co dwóch lekarzy to nie jeden :)

15.11.05, 23:49
witam, pisałam juz dziś o tym na forum luty 2006(bo to mój termin) ale
myślę ,że i tu sie przyda o tym opowiedzieć, więc posłuchajciesmile
Dziś poszłam do lekarza w przychodni by wydębić skierowanie na badanie
morfologoii.(Co miesiąc chodze prywatnie gdzie indziej i zawsze musiałam za
to płacić, więc postanowiłam wreszcie zaoszczędzić i obciążyć NFZ).Tak też
pod pretekstem infekcji pochwy poszłam sie też zbadać do nowego
lekarza.Lekarz bardzo dokłądnie mnie obejrzał wziernikiem i stwierdził
,że mam skrócenie szyjki i rozwarcie sad......Tego sie nie
sodziewałam.....dostałam antybiotyk i jakieś inne świńswto i leżenie(nie
wspomne o uziemieniu na miesiąc sad.........buuuuuuu. Kompletna załamka!
Postanowiłam w tej sprawie jak najszybciej skonsultować sie z lekarzem
prowadzącym całą moją ciążę ( a jest to już 28 tydzień)....I jeszcze dzisiaj
popędziłam na wizytę.Lekarz prowadzący na szczęscie mnie trochę uspokoił.
Potwierdził lekkie rozwarcie ale nie tak groźne. Kazał sie oszczędzać,
polegiwać, nie przemęczać, ale przede wszystkim nie panikować, bo szyjka jak
wykazuje usg się nie skraca!!!
Ale nie na tym koniec...Co ciekawe lekarz w przychodni przepisał mi
antybiotyk duomox i jeszcze jakieś globulki na M.... ale ani ja ani lekarz
prowadzacy nie wiemy co to za lek.(nieodczytywalny)...A co do antybiotyku to
też nie wiadomo po co został przepisany....ech szkoda gadać....
W zamian za to dostałam starovag i lactovaginal ( co bardziej do mnie
przemawia)...
Poza tym wszystko jest wporzadku. Dzidzia zdrowa, waży 1369g i dobrze się
rozwija...
Cieszę sie że mogłam sie skonsultować z innym lekarzem...Bo po poprzedniej
dzisiejszej wizycie kompletnie sie załamałam....A to też nie bardzo chyba
świadczy o kompetencji lekarza z przychodni, który poprostu mnie wystraszył
wypuszczając z gabinetu całkowicie roztrzęsioną ...
Ponad to mi sie przypomniało że jak lekarzowi z przychodni podawałam moje
ciśnienie mierzone codziennie w domq podając następujące wartości 118/67/66
to sie dziwił od czego jest ta trzecia wartosć....w koncu wydedukował całkiem
poważnie, że to chyba średnia jest tych dwóch poprzednich( a to precież puls
jest ech).jednak lekarze czasem potrafią człowieka dobić ( a nawet
zabić...) smile
Ale sie rozpisałam...smileGrunt że nie jest tak tragicznie...(przynajmniej tak
się nastawiam i głęboko w to więrzę)
Z przukrych rzeczy to jeszcze jakoś muszę jutro poinformować dyrekcję
(pracuję w szkole),że juz do końca pewnie będą musieli sobie beze mnie
poradzić....Myślałam naiwnie,że nie będzie trzeba brać zwolnienia, ale
dzidzia jest ważniejsza, prawda?
no to tyle na dziśsmile
pozdrawiam czytającychsmilemam nadzieję,że nie zanudziłam
pozdrawiam
wejda


    • aaakinga Re: co dwóch lekarzy to nie jeden :) 16.11.05, 11:32
      Witam!

      Popieram, że co dwóch lekarzy... Ja też chodzę do dwóch: państwowo (ze względu
      na darmowe badania) i prywatnie. I zazwyczaj jest tak, że po rutynowych
      badaniach państwowych mój prywatny uspokaja mnie, że jest wszystko o.k. Nie wiem
      jak to się dzieje, że maja takie odmienne zdaniasmile Według pierwszego "leci" mi
      żelazo, drugi uważa, że to normalne, że krew się rozrzedza czy coś takiego,
      pierwszy powiedział, że szyjka się skróciła, drugi "ależ skąd"smile
      A propos zwolnienia to wiem co to znaczy informować dyrekcjęsad współczuje! Moja
      kierowniczka jak dowiedziała się że jestem w ciąży, zmieniła do mnie stosunek o
      180 st. Zaczęła mnie "olewać", chodziła wściekła i miała pretensję jak mogłam to
      zrobić! Bardzo mnie to stresowało, ale dzisiaj jestem już na zwolnieniu i
      baaardzo się cieszę. Nie stresuje się, mogę sobie pospać, polegiwać, posprzatać
      w mieszkanku, coś ugotować mężowi (on najbardziej sie cieszy że jestemw domusmile)
      Ależ się rozpisałam.
      Pozdrawiamsmile
    • bee1979 Re: co dwóch lekarzy to nie jeden :) 16.11.05, 11:42
      na pewno warto powazniejsze decyzje konsultowac o drugiego lekarza, ale z
      doswiadczenia wiem,ze ilu lekarzy tyle zdań, ja chodze do 2 rownolegle,
      prywatnie, do pierwszego dlatego,ze mam w luxmedzie abonament i nie place za
      wizyty i badania, do drugiegio dlatego, ze pracuje w szpitalu w ktorym
      zamierzam rodzic i niestety ich zdania sa rozne na te same tematy(nie wiedza o
      sobie)jeden mowi brac takie i takie witaminy, przepisuje globulki,lekarstwa itd
      a drugi mowi nie nic tu nie widze, nie jest to konieczne itd. Czasami mam w
      glowie metlik.Ale tak jak powiedzialam sa to detale bo moja ciaza nie jest
      zagrozona, ale gdyby sie cos dzialo to balabym sie zdac na opinie jednego
      lekarza. Pozdrawiam
    • malwina18 Re: co dwóch lekarzy to nie jeden :) 16.11.05, 12:29
      A ja chodzę do jednego, do którego mam zaufanie i to uważam najważniejsze (USG
      mam w cenie wizyty a inne badania robię rzadko więc nie ma problemu). Zresztą
      nie starczyłoby mi czasu żeby odwiedzić dwóch (na comiesięczną morfologie nie
      mam za to najmniejszej ochoty brrr).
      • izu7 Re: co dwóch lekarzy to nie jeden :) 16.11.05, 12:56
        i ja chodzę do dwóch lekarzy, prywatnie niestety. Ten pierwszy , prowadzący
        mnie od początku pracuje w szpitalu i ma dobre USG w gabinecie prywatnym. Drugi
        lekarz to kobietka, nie pracuje w tymże szpitalu, ma swój skromny gabinecik w
        domu , ale nie ma USG. Kiedy wylądowałam w szpitalu ( zagrożenie porodem
        przedwczesnym), mój lekarz prowadzący zachowywał się bardzo obojętnie, poza tym
        olewająco potraktował sprawę. I wtedy właśnie postanowiłam skonsultować się z
        tą drugą lekarką.Pani dr w przeciwieństwie do mojego dra prowadzącego kazała
        leżeć, dała leki. Mój lekarz nie widzi jakiegoś poważnego zagrożenia, mam tylko
        prowadzić oszczędny tryb życia- bez żadnych leków- profilaktycznie łykać
        magnezik( szyjkę mam długą, bez rozwarcia). Coraz częściej spotykam się z
        opinią, że mój pan dr jest przereklamowany, masowo traktuje pacjentki i tylko
        zbija kasę ( zeby dostać się na wizytę czeka się w poczekalni minimum
        godzinę).Nie ufam mu już, ale skończę tę ciąże monitorując ją u dwóch lekarzy (
        oczywiście doktor nie wie o tej drugiej lekarce ). Biorę więc leki od tamtej
        lekarki i jakoś się trzymam. Zostało mi 5 tygodni do końca więc przeżyję to
        traktowanie, byle z dzidzią było ok, bo przeceież pieniądze nie mają tu
        znaczenia. Pozdrawiam.
    • aniuta75 Re: co dwóch lekarzy to nie jeden :) 16.11.05, 13:09
      Ja chodziłam najpierw do przychodni państwowej. Lekarka, która prowadziła moją
      ciążę była osobą młodą i dziwiło mnie, że gdy zadaję jej pytania odpowiada
      dosłownie paroma wyrazami. Zawsze wychodziłam niezadowolona z tego jak mnie
      traktuje. Wizyty zawsze trwały około 7 minut (najdłuższa około 10)- razem ze
      badaniem ginekologicznym, mierzeniem ciśnienia itp. Czułam się jak niemiły
      dodatek do jej pogawędek z pielęgniarką o różnych pierdołach (pielęgniarka
      zawsze jest przy lekarce w tej przychodni - wypisuje zwolnienia, mierzy
      ciśnienie itp). W końcu pani doktor stwierdziła, że szyjka mi się skraca.
      Szprycowała mnie no-spą 3 razy dziennie. Na następnej wizycie było jeszcze
      gorzej - stwierdzone jeszcze większe skrócenie szyjki i zalecone leżenie.
      Wyszłam z przychodni z łzami w oczach. Przez 2 tygodnie leżałam prawie plackiem
      i byłam w takim dołku, że naprawde niewiele mi było trzeba aby się poważnie
      rozryczeć. Wtedy poszłam na konsultację do innego lekarza. I zgadnijcie co???
      Wszystko jest w porządku, szyjka normalna i zalecenie prowadzenia normalnego
      trybu życia (oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądkusmile). Z tamtej
      lekarki zrezygnowałam i nie pójde już do niej nigdy więcej.
      Wydaje mi się, że w pzrychodniach traktują pacjentki "taśmowo", nie obchodzi
      ich to, że jak powiedzą że coś dolega to my się potem przejmujemy i przeżywamy.
      Nie uspokoją... Komunikują po prostu co jest a reszta ich nie obchodzi. Szkoda.
      Nie chcę generalizować, bo wiem że pzrychodnia przychodni nie równa, tak samo
      jak lekarz lekarzowi. Ja jednak mam złe doświadczenia i żałuję że zwlekałam tak
      długo z podjęciem decyzji o zmianie lekarza na prywatnego. Trochę to kosztuje i
      nasz portfel sporo na tym cierpi ale jak to się ma do mojego spokoju
      psychicznego, że wszystko jest ok i jestem radosną brzuchatką a nie wiecznie
      martwiącą się i mającą łzy pod powiekami na każde zawołanie.

      Przepraszam, że się tak rozpisałam.

      Ania i Kubek (31tc)
Pełna wersja