asik_valentini
18.07.05, 14:12
W zeszłym tygodniu z środy na czwartek urodziłam moją Amelkę. Poród poszedł
wyjątkowo szybko. Piszę to, abyście wiedziały, że nie zawsze poród będzie się
odbywał zgodnie z książkową teorią. Nieraz może być rzeczywiście dość
szybko...
Do szpitala pojechałam, bo od rana nie czułam ruchów Małej i chciałam je
sprawdzić. Od rana czułam jedynie ból krzyża, ale że zdarzało mi się to dość
często, nie przejęłam się tym zbytnio. Na miejscu poszłam do toalety i
zobaczyłam lekkie planiemia. Lekarz zrobił mi najpierw USG, stwierdził, że
wszystko z dzidzią OK, choć poradził zrobić jeszcze KTG. Powiedziałam mu o
plamieniach, więc postanowił mnie zbadać (ciekawa jestem, jak by się to
skończyło, gdyby mnie wtedy nie zbadał). Okazało się, że jest już 5 cm
rozwarcia, więc z miejsca poszłam na porodówkę.
Przez najbliższe 2,5h zapis na KTG wykazywał lekkie skurcze, bardzo
nieregularne. Zaczęłam się obawiać, że będę rodzić tydzień, bo przecież
zawsze wiedziałam, że dopiero regularna akcja skurczowa pozwoli na ukończenie
porodu. Położne również zaczęły się obawiać, że będzie to długo trwało. Przez
ten czas nadal czułam jedynie ból krzyża, żadnych skurczy. W końcu lekarka
postanowiła mnie zbadać - okazało się, że jest już 7cm. Przebiła mi pęcherz i
od tego czasu zaczęłam odczuwać coraz boleśniejsze skurcze. Trwało to jakieś
2h. Ból był odczuwalny, ale skurcze nadal nie były regularne. Gdy zaczelo
mocniej bolec, podano mi Dolargan (polozna uznala, ze nie ma sensu podac ZZO,
gdyz rozwarcie jest juz zbyt duze, a akcja skurczowa jest nieregularna). Po
kolejnym badaniu okazało się, że jest już 10 cm rozwarcia. Oczuwałam już
wtedy ogromną potrzebę parcia. Ropoczęła się ostatnia faza i po kilku
minutach Malutka już była na świecie. Ważyła 3920 kg, więc była dość dużym
dzieckiem - masa maluszka nie ma jak widać aż takiego wpływu na przebieg
porodu.
Bądźcie więc czujne tuż przed porodem. U mnie ani nie opadł brzuch, ani nie
odszedł czop śluzowy (bynajmniej go nie zauważyłam), ani nie odeszły mi wody.
No i nie czułam żadnych skurczy. Jedynie ten ból krzyża... Oczywiście
wiedziałam, że nieraz tak właśnie rozpoczyna się poród, ale gdyby nie brak
ruchów Małej, i tak nie pojechałabym tak szybko do szpitala. Czekałabym na
jakieś dodatkowe objawy - zawsze się nastwiałam, że jak najdłużej chcę zostać
w domu, żeby nie męczyć się tyle w szpitalu. Gdybym chciała czekać na
regularną akcję skurczową, mogłabym zaliczyć poród domowy...
Życzę powodzenia wszystkim ciężarówkom. Niech i Wam rodzi się jak najszybciej
i jak najmniej boleśnie

No i niech łatwo przyjdzie Wam karmienie dzieci
(to akurat stanowi dla mnie większy problem...). Ale damy radę
Pozdrawiam