Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu

18.03.06, 16:05
A może by wystarczyło gdyby na porodówkach i położnictwie pracowały tylko
osoby, które same poród przeżyły?
Mało realne. Wiem.
Ale trudno oczekiwać zrozumienia od kogoś, kto nie miał i nie będzie miał
okazji tego przeżyć. Tak, słyszałam już argumenty, że lekarz wie lepiej, bo
widział już xxx porodów. No cóż ja widziałam setki zabijanych much i nadal nie
mam pojęcia co one czują.
Co prawda kobiety mają możliwość przekazać swoje odczucia, lekarz -z tego
samego gatunku -teoretycznie powinien zrozumieć co do niego się mówi. Ale
lekarzy to nie interesuje wcale. Do odczuć kobiety nie przywiązują specjalnie
większej wagi, niż do wspomnianych wyżej much.
Nie jest to zresztą problem porodówek jedynie.
Koleżanka, rodząca w innym kraju, powiedziała, że ona czuła się jakby była
pierwszą kobietą na świeci, która urodziła dziecko. I... wszyscy w szpitalu
tak też ją traktowali. Chciałabym aby kiedyś opinie o porodach w Polsce były
takie.
    • bba75 Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 20.03.06, 11:05
      Fajny list. Zgadzam się w stu procentach. Pozdrawiam!
      • ade1 Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 20.03.06, 11:10
        moim zdaniem przesadzacie maksymalnie, dziewcyzny no prawda jest taka ze
        urodzic trzeba ze to boli ze nikt nei jest w stanie sie wczuc w ta sytuacje tak
        bardzo jak rodzice bo traktuja to indywidualnie. lekarz czy polozna ktora
        odbiera cala mase porodow nei moze sie nad wami rozczulac i przepraszac was ze
        was to boli. no bez przesady- ja mam za soba 2 porodu- nikt na mnie nie
        krzyczal nikt mnie nie oplul nie obrazil, bolalo jak cholera ale wiem ze to
        jest tylko i wylacznie moja sprawa i nie moge wymagac zeby polozna plakala
        razem ze mna, ona technicznei ma zrobic co do neij nalezy i koniec- no bez
        przegiec. powtarzam dla was to sprawa indywidualna dla nich masowka- i chyba
        dobrze/
        • demarta Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 20.03.06, 11:20
          a ja uważam że sukces to wypośrodkowanie obydwu rodzajów nastawienia do porodu.
          z jednej strony, gdyby położna angażowała się zbytnio emocjonalnie każdym
          porodem, po pół roku byłaby niezdolna do pracy, wypalona wewnętrznie i
          musiałaby jak policjant po 15 latach pracy iść na emeryturę. a to na co powinno
          być ją stać, to pomoc dla rodzącej, żeby wszystko odbyło się optymalnie dla
          niej i dla dziecka. ona jest zawiadowcą od spraw technicznych i w tym powinna
          być fachowcem miłym w obejściu. a my nie możemy oczekiwać, że będzie się nami
          przejmować porównywalnie z naszymi bliskimi. to tak jakby pracownik banku
          udzielając nam kerdytu hipotecznego na 30 lat wyobrażał sobie, że będzie za nas
          raty przez następne 30 lat spłacał. z pewnocią wtedy zrobiłby wszystko, żebyśmy
          tego kredytu nie dostali...... wink)))
    • ade1 Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 20.03.06, 11:15
      dodam ze rodzilam w 2 roznych szpitalach- i naprawde zarowno lekarze jak i
      polozne, na tyle ile moga to pomagaja, ale przeciez oni maja cala mase
      pacjentow . szczerze mowiac to bylam zaskoczona tym jak polozne i pielegniarki
      sa mile. ja chwilami to bym nerwowow na ich miesjuc nei wytrzymala bo neiktore
      pacjentki ( ja zreszta tez) to takie upierdliwe ze nerwy siadaja
      • falka32 Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 20.03.06, 13:07
        to chyba nie chodzi o to zeby sie jakos strasznie przejmowali, tylko zeby
        zachowac atmosfere pewnego szacunku. Mnie wystarczy taka różnica, jaka jest w
        przypadku obsługi w sklepie mięsnym w czasach PRL-u a teraz w dobrych delikatesach.
      • nett1980 Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 25.03.06, 11:37
        Położnik przy porodzie:
        - Jeszcze więcej! Więcej!! Zbierz się w sobie i przyj!!! Już go widzę!
        - Mocniej!!! No śmiało! Jeszcze raz!! A teraz z całej siły!!
        Rodząca zbiera ostatki sił, prze z całej siły... aż tu nagle BUUUUUM!!!
        Lekarz:
        - Tak. A teraz idź go sobie poszukaj...
        I tak jak w tym watpliwym dowcipie traktuja nas w szpitalu , to my dla nich
        jestesmy a nie oni dla nas. Symbolem tego wszystkiego sa fotele i inne
        wynalazki, wymyslone dla wygody poloznikow, gdy juz bylo widac glowke i z
        pozycji kucznej musialam wstac i wdrapac sie na fotel , po prostu polezac nie
        bylam w stanie przec, mlody urodzil sie siny i nie plakal. Na cale szczescie
        doszedl do siebie ,ja sie urodzilam w czepku smile) ,ale nie kazda ma tyle
        szczescia.
        • zadowolonypersonel Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 19.05.06, 22:02
          I o co ma Pani żal? Że musiała Pani się wdrapać z pozycji kucznej na fotel? A
          jak chciała Pani go urodzić? Na podłogę? I tak już mu wystarczy, że był siny i
          miał problem z załapaniem pierwszego oddechu.Widzi Pani, to jest sedno
          sprawy.Otóż nie mogę zgodzić się z internautkami, które piszą,że poród nie
          powinien być zmedykalizowany (KTG, łóżko,kroplówka itd).Niech Pani teraz się
          przez chwilę zastanowi-gdyby pozwolono Pani rodzić wedle Pani uznania, czyli w
          nalepszej pozycji dla Pani,przez cały poród Pani by sobie chodziła, jadła i
          piła i generalnie położna ani lekarz nie ingerowaliby poprzez badanie,
          osłuchiwanie tętna serca płodu- gdyby zobaczyli główkę w kroczu to dopiero
          zainteresowaliby się Panią.I teraz co? Z tego co Pani pisze dzidziuś zaczynał
          mieć objawy niedotlenienia wewnątrzmacicznego, Pani nie mogła przeć i teraz
          pozostawiona sama sobie ,nie respektująca zaleceń personelu urodziłaby Pani najp
          [rawdopodobniej martwe dziecko. Skąd Pani wie ile jeszcze potrzeba było
          czasu.Tak, przyznam się, jestem położną i niech mi Pani wierzy,że za każdym
          razem gdy słyszę uderzenia serca dziecka dużo poniżej normy to pragnę tylko
          jednego-wyjąć stamtąd to dziecko!! Moje serce wali wtedy chyba 3 razy szybciej
          niż tego dziecka które mam przyjąć.I dlatego nigdy nie zrozumiem rodzących
          które są przekonane,że robimy im krzywdę.Ja rozumiem zdarzają się niemiłe,
          bezczelne osoby wśród nas.Rozumiem,że ludzie nie mają zaufania do naszej służby
          zdrowia.No cóż, myślę że gdyby każdy zaczął naprawiać świat od siebie byłoby
          lepiej.Ogólnie dzisiaj ludzie mają mnóstwo agresji wobec siebie, nie potrafią
          zrozumieć siebie wzajemnie.A jeśli chodzi jeszcze o szpital to ta agresja
          zaczyna się już w momencie przekroczenia progu oddziału przez pacjentkę i jej
          rodzinę, gdy personel prosi o kupienie obuwia i odzieży ochronnej-to taki
          przykład.Wiele razy właśnie z tego tytułu usłyszałam niemiłe uwagi w swoją
          stronę-no bo czego ja też wymagam!!!! Wierzę,że kiedyś będzie lepiej zarówno z
          jednej jak i drugiej strony.
          • miyoki Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 20.05.06, 09:48
            Dla wiadomości pani zadowolonypresonel. W Dani i Hollandi głównie rodzi się w
            domu bez umedykalnienia, z dobrą położną, w jakiej się chce pozycji, bez
            kroplówek nacięć itp. I wynik tego jest tam najniższy odseten śmierci nowordków
            i powikłań okołoporodowych. Wiem, że i ten argument do Pani nie dotrze bo
            obserwuję forum i zauważyłam, że żadne argumenty nie docierają ani badania
            medyczne. Przykre to bo myślałam, że zachowanie położnych jest takie z lenistwa
            o ile bardziej przykre jest, że jest to z niedouczenia i zacofania. Lenistwo
            można wyplenić (choćby dodatkową opłatą) zacofanie neistety trudniej.
          • natalka691 Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 20.05.06, 11:09
            Nie udzielaj dobrych rad innych, że każdy powinienn zacząc zmiany od siebie,
            tylko po prostu sama się zmień. Tym samym przyczynisz się do zmiany świata na
            lepsze. Czytasz juz od jakiegos czasu to forum i dalej nie rozumiesz, że my
            chcemy czegoś innego niż ty masz do zaoferowania. o czego oczekujemy od
            personelu wcale nie godzi w bezpieczeństwo nas i naszych dzieci, wręcz
            przeciwnie. Jeżeli potrafisz przyjmowac porody tylko na leżąco i krytykujesz
            inną formę to świadczy to o Twoich niskich kwalifikacjach zawodowych. Wiele
            połoznych odbiera porody w wannach porodowych, w poztcjach kucznych, na boczku
            czy nawet na stojąco i to w wielu polskich szpitalach (coraz więcej szpitali
            jest przygotowanych na takie porody). Z Twoich postów bije brak emptatii,
            ciepła i zrozumienia dla potrzeb rodzących i nie zasłaniaj swojego strachu,
            niepewności i braku umiejętności i odwagi bezpieczeństwem pacjentek, bo to Twój
            jedyny, nie do końca trafiony argument. Nie jawisz sie jako równożędny partner
            do dyskusji, tylko zarozumiałe babsko, które mysli ze pozjadało wszystkie
            rozumy. Nawet nie próbujesz pozytywnie się odnieśc do naszych potrzeb i
            oczekiwań tylko jak stara płyta powtarzasz to od czego się w położnictwie
            odchodzi. A co do KTG, to ktg z kabelkami powoli robi się przezytkiem i
            szpitale zaopatrują się w zdalny system monitorowania pacjentek, z pełna
            swoboda poruszania się. Jest nawet grant z Unii na tego typu sprzęt medyczny i
            co bardziej pzedsiębiorczy szpital z personelem na czasie składa wnioski o
            dofinansowanie zakupu tego sprzetu. także z tym leżeniem plackiem, bo KTG to
            jestes daleko w tyle i szybko się o tym przekonasz, bo i do twojego szpitala
            pewnie wkrótce zawita zdalny system. Kupcie sobie taki zdalny, podłączysz
            dziewczynę i pójdziesz monitorowac na dyżurkę, będziesz wszystko wiedziała co
            się dzieje, nie będziesz nawet musiała zaglądac do dziewczyny. A medykalizacja
            i ingerencja w postaci kroplókwki czy innych zabiegów jest potrzebna, kiedy
            zawodzi fizjologia, a to nie zawsze się dzieje i to chyba tez wiesz jako
            pracownik Bloku Porodowego. Zacofana jesteś i już i jeszcze zarozumiała.
    • aaa202 Zaczyna się w gabinecie 21.03.06, 14:53
      Ja swoją krucjatę o szacunek dla pacjentek ginekologów i położników toczę od
      lat. Kiedy wchodzę do gabinetu i słyszę pytanie wypowiadane charakterystycznym
      tonem "To z czym przyszłam?", wstrząsam głową jak cudzoziemiec i mówię, że nie
      rozumiem, "Kto przyszłam?" - dopytuję się. Kiedy słyszę serię spieszczeń, jaką
      zdolny jest wytrzymać jedynie pensjonariusz w kaftanie, typu: jajniczek,
      jajowodzik, szyjeczka, brzuszek, cycuszki, komunikuję, że można do mnie mówić
      normalnie, też zrozumiem. Kiedy lekarz pyta mnie "Kiedy cię boli?",
      odpowiadam: "A ciebie?". Tak, jestem wredna, wstrętna i upierdliwa. Nie piłam z
      gościem bruderszaftu, chociaż zdejmuję przed nim majtki. Ale nadal domagam się
      słów 'pani', 'proszę'. Dopytuję się o przebieg leczenia, zmuszam do
      informowania mnie o wszystkim. Tak, to forma, ale od formy się wychodzi.
      Znajdując się w pozycji pacjenta, nikt nie jest osobą podrzędną,
      podporządkowaną, podwładną ani pielęgniarek, ani salowych, ani żadnego tam
      ordynatora. Tymczasem miewam wrażenie, że ten szpitalny "łańcuch pokarmowy"
      zakończony jest właśnie pacjentką. Dopóki będziemy się na to godzić - dopóty
      tak będzie. A zaczyna się właśnie podczas wizyt w gabinecie u zwykłego cipologa
      głupim pytankiem "Z czym przyszłam?".
      • aha123 Re: Zaczyna się w gabinecie 21.03.06, 15:27
        smile))

        Ja słyszałam "Z CZYM PRZYSZŁA" "NIECH SIĘ KŁADZIE/ROZBIERA/POKAŻE"...

        Znajoma w Radomsku rodziła(2005 rok) na sali....w której właśnie ....
        wymieniano okno... "po ludzku"....
      • knabino Re: Zaczyna się w gabinecie 21.03.06, 21:46
        AAA202 - Twój post jest po prostu boski!!! To najlepszy tekst, jaki czytałam tu
        na forum. Dokładnie o to chodzi. Tak trzymać.

        PS> Swoją drogą, czy wyobrażacie sobie, że specjalista androlog mówi do swojego
        pacjenta: "Z czym przyszedł?" "Niech zdejmie spodnie i pokaże" ??? A może "I
        jak tam siusiaczek?"
    • wellanna Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 21.03.06, 20:13
      O tym, że rodzi się jak na dworcu, a raczej jak na taśmie fabrycznej świadczy
      chociażby fakt wykonywania tzw. rutynowych zabiegów.
      Czy potrzeba, czy nie to się tnie i przebija, jak kotleta a nie człowieka.
      I fakt, że istnieje łańcuch szpitalny a pacjent to jego koniec. No chyba, że
      pacjent ma kasę w kieszeniach - a kasa jak wiadomo ma siłę przebicia.
      Uważam, że jakby kobiety z mniejszą gorliwością wykazywały postawę
      matko-polkową, to moze sytuacja uległaby zmianie na lepsze.
      Ale może faktycznie strach, obawy, niepewność etc + brak wiedzy o swoich prawach
      decydują o tym, że wolimy milczeć i zgadzać się na wszystko.
      • ab9a8 Re: do wellanny 24.05.06, 16:45
        Witam panią.Czytam pani posty i jestem pod wrażeniem.Za niedługo mam termin
        porodu i jakże bym pragnęła urodzić obok takiej osoby jak pani.Czy jest pani
        położną? Sądząc po tekstach to chyba tak, a może lekarzem.Ma pani najnowszą
        wiedzę ityle zrozumienia dla rodzących kobiet.Proszę panią,jeśli to możliwe o
        kilka słów o sobie, może jakieś namiary-gdzie mogę się spotkać z panią.Jestem z
        Łodzi,ale to nie problem dla mnie pokonać drogę,jeśli pracuje pani w innym
        mieście.Bardzo poszę !!! Mój mail: tofi79-79@o2.pl Bardzo proszę o
        kontakt.Uświadomiła mi pani jaką fuszerkę robią zwykłe położne i ja teraz mam
        obawy.
    • karolcia86 Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 21.03.06, 20:43
      Ja się zgadzam z tym co napisano w artykule.
      Z tego powodu zawsze na gina wybieram kobietę, jakoś mam wrażenie, że ona
      prędzej zrozumie moje problemy.
      W szpitalu gdzie rodziłam to właśnie taka młoda lekarka na stażu traktowała
      mnie jak należy o wszystkim informując i wyjaśniając, a lekarze mówili o mnie
      przy mnie.
      • katrint Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 21.03.06, 22:39
        Ja mam odmienne doświadczenie jesli chodzi o ginekologa-kobietęsmile)Jeszcze na
        studiach byłam u takowej,zbadała mnie tak że myślałam że gwiazdki zobaczę a ona
        na mój jęk-no co się tak drze,niech na drugi raz wypróżniona przychodzi.....
        Teraz chodzę do facetów,bo wydaje mi się,że różnica płci wzbudza u nich wiekszy
        szacunek,przynajmniej do tej pory nie trafiłam na zadnego chama
        • olimpia.szuwar Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 22.03.06, 08:18
          Ja też mam wrażenie, że kobiety-ginekolodzy traktują kobiety bardziej
          nieprzyjemnie. Coś jakby na zasadzie "mnie bolało, to teraz tobie dopiero
          pokażę, jak może boleć" suspicious Mężczyźni wykazują większą delikatność, w każdym
          razie ci, z którymi się spotkałam.

          U mnie w szpitalu było milusio, za wyjątkiem drobnego incydentu: rodziłam na
          sali pojedynczej i co jakiś czas przychodzili zwiedzający (młode pary które
          chcą wybrać najlepszy szpital suspicious), ale zawsze położna najpierw pytała, czy
          mogą. Zgadzałam się dużo razy, aż w końcu byłam tak wykończona, że
          zaprotestowałam. Położna grzecznie się uśmiechnęła i wyszła. Pięć minut później
          usłyszałam głosy za plecami i zdałam sobie sprawę, że wprowadziła ich tylnymi
          drzwiami i od dłuższego czasu stoją za mną i przypatrują się, jak goła od pasa
          w dół zwijam się z bólu (leżałam dokładnie tyłem do nich, więc mieli doskonały
          widok).

          I co miałam zrobić - wstać i wyjść? :] Niestety lekarze zawsze będą mieli
          przewagę i dopóki zechcą ją wykorzystywać, dopóty wszelkie sprzeciwy rodzących
          będą bezcelowe.
          • katep_1 Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 22.03.06, 09:39
            a ja wam powiem że to nie chodzi o to czy kobieta ginekolog czy facet gonekolog
            tylko to jakim jest człowiekiem i czy potrafi uszanować człowieka. Ja chodzę na
            NFZ do ginka - kobiety jest przemiła, delikatna wszystko wyjasnia i traktuje
            indywidualnie. Ale raz zdazylo się że zachorowała i miała zastępstwo inna.
            Koszmar baba, opryskliwa i wyjechala z tekstem jak ją o coś zapytałam że jak
            chcę byc dobrze proawdzona to mam sobie iść prywatnie a nie dupę zawracać.
            Dosłownie się tak wyraziłam. Aż mnie zatkało.
            Jeżeli chodzi o meżczyzn to też mam własnie takie odczucia. Jeden był miły
            wszystko wytłumaczył traktował człowieka z szacunkiem. A jak trafiłam raz do
            szpitala - bo pooniłam i miałam silny krowotk to dwóch sobie koło mnie usiadło -
            robiło usg dopochwowe i żartowali sobie w poszukiwaniu moich jajników!!
            Zwróciłam im uwagę że to nie przedszkole i niech się cofną trochę bo szacunek
            człowiekowi się nalezy zwłaszcza gdy stracił dziecko!!
            To wszystko zależy od człowieka. Tak samo znajdziemy miłych i niemiłych
            nauczycieli, urzędników, fryzjerow.......itp.
            Ludziska muszą się nauczyć szanować innych.....a z tym niestety w naszym kraju
            jest ciężko
            • katep_1 Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 22.03.06, 09:41
              ja mam nadzieje że zrozumieliście........bo jak przecztałam co napisałam to się
              sama przeraziłam. ale tak to jest jak sie pize na kompie i ogląda telewizor
            • renate_s Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 21.05.06, 18:31
              Niedawno bylam na odziale gin.stwierdzono u mnie ciaze obumarla i konieczny byl
              zabieg.jak zauwazylam personel pracowal bardzo dobrze.dölaczego? Wszystko
              wyjasnilo sie kiedy wychodzilam i jak kazda pacjentka dostalam do wypenienia
              ankiete na temat tego szpitala i jego pracownikow , z prosba o wypelnienie i
              wyslanie pod adres na zalaczonej kopercie.No jasne kazdy tam nosil
              identyfikator.
              Bylam w szpitalu w pol. Austrii, mieszkam tu od 3 lat.Proste?tak bardzo proste,
              ze dziwie sie , ze nikomu to nie przyszlo do glowy w Polsce...
    • kroofka21 Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 24.03.06, 23:19
      hej!
      nie bylam w ciazy , ale poszlam raz jeden...jedynyw zyciu do kobeity
      -ginekologa i to jeszcze o z grozo!NFZ.Wynalazla mi tysiac schorzen, zalamala
      rece jaka zapuszczona.Zbadala mnie tak ze doslownie zwijalam sie z bolu, do
      nastepnego dnia, po prostu pocharatala mnie w srodku jakimis metalowymi
      narzedziami...Po tym wszytskim siadam przy biurku a ta zaczyna mi wyliczac
      lekarstwa to rano, najpierw niebieskie potem zielone to w polsunie najpierw
      zolte potem rozowe blabalbla.Pytam kobiety"moze mi pani doktor napisac jak
      stosowac te wszytskie specyfiki bo obawiam sie ze moge nie zapamietac..." a pani
      doktor na to"jak jestes taka dorosla zeby seks uprawiac to mzoesz tez zapamietac
      dawkowanie kilku lekarstw".Bez komentarza.Dla przestrogi dodam tylko ze owa pani
      doktor przyjmuej wosrodku na galla w krakowie i jezdzi srebrnym focusem.Wyglada
      ta jak sie zachowuje.
      I na tym skonczyla sie moja przygoda-zarowno z nfzetem jak i kobietami w tym
      fachu.Jedynie podczas pobytu w Anglii mialam przyjemnosc, ale to chyba byla GP w
      klinice zdrowia seksulanego i nikt mnie nie obrazal wszyscy blyi mili ,
      delikatni usmiechnieci i nie dyskutwoali nad tym czy to ze sie kochasz z facetem
      jest dobre albo zle.
      Teraz w Krk chodze prywatnie i wszystkim Paniom serdecznie polecem dwoch
      czarujacyhc i miych Panow z przychodni Pro Bono na Grzgorzeckiej.Kompetencja i
      traktowanie kobiet jako podmiot a nie przedmiot.Przynajmniej wiem, za co place.

      pozdrawiam wszytskich
      • kroofka21 Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 24.03.06, 23:21
        o matko, ale wyszlo niegramatycznie, sorry, ale jestem juz taka zmeczona ze
        ledwo widze na oczy...
    • roksana-laborda Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 25.03.06, 18:56
      RACJA!!!!u mnie nie mogło być mężą bo byłe trzy porody na raz i nie było wolnej
      sali jednoosobowej.Kiedy rodziłam obserwowała mnie kobieta z którą póżniej
      leżałam na sali.koszmar.Położna siedziała dwa metry odemnie i piła herbatę
      patrząc na mnie i słuchając jk krzyczę.zero reakcji.Mogłaby chociarz się
      schować a nie tak siedzieć jak kołek!!!
    • alagodz Re: do zadowolonegopersonelu 20.05.06, 09:27
      Jeżeli jesteś polożną, która nie umie przyjąć porodu w innej pozycji niż leżąco
      na fotelu, to jak wytlumaczysz fakt,że takie porody dla niektórych polożnych to
      normalne? Leżenie plackiem ok, bo slychać tętno? a jak możesz "wydrzeć
      dziecko", które gubi tętno? Moje gubilo tętno- więc leżalam. oksytocyna, lewy
      boczek i co? Co moglas zrobić? Nic tylko ramieniem pomóc. Dziwne tylko, że nikt
      nie ma odwagi napisać 17 10 1997 wypchnęlam dziecko z p. Alicji G.
      Powinnaś zmienić nick na zacofanypersonel, bardziej by pasowalo.
      W moim zajęciu muszę codziennie na kolanach klękać, bo ludzie lubią swoje
      samochody. A polożna z powolaniem nie wie jak odebrać poród na stoleczku?
      żenada. Mam nadzieję, że się nie spotkamy tym razem, bo siniaki po porodzie to
      nie ja będę miala.
      • aczka2 Re: do zadowolonegopersonelu 20.05.06, 16:55
        Ja dodałabym od siebie, że czasem wystarczyłoby, np. u lekarza, że okryłby twoje
        uda jakimś materiałem i nie czułabyś się tak niezręcznie...To samo z porodem,
        kobieta, która cierpi na wiele jest się w stanie zgodzić i wiele da sobie
        wytłumaczyć i wcale nie potrzebuje od personelu uczuciowości rodzinnej,
        wystarczy, że będzie traktowana po partnersku, że położnej nie będzie obojętne,
        że masz goły tyłek a ktoś wchodzi, że będzie ci odpowiadać na pytania i
        tłumaczyć co się dzieje, jeśli zechce naciąć, to niech ci powie o tym i
        wytłumaczy dlaczego. Ja już słyszałam, ze przy porodzie nie ma czasu na takie
        głupoty, ale wypowiedzcie teraz zdanie"Krocze jest na granicy pęknięcia,
        nacinamy, czy nie?" Pytanie zajmuje 3 sekundy, odpowiedź 1...My nie jesteśmy
        maniaczkami z klapkami na oczach, nie chcemy, zeby nas pieszczono i zapewniano
        nam jakieś luksusy, chcemy tylko wiedzieć, że jak przyjdziemy rodzić, możemy
        liczyć na informację, szacunek i zapewnienie godności ( np. obchód i pokazywanie
        swoich pokrwawionych podpasek na oczach innych...tak jakby nie mogło być
        jakiegoś parawanu?!). W końcu jesteśmy ludźmi.
        Zgodzę się też z opinią, że wiele połoznych się nie dokształca, czego efektem są
        takie bzdury jak to, że rany po pęknieciu goją się gorzej,że nie da się urodzić
        gdzie indziej niż na łózku, ze oksytocyna to standard...
        Każda z nas wie, jak rodzić i wystarczy tylko nie przeszkadzać. A kiedy coś się
        dzieje złego, wtedy wkracza medycyna. Po to rodzimy w szpitalach, a nie w domu.
        i wcale nie chodzi tu o to, że mamy pretensje do personelu, ze nas boli, mamy
        pretensje, że ktoś nas traktuje drugorzędnie jednocześnie odbierając właśnie
        nasz poród.
        Pozdrawiam
        • aczka2 Re: do zadowolonegopersonelu 20.05.06, 17:00
          PS. Wystarczy, ze nasza pani położna pisze "gdyby pani pozwolono"...Otóż
          chciałam zaznaczyć, ze połozna i lekarz nie mają kobieci nic do pozwalania.
          Każdy ma prawo stanowic o sobie, gdyby pani przeczytała Kartę Praw Pacjenta,
          wiedziałaby pani o tym. A to już nie nasza wina, ze czasem jako rodzące,
          jesteśmy bardziej wyedukowane niż personel...
          Pozdrawiam i polecam jakieś dobre szkolenie!
          • eliszka25 Re: do zadowolonegopersonelu 21.05.06, 20:29
            przeciez nie chodzi o to, zeby polozna usiadla obok mnie i plakala, bo mnie
            boli. ona ma byc przytomna i fachowa. ale niech mnie traktuje, jak czlowieka, a
            nie jak krolika doswiadczalnego. nie jestem eksponatem w muzeum, ktory kazdy w
            kazdej chwili moze sobie obejrzec. nie wymagam luksusow, wystarczylby np.
            parawan w trakcie badania. lekarzowi tez by sie nic nie stalo, gdyby zaczal od
            "dzien dobry" czy "jak sie pani czuje" zamiast "zdejmie majtki".
          • oboknarodzin Re:do aczka2 22.05.06, 18:12
            Tak, tylko że personel bierze odpowiedzialność za to co robi i co się stanie z
            matką lub dzieckiem. Według mnie jeśli można nie uznawać tego co mówi położna
            to po co z nią rodzić-lepiej samemu w domu.
            • alagodz Re:odpowiedzialność 22.05.06, 23:11
              Nie bylo winnych tego, że nie moglam siedzieć ponad pól roku .Nikt się nie
              podpisal, że wypchnąl dziecko. Po porodzie owszem bylam obolala, ale myślalam,
              że to przejdzie po standardowych czterech tygodniach. Przykro mi, ale skarżenie
              ma wg mnie male szanse.
              Szczerze mówiąc gdybym wiedziala, że będę zmuszona rodzić w ten sposób jeszcze
              raz to oczywiście wybralabym poród w domu. Na szczęście są też inne polożne i
              jeżeli można wybrać wcześniej to należy to zrobić. Problem w tym, że nie każdy
              ma taką możliwość. Myślisz, że urodzisz tu, a niestety nie uda się
          • ab9a8 Re: do zadowolonegopersonelu 24.05.06, 16:31
            Dziewczyny, dajcie spokój ciąża to nie choroba,żeby takie debaty o traktowaniu
            tutaj...
      • oboknarodzin Re: do zadowolonegopersonelu 22.05.06, 18:06
        Trochę szcunku do położnych, bo tak naprawdę gdyby nie one to byśmy rodziły
        jeszcze gorzej.Pozatym kobieta to nie samochód,żeby kłaść się pod nią jak pod
        podwoziem.Każdy jest człowiekiem i położne też głupia alagodz!!! Nie podoba ci
        się to idź rodzić pod płot.
        • alagodz Re: Nie napisalam, że ma się klaść pod pod rodzącą 22.05.06, 22:50
          Wybacz, ale czytalam po kolei jej wypowiedzi i w żadnej nie widzi takiej
          możliwości jak pozycja wertykalna, a liczy się tylko ze swoją opinią. Wpisz w
          wyszukiwarkę zadowolonypersonel i przeczytaj. Jest malo postów, ale uważam że
          są b. charakterystyczne.
          • natalka691 Re: Nie napisalam, że ma się klaść pod pod rodząc 22.05.06, 23:03
            Może ona celowo pisze takie posty, bo szuka sobie wolnych słuchaczy. Nie jest
            sama sobie w tym szpitalu, jest przeciez pozostały personel i każdy każdemu
            patrzy na ręce, nie sądzę zeby wszyscy popierali wizję porodu ala
            zadowolonypersonel.
            • polonka Re: Nie napisalam, że ma się klaść pod pod rodząc 22.05.06, 23:15
              Niestety większość personelu popiera takie metody..
              • natalka691 Re: Nie napisalam, że ma się klaść pod pod rodząc 22.05.06, 23:17
                Ale na szczęście nie wszyscy
                • oboknarodzin Re: Nie napisalam, że ma się klaść pod pod rodząc 24.05.06, 14:56
                  Też wolałabym być nie nacinana i urodzić jak chcę. Ale z drugiej strony,jeśli
                  mamy taki zacofany personel to wolałabym,żeby akurat na mnie nie uczyli się
                  nowych metod prowadzenia porodu-mogłoby się to gorzej dla mnie i mojego dziecka
                  skończyć. No bo przecież żeby coś nowego umieć to trzeba się na kimś tego uczyć
                  (w przypadku medycyny).
                  • oboknarodzin Re: Nie napisalam, że ma się klaść pod pod rodząc 24.05.06, 15:19
                    Ja osobiście nie mogę nikomu pluć w twarz,bo nikt mi krzywdy nie zrobił.Bolał
                    mnie pierwszy poród i drugiego też się boję.No ale w końcu nikt nie mówił ,że
                    będzie lekko.Tak jesteśmy stworzone i gdybyśmy miały rodzić tak jak stworzył
                    nas Stwórca to chyba bym nie zdecydowała się na drugie dziecko.W Sterlingu w
                    Łodzi są tylko naturalne porody i kobita biedna leży w bólach 17
                    godzin...koszmar.A tak tu u siebie mam znieczulenie do porodu(jeszcze dzięki
                    Bogu nie płatne)a i ta kroplówka coś przyśpieszy,bo skurcze będą lepsze.Przy
                    pierwszym dziecku nie miałam znieczulenia i rodziłam 10 godzin.Błagałam ich tam
                    wszystkich żeby coś mi pomogli bo umrę.Chodzić też mi pozwolili,ale jak
                    przychodził skurcz to nic mi to nie pomagało.Właściwie sama nie wiedziałam co
                    ze sobą zrobić-czy chodzić czy leżeć czy siedzieć-siadać mi nie kazali bo
                    mówili że małej na głowie siedzę.Żałuję też jednego,że nie zgodziłam się na
                    lewatywę.Przy końcówce było mi wstyd,że tak brudzę.Ale co, no bałam się tej
                    lewatywy.Położna była wyrozumiała i dyskretna na szczęście (była młoda to może
                    dlatego, bo te starsze ...)Malutka tuż po porodzie krzyczała głośno i jest
                    ogromną pociechą.
                    Wiem,że ciąża i poród odbiera kobiecie czasem rozum, dlatego teraz dam się
                    znieczulić żeby się nie drzeć i na lewatywę też dam się namówić, bo mnie samej
                    będzie potem przyjemniej.Pewnie,że wszystko będę chciała wiedzieć co się
                    dzieje.Jeśli chodzi o nacięcie krocza to myślę,że go uniknę bo rodzę drugi raz
                    i mała ważyła 3750,więc chyba będzie łatwiej.
    • rupiowa Re: Rodzi się rzeczywiście jak na dworcu 24.05.06, 16:15
      Uważam, że wszystkie Panie trochę przesadzają. Każdy potrafi narzekac, niestety
      niewielu potrafi docenic. U mnie to, że wybrano pozycję tradycyjną uratowało
      życie mojego dziecka. Kiedy mała zaczęła tracic tętno nie musieli czekac aż
      zmienię pozycję. Mało tego nie zapytali mnie czy mają nacinac krocze czy nie,
      tylko po prostu to zrobili (i bardzo dobrze bo nie było na to czasu i ja się
      tego nie bałam) i "wycisnęli" dziecko. Tylko dzięki temu mogę ją teraz
      przytulac. Gdyby czekali, pytali, informowali niewątpliwie nie miała bym
      córki...

      Pozdrawiam,
      Paula & Zosia (24.04.2006)
      • alagodz Re: zazdroszczę podejścia 25.05.06, 09:41
        Niestety ja kiedy jestem u lekarza pediatry, neurologa, psychologa to za każdym
        razem mówię min o porodzie. To jest dla mnie b. nieprzyjemne. Tak jakbym coś
        zawalila. Wiem, że to nie jest przyczyna wszystkich klopotów mojego synka, ale
        wobec innych możliwych przyczyn ale tylko za tą się winię, bo moglam jechać do
        innego szpitala. Owszem chcialabym wierzyć, że taki sposób rodzenia, byl
        najlepszy, ale tak nie sądzę. Jeżeli ja mialam przestawioną kość ogonową to
        raczej dziecko nie mialo komfortu.
Pełna wersja