a jak tatusiowie, opiekują się Wami ???

02.12.04, 22:00
Jestem z moim facetem prawie 10 lat, ale nigdy nie spodziewałam się, że będę
sama ze wszystkimi radościami i problemami jakie niesie ciąża. Cała
odpowiedzialność spada na mnie, ja muszę wszystko wiedzieć i o wszystkim
myśleć. On się ogranicza do obwieszczania znajomym, że będzie tatą.
Od kilku lat planowaliśmy dzidziusia i nigdy nie spodziewałam się, że ciąża
będzie mi się kojarzyć z tak starszliwą samotnością. A jak jest u was ??? Mam
nadzieję, że lepiej.
    • aajn2 Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 02.12.04, 22:19
      Hej!Bardzo ucieszylismy sie ze jestem w ciazy i wszystko jest ok(pierwsza ciaza
      obumarla). Balismy sie, ale dzidzia rosnie zdrowo i juz 22 tydzien. Z mężem
      jestesmy razem ponad 4 lata. Cały czas muszę mu przypominać że potrzebuje
      miłości, żeby mnie przytulił itp. Nie pyta jak się czuję, gdy wraca z pracy do
      domu. I też często czuję się bardzo samotna. Mam nadzieję, że następne
      tygodnie ciąży będę przeżywać radośniej!! Nie tak to sobie wyobrażałam.
      Aga
      • lizaxo Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 09:47
        Moj mezulek robi mi jedzonko kiedy sobie zazycze, biega do sklepu jak czegos mi
        sie zachce i wlasciwie spelnia wszytkie moje zachcianki nie umie odmowic
        hahhaaha a ja troszke to wykorzystuje bo to cudowne uczucie
    • muress Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 00:33
      heh, kilka razy się tu na tym forum wyżalałam na męża i jego stosunek do mnie,
      do ciąży i dziecka (konkretnie chodzi o obowiązki związane z dzieckiem, pomoc,
      wsparcie dla mnie itp). Nie chcę już tego więcej robić, bo nic to dobrego nie
      przynosi poza hodowaniem żali.

      Chciałam Wam tylko napisać, że wiele kobiet w gruncie rzeczy jest samych ze
      swoim macierzyństwem. Że - jakkolwiek niesprawiedliwe by się to wydawało -
      wielu mężczyzn nie potrafi się zaangażować w ciążę, dziecko, opiekę nad matką.
      Nie potrafią dać ciepła, nie są czuli, nie można liczyć na ich pomoc przy
      dziecku. No nie potrafią, nie chcą (?) i już. Jak się rozejrzeć, to tych
      czułych i troskliwych znacznie znam znacznie mniej niż
      tych "chłodnych", "niezaangażowanych". Ale:
      1) nie znaczy to, że ci "chłodniejsi" nie kochają swoich dzieci - mój mąż
      niewątpliwie kocha starszego syna i pewnie będzie kochał malucha, mimo, że
      starszemu zmienił 1 (słownie: jedną) pieluchę i wiele razy łykałam łzy na
      samotnych spacerach (w soboty i niedzielę ofc, no tak wymagająca, żeby myśleć o
      wspólnym spacerze w dniu roboczym to nie byłam). Na mojej głowie są, były i
      zapewne będą wszystkie choroby, lekarze, przedszkole, szkoła, rozrywki
      dziecka. Również i mnie macierzyństwo od początku do końca kojarzy się z
      samotnością. Tata jest...hmmm...właściwie nie wiem do końca "od czego jest"
      (poza zarabianiem pieniędzy). No teraz, jak mały jest już duży, to czasem i
      tata się da wciągnąć w jakąś wspólną działalność albo zabawę. Ale jak patrzę na
      nich, to nie mogę nie widzieć, że panowie się kochają, niezaprzeczalnie kochają
      się i nikt nie byłby w stanie tego taty zastąpić, nikt inny tez nie kochałby
      syna tak jak kocha go mąż.

      2) my kobiety potrafimy wiele znieść. Naprawdę wiele, nawet nie przypuszczamy
      ile w nas jest siły. Dostałyśmy sporo cech, które nam w tym pomagają. I chyba
      generalnie jesteśmy mądrzejsze, lepsze od mężczyzn jeżeli chodzi o związki, ich
      utrzymywanie, porozumienie się z partnerem etc. Wiele razy się sama wewnątrz
      siebie przeciwko temu buntowałam, że to niesprawiedliwe, że to nie tak powinno
      być, że kobieta nie może być w takim stopniu obciążona odpowiedzialnością za
      wszystko co się wiąże z rodziną, dziećmi, związkiem, a mężczyzna przy tym jak
      ten motylek niemalże... Sądzę, że kobietę macierzyństwo obciąża fizycznie i
      psychicznie w stopniu nieporównywalnie większym niż mężczyznę obciąża
      ojcowstwo. Ale bunt tu niewiele daje, nie da się tego ot tak po prostu
      zmienić, nie da się też na nim (na buncie) zbudowac trwałego zwiazku. Czy tego
      chcemy, czy nie związki buduje się na kompromisach, niekończących się
      kompromisach. Jasne - warto i trzeba walczyć o wsparcie ze strony partnera,
      rozmawiać z nim, tłumaczyć, pracowac nad związkiem, nie namawiam do
      totalnego "poddaństwa" i pokory. Ale jeśli nie wychodzi to wszystko tak,
      jakbyśmy chciały i marzymy, nie ma sensu poddawać się z tego powodu rozżaleniu,
      poczuciu krzywdy, bo to tylko osłabia. Lepiej chyba "zakasać rękawy" i robić
      swoje, bo przynajmniej możemy dostać miłość naszych dzieci i dla nich warto to
      wszystko robić.

      A tak poza wszystkim to im - mężczyznom - też w wielu momentach nie jest łatwo,
      też nie spełniamy na ogół ich oczekiwań. Widac to tak musi być. Ale szansa na
      porozumienie się i na budowanie trwałego związku w żadnym razie nie wiedzie
      przez "zapiekanie" się w swoich żalach i wzajemnych pretensjach. Korzystajcie
      raczej z tego, co matka natura dała nam "w wianie", z tego, co pozwala sobie
      radzić w sprawach rodzinno-związkowych i nie myślcie za dużo o tym, że
      partnerzy nie wspierają. Próbujcie radzić sobie same na tyle na ile możecie,
      wtedy paradoksalnie kobieta staje się silniejsza i w konsekwencji lepiej
      radzisz sobie również z partnerem. Każda z nas da radę urodzić bez wsparcia
      swojego mężczyzny i nawet - gdyby musiała - wychować od początku do końca
      dziecko. Pewnie, że razem jest lepiej, milej i łatwiej. Ale jak ze 100%
      zaangażowania z jego strony, których potrzebuję i na które czekam, dostaję 10% -
      to i tak sobie poradzę. A dalej, od mojej decyzji czy chcę z nim być zależy,
      czy zrezygnuję z pretensji (no dobrze, tak zupełnie się tych pretensji
      wyeliminować nie da) za brakujące 90%...Bo jeśli go zadręczę pretensjami, to
      nie będziemy ze sobą, tego jestem pewna.

      Więc bądzie silne, nie dajcie się smutkowi i poczuciu osamotnienia, macie
      dzieci - więc nigdy nie jesteście same! Miłość do dziecka i miłość dziecka
      daje baaaardzo dużo siły.

      Sorka, strasznie się rozpisałam, wyszło z tego trochę kazanie i takie
      moje "credo" - ale pisałam o sprawach, które z bólem musiałam przerobić "na
      własnej skórze" i które ciągle mnie poruszają, które właściwie co jakiś czas
      przerabiam od nowa. Pisząc do Was piszę poniekąd też do siebie, porządkuję to
      wszystko i wytyczam ścieżki.
      • kapoosta do muress 03.12.04, 08:15
        dzięki za wsparcie
        • jodie22 Re: do muress 03.12.04, 09:01
          Okropnie to smutne co piszecie ...
          Nie wiem jak bedzie u mnie bo jestem dopiero na poczatku (9 tc) ale jak do tej
          pory nie moge na meza narzekac, gotuje (bo na mnie zapachy dzialaja nie
          najlepiej), przytula i pyta jak sie czuje i co wiecej chcialby pojsc na
          wychowaczy zamiast mnie (wlasciwie nie zamiast, ja na pewno nie pojde, bo
          wiecej zarabiam smile a kiedy widze jak potrafi zabawic czyjes dziecko tio tylko
          sie boje ze ja przy nim bede beznadziejna mama smile i jeszcze czasami sie boje ze
          za kilka miesiecy jak bede wygladac jak slon to juz mnie nie bedzie tak
          kochac smile ale wiem ze moge na niego liczyc, i tego zycze wszystkim przyszlym
          mamom.
          Aha, taki calkiem idealny to nie jest smile bo nie chce ze mna rodzic i mam tylko
          nadzieje ze bedzie przynajmniej ze mna przez te okropne godziny czekania w bolu
          na porod.
          Pozdrawiam serdecznie
          • grochalcia Re: moj maz 03.12.04, 09:28
            no, a ja narzekam na mojego, a widze, ze nie mam powodow. Bardzo chce ze mna
            rodzic, jezdzi ze mna na kazda wizyte do lekarza, chodzi na comiesieczne
            pobieranie krwi...nie gotuje, bo nie ma o tym zielonego pojecia, ale robi
            herbatke, lata do apteki po witaminki i lekarstwa, kupuje owoce i pomaga przy
            sprzataniu...odkurza ten cholerny dywan w pokoju, czysci dywanikm w
            przedpokoju, lubi jak poloze mu sie na kolanach a on wtedy glaszcze mnie po
            wlosach. oczywiscie i tak mam do niego wieczne praetensje, ze cos tam za malo,
            ze nie domyslil sie, zeby wieczorem zapalic swieczki, ze za malo pomaga..a bo
            taka maruda jestem!! A, i jeszcze stwierdzil, ze powinnam jesc zdrowe rzeczy i
            kupil automat do pieczenia chleba i co drugi dzien SAM robi mi pyszny polrazowy
            chlebus!!! To chyba powinnam sie cieszyc zamiast marudzic, prawda??Kasia
            • kocianna Re: dzięki za wsparcie 03.12.04, 10:08
              Grochalcia, Ty to masz złoto, nie męża!
              Ja mam narcyza, ktory potwornie się dziecka boi i jest okropnie o nie
              zazdrosny. Na dodatek to on jest w ciąży, a nie ja - naprawdę, na początku to
              on miał mdłości, potem on miał anemię, a teraz ma depresję przedporodową i boli
              go kręgosłup. To dobrze, bo mnie te przyjemności omijają smile - ale wątpię, żeby
              robił to świadomie, aby mi ulżyć smile))
              Mam nadzieję, że będzie dobrym tatą. A jak nie będzie (oznajmił ostatnio, że
              nie mam co na niego liczyć, bo on się brzydzi niemowląt) - no cóż, widziały
              gały, co brały. Świadomie decydowałam się na dziecko tego właśnie faceta
              (celowo nie piszę "z tym") i jestem przygotowana na to, że to może być MOJE
              dziecko, a nie NASZE.

              I bardzo się cieszę, że pojawił się ten wątek... bo było mi niewyobrażalnie
              smutno, kiedy czytałam wszystkich czułych i opiekunczych przyszłych tatusiach :
              ( Dobrze wiedzieć, że nie jestem sama z samotnością.
    • sylwiq Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 09:41
      A ja się troszkę wyłamię, bo naprawdę nie mam na co narzekać jeśli chodzi o
      mojego faceta. Tylko chciałam się z wami podzielić swoją opinią na ten temat.

      Po pierwsze jest mi dużo łatwiej kiedy zrozumiałam że tak realnie, i fizycznie
      to JA I TYLKO JA jestem w ciąży.Nie "my razem", nie "mój facet" tylko "ja". Bo
      taka jest prawda: to JA czuję każdy kopniak, to MI leci siara z piersi, to JA
      dźwigam brzuszek i to MI robi sie słabo gdy dłużej stoję. I nie mogę wymagać od
      swojego faceta,żeby przeżywał to na równi ze mną.Kiedy tylko coś się ze mną
      dzieje to zaraz mu o tym opowiadam, a on wysłuchuje i samo słuchanie mi
      wystarcza. Nie liczę na ochy i achy, bo w 100% rozumiem,że dla niego taki np.
      kopniak maleństwa, jest zupełną abstrakcją, on tego nigdy nie poczuł i nie
      poczuje!!!Przypomnijcie sobie jak same nie mogłyście sobie wyobrazić jak to
      jest z tymi kopniakami,nie miałyście pojecia jakie to uczucie aż do pierwszego
      kopniaka...

      Po drugie nie skupiam się tylko na ciąży. Przecież oprócz tego,że w moim
      brzuszku rośnie mały człowieczek, to to nie jest wszystko jeśli chodzi o nasz
      związek. Liczy się przebywanie ze sobą,rozmowa( nie tylko o ciąży) i podsycanie
      tego uczucia, które nas połączyło. Wtedy partner nie bedzie sie czuł jak na
      uboczu, jak na drugim miejscu zaraz po ciąży. Przecież jeśli do tej pory był
      dla nas najważniejszy (tak przynajmniej jest u mnie), a tu nagle nic tylko
      ciąża i ciąża, to może się poczuc trochę odtrącony, prawda? Wtedy trzeba mu
      przypomnieć jak bardzo jest dla nas ważny...Faceci są wzrokowcami i trochę
      gorzej u nich z wyobraźnią. Dla nich liczy sie to co namacalne: roznące piersi
      i brzuszek, zmieniające sie kształty ciała.Gorzej im sobie wyobrazic ze w
      srodku jest ich syn czy córa.Nie wiem jak u was, ale mój partner uwierzyl tak
      naprawde dopiero jak zobaczyl na zywo USG. I trzeba przyjąc te fakty, nie
      walczy c z nimi, bo do większości mężczyzn fakt że są tatusiami dotrze dopiero
      jak zobaczą maleństwo po porodzie...

      Po trzecie, mimo że baaaaaaaaaaaaaaardzo cieszę się ze swojego macierzyństwa
      (pierwszego)to nie traktuję tego stanu jak choroby i nie domagam sie
      specjalnego traktowania. Nie daję hormonom zawładnąć sobą, jeśli czuję, że dziś
      mam gorszy humor, to robię wszystko, żeby go poprawić: idę na spacer, gotuję
      cos pysznego, wyrzywam się na forumsmile)) Wtedy angażując się w 100% w cokolwiek,
      zapominam o złym humorze,a mój facet unika "czepiania się go" bez sensu.

      No i po ostatnie.Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Nie kłótnia, nie
      spory, nie pretensje, ale zwykła, spokojna, konkretna rozmowa. Kiedy chcę iść
      na spacer z nim to mówię: " Wiem kochanie,że jest weekend i wolisz pooglądać
      tv, ale zobacz jaka jest super pogoda i BARDZO BYM CHCIAŁA żebys poszedł ze mna
      na spacer."A jeśli nie, to nie, nie ma co strzelac fochów.Można powiedzieć jak
      jest nam przykro,jak dużo to dla nas znaczy, wytłumaczyć o co tak naprawde
      chodzi.U mnie to działa.

      Efekt jest taki,że mój facet o mnie dba. Chodzi na te spacery i do lekarza,
      wysłuchuje cierpliwie o porodach i szpitalach. Mówi do brzusia, albo
      śpiewa.Pomaga w obowiązkach domowych, których narazie nie jest tak dużo. Jest
      kochany i ciepły.A ja staram sie mu to powtarzać jak najczęściej.
      Bo związek to tak naprawde ciężka pracasmile)

      I to wszystko to tak ode mnie,amatorsko, ale może skłoni niektórych do
      zastanowienia sie.
      Pozdrawiamy
      Sylwiq i Bąbelek
    • efunka Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 10:07
      hm.. Ja nieststy nie mogę pod tym względem pochwalić mojego męża.
      Pierwsza ciąża przebiegła mi na pilnowaniu robotników na budowie, jeżdzeniu po
      hurtowniach i ciągłym zdawaniu relacji mężowi z tego, co się obecnie tam
      dzieje. Mąż nie interesował się moim samopoczuciem. Kazał rano wstawać i
      działać. do domu wracałam często dopiero po 20 wieczorem... Przecież chodziło o
      nasz wspólny dom! Trzeba wszystkiego dopilnować przecież! Na dwa tygodnie przed
      terminem jeszcze zasuwałam... ale skończyłam po awanturze jaką zrobił mi...mój
      tata!!!! z powodu mojego całodniowego wyjazdu do Warszawy - sama! samochodem!
      Ale wiecie co? mimo wszystko nie mam żalu do męża... tzn o to nie mam żalu...
      może dlatego, że w ostatniej chwili powiedział, że będzie ze mną rodzić i
      spisał się na medal. Niestety opiekę którą wziął potem, żeby się mną zająć
      spędził na budowie - do tej pory mu to wypominam.. i będę - bo obiecywał
      inaczej!! Na szczęście mi dał spokój aż na 10 miesięcy co prawda wchodzi w to
      przerwa zimowa - czyli brak prac nad domkiem.
      A co do obowiązków domowych? Zmieniał pieluchy... ale po 4tym przypomnieniu. W
      nocy nei wstawał.. przeciez on pracuje.. a ja w domu siedziałam na
      wychowawczym .... Nakarmić dziecko - mogłam o tym zapomnieć.
      Teraz mały ma dwa lata.. czasami rano jak tatuś jest w domu, zostawiam go z
      nim. Nieststy.... tatuś owszem, obudzi się... ubierze synka... da mu jesc i
      pić.. po czym.. kładzie się znów spać!!! a mały się bawi.... czasami mam ochote
      go za to zamordować wink- MĘŻA .. NIE SYNKA OCZYWIŚCIE!!!!
      Mimo wszystko, kocham go... To co tu opisuję to te negatywne strony.. ale są i
      pozytywne.... a o tych tu nie wspominałam.. chciałam go trochę
      pokrytykować....Do wszystkiego się już przywyczaiłam.. nie oczekuję od niego
      tego, czego on nie jest w stanie sopełnić.. w końcu to tylko mężczyzna-mąż!!! wink
      A teraz? właśnie dowoiedziała się, że jestem w ciązy. Nie oczekuję szczegolnego
      traktowania.... bo po co oczekiwac czegoś co nie są w stanie spełnić.... I na
      głowie za kilka miesięcy będę miała... nie jedno.. a dwójkę dzieci.. a licząc z
      mężem nawet trójkę!
      • sylwiq Re: efunka 03.12.04, 10:15
        Bardzo mi sie podoba twoje podejsciesmile))
        Pozdrawiamy
        Sylwiq i Bąbelek
        • martagrz Re: efunka 03.12.04, 11:19
          Jestem w ciąży z pierwszym dzieckiem a mój mąż jest kierowcą międzynardowym.
          Praca którą wykonuje nie pozwala na częste bywanie w domu - na szczęscie są
          telefony, ale jak jest w domu to nadrabia swoją nieobecnosć, czyli sprząta,
          gotuje, itd. Nie mogę napisac że mi pomaga bo nie uważam że to jest pomoc tylko
          jego obwiązek podobnie jak mój. Ja wiem, że on pracuje i jest zmęczony ale ja
          też pracuję a dodatkowo jestem w ciąży więc też mam prawo być zmęczona.
          Najbardziej wkurza mnie gadanie, że to my kobiety musimy dbac o związek, nie
          powwinnysmy mieć humorów i nie skupiać się tylko na ciąży ale przede wszystkim
          dbać o męża. A co z facetami? Czy są tylko do robienia dzieci???? A całą
          resztęto kto ma robić?tylko kobiety????
          • isabela_1974 Re: efunka 03.12.04, 11:44
            Też mnie zawsze śmieszy i złości zarazem, że cała odpowiedzialność za
            utrzymanie związku spada na kobiety smile Wystarczy poczytać gazety- w męskich
            jakoś nie zauważyłam tematów typu - jak pielęgnować związek w czasie ciąży smile
            A przecież facet to nie dziecko, też swój rozum powinien mieć i jemu winno
            zależeć równie mocno na utrzymaniu szczęśliwego małżeństwa, jak kobiecie.

            Mój mąż ma do wszystkiego stosunek taki, że jak go poproszę, to zrobi. Sam się
            jednak na gwałt nie wyrywa. Najbardziej trudno mu zrozumieć, że dokucza mi
            samotność i monotonia. Z powodu zagrożenia ciąży nie mogę chodzić do pracy,
            skupiam się więc na prowadzeniu domu i wychowywaniu starszego syna, na jakieś
            dodatkowe rozrywki nie mamy pieniędzy, jedyny w zasadzie kontakt ze światem to
            sieć, bo na telefonach też trzeba oszczędzać. On jest natomiast małomówny z
            natury - jak się wygada w pracy to potem raczej trudno go zachęcić do rozmowy.
            Ja natomiast powoli wariuję i zaczynam mieć wrazenie, że mnie ktoś zamknął za
            karę w areszcie domowym smile

            Ale w sumie zawsze mogłoby być gorzej wink
            Iza
    • joasia20 Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 10:31
      Mój mąż zrobi wszystko jeśli mu sie pokarze palcem co i jak i będzie mu się
      przypominać, raz zrobi to chętniej raz mniej. Generalnie nie mogę za bardzo
      narzekać, ale jak większość kobiet wyobrażałam sobie, że będę noszona na
      rękach... tak nie jest, ale nie mam specjalnego żalu o to, wydaje mi się, że
      oni ci nasi mężowie poprostu nie potrafią pewnych rzeczy i nawet jak bardzo by
      chcieli to nie wiedzą jak. Pozatym kiedyś słyszałam taką opinię, że do nich to
      wszystko dociera dopiero jak zobaczą na własne oczy tą żywą istotkę i dopiero
      wtedy zmienają się i robią się naprawdę pomocni. Oczywiście od każdej reguły są
      wyjątki, ale ja życzę i sobie i wam, żeby nasi mężowie stanęli na wysokości
      zadania jak nasze dzieci już będą na świecie, bo tak naprawdę to wtedy będziemy
      potrzebowały znacznie więcej pomocy niż teraz.
      pozdrawiam
      asia 38 t.c.
    • faronka Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 10:57
      Ja nie narzekamsmileMój mąż uwielbia dzieci i chciał je mieć dużo wcześniej niż
      ja, jak widział jakieś maluchy to mówił: "zróbmy sobie takie..". Teraz
      twierdzi, że nie JA jestem w ciązy tylko MY jesteśmy w ciąży. Biega do sklepu z
      powodu moich bzdurnych zachcianek, parzy herbatki owocowe, jak trzeba to
      sprząta, gotuje w weekendy. Teraz zapowiedział że za tydzień bierze wolne żeby
      pomyć okna przed świętami żebym ja nie musiała tego robić. Przyznam się, że
      wykorzystuję go momentami perfidnie ale walczę z tym żeby się nie
      przyzwyczaić.. Czasem nachodzą mnie takie mysli czy on nie będzie lepszym
      rodzicem niż ja.. Oczywiście ten "anioł" pokazuje co jakiś czas rogiwink
      Najbardziej zabawne jest jego podejście do sprawy wspólnego porodu, zanim
      zaszliśmy w ciążę twierdził kategorycznie że on się do tego nie nadaje, teraz z
      kolei upiera sie, że chce być przy porodzie i że absolutnie nie ma zamiaru
      zemdleć w trakciewink jeszcze mamy trochę czasu więc zobaczymy co z tego wyniknie.
      Pozdrawiam wszystkie mamusie obecne i przyszłe
    • hop_angel Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 11:05
      ?Hej,

      Czytając posty stwierdzam, że nie mam powodów do narzekań choć mieliśmy parę
      spięć ale jak któraś tu napisała wystarczy szczera rozmowa. Moja ciąża jes
      zagrożona od początku i myślę, że mój mąż na początku był mocno i wystraszony i
      bezsilny. Ale kiedy leżałam z krwawieniem w szpitalu codziennie przyjeżdżał 2
      razy i mył mnie, karmił i przebierał, aż położne oczy ze zdumienia przecierały.
      Teraz leżę a on zawsze herbatkę zrobi i poda,jedzonko, posprząta, przytuli,
      rozmawia z brzuszkiem, zachwyca się tym jak ładnie wygladam w tej ciazy z
      brzuchem i w ogole jest kochany, zawsze pyta sie jak sie czuje i czyy cos mi
      podac ale tak bylo juz przed ciaza za co go mocno kocham, pozdrawiam wszystkie
      mamcie.
    • mviks Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 11:13
      Ja na szczescie jestem mam kochanego meza, nie moge powiedziec aby mnie nosil
      na rekach ale dba abm nie dzwigala, posmaruje mi plecy balsamem przed spaniem.
      Od czasu do czasu kupi lody. Jestem mu tez wdzieczna ze nie zwraca uwagi ze
      przez e 9 miesiecy nabylam 17kg, caly czas mnie pociesz ze zrzucimy.
      Daje tez buziaki brzuszkowi ale nie ma mowy o komunkacji z dziekiem. Uwaza ze
      mowienie do brzucha jest naprawde dziwne. Rozmawiamy czeso o tym stosunku ojca
      do macierzynstw Mihkel wprost mi mowi ze wiekszosc jego kolegow mowi o
      dzieciach w pracy i sa dumni z bycia ojcem ale nie umia sie zaangazowac w
      macierzynstwo dopoki dziecko nie jest w stanie sie z tata komunikowac. Tak wiec
      on tez sie obawia ze przez pierwsze miesiace dziecko nie bedzie dla niego
      powiedzmy interesujace, bo nie wie za bardzo co z nim robic.
      Jednak mam nadzieje ze z czasem i rozwojem malenstwa beda sobie coraz blizszymi.
      Zycze Wam wszystkiego najlepszego w zyciu rodzinnym.
      Magda 40tydz.
      • natkare Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 11:32
        Tak czytam i czytam i chyba mam za dobrze. Jestem 6,5 roku po slubie.
        Mam 5,5 letniego synka - juz przedszkolaka oraz coreczke 15 m-c.
        Jestem po raz czwarty w ciazy- bardzo czekamy na \nasza dzidzie.
        Maz bardzo mi pomagal i pomaga . Nie obce jest mu zajmowanie sie dziecmi,
        sprzatanie i gotowanie.
        Szanujemy sie i kochamy .
        Przazylismy wiele bolesnych chwil i to nas tylko wzmocnilo i umocnilo nasz
        zwiazek.
        Jak wszyscy mamy jakies problemy ale zawsze staramy sie je rozwiazywac razem.
        Pozdrawiam
        Renata mama Maciusia 1999 , Dominisi 2003 i Fasolki (?26.03.2005)
        • sula_i_komary Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 12:27
          Jeju!
          Jak tylko mój mąż wróci z pracy muszę go pochwalić i przytulić (robie to często...ale chyba tego nigdy nie za mało).Nie myśli się codziennie o tym, co sie ma....a okazuje się,że mam tak wiele.Oczywiście miałam już świadomość ,że mam fajnego chłopa ale nie myślałam,że to się tak rzadko zdarza sad.
          Mój misio od początku jest "ze mną "w ciąży.I we wszystkich rozmowach ze znajomymi opowiada o tym w liczbie mniogiej.Do tego chodzi ze mną na wszystkie badania, na wszystkie wizyty do gina (nawet na te bez usg),wie lepiej od niejednej kobiety co akurat dzieje się w brzuchu,dzwoni z pracy i pyta ile czułam ruchów.
          Nie odczuwam braku zainteresowania z jego strony, pyta 100 razy dziennie jak się czuje i co mógłby dla mnie zrobić, pomaga mi w domku, robi zakupy,smaruje kremami.
          Do tego wszystkiego,mimo ogromnych rozmiarów brzucha i ogólnie większej postury czuje się bardzo atrakcyjna....on utwierdza mnie w tym przekonaniu wiele razy w ciągu dnia.Jestem szczęśliwa!!!!
          Oczwiście zdarzają się chwile, kiedy przylgnie na długie godziny do komputera lub wyskoczy do sąsiada na piwko....no cóż...czasami musi się zrelaxować chłopak smile.
          Pozdrawiam
          sula i chłopaki-bliźniaki
          27t1d
          • martagrz Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 12:42
            no tak powinnyśmy naszych mężów chwalić bo interesują się nami i naszą ciążą a
            przecież te dzieci są tylko kobiet i jacy oni dobrzy bo interesują się naszym
            samopoczuciem, no i akceptują te 20 kg więcej
            wiecie co, mam dosyć takiego gadania, ja interesuje się moim mężem mimo że nie
            jest w ciąży, waży kilka kilo wiecej niż przed ślubem
            rzeczywiście czasami każdy musi się zrelaksować, rozumiem, że ty sulo też się
            relaksujesz wychodząc na kilka godzin do koleżanki i rozumie to twój mąż


            • sylwiq Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 12:58
              Wypowiedzi ktore tu znajdziesz Marto wynikaja z tytułu. Mówimy tu o tym co
              faceci robia dla nas (albo czego nie robią), bo o tym co my robimy dla nich i
              dla zwiazku mozna zalozyc osobne forum. Wczesniej piszesz ze nie uwazasz za
              pomoc kiedy facet gotuje czy sprzata, wg. ciebie to jego obowiązek. A ja lubię
              dbać o dom, lubię kiedy widać w nim kobiecą rękę,lubię czuć domowe ciepełko, i
              uważam że dużo lepiej mi to wychodzi niż mojemu meżczyźnie. Dlatego wolę, żeby
              mi tylko pomagał. Są też rzeczy w których on jest lepszy i wtedy to ja mu
              pomagam. W ten sposób się uzupełniamy.

              Pozdrawiamy
              Sylwiq i Bąbelek
              • martagrz Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 13:36
                tak wiem że wynikają z tytułu
                wyrażałam tylko swoje opinie z którymi nie każdy musi się zgadzać
    • magdek2 Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 12:04
      mój jest ok, ja przynajmniej tak to odbieram, chociaż niektórzy dopatrują się
      braków i zbyt małego zainteresowania, bo nie biega ze mną do lekarza ani na
      usg, a tylko pyta jak i co, ale mnie to wystarcza, nie jestem przecież
      ubezwłasnowolniona przez ciążę i potrafię dowiedzieć się wszystkiego sama i
      przekazać w domu, następny zarzut ze strony innych to, że nie mówi do mnie
      dziubusiu przy wszystkich i trzyma ręki na brzuszku, dla mnie to są chorzy
      ludzie, ale każdy lubi pomieszać w nieswoim garnku...
      Ja wiem, że mogę na niego liczyć, że bedzie ze mna przy porodzie a wtedy będę
      najbardziej zagubiona jak znam siebie, że robi sam zakupy, odkurza mieszkanie i
      myje podłogi, wiesza pranie i zrobi kakao nawet jeśli będzie 3 w nocy, i robi
      wiel innych rzeczy, których nie robił, ale staram sie nie oczekiwać od niego,
      że będzie czuł to samo co ja bo jest mężczyzną i nawet jeśli bardzo się stara
      to poczuje pod ręką namiastkę tego co ja kilkanaście razy w ciągu dnia, dziecko
      które sie rusza i reaguje na mnie i na to co się dzieje. Tak sobie myslę, że ni
      mozna ich zmuszac do pewnych rzeczy bo odsuną się jeszcze bardziej. Mój
      ostatnio przyznał sie, że boi się czy sobie potem poradzi, czy sprosta, bo nie
      ma o tym pojęcia, ja po prostu powiedziałam, ze tez się boję, że też jest to
      dla mnie pierwszy raz i że oboje musimy sie wszystkiego nauczyć, ale ze na
      pewno sobie poradzimy i wierzę, że tak będzie. Także ta moja druga połowa nie
      jest az taka zła.... smile
      • neti87 Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 12:36
        Dziewczynki,
        dałam Wasze wypowiedzi do przeczytania mojemu mężowi. Oto co powiedział:
        "komentarze sa ciekawe, mozna sie ciekawych rzeczy o kobietach generalnie
        dowiedziec. wlasciwie kazdy facet, nie tylko w ciazy powinien to przeczytac".
        I taki jest mój mąż. On chciałby na mój temat wiedzieć wszystko, wszystko go
        interesuje. Oczywiście nie w tym sensie, że grzebie w moich rzeczach i sobie
        mnie sprawdza. Absolutnie nie! Po prostu ze mną rozmawia i wszystkim się cieszy.
        On był tak niesamowicie poruszony i ucieszony z wyniku testu ciążowego, że ja
        czułam się głupio i źle, bo nie potrafiłam się tak ucieszyć, choć bardzo
        chciałam mieć dziecko. Mój mąż od razu usiadł przy komputerze i znalazł adresy
        ze sklepami dla dzieci, strony internetowe o ciązy i zabrał się do szukania
        właściwego wózka. To był 3-ci a może 4-ty tydzień ciąży!!! Tego samego dnia
        zaciągnął mnie do księgarni, żeby kupić jakieś mądre książki dotyczące ciąży i
        małego dziecka. Ciągle powtarzał, że jest szczęśliwy i nie może uwierzyć w to co
        się stało, a ja nie potrafiłam z siebie słowa wydusić. Na każdej wizycie u
        lekarza byliśmy razem, na każdym usg też razem. Rodzić tez będziemy razem,
        chociaż to ja raczej miałam dystans do porodu rodzinnego, mąż zdecydował, że on
        też tam będzie i koniec tematu (chyba, żebym sobie tego wyraźnie nie życzyła). A
        teraz mój mąż czyta artykuły o tym jak ma się mną i dzieckiem opiekowac po
        porodzie. Czasem mi taki tekst zasunie, że się łapię na tym, iż o pewnych
        rzeczach nie wiem. A i to mój mąż zaciągnął mnie do sklepu, żeby kompletować
        wyprawkę dla dzidzi, bo ja wciąż odwlekałam tę wyprawę. Na początku ciąży też
        był fantastyczny. Ja czułam się paskudnie, a on to jakoś mógł zrozumieć,.
        Rozumiał to, że nie gotowałam, tylko od razu po pracy wskakiwałam do łóżka, że
        nie chciało mi się wychodzić z domu, że jak już gotowałam to tylko takie
        potrawy, które mi smakowały i że ogólnie byłam nieco upierdliwa. Wiem, że jestem
        szczęściarą, bo choć znam mojego męża dobrze, to i tak mnie swoją postawą i
        zaangażowaniem zaskoczył. Mogłabym tak jeszcze długo pisać, ale to nie o to
        chodzi. Chodzi o to, że ja nie czuję się osamotniona, że ten powiększający się
        brzuch nie jest tylko moją radością, ale mogę tę radość dzielić z moim mężem.
        Zawsze chciałam, żeby tak własnie było!
        Pozdrawiam Was wszystkie!!!
    • aneta87 Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 12:50
      Ja Wam powiem tak, a jestem mezem ciezarnej, czyli facetem wbrew kobiecemu
      nickname'owi: sluchajcie dziewczyny, to jest moim zdaniem najciekawszy watek
      ciazowy jaki ostatnio przeczytalem, a troche ich czytam, bo mi zona podsyla.
      Tak szczerze mowiac, to chyba kazdy facet, nie tylko bedac w ciazy, powinien to
      przeczytac i naprawde ciekawych rzeczy sie o kobietach dowiedziec i ich
      potrzebach. Ciekawe czy po przeczytaniu Waszych postow zona mnie dzisiaj nie
      pozna w domu, ale o tym to juz ona moze napisze. Trzymam kciuki za wszystkie
      ciezarowki i ciezarowcow!!!
    • olcia1 Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 13:47
      Kapoosta, Ja mam fantastycznego faceta, ktory bardzo sie ucieszyl ze bedziemy
      mieli dzidziusia ale przez pierwsze pare miesiecy tez sie czulam jak na innej
      planecie. Owszem - pomagal w domu (aczkolwiek zawsze pomaga), rozumial, ze zle
      sie czuje ale zachowywal sie jakby zupelnie do niego nie docieralo, ze jestem w
      ciazy a nie np. chora i stad te zle samopoczucie. Dopiero jak brzuch mi zaczal
      rosnac a potem pojawily sie pierwsze wyczuwalne ruchy a juz w ogole jak mi na
      dobre brzuch zaczal falowac i widac bylo, ze cos sie rusza zaczelo do niego
      docierac, ze to wszystko jest jak najbardziej realne. Widocznie mezczyzni tak
      maja, ze trudno im sobie wyobrazic pewne rzeczy i musza poczekac do czasu az
      one sie urealnia.
      Jesli moge Ci poradzic to opowiadaj od czasu do czasu co sie z Toba dzieje, ze
      przeczytalas cos ciekawego (mezczyzn ciezko zmusic do czytania tych wszystkch
      ksiazek i gazet), zabierz meza do sklepu poogladac dziecinne ciuszki. Tez sie
      biedak musi przyzwyczaic do nowej roli smile
    • sylwiq Podciągam:))) 03.12.04, 17:13
    • magda1975 Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 18:31
      Rzeczywiście, ten watek jest bardzo ciekawy. Z przyjemnością go przeczytałam.
      Moje własne doświadczenie (7 lat małżeństwa i pierwsze dziecko będzie za 9
      tygodnismile, potwierdzają opinię, że obojętnie co i jak się dzieje to trzeba
      rozmawiać, rozmawiac i rozmawiać. Pozawala to obu stronom zrozumieć swoją
      sytuację, znaleźć wspólne rozwiazanie. U nas naprawdę to działa i jesteśmy
      bardzo szczęśliwi. Nie wyobrażam sobie innego partnera na miejscu mojego męża i
      naprawdę otrzymuję od niego to czego oczekuję (jak nie domyśla się sama mu
      mówię, że np. od czasu do czasu mógł by kupić mi kwiatkasmile Obowiązki domowe
      mamy już jakoś odgórnie podzielone - teraz nie pracuje, więc więcej spada na
      mnie, ale wiem, że tez moge liczyć w każdej chwili na jego pomoc. Poza tym nie
      traktuję siebie jak chorej, ale pięknie odmienionej. Cieszę się, że mogę
      przeżywać to co przeżywam, a mąż nawet często mi mówi, że bardzo mi zazdrości
      tych kopniaczków naszego Maleństwasmile
      Czasem zastanawiam aię, czy nie bedzie mi trudno dalej podołać wszytskim
      zadaniom (tym co do tej pory i jeszcze dziecko). Mąż czesto jest w podróżach
      służbowych, ale wydaje mi się, że też znajdziemy wspólnie rozwiazanie.
      Tymczasem pozdrawiam i życzę pięknych wieczorów przy świecach, dobrej muzyce i
      rozmowach (u nas Tv rzadko jest włączony).
      Magda
    • biedrona1 Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 18:44
      Właśnie tego się bje, przed podjęciem decyzji o ciąży, samotności, tego, że nie
      będę mogłą pacować a muszę, tego, że odpowiedzialność tatusia za ciąże i
      dziecko skończy się na jego ogromnej radości. On nie musi zmieniać swojego
      życia tak bardzo, praca itp. wiec radość z dziecka nie wiąże się z obawami, na
      kobiete spada ciężar wychowania to ona rezygnuje z pracy, ona przebywa z
      dzieckiem niemal cały czas. Uwielbiam dzieci ale nie wiem czy dam radę być i
      myśleć tylko o dziecięciu 24h/ dobę. Trafiłam na to forum w żeby znaleść
      argumenty za... gdyby chociaż ciąża trwała 4 miesiące, przeraża mnie ta ciążowa
      nieporadność. Chciałabym usłyszeć od was optymistyczne relację.
    • e_rubi Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 19:47
      Ja tez juz dawno nie czytalam tak interesujacego watku, sama zaczynam sie teraz zastanawiac, jak to jest u nas...coz, wyglada na to, ze nie mam na co narzekac, chociaz tez czesto czuje sie troszke samotna i niezrozumiana. Na poczatku bardzo mnie to bolalo i mialam pretensje do meza, ze on nie przezywa tej ciazy tak jak ja, ze sie za malo (oczywiscie wg mnie) cieszy i w ogole inne bzdury. To tego jeszcze dolozylo sie moje fatalne samopoczucie w I trym, szczegolnie mdlosci i wymioty, ktore meczyly mnie cala dobe i wszechogarniajaca sennosc, rozdraznienie itd. Tak sobie teraz mysle, ze to ja bylam bardzo trudna, bo nie umialalam sobie z tym poradzic, zupelnie inaczej wyobrazalam sobie ciaze (jako cudowny, wrecz mistyczny stan) a tu musialam walczyc z wlasnym cialem, czulam sie fatalnie, tak jakby odebrano mi cale moje dotychczasowe zycie (nie moglam pracowac, spotykac sie ze znajomymi i na nic nie mialam sily i ochoty). A on po prostu byl, rozumial ze nie gotuje, nie sprzatam, ze nie toleruje zadnych gosci, ze nigdzie nie wychodzimy, ze prosto po pracy klade sie do lozka i nie mam ochoty nawet slowa do niego powiedziec, ze placze z byle powodu. Przynosil rano sniadanko do lozka (zebym przypadkiem nie wstala zanim czegos nie zjem), parzyl herbatki i ziolka, przynosil i wynosil miske, jak juz nie mialam sily wstawac, troche sprzatal w domu, probowal gotowac. Niby wszystko ok, ale...gdzies zatracila sie czulosc, nasza bliskosc, nie rozmawialismy...ja plakalam cichutko, ze juz mnie nie przytula, ze jestem beznadziejna, on zaszywal sie przy komputerze. A ja mialam coraz wiecej zalu, ze mnie nie rozumie. Nie chodzil ze mna do lekarza, nic nie widzial na wczesnych zdjeciach usg (dla mnie oczywiscie ta mala kropka to bylo nasze dziecko), nie chcial czytac o ciazy. Wtedy w ogole do mnie nie docieralo, ze jego zycie tez sie zmienilo, ze tez moze czuc sie bezradny, ze widzi, ze cierpie i nie umie mi pomoc i tak naprawde to ta "nasza" ciaza, to dla niego nic fajnego, bo nagle tak jakby "stracil" zone. Teraz jestem w 17 tyg, czuje sie lepiej, brzuszek sie zaokragla, na zdjeciu usg widac juz twarzyczke( z profilu), raczki i nozki i moj maz zaczal oswajac sie z ciaza i tym, ze bedzie tatusiem. Coraz czesciej rozmawiamy o naszym dziecku, zaczal nawet mowic do brzuszka (co mnie kompletnie zaskoczylo) i w ogole jakis taki bardziej czuly sie zrobil. A ja czuje sie lepiej i nauczylam sie komunikowac swoje potrzeby, jak cos od niego chce, to jasno to mowie i przestalam miec pretensje, ze nie potrafi sie domyslec. Wiec moge z cala pewnoscia powiedziec: tak, moj maz opiekuje sie mna i dba o mnie. Zrozumialam tez, ze nie moge wymagac, zeby przezywal te ciaze tak jak ja, bo to dzieje sie w moim ciele a nie jego i jest to po prostu niemozliwe. O wszystkich szczegolikach gadam sobie na forum (on sie bardzo cieszy, ze tu zgladam, mowi ze mam lepszy humorek od czasu jak tu trafilam) a jemu opowiadam co sie ze mna dzieje tak bardziej skrotowo i wydaje mni sie ze coraz wiecej z tego rozumie. Chyba na wszystko potrzeba czasu, to w koncu dla nas obojga zupelnie nowa sytuacja i jestesmy troche zdezorientowani, chociaz ciaza byla wyczekiwana i planowana. Mysle sobie teraz, ze chyba jednak jestem szczesciara i zaraz odrywam sie od komputera, zeby dac mu buziaka i powiedziec jak bardzo go kocham
    • magnnes Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 20:12
      Mój mąż jest cudowny. Wydaje mi się że ma wiekszy instynkt macierzyński ode
      mnie. Od samego początku ciągle się łasi, tuli, głaszcze brzuch i rozmawia z
      młodym. Fascynują go wszystkie dziecięce tematy. Gdy nie mogłam uczetniczyć w
      zajeciach szkoły rodzenia, robił dla mnie notatki. Od czasu mojego pobytu w
      szpitalu przejął prawie wszystkie domowe obowiązki, chociaż ja sama cały czas
      siedzę w domu. Sprząta, odkurza, prasuje, zmywa naczynia, robi mi herbatki,
      spełnia zachciewajki, zaczął sobie sam robić rano śniadania, co wcześniej mu
      się nie zdarzało. Fajnie byłoby gdyby mu tak zostało. Do końca tylko kilka
      tygodni, więc niedługo przekonam się jak będzie.
      Terazm mogę ten okres porównać z początkiem naszej znajomości, z tym cudownym
      stanem zakochania, który niestety po jakims czasie mija i zmienia się w
      codzienność.
    • lucyna.p Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 20:14
      Dobrze że znalazłam dzis ten wątek...Jutro mam termin, a tu nic się nie dzieje
      póki co, jestem juz naprawdę dość zmęczona i chciałabym urodzić.Ale mój mąż
      chyba tego nie rozumie,co prawda moja burza hormonalna sięga chyba zenitu,ale
      czy ja wiele wymagam?tylko zrozumienia.dzis wybuchłam bo mi nawet juz ciasto na
      naleśniki nie wychodzi,a mój mężuś sie na mnie obraził, nawet nie wiem za co.
      Chyba za to, że wybuchłam.Ale co tam dam radę, to w końcu juz naprawdę niedługo
      jak dzidzia będzie obok.Wierzę że dla faceta to czekanie też może być powoli
      męczące,ale...Chciałabym troszkę wsparcia, teraz szczególnie.
    • biedrona1 Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 20:15
      Właśnie tego się bje, przed podjęciem decyzji o ciąży, samotności, tego, że nie
      będę mogłą pacować a muszę, tego, że odpowiedzialność tatusia za ciąże i
      dziecko skończy się na jego ogromnej radości. On nie musi zmieniać swojego
      życia tak bardzo, praca itp. wiec radość z dziecka nie wiąże się z obawami, na
      kobiete spada ciężar wychowania to ona rezygnuje z pracy, ona przebywa z
      dzieckiem niemal cały czas. Uwielbiam dzieci ale nie wiem czy dam radę być i
      myśleć tylko o dziecięciu 24h/ dobę. Trafiłam na to forum w żeby znaleść
      argumenty za... gdyby chociaż ciąża trwała 4 miesiące, przeraża mnie ta ciążowa
      nieporadność. Chciałabym usłyszeć od was optymistyczne relację.
      • gosia_815 Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 03.12.04, 21:47
        Hmm,dobre pytanie,no więc tatuś jest teraz w barze,bawi się z kolegami i
        koleżankami i pomimo tego,że obiecał wrócić się szybko nie ma go już 5
        godz.Jest mi tak zle,że aż boli.targają mną uczucia nie do opisania.Jestem w 37
        tyg ciąży,i moge na palcach policzyć ile razy pytał mnie o samopoczucie
        itp.Fakt doceniam jego zaangażowanie ze strony materialnej,ale to nie wszystko-
        ale chyba o tym zapomniał.Pisze i pisze-po prostu jestem samotna,zobaczymy jak
        będzie po.......
    • appril Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 04.12.04, 00:29
      Witajcie Dziewczyny smile Rzeczywiscie fajny topik. Poruszany temat sprawil, ze
      zastanowilam sie gleboko nad rola meza, ojca, mezczyzny w zwiazku. Generalnie
      wysnuwa sie jeden wniosek: mezczyzni maja w zyciu latwiej, wiele moga zrzucic
      na brak kompetencji, nature swojej plci, ich popularna wymowka jest to, ze to
      kobieta stworzona jest do macierzynstwa, prac domowych itp., ale jesli przy
      okazji pracuje i dorzuca niezly grosz do domowej skarbonki to chwala jej za
      to wink Co moge powiedziec o swoim mezu? Hmm.. Ogolnie to calkiem fajny gosc,
      ostatecznie wyszlam za Niego za maz (choc nie spieszylo mi sie do
      zamazpojscia). Ma oczywiscie swoje wady a podstawowa to to, ze strasznie dlugo
      pracuje (dobrze, ze przeklada sie to na zarobki). I to mnie najbardziej
      przeraza. Codzienne powroty okolo 22ej nie sluza malzenstwu i przyszlemu
      ojcostwu. Dla rodziny zostaja weekendy, kiedy z kolei musi odespac. Zaczynam
      sie buntowac. Mieszkam w dalekim, obcym kraju, brakuje mi tu rodziny i
      znajomych wiec Jego obecnosc jest szczegolnie wazna. Powoli staram sie poruszac
      temat jak to bedzie gdy urodzi sie dziecko, nie wyobrazam sobie takiego trybu
      zycia jak do tej pory. Zaczynam "straszyc" powrotem do kraju gdzie moze
      skromniej ale przynajmniej ludzie pracuja w bardziej normalnych godzinach. Poza
      tym, kiedy juz spedzamy razem czas to jest bardzo kochanym facetem. Czeka na
      dzidziusia, kiedy tylko ma okazje glaszcze brzuszek, zwraca mi uwage ze
      powinnam uwazac na niego, uwielbia czuc jak Synek sie rusza (czyt. porzadnie
      wierzga). Nigdy nie zapomne jak na pierwszym usg padlo: It,s a boy! Byl tak
      diabelnie dumny.. (bardzo chcial miec syna). Oczywiscie zapewnia nam wszystkie
      materialne potrzeby, niczego mi nie odmawia i za co Go, tak na marginesie,
      lubie to ze chodzi ze mna na zakupy, zna sie na wszystkim, to On doradza mi co
      kupic do ubrania, w czym mi dobrze itp. No i sam swietnie wyglada smile Troszczy
      sie o moje samopoczucie, dzwoni z pracy, pyta, interesuje sie jak mi mija
      dzien. Kocham Go za cierpliwosc, kulture, cieplo, milosc. Staram sie zrozumiec
      i zaakceptowac nieliczne niedoskonalosci. Ja tez nie naleze do idealow wiec nie
      mam prawa oczekiwac, ze moj Maz nagle zmieni sie w ideal w moim przekonaniu.
      Ale cichutko Go sobie urabiam.. malymi kroczkami hi hi.. wink Pozdrowionka..
      • sylwiq Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 04.12.04, 11:09
        Jest dzis sobota, proponuje wiec zrobic dzis cos dla naszych "tatusiow",
        tych "dobrych" i tych "zlych". Cos czego nie robimy w dzien pracujacy, a na co
        dzis znajdzie sie chwilka. Powiedziec jakies dobre slowo, ktore przeciez az
        tyle nie kosztuje. Zapytac o jego samopoczucie, moze przygotowac gorącą kąpiel
        albo masażyk. Poprzytulać, wleźć na kolana nawet jeśli mamy te + 20 kgsmile)
        Pochwalić jeśli coś zrobi dobrze. Tak po prostu, bez okazji.
        Pozdrawiamy
        Sylwiq i Bąbelek
        • iwcia75 Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 04.12.04, 11:35
          moj "stary" juz nie moze doczekac sie malenstwa,ale tez zdaje sobie sprawe,co
          go czeka, jak duzo obowiazkow, bo mial mlodsze rodzenstwo. jendak wiadomo,ze
          nie ejst w stanie pomimo tego spelnic wszystkich moich oczekiwan odnosnie
          czulosci. mezczyzni poza tym troche inaczej to przezywaja- martwia sie o
          finansowe zabezpieczenie i maja doly z tego powodu. w sumie tez potrzebuja
          akceptacji i wsparcia
          • zalotnica Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 04.12.04, 14:34
            iwcia75 napisała:

            > w sumie tez potrzebuja
            > akceptacji i wsparcia

            tak, tak, dla kobiety nie ma rol niemozliwych,
            wszystko moze i zazwyczaj musi , tak jak dowiaduje
            sie tutaj z waszych wypowiedzi...
            Jego rola to tylko pieniadze...bardzo malo jestescie
            wymagajace, wiec sie nie dziwcie potem tym licznym, ale
            nie zawsze milym niespodziankom...
            Zycze duzo usmiechow w zyciu
      • zalotnica Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 04.12.04, 14:27
        appril napisała:

        > Codzienne powroty okolo 22ej nie sluza malzenstwu i przyszlemu
        > ojcostwu. Dla rodziny zostaja weekendy, kiedy z kolei musi odespac. Zaczynam
        > sie buntowac. Mieszkam w dalekim, obcym kraju,

        a ja Ci wspolczuje, pieniadze to nie wszystko...A w jakim to kraju
        pracuje sie do 22 ? ale jesli prace zaczyna sie po poludniu, to co innego...
        • appril Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 05.12.04, 03:11
          To nie kwestia, w jakim kraju sie tak pracuje ale czy przypadkiem nie jest sie
          pracoholikiem i perfekcjonista a na dodatek firma jest dobra i ma powaznych
          klientow. Czasami w gre wchodzi roznica czasow, czesto w tym zwariowanym
          swiecie nastawionym na biznes nic innego sie nie liczy jak szybki efekt, nikt
          nie slucha argumentow typu rodzina. Owszem firma pozniej zafunduje jakis
          snobistyczny wypad albo czek do realizacji w jakims rownie snobistycznym domu
          handlowym (to tak zeby zonie zatkac buzie, aby nie narzekala) ale to nie jest
          nic warte w porownaniu do codziennosci i tak rzadkich chwil razem. A do pracy
          moj maz wychodzi okolo 8.00. Mam nadzieje, ze wszystko sie zmieni a jak nie to
          moj Drogi Mezu walizeczka i wracamy do Polski, za ktora tak tesknie.. i gdzie
          moze skromniej ale czesciej razem.. mam nadzieje..
          • iwcia75 do zalotnicy 05.12.04, 09:28
            ja akurat jestem osoba bardzo wymagajaca jesli chodzi o mezczyzn. pomimo tego
            przykre niespodzianki sa mozliwe. maz moj spelnia sie prawie idealnie w roli
            mojego meza,ale jest lepszy,gdy czuje,ze ja tez go kocham i akceptuje, doceniam
            jego wysilki i starania. wtedy stara sie mocniej
            • zalotnica Re: do zalotnicy 05.12.04, 15:49
              iwcia75 napisała:

              > maz moj spelnia sie prawie idealnie w roli
              > mojego meza,ale jest lepszy,gdy czuje,ze ja tez go kocham i akceptuje,
              > doceniam jego wysilki i starania. wtedy stara sie mocniej

              na tym wlasnie polega malzenstwo...
              Powodzenia
    • steel_magnolia Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 04.12.04, 11:54
      Ja nie ma aż takich wymagań.
      Brakuje mi tylko ciepłej męskiej ręki na moim brzuchu, choćby tylko jeden raz.
      Mogłabym chołubić ten jeden raz i cieszyć się nim do końca ciąży.
      magnolia
      • dorotkaf1 Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 04.12.04, 15:15
        hej!
        u nas nastąpił naturalny podział ról...tzn ja siedzę w domu (w związku z
        okropnym sampouczuciem przez pierwszych 5 m-cy) a mąż "zarabia" na dom. teraz
        sie toszkę lepiej czuje więc wszystkie obowiązki domowe, łacznie z
        zakupami "wyprawki" dobrowolnie wzięłam na siebie...dlaczego ? ponieważ mąz
        naprawdę cięzko i długo pracuje na to by dzidzi nie brakowałao niczego!
        Spytacie czy nie czuję się samotna? Ależ oczywiście! Ale mąż nie może się
        rozdwoić i dlatego rozumiem go doskonale - skoro ja w miarę się czuję to
        sprzatam, gotuje, robie zakupy...i choć uwielbiam jak on jest przy mnie zawsze
        gdy nachodzą mnie smutki tłumaczę sobie że przecież tak musi być!Za każdy obiad
        dostaję buziaka, za każdą zrobioną rzecz w domu przytula mnie gorąco...pewnie
        że chciałabym aby częściej był w domu ale..... Mąż nie może wprost doczekać się
        dzidzi i zarzeka się że będzie się nią opiekował jak tylko będzie mógł - i ja
        mu wierzę bo poprostu go świetnie znam!! tak więc ja nie narzekam tylko cieszę
        z każdej sekundy spędzonej z mężem i wspólnie czekamy na nasz skarb
    • koza1968 Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 04.12.04, 15:49
      Ja nie mogę się pochwalić, podobnymi doświadczeniami. Ale chciałam opisać
      sytuację, która mnie tak rozczuliła, że do tej pory łza mi się w oku kręci...
      Otóż mojej koleżance mąż zawiązywał sznurowadła...
      Najbardziej niesamowite w tej scenie było to, że była ona tak naturalna. Po
      prostu dziewczyna rano zbierała się do pracy, a przed wyjściem z domu stawała w
      przedpokoju, mąż wyglądał z kuchni czy już, po czym podchodził i bez słowa na
      klęczkach zawiązywał jej sznurowadła...
      kózka
    • dorcia75 Do Zalotnicy 04.12.04, 20:17
      Witaj kochana!
      Jestem w tej samej sytuacji co ty, moj maz pracuje do pozna mieszkam w GB i
      dzis na przyklad siedze od 15.oo i placze , cala sobote siedze sama (z dwojka
      dzieci 12 i 8 lat) i jest mi strasznie zle , czuje sie strasznie samotna i
      opuszczona wyplakalam juz wszystkie lzy, jak mozesz i chcesz to napisz na privat
      dwurszt@aol.com
      Dorcia (32tc)
      • zalotnica Re: Do Zalotnicy 05.12.04, 01:56
        dorcia75 napisała:

        >cala sobote siedze sama (z dwojka
        > dzieci 12 i 8 lat) i jest mi strasznie zle
        > Dorcia (32tc)

        Sorry, ale pomylilas posty, ja nigdy nie poszlabym
        na takie uklady jak niektore z Was i bardzo Was za to
        "podziwiam". Jestes ciagle sama i widze trzecie dziecko w drodze,
        czy myslisz, ze samo zmieni sie wszystko na lepsze...?
        Powodzenia...
      • appril Re: Do Zalotnicy 05.12.04, 03:17
        To moglo byc do mnie smile Napisze do Ciebie na pewno jak uporamy sie z malym
        remontem. Pozdrawiam Cie cieplutko smile
        • lulinka Re: Jestem w szoku !!! 06.12.04, 23:26
          Myślałam,że faceci bardziej się sprawdzaja w roli wzorowego partnera i
          przyszłego ojca! Ale wiem po swoim przykładzie (myślałam,że jestem w
          mniejszości !!!),że różowo jest tylko w amerykańskich filmach i w niektórych
          rodzinach! Pewnie facetów też to przerasta....i może włąśnie TRZEBA z nimi
          gadać,gadać i tłumaczyć...bo biedaki chcą pomóc, tylko zupełnie nie wiedzą - co
          robić.Ale z drugiej strony ja czytam na głos książki , gazety , artykuły co
          przeżywaja kobiety, jak przeżywają kobiety ten stan. Mąż twierdzi,że nie jestem
          obłożnie chora, że to fizjologiczny stan! Ja twierdzę,że oczywiście tak,
          aczkolwiek ciężko to przechodzę , i byłoby miło , gdyby mnie zrozumiał i mi
          pomógł. mam huśtawkę nastrojów....teściowa mu tłumaczy,że tak kobiety maja i
          trzeba byc wyrozumiałym. On uważa, że można zapanować nad hormonami. Idzie do
          sklepu raz na ruski rok po wodę ale wolę iść sama i nie widzieć
          min...Oczywiście wg.niego przesadzam. Siedzi godzinami na komp. - ja mu mówię,
          że bardzo bym chciała,żeby przyszedł do mnie , przytulił się , że ja tego
          potrzebuję i dzidzia też , bo odczuwa to samo co ja.....przyjdzie na 5 min.
          przed wyjściem do pracy( wow! co za łaska!!!) Mówię, żeby mnie nie denerwował,
          żeby się miło i grzecznie odnosił, bo za duzo "fuczy"- oczywiście gadam
          bzdury!!! szkoda,że ja mam inne odczucia.....on siebie nie słyszy! A tak bardzo
          chciał dziecko, właściwie mnie namawiał!!! Uważa,że jest nieskazitelny a
          wszystkie baby to jędze. Hm........szowinista- ma jakiś problem ze swoją
          mamusią?! Ze mną? z kimkolwiek ? To może powinienn zmienić mieszkanko na
          pustelnię...wtedy będzie mu dobrze....tylko po co mu dzidzia?
          • lulinka Re: c.d. wyżalania... 06.12.04, 23:40
            przeczytałam o romantycznych świecach na kolacji u jednej z
            forumowiczek.....mój mąż ,kiedy zrobiłam taką kolację- wyśmiał mnie,mówiąc po
            co komu takie świeczki,że to nie jest romantyczne tylko tandetne....czy coś w
            tym stylu.....(bez komentarza)
            jest przyzwyczajony do tego,że robię śniadania , obiady, kolacje...
            teraz zrobienie śniadania jest dla mnie katuszą...więc nie robię....nie mogę
            rano patrzeć na wnętrze lodówki i czuć zapachy z lodówki.Dla niego to pewnie
            też katusza....ale cóż- robi sobie śniadania i pyta , co mi zrobić!!!! Wszystko
            byłoby inaczej, gdybyśmy nie mieszkali z teściową . Ona tak wychowała i syna ,
            i każdego faceta, nie pozwoli nikomu innemu myć naczyń (tzn.żadnemu facetowi!!)
            facet siedzi i nic nie robi- dokładnie, i jej syn podążą tym śladem, a jak chcę
            wymusić zmiany to jest to nie do przyjęcia..........ja jestem za
            partnerstwem....nie mogę się doczekać, kiedy kupimy mieszkanko, jeszcze kilka
            miesięcy!!!!!!

            O spokojnym przechodzeniu ciąży......miłych myślach, radosnych przeżyciach
            raczej nie ma mowy..............wielka szkoda, ale to trochę walka z
            wiatrakami.....
    • patyczako Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 04.12.04, 21:29
      nasz tatus opiekuje sie nami tzn.mną, naszą 6-latką i tym nie narodzonym
      jeszcze malenstwem na odległosc bo pracuje za granica...za to czesto dzwoni i
      duzo do nas pisze e-mile...wiem ze to nie to samo co bliski kontakt i
      zazdroszcze wam wszystkim ktore go macie ale ciesze sie ze jest,że nas kocha i
      czasem jakos sie wyrywa by nas odwiedzic... ale przy porodzie bedzie
      obowiazkowo (z reszta jak za pierwszym razem) chyba ze natura zadecyduje za nas
      i male urodzi sie za szybko (odpukac)
      • kapoosta Dziękuję za odzew 04.12.04, 23:30
        kochane przyszłe mamusie, bardzo dziękuję za tak wiele ciepłych słów. Kiedy
        zaczynałam ten wątek, miałam za sobą ciężki,przepłakany dzień. Widzę, że moja
        sytuacja nie odbiega od normy, ale to nie jest pocieszenie. Może za dużo
        bierzemy od siebie, a za mało wymagamy od facetów ??? A może nie umiemy z nimi
        rozmawiać i tylko czekamy aż się domyślą o co nam chodzi ??? Na pewno mamy
        wpływ na nasze dzieci, żeby nie powielały naszych błędów. To my decydujemy o
        tym, czy za 30 lat pary będą miały te same problemy. Postarajmy się wychować
        wrażliwych synów. Pozdrawiam Was cieplutko.
        • nadianka7 Re: Dziękuję za odzew 06.12.04, 21:57
          A ja bardzo Ci dziękuję za rozpoczęcie tego wątku. Mam za sobą już niejeden
          przepłakany dzień z powodu tego, że "z projektem pt. dziecko" znowu zostałam
          sama (tak tez było ze ślubem). Myślę, że właśnie często czekam, aż mój mąż się
          czegoś domyśli i po raz kolejny dostaję po nosie. Bo wielokrotnie tłumaczył mi
          już, że na tym właśnie polega różnica między kobietą a mężczyzną - facetowi
          trzeba powiedzieć jasno i zrozumiale (dla niego), o co nam chodzi. Tylko że mi
          nie do końca to odpowiada - chciałabym, żeby właśnie zaskoczył mnie czymś,
          domyślił się, że czegoś potrzebuję. Bo dla mnie pewne rzeczy są oczywiste i
          prosząc o nie czuje się dyskomfortowo. Ach, zresztą to temat rzeka, ciężko
          rozmawia się z mężem o tym... Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie! Monika
    • emma_euro_emma Re: a jak tatusiowie, opiekują się Wami ??? 08.12.04, 12:03
      Dzięki bardzo za ten post. Dał mi wiele do myślenia. Byłam rozgoryczona, że mój mąż nie przeżywa tego tak, jak ja, ale teraz rozumiem, dlaczego tak jest - w końcu to nie on nosi w sobie życie. Przemyślałam temat i stwierdziłam, że nie doceniałam go - dzięki Wam zauważyłam, jak bardzo się stara odnaleźć w nowej sytuacji i pomagać mi jak może, pomimo, że pracuje nawet 11 godzin dziennie. To dla niego również coś całkiem nowego i nieznanego, a musi być dla mnie oparciem i znosić moje humory (ostatnio rzuciłam w niego garnkiem, co mi się wcześniej nigdy nie zdarzało). Po przeczytaniu Waszych wypowiedzi zrozumiałam, że sprawdza się w roli przyszłego Tatusia, tym bardziej, że dla niego jedyną namacalną oznaką ojcostwa, jak na razie, jest mój leciutko zaokrąglony brzuszek. Powiedziałam mu o tym, że doceniam to, że się tak stara, na co bardzo się zdziwił i patrzał podejrzliwie, czy to nie jakiś kolejny podstępsmile
      Także, Dziewczyny! Doceniajcie to, co macie i uraczcie czasem dobrym słowem przyszłych Tatusiów Waszych Maleństw, bo to dla nich też nie jest łatwe.
      Jeszcze raz dziękismile
      Pozdrawiam bardzo mocno wszystkich Przyszłych Rodziców i Ich Maleństwa.

      Kasia / Gdańsk / 15 tc
Pełna wersja