luxfera1
21.03.05, 08:59
Już tyle razy cc było opisywane..ale moze znajdzie ktoś cos dla siebie?Po 2,5
miesiąca leżenia w trudnej ciąży pozwolono mi wstać a ponieważ synkowi
przestało sie spieszyć ,prowadząca zadecydowała o czekaniu prawie do konca 39
tc.Pojechałam rano bez stresu ze zrobionymi tydzień wcześniej
badaniami ,których i tak nikt nie chciał. Był to mój 4 poród a 2 cc. Miałam
stawić sie na 6,30 na oddziale ale przejście przez biurokrację zajęło mi
PÓŁTOREJ!!godz.i stawiłam sie dopiero o 7,30 a na 8 mialam planowana
operację.Ekspresem dogalanie/bo sie głubia ogoliłam tylko pod cięcie a
wymagaja całość ..za to połozna pochwaliła mnie za jakość samodzielnego
opitalania

/lewatywa..i tu uważajcie bo czasem wypróżnianie idzie na 2
zawody,2 kroplówki nawadniające i..wjazd na sale operacyjną.Tu trzeba sie
wdrapać na bardzo wąski stół ..dać sie okleic elektrodami,rękawem do
mierzenia cisnienia skulić się na boku i wypiąć kręgosłup w łuk.potem psik
psik zimnym znieczuleniem ,uczucie rozpychania...i zaczynamy odczuwać
znieczulenie od stóp w góre.Poprzednim razem 5 lat temu to znieczulenie
poszło chyba za wysoko i zatrzymało sie w momencie kiedy myslałam że sie
udusze.Tym razem było lepiej chociaz uczucie ciężkości pojawiało sie ,spadało
też ciśnienie i wtedy robiło sie słabo, ale anestezjolodzy czuwali i zaraz w
żyłkę szło coś podnoszącego ciśnienie.Mimo spóźnienia na stole byłam już o
8,15 a a wrzask małego usłszałam 25 minut poźniej.Nie czułam ani spokoju ani
euforii..tak bardzo bałam sie o zdrowie synka że nie miałam odwagi popatrzeć
w jego strone ,słuchałam tylko co mówia lekarze licząc na to że z ich słów
dowiem sie czy jest ok..taka mała paranoja.Za chwilke pokazano mi małego ze s
łowami"wygląda zdrowo"ale nie położyli go na mnie ani nie pozwolili dotknąć
sama nie wiem dlaczego nie poprosiłam też o to sama.Uspokoiłam sie jednak i
do końca operacji było już ok.Zaraz potem przewieziono mnie do sali
pooperacyjnej na 1 dobę,wraz z 2 towarzyszkami niedoli

) /w tym jedną z
trzecim cc w ciągu 3 lat/U mnie znieczulenie puściło szybko ,acha miałam
podpajęczynówkowe..i anestezjolog mówi że mozna wstać od razu jeśli sie chce
ale pielęgniarki twierdzą że lepiej jest poczekać, bo jednak zespoły
poznieczuleniowe sie zdarzają i rutynowo wstaje sie po 24 h.Kiedy już
znieczulenie przestało działać zaczęła sie heca.Nie wiem czy na skutek tego
że 4 ciąża czy tego że dostałam oksytocyne po cc ,zaczęło sie słynne
obkurczanie macicy.Potężne skurcze przez cały dzień i noc do rana następnego
dnia. Byłam mokra z bólu..nie działał ketonal, tramal i cos tam jeszcze ,
zastrzyki z morfiny tylko na chwile,potem podpięto mnie pod pompe morfinową
ale to też niewiele dało.Wymęczyłam sie, ale na rano z wielkiego brzucha
został przyzwoity.Wstałam o 10 rano zaraz po przewiezieniu z sinu i ..zalałam
sale krwią..niby normalne ale było mi głupio..a w pantofelkach chlupało.Potem
poszłam pod prysznic gdzie zgubiłam wenflon i zafajdałam łazienke..stałam tam
jak sirota goła uciskając żyłe po wenflonie.I tu takie moje przemyslenia
domagajcie sie dobrego podklejania wenflonu,jeśli przecieka przy kroplowce
nie dajcie sie zbyć..ja łaziłam z wiecznie mokrym plastrem.Mam jeszcze 1
pamiątke po nieudanym wkłuciu w nadgarstek..pani trafiła bolesnie w nerw i
mój kciuk cały czas mrowi,pobolewa i jest częściowo "nieczuły".Nie używałam
również podpasek -pieluch belli bo jednak lignina o wiele lepiej wchłania a
po podpasce czasem sie zlewa..wszystkie na sali zabrałyśmy pieluchy z
powrotem, natomiast świetne są majty siatkowe bo są super rozciągliwe i łatwo
sie je wkłada.Poza tym mozna je prać i są prawie zaraz suche,mnie spokojnie
wystarczyły 3 sztuki.Dzidziuś był ze mną od 3 doby,przystawiałam go w 2 ,był
dokarmiany na moją prośbę ponieważ byłam pewna że pokarm napłynie bo nie ma
innego wyjścia i w tej chwili nie ma problemów ani ze ssaniem a moje balony
są aż zbyt pełne...nie wolno sie stresowac brakiem pokarmu w pierwszych
dobach bo stres to laktacyjny wróg nr1.Do domku wyszliśmy w 4 dobie ze śladem
żółtaczki.Dzisiaj mija 11 doba i jest super.Całe to moje leżenie ,potem
cc ,ból ,strach i niepewność lezą sobie na glębokim dnie mojej
swiadomości...to wszystko przykryte lekkim zapomnieniem i ogromną warstwą
szczęścia i wdzięcznośći Bogu za nowe życie, za mozliwość kolejnego
pokochania.Patrze wstecz i jest mi tylko wstyd i żal że zamiast euforii na
wieść o ciąży był smutek ,że musiałam walczyć sama ze sobą o
akceptację .Dlatego mam zamiar rozpuszczać mojego synka /oczywiscie w
granicach zdrowego rozsądku

/bo o miłość na pewno nie będzie musiał
zabiegać.Dużo sie mówi o cudzie narodzin a jednak niewiele o tym ile kosztuje
to cierpienia.Napatrzyłam sie tym razem bo leżałam w sumie z 6
mamami/ostatnio w jedynce/i musze powiedzieć że miłość do dziecka chyba
dlatego jest tak silna bo noszenie i urodzenie dziecka to naprawde wielki
wysiłek.Pozdrawiam wszystkie mamy przed i po cc !!!I naturalne również

)