nicol29
07.04.05, 08:09
Witajcie, jestem w 14 tygodniu ciąży i mam 1,5 rocznego synka. Jestem
szczęśliwą matką i żoną, ale ... Dwa dni temu mój synek obudził się o 4 w
nocy i nie mógł usnąć. Zwykle sypia do 8-9. I dodam, że miałam wtedy kilka
dni wolnego, bo wróciłam już do pracy. Siedziałam przy jego łóżeczku przez
prawie 2 godziny, a on leżał, usypiał, ale wciąż otwierał oczka i sprawdzał
czy jestem. Sama byłam już bardzo zmęczona i marzyłam, żeby wrócić do
własnego łóżka i się wyspać. Wyszłam z jego pokoiku a on znowu zaczął płakać.
Nic go nie bolało tylko nie chciał być sam. Do akcji wkroczył mąż. Posiedział
przy synku 15 minut i musiał szykować się do pracy. Postanowiłam więc nie
usypiać dziecka dalej tylko wyjąć go z łóżeczka, żeby się pobawił, bo
stwierdziłam, że nie ma sensu usypiać go jak tata kręci się po domu. Wyjęłąm
synka z łóżeczka i chciałam postawić na podłodze, "na czworakach", ale on był
chyba po porostu zmęczony, nie podtrzymał się na rączkach i uderzył głową o
podłogę, poleciała mu krew z noska. Bardzo się zdenerwowałam, a mąż jeszcze
bardziej. Wyrwał mi dziecko i uderzył mnie z całej siły w twarz. Wiem, że go
poniosło. Jesteśmy razem od 11 lat i nigdy wcześniej coś takiego mu się nie
zdarzyło. On myślał, że w porywie złości (bo byłam wsciekła, przyznaję)
uderzyłam nasze dziecko. Nigdy bym synkowi nie zrobiła nic złego nawet w
porywie złości wolałabym po prostu wyjść z pokoju i zostawić go na chwilę
samego, a sama odreagować w inny sposób, ale na pewno nie zrobiłabym krzywdy
dziecku !!! Po chwili mąż mnie przeprosił, ale ja uważam, że coś takiego nie
powinno się zdarzyć NIGDY. Zwłaszcza, że po paru minutach dodał, że za to co
zrobiłam powiniem mi (przepraszam cytuję) "wpie..ć", odpowiedziałam, że
wtedy może straciłabym ciążę, a on na to, że przy moim stosunku do dzieci to
może byłoby lepiej. Jemu nawet przez myśl, że przeszło, że to mógł być
wypadek, przecież dziecko wciąż się przewraca, zwłaszcza takie, które właśnie
nauczyło się chodzić. Minęły dwa dni, prawie się do niego nie odzywam, do
dzisiaj boli mnie głowa, a na wewnętrznej stronie wargi mam rozcięcie.
Tydzień temu zmarł mój teść. Mąż bardzo kochał swojego tatę i miał z nim
bardzo dobre stosunki. Wiem, że bardzo cierpi, ale przecież to nie może
usprawiedliwić jego zachowania. Zwłaszcza, że jego tata nigdy by się tak nie
zachował w stosunku do mamy. Teraz synkiem opiekuje się ponownie teściowa i
jest u nas w domu (wcześniej woziliśmy synka rano do teściów). Obydwoje
pracujemy, mamy wyższe wykształcenie. Niby rodzina na poziomie. Czy Wy też
macie takie problemy ? Rozmawiamy tylko "służbowo", ale mimo tego dzisiaj
rano znowu się pokłóciliśmy, bo mąż rano zachowywał się niczym słoń w
składzie porcelany i obudził dziecko, jak wyszliśmy z domu i zwróciłam mu
uwagę, że obudził synka to naczął się na mnie wydzierać, że jestem
nienormalna (tylko dobitniejszymi słowami, których nie będę tutaj cytować).
Nie wiem co robić. Nie chcę, żeby teściowa widziała co się dzieje, bo uważam,
że powinniśmy to załątwić między sobą, ale nie wiem jak to zrobić. Błagam,
poradźcie mi co Wy byście zrobiły w mojej sytuacji ??? Tylko proszę nie
piszcie o obdukcji i rozwodzie, bo nie to mam na myśli.