kasiulek11
15.02.05, 16:45
Hej! Urodziłam syneczka 4 lutego o godzinie 9.05. Miałam planowane CC, poszło
gładko, bezstresowo, bezboleśnie...a potem już tylko radość, wzruszenie, łzy,
i emocje, których w najpiekniejszych snach i marzeniach sobie nie
wyobrażałam. Wszystkim dziewczynom, które obawiają się cięcia cesarskiego
mogę powiedzieć że nie ma czego się bać! Miałam znieczulenie
podpajęczynówkowe, cały czas byłam świadoma tego co się dzieje, słyszałam
pierwszy krzyk Michałka i zaraz potem całowałam jego małą główkę. Już nie ma
dla mnie świata poza Michałkiem. Zanim go poczęliśmy - pragnęłam go, zanim
się narodził - kochałam go, zanim skończył pierwszą godzinę życia - byłam
gotowa za niego umrzeć. To jest cud życia...
Pozdrawiam gorąco! Kasia