cesarka - znaczy "gorsza"?

27.01.14, 14:00
Witamsmile Na początek chciałam podziękować za tą wspaniałą stronę, która nie raz pomogła mi przezwyciężyć problemy związane z ciążą i macierzyństwem. Mam 22 lata i zdrowego, pięknego synka, który skończył pół roku. Kiedyś dowiedziałam się, że nie będzie mi łatwo zajść w ciążę. Problemy zdrowotne (niedoczynność tarczycy, zespół policystycznych jajników), sprawiły, że wraz z mężem, baliśmy się, że nie będzie łatwo. Ale udało się. Ostatni miesiąc spędziłam w domu (wcześniej studiowałam i prowadziłam aktywny tryb życia), wyjechałam do mamy na wieś, nawet pomagałam jej na działce i w pracach domowych. Sąsiadki łapały się za głowę, jak widziały mnie kuczającą w truskawkach. Mąż stwierdził, że nawet się nie zorientuję, jak zostawię synka w kapuście smile. A tu termin porodu minął i nic. Musiałam się wstawić w szpitalu, aby móc kontrolować tętno dziecka. Nie wspomnę o tym, jak bardzo się spłakałam przed wyjazdem.Ale wiedziałam jedno - tak czy siak, wrócę do domu z Synkiem. Położyli mnie na sali przedporodowej. Za ścianą była porodówka, nie spałam dwie doby, bo ciągle słyszałam krzyk rodzących kobiet. "Jeszcze troszkę" i nagle płacz dziecka. A po moich policzkach płynęły łzy. Łzy tęsknoty za moim dzieckiem, łzy szczęścia, bo wyobrażałam sobie, jak kładą mi na brzuch moje długo oczekiwane Szczęście. Kiedy będzie moja kolej? W środę miałam 2 cm rozwarcia. Na ktg pokazywało skurcze, ale nieregularne. Już bolało, ale nikomu się nie skarżyłam. Najważniejsze, że dziecko było pod kontrolą. Czwartek rano - założyli mi 'balonik' na wywołanie porodu. Chyba nie muszę pisać o bólu jaki mi towarzyszył, przy wkładaniu długich rozwieraczy do szyjki macicy.. Tak, czy siak, nigdy bym się więcej nie zgodziła na indukcję. Cały dzień miałam bolesne skurcze, wiedziałam już, że poród nastąpi lada chwila. Powiedziano mi, że mam czekać, aż ten balonik sam wypadnie. Jeżeli nie wypadnie, nic się nie da zrobić. To czekałam zwijając się z bólu na sali przedporodowej. Płakałam, chodziłam, robiłam przysiady, byłam kilka razy pod prysznicem. O 21 nie wytrzymałam, trzymając się ściany, ledwo zaszłam do pokoju położnych, które smacznie przysypiały. "Balonik wypadł?" -"Nie!" -"To na salę!" Byłam sama, zupełnie sama, nikt nie chciał mi pomóc. Skurcze co 2 minuty nie pozwalały mi na normalne funkcjonowanie. Zadzwoniłam do męża - "przyjeżdżaj" - powiedziałam, "bo sama nie daję rady". A to był dopiero początek! Zaczołgałam się do położnych, wreszcie jedna znów spytała: balonik wypadł? ja:nie! to z łaską powiedziała, żebym poszła na porodówkę, tam sprawdzimy co się dzieje. I faktycznie balonik wypadł, ale zaklinował się u wejścia pochwy. Masz 6 cm rozwarcia, idziesz rodzić! Mąż przyjechał, na sali porodowej byliśmy w trójkę z położną. Byłam naga, ćwiczyłam, robiłam przysiady. Ból tępy, krzyżowy, skurcze co minutę, ktg co pół godziny przez 15 minut. Po 1 w nocy, położna przebiła mi wody płodowe paznokciami, gdy mąż wyszedł kupić kawę w automacie! I wtedy zaczęło się piekło. Okazało się, że nadal 6 cm. Położna zadzwoniła do lekarza z zapytaniem o oxy. Zgodził się, więc zastrzyk w tyłek. Nic nie pomogło. Znowu! Godziny leciały, byłam wykończona. Wyłam z bólu, waliłam nogami, trzęsłam się, prosiłam Boga o pomoc. Kuczałam, klękałam, darłam sznur z sufitu, tak, że mało kasetony nie odpadły. A położna non stop robiła mi masaż szyjki macicy, co sprawiło, że wyraniła główkę dziecka wbijając paznokcie. Była tęga, miała grubą rękę i rozdzierała na żywca moje wnętrze. Mijały godziny. Ile jeszcze? - darłam się. Nie miałam już łez, nie miałam już siły, gardło bolało z wycia, a ona mnie nadal rozdzierała. "Wytrzymaj chwile, zrobię to i zaoszczędzimy trochę czasu. Dzięki temu, poród się przyspieszy!" Skurcze były tak częste i tak silne, że nie miałam nawet chwili, żeby złapać oddech do parcia. A skurcze były już parte sad Najgorzej wspominam to ciągłe badanie ktg, które sprawiło, że przez leżenie na łóżku, skurcze były jeszcze bardziej bolesne. Pytam: ile już? Położna odp: No prawie 7 cm. Załamałam się! Tyle godzin i taki postęp? To mnie dobiło. Przerażała mnie myśl, że to dopiero początek, że tyle jeszcze przede mną, a ja już nie mam siły. Było przed godziną 5. Kolejne ktg, kolejne masaże szyjki. Czuję, że tracę przytomność, nie oddycham, nie potrafię wziąć oddechu i nagle spadek tętna dziecka. Mój krzyk, mój strach, moje łzy i mój ból. Otrzeźwiałam, wróciłam na ziemię. Położna spanikowana dzwoni do lekarza. Nie odbiera. Kolejny raz i nic. Wreszcie odebrał. Za chwile wbiega zaspany lekarz, pyta co się dzieje. Na stronie położna mu wszystko wyjaśniła. Zerka na zapis ktg, wkłada palce i.. "6 cm. Podpisała pani zgodę na cesarskie cięcie?". Nie! Jakie 6 cm, jak 7! Przez myśl mi przeszło migiem tysiąc myśli: Jaka cesarka? Przecież ja mam urodzić naturalnie! Chodziłam do szkoły rodzenia, moja mama urodziła normalnie 5 dzieci, babcia 6! Przecież to cięcie brzucha! Zesłabnę! Spadek tętna? Jezu, ratujcie moje dziecko!" Ekspresowe podłączenie cewnika, podpisanie zgody, założenie koszuli. Wsadzili mnie na wózek i pędzili przez długi korytarz. Było cicho i ciemno. Wrzeszczałam z bólu i strachu, jakby mnie żywcem rżnęli. Otworzyły się drzwi sali operacyjnej a tam czekał na mnie już cały zespół medyczny. "Proszę się położyć na łóżku", widziałam jak lekarz w zielonym fartuchu smaruje mi czymś brzuch, anestezjolog coś wkuwa w obiegówkę, ktoś wiąże mi ręce, każą mi wziąć kilka oddechów i odpływam. Mój koszmar fizyczny się kończy. Zbudziłam się za wcześnie. Wyciągają mi rurę z intubacji, nie mogę oddychać. Ślina zalepiła mi gardło. Chcę pokazać im, że nie oddycham, ale ręka odmawia mi posłuszeństwa. Odessali mi gardło, słyszę: "trzy, cztery" i przenoszą mnie na drugie łóżko. Pytam: "żyje dziecko? zdrowe?" nikt nie odpowiada. Nie wiem czy majaczyłam, czy pytałam a nie wydawałam z siebie dźwięków... Przewieźli mnie na pooperacyjną. Przyszedł mój mąż, płakał: tak się bałem! Spytałam, czy widział synka, czy zdrowy? Dostał 10 pkt, mój mały dzielny skarb! Przywieźli mi go w szklanym wózku, patrzyłam na niego i płakałam, że nie mogę go przytulić, że marzenia o pięknym porodzie prysły jak bańka mydlana, marzenia, że go przytulę, pocałuję, że będą łzy szczęścia i powiem: "Cześ Skarbie! Witaj na świecie!" , nigdy się nie spełnią. To nie ja go wzięłam pierwsza na ręce, nie ja przytuliłam. Choć to nie zmienia mojej miłości do niego, mam poczucie tego, że coś mi umknęło, że jestem gorsza, bo się nie udało. Gdy pytają mnie o poród, a odpowiadam, że jestem po cesarce, patrzą na mnie z góry. Nie znają mojej historii, nie wiedzą co się wydarzyło, ile przeżyłam i jak bardzo się starałam wydać na świat dziecko własnymi siłami. Przecież nikomu nie zapłaciłam, nie umówiłam się na zabieg, nie poddałam. Ile bym oddała za to, by móc rodzić naturalnie! Macierzyństwo to cudowna sprawa. Na pewno nie poprzestaniemy na jednym dziecku. I tu pytanie, czy mam szansę naturalnie urodzić? Czy moja szyjka już więcej nie jest w stanie się rozwierać? Czy znów narazić siebie i dziecko na takie przeżycia? Przyznam, mam traumę po porodzie. Do kogo z tym pójść? Jak sobie poradzić ? W mężu mam ogromne wsparcie, ale szukam ciągle odpowiedzi na pytania, dlaczego tak a nie inaczej, co źle zrobiłam? Wiem, zadręczanie się niczego nie da, ale chciałam zaznaczyć jak ważne było dla mnie, aby móc urodzić naturalnie, spełnić swoje zadanie, być prawdziwą kobietą, wiedzieć jak to jest, gdy Ci dają na brzuch tego Skarba. Z minusów cesarki mogę jeszcze wymienić, że z tego względu na to, iż była robiona nagle, uszkodzono mi przy intubacji żuchwę, nie mogłam otwierać szczęki przez kilka dni, a do 2 miesięcy czułam niesamowity ból przy przeżuwaniu i otwieraniu szczęki. Szwy bolą do tej pory, pomimo tego, że nie mam żadnych zrostów, ani bliznowca. Po operacji dochodziłam długo do siebie. Totalny brak sił. Mimo cesarki - ból przy stosunku i ograniczenie w doborze pozycji seksualnych. Czy któraś z Was miała podobnie? Byłabym wdzięczna za udzielenie odpowiedzi. Pozdrawiam!
    • mamajaktalala Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 27.01.14, 14:33
      wg mnie za bardzo to przezywasz.
      ja jestem po dwóch cięciach. pierwszy poród podobny do Twojego, w pełni indukowany ale z większymi odstępami-tzn balonik mialam w piatek, po skórczach do rana wszystko odeszlo. w sobote odklejanie bieguna ale nic nie dało. w poniedziałek przebite wody i oksytocyna wlew w kroplowce na stałe.

      nie wspominam tego na szczescie tak jak ty. dzieki cwiczeniom oddechowym naprawde umialam sobie radzic z bolem. przeciez skurcz mija i jest chwila na odpoiczynek.
      mimo to przy 7 cm wszystko sie zatrzymalo i po próbach od 10 rano zrobili mi cesarke po 12 godzinach.
      ale ja bylam podczas ciecia przytomna. wiedzialam jak wyjmuja mi dziecko. wogole jak juz szlam na ciecie to czulam ulge ze nie musze sie dłużej męczyćsmile nie wiem czemu Ty mialas wtedy poczucie klęski a nie ulgi? przeciez tak bardzo cierpialas!
      ja slyszalam wsyztsko, jak wyjmuja dziecko, jak waza co mowia itp.
      po przewiezieniu na pop dostalam dziecko na 2 godziny na kangurowanie, byl z nami mąż.

      drugie cięcie mialam z powodu zagrażającej rzucawki ale tez wykorzystałam że stan po cięciu więc się od razu umówiłam zanim byłoby zagrożenie. wspominam cudnie. wyspalam sie, wstalam rano (w szpitalu bylam juz 2 tygodnie przed z powodu wlasnie nadcisnienia), pachnacy kawą pokjój połoznych, spokojne przygotowanie mnie do cięci,a cewnikowanie, znieczulenie, żarty lekrzy, wszystko miło, spokojnie, wg planu, zręcznie i bezboleśniesmile syn duży, od razu w moich ramionach po pół godzinie (szycie i przewiezienie na pop).
      ja nie czuję się gorsza. mało tego. śmiem twierdzić że jestem lepsza, od niejednej pochlastanej we wszystkie strony po porodzie naturalnym, żle pozszywanej i źle pozrastanej... współczuję kobietom porodów naturalnych, robienia kupy na przy twarzy wychodzącego dziecka...to wszystko jest dla mnie tym straszniejsze-że tego nie przeżyłam, że mogłam mieć już 2 cięcia.
      • a.kostecka Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 27.01.14, 15:12
        dziękuję za odpowiedź, która jest dla mnie bardzo ważna smile. być może ktoś mnie nie zrozumie, do nikogo nie mam pretensji, czy żalu, ale po prostu jest we mnie strach. bałam się, że stracę dziecko, a wyobrażałam sobie, że przywitam go inaczej. wiem, że nie znajdę odpowiedzi na pytanie, które mnie dręczy: "czy zdecydować się przy kolejnym dziecku na cesarkę?", bo decyzję i tak muszę podjąć sama, ale Kobiety, które przeżyły to podobnie, mogą mi w tym pomóc. Może jestem zbyt uczuciowa, może zbyt emocjonalnie do tego podchodzę - różnie sobie to tłumaczyłam - inaczej nie potrafię. Chyba najlepszym lekarstwem będzie czas. Już sam fakt przełamania się i wyznania tego co przeżyłam na forum, jest dla mnie krokiem do przodu smile Więc chyba nie pozostaje mi nic innego jak poddać się biegowi wydarzeń, który jak widać, potrafi zaskoczyć. Pozdrawiam smile
    • kondolyza Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 27.01.14, 15:26
      nie możesz czuć się gorsza, nie powinnaś!

      wydanie na świat dziecka to przede wsyztskim jego "wyhodowanie", wynoszenie, a nie tylko sposób w jaki ono na ten świat przychodzi. poza tym jeśli to porównywac to Ty tym bardziej powinnaś czuć górę nad tymi którym przyszło to łatwo, to Ty tu jesteś heroiczną poświęcającą swoje cierpienie matką, a nie te którym wsyztsko idzie wg planu.

      pierwsza zasada w każdej dziedzinie życia a przy dzieciach zwłaszcza-na nic się nie nastawiać. nie wolno planować jak będzie wyglądać poród. nie wolno planować jakie będzie dziecko, czy będzie kp czy mm, czy będzie ładnie jadło czy wcześnie chodziło. bo własnie nastawianie się na "tak a nie inaczej" rodzi rozczarowania i frustracje. każdy poród to historia baaardzo dynamiczna. nikt Ci nie powie jak będzie, aż dziwię się że się tak na to nastawiłaś. ja np. ja zwiedzałam szpital przed porodem widziałam wpisy "vacuum", cc i zastanawiałam się czy mnie to dotknie. nie nastawiałam się na nic. też miałam cc i też się z tego bardzo cieszę. może krocze nie ucierpiało, a przecież brzucha nie używam przy każdym zbliżeniu i każdym załatwianiu potrzeb tak jak krocza.

      co do następnego porodu myślę że powinnaś pogadać z lekarzem, a może już to wiesz-dlaczego Twój poró∂ tak wyglądał. wg mnie-dziecko było źle ułożone, skoro to położna robiła Ci rozwarcie to chyba główka nie zschodziła, może dziecko było za wysoko a może było jakoś przygięte np. potylicą? więc kolejne dziecko może się wstawić prawidłowo, może prawidłowo naciskać na szyjkę i możesz urodzić.
      ja jak rozmawiałam po moim pierwszyc cc z lekarzem to on powiedział że moja pierwsza cesarka była wynikiem braku postępu porodu. to nie znaczy że ja mam "taką szyjkę", że coś z nią nie tak. to znaczy że nie było odpowiedniego nacisku główki dziecka bo ta była źle wklinowana.

      ale z drugiej strony-mając oibecnie stan po cc możesz bez problemu wg obecnych zaleceń dostać zalecenie drugiej cesarki. i ja bym się zastanowiła na Twoim miejscu czy nie wybrać opcji przewidywalnej, zaplanowanej, spokojnej, ze znieczuleniem do kręgosłupa dzięki któremu będziesz świadoma przytomna i pierwsza zobaczysz dziecko, czy też znów ryzykować ŻYWIOŁ i znów nie wiadomo co się wydarzy. może być super, ale nigdy nic ni wiadomo. trzeba rozważyć dlaczego ciąża była przenoszona (często to się niestety lubi powtarzać) itp... musisz sama się zastanowic.
      ja za drugim razem wybrałam spokój i bezpieczeństwo. i nie żałuję i nie czuję się gorszą mamą, a raczej czuję się mamą-cwaniarą bo się wycwaniłam i uniknęłam trudów, bólu i cierpienia a koleżanki mi zazdroszcząsmile
    • chyba.ze Rozdwojenie jaźni..? 27.01.14, 15:44
      Był niedawno podobny wątek również jednorazowego nicka dotyczący opisu porodu, który wylądował na oślej.
      Coś licha ta podpucha wink
    • kerri31 Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 28.01.14, 20:20
      Nie czytałam całości tylko dwa pierwsze i dwa ostatnie zdania.
      W moim przypadku po cesarce doszłam o wiele szybciej do siebie niż po sn.
      CC górą !! smile
    • taka_sobie_2 Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 29.01.14, 21:06
      Za bardzo dramatyzujesz. Współczuję Ci, że się tak męczyłaś, ja bym już wyskoczyła przez okno. Chciałąm cesarkę i sobie ją załątwiłam (nie płacąc) i nie czuję się gorsza, wręcz przeciwnie. Współczuje tym wszystkim, które musiały się godzinami męczyć i wrzeszczeć rodząc dziecko. Nacinanie, masaże, oxy i inne - to jakieś męki, sponiewieranie kobiety. Ja czułam sie po cc bardzo dobrze, mogłabym mieć jeszcze 10 cesarek wink Poród naturalny - nigdy! Może i dla dziecka jest lepszy, pod warunkiem że nie spieprzą czegoś, wtedy dziecko może być kaleką albo wręcz warzywem. Rodzja porodu to tylko malutki procent wśród czynników, które decydują (?) o życiu i zdrowiu dziecka.
    • taormina Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 30.01.14, 08:45
      Myślę, ze problem jest głównie w Twojej głowie...
      Jestem po dwóch porodach naturalnych, przede mną trzeci - mam nadzieję, że też SN, ale nigdy nie wiadomo.
      Nigdy nie myślałam o CC jako o "gorszej" formie porodu, nie oceniam koleżanek przez pryzmat rodzaju porodów, na nikogo nie patrzę z góry.
      Gdybym miała podobne dylematy, to załamałabym się bo... moje porody były szybkie i bezproblemowe (4,5 oraz 2,5 godz), gdzie mi tam do dziewczyn, które rodzą po kilkanaście godzin, albo choćby do Ciebie - tyle czasu się męczyłaś, a ja szast prast i po sprawie wink

      W ogóle o tym nie myśl! Jakie to ma znaczenie?!
      • ziarenko-piasku Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 30.01.14, 10:26
        taormina napisała:

        > Myślę, ze problem jest głównie w Twojej głowie...

        Oooo to, to...dokładnie smile



        > Jestem po dwóch porodach naturalnych, przede mną trzeci - mam nadzieję, że też
        > SN, ale nigdy nie wiadomo.
        > Nigdy nie myślałam o CC jako o "gorszej" formie porodu, nie oceniam koleżanek p
        > rzez pryzmat rodzaju porodów, na nikogo nie patrzę z góry.
        > Gdybym miała podobne dylematy, to załamałabym się bo... moje porody były szybki
        > e i bezproblemowe (4,5 oraz 2,5 godz), gdzie mi tam do dziewczyn, które rodzą p
        > o kilkanaście godzin, albo choćby do Ciebie - tyle czasu się męczyłaś, a ja sza
        > st prast i po sprawie wink

        No nie mogę, jakbym ja to pisała, tylko te porody - najpierw 2,5 potem 4,5 godziny smilezCzy jestem gorsza??? Hmmmm...chyba raczej szybsza smile
    • amancjuszka Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 30.01.14, 11:20
      Ale masz problem, a chcialasby zeby twoje dziecko umarlo, bo Ci sie zachcialo rodzic naturalnie. Na nastepne sie zdecyduj jak dorosniesz.
    • tamara2505 Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 30.01.14, 12:18
      Dziewczyno!! Jesteś prawdziwą kobietą, powinnaś czuć się dumna! Wydałaś na świat dziecko! A co za różnica jak? Ja miałam cc (na życzenie) i jestem z siebie dumna, bo pozostałam kobietą (nic fajnego nie ma w szczyceniu się porozrywanym kroczem, nietrzymaniem moczu itp) i mam cudowne dziecko! Też podejdź do tego w ten sposób, że jako matka zrobiłaś co w Twojej mocy - dbałaś o Was w trakcie ciąży i teraz jak maluch jest w domu.
      • rozalka81 Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 30.01.14, 14:13
        Racja. Kobiecość nie zależy od rodzaju porodu. A kobiety, które nie chcą mieć dzieci i nie mają to co? Nie kobiety? Ale faceci też przecież nie wink Zresztą dla mnie akurat kobiecość nie jest jakąś tam zaletą ani szczególną wartością. Ważne by być dobrym człowiekiem po prostu. Kobiecośc kojarzy mi się ze słabością, kruchością. Wiem, ja jestem dziwna smile
        • mima14 Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 30.01.14, 15:21
          Zamiast rozpamiętywać traumatyczny poród i jego zakończenie, które nie było zgodne z Twoim planem, powinnaś cieszyć się że Twoje dziecko jest zdrowe. Zdrowie i życie dziecka jest dla matki priorytetem, a nie sposób przyjścia tego dziecka na świat. Znam dziewczyny, które nie miały tyle szczęścia co Ty i u nich decyzja o cc była za późno (jedna ma córkę z porażeniem mózgowym, która nigdy, mimo intensywnej rehabilitacji nie będzie w połowie tak sprawna, mądra i samodzielna jak Twoje dziecko, innej dziecko miało wyłamany bark podczas wyciskania z brzucha, bo tętno zanikało, na cesarkę było za późno, do dzisiaj ma problemy z ręką i nie jest w pełni sprawny). I wierz mi, że każda z nich dałaby się pociąć wzdłuż i wszerz żeby tylko ich dzieci były zdrowe. Ja też miałam cesarkę na "zimno" z powodu pośladkowego ułożenia dziecka i wspominam ją bardzo dobrze, dużo szybciej doszłam do siebie niż po porodzie naturalnym. Wyznacznikiem kobiecości nie jest rodzaj porodu, to Ty przez 9 miesięcy nosiłaś swoje dziecko, pewnie też sama, piersią je wykarmiłaś.
          pozdrawiam
      • edek.z.krainykredek Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 09.02.14, 06:06
        Też miałam cc, też "na życzenie", choć nie wiem czy i tak by mi nie zrobiono. I w ogóle nie czuję się gorsza, dziecko jest mega kochane dopieszczane, nie zastanawiam się nad tym że urodziłam przez cc. Przy pierwszym miałam sn i co? Mega trudny poród, zagrażająca zamartwica wewnątrzmaciczna, krzyki żeby przeć bo dziecko się dusi, w końcu vaccum i kilkadziesiąt minut pod tlenem. Dla tych co chcą rodzić sn proszę bardzo, pewie fajnie jak wszystko idzie gładko. Ja w cc najbardziej żałuję że nie położono mi na piersi dziecka po porodzie,ale po sn też mi zabrali sad teraz na poporodowej leżałam z dziewczyną po drugim cc bez wskazań medycznych i nie sądzę, żeby miała wyrzuty, tak pieszczotliwie i słodziaśnie obchodziła się ze swoim maluszkiem że aż serce rosło. nie będę więcej się rozwijać nt za/przeciw sn/cc bo to nie wątek ale proszę podejść do sprawy tak, że najważniejsze że dziecko jest zdrowe!
    • lidek0 cesarka - znaczy "gorsza"? Co za bdury 30.01.14, 19:31
      W/g mnie za bardzo dramatyzujesz /albo szaleją hormony po porodzie/ i na poród nie byłaś po prostu gotowa. Gdybyś była wiedziałabyś, że niektóre kończą się cc i nic nie da się na to poradzić, porodu po prostu nie da się zaplanować, ale o pewnych rzeczach warto wiedzieć wcześniej i wcześnie uprzedzić personel na co ewentualnie nie wyrażasz zgody niż potem wylewać żale na forum.
      Co do problemów po cc to większe miałabyś po sn, przynajmniej przy współżyciu bo te strefy w nim uczestniczą. Miałaś operację i masz prawo źle się czuć i być może masz zrosty.
      Zamiast rozpamiętywać coś co i tak musiało się wydarzyć skoncentruj się na dziecku, a o problemach zdrowotnych porozmawiaj z ginekologiem.
      Miałam cc, też nieplanowane ale cały czas byłam przytomna, wiedziałam, że tak też może być więc dramatu z tego nie robiłam, chyba lepiej urodzić zdrowe dziecko przez cc niż chore sn bo sobie tak wymyśliłaś.
      "To nie ja go wzięłam pierwsza na ręce, nie ja przytuliłam" zrobił to tatuś dziecka, a on jest w czymś gorszy od matki?
      "marzenia, że go przytulę, pocałuję, że będą łzy szczęścia i powiem: "Cześć Skarbie! Witaj na świecie!" , nigdy się nie spełnią." - a dlaczego? Dziecku po cc nie można tego powiedzieć?
      " co źle zrobiłam?" wtedy nic, teraz robisz źle rozpamiętując to, po co to komu a jak będę przebiegać kolejne porody tego nie wie nikt, rodzić naturalnie możesz.
      "Gdy pytają mnie o poród, a odpowiadam, że jestem po cesarce, patrzą na mnie z góry" współczuję takich znajomości, a na takie pytanie wystarczy odpowiedzieć: "A jakie to ma znaczenie?"
      Weź się po prostu ogarnij.
      • rozalka81 Re: cesarka - znaczy "gorsza"? Co za bdury 30.01.14, 21:38
        Pierwszą osobą, która bierze dziecko na ręce nigdy nie jest kobieta rodząca, tylko zawsze ta osoba, która poród odbiera, nieważne jaki to poród smile Wyluzuj, kobieto bo oszalejesz i zajmij się dzieckiem.
        • hinokiwood Re: cesarka - znaczy "gorsza"? Co za bdury 01.02.14, 01:19
          zawsze? nie zawsze.

          rodząc w naturalnych warunkach, np. w domu lub w tzw. domu urodzeń (w Niemczech nazywa się to Geburtshaus) położna pozwala matce asekurować rodzące się dziecko i wziąć je od razu na ręce po urodzeniu, szczególnie jeśli poród jest w wodzie - wtedy jest najłatwiej.

          nie, nie jest to hipisowski wymysł niebezpieczny dla zdrowia matki czy dziecka. domy urodzeń znajdują się przy najnowocześniejszych klinikach i łączy je często nawet korytarz.
    • hinokiwood Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 01.02.14, 01:15
      współczuję tak ciężkiego porodu, naprawdę dużo przeszłaś - ale najgorsze już za Tobą. teraz tylko powoli do przodu i będzie dobrze smile

      jestem w szoku jak inne dziewczymy mogą tak do Ciebie pisać: 'dramatyzujesz', 'wszystko się dzieje w twojej głowie', 'nie przesadzaj'! wszystkie jesteście takie twardzielki?! niektórzy są bardziej wrażliwi, a poród to bardzo ważne wydarzenie w życiu każdej kobiety, szczególnie pierwszy - wiąże się z ogromnymi oczekiwaniami, wyobrażeniami i niepewnością.

      cesarskie cięcie w Twoim wypadku było uzasadnione medycznie, nie przejmuj się że nie przeszłaś wszystkiego siłami natury. Twój synek jest zdrowy, Ty dochodzisz do siebie. teraz tylko trening na przyszłość.

      być może problem z rozwarciem to kwestia Twojej psychiki - być może byłaś zbyt spięta, nie nauczyłaś się skutecznych technik relaksacyjnych, rytmu porodu. środowisko szpitalne na pewno nie pomaga przejść porodu w spokojny i intymny sposób. dlaczego mąż dojechał dopiero w momencie takiego bólu? bliska osoba bardzo dużo dobrego wnosi do porodu, jeśli zdecydujecie się na kolejny poród postaraj się nie być sama w takiej chwili. nasze 'położne' niestety często mają podejście kasjerki z mięsnego.

      polecam Ci poczytać trochę o naturalnych metodach łagodzenia bólu, naturalnego porodu i jego teorii. być może też należy zastanowić się nad innym szpitalem następnym razem. zaraz podniesie się larum, ale zastanów się nad alternatywą dla szpitala - może poród domowy z doświadczoną położną lub tzw. 'dom urodzeń'? jeśli kolejna ciąża będzie bez powikłań, bez ryzyka i wszystko będzie wyglądało w porządku - zastanów się.

      niestety jest bardzo mało literatury w języku polskim na temat różnych metod naturalnego porodu - z resztą nie dziwię się, bo jak czasem czytam polskie fora to niestety kobiety w Polsce mają bardzo 'klasyczne' przekonania i wszelkie podejście odbiegające od szpitalnego porodu w świetle jupiterów, z milionem leków, znieczuleń itp. traktują jako zdobycz cywilizacyjną nie bacząc na efekty uboczne.

      spróbuj poszukać informacji o metodzie Bradley'a i technice Lamaze'a. jeśli możesz bez problemu czytać po angielsku to jest wiele stron internetowych, filmów na youtube czy książek na amazonie, które dokładnie poprowadzą Cię przez opcję naturalnego porodu bez znieczuleń, cesarki itp. (jeśli oczywiście, powtórzę znów, nie ma medycznych wskazań do jej wykonania). ja właśnie czytam 'Husband-Coached Childbirth (Fifth Edition): The Bradley Method of Natural Childbirth' (www.amazon.de/Husband-Coached-Childbirth-Fifth-Edition-Bradley/dp/055338516X) i jest naprawdę bardzo ciekawa, ale jest sporo różnych do wyboru (m.in. świetny 'Hypnobirth').

      na koniec mała wolta - faktycznie, wszystko jest w Twojej głowie - moc do opanowania, harmonii i przejścia przez poród naturalną drogą również. trzymam kciuki i mam nadzieję, że kolejny poród będzie pięknym przeżyciem.
    • aldira Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 02.02.14, 14:02
      O nie nie. Napewno takie mysli w stylu jestem gorsza bo nie rodzilam SN powinnas wyrzucic z glowy. Moja coreczka zdecydowala ze chce wyjsc na swiat tyleczkiem wiec wyszlo ze mialam planowane CC. Nie czuje sie z tego powodu gorsza bo kocham swoja corke tak samo a nawet bardziej niz wiele kobiet ktore rodzilo SN. Tak jak juz wczesniej ktos wspomnial nie liczy sie tylko jak urodzisz ale jak bedziesz kochac i jak to dziecko wychowasz. A tym matkom ktore patrza na ciebie ze zlym wzrokiem gdy opowiadasz ze mialas CC bym powiedziala A wescie sie Odpier.....
      Pamietaj jestes wartosciowa osoba i dobrab matka i tego sie trzymaj !
      przepraszam za polskie znaki.
    • landora Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 02.02.14, 16:55
      Nigdy nie zrozumiem tej obsesji na temat porodu siłami natury. Dziecko jest? Jest. Zdrowe? Zdrowe. To co za różnica jak przyszło na świat??
    • a.kostecka Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 06.02.14, 12:56
      Oczywiście nie chciałam, aby ta moja historia wyglądała tak, jakbym przeklinała cesarkę. Wręcz przeciwnie-uratowała życie mojemu dziecku i chyba uratowała również i mnie. Po prostu opisałam poród, aby 'ktoś' mógł ocenić, czy jestem stworzona do rozwiązania siłami natury, czy skazana na kolejną cesarkę 'na zimno'. Może któraś z Was miała podobną historię? Może i za bardzo przeżywam... Chciałam podkreślić, że właśnie chyba za bardzo byłam przygotowana na poród, ćwiczyłam oddechy, masaż krocza, szkoła rodzenia, czytanie poradników, regularne ćwiczenia, wewnętrzny spokój i brak strachu. Gdy rodziłam, położna mówiła do męża: "tak właśnie wygląda kobieta świadomie rodząca". Chyba ból mnie przerósł. Może gdyby poród nie był po terminie, a może gdyby nie był wywoływany - inaczej by się to skończyło. A może faktycznie nie jestem stworzenia do rodzenia siłami natury?! Gdybać można! Nie przewidziałam takiego toku wydarzeń. Za bardzo się nasłuchałam i naczytałam jaka to cesarka jest zła. A pytanie, czy cesarka znaczy gorsza, było raczej pytaniem retorycznym i wołaniem o zwrócenie uwagi na to, że nie zawsze ona oznacza, że kobieta się poddaje i że boi się bólu (nie obrażając oczywiście tego grona kobiet), tylko może również oznaczać jej walkę, która co najważniejsze, kończy się hapyy'endem smile
      • kasbart_1986 Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 08.02.14, 21:01
        Moja historia jest trochę podobna do Twojej. Byłam mega przygotowana i nastawiona na naturalny poród, nawet nie wyobrażałam sobie że może się to inaczej zakończyć. Niestety 11 dni po terminie i dalej nic, żadnych oznak zbliżającego się porodu. Zmierzono, zważono dziecko, wyszło 4600 i obwód brzuszka o 6 cm większy niż główki. Wszyscy zdecydowanie odradzali wywoływanie porodu ze względu na zdrowie/życie dziecka, podobno naturalny poród byłby dla niej niebezpieczny, bo było duże prawdopodobieństwo zaklinowania się barków. Więc nawet nie miałam próbki jak to jest rodzić naturalnie. Po prostu mnie pocięli i wszystkie marzenia o naturalnym porodzie prysły... Miało być tak pięknie i w ogóle, a po cesarce dziecko przynieśli mi dopiero po 4h! Te 4h były najgorsze w życiu... Płakałam, że mnie pocięli, płakałam że nie ma przy mnie córki. Strasznie to przeżywałam, debatowałam, że może jakby wcześniej zważyli dziecko to by jeszcze można było rodzić. Załamywałam się, że te pomiary były na moją wyraźną prośbę/żądanie, bo chcieli tak po prostu podłączyć mi oxy... itd itp Ale generalnie ta "załamka" przeszła mi po miesiącu i teraz nawet sobie myślę że może lepiej się stało... Może lepiej mieć pozszywany brzuch niż krocze. Dlatego trochę się dziwię, że chociaż minęło już pół roku, to Ty ciągle przeżywasz ten temat... To, jaki był poród, nie świadczy o tym czy jesteś lepszą czy gorszą matką. O tym świadczy to co za kilka lat wyrośnie z Twojego dziecka.
    • zebra12 Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 09.02.14, 18:43
      A ja Cię rozumiem. Też bym pewnie tak to przeżywała. Poród naturalny jest dla mnie dopełnieniem ciąży.
      Jednak czasem nie ma wyjścia i wtedy absolutnie nie można się obwiniać, zwłaszcza, gdy robi się to by ratować dziecko.
      Tak, że głowa do góry! Jesteś dobrą i odpowiedzialną mamą.
    • jugutka Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 10.02.14, 07:36
      a.kostecka a co Ty masz jakieś kompleksy, że martwi Cię opinia ludzi ? i to często obcych na których Ci nie zależy ?? smile
      Daj spokój smile nos do góry smile Masz pewnie kapitalne dziecko i to jest najważniejsze smile)

      Trzymaj się smile)))
      Twoje życie - Twoja sprawa smile)
      • marygirl Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 10.02.14, 18:35
        Ja chodziłam ze skurczami dwie doby w tym 4godz na oxy jak na jakichś torturach!! Potem cc bo rozwarcie tylko 5 cm, w maju drugi porod załatwiam umowione cięcie,nie chce męczyć ani siebie ani dziecka,poza tym żeby w tych czasach tak bez znieczulenia dobrowolnie? wink ja po cc w dwa tyg byłam już pełna sił i sama latałam po sklepach big_grin żadnych innych dolegliwości z blizna,seks super w 3tyg po porodzie big_grin
        • lenk_a37 Re: cesarka - znaczy "gorsza"? 11.02.14, 09:33
          współczuje przeżyć związanych z porodem ale mam wrażenie że twoje odczucia są nieprawdziwe, nikt nie uważa kobiet które poddały sie cesarce (nawet tych na własne życzenie ) za gorsze... powiem szczerze nie wiem skad takie przypuszczenia....sama rodziłam dwa razy - naturalnie, mimo tego, że u mnie porody były jak z "filmów" idealne - to widzialam kobiety kóre sie meczyly i lekarze nie czajac za dlugo sami poddawali do rozwazenia rozwiazanie przez CC.
          Prawda jest taka, że poród naturalny to poród naturalny i co by tu nie mówić to jest lepszy dla mamy i dla dziecka. Ale mamy tez medycyne która w takich przypadkach przychodzi kobiecie z pomoca. NIe rozumiem dlaczego kobiety mialyby z tego nie korzystac.


Inne wątki na temat:
Pełna wersja