aranxa
28.10.05, 19:27
Jestem w pierwszej ciąży, dodam, że nie planowanej, ale ani pzez chwilę nie
myślałam o usunięciu. Zawsze chciałam mieć dzieci (mąż zresztą też), tylko
planowaliśmy je nieco później. Na początku byłam zaskoczona tym, że zaszłam w
ciążę i trudno powiedzieć, żebym wpadła w euforię, ale wszyscy dookoła, mąż,
rodzina, przyjaciele tak pozytywnie zareagowali na wieść o mojej ciąży, że
trudno mi było nie cieszyć się razem z nimi. Ja zastanawiam się jednak, jak to
jest z tymi słynnymi uczuciami macierzyńskimi. Bo szczerze mówiąc, dzidzia,
która rośnie u mnie w brzuchu, nie wywołuje u mnie jakichś euforycznych uczuć.
to prawda, że pragnę teraz tylko tego, żeby był zdrowy i zrobię wszystko, żeby
był szczęścliwy, ale kiedy czytam zachwycone wypowiedzi większości dziewczyn i
kobiet w ciąży, mówiących o swoich dzidziach jako największych kochaniach,
skarbach, itd, to czuję się... właśnie - jak wyrodna matka. Bo nie mogę
powiedzieć jeszcze, że kocham swojego synka nad życie, ja po prostu nie
potrafię sprecyzować swoich uczuć do niego! Czy miłość macierzyńska przychodzi
po porodzie, na przykład wtedy, kiedy położą mi nowonarodzonego syna na
piersi? a może strach przed porodem i obawa, czy będę w stanie zapewnić mu
utrzymanie (mamy teraz kiepską sytuacje materialną) gasi całą moją radość?