jagienka233
07.06.05, 14:59
piszę ten post bo lubie to forum,lubię tu zaglądać i myśle sobie ze byc moze
od Was dziewczyny otrzymam jakieś wsparcie...otóż jestem w siódmym miesiącu
ciąży a mój świat chyba runął...
ja bardzo pragnęłam dziecka,ucieszyłam sie na wieść o tym ze zostane
mama,jednak radości mojej nie podzielał już wtedy mój chłopak.pomyślałam
sobie ok jest w szoku,faceci tak mają,pewnie mu przejdzie i bedziemy mogli
razem cieszyć sie i oczekiwać malenstwa.łudziłam sie tak przez parę
miesięcy,raz było lepiej raz gorzej,czekałam...między nami nie układało sie
najlepiej,ale myśłałam ze to przetrwamy i damy rade.parę dni temu doszło
miedzy nami do powaznej rozmowy z której dowiedziałam sie ze mój chłopak nie
jest pewny swoich uczuć do mnie ,ze nie wie czy chce byc ze mna i chyba nie ma
juz nad czym pracowac zeby związek ten naprawiac.ja bardzo go prosiłam,zeby
mimo wszystko próbować,ja wiem ze go bardzo kocham i chcę z nim byc,jednak on
nie wie czy kocha mnie a to jest chyba fundamentem wszystkiego prawda?w
pierwszej chwili zwaliło mnie to z nóg,bo przeciez w kazdym związku są kłotnie
i burze,ale w gruncie rzeczy ludzie sie kochaja i sa razem...nie wiedzialam co
robic zostać,odejsc?pokój dla dziecka jest w zasadzie gostowy...nie wiem czy
mozna to ratowac jesli ktos mówi ze nie wie sam czy chce?na razie jestem z
nim(to jego dom)ale w domu panuje lodowata atmosfera,pomijam fakt ze nie moge
liczyc na zaden ciepły gest jak chociażby przytulenie,całus czy miłe
słowo.bardzo mi tego brakuje,szczegolnie teraz w ciązy...zyjemy obok,a ja
patrząc na niego mam łzy w oczach bo wiem ze go kocham ale nic nie moge
zrobic,nie zmusze go do miłosci prawda?nie moge sobie znalezc miejsca.ciesze
sie jedynie z tego ze bede miała synka,ktorego na pewno bardzo pokocham...nie
wiem moze to jest jakis kryzys ktory minie?dziewczyny co byście zrobiły na
moim miejscu?odeszly czy próbowały?liczyc na to ze gdy sie urodzi dziecko cos
sie zmieni czy sie nie łudzic i nie robic sobie niepotrzebnych nadzieji?on
mowi ze to dziecko pokocha i chce go ale nie wie czy chce mnie...ze mam zostac
bo on rowniez chce uczestniczyc w wychowaniu dziecka ale ja chyba nie
potrafie byc z nim tylko dla dziecka,tym barzdiej ze go kocham i zadreczam sie
takim zimnym traktowaniem mnie z jego strony.wiem ze miałoby to sens,gdyby on
dał mi choc cien szansy na to ze chce byc ze mna dla mnie przede wszystkim,ale
on mowi tylko "nie wiem czy chce"cholernie zle sie czuje i przestaje sobie z
tym radzic.chyba wyjade do mamy chociaz na jakis czas...nie potrafie zyc obok
osoby ktora kocham i z ktora wiazałam wszystkie swoje plany kiedy nie mam w
niej zadnego wsparcia psychicznego.nie jestem chyba na tyle twarda psychicznie
zeby przejsc nad tym wszystkim do porzadku dziennego mam dopiero 22 lata a moj
chłopak 31,nie radze sobie czuje sie srtasznie samotna.uciesze sie z kazdego
listu od przyjaznaj duszy...