Bezduszne procedury. Polemikę między pacjentką ...

05.01.06, 17:36
W swoim liście do Fundacji opisałam dokładnie swój poród. Absolutny brak
informacji, krzyczenie na mnie, sugestię, że chce zabić swoje dzieko (nie ma
tu pomyłki to slowa odbierającej małą lekarz) i zrzucanie całej winy na mnie
za komplikacje przy porodzie to cos czego nigdy nie zapomnę. Zasłanianie się
przez pania doktor która odbierała mój poród podobno "dobrem dziecka" było
wykorzystywane do odreagowania jej zmęczenia. Od innych pacjentek z oddziału
połozniczego dowiedzialam się, że poprzedniego dnia pani doktor do godziny 22
przyjmowała pacjentki w prywatnym gabinecie( jedna z kobiet na mojej sali
była tego dnia na wizycie u niej). Nic więc dziwnego, że trudny poród o 7
rano wzbudził tyle niechęci. Czy przychodzenie w tym momencie do pracy to nie
jest ewidentne dzialane na szkode dziecka?
    • panpaniscus Re: Bezduszne procedury. Polemikę między pacjentk 08.01.06, 15:40
      Boże, jak basrdzo mi Ciebie szkoda, Ciebie i twojej córeczki... Ja rodziłam w
      Niemczech, w klinice Uniwersytecki9ej - nie jest to spzital preferowany przez
      tutejsze kobiety, bo w porównaniu z innymi ma bardziej staroświeckie metody, ale
      moja ciąża była wysokiego ryzyka, istnaiła szansa, że dzidziś po urodzeniu
      będzie potrzebował pomocy, a mają tu świetny oddizał nwoorodkowy..
      To wszystko co opisujesz - zresztą nie tylko Ty, ale i inne kobeity - to zpełny
      horror! Byłam traktowana cały czas bardzo dobrze, położne o po prostu były
      anioły. KLilka razy miałam bardzo bolesne badanie rozwarcia (bo podczas
      wywoływanai porodu rozwarcie siee w ogóle nie pojawiało, wtesy bolało to tak
      okropnie, że nie wiem), ale za każdym razem starły się to robić delikatnie,
      pocieszały, druga głaskała mnie po ręce. Córeczkę od razu o urodzeni dostałam na
      pierś i zaczęła ssać, dopiero jak pobyłyśmy razem jakiś czas wzięły ją na
      chwilę, żeby zmierzyć i zważyć (nie kąpano jej), caly piewszy dzień spędziłam razem.
      Ja byłam w szpitalu wcześniej, ale widziałam u kobiet, które leżały z mną, ż nie
      wypytują się w czasie skurczy o datę pierwszej miesiączki, takie frmalności
      zostawiają na po porodzie.
      Mój mąż był przy porodzie, pierwszego dnia, kiedy migo wywoływano i później,
      rano, gdy urdziłam naszą córeczkę. Wchodizł do pokoju, gdzie rodizłam w kurtce i
      butach i to było normlane, po prostu mył ręce, zostawwał ubranie w szafce i
      byliśmy razem.
      Ze względu na problemy muisłam niestety długo być podłaczona do KTG, abyło tylko
      stacjonarne, ae wprzerwach brałam kąpiel w wannie, siedziałam na piłce,
      chodizłam itp. Położne pomagaly mi chodzić do łazienki, ocieraly ciało wilgotną
      myjką, podawaly wodę itd.
      To wszystko w ramach zwykłgo ubezpeczenia, zadne cudy niewidy i jak piszę to
      szpital uznawany za konserwatywny.
      Czy musi wymrzec cale okolenie lekarzy i polznych, zeby sie cos zmienilo? Bo
      serce mi sie kraje, wyglaa, ze oni uwazja, ze to oni sa najwazniejsi, a nie
      kbeita i dziecko ktor ma urodzic! Przeciez jak kobiecie jest zle, to dziecku tez
      bedzie!! Te wykretne opowisci pani ordynator pzrypominaja mi szokujaca opowiesc
      znajomej Rosjanki, 16 letnia dziewczyna rodzi martwe dziecko i slyszy "na drugi
      raz nauczysz sie jak rodzic, zeby bylo zywe".
      C moge zrobic, zeby cos zmienic, bo po prostu noz mi sie w kieszeni otwiera??
      Dla mnie porod byl bolesnym, ale mistycznym niemal przezyciem, bardzo pieknym,
      chcialabym, zeby dla innych kobiet tez tak bylo...
    • shamsa to lekarze sa bezduszni. procedury ta wymowka 09.01.06, 20:41
      przy okazji: kiedy urodzilam, ten sam lekarz przyjmowal mnie do porodu w piatek
      w poludnie, i byl na wszystkich obchodach do niedzieli wieczor.
      to nie jest normalne
    • wellanna Straszenie zagrożeniem dziecka 22.02.06, 15:17
      Moim zdaniem lekarzom ani położnym nie zależy na zmianie praktyki czy raczej
      rutyny oferowanej rodzącym w Polsce kobietom.
      Co do rutyny to oprócz rutynowego przebijania pęcherza, rutynowej oksytocyny,
      rutynowego nacięcia etc. etc. należy do listy rutynowych działań położniczych
      koniecznie dopisać rutynowe straszenie!
      Mnie osobiście straszono w soposób następujący:
      1. rodząc w pozycji pionowej zabiję dziecko albo zmiażdżę mu główkę,
      2. nie zgadzajac się na nacięcie krocza pęknę "do odbytu" - nie pękłam! a
      oświadczenie, w którym nie zgodziłam się na ten godny pożałowania zabieg
      uratowało mnie przed niepotrzebnym bólem,
      POdobnie też nikt mnie nie raczył o niczym informować - położna snuła się to z
      igłą w ręku aby mi przebić z nienacka pęcherz - gdy ją zapytałam po co ta igła,
      to raczyła powiedzieć,
      oksytocynę też chciała mi podać nagle i bez słowa.
      Może położne i lekarze położnicy są małomówni z natury? Albo raczej całkowicie
      niekontaktowi?
      Mam nadzieję, ze nowa akcja znowu posunie trochę do przodu polskie położnictwo.
      • mim288 Re: Straszenie zagrożeniem dziecka 22.02.06, 15:55
        Lekarze (oczywiście nie jest tak że wszyscy) nie chcą nic zmieniać bo nie
        muszą. Słyszał kto o zwolnionym z pracy lekarzu bo był nieuprzejmy, niefachowy,
        nielubiany przez pacjentów (nawet jak "wcięty" zjawia się w pracy to jest OK -
        przynajmniej samorząd lekarski i dyrekcja szpitala prawie zawsze jest gotowa go
        bronić). W Polsce to lekarze (oczywiście nie wszyscy) mają przekonanie,że "im
        się należy" bo skończyli studia i mogą być chamscy, niedouczeni, leniwi i
        cokolwiek zechcą. W innych zawodach człowiek, który stwierdziłby, że "mu sie
        należy" (wysoka pensja) z powodu samego faktu, że skończył trudne studia
        wywołałby w najlepszym razie wybuch smiechu (a częściej zdrowe "ustawienie do
        pionu" i wyrzucenie za drzwi). Prawda jest taka, że etat w szpitalu to
        najbardziej pewna synekura na świecie, gdzie można mało co robić i doić NFZ
        (czyli wszystkich płacących składki, za które przysługuje nie wiadomo z góry co
        (bo nie ma "koszyka usług medycznych") czyli nic).
Pełna wersja