jestem roztrzęsiona..

15.07.05, 10:46
powiedziam mężowi, że pzeraża mnie poród.. a on mi na to, ze go stresuję.. i
w efekcie to on jest ofiarą.. mówi, ze ja powinnam być ostoją dla niego.. a
dla mnie w takim razie kto powinien byc ostoją?? spokojnie, normalnie mu
mówię, ze sie tego boję, ze mnie to przeraża, przerasta.. a on na mnie z
krzykiem, że go stresuję, z eon nie potrafi sobie z tym radzić.. a jak ja mam
sobie z tym poradzić?? w dodatku sama, bo mówienie mu o tym go stresuje. ja
tylko oczekuję od niego, ze mnie zrozumie, chociaż spróbuje wczuć się w moją
sytuację, spróbuje mnie pocieszyć..
    • agnieszka1700 Re: jestem roztrzęsiona.. 15.07.05, 10:49
      wiesz co porod dla kobiety to wazne wydarzenie w zyciu.Kazda z nas ktora
      oczekuje dzieckA boi sie jak to bedzie czy zdaze na czas do szpitala czy porod
      bedzie bardzo bolec jednak bolu nie idzie wykluczyc.Ja sama oczekuje dziecka 15
      listopada bedzie do moje pierwsze dziecko nawet niewiesz jak ja sie boje bardzo
      chcialabym miec to za soba.pozdrawiam.bedzie dobrze a mezem sie nie przejmuj
    • orgovana Re: jestem roztrzęsiona.. 15.07.05, 10:52
      Wiesz co.. ja jestem za 50-50 bo od tego jest partnerstwo no ale facet sie nie
      popisal i wykazuje oznaki totalnej niedojrzalosci, krzyk nic nie pomoze,
      doglebne i spokojne przerobienie tematu moze.. ale no coz.. Na razie proponuje
      przyjaciol poniewaz nie mozesz zostac sama ze stresem i dylematami , Pozdrawiam
    • a_pynia Re: jestem roztrzęsiona.. 15.07.05, 11:07
      Musisz też zrozumieć Twojego faceta - Ty wiesz, co się dzieje, to Twój brzuch i
      go czujesz... Czy prosiłaś męża, żeby był przy Tobie podczas porodu? Może
      dlatego panikuje. Może mu coś nagadali koledzy. Facet boi się o Ciebie, że przy
      porodzie nie będzie w stanie Ci pomóc, co bedzie dalej, co z sexem... Naprawdę,
      czasem są bardziej przerażeni niż my smile. Może siądźcie wspólnie porozmawiajcie
      o waszych lękach i spróbujcie się ich pozbyć?
      Zresztą facet to w końcu duże dziecko i przeraża go przyszła konkurencja smile
      • 99maja Re: jestem roztrzęsiona.. 15.07.05, 11:39
        My z mężem jesteśmy dopiero w fazie przygotowań do starań o dzidka, ale już
        teraz powiedział mi, że za żadne skarby nie będzie przy porodzie, chociaż ja
        bym bardzo chciała, najpierw się wkurzałam ale teraz zaczynam go rozumieć.
        Kiedyś zapytałam go czy będzie chodził ze mną na usg i powiedział, że też nie.
        Dopiero kiedy sam miał robione usg (oczywiście ja byłam przy nim) to zobaczył,
        że to nic strasznego i kiedy powtórzyłam pytanie, czy będzie chodził na usg to
        powiedział, że zobaczy z uśmiechem, który ,wiem to, oznaczał tak. Może on
        myślał, że to Bóg wie jakie straszne badanie. Wtedy doszło do mnie, że on
        poprostu nie wie z czym to się je. Kobiety częściej niż mężczyźni chodzą do
        lekarza, jesteśmy przyzwyczajone do badań ginekologicznych, krwi w trakcie
        okresu i takich innych, dla nich to czarna magia. Ja np. lubię oglądać filmy
        dokumentalne z ostrego dyżuru, czy o operacjach plastycznych w programach
        typu "Chcę być piękna", a mój mąż zmienia kanał bo nie może patrzeć. Faceci
        generalnie mają słabszą psychikę (dlatego my rodzimy dzieci : ). Może spróbuj z
        nim porozmawiać tak na spokojnie, wytłumacz mu co się z Tobą dzieje w ciąży,
        jak to odczuwasz, jak wpływają na Twój nastrój hormony jak będzie wyglądał
        poród i czego się dokładnie boisz. Jeżeli nie będzie chciał być przy porodzie
        nie zmuszaj go na siłę, poprostu nie każdy facet może temu podołać co nie
        znaczy, że mniej Cię kocha, czy Ci nie współczuje, bo np. wszystkie koleżanki
        rodziły z mężami. On Cię kocha i się martwi, sama napisałaś, że jest w stresie.
        Uszy do góry, nic na siłę. Wytłumacz mu wszystko tak łopatologicznie i
        zobaczysz : )
      • miimiimii oboje nie chcemy rodzić wspólnie.. 15.07.05, 11:52
        nie wyobrażam sobie, żeby mógł oglądać mnie w takiej sytuacji.. sama czułabym
        sie potem dla niego nieatrakcyjna, nie wiem, dla mnie to sytuacja, w której nie
        jesteśmy kobietami, a tylko samicami. nie chce, zeby mnie wtedy ogladał.
        umówiliśmy się tylko, że bedzie ze mną przez I fazę porodu. po osiagnięciu
        pełnego rowarcia sie żegnamy i do zobaczenia w trójkę..smile nie chcę, aby ogladał
        zwierzęcy akt narodzin. on także jest ostatni do zapewniania sobie tego typu
        wrażeń.
        nie chodzi wiec absolutnie o to, że się tego boi. a ja z koleji oczekuję tylko
        zrozumienia, zeby wiedział co przreżywam, jak bardzo sie boję, ze czeka mnie
        cos baaardzo trudnego, z czym nine potrafie sobie poradzić, przynajmniej
        jeszcze nie teraz.. a zostało już tylko niepełne 10 tygodni..
        • phantomka Re: oboje nie chcemy rodzić wspólnie.. 15.07.05, 12:15
          Jezeli chodzi o obecnosc faceta przy porodzie to na pewno nie wolno go do tego
          namawiac, bo to nikomu na dobre nie wyjdzie. Kazda z nas wie jaka psychike ma
          jej mezczyzna i czy dla niego wskazane jest patrzec na kobiete rodzacasmile. Moj
          od razu zapowiedzial sie przy porodzie, ja bylam przeciwna (ze wzgledow
          estetycznych), ale znam go i wiem, ze jego nie brzydzi nic zwiazanego z moim
          cialem, wiec zgodzilam sie, bo wiem, ze nie tylko bedzie pomocny, ale mysle ze
          bedzie mnie jeszcze bardziej cenil po tym, bo jest to jak dla mnie niebywaly
          wyczynsmile.
        • 99maja Re: oboje nie chcemy rodzić wspólnie.. 15.07.05, 12:16
          Rozumiem Cię doskonale, bo w życiu jest wiele sytuacji, w których oczekujemy
          czyjegoś wsparcia i nie możemy się go doprosić. Ale tu bardziej przydałaby się
          rozmowa z Twoim mężęm, żeby ktoś mu wytłumaczył jak się czujesz z jego postawą
          i że masz do tego prawo. Może macie znajomych, którzy poród mają już za sobą i
          doświadczony tatuś wytłumaczy mu, że nie ma się czego bać, a Ty potrzebujesz
          jego wsparcia. Może to pomoże. Zawsze dobrze jest pogadać z kimś kto już to
          przeszedł.
        • vialle Re: oboje nie chcemy rodzić wspólnie.. 15.07.05, 12:52
          to nie rodz z mezem! Przeraza mnie ta moda na rodzenie wspolnie - znam kilku
          facetow, ktorzy wzieli udzial w porodzie pod presja ze powinni, ze kobieta tego
          oczekuje od nich, ze beda gorsi jesli nie beda brali udzialu w porodzie, ze TAK
          POWINNO SIE RODZIC.

          Bzdura!!!!

          To jest super indywidualne. I moim zdaniem, rodzenie wpolnie powinno miec
          miejsce tylko wtedy kiedy naprawde oboje tego chcecie. Jesli macie watpliwosci
          to sobie odpusccie.
          Ja synka rodzilam z jego tata. W sumie nie byl mi do niczego potrzebny. Stal na
          wysokosci moich ramion i podawal mi tlen. Nie przeszkadzal, ale jego rola
          akurat dla mnie byla zadna. Ale rozumiem, ze mozna chciec miec kogos przy
          sobie - tyle ze to nie musi byc maz. Rozwaz przyjaciolke, siostre, etc. Ja mam
          np. taka przyjaciolke ktora ma rodzic za miesiac i juz jestesmy umowione, ze ja
          z nia bede nie maz. Moja przewaga nad mezem? Ja juz rodzilam smile
          Naprawde, nie stresuj sie, nie musisz byc sama. A meza nie przymuszaj, ma
          prawo nie chciec i cale szczescie ze wprost to mowi (nawet jesli
          emocjonalnie).
          Aaa, a tak w ogole porod nie jest taki znowu zwierzecy smile nie jest tak zle,
          choc sporo zalezy od warunkow (sala, jakosc opieki, znieczulenie etc)
          • miimiimii Re: oboje nie chcemy rodzić wspólnie.. 15.07.05, 13:04
            ale wy nie czytacie co ja piszę!! żadne z nas nie chcę wspólnego porodu!! dla
            mnie poród jest zwierzęcy i jestem sama nim przerażona i zdeustowana!! ani
            myślę narażać meża na taką traumę, bo niestety, ale wrażenia estetyczne z
            takiego wydarzenia są żadne. problem polega na tym, ze sama również nie
            potrafie sobie tego ułożyć, panicznie sie tego boję! nie znosze widoku krwi,
            brzydzą mnie sceny ze szpitali na filmach, mdleję przy pobieraniu krwi,
            panicznie się tego wszystkiego boje.. nie potrafie sobie poradzić z wizja
            czekającego mnie nieuchronnie porodu.. nie chcę absolutnie, aby mi towarzyszył!
            po prostu szukam pocieszenia, wsparcia i zrozumienia moich lęków. tymczasem on
            reaguje nerwowo, że go stresuję! i w efekcie to on się unosi, a to ja mam
            ochotę uciec, krzyczeć że sie poddaję i nie chcę tego doświadczyć..
            • domka1 Re: oboje nie chcemy rodzić wspólnie.. 15.07.05, 13:15
              a ja sobie nie wyobrażam rodzić bez męża!
              kocham go, to nasze dziecko i dla mnie to normalne, że przeżywamy to razem
              z drugiej strony jeśli on bardzo by się wzbraniał to bym go nie zmuszała ale
              kogoś bliskiego chciałabym mieć przy sobie w takiej chwili
              ale śmieszne jest to co piszesz "zdegustowana", "wrażenia estetyczne"!!!
              kurczę to jest poród waszego dziecka a nie sztuka w teatrze!!! i nie chodzi w
              nim o zapewnienie wrażeń estetycznych!!!
          • kkalina75 Re: oboje nie chcemy rodzić wspólnie.. 15.07.05, 13:05
            Mój mąż też był negatywnie nastawiony do wspólnego porodu a nawet do usg.
            Poszedł ze mną na to usg pod warunkiem że lekarzem bedzie kobieta (usg
            ginekologiczne). Poszedł- a potem był bardzo szczęśliwy i taki dumny. Zobaczył
            dzieciaczka, porozmawiał z lekarką i jakos tak zmienił się. Teraz sam
            zaproponował,że chce byc ze mną przy porodzie, jeśli będę tego potrzebowała.
            Powoli dojrzewa. Rozmawiajcie ze swoimi znajomymi, którzy przeszli przez to
            razem. Na mojego męża mieli mieli też wpływ nasi znajomi, którzy przeżyli poród
            razem i pozytywnie mówili o tym przeżyciu.
            • miimiimii Re: oboje nie chcemy rodzić wspólnie.. 15.07.05, 13:13
              problem polega na tym, ze nie mamy w swoim otoczeniu nikogo po porodzie.. jest
              dwójka czy trójka dzieci, ale to wszystko były porody przez cc. i nie są to
              znajomi z którymi utrzymujemy bliski kontakt..
        • saskiaplus1 Re: oboje nie chcemy rodzić wspólnie.. 15.07.05, 13:00
          Wiesz, po tym co teraz dopisałaś, myślę, że również Twoje nastawienie do porodu
          jako czegoś odrażającego, "zwierzęcego" nie pozostaje bez wpływu na odbiór tego
          wydarzenia przez Twojego mężczyznę. Dlatego mu się nie dziw - na pewno czuje,
          jaki masz do tego stosunek i odbiera to podobnie (skąd ma mieć na ten temat
          inne pojęcie?). Nie można wymagać od partnera więcej niż od siebie.
          • miimiimii Re: oboje nie chcemy rodzić wspólnie.. 15.07.05, 13:08
            ja po prostu potrzebuję wsparcia.. jestem przerażona tym, co mnie czeka.. zdaje
            sobie sprawę, że nie jestem jedyną delikwentą do porodu na świecie. ale każdy
            jest inny, ja panicznie się tego boję!!!!!!!!!! i zgadza sie, moje nastawienie
            do tego tematu jest takie jak piszesz, nie potrafie sobie z tym poradzić.. i
            właśnie to mówię mężowi, na co on reaguje w taki sposób.. mówi, że jego to
            przerasta.. mnie też!! tylko ja do cholery musze stawić temu czoła! a za nic
            sobie tego nie wyobrażam.. i dlaczego niby miałabym zmagać sie z tym
            psychicznie w samotności..? naprawdę nie rozumiecie o czym mówię..?
            • marta_st Re: oboje nie chcemy rodzić wspólnie.. 15.07.05, 13:22
              Nie możesz się tak zadręczać, bo teraz musisz myśleć głównie o dziecku. To, że
              będziesz się stresowała dzidziusiowi na dobre nie wyjdzie. I wiesz co Ci
              powiem? Poród to nic strasznego i wcale to nie musi być "zwierzęce"
              traktowanie. Naoglądałaś się lub naczytałaś jakichś głupot i teraz masz
              wypaczone wyobrażenie. Ja już mam córeczkę i oczywiście też się bałam, ale "nie
              taki diabeł straszny jak go malują". Poszukaj sobie dobrej położnej, która
              będzie przy Tobie przy porodzie. Taka doświadczona osoba jest w stanie Ci wiele
              pomóc i nie tylko w kewstii bólu fizycznego, ale i psychicznego nastawienia.
              Podejdź do pordu tak, że to jest Twoja krew, że to jest część Twojego
              organizmu. A i jeszcze jedno: przy porodzie w krocze sobie nie patrzysz i wcale
              nie widać krwi. Pozdrawiam i trzymaj się dzielnie, bo nikt za Ciebie nie urodzi.
    • hyris Re: jestem roztrzęsiona.. 15.07.05, 13:15
      A ja się tylko zastanawiam, jak Wy sobie z dzieckiem poradzicie? Przecież to
      wszystko takie nieestetyczne: kupy w pieluchach, odbijanie, ulewanie itd. Jak
      rozumiem poczęło się w próbówce, bo seks też jest zwierzęcy... pot, sperma, a
      fuj! Przepraszam za cynizm. Może, jak się trochę pogodzisz ze swoim ciałem i
      kobiecością, to i łatwiej będzie się z partnerem dogadać.
      • rodos25 mimi ile Ty masz lat? 15.07.05, 13:34
        bo to wszystko co piszesz o jakiś aktach zwierzęcych, samicach, krwi i
        obrzydzeniu jest bez sensu . Czy wy wogóle chcieliście tego dziecka? Czy myśl o
        karmieniu piersia też cię obrzydza? Naturalną konsekwencją ciąży jest poród,
        nie pomyśleliście o tym wcześniej. Rozumiem Twoje obawy są całkowicie
        uzasadnione, ale przedstawianie tego momentu jako czegoś obrzydliwego jest nie
        na miejscu. Zgadzam się z koleżanką Hyris skoro poród jest zwierzęcy to seks
        tym bardziej, czy jego uprawianie cię nie obrzydza? Pozostawiam do przemyślenia
    • mika_p Re: jestem roztrzęsiona.. 15.07.05, 13:35
      Tak, miimiimii, jak napadłas faceta w ciemnej uliczce, zgwałciłas i zaciągnęłas
      siłą i szantażem przed ołtarz, to już naprawdę wystarczy mu stresów smile
      Ja cie rozumiem.

      A chłopu wytłumacz spokojnie, ze on sie nie ma czymn stresowac, bo nie on
      bedzie rodził. I ze jedyna prawidłowa odpowiedz na tekst "Boje sie porodu"
      brzmi "Wszystko bedzie dobrze, kochanie, dasz rade, wierze w ciebie". Jego
      meskim obowiazkiem jest byc twoim wsparciem, a jak sie boi, to niecg sie wyzali
      kumplowi. I w całym tym interesie chodzi tylko o słowa, urodzisz ty i dasz
      rade, to sa fakty, ale twojej psychice lepiej zrobi, jak nawet usłyszysz
      bezsensowne "kochanie, w razie czego urodze za ciebie".
      To mezowi wyjasnij na spokojnie i egzekwuj stanowczo słowa wsparcia. Mezowi nic
      nie bedzie, wiec stoi na silniejszej pozycji i ma byc wsparciem i juz.
      • miimiimii Re: jestem roztrzęsiona.. 15.07.05, 13:45
        dzięki.. wreszcie ktoś zrozumiał o co mi chodzi.. oczekuję właśnie tego o czym
        piszesz..
        • marianka_pod_choinke Re: jestem roztrzęsiona.. 15.07.05, 22:06
          Ja może spróbuję z tej nie pociągniętej do końca strony, a juz sygnalizowanej
          przez niektóre dziewczyny. To co napisałaś w swoich wypowiedziach daje
          możliwość nakreślenia pewnego obrazu Ciebie. Wyczuwa się lęk, obawy, lekko
          szokujace podejście do kwestii porodu (akt zwierzęcy). W końcu namacalne jest
          Twoje rozdrażnienie- gdy ktoś Cię nie zrozumie, lub nie ma podobnego zdania do
          Twojego. Broń boże to nie krytyka, luźne spostrzeżenia. Tym nakarmiłaś nas.
          Wielce prawdopodobne, że tym samym żywisz swojego męża. Czasami pewne rzeczy
          robimy nieświadomie, nie zdajemy sobie sprawy jaki mogą mieć wpływ na różne
          sfery życia, na reakcje, postawy i zachowania innych.

          Niewątpliwie facet powiniem być wsparciem. Może nie jet za późno, aby
          popracować nad tym, aby uwierzył w to, że może nim być. Co sprawiło, że pomylił
          role? Może nie ma szansy poczuć się ważny i silny?


          src="lilypie.com/days/051221/2/21/1/+1"
    • 18lipcowa super mąż - nie ma co. 15.07.05, 13:43
      jak ty mogłaś w ogole go zestresować i zajść z nim w ciążę?
      >
    • beti1970 a ja jestem zszokowana! 15.07.05, 16:30
      jak można podchodzić do faktu narodzin - że wtedy się nie jest kobietą tylko
      samicą ! co to wogóle za pojęcie i jeszcze to zezwierzęcenie ! Poród nie jest
      czynnością która ma znaczenie estetyczne ! To nasza fizjologia kobieca też jest
      zwierzęca - jak mamy okres - to co jesteśmy jak suki w rui?
      Nie wiem jak ty ale ja w każdej sytuacji dostrzegam w sobie człowieka ! Tak
      samo jak za przeproszeniem ty robisz kupkę tak samo ją robi twój kotek czy
      pies, czy to cię z nimi zrównuje? a przecież wydalanie, jedzenie, prokreacja to
      czynności o charakterze fizjologicznym, ale nie zrównują nas ze zwierzętami. Ja
      już na dniach rodzę trzecie dziecko, mój facet (nie mąż) będzie ze mną choć się
      boi (jego pierwsze dziecko), ale chcę go mieć ze sobą w tej ważnej chwili, a
      jak by mi powiedział że nie chce patrzeć na moje wyczyny bo to zwierzęce -
      poleciłabym mu żeby sobie kupił kozę i z nią uprawiał sex i płodził potomków -
      bo cóż za różnica i koza i ja to samice. sorki jeśli się pogniewasz - ale dla
      mnie to jest oburzajace, a najbardziej mnie przeraża fakt że ty sama dla siebie
      nie masz szacunku, a jak się sama nie uszanujesz to mąż też cię nie będzie
      szanować. Jak ty przeżyłaś pierwszą menstruację ? !!!!
      • miimiimii Re: a ja jestem zszokowana! 16.07.05, 07:44
        baaaardzo źle! płakałam, czułam się brudna..
    • beti1970 a może adopcja 15.07.05, 16:32
      wtedy nie ma fizjologii, jest kupa papierów i druków, i nie ma krwi itp. rzeczy
      tylko biurokracja
      • miimiimii Re: a może adopcja 16.07.05, 07:46
        bardzo głupia rada, bo mały chłopczyk już jest całkiem duży..!
    • szpil1 Re: Świetnie Cię rozumiem, 15.07.05, 17:28
      ja też panicznie boję się porodu. Koleżanki opowiadające o tym jeszcze bardziej
      mnie przerażają. A może poszukaj jakiegoś psychologa?
    • szpil1 Re: Swietnie Cię rozumiem... 15.07.05, 17:38
      Ja też uważam,że poród jest obrzydliwy i bardzo się tego boję. Koleżanki
      opowiadające o swoich porodach jeszcze bardziej mnie w tym umocniły.Świetnie
      wiem,że to fizjologia,ale nie zmienia to faktu,że jest to po prostu wstrętne.
      Myślę,że nie musisz myśleć tylko o dziecku (jak radził Ci ktoś na forum),ale
      także o sobie. Może dobrze byłoby skorzystać z porady psychologa?
      • gabi67 Re: Swietnie Cię rozumiem... 15.07.05, 17:53
        Ja wam cos powiem nie każdy męszczyzna wytrzymuje takie napiecie oraz poród.My
        choc mamy dwoje dzieci to moz moj ani razu nie był przy porodzie dopiero teraz
        z trzecim dzieckim wyraził taka wole że chce być razem ze mnasmileI nie ma zadna
        szkoła rodzenia i zadno namawianie nie pomoze w tym ,on sam musi to zrozumiećsmile
        • szpil1 Re: Nie chodzi o wspólny poród... 15.07.05, 18:05
          tylko o paniczny strach przed porodem. Obecność partnera wcale tego nie
          zmienia.
          • gabi67 Re: Nie chodzi o wspólny poród... 15.07.05, 18:20
            To widze ale ni którym to pomaga a strach jest rzeczą normalna i w tym przpadku
            ma wielkie oczy smileNie nastawiac sie negatywnie i wszystko bedzie dobrze i nie
            ma co straszyc porodem bo nie jest to az tak straszne naprawdesmile
          • marta_st Re: Nie chodzi o wspólny poród... 16.07.05, 10:31
            Nie masdz racji. Obecność partnera przy porodzie daje bardzo dużo wsparcia i
            bezpieczeństwa. Chociażby fakt trzymania Cię wtedy za rękę jest bardzo pomocny.
        • mika_p Re: Swietnie Cię rozumiem... 15.07.05, 18:46
          Gabi, ale przyznasz, ze przed peirwszym porodem nawet pozytywnie nastawiona
          kobieta ma prawo bac się porodu i ma prawo podzielić się tą obawą z - jakby nie
          patrzył - sprawcą jej strachu ? I że ten powinien pokazać, ze ma jaja i
          wesprzeć dobrym słowem kobietę, która urodzi jego dziecko, zamiast zwalać na
          nią odpowiedzialność za swój dobry humor, prawda ? W koncu tylko tyle sie od
          faceta wymaga: żeby był wsparciem żony. Ciąża i poród jest i tak w całosci
          sprawą kobiety, nikt za nią nie ponosi dziecka 9 miesięcy ani nie urodzi, więc
          chociaż na dobre słowo zasługuje, czyż nie ? O to tylko chodzi autorce wątku -
          żeby mąż dał jej się wyżalić i powiedział dobre słowo w odpowiedzi.
          Nie jestem w stanie zrozumieć faceta, który nie potrafi, nie chce dac tego
          matce swojego dziecka. Rozumiem, ze może nie chcieć uczestniczyć w porodzie,
          ale to insza inszość.
          • miimiimii Re: Swietnie Cię rozumiem... 16.07.05, 07:53
            ojej.. nie potrafiłam wyartykułować tego tak dokładnie jak ty. qrcze, jest mi
            ciężko, narzekam na brak zrozumienia, a tymczasem tu kolejna ściana.. dzięki,
            że rozumiesz.
            jak mam sobie z tym poradzić..?
            • nicol.lublin Re: Swietnie Cię rozumiem... 16.07.05, 08:52
              mimi, a możesz bardziej sprecyzować czego się boisz? bo tak to trochę trudno ci
              pomóc.
              a jeśli chodzi o męża, to on tak reaguje pewnie, bo wie, że nie będzie ci mógł
              pomóc.
      • beti1970 to jak robisz kupkę? 15.07.05, 18:45
        • beti1970 pytanie do szpil 15.07.05, 18:47
          • beti1970 kupka też wstrętna 15.07.05, 18:47
    • amwaw Re: jestem roztrzęsiona.. 15.07.05, 21:38
      Miimiimii nie rozumiem o co Ci chodzi...Jeżeli masz sama takie podejście do
      porodu to jakiego oczekujesz od faceta, który nie dość, że nie potrafi sobie
      tego sam wyobrazić, słyszy od Ciebie, że to takie obrzydliwe i wstrętne i
      jeszcze gdzieś w głowie pałęta mu się myśl, że jest niebezpieczne, a to tego
      jeszcze Ciebie to przerasta...
      Że będzie mówił coś innego, że jest zachwycony tą perspektywą?Że się nie boi(
      skoro Ty się też boisz)
      Gdbyś miała inne nastawienie facet też by miał inne. A tak- niestety- sama
      naważyłaś sobie tego piwa. I cóż można Ci powiedzieć- niestety, ale chyba
      będziesz musiała je wypić...
      Pozdr
      • olahabe Re: jestem roztrzęsiona.. 15.07.05, 22:02
        Nie rozumiem tego oburzenia super-ludzi, tych jedynych na świecie istot
        myślących (które zarazem jako jedyne wiedzą co to zemsta i zabijanie bez
        powodu, czyż nie?)Czy jesteście wszyscy aż tak zaślepieni tym całym dobytkiem
        kulturowo-społecznym, które od pokoleń nam się wpaja, że nie rozumiecie, o co
        chodzi dziewczynie, która dostrzega prawdziwą istotę swojej natury? Mimi,
        rozumiem Twoje poglądy na poród. Ta cała ideologia którą się do tego dorabia,
        że to takie wzniosłe, cudowne, och, ach, wszyscy płaczą ze szczęścia, aż się
        niedobrze robi od tego sztucznego miodu.A to jest czysta fizjonomia, okrutna i
        bardzo bolesna, ale tylko dlatego piękna. Powiem Ci, że nigdy nie czułam się
        tak bardzo związana z naturą, ze swoją cielesnością, jak zaraz po porodzie,
        kiedy cała w szoku, obolała, zaskoczona, kim jest ten czerwony wrzeszczący
        stworek przy moim boku, miałam ochotę wszystkich odgonić od siebie i być z nim
        zupełnie sama, tak, jak to robią samice (mam dwie suki w domu, więc
        zrozumiałam, dlaczego one warczą na wszystkich po urodzeniu szczeniaków),
        ponieważ czułam, że tylko ja- mimo, że nie mam pojęcia, jak to się robi-ale
        tylko ja zajmę się nim najlepiej na świecie. I powiem Ci, że nikt poza malutkim
        nie był wtedy dla mnie istotny. To, czy mój mąż chce, czy nie, było mi zupełnie
        obojętne. Daj sobie czas, zajmij się sobą. Kiedyś o tym pogadacie na spokojnie.
        • olahabe Re: jestem roztrzęsiona.. 15.07.05, 22:04
          ale walnęłam! To jest oczywiście czysta fizjologia, fizjonomią się tu nie
          zajmujemy...?
    • saskiaplus1 Re: jestem roztrzęsiona.. 16.07.05, 08:48
      Miimiimii, porzućmy na chwilę te abstrakcyjne, ideologiczne rozważania (każdy
      ma prawo inaczej odbierać i rozumieć poród, w końcu to kwestia konstrukcji
      psychicznej, wychowania, doświadczeń itp.). Może jeszcze jedna rzecz mogłaby
      Wam pomóc: zastanów się, czy w innych trudnych sytuacjach Twój mężczyzna
      reagował podobnie nerwowo. Jak Wam w ogóle idzie rozwiązywanie problemów?
      Umiecie ze sobą rozmawiać o trudnych sprawach w Waszym związku? Bo myślę, że tu
      może też być problem. No i inna sprawa - czy czujesz się bezpiecznie ze swoim
      mężczyzną? Czy jest dla Ciebie oparciem we wszystkich trudnościach, czy raczej
      oczekuje wsparcia i pociechy od Ciebie?
      Jeśli rozważysz te kwestie, może dojdziesz, dlaczego w tej sytuacji reaguje
      tak, a nie inaczej. Może to po prostu reguła w Waszym związku - bo dotychczas
      może to Ty byłaś tą "silną" stroną, a teraz nagle go opuszczasz? I w swoim
      oparciu dostrzega nagle bezsilną histeryczkę?
      • brzdac_22 Mimi.... 16.07.05, 09:25
        Ja mam dla Ciebie kilka słów:
        1. Twój mężczyzna jest mężczyzną i nie możesz wymagać od niego by zachowywał
        się jak Twoja przyjaciółka. Oni są zupełnie inaczej zbudowani psychicznie. Gdy
        powiesz o swoim lęku przyjaciółce ona odruchowo zajmie się pocieszaniem Ciebie
        i wspieraniem rozmową. Natomiast gdy Twój mąż usłyszy o jakims problemie jego
        myśli biegną w kierunku technicznej możliwości jego rozwiązania... on wie że
        teraz jest już za późno by Ci w tym pomóc... nie wyjmie Ci dziecka z brzucha i
        nie powie: "Kochanie, bardzo Cię kocham dlatego rozwiązałem już nasz problem,
        nie chce żebyś sie bała i cierpiała". Uwierz gdyby mógł to by tak zrobił, on
        tez boi się o Ciebie i chciałby jakoś rozwiązać tą sytuację, dlatego prosi byś
        go nie stresowała gdyż nie jest w stanie Ci pomóc. Myśli że skoro zwracasz się
        do niego z problemem to oczekujesz że pomoże Ci go rozwiązać (nie wie że
        czekasz tylko na kilka słów pocieszenia) a on nie jest w stanie tego zrobić,
        przerasta go to tak jak Ciebie. Dlatego powiedz mu wprost czego od niego
        oczekujesz mówiąc że boisz się porodu.
        2. Skoro tak bardzo się boisz, może czas na wybór położnej i na szczerą z nią
        rozmowe? A może porozmawiaj o tym z mamą. Urodziła Cie i napewno powie że nie
        ma się czego bać. I jeszcze jedno... troszkę późno, ale może wybierz się do
        szkoły rodzenia... przygotowana od strony merytorycznej i technicznej do tego
        wydarzenia pozbędziesz się większości lęków i obaw które zaprzątaja Twoja głowę.
        3. Istnieje również możliwośc iż zdecydujesz się na cc. Skoro się boisz zapytaj
        czy można z góry umówić sie na tak ą formę rozwiązania.

        Tak czy inaczej musisz zrobić coś z tym panicznym lękiem, ponieważ im bardziej
        będziesz spieta podczas porodu tym bardziej będzie on faktycznie bolał. Tylko
        poczucie że nie stanie Ci sie krzywda, które mogą Ci dać osoby wymienione w
        punkcie 2 sprawi że poród nie będzie złym wspomnieniem. Trzymam kciuki. Napisz
        jak zmienia się Twoje podejście, może powoli sie uspokajasz?

        Pamiętaj - ten dzień jest kolejnym egzaminem w naszym życiu, takim jak
        matura... wszyscy się go boją, a po wyjściu z sali strach szybko opada
        ustępując miejsca pozytywnym emocjom (ale trzeba się do tego egzaminu
        przygotować, z pustą głową człowieka ogarnia panika skutecznie blokująca
        procesy myślowe). I szybko też zapomina sie o tym strachu... Czy pamiętasz
        namacalnie lęk który towarzyszył Ci w dniu matury? Ja nie, a minęło raptem 3
        lata...
        Pozdrawiam i życze dużo optymizmu... pogody ducha i wiary w siebie i w
        możliwości swego ciała... Nie będzie bolało jeżeli twoja głowka nastawi sie na
        takie myślenie...
        Przesyłam głaskania dla brzuszka i mamy - Julia
        • gabi67 Re: Mimi.... 16.07.05, 10:19
          I jeszcze jedno juz zapózno na myslenie o leku ,teraz jest czas na mobilizacje
          i nastawienie sie psychiczne do porodu.Wiem ze łatwo sie mówi ale ja rodzic
          bede trzecia dzidzie a boje sie jak by to było pierwszy razsmileNaprawde troszke
          wiecej pozytywnego myslenia Ci sie przyda i nie obrczej lekami Twojego
          meżczyzne.Bo moze to sie obrócic przeciwko Tobie i przyniesie przkre skutki.mam
          nadzieje że porozmawiacie sobie i postracie sie jakos to rozwiazak ale nie
          krzykim ale spokojna rozmowe.
          Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie Gabi i mam nadzieje ze wszystko bedzie dobrzesmile
          Ps.Męzczyżni to take większe dzieci zanim sie ich nauczysz to sporo czasu
          upłyniesmile
          • 99maja Mam małe pytanko do mimi 16.07.05, 12:55
            Jak byś się czuła gdyby Twoja mama powiedział Ci, że urodzenie Ciebie było
            najbardziej obrzydliwą i zwierzęcą rzeczą na świecie jaką zrobiła? Twoje
            podejście do tematu jest dla mnie szokujące. Rozumiem strach, pretensje o brak
            wsparcia ze strony męża, ale nie sprowadzaj porodu do aktu zwirzęcego, bo to
            właśnie jest obrzydliwe. Zanim zaszłaś w ciążę nie wiedziałaś, że musi ona
            zakończyć się porodem?
        • miimiimii Re: Mimi.... 16.07.05, 13:42
          bardzo dziękuję za ciepłe słowa..smile bardzo tego potrzebuję..
          dziękuję i także pozdraiamsmile
          • zibi62 Re: Mimi.... 16.07.05, 23:37
            nie rozumiem osób, które naskakuja na dziewczynę! ma prawo sie bać, ma prawo
            uważąć porod za coś zwierzęcego, bo tego jescze nie doswiadczyła, i jak na razie
            analizuje go od strony czysto medycznej ( a tu trzeba przyznac- walorów
            estetycznych trudno sie dopatrzyć). uczucie jakie towrzyszą przyjsciu dziecka na
            świat to dla niej abstrakcja i jak na razie trudno jej wyobrazić ze
            zrekompensuja trudy porodu. a faceta to ma sie miedzy innymi od tego, zeby
            oprócz poczęcia dziecka, pomógł przejsc przez ciąże, poród ( jeżlei oboje tego
            chcą) i wychowanie.Dasz radę ja sobie powtarzałam ,, miliardy rodziły i rodzić
            będa to i ja dam radę.a facetem ja bym strząsneła, niech sie weżmie w garśc!
Pełna wersja