tuptus001
15.03.05, 17:10
Spróbuję wam napisać coś o moich problemach... Chciałabym poznać wasze opinie
na temat sytuacji w której się znaduję.
Mam 29 lat. Jestem w siódmym m-cu ciąży. Nie jestem mężatką. związek z moim
facetem trwa już piaty rok. On ma 36 lat. Jest wolny, tak jak ja. Nie mamy za
sobą małżeństw, ani związków, które pociągałyby za sobą jakieś zobowiązania.
Nawet nie mieszkamy ze sobą.
Problem w tym, że czuję się jak naiwna, wykorzystana kretynka. Jak jeleń.
Chciałabym wiedzieć, jak postrzegają moją sytuację osoby postronne.
Od początku naszej znajomości mój facet chciał dziecka, bardzo szybko
zaproponował mi małżeństwo (ale to było pięć lat temu), mieliśmy też plany,
żeby przynajmniej wspólnie zamieszkać. Nie podchodzę zbyt entuzjastycznie do
małzeństwa, w mojej rodzinie jest dużo samotnych kobiet, samodzielnych kobiet
które potrafią całkiem nieźle ułożyć sobie życie, ale smutnych, zgorzkniałych
kobiet.... niestety. Jestem takim typem, który skupia się na pewnych
osiągnięciach, praca itp., mam dobre stanowisko, a poza tym prowadzę własną
działalność. Od pewnego czasu moje życie stawało się coraz bardziej smutne i
starszliwie zapragnęłam dziecka. Poczęło się. Mój facet nie zareagował zbyt
entuzjastycznie, negatywnie też nie. Decyzję o tym co zrobimy ze swoim życiem
dalej pozostawił mi. Ja zdecydowałam, ze zamieszkamy razem w mieszkaniu,
które kiedyś kupił i które do tej pory wynajmował znajomym. Taką decyzję
podjęłam cztery m-ce temu i on ją zaakceptował. Jednak skończyło się na
słowach. W mieszkaniu remont utknął na etapie hm.. takim, że wygląda jak
speluna, a on pogrążył się w apatii. Proponuję wkład finansowy ze swojej
strony, nie chce go. Nie chce mu się nic zrobić. Wszystkie materiały leżą w
kącie i pokrywa je kurz. Czasami coś przyklei, położy, postawi, ale ogólnie
pogrąża się w maraźmie. Czuję się parszywie. Mam świadomość, że mu nie
zależy. Dzidziuś urodzi się za dwa m-ce, może nawet wcześniej, bo niestety z
moją ciążą nie jest wszystko ok, od m-ca jestem na zwolnieniu lekarskim i
muszę ograniczyć pracę, co ma też swoje plusy, bo nie pędzę już jak szalona i
mam więcej czasu na refleksje nad własnym życiem. Ze swiadomością, że wcale
nie jestem kochana, moze nawet odrzucana, to naprawdę strrasznie boli
wpuszczam jeszcze w tym tygodniu do tego jego lokum kilku gości, niech zrobią
śliczne ściany, niech wszystko pomalują, wygładzą i wprawią, a poźniej
ciężarówką przewiozę wszystkie swoje rzeczy i zrobię naszemu dzidziusiowi
śliczne gniazdko, ale przecież nie ulepię mu tatusia, ani kochającego
mężczyzny dla siebie...