Cięcie krocza - największy problem.

15.03.06, 13:16
Takie mam dziwne przemyślenia czytając różne wątki, że dziewuszki są tu
najbardziej przejęte bólem związanym z cięciem krocza, a zapominają
kompletnie, KOMPLETNIE !!!, o tym, że poród generalnie boli; wszędzie
opisywany "kryzys 7 cm" tutaj wogóle nie jest rozważany, nie wzbudza lęku.

Widziaam conajmniej kilkanaście albo kilkadziesiąt porodów i to właśnie
końcowy etap I fazy wydaje mi się najgorszy, kiedy kobieta
naprawdę "odlatuje" z powodu bólu (skurcz co 2 minuty trwający minutę, to
poprostu niekończąca się fala bólu), parcie przynosiło ulgę, cięcie krocza
nie wywoływało krzyku (zbyt zmęczone? nie czują cięcia? ). Ale same kobiety
po porodzie wspominają ból związany ze skurczami, a nie z cięciem.

A tu na forum - cięcie krocza to sedno sprawy, pępek świata, najstraszniejsza
rzecz na świecie.

Więc mam pytanie do szanownych Pań, które zostały smile poddane temu
straszliwemu zabiegowi smile
Ile z was pamięta cięcie krocza jako szczególnie bolesny moment w czasie
porodu i dla której z was cięcie było istotnym elementem ?
Bardzo proszę o odpowiedzi, jestem b. ciekawa.
Oczywiście rozumiem, że część Pań opisze swoje problemy z GOJENIEM cięcia,
ale - uprzedzając - nie tego dotyczy moje pytanie.
    • mruwa9 Pytanie jest tendencyjne 15.03.06, 13:27
      Bo samo naciecie krocza, jako krotki moment, jest rzeczywiscie malo istotne z
      punktu widzenia doznan bolowych. Ale sprzeciw wobec niepotrzebnego naciecia
      krocza nie wynika ze strachu przed ta sekunda bolu, ale wlasne z tego, co sie
      dzieje po porodzie: nie zawsze w pelni skuteczne znieczulenie do szycia (co
      najmniej kilkanascie minut dodatkowego cierpienia, niczym nie zawinionego),
      plus dolegliwosci poporodowe, trwajace roznie dlugo (nawet 2 tygodnie - czasem
      rozejscie sie rany, czasem krwiak, problemy z chodzeniem, generalnie duzo
      niepotrzebnego bolu i cierpienia, w porownaniu do kobiet nienacietych, ktore
      kilka godzin po porodzie niemal biegaja i siadaja po turecku). Wiele kobiet ma
      przykre dolegliwosci (np. podczas wspolzycia) przez wiele miesiecy po porodzie.
      Jedna sekunda podczas porodu jest niczym wobec wielu tygodni (miesiecy)
      obnizonego komfortu zycia po porodzie.
      Widzialas duzo porodow: a sama rodzilas? Z nacieciem? Tez czekam na odpowiedz.
      • aniatomek3 Re: Pytanie jest tendencyjne 15.03.06, 13:30
        Witam!
        Ja rodziłam sama i miałam nacięcie, faktycznie nie bolało bardziej niż skurcze.
        Nie wspominam nacięcia jako drastycznego bólu.
        Pozdrawiam
        Ania
      • patylda Re: Pytanie jest tendencyjne 15.03.06, 13:42
        Czy się boicie?
        Autor: iza.gch
        Data: 15.03.06, 10:16 + dodaj do ulubionych wątków

        skasujcie post

        + odpowiedz cytując + odpowiedz

        --------------------------------------------------------------------------------
        Autor: iza.gch
        Data: 15.03.06, 10:16
        >>>Czy boicie się porodu? Ja jestem przerażona. Nie wiem czy sobie poradzę, czy
        wytrzymam taki ból, a najbardziej to chyba przeraża mnie nacinanie, to jest
        okropne, wolałabym żeby mi tego nie robili jeżeli nie będzie konieczne, a tu
        słyszę że to rutyna <<<

        Chodzi mi o takie posty, których znalazłam dziś trzy sztuki.

        Nie znam przwdę mówiąc statystyk, nie wiem - a może nikt nie wie - ilu
        przypadkom wypadania narządu rodnego w wieku pomenopauzalnym można zapobiec
        wykonując cięcie krocza. Wiadome jest że w tym wieku (nasze mamy i babcie)
        często występują dodatkowe obciążenia internistyczne nie pozwalające na
        wykonanie zabiegu plastycznego. Więc - będziesz miała w perspektywie wiele LAT
        dyskomfortu po ciężkim porodzie, kiedy krocza nie nacięto. Nie wspomnę o
        przypadkach pęknięcia III st., bo to - rzadkie przypadki. Jeśli masz jakieś
        dane na ten temat - z przyjemnością się wczytam w temat.
        Nie rodziłam, najprawdopodobniej będę miała cięcie krocza, o ile będzie to psn.


        • niemyte_mohery Re: Pytanie jest tendencyjne 16.03.06, 19:57
          patylda napisała:

          > Nie znam przwdę mówiąc statystyk, nie wiem - a może nikt nie wie - ilu
          > przypadkom wypadania narządu rodnego w wieku pomenopauzalnym można zapobiec
          > wykonując cięcie krocza.

          Wg. najnowszych badan swiatowych kobiety z nacietym i nienacietym kroczem maja
          takie samo prawdopodabienstwo wypadania narzadow rodnych w starszym wieku. Co
          natomiast ma bezposredni zwiazek na ta przykra dolegliwosc to oslabienie miesni
          przez dlugoletnie "parcie" na nie. Takze drogie panie, odzywiajcie sie zdrowo
          abyscie mogly bez problemu sie wyprozniac.

          Mam nadzieje, ze przy okazji walki z nacinaniem nie popadnie sie w przesade i
          nie przestanie sie nacinac w razie potrzeby medycznej.
      • milady99 Re: Pytanie jest tendencyjne 17.03.06, 10:44
        Przychylam się do tego co napisała mruwa9. Oczywiście, że nie chodzi o ból przy
        cięciu. Ja nawet tego nie poczułam zbyt mocno w czasie trudnego porodu.
        Najgorsze było dopiero później. Szwy rozeszły mi się jeszcze w szpitalu,a mimo
        moich sugestii że chyba coś jest nie tak (wiadomo, że rana musi boleć, ale
        wydawało mi się że mam tam jakiś inny problem) - wypuszczono mnie do domu z
        rozerwanymi szwami. Goiło się bardzo długo i do dzisiaj (po ponad 2 latach)
        czuję to miejsce...
    • ikaes Re: Cięcie krocza - największy problem. 15.03.06, 13:56

      Ja miałam cięte krocze, nawet powiem, że poczułam lekkie szczypanie, ale
      uważam, że wolę mieć cięte niż popękane. Jeżeli lekarz stwierdzi, że krocze
      powinno byc cięte, to się zgadzajcie, bo jak wam popęka w trakcie porodu, to
      będziecie mieć więcej szwów i bardziej was będzie bolało przy gojeniu.
      Leżałam w szpitalu z dziewczyną, która pierwsze dziecko rodziła w Kanadzie,
      gdzie takiego zabiegu się nie robi i powiedziała, że jak teraz będzie rodzić to
      zaraz po wejściu na porodówkę będzie krzyczeć, żeby jej to krocze przecięli, bo
      poprzednim razem właśnie popękała.
    • obietnica_poranka Re: Cięcie krocza - największy problem. 15.03.06, 14:00
      O jej ten temat był juz gruntownie omawiany. Polecam wyszukiwarkę.
      I w wiekszości wypowiedzi dziewczyny nie obawiają się samego momentu nacięcia
      tylko właśnie NIEPOTRZEBNYCH komplikacji po NIEPOTRZEPNYM nacięciu.
      I najnowsze badania wskazuja właśnie,że więcej komplikacji łącznie z opisanymi
      ptrzez ciebie wynika właśnie dlatego że krocze NIEPOTRZEBNIE było nacięte.
      Tyle razy była mowa o tym że w Polsce i Grecji 90% kobiet jest nacinanych a w
      europie zachodniej do 20% i wcale tam nie ma zwiekszonych przypadków wypadania
      narządów. a ty znowu powtarszasz tyle razy obalany argument.
    • sepia_bite Re: Cięcie krocza - największy problem. 15.03.06, 14:01
      Może i nie boli ale z tego co wiem nacięcie nie gwarantuje ci że nie popękasz.

      To w sumie najnowsza literatura:

      Shiono P, Klebanoff MA, Carey JC.
      Midline episiotomies: more harm than good? Obstet Gynecol 1990; 75:765-770

      Walker MP, Farine D, Rolbin SH, Ritchie JW.
      Epidural anesthesia, episiotomy, and obstetric laceration. Obstet Gynecol 1991;
      77:668-671

      Pearl ML, Roberts JM, Laros RK, Hurd WW.
      Vaginal delivery from the persistent occiput posterior position. Influence on
      maternal and neonatal morbidity. J Reprod Med 1993; 38:955-961

      Klein MC, Gauthier RJ, Robbins JM
      Relationship of episiotomy to perineal trauma and morbidity, sexual dysfunction,
      and pelvic floor relaxation. Am J Obstet Gynecol 1994; 171:591-598

      Hartmann K, Viswanathan M, Palmieri R, Gartlehner G, Thorp J Jr, Lohr KN.
      Outcomes of routine episiotomy: a systematic review. JAMA. 2005 May 4;293(17):2141-8

      Power D.
      Obstetric anal sphincter injury: How to avoid, how to repair: A literature review.
      J Fam Pract. 2006 Mar;55(3):193-200.

      Langer B, Minetti A.
      Early and late complications of episiotomy.
      J Gynecol Obstet Biol Reprod (Paris). 2006 Feb;35 Suppl 1:59-67

      Riethmuller D, Courtois L, Maillet R.
      Routine versus selective episiotomy.
      J Gynecol Obstet Biol Reprod (Paris). 2006 Feb;35 Suppl 1:32-9

      De Tayrac R, Panel L, Masson G, Mares P.
      Does episiotomy prevent perineal trauma and pelvic floor relaxation?
      J Gynecol Obstet Biol Reprod (Paris). 2006 Feb;35 Suppl 1:24-31

      Vendittelli F, Gallot D.
      Episiotomy: rates, trends and practice variations.
      J Gynecol Obstet Biol Reprod (Paris). 2006 Feb;35 Suppl 1:12-23

      Stepp KJ, Siddiqui NY, Emery SP, Barber MD.
      Textbook recommendations for preventing and treating perineal injury at vaginal
      delivery.
      Obstet Gynecol. 2006 Feb;107(2 Pt 1):361-6.

      Beckmann M, Garrett A.
      Antenatal perineal massage for reducing perineal trauma.
      Cochrane Database Syst Rev. 2006 Jan 25crying1):CD005123.

      Johnson KC, Daviss BA.
      Outcomes of planned home births with certified professional midwives: large
      prospective study in North America.
      BMJ. 2005 Jun 18;330(7505):1416

      parenting.ivillage.com/pregnancy/plabor/0,,6znb,00.html
      • patylda Re: Cięcie krocza - największy problem. 15.03.06, 14:20
        Ukłony Sepia, dzięki wielkie. Właśnie o to mi chodziło.

    • stamag Re: Cięcie krocza - największy problem. 15.03.06, 16:44
      Miałam krocze nacinane dwukrotnie. Same nacięcie odczułam jak mocne
      uszcypnięcie - w szczycie skurczu partego to naprawdę pikuś. Szycie - żadnych
      strasznych przeżyć.
      Przy pierwszym porodzie byłam mocniej pocięta i poszyta, a przede wszystkim
      miałam piękniętą i zszytą szyjkę macicy, więc dyskomfort po porodzie trwał
      dłużej (ok. tygodnia) i był większy. Ale na pupie siedziałam bez problemu, nie
      ma co przesadać.
      Przy drugim porodzie nacięcie było niewielkie, szwy mi zdjęli jeszcze w
      szpitalu, w ogóle nie ma o czym mówić, żadnych problemów.

      No ale temat jest wałkowany i zaczęłam się zastanawiać - za kilka miesięcy będę
      rodzić po raz trzeci, może poprosić, żeby tym razem mnie nie nacinali? Co
      prawda dzieci rodzę duże i zawsze jest problem z urodzeniem barków (nie wiem,
      czy w związku z tym tym razem nie skończy się cc, bo mój lekarz coś o tym
      przebąkuje).
      I tak ostatnio podzieliłam się tymi swoimi myślami z bliską mi mamą trójki
      dzieci. A ona na to, że była nacinana tylko przy pierwszym dziecku, przy
      następnych już nie, i - że tego żałuje! Nie dlatego, że pękła - bo nie - ale
      że, jakby to rzec, "sflaczała". Twierdzi, że u niej "te okolice", dwukrotnie
      maksymalnie rociągnięte przy porodach bez nacinia, po prostu już nie wróciły do
      pierwotnej formy (a po pierwszym, nacinanym porodzie nie miała problemów).

      Nie wiem, co na to uczone głowy, powtarzam relację osobistą dobrze mi znanej
      osoby. Dodam, że ja (pod tych dwoch nacięciach) rzeczywiście tego typu
      problemów nie mam, ani w ogóle żadnych problemów związanych z faktem, że byłam
      nacinana.
      • wieczna-gosia Re: Cięcie krocza - największy problem. 15.03.06, 23:16
        ja nie sflaczalam bez ciecia razy 5.

        sflaczenie nie ma nic wspolnego z cieciem lub jego brakiem.

        wytknij bowiem bliskiej osobie, ze- ciecie- jesli prawidlowo jest wykonane- JEST
        ROBIONE PRZY MAKSYMALNYM NACIAGNIECIU TKANEK KROCZA. Czyli innymi slowy-
        naciecie na sflaczenie nie pomaga smile
        • stamag Re: Cięcie krocza - największy problem. 16.03.06, 19:18
          Gosiu,
          A co to jest MAKSYMALNE NACIĄGNIĘCIE TKANEK KROCZA?

          Czy to znaczy "tuż przed pęknięceim"???? Bo jeśli tak, to jestem zadowolona, że
          mnie nacięli, a nie czekali aż popękam.

          A jeśli nie, to znaczy, że gdyby w tym momencie mnie nie nacięli, to
          rozciągnęłambym się jeszcze bardziej, czyli że nacięcie nie było robione w
          MAKSYMALNYM NACIĄGNIĘCIU...

          Popraw mnie, jeśli coś z logiką u mnie szwankuje.
          • cichoszka Re: Cięcie krocza - największy problem. 17.03.06, 14:12
            Chodzi o to, że nacięcie jest wykonywane w momencie, gdy już ukazuje się główka
            dziecka. Mięśnie w tym momencie są rozciągnięte maksymalnie.
            Żeby uchronić mięśnie przed nadmiernym rozciągnięciem, należałoby nacięcia
            dokonywać na samym początku parcia, jednak takie postępowanie mogłaby zwiększyć
            prawdopodobieństwo wystapienia poważniejszych pęknięć, więc się go nie praktykuje.
            Żródło: "Nacięcie krocza - konieczność czy rutyna" Fundacja Rodzić po Ludzku
          • wieczna-gosia Re: Cięcie krocza - największy problem. 20.03.06, 00:22
            > A co to jest MAKSYMALNE NACIĄGNIĘCIE TKANEK KROCZA?
            >
            > Czy to znaczy "tuż przed pęknięceim"???? Bo jeśli tak, to jestem zadowolona, że
            >
            > mnie nacięli, a nie czekali aż popękam.

            tak= de facto potrzebne naciecie wykonywane byc powinno wtedy gdy polozna widzi
            ze krocze juz wiecej nie wytrzyma. Jesli w takim momencie cie cieli- nie
            powinnas tego czuc gdyz wtedy dzieki rozciagnieciu nerwy nie przewodza bolu i
            wtedy ciecie jest potrzebne.

            Jesli kobieta ciecie czuje- oznacza ze wykonywane jest ono "na zas" bez
            sprawdzania czy jej krocze wytrzyma czy nie.
    • earl.grey Re: Cięcie krocza - największy problem. 15.03.06, 16:53
      nie wiem, dlaczego masz wrażenie, że większośc dziewczyn boi się bólu przy
      nacinaniu krocza. ja sie tego nie boję zupełnie. boję się konsekwencji, przede
      wszystkim długotrwałych, nacięcia. I raczej z tego, co czytam na tym samym
      przecież forum co ty, widzę, że dziewczyny nie tyle boja się samej chwili
      nacięcia, co właśnie tego, co będzie później, czyli gojenia i dalszych
      konsekwencji przy współżyciu i generalnie ewentualnego obniżenia się komfortu
      zycia. Wątpię, żeby ktoś podnosił taki alarm z powodu sekundy bólu. Raczej
      chodzi o długie tygodnie/lata/całe życie po tej sekundzie.
      Musiałabys założyć jakiś wątek statystyczny: czego się boicie - bólu podczas
      nacięcia czy konsekwencji nacięcia.
    • an_ni Re: Cięcie krocza - największy problem. 15.03.06, 17:00
      ale po co w ogole tak postawione pytanie? boli czy nie boli przez te sekunde
      najwazniejsze jest to ze w bardzo wielu przypadkach jest niepotrzebne
      a boli przede wszystkim w pologu
    • asia06 Re: Cięcie krocza - największy problem. 15.03.06, 17:59
      No cóż. Może rzeczywiście nie tego dotyczy pytanie. Ale ból porodowy trwał u
      mnie 8 godzin, 4 był intensywny, a ból związany z gojeniem krocza odczuwałam
      intensywnie 2 tygodnie, a następne dwa też nie były przyjemne. Więc chyab
      dlatego cięcie krocza wywołuje najwięcej kontrowersji. Niestety właśnie przez
      nacięcie krocza przez miesiąc nie mogłam sobie sama poradzić z maluchem, a
      przez pierwsze dwa tygodnie prawie w ogóle się przemieszczeć. Do tego, w 9
      miesięcy po porodzie czuję w dalszym ciągu szycie, wykonane chyba nie
      najlepiej, bo i przy stosunku jest za ciasno i boleśnie.
      Tak więc myślę, że to nie jest wydumany problem.
      • knabino Re: Cięcie krocza - największy problem. 15.03.06, 22:41
        Jeżeli aż tyle kobiet reaguje alergicznie na epizjotomię, widocznie coś w tym
        jest. Widocznie kobiety są w stanie zaakceptować naturalny ból porodowy,
        bolesne skurcze i inne rzeczy związane z porodem i połogiem, ale nie życzą
        sobie, by do tego dokładały się jeszcze kolejne niedogodności. To, że jakaś
        kobieta była nacięta i sobie to chwali (nie bolało, zagoiło się, jest ok) nie
        znaczy, że u innych kobiet musiało być tak samo. Ja też mogę powiedzieć, że
        mnie nie boli wiercenie w zębie u dentysty i znoszę plombowanie szóstek bez
        jęknięcia, i mogę się dziwić, o co chodzi tym wszystkim "panikarzom", którzy
        tak strasznie się tego boją i tak strasznie cierpią, gdy ich to spotyka. Wiem,
        że przykład nie najlepszy, ale wyraźnie chyba obrazuje, że doświadczenie bólu i
        ingerencji w ciało to sprawa indywidualna.
    • agni71 Re: Cięcie krocza - największy problem. 15.03.06, 22:54
      Ja byłam nacieta przy dwóch moich poprzednich porodach. Za pierwszym razem:
      1. Polożna nie uprzedziła, że będzie ciąć - była zdziwiona, że poczułam
      sada poczułam bo zabolało).
      2. Do szycia miałam niby podane znieczulenie miejscowe (rodziłam bez
      znieczulenia), a bolało na tyle mocno, że jęczałam z bólu (byłam nie tylko
      nacieta, ale też miałam pękniecie w szyjce).
      3. Oczywiście po porodzie bolało bardzo, szwy ciągnęły, nie mogłam siedzieć
      normalnie, tylko tak delikatnie na brzeżku krzesła. Nie wspomnę juz jakim
      koszmarem było siedzenie na łóżku szpitalnym z dyndającymi nogami. W domu
      chodziłam w jakiejś dziwnej zgietej pozycji, by zminimalizować ból. Jak patrzę
      na video z tamtego okresu, to widzę cień kobiety....

      Za drugim razem juz wiedziałam jak to może być, więc prosiłam o w miarę
      mozliwości ochronę krocza. Byłam lekko nacięta. Miałam zzo, więc nacięcia ani
      szycia nie czułam i co najważniejsze, po porodzie nie bylo tak strasznego bólu
      jak za pierwszym razem.

      Za kilka miesięcy rodze po raz trzeci, licze na to, że nie będzie gorzej niż za
      drugim razem.

      aga
      • prendilo Re: Cięcie krocza - największy problem. 15.03.06, 23:52
        Naciecia prawie w ogole nie czuc. Wykonuja w takim momencie,ze wszystko jest
        bardzo mocno napiete.
        • knabino jeśli nie boli to skąd problem 16.03.06, 18:12
          Prendilo - proszęęęęę - wiem, że teoretycznie tak powinno być, tak pewnie uczy
          się położne, ale tylko na tym forum przeczytałam kilkadziesiąt (co najmniej)
          postów od kobiet, które czuły nacięcie, które bolało, i które potem miały
          kłopoty. gdyby nikogo nie bolało, nie paprało się przy gojeniu, nie byłoby w
          ogóle tematu, wszyscy byliby zadowoleni. Nie tylko z tego forum, ale także z
          innych wiem, że samo nacięcie nie zapobiega popękaniu w 100% - więcej - sporo
          kobiet po nacięciu pękało dalej, tak, że w końcu miały 4 stopień. Może gdyby
          tylko popękały naturalnie, byłby to 2 lub 3 stopień. POza tym, powtarzane to
          było do znudzenia, a mnie uczono tego przy okazji kursu pierwszej pomocy, że
          rany szarpane goją się łatwiej, niż gładkie rany cięte. Amen.
        • agni71 Re: Cięcie krocza - największy problem. 16.03.06, 18:34
          prendilo napisała:

          > Naciecia prawie w ogole nie czuc. Wykonuja w takim momencie,ze wszystko jest
          > bardzo mocno napiete.

          Wyobraż sobie, że nie zawsze położna wykona cięcie we właściwym momencie. Tak
          było u mnie przy pierwszym porodzie.

          aga
    • andzia22l1 Re: Cięcie krocza - największy problem. 16.03.06, 18:27
      patylda- bardzo dobrze napisałaś- 1000000.....razy gorsze są skurcze, cięcie
      krocza mnie nie bolało- pamiętam tylko dźwięk nożyc jak byłam przecinana

      pozdrawiam mama Patryka 08.01.2006
    • azuk00 Re: Cięcie krocza - największy problem. 16.03.06, 18:54
      przy pierwszym porodzie- cięcie wręcz pomogło, miałam wrażenie,że zaraz samo by
      pękło.
      przy drugim chyba nie było takiej potrzeby, skóra nie była tak napieta- i
      bolało!!!
      a juz na pewno boli to, co jest potem- to całe gojenie- jeszcze jak ci szew
      spie...ą. nie mówiąc o tym, że mi przy drugim razie(w IMID)prawie na żywca
      zszywali- bo znieczulenie nie zadziałało!!!!!!!
      • agni71 Re: Cięcie krocza - największy problem. 17.03.06, 00:22
        azuk00 napisała:

        nie mówiąc o tym, że mi przy drugim razie(w IMID)prawie na żywca
        > zszywali- bo znieczulenie nie zadziałało!!!!!!!

        Mnie też tak boleśnie zszywali w IMIDz. Może ta sama pani doktor-sadystka wink

        aga
    • titta Re: Cięcie krocza - największy problem. 16.03.06, 19:04
      Moze dlatego, ze bol ziazany ze skorczami jest naturalny. I nie da sie za
      bardzo go uniknac nie podajac znieczulenia. Ciecie krocza nie jest naturalne i
      w niektorych przypadkach mozna go uniknac przy odrobinie dobrej woli. Skorcze
      trwaja kilka godzin. Krocze boli kilka tygodni - pozniej.
    • sabiptysia Oczywiście że największy!!!!!!!!!!!! 16.03.06, 19:15
      Jest to ogromna ingerencja w anatomie kobiety, po nacieciu zmienia sie jej
      budowa. W innych krajach juz dawno od tego sie odeszlo a w Polsce (jak zwykle
      najbardziej zacofanym kraju rowniez i pod tym wzgledem) jest to nadal rutyna.
      Polozne nie zwracaja uwagi na to czy trzeba ciac czy nie- tna na oslep jak im
      reka poleci. Ja mam do tej pory problemy z blizna po nacieciu (mialam 15 szfow),
      mimo ze rodzilam prawie 14 miesiecy temu wciaz mnie boli a za 2 miesiace czeka
      mnie kolejny porod.... moment naciecia byl dla mnie koszmarnym bolem i
      przezyciem nie mowiac juz o szyciu!!!!!!!!
      Uwazam ze nacinanie kobiet podczas porodu jest wielkim problemem i powinno sie
      od tej praktyki odejsc!!!!
      Ciekawi nie jaka bedzie Twoja reakcja na naciecie??? Zycze Ci abys nic nie czula
      i prosze nie wysmiewaj dziewczyn (w tym m.in. ze mnie) ktore niemile wspominaja
      moment naciecia.... pozdrawiam!
      • guderianka ty 15 a ja kilkadziesiąt 17.03.06, 10:50
        jakoś nie widzę zadnych problemów ze współżyciem, nie odczuwam mniejszej
        przyjemności, blizna nie jest nie wiadomo jak widoczna- pól roku po zapomniałam
        że tam coś mam. po prostu tobie nacięcie spaprali i tyle. może tez twój
        organizm ma kłopoty z gojeniem-różnie bywa. pomysl co by było z gojeniem gdybys
        jakos pechowo pękła zamiast wzdłuż nerwów to w poprzek, albo pęknięcie poszłoby
        dalej-na odbyt i łechtaczke
        • earl.grey Re: ty 15 a ja kilkadziesiąt 17.03.06, 11:06
          załączam mój ulubiony post w sprawie nacięcia, z wątku o cc na życzenie:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=34468799&a=37614207&wv.x=2
          miyoki napisała:

          > ja tylko mam uwagę do fragmentu o nacinaniu krocza, przeczytałam go mojej
          > babci, która przez całe swoje życie odbierała porody. Na tysiące dzieci, które
          > odbirała kobieta pęłkła tylko kilka razy i to tak delikatnie, że rany zagoiły
          > się szybko. To był wstyd dla położnej jeśli kobieta pękła przy normalniej
          > wielkości dziecku. Więc babcia prosiła o taką odpowiedz: umiejętnie
          > wyciąganie dziecka przekrecanie gówki i zmniejszanie napięca na krocze
          > zapobiega pęknięciu) no i wątpi aby nacięcie chroniło przed dalszym pęknięciem
          > bo historie o popękaniach u jej wnuczek napawają ją grozą. A i żadna kobieta
          > nie chodziła w jej czasach do szkoły rodzenia i jakoś nie pękały nie miały
          > problemu ze współpracą i nie musiały być przywiązywane do łóżek.


          • guderianka Re: ty 15 a ja kilkadziesiąt 17.03.06, 11:08
            czyli co?babcie mają rację zawsze? kiedys babcie dzieciom makowine dawały bo to
            je uspokajałowink
            • knabino .... 17.03.06, 11:58
              Nie, babcie nie mają zawsze racji. natomiast ta babcia pokazuje, że można
              inaczej. ale to, co inne, wymagające starania, zaangażowania, łamania
              stereotypów jest najrzadsze, najtrudniejsze, przez niewielu cenione.
            • earl.grey Re: ty 15 a ja kilkadziesiąt 17.03.06, 12:45
              nie doczytałaś. Ta babcia całe życie była położną. Umiała tak odbierać porody,
              że nacinanie nie było potrzebne i nie było pęknięć. Załączyłam to po to, żeby
              pokazać, że gdyby położnym chciało sie stosować aktywną ochronę krocza (czyli
              nie na zasadzie nie zgodziła się na cięcie, to niech sobie pęka), to nacięć
              byłoby znacznie mniej, czyli, że rutynowe nacięcie to wymysł, gdyż jest ono
              potrzebne w niewielu przypadkach tak naprawdę. Czytałaś statystyki z Zachodu?
              Tylko w Polsce i w Grecji tnie się rutynowo. Czy również jesteś zwolenniczką
              teorii, że tak bardzo różnimy się anatomicznie od Dunek, Szwedek, Niemek,
              Holenderek, Belgijek...Badania przeprowadzone w tamtych krajach wykazały, że
              wypadanie narządów częściej zdarza się u kobiet nacinanych niz tych bez
              nacięcia. Link do wyników tych badań:
              www.rodzicpoludzku.pl/opieka/wyniki_ankiety.html#nacinanie%20krocza
              Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia "18. Nie ma
              usprawiedliwienia dla rutynowego nacinania krocza."
              • pasta_i_basta Re: ty 15 a ja kilkadziesiąt 18.03.06, 21:19
                Żeby uniknąć nacięcia krocza położna musi się trochę napracowac, wiec wydaje mi
                sie, ze w tym tkwi problem.
                POwinna masowac krocze, stosowac ciepłe kompresy, wraz z rodzącą brac udział w
                tzw. aktywnym porodzie, czyli pomagac jej w przyjmowaniu pozycji wertykalnej-
                czyli takiej, w której kobiete wspomaga siła grawitacji.
                Pewnie sa jeszcze dziesiątki takich sposobów. Tylko trzeba chcieć. Trzeba mieć
                czas.Trzeba pomyśleć o pacjentce.

                Z rozmów z koleżankami:
                moja dobra znajoma po fatalnym cięciu i jeszcze gorszym zszyciu (czuła
                wszystko, cierpiała bardzo) do dzisiaj- 8 lat walczy z powtarzającymi się
                infekcjami. Dlugo miała opory przed wspolzyciem z mezem, bo jej krocze
                wygladalo fatalnie.
                Prywatny lekarz jak zobaczył to cudne dzieło powiedział : kto pani tak to
                spartaczył?

                ROzumiem cięcie, gdy nie ma innego wyjścia. Ale dlaczego robic to rutynowo.
                Nie próbowac, nie powalczyc. Przecież jest o co.

                Śmieszy mnie pojęcie " poród naturlany". Jaki on naturalny.

                • pasta_i_basta Re: ty 15 a ja kilkadziesiąt 18.03.06, 21:25
                  I jeszcze jedno. Zauwazyłam, że jak ma sie opłaconą położną, która jest przy
                  tobie non stop, wspiera cię i naprawe rodzi z tobą, to jakoś nagle zapomina się
                  o cięciu krocza...

                  Parę stówek robi swoje.

                  ... niby smutne a jednak optymistyczne, bo możliwe wink
              • ekologiczny6 Re: ty 15 a ja kilkadziesiąt 19.03.06, 11:54
                nie zgadzam się ze połoznym nie chce się chronić krocza,
                Musi się zmienic podejście lekarzy / w Polsce -oczywiście /.
                czym wiecej indukcji bez powodu tym więcej patologi/tylko ze lekarz wtedy może
                się wykazać/ co mu tam zależy i tak jest na dyżurze-jak baba nie urodzi drogami
                natury, to się jej zrobi cięcie cesarskie/ przeciez to nie jego brzuch .a
                głupia baba i tak będzie wdzięczna ,bo sie na niczym nie zna i wszystko jej
                mozna wcisnąć.
                Mądre położne nie są lubiane przez lekarzy.Moja mama też jest położną ,w tej
                chwili wyjechała i pracuje za granicą . Długo Walczyła - ,była bardzo lubiana
                przez pacjentki ,miała ich duzo ,ale musiała spotykać sie z nimi pokryjomu
                Pewnego dnia powiedziała dość -straciła nadzieję że coś się zmieni - wyjechała.
                Położne mogły by dużo mówić jak sa traktowane przez swoich "kolegów" w
                Polsce . Kobiety opamiętajcie się to Wasze ciało wsłuchajcie sie w niego , po
                co ten pośpiech, po co indukować jak nie ma potrzeby. zaburzacie proces
                narodzin,a potem macie problemy z dziecmi sa nadpobudliwe itd czy ktoś robi
                badania jak rozwijaja sie dzieci po indukcjach ????
                • pasta_i_basta Re: ty 15 a ja kilkadziesiąt 19.03.06, 22:15
                  Rzeczywiście nie pomyślałam jak to wygląda od drugiej strony.
                  Wiem, ze położne są zle traktowane przez lekarzy, i zupelnie nie rozumiem
                  dlaczego.
                  Jakis czas temu czytałam w "polityce" o betonowym położnictwie w Polsce. Celny
                  tytul nawiasem mówiąc. Dowiedzialam się w nim, ze dawniej lekarze nie zajmowali
                  sie kobietami rodzacymi, byla to do zawsze "działka" kobiet i położnych.
                  Męzczyzni, lekarze dołaczyli a nastepnie skutecznie wyparli położne z
                  powodu ... pieniędzy.

                  Smutne, ze Twoja mama musiała wyjechac. Zastanawiam się kiedy wreszcie coś
                  zmieni się w Polsce naprawdę na lepsze.
                  Pozdrawiam
        • flower82 Re: ty 15 a ja kilkadziesiąt 18.03.06, 11:02
          Witaj! Wydaje mi sie, ze wolalabym peknac, bo wiadomo, ze rany szarpane goja sie
          latwiej i szybciej od rownych, cietych. Nawet gdyby pekniecie poszlo tak jak
          pisalas na odbyt i lechtaczke, to w moim przypadku nic by to nie zmienilo, bo
          naciecie bylo duze a mimo to mialam szyty i odbyt i lechtaczke. Moja budowa
          bardzo sie zmienila... fakt, ze polozna byla okropna dla mnie i pewnie nie
          specjalnie sie przejmowala tym jak mnie tnie i czy wogole bylo to potrzebne....
          gdybym moze miala polozna, ktora by sie przylozyla do mojego porodu, moje
          przezycia nie bylyby tak traumatyczne i teraz nie balabym sie drugiego porodu...
          • mruwa9 Bzdura 18.03.06, 12:06
            rany szarpane, o nierownych brzegach, goja sie znacznie gorzej, niz ciete, o
            rownych brzegach, prawidlowo zszyte. Co latwiej zlozyc do kupy: potluczony
            gliniany dzbanek, czy przecieta diamentem szybe?
            • knabino Re: Bzdura 18.03.06, 14:33
              mruwa9 napisała:

              > rany szarpane, o nierownych brzegach, goja sie znacznie gorzej, niz ciete, o
              > rownych brzegach, prawidlowo zszyte. Co latwiej zlozyc do kupy: potluczony
              > gliniany dzbanek, czy przecieta diamentem szybe?

              Oj, oj. Mnie na kursie pierwszej pomocy uczono, że rany szarpane koją się
              szybciej niż równo cięte. Moze warto zapytać lekarza o to? PORÓWNANIE NIE JEST
              DOWODEM. Żywa tkanka nie ma takiej samej struktury jak szkło. Ciało rządzi się
              innymi prawami. Pozdrawiam.
              • mruwa9 Re: Bzdura 18.03.06, 15:26
                A uczono Cie na kursie, w jaki spoosb goja sie rany?
                1. Per primam intentionem- nie pamietam, jak po polsku, w kazdym razie to jest
                pozadany sposob, najszybciej i z pozostawieniem najmniej widocznej blizny. W
                ten sposob goja sie rany ciete, szybko zaopatrzone chirurgicznie (szwy,
                ewentualnie plasterki), o czystych brzegach, maksymalnie zblizonych do siebie,
                2.Per secundam intentionem- przez ziarninowanie, wlasnie rany szarpane, czy
                rany ciete,zakazone, po rozejsciu sie rany. Wtedy rana wlasnie sie slimaczy i
                goi wolniej, a blizna pozostaje wieksza,
                3. gojenie pod strupem.Nie dityczy tematu.
                • knabino uściślenie 18.03.06, 23:49
                  Służę nazwami polskimi:
                  Sposoby gojenia się ran:
                  1) bezpośrednie (rychłozrost) - przebiega szybko i bez powikłań, następuje, gdy
                  brzegi rany są gładkie, przylegają do siebie, a rana jest czysta (nie zakażona)
                  2) pośrednie (ziarninowanie) - następuje, kiedy rana jest zakażona; ropieje,
                  oczyszcza się i zostaje wypełniona nową tkanką
                  3) pod strupem

                  TO SĄ SPOSOBY GOJENIA SIĘ RAN, A NIE CHARAKTERYSTYKA GOJENIA SIĘ POSZCZEGÓLNYCH
                  TYPÓW RAN. ZIARNINOWANIE NASTĘPUJE, KIEDY RANA JEST ZAKAŻONA - NATURALNE
                  POPĘKANIE KROCZA NIE SKUTKUJE AUTOMATYCZNIE ZAKAŻENIEM I ROPIENIEM. Jak wynika
                  z badań podanych poniżej, popękania krocza goją się lepiej, niż nacięcia. Cytat
                  pochodzi ze strony Rodzic po ludzku:
                  Kolejnych dowodów dostarczaja wyniki badań, w którym przez 14 dni połogu
                  porównywano stan zdrowia kobiet - 181 po nacięciu i 186 bez nacięcia. W grupie
                  drugiej u 2% zaobserwowano pęknięcie III stopnia i brak pęknięć IV stopnia,
                  natomiast w pierwszej grupie 15% kobiet miało uszkodzenie III lub IV stopnia.
                  Pęknięcia te w grupie drugiej goiły się bez powikłań, natomiast 18,5% kobiet z
                  grupy pierwszej przechodziło infekcje i przedłużający się proces gojenia
                  (McGuiness et al.1991).
                  • mruwa9 Re: uściślenie 19.03.06, 14:33
                    Niewielkie pekniecia krocza ( o jakich piszesz, 1 i 2 stopnia), sa ranami dosc
                    powierzchownymi, i jako takie zawsze beda goic sie lepiej, niz gleboka rana,
                    jaka powstaje przez naciecie (poprzez wszystkie warstwy tkanek), ale to nie
                    zmienia faktu, ze porownujac rany o tej samej glebokosci- ciete, zszyte i
                    szarpane- to gojenie rany cietej bedzie prawdopodobnie przebiegac lepiej, niz
                    szarpanej. Z ran cietych, prawidlowo nawet zaopatrzonych, jakis odsetek zawsze
                    sie powikla rozejsciem brzegow, zropieniem, powstaniem krwiaka, itd. Taka jest
                    medycyna. Stad sprzeciw wobec rutynowego nacinania, bez proby ochrony krocza.
                    Sama jestem temu przeciwna,zeby nie bylo niedomowien. Ale to, o czym piszesz-
                    lepsze gojenie sie krocza- wynika nie z typu rany, ale jej glebokosci. Rana
                    cietra, powstala wskutek np. skaleczenia nozem, bedzie sie goic lepiej, niz
                    rana o tej samej glebokosci, powstala wskutek pogryzienia przez psa.
                    • wela479 ojoj 19.03.06, 17:05
                      ojoj tu troche sie nie zgodze z przedmówczynia,bo np bardziej boli i swędzi jak
                      przetne sobie palca nożem albo co gorsza kartką i mam ochote odgryżć sobie cały
                      palec,natomiastracja jest ze zalezy od głęboości,przy czym wydaje mi sie ze
                      raczej pękniesz tyle ile jest potrzebne a tną tak jak się nauczyli według
                      ustalonych lini i zawsze do tkanek mięśniowych,nieprawdaż?a chyba bardziej
                      znośny psychicznie jet ból,jezeli dziecko jest sprawcą pęknięcia,zawsze mozna
                      powiedzieć jakiego chojraka sie rodziło hehe niż mówić jaki barbazyńca mnie pociął.
                    • knabino Re: uściślenie 19.03.06, 20:58
                      Dziękuję za odpowiedź. Dobrze, że się zgadzamy, co do nienacinania smile
          • mariolka55 Re: ty 15 a ja kilkadziesiąt 18.03.06, 13:56
            flower82 napisał:

            > Witaj! Wydaje mi sie, ze wolalabym peknac, bo wiadomo, ze rany szarpane goja
            si
            > e
            > latwiej i szybciej od rownych, cietych. Nawet gdyby pekniecie poszlo tak jak
            > pisalas na odbyt i lechtaczke, to w moim przypadku nic by to nie zmienilo, bo
            > naciecie bylo duze a mimo to mialam szyty i odbyt i lechtaczke. Moja budowa
            > bardzo sie zmienila... fakt, ze polozna byla okropna dla mnie i pewnie nie
            > specjalnie sie przejmowala tym jak mnie tnie i czy wogole bylo to
            potrzebne....
            > gdybym moze miala polozna, ktora by sie przylozyla do mojego porodu, moje
            > przezycia nie bylyby tak traumatyczne i teraz nie balabym sie drugiego
            porodu..
            > .


            jak bedziesz rodzic drugi raz to wynajmij sobie połozna,jakas dobra najlepiej z
            polecenia ,taka połozna bierze 200-250 zł i jest z toba na tel. i jedzie z toba
            do szpitala nawet jezeli to jest 2 w nocy,cały czas sie toba opiekuje,ja tak
            miałam i bardzo sobie chwale
            • sabiptysia Re: ty 15 a ja kilkadziesiąt 19.03.06, 20:45
              Mariolka! A gdzie rodzilas? Bo ja mieszkam w Krakowie i bylam dzisiaj na dniach
              otwartych szpitala w ktorym chce rodzic a tam wynajecie poloznej kosztuje
              500zl!!!!!!!!!!!!!! Uwazam ze to czyste zlodziejstwo za cos co mi sie nalezy bo
              w koncu place na to skladki przez cale zycie!!!!!!!!!!!
        • sabiptysia Re: ty 15 a ja kilkadziesiąt 18.03.06, 11:04
          Witaj! Moja odpowiedz jest pod nickiem "flower82". pozdrawiam.
    • luciii nie umarłam -a cięta byłam, nie uważam tego za złe 16.03.06, 20:00
      a widzę, że robi się z tego coś w rodzaju "nowej bomby" ;/
    • robin2510 Re: Cięcie krocza - największy problem. 16.03.06, 20:06
      Drogie przyszłe mamy, naprawdę nie wiem dlaczego ten wątek ciągle się pojawia.
      Cięcie krocza to nic strasznego, naprawdę,odbywa sie to tak szybko ze prawie w
      ogóle jest to niezauważalne, przy szyciu dają trochę znieczulenia w to miejsce
      i nic nie czuć. Sam poród moze i jest bolesny ale nie az tak bardzo, ja
      bynajmniej byłam przygotowana na o wiele gorszy. Owszem najgorzej jest między 6
      a 9 cm rozwarcia , same bóle parte to pikuś, ja juz nic wtedy nie czułam prócz
      chęci pójscia do kibelka. Nie miałam, bo nie mogłam miec znieczulenia,ze
      względu na dziecko ale podano mi oksytocynę,na przyspieszenie więc bóle były
      intenywniejsze. Poprostu dziewczyny nastawcie się , że poród trzeba przeżyć, a
      jak macie mozliwość znieczulenia to sobie go weźcie. Ja nie miałam tego
      znieczulenia a poród bardzo miło wspominam, nie było źle naprawdę. A o kroczę
      się nie bójcie wszystko będzie dobrze, ja zawsze powtarzam nie ma tego złego co
      by na dobre nie wyszło. I chcijcie aby was cięto, bo uwazam że pęknięcie jest
      o wiele gorsze niż kilku cm nacięcie. Pozdrawiam i 3mam kciuki za szybki i
      małobolesny poród.
      • knabino zdumiewa mnie 16.03.06, 20:39
        Ciągle zdumiewa mnie, jak kobiety na podstawie swojego doświadczenia (1 lub
        kilka porodów) generalizują na temat porodów w ogóle. Chodzi mi o stwierdzenia
        typu "mnie nie bolało, nie ma się czego bać", albo "nie przesadzajmy z tym
        bólem po nacięciu, ja mogłam siedzieć". Niechżesz nacinają, jak naprawdę
        trzeba. niech nacinają te kobiety, które chcą i nie mają nic przeciwko. Ale te
        kobiety, które sobie nie życzą, które przez kilka miesięcy ćwiczyły krocze i
        stosowały masaże, niechżesz zostawią w spokoju. ja rozumiem, że kogoś nacięcie
        nie bolało, rozumiem, że niektóre kobiety były z nacięcia zadowolone. Nie wiem
        czemu jednak wiele z tych kobiet nie potrafi zrozumieć, że inne nie miały aż
        takich miłych wspomnień.
    • robin2510 Re: Cięcie krocza - największy problem. 17.03.06, 08:18
      A mnie zdumiewa fakt ,jak można być pewnym i przekonanym i myśleć że
      pierwiastka urodzi np. 4 kg malucha bez naciecia krocza ???? mimo
      wcześniejszego przygotowania, w postaci masaży itp. Wiem wiem zaraz ktoś
      napisze że za granica tak się robi, ble ble ble,tam też ciężarną opiekuje się
      zespół położnych a nie lekarz, prawie w ogóle nie robią usg, i kobiety często
      rodzą w domu, ale żyjemy w Polsce i u nas to standard. Rozumiem, jak matka
      rodzi drugie lub kolejne dziecko i położne nie widzą potrzeby aby ciąć, ale nie
      sądze żeby tak było przy pierwszym dziecku. I tak z ręka na sercu ile jest mam,
      które kompletnie nie mają pożycia małżeńskiego po cięciu czy nie mogą siedzieć,
      gdy dziecko ma już kilka m-cy???, Założę sie, że wszystkie niedogodności mijają
      po ok 1-2m, , każda z nas jest inna i u każdej tempo gojenia sie ran też jest
      inne , jak również odporność na ból jest różna. Ale nie należy koncentrować się
      na cięciu czy nie cięciu, boli czy nie boli, bo lada chwila ma się pojawić
      nasze upragnione dziecko i to na nim powinno się całą uwagę skupic, a nie
      na "pierdołach" , o których i tak za chwilę zapomnimy. pozdrawiam
      • knabino wątek "bez nacięcia" 17.03.06, 11:40
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=10810025&a=10810025
        tutaj jest wątek o porodach bez nacięć, ale i z nacięciami. zdarzają się różne
        sytaucje, każda kobieta jest inna, każda ma prawo odczuwać ból i dyskomfort po
        swojemu. to, że jedna kobieta radzi sobie z czymś lepiej, nie znaczy, że inne
        też muszą tak samo. epizjotomia może okazac sie konieczna tak jak wiele innych
        bardziej nieprzyjemnych ingerencji w czasie porodu, rzecz w tym, żeby nie była
        stosowana rutynowo tak, gdzie nie jest konieczna. jeśli na zachodzie jest
        konieczna w 20%, a u nas w 90%, to wniosek jest jeden - Polki mają słabe,
        kruche i ciasne krocza. ciekawe, czy jakby przekroczyły granicę państwa
        polskiego, bardziej by im się krocza rozciągnęły automatycznie smile))))
    • mariolka55 Re: Cięcie krocza - największy problem. 17.03.06, 08:18
      patylda napisała:

      > Takie mam dziwne przemyślenia czytając różne wątki, że dziewuszki są tu
      > najbardziej przejęte bólem związanym z cięciem krocza, a zapominają
      > kompletnie, KOMPLETNIE !!!, o tym, że poród generalnie boli; wszędzie
      > opisywany "kryzys 7 cm" tutaj wogóle nie jest rozważany, nie wzbudza lęku.
      >
      > Widziaam conajmniej kilkanaście albo kilkadziesiąt porodów i to właśnie
      > końcowy etap I fazy wydaje mi się najgorszy, kiedy kobieta
      > naprawdę "odlatuje" z powodu bólu (skurcz co 2 minuty trwający minutę, to
      > poprostu niekończąca się fala bólu), parcie przynosiło ulgę, cięcie krocza
      > nie wywoływało krzyku (zbyt zmęczone? nie czują cięcia? ). Ale same kobiety
      > po porodzie wspominają ból związany ze skurczami, a nie z cięciem.
      >
      > A tu na forum - cięcie krocza to sedno sprawy, pępek świata, najstraszniejsza
      > rzecz na świecie.
      >
      > Więc mam pytanie do szanownych Pań, które zostały smile poddane temu
      > straszliwemu zabiegowi smile
      > Ile z was pamięta cięcie krocza jako szczególnie bolesny moment w czasie
      > porodu i dla której z was cięcie było istotnym elementem ?
      > Bardzo proszę o odpowiedzi, jestem b. ciekawa.
      > Oczywiście rozumiem, że część Pań opisze swoje problemy z GOJENIEM cięcia,
      > ale - uprzedzając - nie tego dotyczy moje pytanie.

      Ja nie wspominam zle porodu,kryzys 7 cm to było 10 min. do przezycia,natomiast
      wszystkie przyjemnosci zwiazane z cieciem KOSZMAR! szycie bolało bardziej niz
      cały poród (po poród to jest ból fizjologiczny)a szycie przez oburzonego
      pajaca!!! ze mnie boli ,to było dla mnie gorsze od porodu,nie wspomne juz o
      bólu po,siedzeniu dwa tyg. na poduszce i chodzeniu okrakiem.
      Teraz jestem znowu w ciazy i porodu sie nie boje,tylko tych przyjemnych
      zabiegów i nie zawsze koniecznych!!!!mam zamiar rozciagac wczesniej krocze i
      ustalic z połozna ze ciecie tylko w razie koniecznosci!!!!!

      a ty patylda ,chyba podchodzisz do tego tylko z medycznego punktu widzenia.
      • guderianka Re: Cięcie krocza - największy problem. 17.03.06, 08:27
        odpowiadając po kolei na toje patyldo pytania- rodziłam raz, miałam nacięcie-
        tak czułam je bardzo wyraźnie i wybiło mnie ono na chwilę z rytmu parcia-czy
        bolało?tak bolało. czy było to aż tak straszne-nie, nie było. Jesli mam opisać
        jaki mam stosunek do naciecia to jest on obojętny
        jak pierwszy raz weszłam na forum pisałam o plusach naciecia-miedzy innymi to
        co ty napisałas o wypadaniu krocza, o problemach z trzymaniem moczu, o
        nadmiernym rozciągnieciu, o możliwościach strasznego pękniecia. przytoczyłam
        miedzy innymi sytuacje opisana przez mego gina, która uparła sie że chce bez
        nacięc i było bez nacięc-pękła od odbytu do łechtaczki i musiał ją
        cerowac....zostałam zakrzyczana postami że mam stare dane, że kiedys były inne
        czase, że amerykanscy naukowcy udowadniaja że lepiej bez naciecia, ze to
        barbarzynstwo etc etc etc......więc sie juz w takich wątkach nie udzielam bo i
        tak większość kobiet wie swoje i nic ich nie przekona do tej czy innej opcji
        • robin2510 Re: Cięcie krocza - największy problem. 17.03.06, 08:37
          guderianka napisała:

          > odpowiadając po kolei na toje patyldo pytania- rodziłam raz, miałam nacięcie-
          > tak czułam je bardzo wyraźnie i wybiło mnie ono na chwilę z rytmu parcia-czy
          > bolało?tak bolało. czy było to aż tak straszne-nie, nie było. Jesli mam
          opisać
          > jaki mam stosunek do naciecia to jest on obojętny
          > jak pierwszy raz weszłam na forum pisałam o plusach naciecia-miedzy innymi to
          > co ty napisałas o wypadaniu krocza, o problemach z trzymaniem moczu, o
          > nadmiernym rozciągnieciu, o możliwościach strasznego pękniecia. przytoczyłam
          > miedzy innymi sytuacje opisana przez mego gina, która uparła sie że chce bez
          > nacięc i było bez nacięc-pękła od odbytu do łechtaczki i musiał ją
          > cerowac....zostałam zakrzyczana postami że mam stare dane, że kiedys były
          inne
          > czase, że amerykanscy naukowcy udowadniaja że lepiej bez naciecia, ze to
          > barbarzynstwo etc etc etc......więc sie juz w takich wątkach nie udzielam bo
          i
          > tak większość kobiet wie swoje i nic ich nie przekona do tej czy innej opcji
          Nareszcie jakaś normalna Kobieta która podchodzi do sprawy ze zdrowym
          rozsądkiem
        • knabino popieram - nie ma sensu 17.03.06, 11:26
    • malinka255 Re: Cięcie krocza - największy problem. 17.03.06, 08:38
      Nacięcie krocza wcale mnie nie bolało, położna robi to w takiej chwili, że się
      tego bólu nacięcia nie czuje; sam moment nacięcia pamiętam, wiedziałam zresztą
      ze szkoły rodzenia kiedy natną; i cieszę się, że byłam nacięta, bo urodziłam
      córkę 4700g, nie chce myślec co by było bez nacięcia; nie rozumiem rozważań nad
      nacięciem itd. Jak trzeba to trzeba;
      malinka
      • robin2510 Re: Cięcie krocza - największy problem. 17.03.06, 08:44
        malinka255 napisała:

        > Nacięcie krocza wcale mnie nie bolało, położna robi to w takiej chwili, że
        się
        > tego bólu nacięcia nie czuje; sam moment nacięcia pamiętam, wiedziałam
        zresztą
        > ze szkoły rodzenia kiedy natną; i cieszę się, że byłam nacięta, bo urodziłam
        > córkę 4700g, nie chce myślec co by było bez nacięcia; nie rozumiem rozważań
        nad
        >
        > nacięciem itd. Jak trzeba to trzeba;
        > malinka

        Malinka tak trzymaj, piętro wyżej napisałam własnie dlaczego warto być
        naciętym, a ty jesteś tego przykładem, nie wyobrażam sobie aby urodzić tak
        dorodne dziecko i nie być naciętą, moja córka miała tylko 2,53kg (3tyg za
        wcześnie) a i tak byłam nacięta , jak to moja położna określiła "pro forma", i
        żyje nic mi nie jest
        • malta20 Dziecko 1810gram i 7 szwów. 17.03.06, 11:15
          Moj synek jest wcześniakiem. Myślałam że nacięcie wcale nie będzie potrzebne -
          w końcu miał być taki malutki. Położna powiedziała że i tak będą ciąć - dla
          bezpieczeństwa dziecka które było o wiele mniejsze i delikatniejsze niż
          noworodki urodzone o czasie. Młody ma 6,5m-ca a ja zupełnie zapomniałam o całym
          bólu porodowym, choć męczyłam się z oksytocyną prawie 20 godzin. Momentu cięcia
          krocza wcale nie pamiętam. Parcie nie tyle bolało co było strasznym wysiłkiem.
          Gorzej wspominam te skurcze przez tyle godzin niż sam pord.
          Każda kobieta przechodzi to inaczej, i nigdy nie wiadomo jak to będzie.
          Samo cięcie krocza nie jest ważne tylko dla nas ale i dla maleństwa. A naprawdę
          warto się dla niego namęczyć.
          • mruwa9 Re: Dziecko 1810gram i 7 szwów. 17.03.06, 12:04
            W przypadku wczesniakow zaleca sie zawsze szerokie naciecie krocza (o ile mam
            aktualne informacje), aby zminimalizowac ucisk na glowke i pewnie skrocic 2.
            faze porodu.
            • malta20 Re: Dziecko 1810gram i 7 szwów. 17.03.06, 12:40
              Właśnie dlatego miałam cięcie.
    • molly101 Re: Cięcie krocza - największy problem. 17.03.06, 11:26

      www.mp.pl/artykuly/index.php?aid=1001&_tc=B1BA776B038D489387E34508F5A9242D
    • azyli Re: Cięcie krocza - największy problem. 17.03.06, 12:23
      Nie ma sensu dyskredytowac odczuc innych, przeciez nie wiemy jak to było w
      konkretnych przypadkach, wiem ze teoretycznie naciencie wykonywane jest w
      szczycie skurczu i praktycznie powinno byc nieodczuwalne u mnie bylo inaczej.
      Dla mnie naciencie bylo najbardziej bolesną częscią porodu, choc rozwieranie i
      skurcze parte takze bolały i to niemało.
      Mój poród postępował bardzo szybko juz pierwsze skurcze zwalaly z nóg, jednak
      zanim dotarłam na salę porodową na ZZO bylo za pózno. Gdy zaczeła sie 2 faza
      porodu poczułam ulge, ze to juz niedlugo. Parłam, parłam i nic, na dodatek
      dzieku zaczeło spadać tętno, lekarz zdecydowal o podaniu srodka rozkurczowego,
      przez co skurcze byly dla mnie mniej odczuwalne, nacięto mnie nie w szczycie a w
      momencie jak skurcz sie konczył, wiec praktycznie na żywca - podobno zawyłam jak
      zwierzę (opinnia meza) procedura powtórzyla sie po raz drugi bo dziecko nadal
      nie moglo sie wydostac. Szycie bylo wykonywane w znieczuleniu miejscowym, nie
      bolało. Potem były tez inne dolegliwosci związane z szyciem, ale to nie dotyczy
      tematu.
      Jak widac w moim przypadku był to ogromny ból i z jego perspektywy kryzys 7 cm
      to "pikuś", choc jak przez niego przechodzilam myslalam ze nie dam rady. Moze
      gdyby cięcie było wykonane prawidłowo, gdybym nie dostała środka rozkurczowego,
      gdybym miała inny próg bólu .... mnie takze nic by nie bolało.
      • marchefka27 Re: Cięcie krocza - największy problem. 17.03.06, 13:06
        Hmm az nie wiem od czego zacząć...Denerwuje mnie generalizowanie, ze skoro mnie
        nie bolalo to wy tez sie nie bojcie, ze co by sie stalo jakbys nie byla nacieta
        (a skad wiesz co by sie stalo?) itp. Denerwuje mnie tez to co napisala azyli
        czyli dyskredytowanie odczuc innych...

        Ja nie bede sie wypowiadac, co kto powienien czuc, albo czego sie bac lub nie...
        Powiem jak bylo / jest u mnie. Przed porodem najbardziej balam sie samego bolu
        porodowego. Nie trafialy do mnie zadne racjonalne argumenty, ze ten bol czemus
        sluzy, ze konczy sie przeciez urodzeniem dziecka, i ze sie go zapomina. Wylam
        ze strachu - kiepsko znosze bol i nawet dentyscie nie dam sie dotknąc bez
        znieczulenia. O nacinaniu nie myslalam za intensywnie, bo przeciez mialo nie
        bolec, a potem szybko sie zagoic i finito.
        No i coz, okazalo sie, ze dalam rade zniesc kilka godzin skurczy krzyzowych bez
        zzo. W pewnym momencie lekarz z polozną stwierdzili, ze dziecko pewnie wazy ok
        4 kg, pierworodka, wiec tniemy. Mialam powiedziec kiedy "skurcz boli
        najbardziej" ;-/ tak sie przestraszylam, ze sama juz nie wiedzialam czy to ten
        moment i w rezultacie czulam ciecie (malo przyjemne ...) - pytanie - czy to nie
        przypadkiem polozna powinna wiedziec kiedy naciąć ?
        Szycie na tempo, bo na porodowce ruch jak na Marszalkowskiej, nawet nie wiem
        czy mi podali znieczulenie, w kazdym razie jesli tak to nie zdazylo zadzialac
        wiec i szycie mialam "przyjemnosc: czuc...Obok oparty o moją nogę (sic!) stal
        stazysta i przygladal sie zakladaniu szwow...Wszelkie te "przyjemnosci" daloby
        sie zniesc. Nawet chodzenie jak John Wayne przez ok 3 tyg, bol przy siadaniu
        itp. Gdybym mialal gwarancje, ze to sie skonczy np wraz z pologiem.
        Niestety, w niedziele mija 5 miesiecy od porodu i wspolzycie nadal stanowi
        problem, czuje szew przy siedzeniu, czy nawet jak sie za przeproszeniem mocniej
        podetrę...
        I moze tak jest, jak juz ktos napisal, ze to nie regula tylko mi schrzanili
        szycie. Moze, ale prosze nie piszcie mi tu o dobrodziejstwach ciecia, o cieciu
        w samych superlatywach, a o nieprzyjemnych konsekwencach jako niewielkim
        procencie (coz, slyszalam juz sporo przypadkow podobnych do mojego).

        I jeszcze jedno - nie przekonujcie kogos kto wie jakie są skutki nacinania badz
        nienacinania, co jest dla niego lepsze. Chodzi o to by kazdy mogl decydowac o
        wlasnym ciele...i tyle (albo az tyle...).

        Moze bez ciecia skonczyloby sie dla mnie gorzej (moj syn wazyl 3900). I dobrze,
        mogli mnie naciac, tylko jesli juz to robią czemu nie zrobili tego dobrze ???
        Ale to akurat pytanie retoryczne a i ja oddalam sie od tematu, zatem konczę wink
        • felicja666 Re: Cięcie krocza - największy problem. 17.03.06, 14:01
          eh,ja nie rodziłam jeszcze to przede mną,ale pozwolicie ze sie wypowiem o ile
          mogę.Kazdy niech sobie mówi co czuł a czego nie-mnie to mało obchodzi,ale moim
          zdaniem cała ta sprawa zależna jest od wielu czynników.Kobiety które bardzo
          pragną dziecka dadzą sie za nie nawet rozerwać-ich sprawa.Przed ciążą ważyłam 49
          kg,uprawiałam czynny sport.Kocham moje ciało o raczej juz bym najchetniej
          urodziła tylko dlatego ze wkurza mnie ten brzuch.Jestem estetką,lubie to co
          piękne,poród jest dla mnie mało estetyczny,a czytająć co niektóre posty nawet
          upokarzający.Ja nie chcę być nacięta(a jezeli będę-zbieram kase na plastyka),nie
          ufam państwowym instytucjom,więc płace za wszystko(u mnie klinik prywatnych
          brak):położną z doświadczeniem,anestezjologa,lekarza,sale jednoosobową i za
          obecność mojego faceta(jest lekarzem),reszte mam daleko w d.....Decyzje o
          nacięciu podjełam po przeczytaniu całej biblioteki AM na ten temat i jestem
          przeciwna.Jestem z wykształcenia mikrobiologiem-naukowcem i sorry bardzo ale
          lekarze i położne które nie czytają a opierają sie na swojej wiedzy i jej nie
          uaktualniają sa ignorantami,medycyna idzie do przodu więc troche więcej obycia
          proponuje bo to woła o pomste do nieba co sie dzieje. To co mogę powiedzieć na
          temat tego tematu to zadna tkanka nie pęka w sposób niekontrolowany-natura tak
          to wymyśliła ze peknięcie omija naczynia krwionośnie i zawsze pęka tyle ile jest
          potrzebne,nacięcie tnie do tkanki mięśniowej a linie cięcia mają za nic
          naczynia.Co do pęknięć po odbyt;między pochwą a odbytem jest jest tzw worek
          ścięgnisty-to on utrzymuje nasze narządy wewnątrz ciała,polecam glukozamine i
          Cwiczenia,to jest tkanka elatyczna i wystarczy ją uelastycznić(ja umiem szpagat
          to mi to wali),więcej mi sie nie chce pisać,bo haftować mi się chce hehe.Jest
          jeszcze jedna kwestia jaką psychike ma kobieta,jak bardzo jest wrażliwa,bo
          jednej nic nie ruszy a druga zapamięta kazde dotknięcie,a fizyczny ból to nic w
          porównaniu z psychicznym-tego sie nie zapomina.Ja juz teraz wiem ze jezeli
          cokolwiek stanie sie bez mojej wiedzy w trakcie porodu,to więcej nie urodze,bo
          az tak silnej potrzeby posiadania dzieciaka nie mam.pozdro for allsmile
        • azyli Re: Cięcie krocza - największy problem. 21.03.06, 14:45
          marchefka27, mozesz napisac co dokładnie zdenerwowało Cię w mojej wypowiedzi?
          Piszę ze nie ma sensu dyskredytowac odczuc innych, bo nie wiemy jak było w ich
          przypadku, a ty zarzucasz mi wlasnie dyskredytowanie odczuc innych. Cala moja
          wypowiedz podobnie jak twoja dotyczy wylącznie mojej sytuacji, nie generalizuję.
          O co ci chodzi?
          Nie potrafię ocenic czy cięcie było u mnie konieczne, a jesli tak to czy trzeba
          było ciąć na 2 razy, synek wazył 3910, wiec był spory. Zastanawiam sie też czy
          szycie nie bylo u mnie sknocone, przez pierwsze pół roku nie bylo mowy o
          współzyciu, zresztą do tej pory (dziś mija 1,5 roku od porodu) czuję szew sad.
          Mam nadzieje ze przy 2-gim porodzie nie bedzie tak zle.
    • mariolka55 Re: Cięcie krocza - największy problem. 18.03.06, 09:53
      wogule patylda wydaje mi sie ze nie powinnas ironizowac skoro nie masz własnego
      osobistego doswiadczenia,chyba ze masz?
    • alicja_s21 Re: Cięcie krocza - największy problem. 18.03.06, 10:54
      szczerze mówiąc bardzo się bałam cięcia krocza, ale czułam jedynie lekkie
      nakłucia igłą (znieczulenie). Tak więc nie wiem nawet kiedy mnie nacięli.Gorszy
      ból powodowały skurcze niz naciecie, dlatego drogie panie nie ma co sie bać...
      Tylko szkoda ze przed porodem nie zrobili mi USG bo moja córcia była malutka
      (jedyne 2,6kg)i nawet nie czułam kiedy ze mnie wyskoczyła. Wystarczyły zaledwie
      dwa parcia i byc moze obeszloby się bez nacięcia bo rozwarcie miałam 9 cm... Bo
      faktycznie nie ma nic gorszego niż gojące sie krocze...
      • patylda Re: Sabiptysia i Mariolka 18.03.06, 11:29
        Nie miałam na myśli wyśmiewania, ośmieszania, ironizowania, czy też
        jakichkolwiek innych form obraźliwych dla koleżanek z forum. Byłam ciekawa jak
        to wspominają i dodatkowo wytłumaczę się, że mój post był napisany pod wpływem
        przeczytanych przeze mnie wypowiedzi innych Pań z forum. Przepraszam wszystkie
        urażone ciężarówki.
        • sabiptysia Re: Sabiptysia i Mariolka 18.03.06, 11:50
          Witaj! Moze i nie mialas zlych intencji piszac tego posta, ale tak to wlasnie
          wiekszosc z nas odebrala... kazda z nas przechodzi porod inaczej, kazda ma inny
          prog bolu, jedne maja szczescie, ze trafiaja na polozne z powolania a inne, jak
          m.in. ja, na koniowaly, ktore powinny pole orac a nie ciac i zszywac
          najwrazliwsze i najwazniejsze czesci kobiety...
          przeprosiny przyjete! wink) pozdrawiam!
    • slodziutka23101 Re: Cięcie krocza - największy problem. 18.03.06, 16:06
      hej dla mnie najgorsze bylo szycie. Porod ok pomimo ze mialam bole krzyzowe
      skurcze co 2 minutyod godziny 7 na szczecie o 9.35 bylo po wszystkim. a co do
      szycia masakra!Lekarz szyl mnie przy stazyscie! a stazyscie trzeba pokazac jak
      sie szyje! myslalam ze zabije! podobno dostalam znieczulenie a bolalo jak
      cholera nie zapomne nigdy tego bolu! tak mnie pohaftowal ze 4tyg po porodzie
      tylko lezalam nie umialam siasc ani chodzicsad
      • mariolka55 Re: Cięcie krocza - największy problem. 18.03.06, 16:43
        a moja kuzynke cap jeden zszył za ciasno i miała problemy ze współzyciem,takie
        rzeczy tez sie zdarzaja niestety przy tych superowych zabiegach brrr... tak czy
        inaczej ciecie powinno byc z koniecznosci a nie robione rutynowo!!!!!!!!!!!!!!
        • sabiptysia do Mariolki55 19.03.06, 20:48
          Mariolka! A gdzie rodzilas? Bo ja mieszkam w Krakowie i bylam dzisiaj na dniach
          otwartych szpitala w ktorym chce rodzic a tam wynajecie poloznej kosztuje
          500zl!!!!!!!!!!!!!! Uwazam ze to czyste zlodziejstwo za cos co mi sie nalezy bo
          w koncu place na to skladki przez cale zycie!!!!!!!!!!!
          • knabino Re: do Mariolki55 19.03.06, 21:01
            Jasne, że nie powinni żądać od nas takich kwot, ale ja na przykład mam zamiar
            ją zapłacić i wymagać za to naprawdę dobrej opieki, nawet gdybym miała być
            bardzo upierdliwa.
            • sabiptysia do Knabino... 19.03.06, 21:03
              A jestes moze z Krakowa??? Proponuje rozmowe poza forum,np. na gg.... co Ty na to?
    • vharia Re: Cięcie krocza - największy problem. 19.03.06, 21:06
      Cięcia nie czułam, widac w dobrym momencie. Szycie bardzo nieprzyjemne. Gojenie-
      masakra.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja