anndann
14.03.14, 14:40
Witam,
Ciąża to powinien być okres radości. Ja się cieszę i nie mogę już doczekać aż zobaczę moje maleństwo,ale to dopiero pod koniec czerwca,ale mimo to ciągle się czymś zamartwiam. To jest moja 2 ciąża. W 1 przejmowałam sie byle bzdurą typu czy lakier do włosów nie zaszkodzi i naprawde sie tym przejmowalam i święcie wierzyłam, że może zaszkodzić. Po porodzie nie mogłam uwierzyć jak mogłam być tak głupia isie przejmować taką bzdurą.Zdecydowaliśmy sie na drugie dziecko, tym razem zanim jeszcze zaszłam w ciążę mówiłam, noto teraz druga ciąża to bedzie inaczej,już sie nie bede przejmować bzdurami. Jednak na początku miałam plamienia i brałam przez miesiąc leki na podtrzymanie, to mnie bardzo wystraszyło, to był 7 tc i nie wiedziałam czy utrzymam wiec nawet nikomu nie mówiłam o moim stanie tylko mąż wiedział. Okazało się,że wszystko gra,ale postanowiłąm o siebie dbać aby utrzymać ciążę. Problem tkwi w tym,że potrafie się bardzo nakręcać i przejmować może nie takimi bzdurami typu lakierdo włosów,ale czymś co faktycznie sie przydarzy i faktycznie może zaszkodzić choć ryzyko jest jak jeden do biliona. Niestety a ja zaczynam się nakręcać i wyolbrzymiać problem i jestem pewna,że to co najgorsze spotka mnie. Przykład- miałam gdzieś koło 15 tc mocno żółtą prawie pomarańczową wydzielinę i bardzo sie tym marwiłam, a ja tak mam, że jakmni coś martwi to zaczynam nawijać i tak nawijałam, bałam się, na wizycie wyszło ,żę to zakażenie bakteryjne dostałam antybiotyk, po nim zaczęło mnie szczypać, teraz wiem,że to nie było nic groźnego,ale wtedy znowu wkręcałam sobie,żę bakterie, że poronie itp.Uspokoił mnie dopiero wymaz , który potwierdził,że jest ok. Inny przykład, bawie sie z dzieckiem, dziecko na mnie wpadło, nic mnie nie bolało i wiedziałam,że ryzyko, ze cos sie stało dziecku w brzuchu/ciąży jest minimalne,a mimo to zaczęłam o tym rozmawiać z mężem i się nakręcać, że ryzyko jednak jest,że jestem głupia, że powinnam bardziej uważać, że może coś się stało,a ja nie mam żadnych objawów itp. Postanowiłam sobie,że następnym razem jak bede sie czyms martwić to juz nie bede taka, żę bede fajna, normalna, wyluzowana,ale to samo siedzi mi w głowie, sama sie nakrecam choc zazwyczaj mija mi to po 1 dniu,ale w tym momencie mimo szczerych chęci nie umiem o tym nie myśleć,a co za tym idzie gadać. Oczywiście to nie jest tak,że przejmuje się codzień nawet piardnięciem, tylko jak już sobie cos zaczynam wkręcać to niestety otym myślę intensywnie, ale pomimo to nie leżę skwaszona na łóżku, to wygląa tak,żę funkcjonuje normalnie a co i raz o tym myślę, zastanawaim się, gadam.Niestety nie mam żadnej przyjaciółki i wszystko odbija sie na moim mężu,nikt mnie nie rozumie, czuje sie z tym samotna. Jest mi z tym źle że nie potrafie być inna, wyluzowana, chciałabym być fajna, umieć spojrzeć na takie sytuacje z dystansem. PO za ciążą potrafie patrzec realnie na sprawy,a tu nie umiem. Szkoda mi,że nie moge cofnac czasu i być inna w tej ciąży,ale z drugiejstrony czy to by os dało? Łatwo powiedzieć komuś-nie nakrecaj sie, za bardzo sie przejmujesz-ale ja nie pstrykne palcami i nie obudze sie innym człowiekiem. Mam okropne poczucie winy,żal, że taka jestem, chciałąbym być inna. Czy to może być działanie hormonów? Czy któraś z Was miała podobnie?Czy to ze mną jest coś nie tak?