Jeszcze raz o nacinaniu

13.01.06, 12:42
krocza, bo to mój ulubiony temat. Cytat z rozmowy ze znaną położną (z
dzisiejszej Gazety):

"Według Światowej Organizacji Zdrowia nie ma usprawiedliwienia dla rutynowego
nacinania krocza. Powinno się je robić wówczas, gdy trzeba natychmiast
zakończyć poród ze względu na zagrożenie życia dziecka i przy porodach
zabiegowych. Szczególnie po skośnym nacięciu, które robi się u nas u kobiet
rodzących na wznak, kobieta długo czuje ból, ma trudności w siadaniu i
chodzeniu, a czasem także trudno jej przeżywać radość w życiu seksualnym."

Dziewczyny, brońcie się. Naprawdę można urodzić bez nacięcia.
    • andaba Re: Jeszcze raz o nacinaniu 13.01.06, 12:51
      Nie czułam długo bólu.
      Nie miałam trudności w siadaniu.
      Nie miałam trudności w chodzeniu.
      Nietrudno mi przeżywać radość w życiu seksualnym.

      Nie przesadzajcie. Pewnie, że lepiej nie być nacinanym, ale też przy nacięciu
      żadnych strasznych konsekwencji nie ma.
      Po co straszyć ciężarne bez sensu.
      • ezrapound Re: Jeszcze raz o nacinaniu 13.01.06, 12:57
        Dlatego, że jeden przykład - taki jak Twój - nie zmienia faktu, ze nacięcie
        jest niebezpiecznym okaleczeniem. Nie chodzi o to, żeby ciężarne straszyć,
        tylko o to, żeby walczyły o swoje prawa. Nie muszą, nie ma takiej konieczności,
        żeby poddawały się bezwolnie niepotrzebnym i potencjalnie niebezpiecznym
        zabiegom medycznym. Tobie się udało - to super, gratuluję. Inne miały mniej
        szczęścia.
      • joasia81 Smarowanie a nie nacinanie???? 13.01.06, 12:58
        Jestem przeciwna nacinaniu, Czasami ogladam na niemieckich programach (typu
        RTL) audycje o rodzących i tam sie nie nacina kobiet smaruje sie specjalnymi
        maściami i olejkami krocze na rozluźnienie i rożciąganie krocza.
        Nazwy nie znam ale może ktoś się z tym spotkał u nas w szpitalach

        Pozdrowienia
        • guderianka Re: Smarowanie a nie nacinanie???? 13.01.06, 13:05
          nie wiem jak jest bo nie jestem specjalistą w tej dziedzinie ale mój gin-z
          którym duzo rozmawiam i dobrze sie znam -mówi ze trudno jednoznacznie
          stwierdzic czy nacinanie jest dobre czy nie. opowiadał ze raz kobieta nie
          została nacieta i...musiał jej tętnice zaciskac jakąs tam wewnętrzną bo
          rozerwała jej sie pochwa az do łechtaczki. Z drugiej strony u nas podchodzi sie
          do tego rutynowo. Kilka dnia temu przeglądałam sobie swoą karte położniczą i
          karte swoja i Małej z pobytu w szpitalu (posiadam ksero) i tam była przybita
          pieczątka z trescia. W dniu....o godz,...urodzony żywo noworodek o
          wadze......cm....z nacieciem krocza.....Pieczatka taka sama dla wszystkich a
          kropki na zmieniające sie wymiary i godzinywink Druga ciekawostka to taka ze
          dowiedziałam sie z tej karty ze byłam w trakcie porodu cewnikowana(ni cholery
          nie kojarze) i w jednym miejscu napisane było ze druga czesc porodu trwała 3
          godziny a w innym miejscu ze 50min, i takich ciekawostek jest w tej karcie
          sporowink
          • amwaw Re: Smarowanie a nie nacinanie???? 13.01.06, 13:08
            Dlatego WHO przestrzega przed RUTYNOWYM nacinaniem krocza-są sytuację, kiedy
            nacinanie jest usprawiedliwione, choć akurat to nacinanie zwiększa
            prawdopodobieństwo krwotoków..
            • ezrapound Re: Smarowanie a nie nacinanie???? 13.01.06, 13:14
              Dokładnie! Nacinanie zwiększa prawdopodobieństwo krwotoków i niebezpiecznych
              pęknięć. Już samo nacięcie zalicza się do pęknięć drugiego stopnia, podczas gdy
              większość pękięć fizjologicznych to pęknięcia pierwszego stopnia, które goją
              się szybko i nie pozostawiają żadnego śladu.
              • guderianka Re: Smarowanie a nie nacinanie???? 13.01.06, 13:18
                ale nie wszystkie pęknięcia są "idealna" bo są takie które uszkadzaja w
                powaznym stopniu nerwy, krocze. Mój gin powiedział tez, że przez to iz kiedys
                nie było w ogóle nacinania i nasze babki i matki rodziły jak rodziły powszechne
                było zjawisko "wypadania krocza" oraz moczenia. Nie potrafie tego zweryfikowac
                bo jak na razie tylko raz rodziłam ale faktem jest iz kobiety w maminym wieku
                czesto maja problemy z wysiłkowym nietrzymaniem moczu.
                • gonia28b ALE BZDURA! 13.01.06, 13:53
                  Moja Mama i moja Babcia rodziły bez nacinania krocza. Ja i mój Brat ważyliśmy
                  powyżej 3,5 kg. Ani moja Mama ani Babcia nie wspomniały mi nawet o
                  jakichkolwiek przykrych konsekwencjach nienacinania krocza.
                  • guderianka Re: ALE BZDURA! 13.01.06, 13:56
                    czemu zaraz bzdura? i dlaczego wszyscy lubią tak generalizowac????to akurat
                    twoja babcia i mama miały szczescie . a moja babcia miała z tym problem i moja
                    ciotka tez. i to do tego stopnia, że jak za bardzo sie smiałysmy to zdarzało
                    sie jej "popuścic". Wkurza mnie jak ktos nazywa bzdura cos czego nie potrafi do
                    konca ocenic a mówi tylko na przykładzie znanych sobie dwóch osób.Ja znam te
                    dwie z rodziny-nie wspomne o znajomych.
                    • ezrapound Guderianko, 13.01.06, 14:00
                      ale popuszczanie po porodzie nie jest konsekwencją braku nacięcia krocza. To
                      się wiąże z tym, że nasze mamy i babcie często rodziły w bardzo
                      niefizjologiczny sposób, wszystko było zrobione nie tak jak trzeba. Samo
                      nacięcie czy brak nacięcia krocza nie wpłynie na popuszcznie moczu, to dotyczy
                      głębszych układów miednicy mniejszej.
                      • guderianka Re: Guderianko, 13.01.06, 14:05
                        nie wiem, nie znam sie na tym az tak i jak juz pisałam nie potarfie tego
                        odpowiednio zweryfikowac. Moja ciotka nie jest w wieku babci a tez pojawił sie
                        u niej ten problem (po nacieciu po drugim dziecku)Ja nie mówie ze popuszczanie
                        jest od naciecia akurat ale ze moze tak byc. Zreszta-dyskusja robi sie pomału
                        jałowa bo w koncu ile kobiet tyle porodów(a nawet wiecej)i wiele róznych
                        przypadków
                        • gonia28b Re: Guderianko, 13.01.06, 14:20
                          Guderianka, Ezrapound napisała, że popuszczanie moczu, wypadanie narządów NIE
                          ZALEŻY od tego czy krocze podczas porodu było nacięte czy też nie.

                          Ja swój pogląd na temat nacinania krocza ujęłam w najkrótszy z możliwych wg.
                          mnie sposobów. Dla mnie te dwie osoby są najlepszym dowodem na to, że DA się
                          rodzić bez nacięcia krocza i nie mieć z tej okazji jakichś przykrych
                          konsekwencji. Zalecam czytanie najnowszych publikacji. Na stronach "Rodzić po
                          ludzku" i na łamach "Gazety" właściwie znajdujemy tylko streszczenia. Ale też
                          warto poczytać:
                          Cytuję fragment:
                          Skalpel zamiast porodu

                          - Czy są jakieś ćwiczenia, masaże, by zwiększyć szansę, że nie będę nacinana? -
                          pyta na naszym forum internetowym "Dziecko" młoda kobieta. - Bardzo mnie to
                          przeraża. Mój lekarz się śmieje i twierdzi, że u pierwiastki to oczywiste
                          postępowanie. Podobnie położna w przychodni. A ja wiem, że są kobiety, które
                          nawet przy pierwszym porodzie nie musiały być nacinane.

                          Kobieta dostaje sporo odpowiedzi uspokajających: że nacięcie nie boli
                          (rzeczywiście nie boli), że szycie można znieść (no można, znoszą to co roku
                          dziesiątki tysięcy kobiet). I tylko jedna internautka pisze, że amerykański
                          ginekolog zdziwił się, widząc bliznę poporodową, i powiedział, że u nich tej
                          barbarzyńskiej metody już dawno się nie stosuje.

                          Otóż ta barbarzyńska metoda rozlała się na świat z Ameryki. Pewien amerykański
                          lekarz uznał, że poród to coś w rodzaju operacji i wymaga interwencji chirurga.
                          Nazywał się Joseph De Lee. W 1913 r. proponował, by każdą kobietę usypiać,
                          profilaktycznie nacinać jej krocze, a dziecko wyciągać za pomocą kleszczy.

                          Moda na skalpel przy porodzie się upowszechniała. Paru pokoleniom kobiet na
                          kilku kontynentach przez dziesiątki lat wmawiano, że tak trzeba, że to
                          profilaktyka przed ciężkimi obrażeniami. 20 lat temu okazało się, że żadne
                          badania tego nie potwierdzają. Nacięcie krocza zostało uznane przez naukowców z
                          The Cochrane Library (oceniającego skuteczność procedur medycznych) za
                          bezcelowe i szkodliwe. Eksperci WHO uważają, że uzasadnione jest w kilkunastu
                          proc. porodów. U nas jest stosowane rutynowo. Naturalnie - dla dobra pacjentek.

                          Gdyby uwierzyć statystykom nacinania krocza, okazałoby się, że Polki mają
                          jakieś wady anatomiczne. Podobnie Greczynki i Japonki. Za to wprost stworzone
                          do rodzenia są Szwedki - tylko jedna na dziesięć ma nacinane krocze, a w
                          Polsce, Grecji czy Japonii prawie wszystkie.
                          Źródło:
                          kobieta.gazeta.pl/rodzicpoludzku/1,70807,3083538.html
                          I jeszcze do poczytania:
                          www.rodzicpoludzku.pl/dyskusja/dyskusja_2.html
                          Pozdrawiam serdecznie.
                          • guderianka Re: Guderianko, 13.01.06, 14:26
                            czyli jak jest faktycznie?z nami jest cos nie tak, z naszymi miednicami czy z
                            naszymi lekarzami?wink
                            • gonia28b Re: Guderianko, 13.01.06, 14:34
                              Ależ oczywiście, my Polki jesteśmy fatalnie zbudowane. Stanowimy jakąś
                              szczególną rasę. I dlatego ciachać nas należy podczas porodu wszystkie równo.

                              Ech... a tak na poważnie uważam, że jest to nie tyle ciemnogród panujący w
                              naszych szpitalach, co lenistwo naszych lekarzy. Cała ich praca jest przecież
                              rutyną. Eee, tam, następna babka przyszła rodzić. Szast - prast i po wszystkim.
                              I kogo to obchodzi, że to później kobita przez pewien czas po porodzie nie może
                              normalnie siedzieć i musi dbać o swoje krocze, żeby się dobrze goiło i do tego
                              jeszcze jakaś tam blizna-szew zostaje. Stanowczo mówię: dziękuję za
                              takie "udogodnienie".
                              • ezrapound Gonia28b 13.01.06, 14:47
                                No właśnie. Wadliwe krocza mamy. Jeszcze nadgarstki powinni nam nacinać przy
                                porodach. I my się będziemy na to pokornie zgadać. Pokory nigdy nie za wiele,
                                chciałaś mieć dziecko, kobieto, to cierp.

                                Masz rację co do lenistwa lekarzy (tylko niech nikt się nie poczuje urażony, ja
                                nie twierdzę, że WSZYSCY lekarze są leniwi, mój własny mąż jest lekarzem). Moja
                                siostra rodziła co prawda już parę lat temu, ale traumę ma do tej pory.
                                Przyszła do szpitala późnym rankiem, no i musiała urodzić przed 15 - bo wtedy
                                lekarz schodził z dyżuru. Jak wiadomo, są na to sposoby. Oksytocynka, więcej
                                oksytocynki, i po bólu. Szycie krocza wspomina jako najgorsze doświadczenie w
                                swoim życiu.
                                • gonia28b Ezrapound :-))))) 13.01.06, 15:02
                                  ezrapound napisała:

                                  > Masz rację co do lenistwa lekarzy (tylko niech nikt się nie poczuje urażony,
                                  ja
                                  >
                                  > nie twierdzę, że WSZYSCY lekarze są leniwi, mój własny mąż jest lekarzem).

                                  No, jasne. Nie uogólniajmy smile)
                                  Aczkolwiek, za moich studenckich czasów krążyły różne dowcipy na temat
                                  studentów medycyny. Przypomniał mi się taki jeden. Ale może lepiej przyślę Ci
                                  go na prive.
                                  • mlody_zonkos Re: Ezrapound :-))))) 13.01.06, 15:20
                                    a ja tez moge prosic big_grin
                                    • gonia28b Re: Ezrapound :-))))) 13.01.06, 15:30
                                      Przyślę wieczorkiem, bo teraz nuie mam czasu
                                      • ezrapound Re: Ezrapound :-))))) 13.01.06, 16:40
                                        Czekam!!!
                                        • gonia28b Ezrapound i Młody_żonkoś 14.01.06, 11:13
                                          Zajrzyjcie sobie na skrzyneczki mailowe.
                                          Pozdrówka.
                • amwaw Re: Smarowanie a nie nacinanie???? 13.01.06, 13:59
                  Eee, no teraz to rozumiem-niestety Twój gin ma przestarzałe informacje- badania
                  kliniczne nie potwierdzają tezy o wysiłkowym nietrzymaniu moczu. Niestety- na
                  wysiłkowe nietrzymanie moczu ma wpływ li wyłącxznie ciąża-rozwiązanie ciąży- czy
                  cc czy psn(z nacinaniem lub bez) nie ma żadnego wpływu.
                  www.rodzicpoludzku.pl/wiesz/naciecie.html
                  www.rodzicpoludzku.pl/dyskusja/dyskusja_2.html
                  www.mp.pl/artykuly/index.php?aid=1001&_tc=8A2851F4DFF1479986A1534C039B93B8
                  poczytaj..
          • ezrapound guderianko, 13.01.06, 13:18
            to jest niestety głupstwo, co mówi Twoj gin. Po pierwsze, nie słuchaj opowieści
            o potwornych pęknięciach do łechtaczki, bo to są chyba jednak raczej mity.
            Nigdy nie spotkałam się z taką historą. Po drugie, to właśnie nacięcie ZWIĘKSZA
            ryzyko pęknięcia. Od kilku lat w Stanach prowadzi się na ten temat badania.
            Metoda jest prosta: LICZY SIĘ liczbę niebezpiecznych pęknięć u kobiet
            nacinanych i nienacinanych. Wynik jest jednoznaczny: u tych, u których zrobiono
            nacięcie, częściej dochodzi do niebezpiecznych pęknięć. Z czym tu dyskutować? A
            poza tym, wyobraź sobie, że chcesz rozerwać prześcieradło. Które pęknie
            łatwiej, to, które wcześniej nacięłaś, czy to, którego nie nacinałaś?
            Ja wiem, że w Polsce większość ginekologów będzie gadać tak jak Twój (trudno
            jest zmienić bardzo mocno zakorzenione poglądy), ale to sprzeczne z faktami.
            Jeśli jesteś zainteresowana medycznymi źródłami na ten temat (żeby sobie z
            ginem podyskutować), wal na priva.
            • guderianka Re: guderianko, 13.01.06, 13:21
              znam te argumenty-gin równiez wspomniał o jakiejs tam karcie amerykanskiej w
              której opisane są wlasnie przypadki pękniec(byc może to to o czym wspomniałas).
              a gina sory słuchac bede bo ma ponad 20letnia praktyke i doświadczenie i wierze
              ze miał do operowania taki przypadek. To był jeden przypadek-a nie norma czy
              cos co zdarza sie nagminnie. swoja drogą dziecko które sie wtedy urodziło
              wazyło 4600g
              • ezrapound Re: guderianko, 13.01.06, 13:26
                Tacy z 20-to letnim stażem są najgorsi - za nic nie zmienią zdania, nawet w
                obliczu oczywistej prawdy. To, czego się ćwierć wieku temu nauczyli, cały czas
                jest dla nich normą. Ale być może Twój jest inny - jeśli masz do niego
                zaufanie, to super. Życzę wspaniałego porodu! Bo poród jest wspaniałą rzeczą,
                mówię Wam!!!
                • guderianka Re: guderianko, 13.01.06, 13:34
                  Mam do niego zaufaniesmileChodze do niego od 10lat i sie nie zawiodła-opinie ma
                  różne jak kazdy lekarz. w kazdym bądź razie na brak pacjentek nie narzeka i od
                  10lat ma tą samą cene za wizyte bo jak mówi 'jemu do szczescia wiele nie trzeba
                  a nie kazdego stac by płacic więcej'. Masz racje że ci starzy stażem lekarze są
                  skostniali i zamknieci na wszelkie nowinki. ja swojego cenie dlatego że
                  opowiada mi nieraz o "ciekawych"przypadkach z pracy-rzecz jasna nie zawsze tak
                  było bo na poczatku byłam zwykłam pacjentka a z czasem stalam sie pacjentką
                  której nazwisko i imie sie pamieta.Dowod na to ze nie jest skostniały w
                  poglądach?Wg mnie jest nim to że doprowadził ze w szpitalu w którym pracuje
                  liczba cc wzrosła z kilku % do 23%obecnie. Kiedys robiło sie tam cc-dosłownie-
                  gdy pacjentka lub dziecko prawie umierało-teraz gdy lekarz widzi ze poród nie
                  postepuje a kobiecina sie meczy. Pozdrawiamwink
                  • ezrapound Re: guderianko, 13.01.06, 13:44
                    Faktycznie, z tym cc to robi pozytywne wrażenie. Mądry facet. Wszystkiego
                    dobrego dla Ciebie i maleństwa!
            • andaba ezrapound 13.01.06, 13:26
              Nie rozumiem, dlaczego piszesz, że to głupstwo i kłamstwo. To, że ty nie
              słyszałaś, to nie znaczy , że takich przpadków nie ma.
              Ja spotkałam się z takimi trzema i jednym przy porodzie zabiegowym, więc się
              nie liczy, jednak z tych trzech, dwa były właśnie bez nacinania. Pewnie, że to
              się zdarza rzadko, ale się zdarza. I skutki są gorsze, niż rutynowe nacięcie.

              A ten apel należałoby skierować do lekarzy i położnych, bo to oni oceniają
              krocze w trakcie porodu, a położnica raczej nie widzi jak to na dole wygląda.
              Owszem, może poprosić, żeby w miarę możliwości nie nacinali, ale buntowanie
              kogoś, żeby za wszelką cenę domagał się pewnych rzeczy, jest głupotą.
              • ezrapound Re: ezrapound 13.01.06, 13:45
                A kim jesteś? Lekarzem? Położną?
                • andaba Re: ezrapound 13.01.06, 13:49
                  A ty? smile
                  • ezrapound Re: ezrapound 13.01.06, 14:03
                    Ja nie jestem położną ani lekarzem - mam tylko męża lekarza, który w zasadzie
                    prowadził mój poród, (chociaż teoretycznie był przy nim obecny wyłącznie jako
                    ojciec) i przez całą moją ciążę prowadził intenstywne badania na temat
                    fizjologii porodu (zwłaszcza tego nacięcia właśnie). Ale moje pytanie nie było
                    prowokacją (mimo bardzo nieuprzejmego tonu Twojej poprzedniej wypowiedzi) - po
                    prostu, jeśli jesteś specjalistką, chętnie z Tobą porozmawiam jak ze
                    specjalistką - z nadzieją, że się czegoś dowiem. No to jak, lekarzem jesteś,
                    czy położną?
                    • andaba Re: ezrapound 13.01.06, 14:27
                      Jestem pielęgniarką. Anestezjologiczną. Byłam przy trzech z opisanych wcześniej
                      przypadków, przy cerowaniu delikwentki na sali operacyjnej w znieczuleniu
                      ogólnym. Jedno wiem na pewno - nie chciałabym wyglądać tak jak te kobiety,
                      uwierz mi. Ryzyko, że może dość do takiego pęknięcia jest nieporównywalna z
                      kilkoma - kilkunastoma szwami przy nacięciu. Jak napisałam - nacięcie nie
                      zawsze zapobiega takim sytuacją - przy porodzie kleszczowym nacinają zawsze, a
                      kończy się różnie, jeden raz była kobieta nacięta - mimo to główka się żle
                      wstawiła i poooszło.
                      Jednak z tych dwóch, które jak pisałam, były bez nacięcia - jedna jest położną -
                      właśnie chcciały ją koleżanki ochronić przed nacięciem - skończyło się
                      tragicznie. A druga miała pecha, nie chciała być nacinana, ale gdyby położna
                      zauważyła zbliżające się niebezpieczeństwo - nacięłaby na pewno. Nie zdążyła.
                      Z tą akurat dziewczyną leżałam jednocześnie na położniczym, ale pozwoliła
                      mi "się obejrzeć". Szwów było zdecydowanie więcej niż przy rutynowym nacięciu.
                      Nie mogła chodzić, nie mogła się wypróżnić, ba, nie mogła się na bok obrócić.

                      Ja sama byłam nacinana tylko raz i to przy drugim dziecku. Zawsze prosiłam żeby
                      nie cięli, gdy nie bedzie konieczności. Raz się nie udało. I co z tego? Gdybym
                      nie wiedziała z której nacinają, to bym dziś nie poznała.

                      Moim zdaniem niepotrzebna afera o kilka cm przeciętej i zeszytej skóry - to tak
                      niewiele w porównaniu z tym, co się może wydarzyć...
                      • ezrapound Re: ezrapound 13.01.06, 14:40
                        Dzięki za Twoją odpowiedź! Nie zgadzam się z Tobą, ale szanuję Twój punkt
                        widzenia (i Twoje doświadczenie). Z pewnością zdarzają się przypadki, kiedy
                        nacięcie jest konieczne, ale występują one, moim zdaniem, skrajnie rzadko. Z
                        pewnością przypadki, o których pisałaś faktycznie wymagały nacięcia (nie będę
                        kwestionować Twojej oceny sytuacji, nie mam tyle tupetu) chociaż trzeba także
                        brać pod uwagę inne przyczyny powikłań - w jakiej pozycji rodziły te kobiety?
                        Czy położono je na wznak? Czy podano im oksytocynę? To są wszystko sposoby na
                        uczynienie z porodu udręki i na zwiększenie ryzyka pęknięcia.

                        O co ta cała afera? O prawo do decydowania o moim ciele. O prawo do uniknięcia
                        niepotrzebnego okaleczenia (serwowanego w tym kraju prawie każdej kobiecie). O
                        to, żeby podczas porodu być rodzącą kobietą a nie pasywną pacjentką przykutą do
                        łóżka porodowego. O to, żeby nie mieć na starość zaburzonej statyki miednicy
                        mniejszej. O to, żeby nie mieć blizn (nie zawsze są po nacięciu, ale bywa, że
                        są). Zeby przez długie lata nie odczuwac bólu (nie zawsze tak jest po nacięciu,
                        ale bywa, że tak jest). Dla wielu kobiet nacięcie i szycie jest najgorszym
                        elementem porodu. Nie ma powodu, żeby tak było. Albo, żeby nie mówić tak
                        kategorycznie, zazwyczaj, najczęściej, nie ma powodu. Jasne, jeśli FAKTYCZNIE
                        istnieje konieczność nacięcia - nie ma o czym mówić. Poboli i przestanie, to
                        nic takiego. Ale uważam, że powinnyśmy wszystkie mieć większą świadomość swoich
                        praw, że nie powinnyśmy potulnie poddawać się medycznym procedurom i znosić
                        niepotrzebny ból. Wtedy polska służba zdrowia zacznie się zmieniać.
                        • andaba Re: ezrapound 13.01.06, 14:51
                          ezrapound napisała:

                          O to, żeby nie mieć na starość zaburzonej statyki miednicy
                          mniejszej.

                          No i znowu mamy sprzeczne informacje - zawsze słyszałam (nawet niedawno, od
                          MŁODEGO lekarza), że nacięcie ma znaczenie w przyszłości, gdyż nacięte mięśnie
                          krocza nie rozciągają się nadmiernie, co może powodować wypadanie narządów
                          rodnych. Dla mnie jest to logicne i "wyznawane" przez lata. Zgodzę się z tym,
                          że niekoniecnie nacinanie zapobiega Tym problemom, ale żeby powodowało - to coś
                          nowego.

                          Możesz mi podać z jakich opracowań zaczerpnęłaś te informacje? Najlepiej w
                          internecie, bo to najłatwiej znaleźć.
                          • amwaw Re: ezrapound 13.01.06, 14:53
                            www.rodzicpoludzku.pl/wiesz/naciecie.html
                            www.rodzicpoludzku.pl/dyskusja/dyskusja_2.html
                            www.mp.pl/artykuly/index.php?aid=1001&_tc=8A2851F4DFF1479986A1534C039B93B8

                            bez problemu mogęprzytoczyć obalające to trwierdzenie
                            młody nie znaczy 'douczony" prawda?smile
                            • andaba amwaw 13.01.06, 15:16
                              Dzięki za linki, ale w żadnym z nich nie pisze (są zbyt mało szczegółowe) o
                              tym, że ochrona krocza chroni przed zaburzeniami statyki narządów rodnych.
                              Pisze jedynie, że jest to jeden z mitów, usprawiedliwiających cięcie. A o tym
                              sama pisałam.
                              • amwaw Re: amwaw 13.01.06, 15:32
                                Napisałaś:
                                "zawsze słyszałam (nawet niedawno, od
                                MŁODEGO lekarza), że nacięcie ma znaczenie w przyszłości, gdyż nacięte mięśnie
                                krocza nie rozciągają się nadmiernie, co może powodować wypadanie narządów
                                rodnych"
                                linki które podałam podważają taką teorię.
                                Reszty o tym, że niekoniecznie zapobiega nie doczytałam, za co bardzo
                                przepraszam, ale wiesz jak to jest-jedną ręką podpinam się do laktatora, drugą
                                uspokajam małą i jeszcze oglądam tvn24smile
                                Przepraszam-mój błądsmile
                          • ezrapound Re: ezrapound 13.01.06, 16:08
                            Informacje są niestety nie z internetu. Z "Medycyny po Dyplomie" - musiałabym
                            zapytać męża o dokładne dane bibliograficzne - i z podręczników do
                            amerykańskiego egzaminu USMLE (mąż nie pracuje teraz w Polsce). Zapytam go
                            dzisiaj wieczorem dokładnie o źródła. Pozdrawiam!!!
                            • andaba Re: ezrapound 13.01.06, 17:06
                              Dzięki! Jak się coś dowiesz, to daj znać.
                          • ezrapound andaba, 13.01.06, 18:49
                            po konsultacji z domową służbą zdrowia mam następujące informacje. Otóż w
                            wyniku nacięcia często powstaje blizna, która nie ma takiej samej sprężystości
                            jak normalne tkanki. Z tego biorą się problemy z wypadaniem narządów rodnych.
                            Zdarzają się one także bez nacięcia - ale, podobno, rzadziej. Znowu, tak
                            dowodzą badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych i polegające na
                            obserwowaniu tego, co dzieje się z dużymi grupami kobiet - po lub bez nacięcia.
                            Okazuje się, że w grupie po nacięciu te zaburzenia występują częściej. I tyle.
                            Co do źródeł: jeśli faktycznie chcesz o tym czytać, napisz na priva, będę w
                            stanie wyslać Ci linki do artykułów medycznych w języku angielskim, w których
                            mowa o tych właśnie problemach.

                            Nie twierdzę, że zjadłam wszystkie rozumy i z całą pewnością Ty masz prawo
                            reprezentować inne stanowisko.

                            • andaba Re: andaba, 13.01.06, 18:54
                              Dzięki, napiszę na priv.
              • amwaw Re: ezrapound 13.01.06, 14:07
                Ale ona ma racje, nie na przykładzie znajomych, tylko na podstawie badań
                klinicznych i na podstawie wytycznych WHO-nacinanie jest gorsze niż pęknięcie i
                może prowadzić do większych pęknięć(III stopnia).Ma sens nacinanie nie ze
                względu na dobro kobiety rodzącej, tylko w konkretnych przypadkach ze względu na
                dobro dziecka. Przypadki są przeróżne- włącznie z nacięciem po pośladek,
                krwotokiem zagrażającym życiu i in
                Buntowanie ma sens- nie oznacza to oczywiście, że kobiety powinny podejmować
                decyzję ZA lekarzy, ale po to, żeby kłaść na to nacisk. Gdyby kobiety się nie
                buntowały nie mogły by rodzić w pozycjach fizjologicznych i nadal były by
                traktowane przedmiotowo...
                • ezrapound amwaw, dzięki! 13.01.06, 14:13
                  Bo mi właśnie o to chodzi, żebyśmy się buntowały, dziewczyny, a nie o to, żeby
                  którąś z Was dotknąć. Nie wiem czemu odbieracie moje wypowiedzi w ten sposób.
                  To nie jest atak! To jest wyraz mojej złości na to, co z nami robi zła służba
                  zdrowia. Jeśli coś ma się zmienić, dla nas wszystkich, musimy się o to
                  postarać, bo kto inny się o nasze prawa upomni?
      • aleksandrynka Re: Jeszcze raz o nacinaniu 14.01.06, 21:47
        hahaha, to może ja:
        czułam ból bardzo długo
        nie mogłam siedzieć
        nie mogłam chodzić (leżeć, stać, kichać, śmiać się, nie mogłam normalnie
        funkcjonować)
        i tak dalej...
        Konsekwencje są, może nie u wszystkich, jak u Ciebie, ale u mnie były i to
        chociażby nie pozwala mi przemilczeć tej generalizacji.
    • lessa1 Re: Jeszcze raz o nacinaniu 13.01.06, 13:20
      Już raz pisałam o nacinaniu - można się zabezpieczyć. Dwa razy rodziłam i dwa
      razy trafiłam na położne które na wstępie stwierdzały "no to co, uratujemy
      krocze". Ostatni mój pobyt na porodówce trwał 10 minut sam poród(od wejścia na
      salę do położenia dziecka na moim brzuchu), i dwie godziny odpoczynku
      (obowiązkowego). Po przewiezieniu na salę wspólną wytrzymałam tylko godzinę w
      łóżku i poszłam do łazienki. Jedyny problem miałam z ciśnieniem w pęcherzu, ale
      to norma.Bez nacinania naprawdę można szybko urodzić(syn ważył 4050g i łatwo
      poszło)- PROŚCIE POŁOŻNE jeśli same nie zaproponują - one potrafią pomóc rodzić
      bez nacinania.To nie musi być norma!!!Wy też musicie o tym wiedzieć.
      • ezrapound Dzięki Lessa1 13.01.06, 13:26
        za Twój głos! Ja też mam świetne wspomnienia porodowe.
      • joana.mz Do Lessa1 13.01.06, 13:30
        Hej, jastem zainteresowana tematem - też chciałabym rodzić bez nacinania. Czy
        możesz napisać czy przygotowałaś się przed porodem jakoś, np masaże krocza i w
        jakiej pozycji rodziłaś. To podobno istotne.
        pozdr
        • apax co Wy z tym nacinaniem? 13.01.06, 13:39
          Naprawde przy porodzie są wieksze stresy niz nacięcie krocza. Mnie naciecie
          bolało 4dni. Porównywalnie ze skaleczeniem. Kłopoty z siadaniem miałam tylko
          przez pierwsze 2dni ( kłopoty tzn dyskomfort a nie wściekły ból). Żadnych
          kłopotów z wypróznianiem czy siusianiem. Rodziłam w sierpniu i nie mam żadnych
          kłopotów z życiem seksualnym. Dodam że poza tym, że zostałam nacieta pękłam w
          strone odbytu- miałam chyba ze 12 szwów ale o tym dowiedziałam się nie dawno od
          gina który zakładał mi spiralę smile). Dziewczyny luz...najważniejsze żeby dzidzia
          urodziła się raz dwa i żeby nie była podduszona. Rana Wam się zagoi a nie ma
          wiekszego nieszczęścia niż chore dziecko!!!!!!!!!Nie wyolbrzymiajcie rozcięcia
          skóry proszę Was. Pozdrawiam wszystkie "ciężaróweczki" i życzę bezbolesnych i
          szczęśliwych rozwiązań. Joanna
          • lessa1 Re: Do apax 13.01.06, 13:46
            Rodziłam 11 grudnia i też nie miałam kłopotów z sexem.Szkoda mi było w szpitalu
            tych matek - po nacięciach - które nie mogły podnieść własnego dziecka bo
            ciągnął je szew.
            • guderianka Re: Do lessa 13.01.06, 13:50
              ja urodziłam o 22.50(z nacięciem) a o 7 rano poszłam sobie prysznic wziąć-nie
              miałam problemów ani z siedzeniem ani z kichaniem a tym bardziej później ze
              współzyciem. Sąsiadka na łózku obok mimo że rodziła 2doby wczesniej i tez była
              nacieta chodziła w pól-zgięciu a jak kichneła to sie z bólu popłakała,
              siedziała boczkiem, miała problemy ze wstawaniem. nie ma reguły. faktem jest
              jednak ze jeszcze przez jakis 1rok po porodzie w miejscu szwu czułam ciągniecie
              na zmiane pogody
              • lessa1 Re: Do guderianka 13.01.06, 14:01
                To nie wyścig - ja byłam trochę szybsza - urodziłam o 10.55 a o 16 przyjmowałam
                już "na czysto" gości. To jak się czuje kobieta po porodzie czy z nacięciem czy
                bez to indywidualna fizjologia.
                • guderianka Re: Do guderianka 13.01.06, 14:06
                  hehehewink faktycznie byłas szybszawink
            • apax szef nie ciagnie przy podnoszeniu dziecka 13.01.06, 21:33
              tylko przy siadaniu i to jest naprawde kilka dni od 4 do 6. Z tego co wiem przy
              cesarce jest kłopot z podnoszeniem dzidzi a nie przy nacięciu krocza. Naprawdę
              przesadzacie. Życzę Wam wszystkim, żeby nacięcie krocza było jedynym Waszym
              stresem przy porodzie!!! Cieszcie się dziewczyny Wasza ciążą i czekajcie
              spokojnie na dziecko. Moim zdaniem (jesli ktoś boi się bólu i porodu) warto by
              było skupić swoją uwage na zzo a nie na ( przepraszam) duperelach w postaci
              naciecia krocza. To dużo gorzej brzmi niż faktycznie jest. Pisze z własnego
              doświadczenia bo tez panikowałam przed porodem a teraz widzę, że nie było warto.
              Dużo gorzej bolały mnie popękane sutki bo trwało to 3tyg. Siadałam w szpitalu na
              twardym krzesle i płakałam z bólu nie przez naciete krocze a przez bolące
              piersi. O kroczu zapominałam zupełnie.
              Pozdrawiam Was i życzę wszystkiego co najlepsze.
              Joanna i 5mna Tatiana
          • amwaw Re: co Wy z tym nacinaniem? 13.01.06, 14:13
            Współczuje- nie byłam nacięta i nie miałam najmniejszych problemów z
            siadaniem.Skaleczenie musiałoby być naprawde porządne, żeby nie można było nawet
            siadać przez 2 dni."Didzia" nie była podduszona i niby dlaczego miała by być??Po
            to jest ktg, żeby badać tętno dziecka.Nacięcie to rozcięcie skóry i mięśnia.
            Hmmm- no tak- wiedziałaś, że byłas nacięta, a nie wiedziałaś o tak dużym
            pęknięciu...
          • ezrapound apax - zobacz czego dowodzi Twoj przykład 13.01.06, 14:28
            Mimo nacięcia, pękłaś aż do odbytu - a przecież nacięcie wykonują po to, żeby
            nie pęknąć? Więc może niepotrzebnie Cię nacięli, skoro i tak pękłaś? I zauważ,
            że tego pęknięcia nawet nie poczułaś?
            Nie piszę tego, żeby Ci dokuczyć, tylko żeby wykazać brak logiki w tym, co
            serwuje nam nasza służba zdrowia. A Ciebie pozdrawiam i gratuluję maleństwa
            (no, już nie takiego maleństwa, zaraz pół roczku, co?)
            • apax Re: apax - zobacz czego dowodzi Twoj przykład 13.01.06, 15:47
              Coś w tym jest co piszesz. Cały problem polegał na tym, że nacięli mnie b. lekko
              bo dziecko z usg wychodziło małe (2.900) z nie dużą główką. Więc b. miła
              p.położna koniecznie mnie chciała "oszczędzić". No i jej sie nie udało. Masz
              rację, że nie czułam ani nacięcia ani peknięcia. Jakiś człowiek mało wrażliwy w
              czasie porodu sie robi smile i dziękowałam Bogu, że moja dzidzia wrzeszczy w
              niebogłosy no i że już koniec "imprezy" i nie zastanawiałam sie czy pękłam czy
              mnie nacięli.Chciałam Wam tylko powiedzieć,żebyście nie bały sie nacinania.
              Naprawde poród wspominam całkiem fajnie(serio). A Tatiana faktycznie cudna i już
              taka "rozumna"- to nie ten wiecznie śpiący kłębuszek z lata. Pozdrówki
            • haganna Re: apax - zobacz czego dowodzi Twoj przykład 13.01.06, 21:06
              Ależ po nacięciu skóra łatwo "pruje się" dalej!!! To jest właśnie brak logiki.
              Nacięcie wcale nie chroni przed pęknięciem. Według mnie ma sens jedynie w
              skrajnych przypadkach, gdy ratuje się dziecko, a na cc jest za późno. W każdym
              innym przypadku wykonywane jest bez sensu.
          • ulkaz Re: co Wy z tym nacinaniem? 14.01.06, 14:54
            1.bo nie ma reguly.
            2.jesli w Polsce mialoby sie rodzic mniej podduszonych dzieci to niestety
            powinno sie wprowadzic wsrod lekarzy i poloznych mode na zachecanie kobiety do
            rodzenia w innych pozycjach niz na lezaco. grawitacja pomaga i porod przebiega
            szybciej. wiec dziecko jest mniej zameczone...ale w Polsce lepiej przykuc do
            lozka i naciac(bo po co sie meczyc z "baba" ktora np. kleczy)(tak niestety jest
            dopiero od jakis 100 lat wczesniej kobiety rodzily na przyklad na krzeslach do
            rodzenia)(jak znajde w internecie ikonografie to zamiszcze linkasmile
            • ulkaz Re: co Wy z tym nacinaniem? 14.01.06, 20:06
              polecam rysunki:
              www.bractwo.vampire.strefa.pl/index.php?id=artykuly&opr=dziecko
              smile
            • lessa1 Re: co Wy z tym nacinaniem? 14.01.06, 20:09
              Czytałam, że kiedyś wody płodowe były "łapane" na takich krzesłach i
              wykożystywane.
              • ulkaz Re: co Wy z tym nacinaniem? 14.01.06, 21:34
                no az tak dobrze nie znam tego tematuwinkchcialam tylko zaznaczyc fakt ze kiedys
                kobiety rodzily w normalnych pozycjach, a nie przykute do lozka i jakos dawaly
                rade(wbrew temu co sadza niektorzy polscy lekarze...smile
        • lessa1 Re: Do joanna.mz 13.01.06, 13:42
          Od pierwszych dni ciąży smarowałam krocze oliwą z oliwek, ćwiczyłam mięśnie
          krocza(dobrze jest podczas stosunku-mężowi się tak podopało, że do dziś to
          robię).Rodziłam w pozycji półsiedzącej i ze wspaniałą położną, którą znałam od
          trzech sekund.Lekarz chodził dookoła i mówił "to nie możliwe, to nie możliwe",
          a jak wyszedł syn cztero kilowy to złapał się za głowę i usiadł. Lekarze się
          znają a wszystko i tak zależy od ciebie i położnej. Synek właśnie cyckuje i
          jest to warte wszystkiego. Gdyby nie sytuacja materialna to mogłabym mieć
          jeszcze parę takich porodów- mile wspominam.
          • malinka255 nacinanie 13.01.06, 13:52
            Ludzie, przecież jak trzeba to nacinają, przy pierwszym porodzie zwłaszcza, ja
            urodziłam dziecko 4700g, nie wyobrażam sobie bez nacinania, i tak dzięki Bogu
            nie popekałam; co to takiego, ze natną, ludzie? A że potem boli, to co? 2 tyg.
            i koniec.
            malinka


            tickers.TickerFactory.com/ezt/d/1;20723;33/st/20060811/k/3e46/preg.png
            • marik19 Re: nacinanie 13.01.06, 14:06
              ezrapound nie odpowiedziałaś kim jesteś ,że na wszystkim się znasz.Obrażasz
              lekarzy,położne /ja do nich nie należę/straszysz ciężarne ,kto ci dał prawo do
              oceniania tych ludzi.Najlepiej szkolić przez internet.Nie mówię ,że nacinanie
              jest super ale nie wypowiadaj się za wszystkich.
              • ezrapound Re: nacinanie 13.01.06, 14:11
                Nie złość się, Marik19. Nikogo nie obrażam. Stan polskiej medycyny jest
                fatalny, co nijak nie świadczy o żadnej konkretnej położnej ani o żadnym
                konkretnym lekarzu. (Podaj mi chociaż jeden przykład w moich wypowiedziach,
                gdzie kogoś obraziłam). Nikim nie jestem - to już wyjaśniałam wyżej w tym
                wątku. Wątek zaczęłam od cytatu wyjętego z rozmowy ze znaną położną - zajrzyj
                do dzisiejszej Gazety. To nie moje słowa, to słowa kobiety, która jest jakimś
                autorytetem w tej dziedzinie - przytaczam je tutaj, żeby zachęcić wszystkie
                dziewczyny do tego, aby odważnie upominały się o swoje prawa. Jak wyjaśnisz
                fakt, że w Polsce nacinanie krocza jest standardem (jakieś 98% pierworódek)
                podczas gdy w innych krajach, na przykład w Holandii, zdarza się sporadycznie,
                wtedy kiedy naprawdę coś się złego dzieje?
                Ani Ciebie, ani nikogo innego nie miałam zamiaru obrazić ani zdenerwować.
                • guderianka ezrapound- 13.01.06, 14:13
                  zgdzam sie ze to rutyna- podaje jeszcze raz przykład pieczatki ktora przystawia
                  sie na karcie położniczej.
              • amwaw Re: nacinanie 13.01.06, 14:16
                Wygląda na to, że who także obraża polskich lekarzy i położne fiu fiu..ciekawa
                koncepcja...
                Medycyna ma to do siebie, że obserwujemy w niej POSTĘP- po to wprowadzono
                OBOWIĄZKOWE szkolenia lekarzy- doprawdy nie ma to nic wspólnego z obrażaniem..
            • ezrapound Re: nacinanie 13.01.06, 14:07
              Chodzi o to, malinko, że to jest NIEPOTRZEBNE. W Polsce masowo okalecza się
              kobiety, ponieważ jesteśmy potulnymi owieczkami i na wszystko się zgodzimy.
              Gdyby nam nacinali nadgarstki (a często nacięcie krocza ma mniej więcej tyle
              samo sensu) też byśmy się zgodziły - no bo po co się buntować? Poboli, poboli i
              przestanie, grunt to zdrowe dziecko (tak jakby zdrowie dziecka miało
              jakikolwiek związek z nacięciem). Jasne, że nacięcie da się przeżyć (sama tego
              nie wiem, nie chciałam nacięcia przy pierwszym porodzie i bez problemu
              urodziłam bez), tylko po co? Po co ryzykować ból i komplikacje (często ciągnące
              się latami) dlatego, że lekarzom najwygodniej jest położyć rodzącą na wznak i
              rutynowo, bezsensownie, najczęściej nieprawidłowo, nacinać?
              Ten wątek nie jest wymierzony w kobiety, które urodziły z nacięciem - po prostu
              czytałam tę rozmowę z położną w wyborczej i chciałam zacytować jej wypowiedź.
              Żeby zachęcić wszystkie dziewczyny do starania się o dobry poród, bez zbędnego
              cierpienia. To ma być wspaniałe doświadczenie. Takim było dla mnie i tego Wam
              wszystkim życzę.
            • ulkaz Re: nacinanie 14.01.06, 15:03
              no i wlasnie dla takich jak ty jest nacinanie(gdyby to bylo sredniowiecze to by
              ci nikt nie pomogl i prawdopodobnie by sie to najlepiej nie skonczylo), ale
              jestes w tych 10 % o ktorych mowi WHO, a pozostale 90 % nie musi, i nie ma
              potrzeby u nich robic naciec rutynowo.
    • lucerka Re: Jeszcze raz o nacinaniu 13.01.06, 14:47
      dziewczyny, ktore nie sa przecwniczkami nacinania, powiedzcie mi:

      dlaczego kraje uwazane za wyzej rozwiniete (n.p. Szwecja) odstapily od
      rutynowego nacinania krocza? umiecie to jakos wytlumaczyc?
      • lucerka nikt nie wie?n/t 13.01.06, 15:29
        • andaba Re: nikt nie wie?n/t 13.01.06, 15:41
          Fajnie to zabrzmiało - wyżej rozwinięte smile
          A my co ameby?

          Nie wiem dlaczego odstępują od nacinania krocza, moze z powodu
          nacisków "ekologicznych" mamusiek. I podatności na mody. Zauważcie, że nawet w
          niby nowoczesnej medycynie wciąż coś się zmiena, choćby takie głupoty jak dieta
          niemowlęcia.
          Nie wiem, może ja jestem już za stara z zreformowanie, ale mnie w ogóle śmieszą
          te zawirowania wokoło porodu. Dla mnie to proste - zaczynają się skurcze, jadę
          do szpitala, rodzę. Jak trzeba tną, jak trzeba dają oksytocynę, jak trzeba
          robią cc. Celem porodu jest urodzenie zdrowego dziecka. Nie ekstaza mamusi.
          Pewnie, że lepiej, żeby nie cierpiała, ale spieranie się o głupstwa... Co to
          warte? Ważne żeby dziecko się zdrowe urodziło i matka przeżyła, nie wykrwawiła
          się, nie straciła macicy i nie dostała sepsy.
          • ezrapound andaba 13.01.06, 16:14
            A widzisz, a więc jest między nami fundamentalna różnica. Bo moim zdaniem nie
            ma powodu, dla którego poród nie miałby być pięknym przeżyciem. Ekstaza -
            owszem, czemu nie. Jasne, celem porodu jest urodzenie zdrowego, szczęśliwego,
            niestraumatyzowanego niemowlaka. Te kwestie wcale się wzajemnie nie wykluczają.
            Twoje stanowisko nie jest ani gorsze, ani lepsze, od mojego. Być może ten wątek
            jest adresowany do kobiet, które myślą podobnie jak ja - nie chcą, by je
            niepotrzebnie okaleczono, nie chcą, żeby bolało bardziej niż musi, CHCĄ, żeby
            poród był, może niekoniecznie ekstazą, ale pozytywnym, wielkim przeżyciem. A
            nie czymś przez co trzeba przejść.
            • ezrapound jeszcze 13.01.06, 16:20
              Jeszcze tylko dodam - najbardziej oburza mnie to, że cierpienia kobiet w
              porodzie (w tym te związane z nacinaniem krocza) są często skutkiem tego, że
              komuś nie chce się pomyśleć, nie chce się potraktować pacjentki indywidualnie,
              że tak jest wygodniej, że nie będziemy kwestionować tego, co robiliśmy przez
              ostatnie dwadzieścia lat, i tak dalej. Kiedy trzeba podać oksytocynę? Przecież
              naprawdę rzadko jest taka konieczność. A robi się to rutynowo. Przecież rodząca
              kobieta wszystko zniesie. Dla wygody lekarza, żeby było szybciej, sprawniej, po
              szpitalnemu. To mnie wkurza i na to się nie zgadzam. I zmiatam już z forum bo i
              tak za bardzo się nakręciłam. Pozdrawiam Was wszystkie, forumowiczki, i życzę
              wspaniałych porodów!
          • lucerka Re: nikt nie wie?n/t 13.01.06, 16:19
            andaba napisała:

            > Fajnie to zabrzmiało - wyżej rozwinięte smile
            > A my co ameby?
            >

            mialam na mysli lepiej rozwinieta gospodarke, mniejsze bezrobocie i przez to
            wiesze naklady na badania naukowe na zachodzie.
            a my nie ameby smile ale troche zacofani w niektorych, aczkolwiek nie wszystkich,
            dziedzinach.
            • ezrapound lucerka 13.01.06, 16:22
              No właśnie. Ja też chętnie usłyszałabym rozsądne wyjaśnienie tego faktu. Myślę,
              że to nie jest kwestia mody, zważywszy, że Polska naprawdę jest już ewenementem
              w tej dziedzinie. A nie możemy chyba powiedzieć, żeby nasza służba zdrowia była
              absolutnie nienagannym wzorem dla innych krajów europejskich...
              • matylda.fm Re: lucerka 13.01.06, 16:25
                może ( nie pisze na podstawie żadnych badać, po prostu tak sobię wymysliłam) to
                wynika stąd że w Polsce z reguły rodzi się w pozycji leżącej i w takiej
                sytuacji naprężenia działające na tkanki krocza sa na tyle duże że może dojść do
                duzych peknięć a nacięcie ma temu zapobiec lub "skierować" pęknięcie w inną
                strone iż w kieerunku odbytu.
                Możliwe, że w krajach gdzie uznaje się poród w pozycji dowolnej, wygodnej dla
                konkretnej rodzacej nie ma takich napreżeń tkanek i nie ma sensu ciąć.
                • ezrapound matylda 13.01.06, 16:40
                  • ezrapound Re: matylda 13.01.06, 16:41
                    Przepraszam, puste mi się wysłało! Chciałam napisac, Matylda, że chyba masz
                    rację. Sensownie brzmi to co napisałaś.
                    • lucerka Re: matylda 13.01.06, 16:44
                      tez mi sie tak wydaje
          • moreno500 Re: nikt nie wie?n/t 13.01.06, 16:36
            problem w tym, że u nas nie tną, jak trzeba, tylko zawsze
            • matylda.fm Re: nikt nie wie?n/t 13.01.06, 16:37
              błąd- nie zawsze
              • andaba Re: nikt nie wie?n/t 13.01.06, 17:05
                Racja. Nie zawsze.
          • knabino polskie ameby 15.01.06, 21:01
            A co można pomyśleć o kraju w środku Europy, w którym trzeba było zorganizować
            wielką akcję pt. RODZIĆ PO LUDZKU? Czy nie oznaczało to, że jeszcze do niedawna
            w Polsce rodziło się nie po ludzku, tylko jakoś tak dziwnie - poniżej godności
            człowieka? Może na poziomie ameby?
    • ciaog Re: Jeszcze raz o nacinaniu 13.01.06, 16:47
      Hmm, z pewnoscia zadnego pacjenta (chociaz kobieta w ciazy, czy rodzaca, to w
      ogole chyba nie jest pacjentem, co? przeciez nie jest chora- na pewno wiele z
      Was, proszac o pare dni zwolnienia, zeby odpoczac np. od uporczywych mdlosci,
      uslyszalo od gina, ze "ciaza to ne choroba"), w kazdym razie zadnego pacjenta
      nie powinno sie chyba traktowac rutynowo? ta pieczatka doprzystawiania na
      karcie... brbr
      a ja chcialam jeszcze raz wsadzic kij w mrowisko- moze ktos mi wyjasni, jak to
      sie stalo, ze moja mama (natenczas 26 letnia, wysportowana, mloda, zdrowa)
      rodzac mnie (donoszone bez problemow dziecko, 3200, wiec nie takie znow duze)
      byla nacieta, a jednak zasluzylam po urodzeniu na 1 tylko (jeden) punkt w skali
      Apgar? przeciez nacinanie dobru dziecka sluzy? ha? takie podduszone zdechlaki
      rodza tylko histeryczki, ktore sie na nacinanie nie godza (jak slysze)...
      • ezrapound ciaog, 13.01.06, 18:56
        miałam już nie odpisywac, ale nie mogę się powstrzymać. No właśnie. Takich
        historii jest cała masa. Dlaczego cały czas pokutuje taki mit, że przy porodzie
        trzeba znosić różne okropieństwa, bo taki już los kobiety? Popatrz jak
        skutecznie wmówiono nam, że to wstyd bronić się przed niepotrzebnym bólem
        (choćby i niewielkim), przed niepotrzebną ingerencją w integralność mojego
        ciała (w jego najintymniejszych zakamarkach).
        Ja jestem histeryczką, która nie zgodziła się na nacinanie - mój "podduszony
        zdechlak" dostał 10 punktów Apgar. Druga faza porodu trwała jakieś 15 minut.
        Dodam tylko, że mój zdechlak miał rączkę przy buzi, co mocno komplikowało
        sytuację.
        Nasze mamy musiały znosić rozmaite potworności. Aż strach myśleć. My jednak
        mamy szczęście, że można przynajmniej próbować upominać się o ludzkie - nie
        rutynowe - traktowanie.
        • ciaog Re: ciaog, 13.01.06, 19:30
          no, ja tez zamierzam "histeryzowac"
          mam wprawe- cwicze cale zycie na dentyscie (chociaz przypuszczam, ze w tym
          przypadku racja jest po stronie Pani Doktor, nie mojej...)
          • ezrapound Re: ciaog, 13.01.06, 20:29
            Moim zdaniem racja jest po Twojej stronie. Według mojej najlepszej wiedzy
            trzeba starać się, żeby tego nacięcia nie było (poza naprawdę pojedynczymi
            przypadkami). I uważam, że jako właścicielki swoich ciał mamy prawo chcieć,
            żeby nie bolało bardziej niż musi. Skurcze porodowe bolą, to prawda, bardzo
            mocno bolą, ale to jest ból naturalny, który da się przetrzymać i który bardzo
            szybko się zapomina. I mimo tego bólu poród może być pięknym przeżyciem. I oby
            Twój właśnie taki był. Pozdrawiam!
    • cookee2 Re: Jeszcze raz o nacinaniu 13.01.06, 21:12
      Byłam nacinana 3 razy ,przy każdym dziecku. Pierwszy syn się zaklinował i
      musieli go wyjac kleszczami,przy córce zaczynałam pękać,a przy najmłodszej nie
      mialam siły przeć ,mała szła z rączka przy policzku i też mnie nacięto. Położne
      (bo u nas położne) zszyły mnie profesjonalnie nie babrało mi się i szybko
      wróciłam do formy. Natomiast prawda jest też taka ,że w ogóle nie powinnam
      rodzić naturalnie mam bardzo wąską miednicę i tylko namęczyłam (ja ,oni)dzieci.
      (Syn miał 4 pt apgara).Przy 3 dziecku w trakcie porodu położna do mnie "Boże
      ma pani miednicę jak pierworódka" .Pozdrawiam
    • arsz Re: Jeszcze raz o nacinaniu 13.01.06, 21:18
      Kolejny raz czytam wątek o nacinaniu. Na poczatku ciąży o niczym innym nie umiałam myśleć, tylko o tej makabrze. Teraz mam inne priorytety i problemy. Ale ponieważ pojawił się kolejny raz ten sam watek mam proste pytanie (jeszcze nigdy nie rodziłam, żeby nie było wątpliwości, nie mam męża lekarza, sama też się na tym nie znam): jak mam ocenić czy trzeba nacinać czy nie?
      Wszyscy pięknie piszą, że to barbarzyństwo, itp., że nie możemy się na to godzić jak baranki, ale JAK to zrobić?
      Nie chcę brać zzo (choć się nie upieram, bo nie wiem jak się wszystko potoczy), mam zamiar w miarę możliwości nie dać się zapakować na ten straszny fotel. Ok. Ale jak mam ocenić - nigdy wcześniej nie widziałam porodów (nie piszcie żebym poczytała, bo to nie o to chodzi), nie mam doświadczenia, poza tym nie zajrzę tam raczej - czy się upierać przy nie nacinaniu.
      Jeśli ktoś ma konstruktywne pomysły, same piszecie że czasami jest konieczne nacięcie, jak podejść do sprawy, to będę wdzięczna.
      Jeśli natomiast macie tylko do powiedzenia, że o swoje trzeba walczyć, to dzięki, to wiem. Ale w tej sytuacji nie bardzo wiem jak (mąż też nie będzie wiedział) i nie wiem jakie to swoje.
      • apax Re: Jeszcze raz o nacinaniu 13.01.06, 21:38
        Chyba trzeba zaufac ludziom którzy odbieraja poród i swojej intuicji. A
        wszystkiego sie i tak nie przewidzi, każdy poród jest inny. Chyba nie jest
        najlepiej iśc do szpitala z nastawieniem na walke z personelem o "swoje". Lepiej
        isc urodzić, po prostu, mnie pomogli- nie przeszkadzali. Było fajnie i trwało
        2,5h z czego 15min parcie. Pozdrawiam Joanna
      • ezrapound Arsz 13.01.06, 21:49
        Mój mąż też nie jest ginekologiem i nie oceniał niczego w trakcie porodu. Po
        prostu uważał, na podstawie swojej wiedzy medycznej, że nacinanie jest zawsze
        niebezpiecznym, niepotrzebnym okaleczeniem. Zauważ, że tak ekstremalnego
        poglądu nie starałam się wypromować w tym wątku bo wiem, że to jest stanowisko
        kontrowersyjne i wiele osób się z tym nie zgodzi.
        Zgodnie z moją wiedzą nacinanie ma sens tylko wtedy, jeśli jest ryzyko, że
        dziecko urodzi się podduszone. A tego dowiadujemy się z KTG. Ja uważam, że
        jeśli poród idzie dobrze, dziecko czuje się dobrze, nie leżysz plackiem na
        wznak, nie jesteś znieczulona tak, żeby nic nie czuć, to nie ma powodu do
        wykonywania nacięcia. Spróbuj porozmawiać z położną, powiedzieć jej, że chcesz,
        żeby chroniła krocze i z wyjątkiem sytuacji naprawdę ekstremalnych nie życzysz
        sobie nacięcia. Ja na przykład nie chciałam, żeby nacięcie wykonano bez mojej
        wiedzy (i skończyło się tak, że wogóle nie miałam nacięcia). Chodzi o to, żeby
        nie potraktowano Cię rutynowo. Czasami wystarczy, że trochę się postawisz, że
        dasz do zrozumienia lekarzowi lub położnej że jesteś zorientowana w temacie, że
        znasz swoje prawa. Oczywiście, że sama w trakcie porodu nie będziesz w stanie
        ocenić sytuacji więc ostatecznie musisz zaufać personelowi medycznemu. Chodzi
        jednak o to, żeby uznali Twoje preferencje i postarali się pomóc Ci urodzić tak
        jak Ty chcesz. Podobno są też sposoby na przygotowanie krocza do porodu - ale o
        tym nic nie wiem bo ja się nijak nie przygotowywałam. Napewno ważna jest
        pozycja w jakiej rodzisz i to, żebyś mogła cały czas być w ruchu. Wszystkie te
        rzeczy sprawiają, że ryzyko pęknięcia jest mniejsze, a więc i nacięcie - i ile
        uznamy, że wogóle bywa konieczne - jest wtedy mniej prawdopodobne. Wszystkiego
        dobrego!
        • marik19 Re: Arsz 13.01.06, 22:20
          ezrapound piszesz,że twój mąż jest ginekologiem i nie wiesz tego ,że dla lekarza
          lenistwem jest nie nacinanie krocza dla położnej również.Odbiera poród taka
          położna bez nacięcia ,lekarz sprawdza czy wszystko jest o.k.A przy nacięciu
          krocza trzeba znieczulać krocze bo myślę,że twój mąż znieczula krocza potem
          trzeba je zszyć /jeżeli nacięte to tak jak pęknięcie 2stopnia/to ok.pół
          godziny.Sama sobie przeczysz.
          • ezrapound marik19 14.01.06, 08:15
            Nie mam pojęcia jak odpowiedzieć na Twoją wypowiedź - po pierwsze, mój mąż nie
            jest ginekologiem, co wyraźnie napisałam, po drugie owszem, uważam, że brak
            ochrony krocza to lenistwo i wygodnictwo - z punktu widzenia lekarza czy
            położnej łatwiej jest położyć kobietę na wznak, naciąć i zrobić wszystko po
            swojemu. Nie ma tu żadnej sprzeczności.
            • amwaw Re: marik19 14.01.06, 08:55
              Tym bardziej, że bez nacięcia poród przebiega po prostu znacznie wolniej(i
              powinien, żeby kobieta nie pękła)-nie wszystkim chce się czekać...to jest
              wygodnictwo-chyba, że kobieta jest już wymęczona porodem, nie daje rady przeć i
              chce przyśpieszyć, ale w takim przypadku to powinna być jej decyzja-położna
              powinna skonsultować to z rodzącą- czy chce przyśpieszyć czy nie.
        • arsz Re: Arsz 13.01.06, 22:30
          Widzisz, żeby nie było wątpliwości, ja nie poddaję w dyskusję zasadności nacinania. Uważam, że im mniej ingerencji medycznej tym lepiej. Nawet się zastanawiałam nad porodem w domu, ale zrezygnowałam, bo to spory koszt i w sumie mam kawałek do Wawy (ok. 30 km), więc w razie komplikacji byłby problem.
          I mój głos w dyskusji miał na celu skierowanie jej na trochę inną drogę. Nie czy dać się naciąć czy nie, tylko jak to zrobić, żeby mieć REALNY wpływ na tą decyzję.
          Moja postawa jest taka: mam zamiar poprosić o nie nacianie, ale nie mam zamiaru się przy tym upierać. Bo się nie znam. Zwyczajnie. Chcę czy nie muszę zdać się na personel szpitala. A co jak mi się trafi położna, która będę miała ochotę wykopać? Pewno - zapłać za taką, której będziesz mogła zaufać. To jest rada. Ale czy dla każdego.
          Chciałam wam zwrócić uwagę na jedną rzecz. Też uważam, że rutyna jest najgorsza. Tylko czy akurat w momencie porodu jesteśmy w stanie coś z tym zrobić? Płacenie za położną, tak jak za poród rodzinny, uważam za chorą sytuację. Niby ubezpieczenie, a okazuje się, że jak chcesz mieć godne warunki, to płać za wszystko jak leci.
          I jeszcze jedno, informacja: dziewczyny nie dajcie się pociąć, strasznie frustruje. Szczególnie w kontekście tego co napisała haganna. Bo jak się okaże, że po podliczniu domowego budżetu możemy sobie pozwolić tylko na ... no właśnie. Pozostaje nam postawić na szczęście.
          • marik19 Re: Arsz 13.01.06, 22:41
            Dziewczyny nikogo nie chcę bronić ale zmiłujcie się ciągle któraś pisze ,że
            opłacanie położnej lub lekarza to chora sytuacja a ja się pytam po/przepraszam
            za wyrażenie/jasną cholerę chodzicie do nich i prosicie ,żeby do Was
            przyjeżdżały.Nie proście oni przecież nikogo nie namawiają.Jeżeli nie będzie
            takich co dają nie będzie takich co biorą.
            • arsz Re: Arsz 13.01.06, 22:46
              Proszę przeczytaj ze zrozumieniem to co napisałam. I wszystko będziesz wiedzieć.
              Nie zapłacę ani za położną ani za lekarza. Bo mi na to szkoda pieniędzy.
              Wypowiadam się w tej sprawie po raz pierwszy i do nikogo nie chodzę i o nic nie proszę.
              Także jeszcze raz - popatrz odnośnie czego napisałam o opłacaniu położnej, a wszystko będzie dla ciebie jasne.
          • ezrapound Re: Arsz 14.01.06, 08:18
            No dobrze. Więc napiszmy tak: dziewczyny, dajcie się pociąć. Nie wszystkie stać
            na to, żeby walczyć o ludzki poród, więc wszystkie miejmy okropne porody. Niech
            będzie wygodnie lekarzowi i położnym, a my pokornie znośmy ból, niepotrzebne
            interwencje w nasze ciało, fakt, że nie informuje się nas o zabiegach
            wykonywanych na naszym ciele podczas porodu, znośmy to wszystko pokornie jak
            owieczki, żeby nie było przykro tym, które już miały nacięcie i tym, które, z
            różnych względów, być może będą je miały. Zadowolona?
            • arsz Re: Arsz 14.01.06, 12:37
              No właśnie. Rozmowa z wami jest tylko na takim poziomie. Bo nic mądrzejszego nie umiecie wymyśleć.
              Żadnych konstruktywnych porad to od was nie można uzyskać. Ale tego się akurat spodziewałam, patrząc na przebieg dyskusji, tej i wcześniejszej.
              Jedno wiadomo na pewno: jeśli cię nie stać i dałaś się pociąć jeteś totalnie głupia.
              I faktycznie rozmowa w tym temacie do niczego nie prowadzi.
              • amwaw Re: Arsz 14.01.06, 13:31
                polecam czytać ze zrozumieniem- ułatwia to bardzo życi(nie tylko Tobie ale i innym):
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=34907096&a=34942846
                • arsz Amwaw 14.01.06, 17:33
                  Przeczytałam bardzo uważnie. I zdaję sobie sprawę, że to jest droga do sukcesu. Tylko co rozsądnego powiedzieć dziewczynom, które nie mają możliwości wykonania 6 punktów? Czy do was nie dociera zupełnie co ja staram się przekazać? NIE JESTEM zwolenniczką nacinania, albo nie nacinania. Uważam tylko, że bardzo często jest tak, że nie mamy realnej możliwości wpłynięcia na wykonanie bądź nie tego zabiegu.
                  Czy przeliczyłaś jaki jest koszt tych 6 punktów. Ja tak. I powiem ci szczerze, że dla wielu jest to nie do spełnienia.
                  Więc zacinanie się w sobie nic nie daje.
                  Próbowałam uzyskać od was, bardziej być może zorientowanych w temacie, rady dla mnie i dla innych, jak sobie poradzić z tym problemem. Oczywiście można powiedzieć, że coś takiego uzyskałam, tyle że jestem ciekawa, ile z nas będzie mogło sobie na to pozwolić.
                  W każdym razie dziękuję bardzo.
                  Każda z nas będzie musiała sobie jakoś poradzić.
                • arsz Może to wyjaśni 14.01.06, 17:42
                  Zajrzyj, może tu jest lepiej wyjaśnione o co mi chodzi forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=34284026&v=2&s=0

                  Być może źle przedstawiłam sprawę i stąd te nieporozumienia
        • knabino Re: Arsz 15.01.06, 20:23
          ezrapound - podoba mi się Twoje stanowisko, popieram. śledzę ten wątek dlatego,
          że będę rodzić za kilka miesięcy, ale chcę się dobrze do tego przygotować.
          kiedy pierwszy raz dowiedziałam się o nacinaniu krocza byłam przerażona - po
          co, myślałam, takie okaleczanie??? bo to jest okaleczanie, tak jak piszesz, w
          najintmniejszym miejscu kobiety, które i tak będzie po porodzie nadwyrężone i
          zmęczone, a do tego jeszcze często NIEPOTRZEBNIE okaleczone. mnie także rozwala
          argument, że o bólu się zapomina i że najważniejsze, że "dzieciak zdrowy i
          śliczny". żadnego związku. czy nasz kraj jest zacofany w srosunku do innych,
          wyżej rozwiniętych? pewnie, że tak !!! już samo to, że (chyba) 10 lat temu
          trzeba było rozpętać akcję pt. RODZIĆ PO LUDZKU. To była konieczność, ale jakże
          to obnaża poziom naszego położnictwa. Aż się dziwię, że hasło się przyjęło -
          przecież obrażało lekarzy i położne, bo oznaczało, że rodzenie nie było 'po
          ludzku', tylko 'po polsku'- czyli połozyc kobietę, naciąć, odebrać dziecko,
          pokazać na parę minut. Już wtedy się tym tematem interesowałam i byłam
          zaskoczona, że tak to wygląda. Czytałam relacje kobiet, które czuły się jak
          przedmioty, jakby w ogóle nie o nie i nie o ich dzieci w tym całym interesie
          chodziło. Jestem pewna, że w Szwecji jest bardziej 'po ludzku'. jeżeli komuś
          pasuje stary polski sposób, jego wola. Ale kiedy raz zdobyło się wiedzę o tym,
          jak faktycznie jest w nowoczesnych klinikach, w innych krajach, kiedy ta wiedza
          do nas przemawia i intuicyjnie czujemy, że to jest to, musimy domagać się
          naszych praw do decydowania o naszym własnym ciele i własnym porodzie. Jeszce
          raz zadam to pytanie - czy położne, kóre na pewno też są matkami, pozwalają się
          nacinać i są z tego powodu zadowolone? Bo często tak jest, że lekarz, który
          pacjentowi poleca jakąś kurację, sam by jej sobie nie zaordynował.
      • haganna Re: Jeszcze raz o nacinaniu 13.01.06, 21:55
        Nie rozumiem co ma zzo do nacinania - jedno z drugim nie ma nic wspólnego.
        Jak się przygotować do porodu, żeby nie mieć nacinanego krocza?
        Po pierwsze - dobre USG (wykonane na dobrym aparacie, przez lekarza, który wie,
        jak go obsługiwać!) po 36. tygodniu ciąży tak, by DOBRZE ocenić wagę płodu i
        obwód główki.
        Po drugie - porządna szkoła rodzenia, by dać Ci wiedzę na temat fizjologii
        porodu (bez tych wszystkich mitów).
        Po trzecie - położna, która umie tak poprowadzić poród, tak by ochronić krocze.
        Po czwarte - ćwiczenia, masaże (ja ich nie stosowałam, więc dla mnie to tylko
        teoria).
        Po piąte - ograniczone zaufanie do personelu medycznego (warto pytać, co się
        dzieje, jakie leki dostajesz, jaki jest etap porodu) - na zasadzie "wierzyć,
        znaczy kontrolować".
        Po szórte - i może najważniejsze; obecność bliskiej osoby, który doda Ci otuchy
        i zachęci do wysiłku.
        • ezrapound haganna 13.01.06, 22:14
          Znieczulenie zzo teoretycznie nic do nacinania nie ma, ale jeśli jest źle
          wykonane, tak, że nie możesz chodzić, nie czujesz nóg, to oczywiście mocno
          komplikuje sprawę.
          Poza tym dzięki za Twój post bo podsumowuje całą tę dyskusję.
        • arsz Re: Jeszcze raz o nacinaniu 13.01.06, 22:16
          Zzo do nacinania - ja tego nie napisałam, chodziło mi o to, że jak masz znieczulenie, to pewno łatwiej ci kontrolować co się z tobą dzieje. I tyle. Tak jak pisałam, nie rodziłam, nie wiem jak to będzie. Często dziewczyny piszą, że są tak nastawione zadaniowo, że w sumie nie wiedzą co się z nimi dzieje, bo są wsłuchane we własne ciało i tylko to je interesuje. Tyle wiem z opisu. W każdym razie ja nie wiem jak będzie ze mną. Taka mądra będę po.
          Do szkoły rodzenia się zapisałam, zobaczymy. Tylko kogo na to wszystko stać? Dobre usg, szkoła rodzenia, położna, poród rodzinny i może zzo, jeśli będzie trzeba?
          Zawsze można powiedzieć, trzeba się było nie decydować, skoro cię nie stać. Tylko czy o to tu chodzi?
          Wtrąciłam się to tej rozmowy specjalnie, żeby zwrócić na jedną rzecz uwagę. Poród jest specyficzną sytuacją, w której często zależymy od innych. Nasza wiedza może być za mała by się na sali z kimś sprzeczać (zabawnie to brzmi, bo mimo że jestem bardzo pyskata, to nie wiem czy będę miała na to siłę).

          Wiesz nie chodzi mi o przygotowanie się jako takie, bo też na ten temat sporo przeczytałam, tylko co zrobić żeby wymóc swoją decyzję na personelu medycznym (również wtedy, gdy cię nie stać na opłanie połoznej) i JEDNOCZEŚNIE być pewnym, że się nie zaszkodzi zarówno sobie jak i maluszkowi (stan mamy i dziecka jest dla mnie jednakowo ważny).
          To wszystko bardzo piękne, ale dla większości tylko w teorii.
          • haganna Re: Jeszcze raz o nacinaniu 13.01.06, 22:57
            Tak jak wspomniałam, jedynie punkt czwarty znam z teorii.
            Resztę "przećwiczyłam" na sobie wink. Z dobrym skutkiem - nie byłam nacięta.
            Nie musisz wymuszać decyzji na położnej, która rozumie Twój punkt widzenia i
            Twoje obawy. Rzecz w tym, żeby przedyskutować priorytety i możliwe scenariusze
            PRZED porodem, a nie w trakcie.
            Jeśli nie chcesz płacić konkretnej położnej, to wybierz szpital, w który jest
            to normą i wszystkie położne chronią krocze jeśli tylko jest to możliwe. Wtedy
            wystarczy powiedzieć o Twoich preferencjach przy wejściu na salę porodową.
            Rozumiem, że nie każdą kobietę stać na szkołę rodzenia, dobre USG, indywidualną
            opiekę położnej, poród rodzinny i zzo. Bezpłatna służba zdrowia to kolejny mit.
            To również sprawa priorytetów.
            Dla mnie ważny był start. Chciałam, żebyśmy poród przeżyli z jak najmniejszym
            uszczerbkiem, zdrowo i pomyślnie - i ja i moje dziecko. Uważam, że dobry poród,
            bez powikłań to podstawa dobrego rozwoju dziecka i budowania z nim więzi.
            • arsz Re: Jeszcze raz o nacinaniu 13.01.06, 23:02
              Na pewno masz rację. Dobrze, że udało ci się tak jak zaplanowałaś.
              Dobrze by było, żeby każdej z nas się udało. Nawet jak nie ma na to kasy. Z czasem pewno wszystko się zmienni. A teraz trochę szczęścia i jakoś będzie.
              • wieczna-gosia co do kasy..... 15.01.06, 00:35
                to ja placilam tylko raz- za porod w domu konkretnie.

                pozostale ciaze prowadzilam u panstwowych lekarzy i rodzilam z panstwowymi
                poloznymi. Pewnie mialam duuuzo szczescia ze jakos nikt sie nie rwal do
                nacinania, byc moze moje rozciagniete krocze zwalilo polozne (szczegolnie przy
                moim pierwszym porodzie) z nog, nie wiem. W kazdym razie da sie urodzic bez
                naciecia i z polozna z dyzuru.
            • aga_sama Re: Jeszcze raz o nacinaniu 17.01.06, 13:05
              Haganna masz dużo racji, ale jak mam wybrać szpital, w którym wszystkie położne
              chronią krocze, skoro w Warszawie, stolicy tego kraju, jest taki tylko jeden -
              Żelazna? Szpital najbardziej oblegany, do którego żeby się dostać, jeszcze przed
              porodem trzeba zapłacić (podkreślam: niezawsze) - za szkołę rodzenia, za
              prywatne wizyty u pracującego tam lekarza. Sam poród, jeżeli ma odbyć się z
              bliską osobą, kosztuje 8 stów (sala rodzinna)
              Pozycja wertykalna lub każda inna oprócz leżącej też może pomóc w ochronie
              krocza. To super, ale w taki sposób możesz rodzić tylko na Żelaznej, no chyba że
              wykupisz usługi prywatnej położnej. Ja na razie znalazłam info tylko o jednej,
              która nie boi się przyjmować porodów "wertykalnych": Krystynie Komosie z Solca.
              W inny wątku na tym forum studentka położnictwa napisała, że ich nie uczą
              przyjmowania porodów w innej pozycji poza leżącą.
              Trochę długi ten post, ale wynika to z mojej frustracji, że żeby w Warszawie
              mieć pewność, że urodzisz po ludzku: intymnie, z bliską osobą, bez nacinania
              krocza i w wybranej pozycji, MUSISZ ZAPŁACIĆ.

    • sakada Re: Jeszcze raz o nacinaniu 13.01.06, 21:46
      Nacinanie to moje najgorsze wspomnienie z porodu. Samo nacięcie bolało jak
      diabli - cały poród nie bolał mnie tak bardzo jak ten zabieg. To jedyny moment
      podczas którego się wydarłam na głos. Potem oczywiście nie mogłam siedzieć
      (tylko na jednym pośladku) a zdejmowanie szwów to osobna historia. Zszywanie
      także było koszmarne - w moim odczuciu trwało godzinami (w rzeczywistości ok 30
      min) i baaardzo bolało. Płakałam i klęłam jak lekarz mnie zszywał. Jeśli tylko
      możecie uniknąć nacinania dziewczyny - walczcie o to z całych sił. Zaznaczam,
      że poród jako taki dobrze wspominam - był naturalny bez znieczulenia a mimo to
      przeżyłam go bardzo spokojnie i dobrze znosiłam ból. Nacinanie to jedyne
      jednoznacznie złe wspomnienie jakie posiadam.

      Pozdrawiam
    • ezrapound do wszystkich zwolenniczek nacinania 14.01.06, 08:41
      Dziewczyny, nie ma powodu, żebyście atakowały ten wątek. Macie prawo chcieć
      tego nacięcia i nawet o nie poprosić. Ja nie potrafię pojąć takiej potrzeby tak
      jak nie rozumiem kobiet, które chcą mieć cc na życzenie - ale każdy wie, co dla
      niego najlepsze. Nawet w krajach, w których już dawno zrezygnowano z nacinania
      krocza (ponieważ wyniki badań na ten temat dają oczywiste i jednoznaczne
      wnioski, o czym było wyżej, co potwierdza swoim autorytetem Światowa
      Organizacja Zdrowia - WHO) można poprosić o nacięcie. Kobieta, która z różnych
      względów nie chce rodzić naturalnie może zostać nacięta, może też chcieć cc.
      Więc nie ma o co kopii kruszyć. Wasze potrzeby akurat są bardzo łatwe do
      zaspokojenia w polskich realiach. Więc, poniekąd, macie szczęście.
      • falka32 Re: do wszystkich zwolenniczek nacinania 14.01.06, 23:39
        dodam jeszcze to, o czym często zapominają dziewczyny piszace "o co tyle krzyku,
        przecież to nie boli i się zagoi". Największym problemem zwiazanym z nacięciem
        jest rekonwalescencja i pielęgnacja rany. Zapominacie, że z tym nacięciem i
        szwami będziecie musiały się opiekowac noworodkiem. Jeżeli macie kogoś do pomocy
        dyspozycyjnego 24 godziny na dobę, to ok, ale jeżeli nie, albo nie przez cały
        dzień, to jest topowazny problem. Przy nacięciu po każdym sikaniu trzeba iść się
        podmyć a najlepiej jest sikać od razu pod strumieniem wody z prysznica. A sikasz
        ciągle. Więc za każdym razem musisz iść na przynajmniej kilka minut do łazienki,
        i musisz mieć z kim zostawić dziecko - chyba, ze wolisz czekać z pękającym
        pęcherzem aż dziecko zaśnie, naje się itp. Dodaj do tego nawał mleczny po
        porodzie i zajmujace sporo czasu zabiegi z piersiami, żeby nie wybuchły. Dodaj
        podnoszenie się z fotela/łózka , zmienianie pozycji podczas karmienia, albo
        zwykłe przewracanie się w nocy z boku na bok, które też przy naciętym kroczu
        jest bolesne.
        No i podstawa pielęgancji rany - wietrzenie. W czasie, kiedy nie podmywasz się
        pod prysznicem albo nie odciągasz pokarmu powinnaś leżeć na podpasce i wietrzyć
        ranę i najepiej chodzić bez podpaski, choć krew się leje po nogach (a podpaska
        zahacza o szwy, brrrr). Powiedzmy, że w czasie wietrzenia możesz karmić dziecko
        i że nawet w międzyczasie zdążysz je przewinąć. A kiedy masz sobie wziąć jakąś
        kanapkę? A kiedy uciąć tą słynną drzemkę razem z dzieckiem w ciągu dnia, kiedy
        to jedyna okazja, żeby tą kanapkę zjeść?

        To są szczegóły, o których nie wie się przed pierwszym porodem. I które mogą
        zamienić pierwsze tygodnie z dzieckiem w koszmar bólu, nieustannej bieganiny,
        zmęczenia, niewyspania.
        Ja mam porównanie -pierwsze dziecko rodziłam z nacięciem, drugie bez nacięcia.
        Przy pierwszym dziecku po dwóch tygodniach spędzonych w domu byłam żywym trupem.
        Przy drugim - od pierwszych dni byłam wypoczęta, zadowolona, mogłam cieszyć się
        dzieckiem, miałam kiedy surfować po necie itp. W obu przypadkach - byłam przez
        większość dnia sama w domu, nie mając nikogo do pomocy.
        • wieczna-gosia sie podpisze od falka ;))) 15.01.06, 00:42
          i dodam jedno- nikogo nie dziwi ze kobiety w wiekszosci domagaja sie dostepu do
          zniczulenia. Ze chca uniknac bolu. Ze sie go obawiaja. Nieliczne na tym forum
          przecuwniczki znieczulenia sa wdeptywane w arene jako cierpetnice.

          Z drugiej strony- czy unikanie bolu jest OK TYLKO WTEDY gdy wiaze sie z
          zabiegiem medycznym- czyli znieczuleniem? a jak nie wiaze sie z zabiegiem, wrecz
          przeciwnie- wiaze sie z uniknieciem zabiegu- to jest be?

          Unikanie NIEPOTRZEBNEGO, RUTYNOWEGO naciecia- jest uniknieciem niepotrzebnego
          bolu. Nawet jesli on ma trwac 2 dni czy 4 czy 20 godzin. Bo po porodzie bez
          naciecia, czlowiek jest zmeczony, wyczerpany, spiacy, okolice krocza ma tkliwe,
          wymeczone- ale z pewnoscia nie jest to bol- bo po prostu nie ma co bolec. Ja to
          uwazam za wartosc. Tak sama jak znieczulenie czy inne metody lagodzenia bolu.
          • arsz Re: sie podpisze od falka ;))) 15.01.06, 11:46
            Oczywiście nikt tego chyba nie kwestionuje. Pewno, że przed pierwszym porodem nie wie się jak poważnym problemem jest nie tyle poród, co dochodzenie do siebie po nim.
            Problem polega na tym, że dopóki nie zmieni się podejście personelu medycznego do pacjenta, to możemy walić głową w mur.
            Ale tak naprawdę myślę, że tu chodzi trochę o zmianę pokolenia położnych i lekarzy. Pewno zawsze trafią się oszołomy z młodego i cudowni ze starszego.
            I oczywistym jest, że można urodzić bez nacięcia z położną z dyżuru. Wszystko jest możliwe.
            Ale jak na razie trzeba mieć trochę szczęścia.
            Łatwiej jest zdecydowanie zwolenniczką nacinania. Bo skoro to rutyna, to wiadomo.
            Prawdę mówiąc staram się o tym nie myśleć za dużo. Liczę, że wszystko przebiegnie najlepiej i dla mnie i dla malucha.
            • ela124 Re: sie podpisze od falka ;))) 17.01.06, 00:30
              Może Ty liczysz na łut szczęścia, że spotkasz odpowiednich ludzi na
              odpowiednich miejscach, ale ja nie umiem tak zaufać nikomu, poród to ma być
              specjalne przeżycie raz lub dwa na całe życie, mogę sprzedać samochód, zadłużyć
              mieszkanie bo są to rzeczy nabyte, ale dobrych wspomnień z porodu nikt mi nie
              odbierze.U nas we Wrocławiu znieczulenie zzo jest prawie nie dostępne, jak ma
              się szczęście i to DUZE i to można rodziś z mężem bo szpitale mają po jednej
              osobnej porodówce jedynce, jak jedynka jest zajęta to wypraszają męża, ja się
              tak bałam tych wszystkich uwarunkowań, że miałam cc, a teraz chęcę mieć drugie
              dziecko i znowu ogarnia mnie strach...
              • arsz Re: sie podpisze od falka ;))) 17.01.06, 18:54
                Dobrze, że masz co sprzedać. Nie wiem czy zauważyłaś w Polsce nie wszyscy mają samochód. A co do zadłużania, to jasne. Czasami tylko trzeba mieć zdolność kredytową.
    • knabino o nacinaniu: epi-no 15.01.06, 13:48
      Witajcie. Oczywistym jest, że kobiety, którym akurat się udało i zostały dobrze
      nacięte i dobrze zszyte, będą mówiły, że to nic takiego. Te, które z powodu
      nacięcia miały później kłopoty, będą miały żal i uzasadnione pretensje. Czasami
      przecież nacina się rutynowo, bez potrzeby, bagatelizując sprawę, a jestem
      ciekawa, czy SAME POŁOŻNE, TEŻ SIĘ NACINAJĄ NAWZAJEM ????? Czy może raczej
      starają się zrobić wszystko, żeby tego umniknąć?
      Czytałam o takim zmyślnym wynalazku EPI-NO, z którym ćwiczy się rozciąganie
      pochwy 3 tyg. przed planowanym porodem. Podobno bardzo pomaga, opis brzmi
      loicznie, ale jak z praktyką? Czy któraś z mam stosowała EPI-NO przed porodem?
      Będę wdzięczna za uwagi.
      • marik19 Re: o nacinaniu: epi-no 16.01.06, 13:29
        ezauprop nie strasz kobiet .Do diabła ciężkiego tak nakręcaż ciężarne ,że nie
        myślą o porodzie tylko o nacięciu.Podajesz wszystko wg.WHO podaj coś co Ty
        przeżyłaś i nie strasz mnie bo to Ty jesteś gorsza i straszysz kobiety przed
        porodem.
        • amwaw Re: o nacinaniu: epi-no 17.01.06, 09:28
          1. nie ezauprop tylko ezrapound
          2.nie podaje "wszystko wg WHO" tylko wspomniała- nie była nacinana, można tego
          uniknąć
          3. naucz się czytać
          • marik19 Re: o nacinaniu: epi-no 17.01.06, 16:47
            amwaw opisujecie położne,że są takie czy owakie a popatrz na siebie jesteś
            poprostu bezczelna.A dla twojej wiadomości czytać umiem.
            • amwaw Re: o nacinaniu: epi-no 17.01.06, 16:50
              Akurat bezczelna jesteś Ty
              nie dość, że nie doczytasz to jeszcze masz pretensję do kogoś, że zwraca Ci na
              to uwagę...

              i teraz wróćmy do Twojego czytania:
              W KTÓRYM MIEJSCU NAPISAŁAM COŚ TAKIEGO O POŁOŻNYCH???
Pełna wersja