ewah76 Re: Zmuszana do karmienia 15.03.06, 17:46 ja również byłam "zmuszana" do karmienia piersią po cięciu cesarskim. Przynoszono mi dziecko do karmienia tylko nie zastanawiano sie czym ja mam go nakarmic skoro nie mam pokarmu. Rezultat: dziecko w kółko ubywało na wadze. Odpowiedz Link Zgłoś
bba75 Re: Zmuszana do karmienia 15.03.06, 20:53 Miałam to samo (brak pokarmu, dziecku ubywało na wadze), na szczęście lekarka i położne nie były nawiedzone w tej materii i same poradziły mi trochę małego dokarmiać. I tak powinno być - nic na siłę. Teraz karmię systemem mieszanym - najpierw pierś, potem w razie potrzeby butelka. Dziecko jest zadowolone, nakarmione, a ja spokojna. Odpowiedz Link Zgłoś
malaga13 Re: Zmuszana do karmienia 16.03.06, 11:19 Cześć, Ja też urodziłam dziecko przez c.c. Przez pierwsze 2 dni nie karmiłam. Na oddziale noworodków dokarmiali dzieci. Już przed urodzeniem dziecka postanowiłam nie karmić piersią. Niestety pobyt w pokoju z taką naprawdę "nawiedzoną" matką, która na siłe wciskała dziecku pierś (szybciutko dorobiła sie zastoju i zapalenia piersi), wizyty położnych i pytania i uwagi sprawiły ze przystawiłam dzieck odo piersi. w pierwszej dobie na piersi dziecko spadło gwałtownie na wadze - przez to kazali mi zostac dłuzej w szpitalu. Mam płaskie brodawki i mały poranił mi brdoawki. Karmiłam mimo to,ale go zanosiłam na dokarmianie tu znowu czułam sie dzięcki położnym jak odmiwniec. Natomiast w domu to był koszmar i bardzo zle wspominam karmienie piersia. Nakładki silikonowe na piersi owszem wyciągają brodawki i to tak bardzo ze wychodziły przez dziureczki na ich końcu - co powodowało straszny ból , krwawienie, moje zniechęcenie do karmienia, złość ogromną objawiająca sie wręcz krzykiem i płaczem podczas karmienia. Po miesiacu dałam spokój. Syn i tak nie chicał pozniej juz piersi - picie z butelki wymaga mniej wysiłku ze strony dziecka. Chodząc z sunem do lekarza na badania przy pytaniu jak jest karmiony za pierwszym razem jak powiedziałam ze butelka - to znowu usłyszałam uwagi i komentarze - az chciało sie płakać. Za każdym razem musiałam sie tłumaczyc... Pózniej stwierdziłam ze mam ta całą brać lekarska i ich kampanię karmienia i to na rządanie dziecka głęboko gdzieś. Teraz jestem z drugim dzieckiem w ciąży - i się zastanawiam jak to bedzie...chyba sama wezme mleko i butelke do szpitala w razie czego... Ja sobie bardzo chwaliłam karmienie butelka - dziecko spało i jadło regularnie,a po 3 miesiacach przesypiało cała noc...nie wiem co to znaczy płaczące dziecko w nocy i nie wiem co to kolki.... Odpowiedz Link Zgłoś
lucerka Re: Zmuszana do karmienia 16.03.06, 11:30 Nie jestem za terrorem laktacyjnym - kazdy karmi jak chce. Wiele mam przestaje karmic w przekonaniu, ze nie maja pokarmu. skad stwierdzenie "brak pokarmu"? Na jakiej podstawie? Mnie polozna oswiecila, ze nie ma czegos takiego jak brak pokarmu - chyba, ze sie choruje. W ciagu pierszych dni po porodzie wyplywa zaledwie pare kropel siary - zoladek niemowlaka maa srednice jednego centymetra - te pare kropel wystarczy w zupelnosci. Odpowiedz Link Zgłoś
panna.sarabella Re: Zmuszana do karmienia 16.03.06, 11:50 ja na początku napawde pokarmu nie miałam. Siary w ogóle, nie znam problemu: nawał pokarmu, o każdą kroplę pokarmu musiałam walczyć. Każda dłuzsza przerwa w karmieniu (kilkugodzinna, np. wymuszona moim wyjazdem do szkoły) powodowała gwałtowny spadek ilosci pokarmu. karmienie skończyło się w momencie gdy musiałam wyjechać na cały dzień - na drugi dzień pokarmu była znikoma ilość, mała już nie dała rady odbudować laktacji poprzez ssanie (sama sie zreszta denerwowała, że ciągnie, ciagnie a nic nie leci), a laktatorem odciagać nie umiałam (max. udało mi się odciagnąć 40ml). Karmiłam przez 13 tygodni. tak wiec istnieje problem braku pokarmu, niestety, i nie chodzi tu tylko o chorobę. Odpowiedz Link Zgłoś
tofik-tofik Re: Zmuszana do karmienia 16.03.06, 12:12 Też mi się wydawało że problem braku pokarmu wymyślają "wyrodne" lub "leniwe" (naprawdę nie chcę nikogo obrażać) matki... Ja miałam pełne piersi już przed porodem, siary miałam sporo, a i mleka później też. Karmiłam 21 miesięcy, a odstawiłam nie dlatego że pokarm się skończył Trzy razy dopadło mnie załamanie i przekonanie że pokarm mi się skończył, "pomogły" mi w tym: teściowa:/, i takie obiegowe opinie, że pokarmu może nie być... Siedziałam i płakałam razem z moim synkiem... Ale (nie wiem dlaczego) nie poddawałam się, przystawiałam... i synek się w końcu uspokajał i ssał. Następnego dnia było już dobrze! Mleko nie "skończyło" się, było w pełni wartościowe (to w kółko teściowa podważała). Teraz to już spory chłopiec, nie ma alergi, nie jest grubaskiem... Uważam że dobrze zrobiłam karmiąc go piersią. Dla mnie od początku było to oczywiste. A wracając do tematu... To taki brak pokarmu moim zdaniem oczywiście może się zdarzyć, ale raczej świadczy o jakimś problemie w organiźmie matki... I nie chcę tu kogoś urazić, na takie rzeczy pewnie nie ma się do końca wpływu... Nie wypowiadam się więcej bo się do końca nie znam. Ja wsłuchiwałam się w moje ciało, w organizm. Wiedziałam bardziej intuicyjnie co robić... Pozdrawiam wszystkie mamy i ich słodkie pociechy! Odpowiedz Link Zgłoś
czarnaowca71 kilka słów autorki listu:-))) 17.03.06, 11:27 Dziękuje wszystkim którzy podzielili się swoimi myślami i wspomnieniami w odpowiedzi na mój list. Poczułam, że nie jestem sama z moimi odczuciami! Mój synek dziś kończy 3 miesiące. Jest zdrowy, uśmiechnięty i pięknie się rozwija a ja czuje się PRAWDZIWĄ MAMĄ!Zawsze trzeba być sobą - tego życzę wszystkim!! aga Odpowiedz Link Zgłoś
earl.grey Re: kilka słów autorki listu:-))) 17.03.06, 11:31 dobrze, że ten list napisałaś! Gdybym przeczytała coś takiego przed urodzeniem mojego pierwszego dziecka, nie męczylibyśmy sie tak długo niepotrzebnie. Odpowiedz Link Zgłoś
madzikowa2 do panna.sarabella 17.03.06, 13:47 Nie nazwałabym tego brakiem pokarmu tylko jego zanikiem. Piersi produkują pokarm, gdy są do tego pobudzane przez regularne odsysanie przez dzidziusia albo laktator, tzn. produkują go wg potrzeb. Skoro nie karmiłaś przez kilka godzin a nawet cały dzień, produkcja ustała w naturalny sposób. Ale jeśli przystawia się dziecko regularnie do piersi i na żądanie oraz w odpowiedni sposób (tzn. żeby dziecko rzeczywiście ssało pierś), taki problem nie występuje. Odpowiedz Link Zgłoś
earl.grey Re: do panna.sarabella 17.03.06, 15:02 Madzikowa, zaczynasz jak moje doraczczynie laktacyjne. owszem, występuje taki problem. Moje dziecko wisiało na piersi po 16 godzin dziennie, przez pierwsze miesiące praktycznie nie robiłam nic innego poza karmieniem i stopniowo coraz częstszym jeżdżeniem po najróżniejszych medycznych i paramedycznych pomocach położniczo-pediatryczno-alergologiczno-gastrologiczno-laktacyjnych. Wszyscy zapewniali mnie, że wszystko jest na dobrej drodze i że to tylko tak się wydaje, a dziecka zagłodzić nie można, to mit (patrz liczne artykuły zatytułowana "prawdy i mity o karmieniu piersią"). Moje dziecko omal nie przypłaciło tego poważnym opóźnieniem w rozwoju. Ominęła nas przez to radośc pierwszych chwil z dzieckiem, zamiast niej cały czas towarzyszył nam strach o dziecko i wyrzuty sumienia. Żeby innym tego oszczędzić, myślę, że trzeba mówić, że problemy czasem się zdarzają, a kobieta, która to spotka nie jest nienormalna i nie jest złą matką. Może uzyskać pomoc doradczyń laktacyjnych (pomoc mówię, nie terror!), ale jeśli to nie działa, to karmienie piersią nie jest niezbędnym warunkiem zdrowia, dobrostanu dziecka i późniejszej więzi pomiędzy matką a dzieckiem. Odpowiedz Link Zgłoś
temperance Re: do panna.sarabella 29.03.06, 09:49 Bzdury, najgorszy jest stres - masz mało pokarmu, więc się denerwujesz... a kiedy się denerwujesz, masz jeszcze mniej pokarmu. Mierzyłam własną wartość w mililitrach przez trzy miesiące, dzidziuś ssał, aż ech szło, przystawiany co godzinę, 3 nocne karmmienia, laktator, ręcznie odciąganie, herbatki, dieta, technicznie wszystko było bezbłędnie - ale moje piersi były PUSTE! Nie bądź taka autorytarna, jeśli wykarmiłaś, to OK, ale nie czuj się lepsza od tych, które nie miały szczęścia. Problem, jak widzisz występuje - przede wszystkim dlatego, że wierzymy w medialne bzdury, że oceniamy siebie porównując z reklamowymi mamusiami, że słuchamy takich, jak Ty, które wpędzają nas w błędne koło poczucia winy! Odpowiedz Link Zgłoś
milka_milka madzikowa2 12.10.06, 13:15 To jest akrat bzdura. Przystawiałam, walczyłam laktatorem i co? Nic. Dorobiłam się kompeksów (skończyło się na butelce) i depresji. Dopiero jak moja mała miała 3 lata przy okazji kontrolnego USG piersi dowiedziałam się, że mam tak znikomą ilość tkanki gruczołowej, że żebym pękła, to praktycznie nie mam szny na udaną laktację. A co się nasłuchałam, że jestem wyrodna, leniwa i nie kocham swojego dziecka (!!!!!!????). Odpowiedz Link Zgłoś
kaskasa1 Re: Zmuszana do karmienia 16.03.06, 12:00 jak nie będziesz miała pokarmu to zobaczysz, że nie masz, a jak nie zauważysz to dziecko ci o tym powie i zapewniam cię że mojemu dziecku o żołądku o średnicy 1 cm te pare kropel siary to było mało a lekarka oświciła mnie że nie każda kobieta może wykarmić dziecko piersią mówisz, że każdy karmi jak chce a wmawiasz nam - kobietom, które nie miały pokarmu- że tylko tak nam się wydawało; widać że nie wiesz co to znaczy walczyć o każdą kroplę mleka, które wyssa twoje dziecka z twojej piersi... Odpowiedz Link Zgłoś
bba75 Re: Zmuszana do karmienia 17.03.06, 09:06 A jednak naprawdę można nie mieć pokarmu. I nie mówię o pierwszych dniach po porodzie ale później - kiedy teoretycznie powinien nastąpić tzw. nawał mleczny. U mnie nic takiego nie miało miejsca. I do dziś mam mało pokarmu chociaż leżałam całe dnie z maluchem przy piersi w celu pobudzenia laktacji. Odpowiedz Link Zgłoś
melka_x Re: Zmuszana do karmienia 20.04.06, 09:31 > Mnie polozna oswiecila, > ze nie ma czegos takiego jak brak pokarmu - chyba, ze sie choruje. W ciagu > pierszych dni po porodzie wyplywa zaledwie pare kropel siary - zoladek > niemowlaka maa srednice jednego centymetra - te pare kropel wystarczy w > zupelnosci. No to źle Cię oświeciła. Natura nie jest nieomylna i czasem laktacja jest opóźniona. U mnie przy obu porodach pierwsza kropla siary pojawiła się w 4 dobie. Położne wielokrotnie w ciągu każdej doby sprawdzały czy choć odrobina się pojawiła i nie. Nie chorowałam. I nie jestem jedyna. Odpowiedz Link Zgłoś
azja811 Re: Zmuszana do karmienia 16.03.06, 12:09 Nie zgodzę się z tym,że kazda kobieta może wykarmić swoje dziecko,choć zanim urodzilam syna też tak myślalam.Też jestem po cc i bardzo mi zależalo aby karmic naturalnie.Pokarm pojawił się u mnie na 4 dobe po zabiegu-zaledwie kilka kropel-synek wtedy wypijal już po 60 ml mleka modyfikowanego.Gdyby nie dokarmianie to co?Dziecko z glodu mialo paść?Potem maly praktycznie wisial mi na piersi non stop,a i tak trzeba bylo dokarmić.Po poworcioe do domu,karmilam i odciągalam laktatorem (w celu pobudzenia laktacji) średnio co godzine w dzień w nocy co 3.Efekt?Mojego pokarmu nigdy nie było wystarczająco abym nie musiala malego dokarmiac sztucznym.Po 3 m-ch przestalam karmić.Maly ma teraz prawie pół roku i jest zdrowym i wesolym chlopcem. Bardzo długo nie moglam się z tym pogodzić że nie potrafię wykarmić swojego dziecka.Niektórzy ludzi nie potrafią tego zrozumieć,albo i nie chcą.Ja nie jestem wyjątkiem.Mialam tylko szczęscie że trafilam na mądrych lekarzy,którzy doradzali ale niogdy mnie nie potępili za dokarmianie. Moje szczęście Odpowiedz Link Zgłoś
hossa76 Re: Zmuszana do karmienia 16.03.06, 12:37 Dziewczyny, jak czytam te wszystkie wątki dotyczące karmienia piersią, to tak się zastanawiam, że przywiązuje się do tego zbyt dużą wagę. Wszystkie przyszłe mamy panikują, w szpitalach nakaz karmienia itp. Co ma być to będzie - jedne będą karmić inne nie i nie ma co z tego powodu robić dramatu. Ja nie wyobrażam sobie sytuacji, że ktoś mi każe a ja mam obolałe krwawiące brodawki i rycząc z bólu wciskam je dziecku do buzi. Do cholery ja też się liczę i jeżeli coś będzie sprawiało mi ból i duży problem to poprostu bedę karmić dziecko butelką bez dramatu i wyrzutów sumienia. Dziecko raczej woli mnieć spokojną, uśmiechniętą mamę a nie męczennicę, dla której już sama myśl o karmieniu swojego dziecka jest koszmarem i kojarzy się tylko z bólem, łzami i nerwami. A problemy z karmieniem b. często są właśnie spowodowane stresem... Odpowiedz Link Zgłoś
azja811 Re: Zmuszana do karmienia 16.03.06, 13:37 Zgadzam się z tobą.Tyle ze czasem cala akcja dotycząca karmienia naturalnego staje się terrorem zupełnie nie potrzebnie Odpowiedz Link Zgłoś
earl.grey Re: Zmuszana do karmienia 16.03.06, 14:40 Hossa76, teraz też tak myślę, jestem w drugiej ciąży. Przy pierwszym dziecku nie byłam młoda, miałam 34 lata, ale wszechobecna propaganda laktacyjna naprawdę tak namieszała mi w głowie, że zupełnie nie dopuszczałam myśli, że mogłabym nie karmić. W szkole rodzenia połozna twierdziła, że każda kobieta może wykarmić swoje dziecko i każda dobra matka to robi, z plakatów biły po oczach przesłania "karmienie nie może boleć", "to nieprawda, że można mieć za mało pokarmu" itp. Moje dziecko chudło cały czas. Położne w szpitalu prosiły, żebym zgodziła się na dokarmianie, ale ja naczytałam się i nasłuchałam, że to jest pierwszy krok do końca karmienia i nie zgadzałam się. Po czterech miesiącach takich usiłowań dziecko cały czas chudło, nie miało siły trzymać główki. Położne i doradczynie laktacyjne twierdziły, że pięknie ssie, a ja mam dosyć pokarmu (sprawdzały to!). Dziecko wisiało na piersi po 16 godzin dziennie, w nocy nie miało siły płakać, ja je budziłam i karmiłam znowu co 2 godziny. Biegałam po gastrologach i eliminowałam kolejne produkty ze swojej diety (twierdzili, że to na pewno uczulenie). Kiedy zostałam przy ryżu na wodzie i gotowanych jabłkach (wyłącznie!) i pani doktor powiedziała mi, że "to na pewno kolejna ofiara jabłek", wreszcie wróciłam do rozumu i kupiłam butlę. Na początku mąż musiał karmić butlą, bo ja cały czas płakałam. Dopiero, kiedy dziecko zaczęło powoli przybierać i z kilkumiesięcznym opóźnieniem osiągać kolejne etapy rozwoju, zrozumiałam, że robiłam mu krzywdę tym karmieniem za wszelką cenę. A propaganda laktacyjna zrobiła wielką krzywdę nam obojgu, moje pierwsze miesiące z dzieckiem były z tego powodu jednym pasmem wyrzutów sumienia i strachu o dziecko. Teraz mała ma 19 miesięcy i n.i.g.d.y nie była chora, nawet kataru nie miała. Odpowiedz Link Zgłoś
hossa76 Re: Zmuszana do karmienia 16.03.06, 15:03 earl.grey - Twoja historia może być przykładem tego, na co skazuje nas ta wszechobecna propaganda i terror laktacyjny. Może ta przestroga uświadomi innym przyszłym i obecnym mamom do czego to wszystko może doprowadzić. Bardzo Ci współczuję tych chwil, ja nieomal sama już się temu wszystkiemu poddałam - szkoła rodzenia (gdzie nawet nie dopuszczano innej wizji karmienia), odwiedziny w szpitalu (to samo) itp. Zaczęłam panikować - "a co jeśli...", "jak ja sobie poradzę", "jesssu mam płaskie brodawki - trzeba coś z tym zacząc robić". Na szczęście moja mama i mąż skutecznie sprowadzili mnie na ziemię i oprzytomniałam. Będzie jak będzie i dramatu z tego nie robię. Tylko wkurza mnie to wszechobecne "pranie mózgu", ta cała propaganda, to wzbudzanie wyrzutów sumienia u i tak już zestresowanych młodych mam. Zupełnie jak przy temacie cc - jak urodzić to tylko naturalnie, jak karmić to tylko cyckiem. Dosyć tego. Nie dajmy sobą manipulować i wzbudzać w nas jakiegoś idiotycznego poczucia winy. My też jesteśmy ważne. Dziewczyny miejcie swój rozum! Odpowiedz Link Zgłoś
earl.grey Re: Zmuszana do karmienia 16.03.06, 15:39 teraz to podpisuję się obydwiema rękami pod tym co mówisz, Hossa. Mój problem wziął się właśnie stąd, że dałam sobie namieszać w głowie i sama dziwię się, jak bardzo. Kobieta w ciąży i młoda matka jest jednak podatna na gadanie, co ma być dobre dla dziecka. Ale żeby być tak zaślepioną? Nie jestem ani taka młoda, ani naprawdę normalnie nie jestem aż taka głupia... I przeciez nawet mąż dał się na to nabrać, a tego hormonami tłumaczyć nie można, tylko i wyłącznie propagandą. Co prawda cała pozostała rodzina próbowała nam tłumaczyć, ale my byliśmy na to zupełnie głusi, bo w szkole rodzenia mówili i w pismach dla rodziców piszą, że pokolenie naszych matek karmiło niewłaścicie i dlatego im nie szło, więc trzeba ich nie słuchać, bo sie nie znają. Nie mam nawet zdjęc swojego dziecka z pierwszych miesięcy jego życia, bo naprawdę wyglądało jak kościotrupek obciągnięty przezroczystą skórką... Odpowiedz Link Zgłoś
slodziutka23101 Re: Zmuszana do karmienia 16.03.06, 16:02 hej ja karmilam swojego synka 3 tyg tylko po tym juz mialam coraz mniej pokarmu a rodzice i maz sleczeli nade mna zebym karmila. Karmilam ale co z tego jak za chwile dziecko bylo znow glodne! ale sie zbuntowalam i karmie mlekiem modyfikowanym Odpowiedz Link Zgłoś
ahima Re: Zmuszana do karmienia 16.03.06, 16:51 Moje brodawki tez sa płaskie... i cholernie bola, kiedy probuje karmic, ale wszyscy wokoło cały czas mi powtarzaja "nie z takimi brodawkami kobiety karmia". Od samego urodzenia połozne siedzialy u mnie w pokoju i uczyly mnie godzinami jak karmic. Lekarz na ostarniej wizycie napisał mi na kartce z zaleceniami "PIERS!!!". Na prawde miałam juz dola, ze mi nie wychodzi, plakalam z bólu w trakcie i po karmieniu, a mały i tak był głodny. Tteraz wiec z pewnymi wyrzutami odpuscilam i odciagam pokarm i karmie butla. KIedy ludzie zaczna podchodzic normalnie do karmiennia piersia??? Moze zaczniemy propagande, ze tylko ciemny chleb jest dobry, a ten kto je biały robi krzywde sobie i swojej rodzinie. Dosc tego!!! Odpowiedz Link Zgłoś
lenka_style Re: Zmuszana do karmienia 16.03.06, 17:39 cha, to jest woda na mój młyn!! Przeczytajcie sobie mój post "przestańcie z tym terrorem" (chodziło mi o terror laktacyjny). Wpadamy ze skrajności w skrajność i ja się na to zgodzić absolutnie nie chcę. Niech każdy ma wybór. Matki, które nie karmią piersią nie są gorsze od tych, które mogą i chcą karmić. Dodam, że cc to chyba nei jest jedyny powód problemów z laktacją, ja po cc mam dużo pokarmu, choc mam b. mały biust i myślałam, że będęmiała z tym problem. Co więcej, odciągam pokarm i karmię butelką, a mimo to Malutka świetnie sobie radzi przy piersi, co obala kolejny mit, że jak butla, to na zawsze... Odpowiedz Link Zgłoś
marysia130 Podejscie lekarzy i połoznych do tematu 16.03.06, 17:54 Ja jak jeszcze byłam w ciąży to juz mialam w karcie ciąży wpisane, że karmienie sztuczne ze względów zdrowotnych. Miałam kilka operacji wyłuszczania włókniaków z piersi i masę blizn zrostowych. Tak się złożyło, że rodziłam przez cc i pokarmu i tak nie miałam nic a nic. Niestety niewiele to interesowało pediatre na oddziale noworodkowym i położne które robiły ze mnie wyrodną matkę, która nawet spróbować nie chce... Nikt nie pytał, że ja nawet nie mam z czym próbować. W końcu jak sama przyniosłam butelkę z kuchenki szpitalnej to kazali mi podpisać oświadczenie, że nie karmię na własne żądanie, mam zresztą taki wpis w książeczce zdrowia dziecka: Karmienie sztuczne na żądanie matki... paranoja, takie jest podejście co niektórych lekarzy i położnych. A ile oni mnie naprzekonywali, że źle robię, nikogo nie inetersowało, że po 4 opracjach i z 8 bliznami głębokimi mam chyba poprzecinane te kanaliki bo mleka ani odrobiny nie miałam. Do dzisiaj u każdego lekarza który zagląda do książeczki zdrowia musze się tłumaczyć jak głupia, jakbym miała z czego. Odpowiedz Link Zgłoś
falka32 Re: Podejscie lekarzy i połoznych do tematu 16.03.06, 20:24 Jak widzę teraz, miałam 12 lat temu cholerne szczęście wstrzelić się z pierwszym dzieckiem w okres, kiedy juz intensywnie promowano karmienie piersią, ale jeszcze nie przybrało ono formy terroru. W szkole rodzenia i w szpitalu wyłożono mi teorię i praktykę karmienia w sposób sympatyczny, przystępny i bardzo optymistyczny. Niby dostałam te same informacje, co można uzyskać dzisiaj, ale nie wyczuwało się w nich klimatu dezaprobaty dla niekarmiących. Raczej klimat: spróbuj, zobacz, to prostsze niż myślisz a takie praktyczne i pożyteczne. Kładziono nacisk na zalety a nie straszono konsekwencjami, nie pojawiał się element wartościujący kobiety, dzielący na dobre i złe matki. RAczej na matki świadome i wyluzowane, cieszące się macierzyńswem (te karmiące piersią bez problemu) i matki niepotrzebnie spięte i szukające problemów tam, gdzie ich nie ma. W tym klimacie sformułowanie "każda kobieta może wykarmić dziecko" miało zupełnie inny, optymistyczny wydźwięk. Dzięki temu karmiłam sobie bezproblemowo i wolna od dylematów i stresów "czy moje dziecko się najada", "czy aby na pewno mam pokarm" itp. Teraz, jak czytam pomysły doradców laktacyjnych i arytkuły o karmieniu, mam wrażenie, że karmienie stało się jakąś straszną wojną, na którą ida matki i na której mogą polec, przegrać, albo po długiej i ciężkiej walce wygrać, pokonać trudności itp, ale muszą, bo normalnie tragedia będzie i do piekła pójdą i nikt im ręki nie poda albo prawa rodzicielskie odbiorą. Aż się odechciewa w ogóle próbować. Odpowiedz Link Zgłoś
gusia1111 Re: Zmuszana do karmienia. 16.03.06, 21:23 Ja pierwszego dziecka nie karmiłam piersią bo miałam za płaskie brodawki. To znaczy karmiłam przez m-c przez kapturki ale mała nie przybierała na wadze. Poszłam do pediatry bo wisiała na cycu non stop. Decyzja: karmienie butlą bo inaczej jak dziecko za długo nie przybiera na wadze to zaczynją się jakieś zmiany w organiżmie które prowadzą do tego że dziecko może być niepełnosprawne.Dałam butlę ale niunia do 5 m-cy o butli ciągnęła pierś. Nie wiem czy jej coś leciało ale inaczej nie usnęła. Jak byłam w drugiej ciąży postanowiłam karmić piersią. Nosiłam nipletki. W szpitalu wszystko było ok. A w domu? mały najpierw cały czas spał. Musiałam go wybudzać, ale przy cycku zaraz usupiał. Po kilku dniach zaczęło sie wiszenie przy piersi non stop. Po tyg poszłam zważyć i okazało sie że nie przybiera. Postanowiłam dać butle i odciągać. Nie odciagałam więcej niż 40 ml. Po 2 m-cach wybrałam się 120 km do poradni bo chciałam jeszcze raz spróbować. Miałam karmić strzykawką przy piersi. Ale mały zaraz przy piersi usypiał. Męczyłam się przez 2 tyg i znów dałam butlę. Odciągałam pokarm nawet co godz. żeby karmić moim mlekiem, ale efekt-40 ml. W niedzielę dałam spokój. Nadal odiągam o trochu żeby nie zrobiły mi się guzy, ale to już tylko kwestia kilku dni. A mały jest szczęśliwy bo najedzony i ładnie przybiera. A staesza córeczka nie jest wcale gorsza niż dzieci karmione butlą. Ani więcej nie choruje, ani później nie zaczęła mówić i chodzić. Wszystkie te nagonki na karmienie to istny terror. Odpowiedz Link Zgłoś
annanatali Re: Zmuszana do karmienia. 17.03.06, 11:55 ja też karmiłam piersią, bo chciałam bardzo, bo wydawało mi sie to najlepsze i najzdrowsze dla mego dziecka. Tak na prawdę dziecko nie było szczęśliwe, ale co było tego powodem nie wiadomo. Miało kolki (straszne), nie przybierało na wadze po 2 msc przybyło 0,5 kg, ulewała a nie była mocno najedzona,mało spała, ja miałam płaskie brodawki - wielkie piersi, że dzicko w ogóle nie dało rady chwycić, wydawało się że mam mase pokarmu, ale ściąganie na próbe wskazywało, że nie mogę za dużo ściągnąć, leci jednym kanalikiem ściąganie trwało 30-40 min.Ściągałam po tym czasie 60-100 ml (na jedno karmienie). Lekarka laktacyjna stwierdziła, że dziecko nie ma odpowiedniej siły ssania. Ssie płytko i nieda rady wyciągnąć pokarmu z mojej niefortunnej piersi. Tylko ściąganie. Miałam karmić dziecko co 2 godz. Po troszeczku, żeby nie ulewała. Ściąganie trwało jak wyżej, dziecko jadło z tej butelki długo 30-40 min. Dawałm po troszku czekałam jak się odbije i znów karmiłam. dziecko przysypiało na 20 min. Ja w tym czasie wyparzałam znów laktator i znów brałam się do ściągania. I mijało 2 godz. od poprzedniego karmienia i znów musiałam karmić. I tak mijał dzień na ściąganiu , parzeniu laktatora i karmieniu. Kark bolał mi tak, że nie dalm rady wyprostowac głowy. Ciągle miałam spuszczoną. Elektrycznego laktatora nie dałm rady zdzierżyć, co utrudniały płaskie brodawki i pojedyncze kanaliki, brak pobudzania gruczołów wokół sutka. Wytrzymałam aż 5 mesięcy. nie wiem jak to zrobiłam. Odpowiedz Link Zgłoś
annanatali Re: Zmuszana do karmienia. 17.03.06, 11:58 A i jak tylko przeszła na normalny pokarm z butli, życie wróciło do nowrmy. Przyrosła na wadze w ciągu miesiąca 1 kg, przestała mieć kolki, stopniowo skończyło się ulewanie, miał w końcu czas na zabawę, leżenie na brzuszku, a ja wróciłam do życia towarzyskiego, minęła mi depresja. czy na prawdę warto sie poświęcać za wszelką cenę? Odpowiedz Link Zgłoś
latouche re 17.03.06, 12:24 no właśnie ja się cieszę że za dużo nie czytałam literatury technicznej i nie musialam sie radzic specjalistow przy pierwszym synku,uniknelam kupe problemow nie wiedzac nawet o ich istnieniu. Troche pomogla mi pediatra w szpitalu i duzo - przyjaciolka ktora spedzila ze mna pare dni po porodzie (dzieki niej zachowalam cierpliwosc przy kolejnych nieudanych probach chwytania za cyc przez synka). Na początku dużo spał i nie chciał ssać, ale jakoś po paru dniach doszliśmy do porozumienia w sprawie cyca i karmiłam go ku obopólnemu zadowoleniu przez dwa lata. Teraz karmie drugiego, ma dwa miesiace z okladem. Lubie karmienie piersia, bo jest wygodne a ja jestem okrutnie leniwa Ale sadze, ze gdybym mieszkala z mama, to odczuwalabym nieustanny terror w strone dokarmiania, ostatnio spedzilam tydzien w jej domu, i przynajmniej raz dziennie padalo pytanie "A moze on sie nie najada?", "A moze masz za malo pokarmu albo za chudy czy niedobry, popatrz, przeciez placze?", "A moze bys go jednak dokarmiala?". Na darmo tlumaczenia, ze dziecko ktore przytylo 2 kg w ciagu 8 tygodni i wyglada jak paczek w masle raczej na pewno sie najada, a plakac przeciez ma prawo z roznych powodow... Odpowiedz Link Zgłoś
falka32 Re: re 17.03.06, 12:48 no własnie, wielu problemów mozna uniknac nie wiedząc o nich. Wazne jest tez dobre rozłozenie akcentów. Przy pierwszym synku pielegniarki kładły nacisk na prawidłowe przystawianie. Jeżeli coś nie szło, słyszałam "nie ma co filozofować, musi się w końcu udac, w końcu to instynkt, tylko poćwiczyć troszkę trzeba" i pokazywały mi dostawianie dziecka tak długo, aż młody załapał właściwy rytm ssania. Nigdy w życiu nie usłyszałam "trzeba chcieć a pani widocznie nie chce", "ma pani nie takie brodawki, nie taki pokarm, nie taki dziecko" tylko, że "pokarm tworzy się w mózgu, wystarczy mu nie przeszkadzac i o tym w ogóle nie myśleć, nie majstrować przy nim za dużo". Odpowiedz Link Zgłoś
earl.grey Re: re 17.03.06, 12:59 no ja szczerze mówiąc nie wiedziałam, że mogą być problemy. teoretycznie powinnam więc ich uniknąć. Na wszystkich plakatach, ulotkach, w pismach dla rodziców, w szkole rodzenia ładowano nam do głowy, że to jest jak najbardziej naturalne, przychodzi samo, każda kobieta to umie i może (i powinna) i żeby nie przejmować się, jak się wydaje, że dziecko się nie najada. Więc nie przewidywałam żadnych problemów. Kiedy się pojawiły, doszłam do prostego wniosku: widocznie to ja jestem nienormalna, nienaturalna, a ponieważ "pokarm powstaje w mózgu" (he, he, to dobre - rzeczywiście tłumaczy zawartośc głów niektórych osób) - to widocznie mam złą wolę i podświadomie chcę krzywdy mojego dziecka. Wyobraźcie sobie, jak się czułam. Odpowiedz Link Zgłoś
azja811 Re: re 17.03.06, 15:12 Bardzo ciekawe,pokarm powstaje w mózgu....to ja chyba tez mam złą wolę,o czym świadczyło 3 m-ce maltretowania sie co godzinę laktatorem w ciagu dnia a w nocy co 3 godz, picie mnóstwa herbatek mlekopędnych...rzeczywiście wcale mi niezależało,ale jak mój mąż i moja rodzina patrzała na to wwzystko sami mówili żebym dała spokój.Albo mam jekąś wadę genetyczną,że po tym wszystkim pokarmu nie przybywało?A nawet było go coraz mniej?Hmmm....ja chyba rzeczywiscie mam jakieś problemy z mózgiem i nawet o nich niewiem. Odpowiedz Link Zgłoś
renate_s Re: re 19.04.06, 19:34 Czesc! Do mojego porodu jeszcze daleko ale juz teraz mam na to wszystko sprecyzowane poglady.Zamierzam dokarmiac dziecko butelko od samego poczatku, a gdyby karmienie piersia bylo dla mnie bolesna czy nieprzyjemne to zaprzestane bez zadnych wyrzutow sumienia.Nie ma nic gorszego dla malenstwa niz zestresowana mama. A co do historii.Nie nie kazda kobieta mogla czy chciala wykarmic swoje dziecko.Czasem zastepowala ja tzw mamka.No wiec dosyc tego nawiedzonego gadania, ze KAZDA... Odpowiedz Link Zgłoś
esse1 Re: Zmuszana do karmienia 29.03.06, 10:10 A ja karmilam tylko miesiac. Potem bezbolesnie dziecko przeszlo na butelke, zaczelo dluzej spac, skonczyly sie kolki, ja wreszcie poczulam sie jak czlowiek, a nie dojarka. Mala ma juz 5 m-cy, jest radosna, zdrowa, pieknie sie rozwija. Nie mam zadnego poczucia winy, wiem, ze jesli bede miec nastepne dziecko, zrobie tak samo. Kobieta ma prawo do decydowania o sposobie karmienia i kazda decyzja, o ile jest swiadoma, powinna byc uszanowana. Odpowiedz Link Zgłoś
kundzia1 Re: Zmuszana do karmienia 29.03.06, 10:40 A ja chyba w ogole nie zdecyduje sie karmic.Po pierwszym dziecku mam uraz,stres a nawet wstret.To cale naganianie do karmienia to jakis fanatyzm.Odciagalam pokarm za pierwszym razem jakies 4 tygodnie az w koncu zanikl-mysle ze to nastawienie psychiczne.To cale klepanie o zdrowiu dziecka mnie irytuje.ja niebylam karmiona piersia bo matka nie miala pokarmu i jestem zdrowa,bez alergii,moj syn to samo ,a moja siostra karmila 6 miesiecy a jej dziecko anemiczne,malutkie,chorowite prawie przezroczyste.W tej chwili mleka modyfikowane sa na najwyzszym poziomie.Kazdya sama powinna podejmowac decyzje jak ma karmic .na sama mysl ze nie musialabym nawet odciagac mleka az mi lzej i czuje wiecej sily na przyszlosc a jak wspomne to karmienie to nic mi sie juz nie chce i nic nie cieszy.Nie dajcie sie zwarjowac.Nie miejcie wyrzutow sumienia.Najwazniejsze abys ty byla zadowolona bo dziecko wyczuwa nieszczesliwa matke.Pozdrwiam wszystkie karmiace mamy. Odpowiedz Link Zgłoś
mika77ka Re: Zmuszana do karmienia 29.03.06, 11:05 Mnie pielęgniarki w szpitalu o mało w depresje nie wpędziły. Miałam cc, na początku oczywiście pokarmu nie było. Zaczęto przystawiać małą do piersi ale uwierzcie, nigdy, ani razu mała nie zaczęła ssać. Pielęgniarki, że się nauczy, trzeba przystawiać i koniec. Tak codziennie /leżałam 8dni/. Na każdym obchodzie pytano mnie dlaczego nie karmię piersią. Ja cały czas musiałam tłumaczyć, że mała nie umie ssać. To trzeba przystawiać. Cały czas dawały mi do zrozumienia, że matką jestem złą, bo nie umiem dziecka nauczyć ssać. Wkońcu jedna mądra przyszła uczyć mnie. Nic z tego nie wyszło, ale dalej żyć mi nie dawały, że dziecko nie karmię piersią. Mówią Wam błędne koło. Od urodzenia malutka była na sztucznym mleku i ani razu do głowy mi nie przyszło, że zrobiłam coś źle i że czuję się gorsza od matek dzieci karmionych piersią. I nie widzę, żeby nie było między nami więzi, przez to że karmiłam sztucznie. Za m-c mam drugi poród i z góry wiem, że nie będę karmić piersią, ponieważ przyjmuję leki, po których nie powinnam karmić i aż się boję, że będę ten horror przeżywała drugi raz, bo nie ma w 100% przeciwskazań do karmienia, ale mogą /nie muszą/ pojawić sie skutki uboczne. Personel neonatologiczny pewnie nie będzie to interesowało. Ale już będę twarda i nie dam się poniżać. W końcu to MOJE DZIECKO a nie szpitala. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
galia29 Re: Zmuszana do karmienia 29.03.06, 11:57 Pierszego synka karmiłam przez 10 miesięcy, drugi ma dwa tygodnie i też jest na piersi- jasne ,że przez pierwszy tydzień przeszłam przez bolące , pokrwawione brodawki, ale to normalne a teraz już jest o.k.Karmię bo lubię - nie lubilam ciąży , ale karmić uwielbiam.A jednak sama trzasnełabym nawiedzone pielęgniarki i lekarzy , którzy zmuszaja do karmienia.Moja przyjaciółka urodziła dwa tygodnie po mnie- to co ona przeszła żeby karmić to trudno opowiedzieć a i tak się nie udało.Znam ją wieki a nigdy nie widziałam jej w takim stanie i w takiej depresji właśnie przez nawiedzonych ludzi, którzy wmawiali jej ,że sztuczne karmienie to niemal przestepstwo.Nasze dzieci rozwijają się podobnie i jakoś nie widzę by ona była gorszą matką lub jej córeczka była w jakikolwiek sposób "wybrakowana".Nie dajmy się zwariować!! Odpowiedz Link Zgłoś
azja811 Re: Zmuszana do karmienia 19.04.06, 22:41 Dobrze ze takie artykuły pojawiają się co jakiś czas.Ja też sie nasluchalam i naczytalam,mnóstwo mądrych rzeczy na temat karmienia.I bylam przekonana ze bede karmić tylko piersią.Pół godziny po cc,ja juz prosilam o synka,żeby go móc przystawić do piersi.Wszystko mnie bolalo ale ja próbowalam.Pokarm niestety pojawil się dopiero na 3 dzien.Przez ten czas syn był już dokarmiany sztucznie,co wymaga mniej wysilku-przez co odrzycil pierś.Ale ja byłam dzielna,przystawialam, zmuszalam,odciągalam i tak w kółko.Mój syn znienawidzil moją pierś,jak ją poczuł wpadal w histerie.Ja byłam sflustrowana.Przeciez miał sie przy niej uspokajać?Dodam że nie mialam żadnej butelki w domu-nie bylam na to przygotowana.Trzeba bylo szybko kupić i dokarmiać.Ja jednak dalej wierzylam ze sie ułoży.W dzień co 1-2 godziny odciagala,w nocy co 3.Po 6 tygodniach maly zacząl ciagnąć pierś,ale mimo to dalej uzywałam laktatora. Pokarmu jednak nigdy nie mialam tyle aby nie musieć dokarmiać.Jak mial 3,5 m-ca pokarm zaczął zanikac,pomimo tego ze w tym czasie jeszcze mocniej walczylam o utrzymanie laktacji.I tak sie zkończylo karmienie piersią.Nie będe opisywac że czułam sie jak pół matka co nie potrafi, ba! nie chce karmic piersią.Bo przecież jak kobieta chce to może.Więc ja wiem jedno CHCIEC NIE ZNACZY MÓC.Nie potzrebnie się tak przejmowalam tym wszystkim nie było warto,szkoda moich nerwów. A to co sie teraz dzieje to rzeczywiscie prawdziwy terror laktacyjny.Nie warto sie nim przejmować.Jasne próbować i zachęcac trzeba bo warto,ale nie można potępiać tych którzy nie moga lub nawet nie chcą karmić naturalnie. Odpowiedz Link Zgłoś
agawa5 Re: Zmuszana do karmienia 20.04.06, 09:02 A ja myśle ze jednak jak kobieta chce to moze. Potrzebne są ku temu jednak odpowiednie warunki, wsparcie bliskich spokój, brak stresu w przeciwnym wypadku nic z tego. Stres blokuje wypływ pokarmu i problemy z laktacją. Niestety w naszym pieknym kraju tylko sie mowi o karmieniu naturalnym i wymaga takiego karmienia dzieci a matki z problemami zostawia sie samym sobie. To nie pomaga, a powoduje jedynie niepotrzebne nerwy i problemy i poczucie winy jak cos idzie nie tak. Jestem mama 11 miesiecznego synka. Nikt nie zmuszał mnie do karmienia, sama chciałam i starałam sie. Niestety jak pojawiły sie kłopoty a były spore to w całym Poznaniu nie znalazłam zadnego doradcy laktacyjnego do pomocy. Obdzwoniłam wszystkie oddziały położnicze i nie było nikogo ktoby poradził czy pomógł lub chocby porozmawiał o tych problemach. Przeciez to paranoja w tak duzym mieście!!! Wymaga sie od nas karmienia nie pomagajac w tym. Smutne i zal mi tych mam którym sie nie udało i nikt im nie pomógł. Ja w rezultacie odciągałam mleko dopuki synek nie skonczył 9 miesiecy i podawałam mu butelką. Oboje bylismy zadowoleni. Odpowiedz Link Zgłoś
frodolin Re: Zmuszana do karmienia 20.04.06, 09:45 Ja osobiście nastawiłam się na poród naturalny i ocvzywiście karmienie piersią. Niestety los chciał inaczej. Najpierw CC (zamartwica), potem brak pokarmu. Rodziłam w 4 lata temu w czmp. I tam właśnie w tym spaniałym szpitalu przyjaznym matce i dziecku dano mi odczuć podwójnie że jestem wyrodną matką. Po pierwsze cesarka po drugie brak pokarmu. Te siedem dni tam spedzonych wprawiło mnie w taką depresję, że wychodziłam z niej ok półroku. Tam naprawdę było strasznie, przychodziły położne, które na siłę przystawiały główkę mojej małej do piersi, ona płakała i ja płakakłam,. szarpały nią i twierdziły, że i tak i tak będę karmiła, nie dawały mi mleka do dokarmiania małej, krzyczały, a gdy ja próbowałam się bronić i tłumaczyć, że chyba nie każdy musi karmić piersią podawały mi relanium. Tak więc położne z CMP raz na zawsze wyleczyły mnie z karmienia piersią. teraz jestem w 37tc iteż zamierzam rodzić w centrum tylko na innym odziale. I tym bardziej nie zamierzem karmić piersią ponieważ praktycznie sama wychowuję moją czteroletnią córeczkę i nie mam czasu na bawienie w "dobrą mamusię". Osobiście uważam, że nikt nie ma prawa potępiać nas za to jak rodzimy i jak karmimy, to jest indywidualna sprawa każdej z nas z osobna i raczej za nawiedzone uważam mamy, które nie przyjmują innych ewentualności do siebie. Dodam, że z wykształcenia jestem pielęgniarką i znam te wszystkie za i przeciw. Pozdrawiam wszystkie tolerancyjne. Odpowiedz Link Zgłoś
milka_milka Re: Zmuszana do karmienia 12.10.06, 13:31 Wiesz co, nie pisz, że jak kobieta chce, to może, bo to nieprawda. Uważasz, że te co nie mogły, to nie chciały???? Odpowiedz Link Zgłoś
misia2181 Zmuszana do karmienia 12.10.06, 11:58 Dokładnie przeżyłam to samo.Mój synek urodził sie przez cięcie cesarskie. Juz w 1 dobie był przystwiony do piersi! Niestety w szpitalu był dokaramiany butelka, przy wypisie połozne żle mnie poinformowały o sposobie dokarmiania! Mało tego, mały odrzucał mi pierś, przyzwyczaił sie do butli. Czułam sie okropnie! Gdyby nie wsparcie męża nie wiem jakbym sobie poradziła.Pokarm ściągam a poza tym dokarmiam małego butelka! Odpowiedz Link Zgłoś
monia19722 jak nie karmie piersia to jestem wyrodna ?? 12.10.06, 12:17 Dziewczyny, które zdecydowały sie karmic piersią osądzają te "inne" "butelkowe" mamy. oczywiście negatywnie. A niby skąd mają takie prawo. Ja obecnie jestem w II ciąży, córke karmiłam krótko-2 miesiące i wcale nie czułam sie wtedy bardziej kochająca. Nie mogę tez powiedzieć, że wstawanie w nocy do non stop głodnego maluszka wspominam jako najpiekniejsze chwile .Chodzenie z cieknącym cycem prawie non stop na wierzchu wcale nie czyniło ze mnie wspaniałej matki. Po prostu nie odpowiadało mi to i już. Jak przeszliśmy na butelke, dziecko sie najadało, ja wiedziałam ile zjadło, nie było żadnych kolek itp. Dziś córka ma 9 lat jest super dziewczynką, jest czuła, wrażliwa i wspaniała. Czekam na II dziecko, nie wiem jak długo bedę karmić naturalnie ale nie zamierzam uczynić z tego priorytetu. Odpowiedz Link Zgłoś
limes1 Re: Zmuszana do karmienia 12.10.06, 12:28 O ile mniej byłoby problemów, gdyby kobiety przed porodem robiły sobie usg piersi! Ja też przystawiałam do oporu, Młoda (wcześniak 2250g/48cm, 36 t.c.) wisiała godzinami (normą było 8-10 godz., nawet do toalety szłam z nią uwieszoną na mnie). I nic nie nadeszło. Wreszcie jedna mądra neonatolog dała mi skierowanie na usg. A tam wyszło, że gruczołów mlekowych w zasadzie brak, a piersi z przewagą tkanki tłuszczowej. "Z tłuszczu, kochana, wielbłąd na pustyni wodę produkuje, a nie matka mleko" - tak mi powiedziała lekarka i kazała dać butlę. I nagle skończyły się dzikie ryki, wybudzania czy niespokojny sen. Do końca 4 miesiąca życia Zulki ściągałam te resztki pokarmu i podawałam w butelce, a reszę dopychałam Bebikko Omneo. Młoda dziś jest zdrowa jak rydz i mało co jej dolega. Z tego widać, że nie należy nikogo w czambuł potępiać ani przypinać łatek typu "zła matka". Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
miyoki Re: Zmuszana do karmienia 12.10.06, 14:58 Czytam te posty i po prostu uważam iż z głupotą trzba walczyć a takową jest namawianie na siłę matek do karmienia piersią. Ja chyba nie wpadłabym w depresję z powodu niemożności karmienia, nie zamierzam tego robić na siłę będzie jak będzie i zupełnie nie będę się czuła winna karmiąc butelką. Ale mi kamrmienie piersią jest zupełnie obojętne, owszem zdrowe no ale bez pszesady nasze pokolenie w większości wychowane na sztucznym mleku a ile mądrych i wspaniałych ludzi. Po drugie jak czytam o zakrwawionych brodawkach to niedobrze mi sie robi jak moża dziecku kazać ssać zakrwawioną brodawkę, czy któraraś miałaby ochotę na taką mieszankę krwi i mleka. Jak ktoś napisał komfort matki też jest ważny, uśmiechnięta, zadowolona i nie obolała matka to skarb dla dziecka. Pamiętajmy iż pierwsze doświadczenia płodowe i pierwszych dni życia mogą wpłynąć na dziecko ogormnie. Zapłakana zestresowana i zmęczona matka może wychować podatnego na depresję potomka. Tak, tak nasz stres nie zostaje bez wpływu na takiego niemowlaka. A poza tym w Polsce jak zawsze przesada... jak karmienie to tylko piersią, jak dziecko przy matkach to nawet gdyby matka w szpitalu słaniała sie z nóg i zmeczenia to nie może oddać choć na chwilę dziecka położnym, jak poród natruralny to czasem tak przedłużany za wszelką cenę, że robi sie niebezpiecznie dla dziecka, walczymy o nienacinanie zobaczycie za kilka lat nawet gdy będzie potrzeba nie natną...heheh bo u nasz musi być norma wyrobiona 99%. Jeszcze chyba z czasów komunizmu zostało Odpowiedz Link Zgłoś
gonia28b Re: Zmuszana do karmienia 12.10.06, 17:09 "Terror laktacyjny" rozpoczyna się jeszcze zanim kobieta zajdzie w ciążę, bo już w momencie, gdy planuje ona swoje macierzyństwo. Kobiety zewsząd (czasopisma, ulotki, plakaty itp.) jest atakowana sloganami jak to cudownie i bezproblemowo jest karmić piersią. Gdy już zajdzie w ciążę, żyje ona w przeświadczeniu, że będzie karmiła swoją pociechę piersią przez rok czasu, albo i dłużej. Niestety jednak, kiedy przyjdzie co do czego, okazuje się, że karmienie piersią jest przynajmniej na początku conajmniej dość skomplikowaną czynnością, a nowonarodzone dziecko - wiadomo - jeść MUSI... i pierś również musi być regularnie opróżniana, aby stale produkował się pokarm. Widać, że popada się z jednej skrajnosci w drugą. Kiedyś karmienie piersią było... niemodne? To jest mało powiedziane. Mojej bratowej 17 lat temu, gdy była jeszcze w szpitalu po cc, zabandażowano piersi. Miała znieczulenie ogólne, więc uznano, że karmienie piersią będzie wręcz SZKODLIWE dla jej dziecka... A dzisiaj? Niezależnie od tego czy masz pokarm, czy go nie masz i czy potrafisz czy nie - masz dziecko i przystawiaj se go babo do cyca No właśnie. Wszystko by było w porządku, ale niestety w szpitalach brakuje porządnie wykwalifikowanego personelu na oddziałach noworodkowych, który mógłby świeżo upieczonym mamom ułatwić ten start, a za razem efektywnie zwiększyć szanse powodzenia w karmieniu piersią. Ale tak nie jest... Kobieta wraca z dzieckiem do domu, dziecko nadal płacze głodne, matka - różnie - nadal nie ma pokarmu lub wprost przeciwnie: cyce ma pełne pokarmu, ciężkie i kamienne (tak było w moim przypadku), z karmienia nadal "nici", a w przychodniach, do których matka idzie z dzieckiem na pierwsze wizyty u pediatry i na szczepienia, i w poradnikach, czasopismach itp. "terror laktacyjny" trwa w najlepsze... Pozdrawiam serdecznie Zła matka, która podała dziecku butelkę Odpowiedz Link Zgłoś
maanki Re: Zmuszana do karmienia 12.10.06, 17:49 Pierwszą ciążę zakończyłam cc. Młodego od razu dokarmiano butlą. Przyniesiono mi go dopiero na na 3 dzień. I miałam go karmić. Skończyło się to tym, że: on wył głodny, ja nad nim a pielęgniarki nade mną "wyrodną matką" Młody nie chciał cycka i koniec. Nie pomogło nic. Ściągałam pokarm do butli i podawałm Młodemu. Potem już tylko butla. Wyrzuty sumienia? Żadne. Teraz zobaczymy jak to będzie. Ale szczerze to nie będę płakać jesli nie będe karmić piersią. Też mam mieć cc. I wcale nie czuję się ani gorsza, ani wyrodna, ani nic w tym stylu. Za to mądrzejsza, bo nikt już nade mną nie będzie stał i krzyczył żebym na siłę karmiła piersią. Za stara już na to jestem. Odpowiedz Link Zgłoś