dziewczyny, mam wielkiego doła

((
mój mąż zachowuje się tak, jakby go nasze dziecko w ogóle nie obchodziło...
Jest to juz 6 miesiąc, owszem - lubi się chwalić, jak poproszę o pomoc -
nigdy nie odmawia (chociaż ZAWSZE marudzi że on właśnie np. ogląda
interesujący program), opiekuje się mną, chodzi na każda wizytę do lekarza...
Ale nie ma czegoś takiego ze zapyta jak sie czuję, do tej pory ze 4 razy
chyba sam zapytał czy mała kopie, zawsze to ja się go pytam czy chce poczuć,
wtedy położy rękę na 30 sekund, mowi że fajnie i zaraz wraca do swoich zajęć.
Cały czas ma pretensje że się rzadko kochamy - a ja nie potrafię tak bez
czułości na codzień. Nie pamiętam kiedy mnie ostatnio przytulił, codziennie
ma o coś pretensje, zawsze narzeka ze naczynia nie pozmywane, że bałagan w
pokoju, że szafki nie umyte - ale sam z siebie za nic się nie weźmie - nie
wiem czy uważa że to moje zadanie? Przed ciażą nie było takich problemów.
Jest mi strasznie przykro że mnie tak traktuje. Wczoraj próbowałam z nim
porozmawiać - to się obraził i powiedział że nie musi wszystkiego odczuwac
tak jak ja bym chciała.
A ja bym tylko chciała czuć że kocha mnie, naszą córeczkę którą noszę pod
sercem i że nie jst mu obojętna (bo tak to teraz wygląda).
Nie pojedzie ze mna oglądać wyprawki - bo go to nie interesuje. Pojadę z mamą.
Jest mi strasznie strasznie przykro, sama przeżywam tą ciążę i ostatnio cały
czas płaczę. A jego nawet nie interesuje dlaczego.