azak2
25.04.05, 11:57
Jestem na przelomie 12/13 tygodnia i zaczynam opowiadac o ciazy coraz wiekszej ilosci kolezanek. Jedna z nich momentalnie jak sie o tym dowiedziala zaczela rozprawiac o okropnosciach czekajacego mnie porodu.
Dodam, ze ona sie boi zajsc w ciaze z powodu porodu i na razie jest bezdzietna. Cala jej wiedza o ciazy opiera sie na opowiesciach cioc i kolezanek.
Teraz sie "wyrzywa" i caly czas w rozmowach nawiazuje do tego. JA nawet nie wiem jeszcze czy plod sie na pewno prawidlowo rozwija, nie chce sie nakrecac nadmiernie na dziecko aby nie przezyc rozczarowania, a zwlaszcza nie chce rozmyslac i sie NIEPOTRZEBNIE STRESOWAC rzecza tak abstrakcyjna teraz dla mnie jak porod - ale ona nie, twardo porusza ten temat.
Powiedzialam jej wczoraj twardo, ze nie chce teraz o tym dyskutowac, ze to jest sprawa na ktora bede sie przygotowywala od konca drugiego trymestru, ze chce przeprowadzic pare rozmow na ten temat z fachowcami (lekarz, polozna), zaliczyc kurs itd - i wtedy wyrobie sobie jakas wstepna opinie o porodzie. Teraz nie ma co sobie nastroju tym psuc. Niby sie "zamknela" ale odnioslam wrazenie jakby to nie do konca do niej dotarlo... wrrrrrr
jeszcze dodam do tego straszenia, ze wczoraj mi zaczela opowiadac o swojej kolezance rodzacej TYDZIEN!!! Boze jaka bzdura. Potem sie lekko poprawila i powiedziala ze kumpela miala okropne bole przez caly tydzien przed porodem - ale wytlumczylam jej ze to nie bylo zadnym porodem. Porod zaczyna sie zdaje sie od odejscia wod plodowych i rozpoczecia rozwierania sie szyjki.
Odnosze wrazenie, ze w razie nadmiernego przedluzania sie porodu stresujaego zarowno dla kobiety i dziecka lekarze dokonuja jakiejs interwencji. no ale nie TYDZIEN!!!!!!!!!!!! Takiej bajki to nigdy nie slyszalam.
a jak u Was wygladaja takie rozmowy?