kaasik4
23.01.06, 13:21
Cały ubiegły tydzień chorowałam. (kaszel, ból gardła). Leżalam w domu i się
wygrzewałam. Gorączki nie miałam i ogólnie czułam się dobrze(tylko ten
męczący kaszel). Dziś byłam u lekarki, która przepisała mi bioparox. Lekarka
powiedziała aby się nie martwić bo nie ma strasznych zmian, przyplątała mi
się jakieś wirusowa infekcja. Zapewniła mnie, że to nie ma wpływu na dziecko.
(nie jest to infekcja grypowa) Odwiedziłam też dziś ginekologa a ten mnie po
prostu załamał. Nie wykluczył, że to wpłynie na dziecko. Kazał mi czekac 9
miesięcy to się dowiem czy wpłynęło czy nie. Powiedział, że wcześniej nic się
nie sprawdzi, Powiedział, że choruje cały organizm a więc dzidziuś ze mną a
w ziązku z wczesną ciążą jest to szczególnie niebezpieczne. Powiedział, że
macica jest niewiele powiększona(mniej niż wskazywał by na to wiek ciąży) i
że może to ma związek z moja przebytą chorobą.Podkreślił dodatkowo, że mam
tyłozgięcie macicy co moze wpływać na woniejsze powiększanie się macicy.Mówił
to tak groźnie, że łkałam przez całą drogę do domu. Dobrze, że nie poryczałam
się przy nim, bo było blisko. Kto miał podobne doświadczenia? Pomóżcie. Czy
mogłam skrzywdzić dzidziusia? Załamał mnie : ((((((