malaaa123
01.07.14, 18:59
W czwartek mam cięcie i od jakiegoś tygodnia chodzę jakbym tez czekała na smierć conajmiej...nie z powodu ciecia tylko chyba bardziej z tego ze po prostu boje sie boje sie tego dziecka - to dopiero głupie cooo??

(ale serio boje sie ze nie bede umiała z nim sobie poradzic ze nawet mie wiem jak go wziąć na ręce nie mówiąc juz o wykapaniu czy karmieniu - kolejne co spędza mi sen z powiek - karmienie - niby chce karmic a niby po tym co sie naczytałam o tym bolu poharatanych sutkach dzieciach ktore nie potrafią ssac złym przystawieniu to po prostu mi sie odechciewa - az taka masochistka nie jestem - i czasami mysle ze lepiej jakby sie okazało ze mleka nie ma i sie nie pojawi..bo oczywiscie wszyscy wkoło ze jak to nie chce cycem karmic...juz przeżyłam jedno gadanie nt sn bo od poczatku nie chciałam sn a w końcu i tak okazuje sie ze młody jest ułożony miednicowo i wyszło na moje...boje sie położnych ze beda krzyczeć ze czegos nie umiem albo ze nie beda chciały pomoc...a jestem z osób ktore jak im cos nie wychodzi płaczą wkurzają sie nastawiają sie na nie juz zupełnie i jest jeszcze gorzej ...boje sie ze młody nie bedzie spał tylko cały czas płakał a ja nie bede potrafiła go uspokoić ze nie da nam spac i bede chodziła sfrustrowana jeszcze bardziej i bede wynika za to dziecko...pp prostu horror...czasami to mam wrazenie ze zachowuje sie jakbym im blizej porodu tym bardziej wręcz nie chciała zeby on nastąpił - ze nie chce tego dziecka....i jestem tym przerażona....

(((