loorien
04.03.06, 23:41
Po tym co opiszę pewnie mnie zlinczujecie, ale liczę też na rozsądne głosy,
które mnie może choć trochę uspokoją. Otóż jestem w 10 tyg., dotychczas
wszystko przebiegało prawidłowo, zawsze byłam bardzo aktywną osobą, aerobik,
narty. Odkąd dowiedziałam się że jestem w ciąży, mój mąż kupił mi biegówki,
jako że w książce W oczekiwaniu na dziecko nie widzą przewciwwskazań. Poza
tym po porostej drodze w lasku jest to naprawdę tylko spacer. Dziś
pojechaliśmy do czech gdzie niby miały być przygotowane super trasy -
faktycznie mnóstwo ludzi na biegówkach. Więc zaczelismy trasę najpierw było
ok potem trochę pod górkę wiec zaczełam narzekac ze nie moge sie meczyc, ale
szłam nadal, jako ze zwykle jestem bardzo zawzięta. No i tak szliśmy aż w
końcu sie bardzo stromo zrobiło, ciezko bylo isć, jak sie zdjeło narty to się
zapadałam wieć juz sama nie wiedziałam co lepsze, wrócić też sie nie dało bo
po takim stromym na biegówkach bym nie zjechala, a czescy biegowicze mówili
że od szczytu jest bardzo łagodne zejście na dół. Pod koniec lekko sie
przewróciłam wiec sie rozpłakałam, ale potem juz faktycznie byl lekki zjazd,
tylko ze nagle zrobila sie górka chcialam zahamować i bardzo mocno sie
przewróciłam - na plecy, byłam rozpędzona wieć naprawdę grzmotnełam no i
teraz jestem przerażona czy sie coś dziecku nie stało, dzwonilam do mojego
lekarza, bylam gotowa od razu jechac na usg, ale nie odebrał. Mąż mnie
uspokaja, czuje sie dobrze - tzn fizycznie, nic mnie boli i nie mam zadnych
plamien, ale martwie sie strasznie ze dziecku przestalo bić serce w wyniku
wstrząsu. Wiem że byłam głupia i lekkomyślna pakując sie w to, mój maż też.
Obiecałam sobie i Bogu że nie będę się wiecej narażać, ale żeby tylko dzidzi
się nic nie stało.....