co mam zrobić z tym problemem ???

07.04.05, 08:09
Witajcie, jestem w 14 tygodniu ciąży i mam 1,5 rocznego synka. Jestem
szczęśliwą matką i żoną, ale ... Dwa dni temu mój synek obudził się o 4 w
nocy i nie mógł usnąć. Zwykle sypia do 8-9. I dodam, że miałam wtedy kilka
dni wolnego, bo wróciłam już do pracy. Siedziałam przy jego łóżeczku przez
prawie 2 godziny, a on leżał, usypiał, ale wciąż otwierał oczka i sprawdzał
czy jestem. Sama byłam już bardzo zmęczona i marzyłam, żeby wrócić do
własnego łóżka i się wyspać. Wyszłam z jego pokoiku a on znowu zaczął płakać.
Nic go nie bolało tylko nie chciał być sam. Do akcji wkroczył mąż. Posiedział
przy synku 15 minut i musiał szykować się do pracy. Postanowiłam więc nie
usypiać dziecka dalej tylko wyjąć go z łóżeczka, żeby się pobawił, bo
stwierdziłam, że nie ma sensu usypiać go jak tata kręci się po domu. Wyjęłąm
synka z łóżeczka i chciałam postawić na podłodze, "na czworakach", ale on był
chyba po porostu zmęczony, nie podtrzymał się na rączkach i uderzył głową o
podłogę, poleciała mu krew z noska. Bardzo się zdenerwowałam, a mąż jeszcze
bardziej. Wyrwał mi dziecko i uderzył mnie z całej siły w twarz. Wiem, że go
poniosło. Jesteśmy razem od 11 lat i nigdy wcześniej coś takiego mu się nie
zdarzyło. On myślał, że w porywie złości (bo byłam wsciekła, przyznaję)
uderzyłam nasze dziecko. Nigdy bym synkowi nie zrobiła nic złego nawet w
porywie złości wolałabym po prostu wyjść z pokoju i zostawić go na chwilę
samego, a sama odreagować w inny sposób, ale na pewno nie zrobiłabym krzywdy
dziecku !!! Po chwili mąż mnie przeprosił, ale ja uważam, że coś takiego nie
powinno się zdarzyć NIGDY. Zwłaszcza, że po paru minutach dodał, że za to co
zrobiłam powiniem mi (przepraszam cytuję) "wpie..ć", odpowiedziałam, że
wtedy może straciłabym ciążę, a on na to, że przy moim stosunku do dzieci to
może byłoby lepiej. Jemu nawet przez myśl, że przeszło, że to mógł być
wypadek, przecież dziecko wciąż się przewraca, zwłaszcza takie, które właśnie
nauczyło się chodzić. Minęły dwa dni, prawie się do niego nie odzywam, do
dzisiaj boli mnie głowa, a na wewnętrznej stronie wargi mam rozcięcie.
Tydzień temu zmarł mój teść. Mąż bardzo kochał swojego tatę i miał z nim
bardzo dobre stosunki. Wiem, że bardzo cierpi, ale przecież to nie może
usprawiedliwić jego zachowania. Zwłaszcza, że jego tata nigdy by się tak nie
zachował w stosunku do mamy. Teraz synkiem opiekuje się ponownie teściowa i
jest u nas w domu (wcześniej woziliśmy synka rano do teściów). Obydwoje
pracujemy, mamy wyższe wykształcenie. Niby rodzina na poziomie. Czy Wy też
macie takie problemy ? Rozmawiamy tylko "służbowo", ale mimo tego dzisiaj
rano znowu się pokłóciliśmy, bo mąż rano zachowywał się niczym słoń w
składzie porcelany i obudził dziecko, jak wyszliśmy z domu i zwróciłam mu
uwagę, że obudził synka to naczął się na mnie wydzierać, że jestem
nienormalna (tylko dobitniejszymi słowami, których nie będę tutaj cytować).
Nie wiem co robić. Nie chcę, żeby teściowa widziała co się dzieje, bo uważam,
że powinniśmy to załątwić między sobą, ale nie wiem jak to zrobić. Błagam,
poradźcie mi co Wy byście zrobiły w mojej sytuacji ??? Tylko proszę nie
piszcie o obdukcji i rozwodzie, bo nie to mam na myśli.
    • jola-kropek Re: co mam zrobić z tym problemem ??? 07.04.05, 08:16
      kurka, to zawsze ciezko dawac rady w takich akcjach... ale wiem jak sie
      czujesz... naprawde... moja taktyka (nie powiem ze najlepsza, ale jedyna na jaka
      mnie stac) to nie odzywanie sie... w koncu chyba zobaczy ze bardzo cie
      skrzywdzil... sczzegolnie jesli nie robisz takich rzeczy na codzien. i nie
      probuj go usprawiedliwiac, bo sama zaczniesz zaraz czuc sie winna...
    • luna333 Re: co mam zrobić z tym problemem ??? 07.04.05, 08:20
      napisałabym do niego list- opisała co czuję, co boli, co krzywdzi, co cieszy,
      za co go kocham i czym może zranić - ogólnie o wszystkich swoich uczuciach nie
      tylko odnoszących się do tej przykrej sytuacji ale także do tych szczęśliwych
      chwil których z pewnością było wiele i że bardzo go kochasz i tęsknisz do - i
      ten list wsadziłabym mu do teczki razem z kanapkami lub czymś z czego korzysta
      codziennie - tylko tak żeby ów list przeczytał gdy Ciebie nie ma w pobliżu żeby
      miał czas na refleksję...
      pozdrawiam - mam nadzieję że wszystko się ułoży
    • proxima77 Re: co mam zrobić z tym problemem ??? 07.04.05, 12:19
      Nie przeciagaj tej sytuacji, bo bedzie jeszcze gorzej
      Radziłabym ci porozmawiać z nim szczerze, że to byl wypadek, ze bardzo cie zranil...
      Ułóż sobie w glowie co chciałabyś mu powiedziec i najlepiej jak bedziecie sami
      porozmawiac w spokoju Jestescie zbyt dlugo razem i jesli rzeczywiscie do tej
      pory byłaś szczesliwa i takie sytuacje sie nie zdarzały to szkoda aby teraz coś
      sie popsuło miedzy wami Powodzenia
    • kafreen Re: co mam zrobić z tym problemem ??? 07.04.05, 13:37
      Odpowiedz sobie na jedno pytanie: Kochasz go? Chcesz z nim dalej tworzyć
      rodzinę?
      Jeśli tak, wybacz i zapomnij. On na pewno już sam z tym wszystkim czuje się
      dostatecznie źle. Wesprzyj go teraz w momencie, kiedy cierpi po śmierci ojca, a
      to na pewno umocni Wasz z związek i sprawi, że on nigdy siętak już nie zachowa.
      Na początek usiądź z nim, powiedz, co czujesz. Jestem pewna, że to doceni i
      teraz, i potem.
      Pozdrawiam, trzymam za Was kciuki
      • ewelinka791 Re: co mam zrobić z tym problemem ??? 07.04.05, 14:01
        Mysle ze nic nie uaprawiedliwia zachowania Twojego meza. Nie mozna bic po
        twarzy Nikogo
        Ja bym nie mogla byc z kims kto mnie uderzyl Kiedys ktos to zrobil i bylam
        wtedy w ciazy... Dzis mam super rodzine, nie z Nim. Czasem jak odwiedza nasze
        dziecko i na mnie potrafi wyskoczyc to ciesze sie ze po uderzeniu w twarz nasze
        drogi rozeszly sie. Chos bardzo go kochalam, ale glupio pomagac komus swoja
        twarza na wyrazanie emocji. Moim zdaniem maz zle Cie traktuje, z drugiej strony
        zmarl jego ojciec. Mezczyzni nie radza sobie z tak silnym stresem, tylko nie
        rozumiem dlaczego " Zwłaszcza, że po paru minutach dodał, że za to co
        zrobiłam powiniem mi (przepraszam cytuję) "wpie..ć", ".
        Jesli zamierzasz z Nim byc udajcie sie do poradni. Twoj Maz powinien sie
        leczyc. Tylko psycholog mu pomoze. Choc wiem, ze ciezko Ci pewnie bedzie wyslac
        go do lekarza. Musicie razem rozwiazac ten problem. Tez mam wyzsze
        wyksztalcenie, moj bokser tez, to o niczym nie swiadczy.
        powodzenia
    • maja2 Re: co mam zrobić z tym problemem ??? 07.04.05, 13:56
      Jestem młodą osobą, mam 24 lata, od 1,5 roku mężatką-właśnie spodziewamy się we
      wrześniu 1 dziecka.
      powiem tak-wspłoczuję Tobie.Mój mąż nie raz "oberwał" ode mnie oczywiście nie w
      twarz tylko np. klapsa w ramię i co....obrażał się, miał łzy w oczach, nie z
      bólu tylko ze zniewagi. Nigdy mnie nie uderzył. Raz popchnął, jak ja pierwsza
      na niego podniosłam rękę. Potem oboje tego źałowaliśmy.Nie wyobrażam sobie, że
      on mnie bije, nawet jak ja bym celowo nsze dziecko-wtedy była by "tylko"
      awantura.
      On nie akceptuje przemocy w rodzinie-nikt go wcześniej nie bił w dzieciństwie.
      Ja byłam bita-więc się zapominam-to straszne!
      On teraz powinien Cię przeprosić z kwiatami i na kolanach przysiąc, że więcej
      tego nie zrobi. Bo jak się mu to zdarzy to.... (to wpisz co uważasz). Poczakała
      bym na jego gest-jeśli się na to nie zdobędzie-dla mnie jest nic nie wartym
      człowiekiem. Przepraszam za dosadność, ale tak uważam.
      pozdrawiem-Majka i 17 tyg. maleńswo
    • nicol29 dziękuję 07.04.05, 14:59
      Dziękuję Wam za wsparcie i szczere odpowiedzi. Na razie trochę pomilczę, bo
      sama muszę się wyciszyć. Nie mam siły z nim rozmawiać, bo podejrzewam, że
      skończyłoby się to awanturą w obecnie i tak napiętej sytuacji. Myślę, że
      rzeczywiście napiszę mu list, będzie mi lżej, a on może spokojnie zrozumie i
      przemyśli moje żale i swoje podejście do mnie. Szacunek w rodzinie jest bardzo
      ważny, a ani u mnie, ani u niego nigdy nie było żadnej przemocy. Wiem, że nie
      wolno bagatelizować takich zachowań. Dziękuję Wam jeszcze raz za rady i
      wsparcie.
    • mamamon Re: co mam zrobić z tym problemem ??? 07.04.05, 16:08
      Ja mysle, ze maz bardzo zdenerwowal sie ta sytuacja, zwlaszcza, ze - jak sama
      piszesz - bylas wyprowadzona z rownowagi, kiedy dziecko upadlo. Maz na pewno
      pomyslal, ze rzucilas dziecko, a nawet jesli nie rzucilas, to ze zrobilas to
      specjalnie, bo trudno oczekiwac od takiego maluszka, ze wyjete z lozeczka po
      nieprzespanej nocy stanie na nogi i bedzie sie bawic. Co innego, gdybys wziela
      go na rece i przytulila. Ja mysle, ze gdybym byla swiadkiem czegos takiego, to
      tez zareagowalabym bardzo impulsywnie.
      Jestescie obydwoje bardzo zdenerwowani, maz smiercia ojca, Ty zas pewnie jestes
      zestresowana powrotem do pracy i nadmiarem obowiazkow. Wszystko to odbija sie
      na dziecku, ktoremu Wasze nerwy udzielaja sie i dlatego nie moze spac. A nie
      lepiej byloby go wziac do lozka? Zwlaszcza ze wrocilas do pracy i dziecko
      najbardziej potrzebuje teraz Ciebie/ bliskosci, za tym teskni. Przynajmniej
      jeden problem rozwiazalabys. Jesli zas chodzi o meza, to ja bym mu wybaczyla.
      Spokojnie bym z nim porozmawiala, mowiac ze rozumiesz, ze poniosly go nerwy ze
      wzgledu na sytuacje (smierc ojca oraz fakt, ze przestraszyl sie, ze moglabys
      swiadomie skrzywdzic Wasze dziecko). Powiedz mu, ze nie taka byla Twoja
      intencja, ze moze bezmyslnie zachowalas sie, stawiajac dziecko na podlodze i ze
      jest Ci tak samo przykro i zebyscie o sprawie zapomnieli. Mysle, ze maz bardzo
      potrzebuje takiego zapewnienia, jak i Twojego wsparcia. (Takie rozwiazanie na
      sens, jesli faktycznie maz nigdy wczesniej nie byl w stosunku do Ciebie
      agreswyny i zdarzylo sie pierwszy raz). A jak dziecko? Bylas z nim u lekarza?
      Nic mu sie nie stalo? Nie dostal wstrzasu mozgu?
      Pozdrawiam i zycze wytrwalosci w trudnych chwilach,
      m.
    • j04nn4 Re: co mam zrobić z tym problemem ??? 07.04.05, 16:18
      hmmmm bardzo ciezki przypadek najlatwiej odejsc ale jak sie ma dziecko i jest
      sie w ciazy i zdazylo sie to po raz pierwszy to nie jest takie latwe ja jestem
      walczaca dusza i wiem ze jakby moj maz mnie udezyl za cos takiego a przeciez
      wiadomo ze dziecko sie przewraca ja jak bylam mala non stop mialam porozbijane
      kolana lokcie i glowe nie upilnujesz dziecka ale mialam szczesliwe dziecinstwo
      jakby moj maz mnie udezyl oddalabym mu nie wazne z jakim skutkiem zlapalabym
      patelnie deske i zaczela wrzeszczec moja mame kiedys udezyl moj tata dokladnie
      tak zrobila i od tamtej pory minelo 22 lata a on nie podniosl na nia reki
      pewnie jkby sie skulila dostawalaby bo dziadek bil babcie pewnie ojciec chcial
      podobnie ale zobaczyl ze to nie przelewki i raz w zyciu to mialo miejsce ja
      zanim poznalam mojego meza chodzilam z chlopakiem 3 lata tez udezyl mnie w
      twarz i z biegu powiedzialam mu zegnaj ale to bylo co inego nie laczylo nas nic
      napewno nie zostawilabym tego tak mam dusze diabelska za wszelka cene bym mu
      pokazala ze jezeli jeszcze raz podniesie na mnie reke to mu ja upie.. za
      przeproszeniem napewno wynioslabym sie do mamy a jak nie to sam by musial sobie
      prac gotowac zero podawania po prostu byl by dla mnie jak powietrze trzeba mu
      pokazac ze tak nie wolno kiedys poszlam z tata na spacer i on sie odwrocil n
      chwile ja wypadlam z wozka ofc rodzice sie poklucili ale mama nie zabila ojca
      nie pozwol sobie n to bardzo mi przykro asia i 27 tyg brzusio
    • 1alfa1 Re: co mam zrobić z tym problemem ??? 07.04.05, 19:26
      Witam,
      Wg mnie nic nie usprawiedliwia postępowania Twojego męża. Śmierć ojca także -
      to nie powód by wyżywać się na innych. Czy jak umrze jego mamusia to też Ci
      przy ...li, bo będzie zestresowany. A może stresują go też inne rzeczy ???
      Wyższe wykształcenie to nie usprawiedliwienie i nie jest to lek na damskiego
      boksera - bokser bije niezależnie od wykształcenia. To jemu powinno być głupio -
      nie Tobie !!!! Jeśli jest odwrotnie to on będzie bił, a Ty go będziesz
      usprawiedliwiać. Bardzo mi przykro, że Cię spotkało coś tak złego od człowieka
      którego kochasz. Życzę Ci z całego serca, aby się to nigdy nie powtórzyło.
      • hiacynta7 Re: co mam zrobić z tym problemem ??? 07.04.05, 23:28
        Hej.
        Bardzo smutne. Podziwiam Tój spokój. Moze wynika po prostu z faktu, że miałaś
        fajne dzieciństwo w kochającej sie rodzinie (nie chcę wyrokowąc, nie znam Cię -
        tak sobie dywaguję).
        Mój ojczym bił moją mamę. Nigdy tego nie zapomnę. Gdy dorosłam - opowiedziąl mi
        o tym i o tym, jak zdarzył się pierwszy raz.
        Niestety, jeżeli raz to zrobił - drugi raz przyjdzie o wile łatwiej. Śmierć
        teścia nie jest tu żadnym usprawiedliwiem. jeżeli szukasz usprawiedliwienia -
        yo pamiętaj, zawsze się znajdzie... a to zmęczony, a to pijany, a to śmierc
        cioci kloci, a to w pracy miał nerwy.
        Człowiek, który Cię uderzył - nadwatlił Twoje zaufanie.
        Wg mnie powinnas zrobić obdukcję i zachowac ją dla siebie. Jeżeli pewnego dnia
        Twoja cierpliwość i zdrowy rozsądek podejma decyzję o zmianie toru biegnącego
        zycia - z dowodami będzie łatwiej i bezboleśniej.
        Takie życie. Sorry - ja to widze bardzo ostro. Mężczyzna nie ma prawa podnieśc
        ręki na kobietę, matkę swojego dziecka i CIĘŻARNĄ z drugim.

        Post dziewczyny (cyba drugi), co radzi pisać do męza listy i wtykać miedzy
        kanapki - rozbawił mnie, jest cool wink. Przepraszam, jesteśmy w liceum?! Który
        dorosły chłop czyta uważnie i z powazaniem ckliwe damskie liściki?! `ze tak mi
        żle?! Poza tym - mam nadzieję, ze nie zrobiłaś mu kanapek, po tym jak się
        zachował.

        Rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Potem obserwacja. To nie może się powtórzyć.
        (bardzo trzymam za Ciebie kciuki.)
        Nie mówimy o rozwodzie po jednej takiej sytuacji, ale to nie może mieć miejsca
        więcej! nigdy więcej.

        Sorry dziewczyny, ale zbyt często takie sytuacje się powtarzają.
        Mnie dzieciństwo nauczyło troski o siebie. Nie uderzył mnie żaden facet. Jeden
        mnie "szturchnął". Obserwowałam reakcje, stresy, zdenerwowanie. Zrezygnowałam,
        choć kochałam ponad życie. Bałam się, aby moje dzieci nie czuły tego, co ja: to
        przesiadywanie na zimnej podłodze przedpokoju, za zamknietymi drzwiami od
        pokoju rodziców i to wsłuchiwanie się w podniesione głosy i wyczucie, kiedy on
        zaczyna bić. Wtedy wbiegałam do pokoju i ją sobą zasłaniałam (do poziomu
        pępkka? -miałam 8 lat, gdy to się zaczęło) Kilka razy dostałam. Kilka razy aż
        wypadał mik aparat, który zakładałam wtedy na noc na krzywe zęby.
        To był koszmarny czas. Rozwód mama uzyskała, gdy miałam 20 lat. Od 5 lat wtedy
        żyliśmy w jednym domu prawie nie odzywając się do siebie. te 5 lat było bez
        awantur ale ze strachem wyniesionym z dzieciństwa. Strachem o "dzwięki"
        o "głosy"...

        Przepraszam Was, ze się rozpisałam Takie posty uruchamiają koszmary dzieciństwa.
        Po prostu uwazajmy, abyśmy nie były w takich sytuacjach i abyśmy ślepo nie
        kochały. Moja biedna mama wie, ze zrobiła błąd, ale nie chciaął niszczyć
        jakiejś tam stabilizacji. Potem był problem z podziałem mieszkania itd, ale to
        były lata 80-te.

        Dzis jest szczęśliwą, odnalezioną dla siebie kobietą, spotkała swą miłość i
        wiodą sobie spokojne życie złożone z wielu małych fajnych dni smile))
        Kocham moją mamę i cieszę się, że zły los i błędy zostały w trumnie
        przeszlości - gdy pewnego dnia powiedziała NIE.

        Nikol - pozdrawiam Cie mocno
        H.
    • adka3 Re: co mam zrobić z tym problemem ??? 08.04.05, 00:38
      Cześć! bardzo mi przykro z powodu tego co zrobił Twój mąż. Powinnaś się
      poważnie zastanowić nad sensem takiego związku. Moim zdaniem nic nie
      usprawiedliwia takiego zachowania - nawet śmierć bliskiej osoby. Pamiętaj - nie
      pozwól na to, aby coś podobnego miało jeszcze kiedykolwiek miejsce, Twoje
      dzieci napewno wolałyby nie miec takiego tatusia niż ciągle się go bać. Życzę
      powodzenia i mam nadzieję, że jednak skruszony przyjdzie z bukietem róż. nie
      denerwuj się bo w Twoim stanie nie jest to wskazane.
      • luna333 komentarz do hiacynta7 08.04.05, 07:35
        ad. że rozbawił Ciebie pomysł z listem.\
        Nie każdy potrafi po przykrym zdarzeniu utrzymać nerwy w ryzach - podejrzewam
        że rozmowa nie jest dobrym pomysłem kiedy żyją uczucia żalu, wściekłości,
        gniewu, bólu - bardzo szybko spokojna rozmowa potrafi przerodzić się w jeszcze
        większą awanturę niż ta która zapoczątkowała chęć pojednania - żadna ze stron
        nie chce słuchać do końca i uważnie argumentów drugiej strony, przerywa sobie
        co chwilę zaczyna być coraz bardziej wzburzona co może doprowadzić do
        powtórnego konfliktu i z pojednania nie tylko nic nie wyjdzie ale jeszcze się
        to wszystko zaogni - obydwie strony muszą być gotowe do rozwiązania problemu.
        Tekst że mąż by mi jeszcze wpier... przekonuje mnie że mąż jest mocno wzburzony
        a wszelkie próby mediacji ze wściekłą osobą wymagają szczególnego podejścia -
        nie każdy z nas jest psychologiem zresztą nawet psychologom przytrafiają się
        awantury - właśnie ze względu na to że oprócz logiki rządzą nami emocje.
        Dlatego list - list można przerwać czytać, można go rzecz jasna i porwać ale
        jeśli facetowi zależy na rozwiązaniu problemu na pewno spróbuje się dowiedzieć
        o co chodzi jego żonie. Do listu jedynym komentarzem są myśli - nie słowa
        dlatego nawet jeśli coś go wkurzy nie może zareagować od razu - musi poczekać -
        emocje troszkę opadną - może skłoni go do refleksji nad swoim postępowaniem -
        nad jej postępowaniem - przecież musieli się kochać skoro założyli rodzinę (mam
        tu na myśli małżeństwo) skoro mają dziecko i drugie jest w drodze. Nikt nikogo
        nigdy i pod żadnym pozorem nie może bić - bicie to oznaka bezsilności oznaka że
        człowiek nie może sobie z czymś poradzić z jakimś własnym problemem dlatego
        reaguje siłą nad słabszym - przynajmniej nad nim jest w stanie zapanować - nic
        jednak przenigdy użycia siły nie usprawiedliwia - to on powinien mieć wyrzuty
        sumienia - to jego trzeba skłonić do refleksji nad własnym postępowaniem - i
        zagadzam się rozmowa i owszem ale miedy dotrą do niego pierwsze argumenty - a
        że list ckliwy? list ma być wyrazem wszystkiego co ona poczuła zarówno w danej
        chwili jaki przedtem jak i potem - przecież i wcześniej i później jest życie i
        jest rodzina jest człowiek. Że między kanapki lub gdzieś w coś z czego korzysta
        codziennie - może być i jego notes byleby list zobaczył.
        ps. nigdy nie pisałyście listów do swoich mężów? nie podrzucałyście im
        karteczek lub wyciętych z papieru serduszek - od tak żeby wiedział że go
        kochasz? może my jesteśmy dziwni ale lubimy sobie robić czasami takie
        niespodzianki i zarówno mi jak i mężowi jest wtedy bardzo miło smile
        pozdrawiam
        • hiacynta7 Re: komentarz do hiacynta7 08.04.05, 23:55
          Och, co to sie stało, że tylko mój post komentujesz?!

          Jeśli ktos sobie przerywa podczas dyskusji i nie idzie się po prostu dogadac,
          ani podtrzymać dialogu to dla mnie znaczy to, zę tego dialogu pomiędzy
          partnerami nie ma. Współczuje, skoro takie masz doświadczenia.
          Liściki pisac - a pewnie , że tak, miłosne na żołtych karteczkach
          poprzyklejanych w różnych niespodziewanych miejscach! To jest bardzo miłe.
          Ale nie liściki w kwestii, gdy mąż Cię podniósł na Ciebie rękę.

          Wydaje mi się, że nie masz pojęcia, jaki terror moze panować w rodzinie. Pisz
          dalej liściki - bo Ciebioe - szcześliwie ten ból nie dotyczy. Dobrze, że masz
          tylko takie problemy, które liścikiem załatwisz. Mój ojczym podarłby list i
          jeszcze mial kolejny powód do awantury: że co to - już nie chcesz z nim
          rozmawiać tylko listy piszesz?

          Agresja różne ma wymiary; najgorsze jest to, że lubi się powtarzać... sad((
          NIKKOL TRZYMAJ SIĘ DZIELNIE I DBAJ O SIEBIE I SYNKA

          XXX

          pa
          • pelegrino :((( 09.04.05, 01:32
            Nikol
            Z Twojego listu wynika, że chcesz kontynuowac ten związek. W takim razie moja rada jest jedna: mąż powinien koniecznie iść do psychologa. Albo oboje. Nie sądze, żebyście sami doszli z tym wszystkim do ładu biorac pod uwagę ogromne napięcie, w jakim teraz jesteście i to, co przeżywasz.
            Mój mąż nigdy nie podniósł na mnie ręki. Mój ojciec też nigdy nie uderzył mamy. Ale raz uderzył mnie. Byłam wtedy pyskatą trzynastolatką, a on był dosyć nerwowy. Zachowałam się w stosunku do niego po chamsku,( w odpowiedzi na jego wredne zachowanie), odwróciłam się potem, by dalej coś pisac w zeszycie, a on wtedy niespodziewanie z całej siły przylozył mi swoją czapką po głowie. Nigdy więcej nie podniósł na mnie ręki. Od mamy wiem, ze później wielokrotnie to sobie wyrzucał. Myślę, ze nigdy tego nie zapomni. Ja też.
            Jeśli mąz Cię uderzył, tzn, że oboje potrzebujecie pomocy. Jesli uderzył Cię, wiedząc, że jesteś w ciązy, a dodamy do tego jeszcze słowa, które potem padły, to tej pomocy, i to profesjonalnej, powinien Wam ktos udzielić NATYCHMIAST. Zadzwoń na niebieską linię.
            • pelegrino Re: :((( 09.04.05, 01:35
              To nie była jakas miękka wełniana czapka, tyko czapka z daszkiem. Nie była miękkasad
          • luna333 Re: komentarz do hiacynta7 09.04.05, 14:26
            ech kobieto - pokój z tobą.... liścik a list to duuuża różnica -to że jej nie
            dostrzegasz - przykre -twój ojczym by podarł - nie przenoś całej złości na
            swego ojczyma - na innych ludzi - nie oceniaj innych w kategoriach tego co
            zrobiłby -czy też nie Twój ojczym - ludzie są różni to co zrobiłby jeden nie
            koniecznie zrobi inny - to że Ty zachowałabyś się tak w określony sposób nie
            oznacza że wszyscy inni by tak postąpili... całe szczęście że każdy człowiek
            jest inny... napisałam że list jest pierwszym krokiem do rozmowy a nie jej
            zamiennikiem - jest próbą wyciszenia negatywnych emocji przed próbą słownej
            mediacji... życzę dużo radości w życiu smile
            ps. nie mam zamiaru pisać tu swojego życiorysu ani tego ile podłości mnie
            otaczało - Tobie życzę żeby ból który nosisz w sercu wygasł dzięki miłości
            drugiego człowieka do Ciebie
            pozdrawiam
    • adams_wawa !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 08.04.05, 18:52
      Zwyczajnie opowiedz o tej sytuacji teściowej ... niech tak lekko nie będzie
      3maj się
    • zmienilamlogin Re: co mam zrobić z tym problemem ??? 09.04.05, 13:30
      Opiszę Ci moją sytuację, która mi się przytrafiła jak byłam w 8 miesiącu ciąży
      (było to ponad półtora roku temu).
      Mój mąż był na 2-3 tygodniowym wyjeździe służbowym, a ja w tym czasie byłam u
      moich rodziców. Wróciłam z dużą torbą różnych niemowlęcych ciuszków, które
      pożyczyłam od mojej siostry. W tym okresie stosunki mojego męża z moją siostrą
      były bardzo lodowate, nie lubili się wzajemnie. Mąż nie chciał od niej pożyczać
      nic dla dziecka, tym bardziej że dużą część wyprawki dostałam od swojej
      koleżanki, a ja bez porozumienia z nim zrobiłam trochę mu na przekór. Wrócił
      późno, było już po 24h, czekałam na niego z radością po tak długim niewidzeniu,
      on też bardzo się cieszył z powrotu i był szczęśliwy, nie mogliśmy się nagadać,
      rozmawialiśmy prawie do 3 w nocy, ale tok rozmowy się zmienił i powiedziałam mu
      o ciuszkach, co go bardzo rozwścieczyło. Zrzucił wszystkie ciuszki wcześniej
      przeze mnie poukładane i poprasowane, powiedział, że je jutro odda. Doszło
      między nami do potwornej kłótni. Popchnął mnie silnie, ale na szczęście nic mi
      nie zrobił. Ja zaczęłam histerycznie płakać, jak nigdy w życiu nie czułam się
      tak bardzo upokorzona, nie mogłam się uspokoić. Pogodziliśmy się na drugi dzień,
      mąż mnie przeprosił, ciuszki zostały, ale ból w sercu pozostał na długo.
      Wybaczyłam mu w końcu, bo kocham go bardzo on mnie zresztą też. Tworzymy na
      prawdę udaną rodzinę, teraz spodziewamy się drugiego dziecka. Mąż bardzo się
      zmienił i do dziś powtarza że pracuje nad sobą i swoimi emocjami. Fakt jest
      bardzo narwany i jak przeczytałam Twój post w Twoim mężu zobaczyłam swojego.
      Pewne jednak rzeczy przedyskutowaliśmy. Nie wolno nam przekraczać granic, a tym
      bardziej przy dziecku. Gdy dochodzi między nami do ostrej dyskusji, ja od razu
      przyciszm głos i mówię mu, że dziecko nas słucha i nie zamierzam kontynuować
      dalej tej dyskusji (choć wiem, że jeszcze nas nie rozumie ale ton głosu jest mu
      zrozumiały).
      • j04nn4 i po co to wszystko 09.04.05, 13:35
        zobaczcie jestesmy doroslymi osobami a tak naprawde jest nas z roznowagi
        wyprowadzic rownie latwo jak dzieci i po co te nerwy ze on nie lubi siostry nie
        znaczy ze ty zaraz masz z nia zrywac kontakt ty moze tez nie lubisz jakis jego
        kolegow a nie zabraniasz mu z nimi rozmawiac zreszta to twoja siostra jedna z
        najblizszych osob maz zrozumial co zrobil i sie zmienil przez takie glupstwa
        czasem dochodzi do tragedi tak bardzo sie kochamy a tak malo trzeba by sie
        poklucic i nie tylko pozdrawiam asia i prawie 28 tyg brzusio
        • hiacynta7 Re: i po co to wszystko 09.04.05, 23:28
          i na necie też jesteśmy za nerwowe. Niepotrzebnym emocjom stop, wyciszmy się i
          żyjmy w spokoju. Papa odszedł; niech ten smutek i zaduma - będa też impulsem do
          zmiany naszego życia na lepsze.

          Pozdrawiam Lunę i pardon, że na Ciebie naskoczyłam.
          niestety dzieciństwo to nie był mój najlepszy czas i w obronie bitych kobiet
          jestem jak lwica, tylko czasem mi się pazur krzywo ułoży...

          dobranoc dziewczyny i mam nadzije, że od samej Nicol usłyszymy jednak jakieś
          wieści?? halo?
          • nicol29 Re: i po co to wszystko 12.04.05, 10:44
            Witajcie ponownie,
            Przepraszam za milczenie wszystkich, którzy czekali na wieści ode mnie. Nie
            miałam niestety dojścia do sieci przez kilka dni. Wszystko skończyło się
            dobrze. Przeprowadziliśmy spokojną rozmowę i wyjaśniliśmy sobie parę spraw jak
            dorośli ludzie. Choć nie do końca jestem usatysfakcjonowana, bo mąż wie, że źle
            zrobił, ale "przecież mnie przeprosił" (rzeczywiście słowo przepraszam trudno
            przechodzi mu przez usta) to nadal uważa, że uderzyłam dziecko i nie przyjmuje
            do wiadomości, że mógłbyć to wypadek. Jest mi bardzo przykkro z tego powodu, bo
            znamy się długo i nawet zwierzakowi nie zrobiłabym krzywdy fizycznej, nie
            mówiąc o człowieku, a tym bardziej własnym dziecku. Powiedziałam mu, że całą ta
            sytuacja nie powinna była się wydarzyć i nawet śmierć taty go nie
            usprawiedniwia, bo jego tata nigdy nie podniósłby ręki na mamę. Może nie
            powinnam była używać takich bolesnych argumentów, ale widziałam, że bardzo go
            poruszyło i dało do myślenia. No ale najważniejsze, że udało się spokojnie, bez
            krzyku porozmawiać. Zwłaszcza, że w obecnej chwili mamy naprawdę dużo różnych
            problemów i obydwoje jesteśmy poddenerwowani. Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję
            za wsparcie.
            • ewelinka791 Re: i po co to wszystko 12.04.05, 11:07
              Nicol dobrze ze rozmawiacie ale do poradni rodzinnej idzcie. to Wam pomoze. Bo
              Wasza rozmowa tak naprawde nie rozwiazuje Waszych problemow, jak sama piszesz
              "Zwłaszcza, że w obecnej chwili mamy naprawdę dużo różnych
              > problemów i obydwoje jesteśmy poddenerwowani"
              To nic zlego zwrocic sie o pomoc do fachowca w tej dziedzinie. Do lekarza
              internisty idziemy przeciez z przeziebieniem. Duzo sil Ci zycze, ale nie widze
              Ciebie szczesliwej w przyszlosci, jesli teraz ten problem tak zostawisz. TU
              JEST POTRZEBNA TERAPIA RODZINNA. Pomysl o swoich dzieciach, moze ze wzgledu na
              nie sie zdecyduj, to nie wstyd jesli powiesz, ze maz Cie uderzyl, a lekarz Wam
              pomoze znalezc przyczyne Waszych zachowan.
              Powodzenia i odwagi.
          • luna333 Re: i po co to wszystko 13.04.05, 05:54
            hiacynta smile pozdrawiam Ciebie serdecznie i cieplutko smile pozostań lwicą broniącą
            krzywdzonych bo przecież to że mamy trochę inny pogląd na tą samą sprawę nie
            oznacza że nie chciałyśmy pomóc - po prostu "wszystkie drogi prowadzą do Rzymu"
            i najważniejsze żeby koleżance się wszystko ułożyło -czy dojdzie do tego tą
            drogą czy też inną smile
    • tunia8 Re: co mam zrobić z tym problemem ??? 12.04.05, 23:26
      obojętnie co postanowisz pamiętaj tylko o jednym
      TO CO ZDARZYŁ SIĘ RAZ, MOŻE SIĘ WIĘCEJ NIE POWTÓRZYĆ,
      TO CO ZDARZYŁO SIĘ DWA RAZY BĘDZIE SIĘ ZDARZAĆ ZAWSZE...
      • luna333 Re: co mam zrobić z tym problemem ??? 13.04.05, 05:48
        Cieszę się że porozmawialiście - i myślę że mimo wszystko mogłabyś skonsultować
        się z jakimś terapeutą - bo to najważniejsze żeby nie przenosić jedych
        problemów na inną sferę życia - bo zwykle jest tak że jak jesteśmy wkurzenie to
        przenosimy złość za wszystkie nie- rozwiązane sprawy i przy najbliższej
        sprzeczce wyciąga się jakieś głupoty sprzed stu lat. Cieszę się że konflikt
        udało się załagodzić choć widać że nie do końca został on rozwiązany - może
        jeszcze za wcześnie - może do końca mąż wszystkiego nie przemyślał - ciekawe
        tylko co skłoniło Go do myślenia że mogłabyś celowo udarzyć Wasze dziecko. Mąż
        zareagował jak obrońca stada - czyli swojego potomstwa - tylko że Ciebie uznał
        za intruza -agresora -to mnie niepokoi - czy ma jakieś podstawy by sądzić że
        jesteś złą mamą? może za mało ze sobą przebywacie jako rodzina, może on za mało
        widzi jak na codzień troszczysz się o dziecko, może on za mało brzebywa z
        dzieckiem i ma wyrzuty sumienia że za mało sam się nim opiekuje...może..może to
        zupełnie coś innego - uciekła gdzieć radość z bycia ze sobą -z bycia kochającą
        się rodziną - mam nadzieję że uda się Wam tą radość znów odnaleźć by problemy
        doczesne nie zasłoniły czegoś ważniejszego.
        pozdrawiam i życzę Wam dużo radości
    • falka32 Re: co mam zrobić z tym problemem ??? 13.04.05, 08:43
      nikola,świetnie, ze udało wam się porozmawiac, ale są rzeczy, które budza mój
      niepokój:
      - porozmawialiście, ale nie dogadaliście się - mąż nadal nie wierzy, że nie
      uderzyłaś dziecka. Przeprosił cię za uderzenie, ale nie za to, ze cię źle
      ocenił, że osądził z góry - bo od tego nie zmierza odstąpić. Mnie to źle
      pachnie - pierwsze dziecko miałam z facetem, który winą za wszystko obarczał
      mnie. Mały karmiony piersią ma gorsze wyniki krwi- moja wina. Ma zatwardzenie -
      moja wina. Przewrócił się - moja wina, bo jestem k... nie matka. Na punkcie
      dziecka miał i ma nadal świra, mnie jest gotów posądzać o najgorsze zbrodnie
      wobec niego. Nie przylał mi nigdy (zdążyłam go opuścić odpowiednio wcześnie)
      ale nieraz miał ochotę i się już szykował. Podejrzewam, ze nadal żałuje, ze
      nigdy mi nie wlał, moze bym wtedy lepiej się przykładała do roli matki jego
      dziecka. Uważaj - mnie nie udało się tego nastawienia zmienić przez 12 lat, z
      czego 3 lata razem, reszta osobno, lecz przy jego cotygodniowych stałych
      kontaktach z dzieckiem, które nie jest już małe i potrafi samo opowiedziec jak
      bylo.

      Druga rzecz - nie zaniedbaj profilaktyki przemocy w rodzinie, skoro dostałaś
      już pierwszy sygnał, ze jesteś w grupie ryzyka. Nie bagatelizuj tego i nie
      opieraj się na przeprosinach męża. Przede wszystkim nie ukrywaj tego za wszelką
      cenę przed rodziną swoja i męża - to jest pierwszy błąd przyszłych ofiar -
      utrzymywanie w tajemnicy tego, co się dzieje w domu, ochrona sprawcy i wręcz
      zacheta do dalszych napaści, zapewnienie o bezkarności. To nie ty zrobiłaś coś,
      czego powinnaś się wstydzić. Jezeli teściowa albo mama zapyta, co ci się stało
      w wargę, odpowiedz brzmi "Mój mąż mi przylał". Znacznie pozyteczniej jest
      wszcząć aferę na forum rodzinnym połączoną z rozstrząsaniem i analizowaniem
      motywów i charakterów głównych postaci (wiem, to ohydne) niż
      odpowiadać "potknęłam się i upadłam". Wbrew pozorom. To pierwsze chroni cię na
      przyszłośc, to drugie jest sygnałem dla męża, że może to zrobić jeszcze raz.
Pełna wersja