biankha
06.05.05, 19:23
11tc.Potrzebuje Waszego wsparcie i rad.Czy ktoras z Was miala problem z
reakcja partnera na ciaze?
My rozmawialismy ze soba duzo na ten temat. Myslelismy, ze bedziemy miec z
tym wielki problem, poniewaz jestem chora. Nagle zaszlam w ciaze a jego jakby
sparalizowalo.
W naszych wczesniejszych rozmowach slyszalam zapewnienia, ze poradzimy sobie
z problemem z moim zdrowiem i bede na pewno mama, ze bedzie wszystko dobrze i
damy sobie ze wszystkim rade, ze bede miala jego wsparcie i
zaczniemy "pracowac"nad dzieckiem, jak tylko ja bede gotowa i sie zdecyduje
(on juz podjal decyzje ze chce). Nawet przed lustrem przytulal mnie i
zastanawial sie jak bedzie wygladal moj "duzy brzuszek", ale to bylo zanim
sie okazalo ze jestem w ciazy...
Teraz uslyszalam, ze on nie chcial tego dziecka, ze zle go zrozumialam (co
jest bzdura, bo pewne wypowiedzi byly klarowne i nie podlegaly mojej
emocjonalnej interpretacji). Postrzega to jako tragedie. Twierdzi, ze to go
tak zaskoczylo (w najgorszym koszmarze sie nie spodziewal ze to sie wydarzy),
ze nawet nie stac go teraz na jakiekolwiek glebsze uczucia. W zwiazku z czym
on nie widzi szans, ze miedzy nami sie ulozy. Powiedzial, ze moge zawsze
liczyc na jego pomoc(bedzie zawsze ze mna wychowywal dziecko), ale na nasz
temat nie chce zbytnio rozmawiac. Powiedzial, ze nie zostawi mnie, chyba ze
ja sama zdecyduje sie odejsc. Nie rozumiem takiego podejscia.....
Doszedl do wniosku, ze juz byl w takiej sytuacji i drugi raz nie chce sie w
niej znalezc(ma za soba malzenstwo z rozsadku i dwoje prawie doroslych
dzieci, rozstali sie wiele lat temu).On chcial teraz poukladac sobie wszystko
po kolei a znowu mu sie plany pokomplikowaly i teraz juz nic z nich nie
bedzie.
Nie wiem, co mam o tym myslec. Mieszkamy ze soba od kilku miesiecy,
dogadywalismy sie, bardzo duzo rozmawialismy na wszystkie tematy, ale teraz
czuje sie tak jakbym wczesniej slyszala to, co jemu sie wydawalo ze trzeba
bylo powiedziec(chociaz nigdy do zadnych deklaracji go nie naklanialam, on
sam mowil).
Staram sie go zrozumiec, tlumacze go nadal ogromem pracy, stresu
i "szokiem"(chociaz minal juz miesiac). Mam nadal nadzieje, ze on oswoi sie z
sytuacja i wszystko sie unormuje.
Nie wiem, co mam robic, co myslec.... Nie wolno mi sie denerwowac, a budze
sie zlana potem i ze lzami w oczach. Boje sie przyszlosci.
Mam zagrozona ciaze i nie wolno mi wstawac (mialam juz krwotok). On sie mna
bardzo zajmuje, ale co bedzie dalej skoro on ma takie podejscie...?Jak mam mu
pomoc przejsc przez to, zeby zmienil podejscie, zeby sie odblokowal..?
Napiszcie prosze, czy doswiadczylyscie czegos podobnego i jak sobie z tym
poradzilyscie.
Dzieki