecka. Jednak zdaję sobie sprawę, że gdybym przeszła trudy porodu sn, mogłabym mieć zupełnie inne zdanie smile
      • hermenegilda_zenia Re: Jak to jest z tym cc? 25.06.13, 22:05
        No widzisz, z tym widzeniem dziecka po cesarce to też chyba zależy od szpitala. Po zaszyciu brzucha po cc i wyjeździe z sali operacyjnej moje dziecko było już zbadane, oporządzone i czekało na mnie w pokoju. Miałam je przy sobie cały czas, bez przerwy, nie było mowy o żadnym kilkugodzinnym, ani tym bardziej całodobowym rozstaniu.
        • 18lipcowa3 Re: Jak to jest z tym cc? 25.06.13, 23:11
          hermenegilda_zenia napisała:

          > No widzisz, z tym widzeniem dziecka po cesarce to też chyba zależy od szpitala.
          > Po zaszyciu brzucha po cc i wyjeździe z sali operacyjnej moje dziecko było już
          > zbadane, oporządzone i czekało na mnie w pokoju. Miałam je przy sobie cały cza
          > s, bez przerwy, nie było mowy o żadnym kilkugodzinnym, ani tym bardziej całodob
          > owym rozstaniu.


          U mnie to samo, o 8.10 urodziła się moja córka, ok 8.40 już z córką przy piersi słałam mmsy do ludzi.
          • hermenegilda_zenia Re: Jak to jest z tym cc? 25.06.13, 23:37
            Bo ty, z tego co się orientuję, rodziłaś w tym samym szpitalu na S. smile
            • 18lipcowa3 Re: Jak to jest z tym cc? 26.06.13, 14:45
              hermenegilda_zenia napisała:

              > Bo ty, z tego co się orientuję, rodziłaś w tym samym szpitalu na S. smile


              aha wink
    • 18lipcowa3 Re: Jak to jest z tym cc? 25.06.13, 23:06
      Dla mnie cc to o wiele lepszy poród niz sn. Zarówno w trakcie jak i po.
    • kluska77 Re: Jak to jest z tym cc? 27.06.13, 00:56
      Kochanie, rodziłaś 4h, nie masz pojęcia co to jest poród przez kilkanaście godzin w pełnym bólu i zerowym wsparciu personelu (pani sobie wstanie do drabinek, pani sobie pójdzie do toalety, akurat bo się da przy skurczach co 3 minuty). Cesarka przy porodzie powyżej 8h to sielanka. Mam porównanie, bo mi zrobili cc na sam koniec.
    • ichi51e2 Re: Jak to jest z tym cc? 27.06.13, 05:04
      Wydaje mi sie ze nie mozna ladowac do jednego worka cesarki na zimno i porodu sn zakonczonego cesarka. Tak samo jak ktos u kogo porod sn zakonczyl sie cc nie zrozumie prawidlowo przebiegajacego sn.
      Porod sn zakonczony cc to porod patologiczny (warto zaznaczyc udzial czesto zbednych interwencji medycznych ale i natura czasem sie nie popisuje) trudno wiec sie dziwic ze robiona na szybko cesarka (czesto ratujaca zycie matki i dziecka) przebiega i goi sie inaczej niz zaplanowana przygotowana robiona na spokojnie procedura.
      Nie bede sie rozpisywac - powiem tylko ze w rozmowach o porodach zawsze mnie oslabia to licytowanie sie kogo bardziej bolalo - no ludzie przeciez wiadomo ze mozna poczuc tylko wlasny bol i w porownaniu z babka z sasiedniego lozka MNIE bolalo bardziej...
    • turmalinka Re: Jak to jest z tym cc? 27.06.13, 07:33
      Ja swoje cc wspomninam super, mialam emergency ze wzgledu na zle ulozenie malej. Maz przez caly zabieg byl przy mnie, po wyjeciu malej siedzial z nia przy mojej glowie. Po szyciu przewiezli mnie na sale pooperacyjna, dostalam slawne tosty, od razu polozono mi dziecko na piersi, moglam ja karmic. Po ok 2 czy trzech godzinach z dzieckiem na reku przewieziono mnie na sale docelowa (ok 22). Jak znieczulenie przestawalo dzialac dostalam leki przeciwbolowe. Dziecko bylo caly czas przy mnie, jak chcialam ja nakarmic, przewinac, przytulic to dzwonilam po polozna. Rano prysznic i powoli zaczelam chodzic. Zadnego bolu, zadnych problemow z rana. Najgorzej z calej imprezy wspominam zastrzyki w brzuch, ktore jeszcze w domu musialam robic.
      Doszlam do siebie duzo szybciej niz po sn z nacieciem krocza.
    • awidyna Re: Jak to jest z tym cc? 27.06.13, 12:11
      Mnie wody o 4.00 odeszły. o 10.42 córka przyszła na świat, o 22.00 musiałam już wstać. Nie powiem, prawie zesłabłam wink Boli, bo boleć musi. Tyle warstw przecietych i pozszywanych... Normalne. Znieczulenie dostałam na noc i następny dzień, potem już nie. Ból był znosny. Corkę miałam caly czas przy sobie. Sama przewijałam i ją nosiłam. Dla mnie to 3 dni tzw. bolesne, 2 tyg tzw. niekomfortowe wink Każdy ma inny prog odczuwania bólu. Dla mnie najgorsze to było wkłucie do kręgosłupa - nie bolesne ale głupie uczucie, no i te dreszcze po... brr wink Ale najważniejsze to urodzić, nie ważne jak wink
      • natchniuza86 Re: Jak to jest z tym cc? 29.06.13, 00:15
        Ja sie panicznie balam wklucia w kregoslup, ale po calym porodzie sn lacznie z prawie 2,5h boli partych nawet nie poczulam jak sie anestezjolog wbijal, a sytuacja byla juz na tyle podbramkowa, ze jak tylko wpadl na sale, to zaczal mnie znieczulac na skurczu. Wiec wbicie w kregoslup to byl wtedy pikus wink
    • natchniuza86 Re: Jak to jest z tym cc? 29.06.13, 00:11
      Ja wspominam wspaniale cc i koszmarnie sn zanim mnie wzieli na blok.
      Cesarke mialam przed 9, po 12 godzinach poszlam pod prysznic. Na noc dostalam leki w kroplowce i spalam cala noc (byla to zreszta ostatnia noc od prawie 1,5 roku kiedy naprawde sie wyspalam tongue_out) Dziecko przywieziono mi nastepnego dnia o 6 rano i od tego momentu zajmowalam sie nim juz caly czas.
      Zadnych lekow przeciwbolowych nie dostawalam juz po pierwszej nocy, chodzilam, siedzialam, lezalam bez problemu wink Problematyczne bylo wstawanie z pozycji lezacej i jeszcze przez jakis czas sprawialo mi to klopoty (ale nie jakis specjalny bol), natomiast dziewczyny po sn, ktore czasem widzialam na korytarzu ani chodzic nie umialy, ani siedziec, wiec ja wole sie pomeczyc ze wstawaniem ale nie miec najmniejszych problemow z siedzeniem i chodzeniem wink
      Reasumujac, jestem zachwycona cc, bo i dla rodzacej zwykle mniej bolesnie, i - przede wszystkim - dla dziecka bezpieczniej. Nastepne dziecko, jesli sie zdecyduje kiedys, tylko i wylacznie przez ciecie. Choc musze przyznac, ze znam tez przypadek zgonu po cc, ale mimo wszystko uwazam, ze to opcja lepsza i bezpieczniejsza.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja