obecność studentów przy porodzie

15.03.05, 22:21
czy studenci medycyny gryzą,że piszecie na ich temat takie rozprawy?Bardzo
się cieszę że za 3 miesiące kończę te studia i będę miała dyplom lekarza.Na
stażu w końcu nauczę sie odbierać porody,bo wtedy już mnie nikt z sali nie
wyprosi.Ja rodzę we wrześniu i na pewno nie sprzeciwię sie obecności
studentów przy porodzie.Jeszcze nigdy nie słyszałam aby jakiś student "rzucał
się " na rodzącą.
    • magdalenki1 Re: obecność studentów przy porodzie 15.03.05, 22:39
      to pewnie bardzo indywidualna sprawa, dla wileu kobiet jest to przezycie
      wyjatkowe i bardzo intymne(dla mnie było), zalezało mi bardzo, aby był spokój i
      cisza, zapłaciłam nawet za to w państwowym szpitalu (wiem - nieetyczne i
      samolubne), prywatnej kliniki troszkę się obawiałam. Nie czułabym się dobrze
      gdyby tak stała nademną jakś wizytacja w tej ważnej chwili mojej, mojego
      dziecka i mojego męża. Zdaję sobię sprawę, że studencji medycyny muszą gdzieś
      nabierać doświadczenia, ale niech robią to wtedy, gdy kobieta ma takie życzenie
      w innym wypadku wykluczone. Nie jestem w temacie więc nie wiem o co chodzi z
      tym rzucaniem.
      pozdrawiam
      • mifka Re: obecność studentów przy porodzie 15.03.05, 22:45
        pewnie, ze nie gryza ale mimo wszystko (i chyba niezaleznie od siebie) czujesz
        sie jak mieso a nie czlowiek gdy wszyscy na ciebie sie gapia i ucza sie na
        tobie. jesli bede miala cesarke niech sobie patrza wszyscy studenci swiata a
        przy naturalnym wolalabym zostac z jak najmniejsza iloscia osob, nawet polozna
        nie musi byc ze mna caly czas.
    • lolalilu Re: obecność studentów przy porodzie 15.03.05, 22:58
      Ja myślę, że "sprzeciw" wyrażany przez wiele kobiet miał być wymierzony w
      studentów - ale w sposób organizacji ich praktyk... W podejście lekarzu
      prowadzących zajęcia na oddziałach szpitalnych. O samych studentach padały
      raczej miłe słowa. Problem jest w tym, że nie ważne jak miły jest student dla
      wielu kobiet kolejna obca osoba (oprócz położnej czy lekarzy) może stanowić
      poważny problem w poczuciu intymności. A spór dotyczył głównie tego czy
      pacjentka może odmówić udziału studentów w badaniu czy porodzie czy nie. Myślę,
      że sami studenci - jako tacy byli w tej polemice mało ważni. Większość kobiet
      przecież rozumie, że gdzieś się muszą uczyć zawodu, ale równocześnie wolimy w
      tej bardzo intymnej chwili uniknąć publiki. To chyba jest normalne. Są jednak
      różne typy kobiet. Jedne dla dobra nauki zodzą się na obecność studentów, innym
      jest wszysko jedno, a jeszcze inne kompletnie się zablokują. Trzeba to szanować
      i to jest tu chyba najważniejsze - niestety tego szacunku często brakuje. Stąd
      taki wątek.
      • pimpek_sadelko Re: obecność studentów przy porodzie 15.03.05, 23:11
        mile slowa? u 5 moze 6 kobiet. byla taka, ktora straszyla personel tym, ze jest
        prawnikiem, inna solennie obiecala, ze im buzki obije itd.
        ja jestem zdania, ze studenci medycyny na samych ksiazkach porodow nie naucza
        sie odbierac. pytanie czy zdajemy sobie sprawe z tego, ze ograniczajac
        studentom dostep do praktyk sami sobie nie krecimy sznura na szyje. nie ma nic
        gorszego niz niedouczony lekarz.
        poza tym, najwiecej o tych niebirakach pisaly panie, ktore guzik wiedza o
        organizacji takich praktyk. pisaly o tlumach studentow, czasami mowily o 20
        studnetach podczas porodu. oczywiscie slyszaly to od
        przyslowiowej "gozdzikowej", bo same nic o tym nie wiedza. temat bardzo mnie
        zaciekawil, az zapytalam znajomych lekarzy ( w roznym wieku) jak wygladaly u
        nich takie praktyki, wszyscy mowili, ze byli w grupach kilkuosobowych - ok 5,
        moj maz niedawno konczyl AM i u nich do porodu chodzili po 3-4 osoby.
        a z niewiedzy i pieniactwa zrobila sie dzika swolocz studencka ktora dybie na
        intymnosc matek i dzieci, co tam nauka!
        • lolalilu Re: obecność studentów przy porodzie 15.03.05, 23:56
          nie złość się pimpku - nie ma po co znowu podkręcac atmosfery. Sorry za luki w
          znajomości wszystkich postów z tamtego wątku - soro ich było i coś mogło umknąć
          mojej uwadze. Ja akurat znam osobiście realia praktyk z kilku stron. Z relacji
          samych studentów, z relacji lekarzy i pacjentek. Ponieważ dla mnie obecność
          położnej i lekarza była bardzo krępująca aby uniknąć niezręcznej sytuacji (a
          dla mnie przeproszenie studentów w szpitalu klinicznym byłoby niezręczne)
          wybrałam szpital w którym studenci się nie uczą. Też jestem zdania, że
          kształcenie powinno sie odbywać poprzez zajęcia w szpitalu a nie wyłącznie sali
          wykładowej. A żaden film nie odda tego czym jest realne przeżywanie porodu -
          nawet w roli obserwatora. Uważam też, że każda osoba z wykształceniem medycznym
          powinna umieć poród odebrać, bo połoznictwo to wyjątkowo nieprzewidywalna
          dziedzina. Ale wiem, że czasem są grupy 10 osobowe. Sami studenci na to bardzo
          narzekają. Myślę jedank, że problem leży w postawie lekarzy prowadzących
          praktyki, którzy uważają, że pacjentka ma obowiązek się zgodzić na obecnośc
          większej ilości osób - bo to szpital kliniczny... Jak dla mnie lekarz powinien
          najpierw wejśc i zapytać, już nie mówiąc o tym, że optymalnie by było gdyby na
          jednego lekarza przypadał jeden student. Bo 3-4 plus personel medyczny i mąż
          sprawia że rodząca jest pozbawiona intymności. Nie wszyskim osobom jest ona
          obojętna. Nawet jeśli 3-4 studentów stoi na boczku i w ciszy obserwuje myslę,
          że dla wielu kobiet to ciężkie przeżycie. Dla mnie bardzo trudne jest kiedy
          oprócz lekarza w gabinecie jest jeszcze pielęgniarka, więc staram sie zrozumieć
          kobiety gotowe na wszystko byleby nie rodzić w obecności kilku obcych osób.
          Choć jak już pisałam o ile tylko się da takie osoby powinny wybierać szpitale
          które nie mają w nazwie kliniczny...

          A o opiniach zasłyszanych od koleżanki koleżanki i wyolbrzymieniach do jakich
          dochodzi na zasadzie głuchego telefonu pisałam wiele razy. Trzeba bardzo uważać
          zanim się napisze coś co jest tylko opowiadaniem innej osoby.
          • mobiadek Re: obecność studentów przy porodzie 16.03.05, 00:07
            Tak sobie myślę, że może bym i przeżyła jakoś tych studentów (choć ich
            towarzystwo nie byłoby czymś, o czym mogłabym marzyć...wink no ale uczyć się
            przecież rzeczywiście muszą).
            Ale tu chyba chodzi też o podejście do kobiety, o to, by ktoś ją w ogóle
            zapytał o zgodę, a nie traktował jak kawałek mięska...
            • pimpek_sadelko Re: obecność studentów przy porodzie 16.03.05, 00:15
              odnosnie zgody: kladac sie do szpitali, w ktorych sa praktyki ( glownie
              kliniczne) dostaje sie do podpisania jakies formularze. wystarczy je CZYTAC i
              tego jednego nie podpisac a przed porodem urzedzic lekarza, ze wybor juz za
              nami a personel musi sie dostosowac.
          • pimpek_sadelko Re: obecność studentów przy porodzie 16.03.05, 00:13
            nie tylko w szpitalach klinicznych mozna odbywac praktyke. naprawde. w wakacje
            studenci rozjezdzaja sie do domow i czesto maja praktyki w rodzinnych stronach.
            w moim miescie nie ma szpitala klinicznego, a w wakacje spotyka sie na
            oddzialach studentow medycyny. calkiem realne, ze u mnie na sali porodowej
            oprocz poloznej, mnie, lekarza i meza bedzie ktos jeszcze.
            chcialabym podkreslic, ze nie odbieram nikomu prawa do intymnosci i odmowy
            ogladania porodu przez studentow, sek w tym, zeby sie zastanowic nad swoja
            decyzja a jesli odmawiac to kulturalnie. bez rekoczynow, straszenia sadami itd.
            to bylo zenujace w tamtym watku. ta hardosc, to kpienie z personelu medycznego,
            to wywyzszanie sie i licytowanie ktora ktoremu lekarzowi moze wyzej skoczyc i
            jak odstraszyc studentow. to nie tak.
            • aaniagdynia Re: obecność studentów przy porodzie 16.03.05, 08:27
              Jak leżałam z córką na patologii ciąży, to często się zdarzało że na obchód,
              taki połączony z badaniem ginekologicznym przychodzili lekarze i cała banda
              młodych studentów. Strasznie mi to przeszkadzało, bo lekarz to podchodzi do
              tego zawodowo, a studenci patrzą Ci między nogi, jakby nie znali anatomii
              człowieka. Przy porodzie to mi było bez różnicy, byłam taka zmęczona i obolała,
              że nie zwracałam na to uwagi.Rozumiem ze oni muszą gdzieś się uczyć, ale po
              pierwsze należałoby zapytać kobietę o zgodę, a po drugi to niech chodzą
              pojedynczo, a nie całą wycieczką.
              • paris4 Re: obecność studentów przy porodzie 16.03.05, 08:53
                O matko znów ten temat. Ja już dośc obszernie wyraziłam swoje zdanie w
                poprzedniem wątku a teraz to już męczenie "materiału" i chyba lekka prowokacja
                ze strony założycieliki wątku.
            • lolalilu Re: obecność studentów przy porodzie 16.03.05, 09:28
              O tak - po obu stronach powinny byc zachowane pewne granice. Kobiety idące do
              szpitala klinicznego powinny wykazać się zrozumieniem, lekarze prowadzący
              praktyki również. Współczuję studentom, którzy muszą się czuć strasznie głupio
              kiedy widzą niechęć pacjentki, jaj wściekłość, poczucie upokorzenia, albo są
              świadkami jej słownych potyczek z lekarzem... A oni praktyki muszą odbyć i nie
              mają wpływu na ich kształt. Myślę, też że i oni woleliby chodzić pojedyńczo.
              Jeden lekarz + jeden student. Więcej by wszyscy na tym skorzystali.

              Ale odnośnie tego co napisałaś myślę, że w mniejszych szpitalach
              (niekilinicznych) jest mało studentów i nie dochodzi tam do takich sytuacji,
              które prowadziłyby do awantury.

              Miejmy nadzieję, dla dobra kobiety i przyszłych lekarzy, że z czasem lekarze,
              którzy prowadzą praktyki zacznął zwracać uwagę na formę ralacji lekarz-
              pacjentka. A kobiety nie będą się czuły jak "mięsko" (cytat). Wszystko jest
              kwestią formy IMHO.
    • esse1 Re: obecność studentów przy porodzie 16.03.05, 09:54
      Przychylam sie do zdania dziewczyn, ze nie o samych studentow tu chodzi, ale o
      sposob traktowania pacjentek i poszanowanie ich prawa do intymnosci. Ja jeszcze
      nie rodzilam ale przerazeniem napawa mnie mysl o niedoswiadczonym praktykancie,
      ktory na mnie i moim dziecku bedzie sie uczyl, jak odbierac porod. Ostatniej
      jesieni lezalam w szpitalu klinicznym z podejrzeniem ciazy pozamacicznej
      (faktycznie byla). Juz na izbie przyjec podsunieto mi formularz do podpisania,
      przy czym pokazano palcem, ze tu musze podpisac - zgoda na obecnosc studentow.
      Nikt nie pytal mnie o zdanie, potraktowano to jako rzecz oczywista. OK,
      podpisalam. Badanie na izbie razem z dyzurnym lekarzem wykonywal stazysta.
      Wyraznie sie na mnie uczyl, bo na uwage lekarza, ze dotykiem niczego nie
      wyczuje, stwierdzil, ze jednak sie przekona i grzebal mi w brzuchu nie
      zwracajac uwagi na bol, jaki mi sprawial. Nie dziwcie sie prosze, ze obiecalam
      sobie nastepnym razem przy podobnej sytuacji zwyczajnie kopnac
      takiego "odruchowo" w twarz. Sorry, ale bycie krolikiem doswiadczalnym nie daje
      mi satysfkcji, nawet w imie nauki. Juz na oddziale w badaniu brali udzial
      studenci, ale ich obecnosc jakos mi nie przeszkadzala. Bylam zbyt przerazona,
      zeby zwracac uwage, ze paraduje z gola pupa przez pol sali na oczach 10 osob.
      Przynajmniej w czasie badania nie zagladali mi miedzy nogi. Ogolnie szpital i
      opieka bardzo OK, poza tymi moze szczegolami. No i poza jedna mlodziutka
      pielegniarka, ktora beztrosko stwierdzila, ze "oj, wpisalam pani inna
      temperature w karte, ale to nic" - pomijam inne jej "gafy".
    • melka73 Re: obecność studentów przy porodzie 16.03.05, 10:02
      Studenci nie gryzą i Faktycznie chyba nie chodzi personalnie o nich lecz o
      intymność chwili. Są kobiety, którym obecność kilku osób nie przeszkadza, one
      godzą się na obecność studentów. Takich kobiet naprawdę nie jest mało. Dla mnie
      stanowi to problem. Rozmawiałam z położną i poczułam się dziwnie, kiedy
      usłyszałam, że odmowa jest BARDZO zle widziana i raczej lekarz się NIE PYTA o
      zgodę. Zadzwoniłam do Rzecznika i okazało się, że nawet w szpitalu klinicznym
      mamy prawo nie zgodzić się na obecność studentów. Oczywiście mówimy o
      kulturalnym wypowiedzeniu się na ów temat, a nie o awanturach czy rękoczynach.
      W tej chwili większość z nas jest zdenerwowana i w wypowiedzich górę biorą
      emocje. Sama świadomość, że MAMY PRAWO nie wyrazić zgody powinna być
      ułatwieniem.
      Pozdrawiam wszystkie Mamy i życzę porodów w miłej atmosferze
      • cota Re: obecność studentów przy porodzie 16.03.05, 10:33
        Popieram, iż mamy prawo się nie zgodzić na tak intymne badanie, w sposób
        kulturalny i rzeczowy oczywiście. Ja zawsze odmawiam tonem nie za głosnym,
        pogodnym i wychodzę z załaożenia, iż nikomu nie muszę się tłumaczyć z moich
        dezycji. Panie dr nie wyrażam zgody na badanie mnie przez sudentów. I kropka.
        Są kobiety, którym to nie przeszkadza, mi owszem. powiem więcej, ostatnio w
        poradni przyklinicznej wyprosiłam - bodajże - 5 studentów z gabinetu mojego
        ortopedy. Nie wstydziłam się swojej nogi, jednakże nie umieli się zachować, coś
        tam rozmawiali (cicho, ale jednak), podśmiewywali się. Wyprosiłam ich, tzn.
        poprosiłam lekarza, który to uczynił bez komentarza. Jednakże czasem na
        chamstwo trzeba chamstwem odpowiadać, mojs koleżanka leżała w szpitalu, gdzi na
        obchodzi pan profesor od siedmiu boleści przyszedł z tabunem osób, ona nie
        zgodziła się na badanie w tak dużej liczbie osób, padł jakiśtam komentarz,
        wtedy zapytała się go, czy chciałby aby w jej sytuacji znalazła się jego żóna
        lub córka. I normalnie cud - jakoś pojął, że to może krępować..Ktośtam pisał,
        iż od razu straszy się sądami, ja także jestem prawnikiem, ale posługuję się
        prawem przyparta do muru i takich sytuacjach nie zawaham się postraszyć
        temidą big_grin, a co...Aby nie było, że nie rozumię lekarzy, mój ślubny nim jest. I
        chyba na oddziałach brakuje tego poszanowania intymności, godności. Natomiast
        studenci -dla mnie - są irytujący, po wypadku ciągle chodzę do różnych poradni
        przyszpitalnych i zachowanie studentów po prostu urąga, głośne śmiechy na
        korytarzach, w gabincie, ja nie wiem, gdzie trafiliście na tych spokojnych,
        uczynnych studentów. W moim mieście chyba przestali wykładac etykę na AM
        • agwima Re: obecność studentów przy porodzie 16.03.05, 11:40
          A ja nigdy nie zapomnę jak leżałam na kozetce, wiłam sie z bólu, miałam
          wykonywane któreś z kolei usg dopochwowe - ciąża pozamaciczna, a nade mną stała
          gromadka około 8 studentów i studentek.
          Ja zapłakana - niedługo wczesniej dowiedziałam się, że może nigdy nie urodzę
          biologicznego dziecka - pragnęłam intymności spokoju i żeby wreszcie przestało
          mnie boleć! Tym czasem mój przypadek był omawiany na wszystkie możliwe sposoby.
          A wiecie co było w tym takie przykre i wręcz nie ludzkie, że dwie z tych
          studentek - których twarzy chyba nigdy nie zapomnę - po prostu śmiały się
          szturchając pod boki. To był koszmar!sad
    • lillika Re: obecność studentów przy porodzie 16.03.05, 16:05
      Ten wątek to najwyraźniej kontynuacja poprzedniego.
      Już wielokrotnie było napisane, ze obecność studentów przy porodzie to bardzo
      indywidualna sprawa. Jedne chcą, inne nie. Powodów takiej czy innej decyzji
      jest wiele. Studia medyczne nie upadną jeśli uszanuje się wole kilku kobiet i
      pozwoli im w intymnych warunkach (w miarę szpitalnych możliwości) urodzić swoje
      dziecko. Wręcz przeciwnie: pomoże to uzdrowić relacje lekarz-pacjent. Nie widzę
      więc sensu by kogos na siłę do czegoś zmuszać, tym bardziej, że ten wybór daje
      nam prawo.
      Dlatego już w poprzednim wątku prosiłam o zrozumienie tych potrzebujących
      intymności. Doczekałam się insynuacji.... Pierwszy raz mi się takie coś
      przytrafiło i to na forum "ciąża".
      Odnoszę wrażenie, że niektóre osoby mają poważne problemy z tolerancją i
      zrozumieniem, że ktoś może myśleć inaczej. Przecież tamten wątek został
      zamieniony w parodie dyskusji. A przecież kulturalna osoba rozumie co znaczy
      stwierdzenie "nie wyrażam zgody". W końcu ma do tego prawo i kropka. Koniec
      dalszej dyskusji.
      Jeśli jednak zostało złamane prawo, to jest na to odpowiedni artykuł -podawany
      z resztą w linkach w poprzednim wątku.
      Na koniec: mam również doświadczenie z kliniką. I nie poszłam tam dla słowa
      klinika, ale dlatego, że dostałam taką propozycję po kilku latach
      bezskutecznego leczenia, bo prawdopodobnie to nowotwór.
      • wieczna-gosia Re: obecność studentów przy porodzie 16.03.05, 22:15
        Studenci byli ze mna przez caly tydzioen mojego lezenia na patologii.

        Byli TAK pomocni i TAK mili, TAK sympatyczni, TAK uprzejmi, ze poproszona przez
        opiekuna studentow czy dwie osoby nie moglyby byc przy moim porodzie- sie
        zgodzilam. Koniec koncow rodzilam ciemna noca gdy studentow niet wink ale nikt
        mnei nie bral z zaskoczenia, dziewczyny, ktore mialy sie na mie uczyc pomiaru
        miednicy robily to nadzwyczaj delikatnie, a koles, ktory trzy razy dziennie
        zakladal mi KTG byl bezszelestny.....
        • magdalenki1 Re: obecność studentów przy porodzie 16.03.05, 22:51
          a ja się jeszce raz wypowiem. Uważam, że nie pogadałysmy sobie o dwóch różnych
          sutuacjach. Pierwsz" kobieta leży w szpitalu już wcześniej przd porodem, oswaja
          się z sutuacją, zna lekarza, jest usmiechnięta i wyluzowana, nic jej nie boli i
          jest szczęśliwa, szyscy są dla niej mili i kiedy nadchodzi odpowiedni moment
          idzie rodzić Nadal usmiechnięta (są różne porody), i druga sytuacja : kobieta
          zaczyna mieć bóle, jedzie do szpitala, boi się, boli ją, położna drze ryja,
          lekarzowi nie chce się ruszyć dupy (za przeproszeniem). To chyba normalne że w
          tych dwóch różnych sytuacjach kobiety różnie reagują, kiedy wchodzi kilku
          studentów i zagląda im między nogi, albo się śmieje i hałasuje. Rodziłam dwie
          córki (przerobiłam jedno i drugie), za pierwszym razem była tragedia, byłam
          sama, zostawił mnie facet, bałam się i strasznie cierpiałam, studentka medycyny
          (podobno na zlecenie lekarza) przed porodem kilka godzin robiła mi wszystkie
          mozliwe badania, bardzo boilało, ja płakałam, ona się smiała i ciągle
          powtarzała badanie koloru wód płodowych (nie było potrzebne). drugi poród,
          byłam szczęsliwa i zrelaksowana, był przy mnie facet mojego zycia, byłam
          starsza i mądrzejsza. zabuliłam kupę kasy i wszyscy skakali koło mnie jak wokól
          jakies księżniczki, znieczulenie? proszę! spokój? proszę! muzyczka? proszę!
          wszyscy wont bo pani potzrebuje spokoju i tak jest w naszych szpitalach Osobna
          sala po porodzie? bardzo proszę (100zł), nieważne, ze na innych salach po 4
          kobiety z dzieckiem. a POŁOŻNA OPŁACONA W SZPITALU(BEZ RACHUNKU) zaglądała do
          mnie po porodzie co chwilka i nie ważne, ze była na dyżurze, a na innych salach
          kobiety płakały (młode), bo nie wiedziały jak przystawić dziecko do piersi i
          dzieci też płakały, to jest po prostu zenujące. Sądzę, ze wszystko byłoby do
          przyjęcia (nawet studenci przy porodzie), ale forma tego jest skandaliczna i
          mówcie co chcecie. Jak rodziłam pierwszą córkę usłyszałam od połoznej
          zdanie "nie drzyj geby jest srodek nocy), jak rodziłam druga córke i kasa
          poszła ostra do każdgo z osobna, to inne dziewczyny rodziły 3 na jednej sali, a
          ja sama i słyszałam same słodkie słowa - zygać mi się chciało na ta popieprzoną
          służbę zdrowia i nie mam pretensji do tych pilęgniatek i połoznych, bo wiem, ze
          pracują za takie pieniądze, ze ja bym nawet rano z łóża nie wstała, ale do
          systemy, rak do wycięcia.
Pełna wersja