a ja jutro do szpitala

22.11.04, 16:10
na patologie ciązy, 7 dni po terminie. nie do końca wiem, czego tam się
spodziewac. oczywiście się denerwuję jak 150.
boję się tej oksytocyny bo czytalam na forum różne opinie...
trzymajcie kciuki, a może macie jakieś rady? Ola i Uparty Krzyś
    • aajn2 Re: a ja jutro do szpitala 22.11.04, 16:23
      hej! Rad niestety nie mam, poniewaz jestm w 20 tyg ciazy. Chce jednak Ci
      powiedziec ze trzymam kciuki za Was!!!
      Aga i maluszek
      • joasia20 Re: a ja jutro do szpitala 22.11.04, 16:30
        życzę ci, żeby się to skończyło tak jak u mojej koleżanki, która rodziła w
        marcu i teź trafiła na patologię w kilka dni po terminie, i tak była tym
        przerażona, że jak tylko znalazła się na sali w szpitalu to natychmiast dostała
        bóli i niebawem było po wszystkim
        powodzenia
    • koala500 Re: a ja jutro do szpitala 22.11.04, 16:42
      Nie masz się czym denerwować, przynajmniej nie będziesz się martwić, czy
      zdązysz na czas dojechać do szpitala gdy poród juz sie zacznie. Ja lezałam na
      patologii na Starynkiewicza w W-wie, co prawda tylko jedną dobę, nie ma co się
      denerwować, tam po prostu od czasu do czasu podłączają Cie do KTG i mierzą
      temperaturę. Na temat oksytocyny się nie wypowiem, bo nie miałam. I wierz mi
      był to dla mnie duzy komfort, kiedy poród się zaczął ja tylko zjechałam windą
      jedno piętro i juz byłam na lózku porodowym , nie musiałam się tłuc przez
      warszawskie korki samochodem nie wiadomo ile czasu. A poród miałam b. szybki,
      juz po godzinie od momentu połozenia się na łozku miałam swoją córeczkę przy
      sobie, czego Tobie i Krzysiowi zyczęsmile
      • olejek1 Re: a ja jutro do szpitala 22.11.04, 17:10
        ja tez na Starynkiewicza. dzieki za mile słowa. mam jeszcze reszte nadziei, ze
        Krzyś sie wybierze do nas z własnej woli. jeszcze mam dzis w planie odkurzanie,
        ale skoro dotąd nie pomogło...
    • radowinkaala Re: a ja jutro do szpitala 22.11.04, 17:15
      Ale Ci zazdroszczę, że dzidziuś jeszcze mieszka w brzuszku i że poród masz
      jeszcze przed sobą. Dla mnie dzień narodzin mojej córki był jednym z
      najpiękniejszych w moim życiu. Każdy poniedziałek jest dla mnie jak święto - bo
      wspominam jak fajnie było. Zawsze sobie popłaczę z żalu, że czegoś takiego już
      nigdy nie przeżyję - bo na pewno następny poród będzie już inny. Ja miałam
      termin porodu wg OM wyznaczony na 2.10. Do szpitala trafiłam 12.10, bo doktorek
      swierdził, że już najwyzszy czas. 14.10 zrobili mi test oksytocynowy, który
      spowodował jeden duży skurcz zapisany na wydruku KTG i okropne bóle w
      podbrzuszu promieniujace do krzyża - jak przy miesiączce. Byłam wystraszona i
      myślałam, że to są te bóle - ale myliłam się - nic się nie działo. 15.10 badał
      mnie ordynator i nie było żadnej zmiany - brak rozwarcia, szyjka twarda, główka
      niewstawiona. Zadecydował, że w niedzielę mój prowadzący zaaplikuje mi żel
      który przyspieszy dojrzewanie szyjki. W niedzielę mój gin wykonał masaż szyjki
      (kobiety mówią że to bardzo nieprzyjemne i bolesne - dla mnie to bzdura, bo na
      prawdę mnie nie bolało i żadego dyskomfortu nie miałam) - udało mu się przejść
      przy szyjce przepuszczającej na opuszek i oddzielić dolny biegun pęcherza
      płodowego od szyjki. Jak się okazało w poniedziałek rano, żel już nie był
      potrzebny, bo dzięki masażowi zrobiło się rozwarcie luźno na palec. I tak o
      godz. 7 rano poszłam sobie na porodówkę, potem mogłam sobie jeszcze podreptać,
      o 8 zamknęłam się z mężem w sali porodów rodzinnych a o 18.10 na świat przyszła
      nasza córcia z wagą 4600 i wzrostem 60cm. Nie wiem czy wywoływany poród boli
      bardziej - ja się obeszłam bez środków łagodzących ból. Mam wrażenie, że wcale
      nie rodziłam jakoś bardzo długo, bo niektóre dziewczyny które nie miały
      wywoływanej akcji rodziły znacznie dłużej i chyba je bardzo bolało skoro się
      tak okropnie darły (ale to pewnie kwestia odporności kobiety na ból). Jestem na
      prawdę rozżalona, że już nie będę mogła przeżyć takiego porodu. Co Ci mogę
      poradzić? Jak już Cię ruszy to słuchaj położnej i nie marnuj sił na krzyk, bo
      Ci się przydają przy skurczach partych. Zawsze możesz poprosić o troszeczkę
      dolarganu, ale nie więcej niż 2 cm - to powinno wystarczyć żeby się trochę
      kimnąć jakby ta pierwsza faza była bardzo męcząca. U mnie skurcze parte trwały
      blisko 2 godziny, bo niewstawiona główka była przez położną przystawiana i
      wytaczana. I nie bój się pytać. Pytaj położnej i lekarzy o wszystko co
      chciałabyś wiedzieć, albo co jest dla Ciebie wątpliwe, niepewne i niewiadome.
      POWODZENIA!
      • olejek1 Re: a ja jutro do szpitala 22.11.04, 17:24
        dzieki wielkie za odzewwink zazdroszcze, ze juz po. szkoda, ze od razu tego zelu
        nie aplikuja tylko mecza masazem, który jednak podobno wiekszosc kobiet boli
        • radowinkaala Re: a ja jutro do szpitala 22.11.04, 18:44
          Ja myślę ze to jest kwestia odporności na ból i nastawienia psychicznego. Ja na
          wszystko byłam nastawiona negatywnie, wyobrażałam sobie ból nie do zniesienia,
          a potem okazywłao się że ani trochę nie odpowiadało to moim "oczekiwaniom". W
          ubiegłym tygodniu uderzyłam nogą w ostry kant i przez 3 dni marudziłam że mnie
          to miejsce boli - a to dlatego, że się nie spodziewałam tego zdarzenia i moja
          odpornosć na ból dla tego potłuczenia była bliska zeru. W szpitalu nawet
          położna mi współczuła tego, ze miałam masaż szyjki, stwierdziła, że lekarz
          potraktował mnie bardzo niemiłosiernie, na co moja reakcja była następująca
          (bez ironii w głosie) "miłosiernie, oj bardzo miłosiernie". Na pewno wszystko
          będzie dobrze. A może mały akurat postanowi tej nocy zrobić Wam niespodzianke i
          jutro przy przyjeciu do szpitala okaże się że masz rowrcie np. na 4 palce?
          Czego Ci z całego serca życzę!
    • milenaj9 Re: a ja jutro do szpitala 22.11.04, 18:48

Pełna wersja