Skrajnosc... i smutek

19.08.04, 11:08
W styczniu zmienilam prace. Wielka korporacja. Lider na rynku etc. W zespole
lwia czesc to dziewczyny. Praca wymaga dyspozycyjnosci, odpornosci na stres,
komunikacyjnosci. Wlasne projekty. Swietne perspektywy. Sztywnosc.

Wydawaloby sie ze zlapalam Pana Boga za palec u nogi. W koncu w 200% praca
zwiazana z moja pasja, z wyuczonym zawodem i od paru lat wykonywanym.

Jedno ale...

Szefem jest sfrustrowany 49 latek. Seksistowski i szowinistyczny do cna.
Kobiet nienawidzi (ma pH), nie szanuje.

Od jesieni zeszlego roku dostalam kompletnej koci-mietki w temacie dziecka.
Wreszcie TEN mezczyzna. Totalne szczescie, zakochanie, slub.

Zmiana pracy strasznie pokrzyzowala ewentualne plany. Nie musialam jej
zmieniac, wylowiono mnie, zaproponowano parokrotnie lepsze warunki. Super.

Ale ciagle w duchu gleboko marzymy o dziecku. Ze wzgledu na kwestie zdrowotne
(potworne migreny) odstawilam tabletki, ktore od paru lat biore. Nie zmienilo
to naszego szalonego i radosnego podejscia do seksu. Czasem tylko dreszczyk
zludnej nadziei przed zblizajaca sie @, a moze...?

Ale zaraz wszystko, ta cala radosc, ktora by sie pojawila, "jakby co" tlumi
wizja ktora by mnie czekala w pracy.

Jasno mi zasugerowano, ze jako mloda mezatka, mam sie wstrzymac przed
jakimikolwiek planami ciazowymi. W glupich i idiotycznych zartach, wytyka mi
sie, ze teraz pewnie bejbi. Wiem jakie jest nastawienie do kobiet, a tym
bardziej kobiet z dziecmi czy w ciazy. Z jednej strony super opieka socjalna,
z drugiej ostracyzm.

Nie chce czekac z dzieckiem do 30, nie chce byc "stara matka". Odkladac TAKA
decyzje ze wzgledu na jakies paranoje. Szarpia mna skrajnosci. Boje sie po
prostu. A cala radosc odbiera wizja konsekwencji. Przeciez tak nie powinno
byc. Nie umiem nie miec skrupolow i po prostu miec dziecko.

Marzy nam sie 3 maluchow. Bylo by super, gdyby 2 pojawila sie przed 30..

To nie jest moja 1 praca. Mam spore doswiadczenie, mimo mlodego (26lat)
wieku, jakies tam proby na wlasnym podworku rowniez.

Nie boje sie "rezygnacji" z roznych wariackich planow ktore na codzien
realizujemy - wyprawy motocyklowe, nurkowanie, podroze. Mam warunki do tego
by dziecko moglo sie zdrowo i szczesliwie rozwijac (duze mieszkanie etc.).

Czy to normalna sytuacja?
    • ella5 Re: Skrajnosc... i smutek 19.08.04, 11:16
      Nie oglądaj się na pracę, bo z tego co piszesz to wcale nie jest tak ok. Co
      jest fajnego w pracy jak ma taki ogromny wpływ na życie osobiste i tak je
      ogranicza. W końcu nie jestes jakimś robotem i pracujesz aby życ a nie
      odwrotnie. Myślę że urodznie dziecka jak sie pracuje to żadna zbrodnia, jestem
      tylko przeciwko nieuzasadnionemu siedzeniu na zwolnienaich od początku ciąży.
      Przez takie częste praktyki coponiektórych pań wszystkie kobiety są
      dyskryminowane na rynku pracy.
      No i nie przesadzaj z tymi starymi matkami po 30-dziestce bo czuje sie lekko
      urażona.
      • kocianna Re: Skrajnosc... i smutek 19.08.04, 11:22
        I jeżeli Cie zwolnią, a Ty znajdziesz w sobie siły, żeby walczyć, to na 99%
        wygrywa się sprawy tego typu przed Sądem Pracy. Oczywiście, to już żadna
        przyjemość pracować potem w takiej firmie, ale dostaniesz odszkodowanie. Jeżeli
        będziemy odważne i będziemy walczyć o swoje, to może w końcu zmieni się
        podejście pracodawców: albo przestaną nas zwalniać po macierzyńskim, albo w
        ogóle zatrudniać sad - a wtedy zajmą się tym, miejmy nadzieję, silniejsze lobby.
      • anna.p2 Re: Skrajnosc... i smutek 19.08.04, 11:36
        Witaj! Mam tyle lat co Ty, sama nie wiedziałam kiedy chce mieć dziecko, zawsze
        tą decyzję oddalałam. Ale w końcu ile można odkładać....A w tej chwili jestem w
        21tc i bardzo szczęśliwa, choś pełna obaw przed nieznanym. Praca w tej chwili
        dla mnie jest ważna, ale nie najważniejsza. Byłam pracoholikiem, nadgorliwa,
        zapobiegawcza-po co!!!! W dzisiejszych czasach nik nie docenia twojego
        zaangażowania w to co robisz.
        A gdy poczujesz ruchy maluszka...to tak jakby cały świat sie do Ciebie
        uśmiechał smile. Praca....jak nie ta bedzie inna.
        Kieruj sie instynktem.
        Pozdrawiam i życzę powodzenia
    • constancja Re: Skrajnosc... i smutek 19.08.04, 11:23
      Witajsmile
      Do niedawna też szarpały mną takie obawy, zmiana miasta, pracy, ślub, wszystko,
      dziecko w danym momencie byłoby poprostu nie w czas. Miotałam się z tym
      wszystkim, bardzo pragnęłam dziecka ale okazało się, że mogę mieć problemy z
      zajciem w ciąże. Scenariusz był następujący, w ciążę zaszłam wtedy, kiedy
      teoretycznie nie było to możliwe, łzy szczęścia strach przed powiedzeniem
      prawdy szefowej (starej pannie)... i w pewnym momecie wszystko ustąpiło, cała
      niepewność i strach, byłam w ciąży. Zaczynasz inaczej patrzeć na wszystko,
      zmienia Ci się zupełnie cały światopogląd i przestajesz mieć niepewnoścismile
      Powodzenia i życzę Ci właśnie tego cudownego spokoju...
      Constancja 16tc
    • monsiu73 Re: Skrajnosc... i smutek 19.08.04, 11:36
      Jako "stara matka" (za 2 m-ce skończę 31 lat),właściwie to "przyszła stara
      matka" - bo termin porodu mam na 15 lutego - mogę Ci powiedzieć,że już jesteś
      tzw. "starą pierwiastką". Z medycznego punktu widzenia kobiety po 25 roku życia
      są właśnie "stare", w kontekście ciąży i porodu. Zajdziesz w ciażę i urodzisz
      przed 30-ką ,o ile się uda - witaj w gronie starych matek, czy tego chcesz, czy
      nie.
      Co do kariery- jeśli nie ta firma, to następna. Jeśli masz kwalifikacje,
      zostałaś wyłowiona, to znajdziesz pracę w innej, równie dobrej firmie.
      Pomyśl o swoim życiu.
      Ja też pracuje w ogromnej korporacji, która ma na szczęście inne podejście do
      prokreacji, ale jeśli mnie zwolnią po macierzyńskim, to poszukam pracy gdzie
      indziej. też jestem wykształcona, mam dośwaidczenie. Z pracą nie powinno być
      problemów.
      Powodzenia.
    • fasolka31 Re: Skrajnosc... i smutek 19.08.04, 11:59
      Przeżyłam coś podobnego jak ty Cruk, może nie złapałam Pan Baga za nogi, ale
      coś w tym stylu było: mozliwość awansu, podwyżki. Nikt mi na szczęście nie
      mówił że dzieci nie wolno mieć.
      Zdecydowałam się mając 26 lat - czyli tyle co ty. I co?
      Urodziłam, po macierzyńskiem wróciłam do pracy i pracuję tu do dzisiaj. Z tym
      że dzisiaj moja firma ma problemy ekonomiczne i co ja robię? Planuję drugie
      dziecko, bo pierwsze ma już 4 lata. Gdy podjęłam tą decyzję okazało się że mam
      możliwość podjęcia lepszej, ciekawszej pracy w tej samej firmie i co znów
      zrobiłam? Odmówiłam mówiąc że planuję dziecko i byłoby to nie w porządku wobec
      nich (zrozumieli). Kamień spadł mi z serca....teraz czekam na ostani @ i
      zaczynamy działania.
      Jestem b.szczęśliwa że ma już to jedno dziecko podchowane i teraz zajmę się
      drugim. I wiesz co? Żałuję że nie zdecydowaliśmy się wcześniej zarówno na
      pierwsze jak i drugie, a drugie urodzę (jak się uda) mają 32 lata i wolałabym
      wcześniej.
      Słuchaj swojego ciała, rozumu i serca - a będziesz zadowlona z życia! A praca
      była jest i będzie, nie ta to inna. Trzeba być niepoprawnym i naiwnym optymistą.
      ps....i mam nadzieję że do tej firmy znów będę mogła wrócić...czas pokaże,
      jestem dobrej mysli.
      Trzymaj się! Bardzo Cię rozumiem oj bardzo.
    • nesla Wypraszam sobie 19.08.04, 12:19
      Termin porodu mojego dzidziusia przypada na 3 miesiace przed moja 30-tka i
      wcale nie mysle o sobie jako o "starej matce" i wypraszam sobie takie
      okreslenie.
      • karen777 Re: Wypraszam sobie 19.08.04, 12:33
        Ja tez sobie wypraszam. Mam radosne 32, sama jestem dojrzała i wszystko, co we
        mnie tez dojrzewa świetnie. Do tego dodam, że również pracuje w wielkiej
        korporacji, absolutny lider na rynku światowym i nie widzę przeszkód dla
        macierzyństwa. Być moze autorka jest marzycielką i nie ma wystarczająco siły,
        aby ustawić sobie życie i pracę tak, aby nie kolidowało to az w tak tragiczny
        sposób (jakiego się spodziewa) z pracą zawodową. Wygląda to tak, że się
        zachłysnęłaś i raptem pojawił się instynkt macierzyński, bo poczułaś
        stabilność. Okrzepnij, pomyśl i dzialaj, a nie panikuj...
        Wszystkie sobie radzimy, mamy kierownicze stanowiska lub prowadzimy własne
        projekty, itd, itd, itd, Ty sobie też poradzisz.
        Pozdrowienia od Starej Matki (cóż za sformułowanie! no po prostu żenada),
        a przy okazji mnóstwo czułości dla innych Starych Matek na forum XXXXXXX
      • dorotawey1 Re: Wypraszam sobie 19.08.04, 12:39
        Witam!!Dziewczyno jeśli chcesz mieć dziecko i masz do tego warunki to nad czym
        się zastanawiasz?Ile jest kobiet które nie mają nic a cieszą się z
        macierzyństwa jak szalone i nawet do głowy im nie przyjdzie że mogłoby być
        inaczej.A teraz pomyśl o kobietach starających się latami o dziecko, które
        rodzą przed 40tką i są MŁODYMI MAMAMI a nie starymi.Pomyśl zanim coś
        napiszesz.Pozdrawiam!!
    • kawka74 Re: Skrajnosc... i smutek 19.08.04, 12:38
      Smutek rozumiem, ale w skrajność to, moja droga, popadasz nazywając matki trzydziestoletnie starymi. Prawdę mówiąc w tej chwili zamiast zastanawiać się nad twoim problemem zastanawiam się nad swoją starością i czy przypadkiem nie powinnam porzucić planów i marzeń o dziecku, bo mnie potem w piaskownicy wyśmieją, że 'stara'.
      Jakoś tak mi przykro.
    • cruk Re: Skrajnosc... i smutek 19.08.04, 12:59
      ogromnie Wam dziekuje za postawienie do pionu.
      Zaczynam sie rozczulac nad soba, zamist wziac sie w garsc.

      Przepraszam mamy po 30, nie w tym sensie pisalam, ze nie chcialabym byc "stara
      matka" a nie mloda mama.

      Chodzi mi o to, ze znam mamy ktore urodzily pierwsze dziecko grubo po
      skonczeniu 35 lat, bardzo pragna miec kolejne..a tu "energii nie starcza"..
      gdy male zaczyna chodzic do szkoly mama ma >40..etc. Nie
      deprecjonuje "pozniejszego macierzynstwa", wewnetrznie czuje, ze lepiej byloby
      dla mnie i dziecka, by miec sile realizowac sie w byciu mama i pasjach.

      Moze dlatego, ze mam przed nosem przyklad mojej mamy. Moja siostra wkracza w
      wiek nastoletni i widze po rodzicach, ze nie jest to dla nich latwe. WDogadanie
      sie z nia. Rodzicielska szarpanina. Woleli by juz odsapnac, a tu jeszcze
      ladnych pare lat do pelnoletniosci, kilka lat studiow.

      Pamietam tez mame gdy siostra byla niemowlakiem. TAle to inne, dojrzalsze
      pewnie macierzynstwo...
      • nesla Stara mama 19.08.04, 13:02
        cruk napisała:

        > Przepraszam mamy po 30, nie w tym sensie pisalam, ze nie chcialabym
        byc "stara matka" a nie mloda mama.

        Czy ktos wie o co chodzi w tym zdaniu?
        • cruk Re: Stara mama 19.08.04, 13:35
          zapetlilam sie smile

          przepraszam mamy po 30 czy 30-letnie. Nie w tym sensie pisalam, ze nie
          chcialabym byc "stara matka".
    • judytak Re: Skrajnosc... i smutek 19.08.04, 13:52
      chcesz mieć dziewczyno dziecko, to do dzieła :o)

      po pierwsze, nie jest powiedziane, że od razu sie uda :o)

      po drugie, nie jest powiedziane, że w pracy będzie tak źle - może pożartują
      sobie, pożartują, ale ani myślą pozbywać się dobrego specjalisty :o)
      (a może twój szef w tym czasie awansuje, a następny będzie lepszy?)

      po trzecie, zakładając, że będziesz wiedziała, że cię zwolnią po macierzyńskim,
      to zrobisz sobie trochę zapasów, bierzesz wychowawczy, i najspokojniej na
      świecie poszukasz sobie innej pracy
      nie ma na to lepszego momentu: jak znajdziesz pracę, to się cieszysz, że
      znalazłaś,
      jak nie znajdujesz, to się cieszysz, że jeszcze miesiąc będziesz w domu ;o)

      pozdrawiam
      Judyta

      P.S.
      stara jest ta matka, która stara się czuje ;o)
      J.
    • annamarp Re: Skrajnosc... i smutek 20.08.04, 13:27
      Witam, troche dziwi mnie ze rozwazasz "TA PRACE" nad zycie prywatne, nie masz
      wspanialej pracy bo gdybys taka miala nie musialabys miec tych watpliwosci.
      Ja jestem juz po 30tce mam dobra prace w ktorej na okres mojej nieobecnosci
      jest przygotowany outsourcing. Nikt sie ze mnie nie smieje, obecnie jestem w
      40tygodniu wiec od kilku dni juz do pracy nie chodze bo mnie sami juz z niej
      wygonili, wiem ze pewnie pod wzgledem pracy jestem szczesciara bo nawet
      samochodu sluzbowego na okres macierzynskiego mi nie zabrali. Praca jest
      potrzebna abysmy mogli spelniac awoje potrzeby - w skrocie zyc, niestety bez
      pieniedzy sie nie da. Skoro chcesz dziecka nie zastanawiaj sie ono bedzie dla
      Ciebie najwazniejsze. Ja moje pierwsze dziecko lada chwila dopiero urodze i
      powiem szczerze ze chcialabym miec jeszcze drugie, ktorego pewnie nie zdaze
      urodzic przed 35 rokiem zycia, troche zaluje ze dopiero teraz spotkalam faceta
      ktory zostal moim mezem, bo jezeli chodzi o prace to poradzic sobie mozna nawet
      na poczatku kariery. Trzeba tylko byc siebie pewnym, i znac swoja wartosc, a
      ludzie ktorzy zyja tylko praca sa ubodzy ja im wspolczuje.
      pozdrawiam i glowa do gory.
Pełna wersja