magda742
29.05.05, 15:44
całą ciąże byłam przygotowana na poród siłami natury i byłam przekonana, że to
jedna z najcudowniejszych rzeczy na świecie - mąż przy mnie, potem przecina
pępowinę, i ten moment kiedy kłada mi dziecko na brzuchu, które SAMA
urodziłam, coż za szczeście... Aż tu nagle się okazuje, że moja dzidzia nadal
jest w położeniu miednicowym, szanse na to, że się przekreci przed porodem
znikome - wtedy cesarka. I czar prysł, strasznie mi smutno, że nie będę mogła
przeżyć porodu siłami natury. Do tego oczywiście dochodzą obawy, jak będę się
czuła po cesarce, jak dojdę do siebie, czy nie będę miała problemów z
karminiem, jak dojdę do figury sprzed ciąży (prawdopodobnie dochodzi się
wolniej niż po PSN)... ach

(