hermiona_775
06.03.06, 13:31
Witam wszystkich. Tak czytam na tym forum i czytam i żal mnie ogarnia. Jestem
z mężem 5 lat po ślubie. On zawsze uwielbiał dzieci, zawsze mówiliśmy sobie,
że szybko się postaramy, ale niestety zrezygnował, nawet nie próbując. Mam 28
lat, wadliwy jeden jajnik, wiem, że w ciążę będę zachodzić długo jeśli w
ogóle. On ma 31 lat. Jak widzi małe dziecko to się po prostu ślini. Jego
siostry mają dzieci i nie może się od nich oderwać, ale gdy próbuje z nim
rozmawiać, zbywa mnie cały czas tak samo - nie jest na to dobry czas. A kiedy
do diabła??? Jak mam mu to wytłumaczyć? On nawet kochać się ze mną nie chce,
bo wymyślił sobie, że pewnie dziurkuję gumnki. Po prawdzie, to ja też nie mam
ochoty na seks, bo w tej chwili dla mnie seks to robienie z przyjemnością
dzidziusia. Moje argumenty typu nie ma na co czekać, bo czas ucieka i robimy
się starsi, ja przecież nie jestem okazem zdrowia, no i on tak kocha cudze
dzieci dlaczego nie chce mieć własnego to jak grochem o ścianę. Powtarza
siedemnaście razy dziennie, że tak bardzo mnie kocha, że ślicznie bym
wyglądała z brzuszkiem, ale tego brzuszka nie chce zrobić. Podrzuca mi
magazyny o ciąży chyba żeby mnie dobić... Zawsze wymyśla jakieś ale. Już tak
kombinuje np, boli go głowa i przez dwa tygodnie nie można wtedy myśleć o
dziecku, bo będzie chore (leków żadnych nie bierze, ani on ani ja), a akurat
za te dwa tyg ja mam znienawidzoną ciotkę i on jest zadowolony, że mu się
upiekło. Co robię nie tak??? Pomóżcie!