z innej beczki...

02.08.04, 16:21
staralismy sie od ok. roku, no i stalo sie. Moj maz caly czas mowil o tym jak
to pieknie bedzie jak bede w ciazy, a potem z malym bedzie chodzil na
spacery ...ze to on bedzie sie nim w nocy zajmowal...a potem gral w pilke...
Bedzie to nasze pierwsze dziecko...Nagle stalo sie i zupelnie nieoczekiwanie
(tzn. po roku staran, myslalam juz o bezplodnosci) jestem w ciazy, wiem o tym
od piatku, a moj maz nagle zaczal histeryzowac.Zamiast wielkiej spodziewanej
radosci, czuje i mowi o tym jaki to on jest biedny i pozostawiony sam sobie,
a jak dziecko przyjdzie na swiat, to bedzie calkowicie na boku?????!!!!!
Jest juz zazdrosny o kruszynke? Jak sobie z tym radzic?Moja ciaza moze okazac
sie wysokiego ryzyka, przypuszczalnie bedziemy miec konflikt serologiczny, a
ja jestem " pozna pierwiastka ", wiec tym bardziej musze teraz bardzo o
siebie dbac..Powiedzcie, czy to normalne, czy tez moj maz, to wielki egoista?
    • roxi_hart Re: z innej beczki... 02.08.04, 16:27
      Moim zdaniem to normalna reakcja faceta-jeszcze nie doszedl do siebie. Daj mu troche czasu, napewno przemysli sprawe i bedzie tryskal radoscia. Moze on po prostu nie wierzy w swoje szczescie i boi sie ze moze byc cos nie tak? Napewno bedzie wsyztsko w porzadku.
      Gratulacje, dbajcie o siebie.
    • mgg1 Re: z innej beczki... 02.08.04, 16:34
      dzieki za pocieszenie, ale ja tak naprawde nie rozumiem go. Od dluzszego czasu
      napomyka , ze chcialby, abym wiecej byla "dla niego "..ciagle mu malo...
      To ja tak naprawde chodze za nim, tule sie do niego, caluje...i daje poczucie,
      ze jest kochany...Porownalam w tym momencie jego zachowania w ostatnim czasie i
      zauwazylam, ze to ja mam powody do uskarzania sie...
      • olida Re: z innej beczki... 03.08.04, 10:04
        Ja niestety nie mogę powiedzieć, żeby było to dla mnie normalne zachowanie ze
        strony faceta. Szczególnie po tym jak dziecko było wyczekane i wyproszone.
        Litości, ale czy on nie rozumie, że trochę tak jest, że pojawia się nowy plan w
        waszym życiu, być może najważniejszy? Ja chyba bym z nim poważnie porozmawiała;
        no tak ale ja jestem wrednym Baranem smilesmile i od razu mówię co leży mi na sercu.
        Ja jestem w trzeciej ciązy, 2 poprzednie to poronienia, w sumie staramy się od
        ponad 3 lat choć dokładnie już nie liczę. Do tej pory byliśmy sobie bardzo
        bliscy, po 8 latach wciąż jak zakochani jak dzieci, dużo podróży, hobby, duuużo
        czasu dla siebie. I mimo to, gdy znowu się udało, mój mąż potrafił zrezygnować
        prawie ze wszystkiego, żeby być ze mną, zajmować się mną, przytulać i
        pocieszać, że na pewno wszystko jest ok. Nawet nie współżyjemy, bo ciąża jest
        zagrożona, a mimo to na nic się nie uskarża! Moja propozycja - potrząśnij swoim
        mężem. Jak dalej tak będziesz ciągnąć pocieszanie go, to chyba tylko się
        utwierdzi w tym, że naprawdę jest nieszczęśliwy.
    • agatris Re: z innej beczki... 02.08.04, 17:54
      hej, nie przejmuj się, Twój mąż jest zapewne w szoku, ze szczęścia czasem się
      głupiejesmile)
      minie trochę czasu, oswoi sie z tym i "znormalnieje". Mój mąz też się na
      początku głupawo zachowywał, dostał małpiego rozumu, teraz jest vdla mnie
      wielkim wsparciem i pociechą ( u mnie zaczął się 6 miesiąc).
      pozdrawiam ciepło, pamietaj ze faceci czasem lubią być małymi chłopcamismile)
    • foe1 Re: z innej beczki... 02.08.04, 20:54
      Hmmmsmile
      Każdy facet chce być NAJ.
      Zawszesmile
      Może mu być cięzko, jak się dziecko urodzi, ale Ty się nie zrażaj, tylko
      wciskaj Maleństwo w ręce ojca, jak tylko ku temu okazja.
      Jak mu sie już więź zadzierzgnie, to zluzujesmile
      Już nie pytam czy z dziewczynką też będzie grał w piłkę, czy czeka tylko na
      chłopakasmile
      Jak się okaże, że jest egoistą i więź mu się nie zadzierzgnie, to wmów mu , że
      dziecko jest JEGO kawałkiem, czyli to tak, jakby dbał o siebie.
      Smutna prawda jest taka, że będziesz potrzebowac silnego nieegoisty, ale o
      takich w dzisiejszych czasach trudno.
      Sama coś o tym wiemsmile

      • paulajal Re: z innej beczki... 02.08.04, 23:35
        Dla mnie to raczej nie jest normalne zachowanie, ale tez wiele zachowań mojego
        męża również nie jest dla mnie normalnych, a pomimo to trwam przy nim i jest mi
        najbliższy na świecie. Tak to już jest, że mężczyźni są czasami po prostu ....
        inni, ich reakcje są dla nas czasem niezrozumiałe, ale trudno nie zawsze
        wszystko układa się po naszej mysli i nie oznacza to zaraz, że się nie układa.
        Nie oczekuj, że dwie różne osoby odczuwałyby idealnie to samo w nowej sytuacji
        i identycznie na nią zareagowały. Taki ot macie mały dziwny problem, jeden z
        wielu i nie ma co go rozstrząsać, bo to nic strasznego. Wiele z nas to
        przerabiało. Okazuj po prostu swojemu mężowi dużo ciepła i miłości, bo
        widocznie tego akurat teraz potrzebuje, mężczyźni to nie skały, też lubią być
        rozpieszczani.

        I nie martw się, bo nic złego się nie dzieje!

        pozdr
    • abiedrzycka Re: z innej beczki... 03.08.04, 09:27
      No tak, skąd ja to znam??? smile)) Dzidzi jeszcze nie ma, a tatuś zazdrosny jak
      diabli. "Nie zrobisz mi herbatki? A czemu obiadek tak późno? Jestem taki
      zmęczony... Kiedyś bardziej o mnie dbałaś... Chyba już mnie nie kochasz.. A co
      to będzie, jak się dziecko urodzi??? Wtedy to w ogóle przestanę być ważny."
      Myślałam, że szału dostnę. Mój mąż z wielkiego, silnego faceta stał się małym
      dzieckiem i z dnia na dzień, w miarę "wzrostu mojego brzuszka" dziecinniał
      coraz bardziej. Miałam wielki żal, że zamiast dbać o mnie i o tak długo
      wyczekiwane maleństwo, ten wymagał, zeby to wokół niego skakać. Ale poradziłam
      sobie z tym. Pewnego dnia, kiedy miał pretensje, że coś tam nie jest
      uprasowane, powiedziałam, że byłam u lekarza, bo rano bolał mnie brzuch i pan
      doktor powiedział, że powinnam natychmiast iść do szpitala na obserwację, ale
      ja sie nie zgodziłam, bo mój mąż nie może zostać w domu bez opieki, na co pan
      doktor orzekł, że jeżeli mąż jest dla mnie ważniejszy niż dziecko, to mogę mu
      usługiwać, ale w momencie poronienia, czyli już niebawem powinnam jednak
      zgłosić się do szpitala. Po tym wywodzie złapałam się za dół brzucha i zgięta
      wpół poczłapałam do łóżka. PODZIAŁAŁO!!! Odtąd mój mąż skakał nade mną,
      przytulał, całował brzuszek i prosił maleństwo, żeby zostało tam tak długo, jak
      trzeba. Zmienił się o 180 stopni i tak mu zostało (do niedawna). Niedługo chyba
      będę musiała "terapię szokową" powtórzyć, bo jestem w 12 t.c. i ten mój mąż
      znów coś mi nawala... Powodzeniasmile))
    • dominika8 Re: z innej beczki... 03.08.04, 09:37
      ja też myślę, że powinnaś dać mu trochę czasu na ochłonięcie, ale uważnie
      obserwuj jego zachowania i działaj w razie potrzeby!Niestety ja Ci nic nie
      doradzę bo mój mąż zachowuje się pod tym względem prawidłowo, ale przyznam się
      że też takiej jego reakcji się obawiałam. Gdzieś przeczytałam, że trzeba
      przyszłego tatusia od razu wciągać w ten cały świat ,,ciążowy''-niech będzie na
      każdym USG (jeżeli oczywiście Ty tego chcesz), na badaniach kontrolnych, czytaj
      na głos różne rzeczy-np na jakim etapie rozwoju jest obecnie maleństwo itd.
      Ja za to przeżyłam rozczarowanie jego reakcją na wiadomość o ciąży (jest tu
      taki wątek)-pocałował mnie, powiedział ,,przecież Ci mówiłem" i spokojnie
      wrócił do obcinania jakiegoś kabelkasmile cóż.....
    • bei to normalna reakcja:) 03.08.04, 09:43
      staraliśmy sie z A rok o tę ciaze...juz zaczelismy sie przygotowywac duchowo do
      adopcji...stał sie cud...mój A....niby szalal z radości...a byl jakiś taki
      przyłzawiony...smętny...teraz jest 23 tc...ciaża z wielkimi problemami....A
      wszędzie ze mna...jest tatą od poczęcia...dba o nas...stałam sie opakowaniem-
      kruchym i delikatnym opakowaniem jego skarbusmilesmile
      Zobaczysz....Twój partner rozwinie skrzydła...potrzebuje troszke czasu....życze
      Ci szczesliwych dni- Tobie...i Twoim bliskimsmile
      • mgg1 Re: to normalna reakcja:) 03.08.04, 10:08
        moj kochany maz wczoraj oznajmil mi, ze mamy jeszcze 2-3 mies.na to ?, zebym
        mogla sie nim "zajac", a ogladany w telewizji film , byl dla niego inspiracja,
        do przeprowadzenia ze mna "powaznej rozmowy".
        Nagle, poskarzyl sie, ze nie wychodzimy, nie tanczymy, nie chodzimy na spacery
        i nie robimy tysiace innych rzeczy, za ktorymi on teskni (bzdura-czesto jest
        leniwy i odrzuca propozycje, jesli mu w 100% nie dpowiadaja).Jestesmy oboje w
        wieku, w ktorym wielkie hulanki teoretycznie powinny juz byc za nami.
        wypunktowal mi czego mu brakuje i na co nie bedzie wiecej juz nigdy czasu!?,
        poczym popatrzyl na mnie uwaznie i powiedzial, ze to jedyna moja szansa-
        jeszcze te 2-3 mies., zeby nadrobic zaleglosci(sic)po tym okresie to on bedzie
        musial zajmowac sie mna, bo ja bede "slaba, bezbronna, zalezna i nic nie bedzie
        mi wolno". Dostalam szalu na wiesc, ze nie wychodze mu na przeciw i pomyslalam
        sobie: "...rany co to bedzie jak kruszynka przyjdzie na swiat...?????????
        Facet, ani hybi szaleje!
        Pociesza mnie jednak, to , ze zabral sie wczoraj "za zycie" tzn,sprawy, ktore
        od dawna "leza" i stwierdzil, ze musimy energicznie zabrac sie do dzialania.
        Rano wychodzac do pracy obudzil mnie czulym pocalunkiem , informujac mnie
        rzeczowo, ze na stole czeka na mnie adres do ginekologa...
        Ehhhhh i tak go kocham . wiem, ze bedzie kochanym tatusiem!
        • dominika8 Re: to normalna reakcja:) 03.08.04, 10:17
          aaa znam tą nadaktywność. Mojego męża też ropierała energia, a ja przez
          pierwsze 3 miesiące bym tylko spała i spała i na nic nie miałam po prostu sił.
          A on by chciał żeby było jak dawniej-co tydzień stado znajomych na działce,
          grill, zabawa do rana. W tygodniu codziennie coś-kino, wycieczka do rodziców,
          do jego dziadków, na piwko, na rowery, nad morze, na Mazury itd Na
          pytanie ''Kochanie, co robimy?" dostawałam szału, i wreszcie wybuchłam. Musiał
          zaakceptować, że zamiast kilkunastu osób na działce, wokół których trzeba się
          krzątać, wolę pojechać z nim sama, poleżeć na tarasie, poczytać dobrą książkę,
          posłuchać ptaszków i popatrzeć wieczorem na ogień w kominku. Po prostu na nic
          innego nie mam siły. To był trudny okres, mówię Wam.....Myślę, że na dobre
          wyleczył się z takiego podejścia, gdy 2 tyg temu, wycieczka nad morze (jestem z
          wawy) skończyła się jazdą w nocy do szpitala i wielkim strachem. Od tej pory
          jestem asertywna do bólu, bo to nasza intuicja podpowiada co jest dla dziecka
          dobre i bezpieczne, i tyle.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja