justin301
25.06.05, 21:33
Serdecznie dziękuję za odpowiedź. Nie chcę oczywiście wszczynać wojen ze
służbą
zdrowia i tak po urodzeniu dziecka będę chodzić co jakiś czas jako substytut
mojego kolegi radcy do sądów na procesiki oczywiście głównie z
ubezpieczycielami szpitali w roli głównej - niestety mój kolega się w tym
specjalizuje - tak że i tak będę podpadnięta. Jeżeli chodzi o prasę to
ostatnio
w Warszawie były dwa artykuły w dodatku stolecznym do G Wyborczej - nie z
mojej
inicjatywy oczywiście

)) Ja po prostu grzecznie pójdę do lekarza ginekologa
i
grzecznie zapytam i spróbuję się skontaktować z anestezjologiem z tego
szpitala. Skoro tam wszyscy muszą płacić a jest to malutki szpitalik to może
nie będzie bardzo zajęty

)) A swoją drogą to smutne, bo chyba nie ma
droższego
wykształcenia niż medyczne a studiowal Pan w Polsce na niepłatnych jeszcze
wtedy studiach, zrobil specjalizację i po takich wydatkach tak łatwo z Pana
zrezygnowali tzn. nie dali szansy godnego życia. Proszę mnie źle nie
zrozumieć
chodzi mi o to, że najpierw się wydaje masę pieniędzy na kształcenie lekarzy
a
później się to wszystko zaprzepaszcza przez to, że nie daje się tym lekarzom
szansy normalnego rozwoju naukowego i godnego życia.
Ad rem: Na szczęście mieszkam w dużym mieście i jest 1 szpital, w którym
robią
to bez gadania ale to taki moloch, w którym nawet raz się zgubiłam i jest tam
około 3 tys. porodów rocznie. A ten szpital, na którym mi zależy jest fajny.
Najbardziej przykre dla mnie jest to, że ja rocznie placę na NFZ ponad 5 tys
złotych a jak przychodzi co do czego to i tak w mysl solidarności społecznej
placę drugi raz. Rzecz jeszcze w tym, że właściwie nie znalazłam podstaw
prawnych do pobierania tych opłat. Strasznie się rozpisałam a Pan ma przecież
obowiązki rodzinne.
Więc tym bardziej dziękuję.