Olsztynianki urodziłam -Szpital Wojewódzki!!!

26.09.04, 16:14
Witam!
Ufff....mam to za sobą wink) 18.09 urodziłam mojego Mikołajka ale dopiero
wróciłam ze szpitala. Muszę przyznać że mój wcześniejszy zachwyt tym
szpitalem kompletnie sie nie sprawdził. Tam jest taka masówa, że niestety
traci na tym pacjent. Być może poprostu mialam pecha, ale jestem bardzo
rozczarowana. Położne były beznadziejne, podczas porodu wręcz nieżyczliwe.
Być może przyczyną było to, że wzięłam sobie lakarza, a nie położną do porodu-
dały mi odczuć swoje niezadowolnie. Dziękowałam jednak Bogu i teściowej że
tego lekarza sobie wzięłam- bo z ledwością urodziłam (wygladam jakby mnie
czołg przejechał )smile Nieprawdą jest to, że lekarz przy porodzie robi niewiele-
mój lekaez- monitorował cały poród. Skrócił mi męki i przyspieszył narodziny
synka. To lekarz odbierał moje dziecko, a nie położne. Po porodzie
przeniesiono mnie na jakiś dziwny oddział - GINEKOLOGIA!!- oczywiście zabrano
mi dziecko ponieważ na tym oddziale nie wolno być z dzieckiem. Zamiast
odpoczywać po porodzie, wisiałam nad moim Mikołajem na oddziale noworodków.
Na drugi dzień mój mąż domagał się żeby mnie przeniesiono na właściwy
oddział. Jego siła perswazji zadziałała i trafiłam już bliżej, ale była to
PATOLOGIA CIAZY z tym że dzidziuś był już ze mną. Polezałam tam pół dnia i
znów mnie przeniesiono- KOSZMAR!!! Lezałam w szpitalu 7 dni i nie było dane
mi trafić na salę dostosowaną dla matki z dzieckiem. Było strasznie
zimno...do tego stopnia że spałam w polarze bo nie wyrabiałam. Przez te 7 dni
trafiło mi się niewiele życzliwych położnych. Jednego dnia "Przemiła położna"
wykąpała moje dziecko w zlewie gdzie myłyśmy sztućce...zęby. Wiem że w
szpitalu nie pławi się dzieci w wanienkach, ale uważam że to już przesada!!!
Innego razu rozpłakałam się jak mi oddali Mikołajka po pobraniu krwi.
Naklejono mu plaster na pół głowy..a ma sporo włosków. Nie wiem...czy to
wymaga tak wiele trudu żeby poczekać aż dziecku przestanie lecieć krew???
Fakt, że położne są tam wściekłe bo jest ich za mało do pracy, a dyrekcja
masowo przyjmuje pacjentki i kładzie je gdzie popadnie, żeby tylko przerób
był większy.Usłyszałam nawet tekst, że niedługo będą kłaść pacjenki w garażu,
żeby tylko punkty złapać. Dziewczyny ostrzegam WAS...jesli będzie tam rodziły
to nie dajcie sie za wcześnie wypisać bo z braku miejsc lekarze wypisują do
domu juz po 2 dobach, a to nie jest zbyt mądre. Mój przypadek był inny ze
względu na fakt, że ze mną nie było wszystko ok po porodzie, a potem Mikoł
dostał żółtaczki która przebiegała intensywniej i musiał być poddany
fototerapii. Moja koleżanka wypisana zbyt wcześnie miała spore kłopoty z
dzieckiem. Jej synek miał również sporo podwyższony poziom bilirubiny i
musiała jeżdzic z maleństwem do szpitala na naswietlania. Na szczęście
wróciliśmy w piatek do domu .....i odetchnęłam z ulgą. Mój prześliczny synek
chyba też bo jest spokojniejszy....uśmiecha się błogo przez sen.
Pozdrawiam i życzę Wam więcej szczęścia podczas porodu...obyście miały milsze
doświadczenia.
Dana

    • atlantis75 Re: Olsztynianki urodziłam -Szpital Wojewódzki!!! 26.09.04, 17:30
      Dana, przede wszystkim ogromne GRATULACJE z powodu narodzin synka smile))
      Oby zdrowo się chował i obyś Ty jak najszybciej zapomniała o tym... koszmarze
      szpitalnym.
      Twoje doświadczenia ostatecznie przekonały mnie i mojego męża, że NIE będziemy
      rodzić w Szpitalu Wojewódzkim. W trakcie, gdy Ty byłaś jeszcze w szpitalu, ja
      byłam u lekarza i przy okazji odwiedziłam Trakt Porodowy. Rozmawiałam z
      położną, którą zapamiętałam pozytywnie z mojego sierpniowego pobytu w szpitalu.
      Chciałam wynająć ją jako prywatną położną. Kompletnie rozczarowaliśmy się tą
      rozmową (mąż był ze mną), co zawarłam w wątku na forum pt. Rozczarowanie
      rozmową z położną. Żebyś nie szukała po krótce napiszę, że metody tam stosowane
      przez położne opierają się na zasadzie "ryby i rodzące głosu nie mają".
      Standardowe nacięcie krocza, którego bardzo chciałabym uniknąć (oczywiście,
      jeżeli się da, bo wiem, że CZASAMI jest to koniecznością), jest na porządku
      dziennym. Położna przekonywała mnie do tego dobrodziejstwa tym, że wszystkie
      pierworódki są ciasne i nieelastyczne (nawet ich pod tym kątem nie badają).
      Myślałam, że jako moja prywatna położna pójdzie na jakiś ustępstwa, w końcu
      płacę za poczucie bezpieczeństwa i nierutynowe traktowanie (rutynę miałabym za
      darmo), usłyzsałam kategoryczne: nie ma dyskusji. Na pytanie o ZZO (chciałabym
      być zabezpieczona, gdy ból będzie nieznośny) usłyszałam: proszę się nie
      nastawiać. Tak jakbym pytała o niedzielną wycieczkę za miasto. W końcu to moja
      decyzja (zdaję sobie sprawę, że zzo nie zawsze jest możliwe z medycznego punktu
      widzenia, ale dlaczego sobie tego w razie czego nie zaklepać) i moje pieniądze
      (400 zł za znieczulenie). Zresztą dobiła mnie ostatnim stwierdzeniem: no, ale
      może zacząć rodzić pani w nocy, a gdy dzwonimy do anestezjologa, to on nie
      zawsze chce przyjechać (!). Czyli ZZO dostępne teoretycznie. Pozycja do porodu
      (w ostatniej fazie) tylko na łóżku itd. To są dla mnie najważniejsze kwestie.
      W czasie gdy byliśmy na trakcie widziałam, że nie mieli już gdzie położyć
      rodzących (tak, przyjmują hurtowo), a 2 połozne na oddział porodowy to chyba za
      mało. W każdym bądż razie zdecydowaliśmy się na szpital miejski. Rozmawiałam z
      tamtejszą położną: nie ma standardu nacinania krocza, w ostatniej fazie mozna
      przeć i na stojąco, jeśli tak wygodnie, a ZZO nie dośc, że jest bezpłatne, to
      zawsze dostępne, bo na trakcie jest 2 anestezjologów na dyżurze.
      Dobrze, że miałaś swojego lekarza, przynajmniej czułaś się bezpiecznie. A
      niezadowolenie położnych? To tylko świadczy ich o jakimś dziwnym podejściu.
      Leżałam na ginekologii (bo na patologii nie było w sierpniu miejsc) i wiem,
      jaki to oddział. Koszmarny, bo i warunki kiepskie (nie wspomnę o zapadających
      się łóżkach)i położne... To szczyty, że nie mogłaś leżeć z synkiem po porodzie.
      Gdzie ten ich reklamowany ostatnio ROOMING IN (w Gazecie Olesztyńskiej mieli
      specjalny dodatek)?! Musiałaś biegać zmęczona trudami porodu na oddział
      noworodków??? No i ta kąpiel noworodka w zlewie!
      Po co przyjmują tak wiele pacjentek skoro wszystkie oddziały (od porodówki,
      przez ginekologię i patologię) pękaja w szwach?
      Echh...
      Dana, na szczęście macie juz to za sobą. Mam do Ciebie prośbę. Jeżeli pamiętasz
      imiona lub imiona i nazwiska położnych, które miały dyżur podczas Twojego
      porodu to napisz mi na gazetowy mail. Będę wdzięczna.
      Dobrze, że jesteście już w domku smile))

      Wszystkiego najlepszego!
      Pozrawiam. Atlantis w 33tc6d
      • milinka Re: Olsztynianki urodziłam -Szpital Wojewódzki!!! 27.09.04, 21:14
        Witam!
        Dziekuję za życzenia i ciepłe słowa. Niestety nie znam imion i nazwisk tych
        położnych. Tzn. zerknęłam podczas porodu na plakietkę starszej położnej" wiem
        że miała na imię EWA- BEZNADZEJNA. Taka mocno opalona piegowata niesympatyczna
        kobieta...zero uśmiechu. Rodziłam naturalnie i myślę że taki właśniej poród
        lepiej bym zniosła w Miejskim Szpitalu. Grałam bohaterkę i myślałam że zniosę
        ten ból bez znieczulenia. Okazało się jednak że nie jestem w stanie znieść tego
        cierpienia i oddałabym wszystko za znieczulenie- niestety było już za późno na
        takie decyzje. Przypuszczam że w Miejskim podano by mi to znieczulenie.
        Wyglądam okropnie po tym porodzie - miałam krwotoki i wylewy. Dochodzę do
        siebie powoli i staram się zapomnieć o tych pryktych przeżyciach.
        Pozdrawiam ciepło
        Dana
    • ewelsia Re: Olsztynianki urodziłam -Szpital Wojewódzki!!! 26.09.04, 18:17
      witam. chciałam Ci serdecznie pogratulować, tym mocniej, że ja też mam synka o
      imieniu Mikołaj, mój ma już 8 tygodni.
      jednocześnie przykro, że SW zawiódł Twoje oczekiwania. ja tam rodziłam i
      polecałam... . . Ja miałam cc i w moim przypadku wszystko bylo ok. Fakt, jest
      tam sporo chaosu, zwłaszcza, jak jest kilka porodów naraz lub przepełnienie.
      Ja leżałam na oddziale patologia ciąży , wraz z patologia jest tzw. rooming -
      in, oddział dla matek z dziećmi. jest on mniej więcej do połowy całego
      oddziału, my byliśmy na jedynce.
      pozdrawiam i życzę zdrowia dla Was obojga.
      Ewelina i Mikołaj.
    • anna.p2 Re: Olsztynianki urodziłam -Szpital Wojewódzki!!! 28.09.04, 10:56
      Cześć dziewczyny! Milinka moje gratulacje!! Masz już to za sobą. Teraz możesz
      cieszyć się maleństwem smile
      Ja chciałam właściwie trochę pocieszyć siebie i inne olsztynianki, które
      podjęły decyzję rodzenia w SW. Ja nadal tam chce rodzic, pomimo różnych opinii -
      pozytywnych jak i negatywnych. Jeśli chodzi o przepełnienie to nie tylko
      problem tego szpitala. Moja znajoma rodziła w marcu br w SK (Malarkiewicza) i
      leżała na korytarzu-z braku miejsc. Inna znowu rodziła w SM i też już wiecej
      nie chce tam rodzić. Zatem dziewczyny nie ma reguły, do każdego z tych szpitali
      można sie przyczepić. Ja jednak chcę być dobrej myśli, mam nadzieję, że
      wszystko będzie ok. Nie chcę sie zamartwiać 3 m-ce przed rozwiązaniem czy
      położna będzie miła. Biorę męża i w nim zamierzam mieć oparcie.
      Pozdrawiam i bądźcie dobrej myśli
    • isabelle4 Re: Olsztynianki urodziłam -Szpital Wojewódzki!!! 28.09.04, 12:12
      Witaj milinka. Gratulacje. Cieszę się że mimo wszystko dobrze poszło. Ja
      swojego Mikołajka (10 mscy) urodziłam w dawnym kolejowym. U dr Malarkiewicza.
      Było cudownie. Tak mogłabym rodzić jeszcze 5 razy smile)
      Naprawdę wszystko było swietne. Byłam sama na sali, odwiedzał mnie kto chciał.
      Leżałam z dzidziusiem. Na sali obok leżała młoda dziewczyna, która była po
      cesarce, i nawet w nocy towarzyszyła jej mama, w razie gdyby dzidziuś zapłakał.
      Bardziej krzyczące dzidziusie położne zabierały do siebie na życzenie mamusi,
      gdy np rodziła całą noc i naprawdę była wykończona.
      Poza tym częstym widokiem była położna tuląca dzidziusia, bo płakał, a mam była
      po cesarce. Pomimo iż rodziłam już drugi raz potraktowano mnie tak, jakby to
      był mój pierwszy raz, tzn cierpliwie pomagano mi przy przystawianiu maluszka do
      piersi, pomagano przy kąpielach i przewijaniu. A na koniec dostałam prezent od
      oddziału: zegar na którym jest znak zodiaku Mikołajka, jego imię, waga, długość
      i godzina narodzin. Bardzo miłesmile
      Polecam ten oddział, bo naprawdę miło wspominam swó pobyt tam właśnie.
Pełna wersja