czy jest ktoś, kto się nie cieszy?

10.04.06, 13:21
Cześć
jestem w 6tc, dowiedziałam się tydz temu i nadal się nie cieszę. Jestem
załamana, nie mogę jeść, ogólnie wszysto widzę w czarnych kolorach. To co
mnie czeka, to same minusy. Nie widzę nic pozytywnego, ogólnie czarna
rozpacz...
    • demarta Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 10.04.06, 13:25
      jakbym słyszała siebie w 6 tc....... no i po to właśnie trzeba aż 9 miesięcy,
      zanim sie urodzi i zobaczy, od czarnej rozpaczy przechodzi się przez wszystkie
      możliwe fazy załamania, doła, normalności, radości i szczęścia, a po 9
      miesiącach chce się tylko urodzić i już i nic co związane z tym porodem nie
      jest w stanie zdziwić, bo tyyyle czasu się miało na przemyślenia, że już
      wszystko jasne jest!!!
    • karolah2 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 10.04.06, 13:29
      A gdzie facet? rodzina? nic nie napisałaś...czasami tak jest,ze czlowiek nie
      jest gotowy na macierzysństwo...musisz to przetrwać...pooglądaj moze troszke
      filmów o narodzinach, o dziecku(polecam " W łonie matki")!Pooglądaj tu na forum
      zdjęcia przeslicznych nowonarodzonych dzieciaczków...w trakcie ciazy dojrzejesz
      do wszystkiego i zobaczysz,ze Twoj maluszek, który rośnie pod twoim
      serduchem ,Twoja miłość do niego bedzie najważniejsza na świecie i zwalczy
      wszystkie problemy! Pozdrawiamy i życzymy duuuużo optymizmu na przyszłość! dbaj
      o siebie i maluszka!
      • bacia14 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 10.04.06, 13:34
        Mąż-gdyby nie on już dawno bym totalnie się załamała, pomaga mi baaardzo i
        pociesza, jak może. Rodzina-jeszcze wcześnie by powiedzieć, tylko siostra wie i
        jest w euforii-ale to mnie bardziej jeszcze denerwuje, oni się cieszą, a ja
        nie! Poza tym czytając książki robi mi się niedobrze, czuje wręcz
        obrzydzenie... Może jestem nienormalna? Jak czytam na forum o szczęściu,
        radosci, oczekiwaniu to czuję się strasznie samotna i jest mi głupio, że chyba
        ze mną coś nie tak.
        • aihnoa Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 10.04.06, 13:57
          Wiesz co, Bacia, mam podobnie.. I tc podobny i sytuacja rodzinna.. Właśnie
          chciałam zmieniać pracę, a teraz znów jestem uziemiona i to na dobrych kilka
          (naście/dziesiąt ?) miesięcy..
          Pocieszam sie tylko, ze zmieni mi sie nastawienie wraz z lepszym samopoczuciem.
          Bo na razie na jedzenie nie mogę patrzeć i spałabym cały czas, a zazwyczaj dość
          aktywnie spędzam czas.
          Pozdrawiam, trzymaj się
          • bacia14 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 10.04.06, 14:12
            już mi lepiej...wiem, ze to nie koniec świata, tłumaczę sobie, ale mimo
            wszystko moja psychika nie dopuszcza tej myśli. Ty też się trzymaj, razem
            raźniej!
            • kgbx2 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 10.04.06, 14:26
              tez tak miałam w pierwszej ciąży - ryczałam i ryczałam a wszyscy patrzyli na
              mnie jak na idiotkę (nawet było mi żal że na rowerze nie pojeżdzę). Samo
              przeszło po jakimś czasie powoli , powoli zaczęło mi się zmieniać a od drugiej
              połowy ciąży odezwał się szalony instynkt szykowania gniazda. Latałam jak
              oszalała, żeby być ze wszystkim gotowa na czas. Nie myśl o minusach - nigdy nie
              ma właściwego momentu na dziecko, jesli specjalnie się o nie starasz i
              odwlekasz tą decyzję. Zawsze znajdzie się coś i dalej będziesz przeciągać. Za
              jakis czas stwierdzisz że dobrze się stało - natura wie co robi.
              • bacia14 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 10.04.06, 14:36
                Masz rację, musze się cieszyć, odwlekaliśmy decyzję, jak tylko się dało: narty,
                rower, rolki, mieszkanie, praca, zawsze coś było ważniejsze. My nawet nie
                romawialiśmy o tym kiedy....A tu bec.
                szkoda mi teraz wszystkiego, nawet drobnostek.
                • ana993 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 10.04.06, 14:47
                  To ja tez moze sie przyłacze teraz jestem w 38 tygodnu ciazy w tem wekent
                  miałam egzaminy a za miesiac matura nieradze se wogule na dodatek zamiast
                  wsparcia kazdy mnie tylko denewoje jak sobie poradzisz co zrobisz a ja niewiem
                  jutro mam wizyte u gina porozmawiam z nim moze przyspieszy tem poród. W
                  szkole miałam poprzednio dobre oceny a teraz ledwie co przeszłam jestem
                  załamana a matka jak sie dowiedziała ze jestem w ciazy pierwsze co powiedziała
                  to usunac no troche sie wyzaliłam a na codziem nawet niemm z kim pogadac
                  • maja.f mam nadzieje, ze to zart 12.04.06, 20:47
                    ana993 napisała:

                    > wekent
                    > wogule
                    > denewoje

                    > a za miesiac matura

                    taaa...
            • kundzia1 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 10.04.06, 16:11
              No ,nareszcie ktos z moch"klimatow''.Ja mam to samo pomimo ze staralam sie o
              drugiedziecko.Jestem w 12 tyg takie doly jeszcze przed Toba oby pogoda sie
              poprawila to troche bedzie lepiej.Wszysko przyjdzie z czasem mam tez taka
              nadzieje-z pierwszym mialam tak samo albo i gorzej a teraz mam na jego punkcie
              totalnego krecka.Teraz mam faze placzu ,rycze bez powodu ,najczesciej jak
              jestem sama zeby ich nie dolowac.Ginekolag kazala mi brac neospasmine 3 x 1
              lyzka i zmieniec otoczenie na pare dni co tez i robie-jade na 4 dni na
              Swieta.Mimo wszystko chce zapisac sie do psychiarty bo po porodzie moze byc
              gorzej/nie musi/lepiej nad tym panowac bo im dalej w las......Wiz matki z
              dzieckiem czasami tworzy sie po porodzie.Masz wstret i obrzydzenie??Nie jestes
              sama jak sobie pomysle o tym wielkim brzuchu mam dreszcze a karmic zalozenia
              nie mam zamiaru i wcale nie uwazam ze jestem zla matka ,kazda jest inna jak
              ktos ma potrzebe karmic niech karmi a dla mnie to jest okropnosc herezje na
              temat przeciwcial itp.Ja nie karmilam i moje dziecko zdrowe a moje kolezanki
              nawet rok karmily a dzieci alergiczne..Pozdrawiam.Powodzenia.
              Rob tak jak Tobie wygodnie i jak masz ochote .Do niczego sie nie zmuszaj .Samo
              przyjdzie.pa
    • zolza78 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 10.04.06, 14:48
      oczywiście, że to jest rewolucja w życiu. ja też tak reagowałam w sierpniu jak
      test pokazał dwie kreski. dopiero co wróciliśmy z Hiszpanii, planowaliśmy
      wyjazd do Nepalu, dopiero co zmieniłam pracę (!!!) i od razu ciąża.

      I co? Nic. Z pracy mnie pewnie zwolnią, jak mi się skończy macierzyński.
      Wiadomo - oni nie planowali mojej ciąży i nie było im to od samego początku na
      rękę. Tym bardziej, że zapłacili mi za to satnowisko kupę kasy i zaraz musieli
      poszukać kogoś na zastępstwo. ja pracowałam tylko do 8 miesiąca, bo już nie
      dawałam rady z dojazdami, puchnącymi nogami, nie miałam się w co ubrać,
      wyglądałam jak potwór i nie chciałam patrzeć w lustro. nawet zaproponowałam
      Mężowi, żebyśmy spali osobno, tak się potwornie psychicznie czułam w ciąży.

      A teraz pisze to, a obok w łóżeczku śpi sobie mój Maluszek. Nie pamiętam już,
      że kiedykolwiek byłam w ciąży, nie wiem, że puchłam, że miałam zadyszkę, że
      mnie bolały plecy. Nigdy, przenigdy nie czułam się bardziej szczęśliwa, niż
      teraz, chociaż chodzę na maksa niewyspana. Żadnej depresji, nic.

      Kochana, to jest prawdziwy CUD. Pomyśl tylko - z dwóch komórek, których nie
      widac gołym okiem powstaje tak doskonale skonstruowany mały ludzik. a jak sobie
      jeszcze uświadomisz, że to jest część CIEBIE samej...

      Myśl pozywtywnie. Dzieciątko tego potrzebuje. Ciebie potrzebuje. Będzie dobrze.
      • aihnoa Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 10.04.06, 17:28
        Zolza78, mam wielką nadzieję, że moje myślenie rozwinie się w tym kierunku, co
        Twojesmile Wiem, że to cud i że powinnam się cieszyć (tym bardziej, że lubię
        dzieci - cudzewink i kiedyś pewnie chciałabym mieć swoje własne, tylko
        to "kiedyś" przyszło niespodziewanie..
        Dzięki w każdym razie za tych kilka słów - mi pomogły smile

        Bacia - również pozdrawiamsmile

        Trzymajcie się dzielnie!
    • kayla.op.pl Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 10.04.06, 14:59
      Ja "zdecydowalam sie" na dziecko, bo mi sie skonczyly argumenty przeciw -
      wybudowalismy dom, obronilam dyplom itd. itp. Liczylam na to, ze w moim wieku
      starania zajma okolo roku, a tu buch - "udalo sie" za pierwszym razem. Wcale sie
      nie cieszylam, wkurzali mnie na maksa wszyscy gratulujacy mi z przesadna
      euforia. Zwlaszcza, ze wielu z nich sadzilo ze ciaza po pieciu latach malzenstwa
      to efekt dlugiego i mozolnego "starania sie". Teraz jestem w 37 miesiacu i nadal
      sie nie ciesze. Owszem, zzylam sie z ta mysla, traktuje to jako zadanie do
      wykonania.
      W sklepie z ubrankami dzieciecymi bylam 2 razy i z ulga pomyslalam, ze mam to
      juz z glowy. Torby do szpitala wciaz nie spakowalam, ciagle mysle, ze mam na to
      jeszcze czas. Czekam cierpliwie, czytam poradniki, omijam wzrokiem niemowlece
      buzie na zdjeciach, bo wydaja mi sie brzydkie i nie kojarza z niczym milym.
      Wciaz czekam na zalew hormonow ktore zmienia moj sposob postrzegania - na razie
      jeszcze sie to nie stalo.
      • kayla.op.pl Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 10.04.06, 15:01
        He he, jestem w 37 tygodniu, nie miesiacu. Ubawilam sie czytajac co napisalam.
      • wisienka1978 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 11.04.06, 12:00
        Czytając Ciebie jakbym siebie czytała. Mam dokładnie to samo. Skończyły się
        argumenty przeciw. Odstawiłam tabletki i myślałam, że jeszcze troche
        pokombinuje, że tak od razu nie zajde a tu bum "radosna nowina". Cała rodzina
        zachwycona. Teraz jestem w 15 tygodniu - i musze przyznać, że ciąża zaczyna
        mnie cieszyć. Nie tyje, samopoczucie się poprawia. Zaczynam czytać na temat
        ciąży i porodu. Wczoraj nawet byłam z mężem w sklepie z rzeczami dla dzieci.
        Oby tak dalej.
    • niuniek011 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 10.04.06, 15:49
      tak, ja tez sie nie ciesze, a to byla ciąża planowana. Jestem w 9tc i wole
      raczej o tym nie myslec, bo myslec ciepło nie potrafię. Moze dlatego, ze to
      drugie dziecko wiec wiem jak to wygląda, może ze potepili mnie moi ukochani
      rodzice, może dopiero teraz zrozumiałam wszystkie argumenty przeciw...boję się,
      że moge zostac ukarana za takie blużnierstwo (strata dziecka, jego choroba)
      tylko po to, zeby docenić to co dostałam a nie potrafilłam uszanować
    • zebra12 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 10.04.06, 17:00
      Ja nie wiem , co napisać... Jestem w 6 tygodniu, tak jak Ty. Ciąży nie
      planowałam wcale. Mam dwoje już odchowanych, dużych dzieci. Pracuję. Z mojej
      ciąży nikt się raczej nie cieszy. Najgorzej to przeżywają moi rodzice. Mama
      proponuje usunięcie. Dyrektorka się denerwuje, nie mam umowy na stałe i
      prawdopodobnie starce pracę po powrocie z macierzyńskiego. Mąż nie ma stałej
      pracy: jest artstą malarzem i nie zamierza tego zmieniać! Nie mamy swojego
      mieszkania, mieszkamy na dziko na 36 metrach. Ale nie mogę powiedzieć, że teraz
      nie chcę tego dziecka. W sumie chcę i martwię się, zeby nie poronić i urodzić
      szczęśliwie. Ale sytuacja wygląda niewesoło. Może założymy jakieś takie forum
      dla naszych przypadków?
      • benignusia Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 10.04.06, 22:28
        ja co prawda cieszyłam sie z ciąży od samego początku i mój mąż także
        ale...jakoś tak zaczęłam mieć wątpliwości co do tego po tym jak mąż stracił
        pracę,a ja nie pracuje bo jeszcze się ucze...przez pół roku pomagali nm
        rodzice.a raczej utrzymywali.nie raz usłyszeliśmy wyrzuty...a teraz jak już
        jestem w 9 m-cu....znów mam kryzys.nie wiem co myśleć.nasze życie się zmieni o
        180 stopni....boje sie...ale staram sie o tym nie myśleć.tak chcieliśmy tego
        malucha.mąż był przy mnie przez całą ciąże.był cudowny...teraz dostał
        prace.ciesze sie że sie zaczyna układać ale...nie wiem co sie ze mną dzieje-niby
        zaczyna się układać ale jestem płaczliwa i mam wszystkiego dość...pociesza mnie
        tylko myśl,że jak już urodze,i maluch troche podrośnie,nie bede sobie wyobrażała
        życia bez niego!!!ciąża i dziecko przewracają nasz świat do góry nogami!ale
        ...to jest do przejścia.byle razem-tak mówi mój mąż,i chyba ma rację...po burzy
        zawsze wychodzi słońce...dacie rade...nawet jeśli ciąża pojawiła się w
        najbardziej nieodpowiednim momencie ...
    • kika2511 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 11.04.06, 13:24
      Dziewczyny, jeśli sie nie cieszycie, to zajrzyjcie sobie na forum "niepłodność"
      i poczytajcie o dziewczynach, które wszystko by oddały za dziecko...
      • bacia14 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 12.04.06, 08:43
        Cześć, dzieki za słowa otuchy, ja wiem, ze wszystko bedzie oki, że zaczn ę sie
        cieszyć, tylko na razie nie potrafię.Ale robię postępy, po prostu ni emyślę o
        tym co będzie o powolutku oswajam sie z myślą. Dziś ide na I USG.Może to mi
        pomoże. Jeszcze raz dzięki! i pozdrawiam wszystkich.
        • bacia14 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 12.04.06, 21:59
          No i byłam na USG, jestem w ciąży. Niestety zarodek jest jeszcze bardzo mały,
          na tyle, że nic nie można o nim powiedzieć-4 mm, prawidłowo położony, itd.
          Kiedy moge zobaczyć pikajace serduszko? ostatnią miesiączke miałam 1-go marca,
          ale cykle mam aż 42 dniowe...wiec chyba wg liczenia od 1 dnia ostatniej
          miesiączki + 10 dni (na dłuższy cykl) wychodzi mi 4,5 tyg ciąży dopiero.
          pomóżcie prosze policzyć, kiedy moge zobaczyć więcej. Przyszłam do domu i
          powiedziałam do siebie, no niestety jesteś w ciąży-ja mam coś z głową.
          • patylda Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 13.04.06, 09:35
            hahaha big_grin
            Ja też się nie cieszyłam, wcale. Miałam deprechę, musiałam pójść na zwolnienie,
            bo ryczałam w pracy bez przerwy i bez powodu ! Moja ginka zapytała mnie, czy
            chcę usunąć i była zdziwiona, że nie. Mój mąż pojechał poinformować swoich
            rodziców sam, bo ja powiedziałam, że nie czuję się na siłach oglądać ich
            zadowolone gęby. Trochę mi było lepiej po I USG (12 tydz).
            A teraz - 40 tydz. i nadal nie czuję, żebym tak strasznie chciała być mamą. Ale
            już nauczyłam się nie przejmować niczym. Zwłaszcza moimi myślami. Będzie jak
            będzie. Takie np. alkoholice nie martwią się ciążą, potem nie martwią się
            dzieckiem, więc nie będę najgorsza. Są też nadgorliwe mamuśki, które nie
            wypuszczają dzieci na imprezy mimo, że dziecinki już dawno skończyły 30 lat...
            Ja będę gdzieś pośrodku, czyli w nienajgorszej pozycji.

            A do koleżanek które polecają czytanie forum o niepłodności - zastanówcie się
            chociaż chwilę. Jedną malutką chwilę poświęćcie na myślenie zamiast wypisywać
            głupoty !!! To, że ktoś tam chce mieć dziecko to nie znaczy, że cały świat musi
            chcieć mieć dzieci. Są takie wyrodne kobiety jak my, które nie chcą mieć
            dzieci. Niektóre z nich nawet decydują się na zabicie dzieci, a te
            rozsądniejsze rodzą je i zostawiają w szpitalach. I przeżywają swoje małe
            dramaty tak samo jak tamte. Gdyby wszystkie kobiety na świecie bez przerwy
            chciały mieć dzieci, bo to takie błogosławieństwo, to byśmy zaludnili nawet
            antarktydę....
            • angelika76 Do Patyldy!!! 13.04.06, 10:06
              Przeczytałam Twoją wypowiedź i całkowicie się z Tobą zgadzam, nie mogą wszystkie
              kobiety chcą dzieci i całe szczęście, bo byłoby cokolwiek cisno na świecie!
              Macierzyństwo to odpowiedzialna sprawa i trzeba myśleć.
              Mam więc tylko jedno do Ciebie pytanie, po co jesteś w ciąży??? Napisałaś cytuję:
              (Są takie wyrodne kobiety jak my, które nie chcą mieć dzieci) więc ja tego nie
              rozumiem skoro nie chcesz to dlaczego jesteś????? Czy zostałaś do tego zmuszona,
              jeśli tak to serdecznie Ci współczujęsad musisz mieć dużą depresję z tego powodu!
              Ciężko Ci pewnie czytać takie posty o niepłodności, bo ich może nie rozumiesz
              albo nie chcesz rozumieć, i z drugiej strony bardzo dobrze po co się
              niepotrzebnie denerwować, dla Ciebie to obojętne iż tyle kobiet przeżywa dramat
              nie mogąc być w ciąży lub tracąc swoje dziecko.
              Ta dziewczyna, która poleciła czytanie forum o niepłodności, być może to właśnie
              przeżyła albo ma rozum i potrafi sobie wyobrazić co czuje kobieta która chce być
              matką, a nie może...
              Życzę Ci żebyś poczuła, że chcesz być mamą!

      • marianna70 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 12.04.06, 19:46
        Oj, no to nie jest argument. Ktos chce ktoś nie chce. Szkoda mi tamtych kobiet,
        ale to nie ma wpływu na stosunek do ciąży jako takiej.
    • marta140 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 12.04.06, 11:56
      Ja się nie cieszę. Kolejne próby- i nic. Czuję że znowu idzie okres.... Niby
      wrzuciłam na luz z tymi staraniami o dzidziusia.... myślę sobie- co bedzie, to
      bedzie. Jak zajdę- to cudownie. A jak nie- to też dobrze, bo dłużej pocieszę
      się jeszcze "wolnością" i beztroską. Ale jednak..... zawsze jak dostaję okres
      jest mi strasznie, strasznie, strasznie przykro. Jak narazie miesiączka spóźnia
      mi się o 4 dni, ale czuję że już jest tuż,tuż. Testu nie robiłam, bo boję się
      zobaczyć na nim jedną kreskę...
      • benignusia Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 12.04.06, 12:08
        myśmy też starali się o dziecko-9m-cy.to i tak stosunkowo krotko.ale wiem co
        czujesz.tez staralam sie nie myslec o tym ze znów okres ale...jak juz byl bylam
        zalamana...az tu nagle...po koloniach na ktorych bylam wychowawcą,pojechalismy
        na kilka dni w góry i...po tym wypoczynku udało sie!!!choć co mnie najbardziej
        zdziwiło to brzuch bolał jak przed okresem...nie martw sie.po burzy zawsze
        przychodzi słońce....choć też nie umiałam w to uwierzyć...pozdrawiam
        • agatta-a1 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 12.04.06, 13:45
          chciłabym miec taki problem jak Wy dziewczyny. ale ja nie moge zajśc w ciążę
          mimo, ze się staramy od 7 misięcy. ale tak to juz w życiu jest, ze los płata
          figle i lubi byc złośliwy. Wy się nie cieszycie z ciąży, a ja wszystko bym
          oddała aby wreszcie zobaczyć II kreski na teście.
          • pitu_finka Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 12.04.06, 16:14
            Agattta, to wszystko nie jest takie oczywiste. ja zaszlam w 7 cyklu i juz
            wariowalam ze nie ma ciazy. A teraz mam do niej dosyc mieszane uczucia i wcale
            sie tak nie ciesze jak myslalam. Tez mi zal nart na ktore mialam jechac w maju,
            nurkowania i wielu innych rzeczy. Nie martwie sie tym, bo wiem ze wszystko sie
            samo dobrze ulozy, wiec sie nie zmuszam do wzdychania. Kiedys mialam krecka na
            punkcie dzieciu, sklepow z ubrankami itp. a teraz mnie temat dzieciowy wkurza.
            takze to nie jest tak ze dlugie staranie wyklucza malego dola po zaciazeniusmile
    • azzure1 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 12.04.06, 16:35
      Kiedy ja się dowiedziałam o drugiej ciąży, wpadłam po prostu w depresję.
      Wszystko było nie tak: za wcześnie po pierwszym dziecku, miałam inne plany,
      mieszkanie za małe, nawał w pracy, do tego marzyłam o dziewczynce, a tu się
      okazało, że będzie drugi chłopczyk. Buntowałam się, ryczałam, wściekałam się,
      ale po pewnym czasie ten gniew, przygnębienie, zniechęcenie i ogólne nastawienie
      na "nie" powoli się zmieniało, najpierw na zrezygnowane pogodzenie się z faktem,
      potem spokój, a teraz, z wizyty na wizytę u lekarza cieszę się coraz bardziej.
      Dzisiaj, jak zobaczyłam na usg, jak mój dzidziuś się uśmiecha i wsadza paluszek
      do buzi, to już nie mogę się doczekać, kiedy go przytulę. A na początku ciąży
      dałabym wszystko, żeby się okazało, że to nieprawda!
      • agajader Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 12.04.06, 20:20
        Jka dobrze poczytać że nie jestem nienormalna bo nie wpadam w euforie z powodu
        mojej ciąży. Jestem w 15tyg. i nadal dopadają mnie dołki psychiczne.Ciężko mi
        zrezygnować z tak wielu rzeczy. Każdy mówi że to tylko kilka miesięcy itd ale
        dla mnie to jest każdy dzień kiedy muszę sobie mówić 'tego ci nie wolno' 'to
        jest niebezpieczne dla dziecka'. Denerwuje mnie kiedy każdy zachwyca się moim
        brzuszkiem, który zaczyna się powiększać.Na szczęście znajduje zrozumienie u
        mojego męża i czekam cierpliwie kiedy pojawi się u mnie instynkt macierzyński.
        Oby jak najszybciej. pozdrawiam wszystkie te które uczą się tej radości
    • jdylag75 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 13.04.06, 10:06
      Moje zaplanowane i wystarane przez rok dziecko zaczęło mnie cieszyć gdy
      skończyło 3 miesiące, teraz ma prawie 6 i dalej cieszy! Nie będę pisać jakie mi
      chodziły po głowie myśli w ciąży, jak czułam się chora i jak później
      denerwowało nocne wstawanie. W końcu wszystko sie układa-trzeba przeczekać,
      pozdrawiam
    • postka1 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 08.05.06, 16:30
      tak jest, ja sie nie ciesze w ogole, najchetniej bym sie intruza pozbyla, ale
      zbyt silny strach i wpojone przekonania... Boje sie kary, krotko mowiac. A
      dziecka (13 tc) nie kocham, nie oczekuje z radoscia, boje sie go. Juz teraz
      powoduje u mnie pogorszenie stanu fizycznego (mdlosci, sennosc, latwiej sie
      mecze) i psychicznego (ciagle doly), juz teraz zniszczylo mi wiele planow
      wyjazdowo-zawodowych, a po porodzie bedzie jednym wielkim obowiazkiem i drenem
      finansowym. Musialam dla niego juz teraz zrezygnowac z marzen (udzial w pewnym
      konkursie, prawie idealnie sie naklada na termin porodu), ulubionych rozrywek i
      radosci, prawdopodobnie bede musiala zrezygnowac z budowy wymarzonego domu.
      Dziewczyny, jesli macie troche serca: zyczcie mi, zebym go poronila. Nie chce
      go, nie chce!
      • akon3 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 08.05.06, 16:43
        dziewczyno jak można pisać takie rzeczy, jak można, jesteś jakaś stuknięta,
        takie maleństwo niewinne kochane a Ty piszesz takie rzeczy, współczuje mu
        takiej matki, dramat
        • postka1 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 08.05.06, 17:03
          no a powiedz mi, dlaczego mam tak nie pisac, skoro tak czuje? Dlaczego mam sie
          cieszyc i podniecac, jesli jedyne, co czuje, to bunt i niechec wobec tego
          malego terrorysty? Teraz juz mi zabral sporo, a potem zabierze jeszcze wiecej,
          lacznie ze snem i jaka taka organizacja zycia! I zadne slodkie usmiechy, zabki
          i zaplute sliniaczki mi tego nie wynagrodza! I to nie jest tak, ze nie
          myslalam "przed". Owszem, myslalam, tyle ze wtedy mi sie te argumenty o
          przekazywaniu genow i owocnosci zycia kobiety wydawaly sensowniejsze. I
          dopiero "po" wszystko sie przewartosciowalo. Niestety.
      • gosika78 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 08.05.06, 16:56
        Weź sobie skopiuj ten post i zachowaj, a potem pokaż dzieciakowi.
    • goche Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 08.05.06, 17:16
      Było mi przykro, że nie pojade w rejs po Cykladach- lekarz mi zabronił. Nie
      mogłam tez chodzic do pubu (zadymiony), nawet z psem na spacery. Później, gdy
      rodziłam moją martwą córeczkę w 8 miesiącu nie chciałam o tym pamiętałac i dziś
      wiem, że wszystko bym oddała, żeby ona żyła crying Świat nie jest sprawiedliwy...
      • postka1 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 08.05.06, 17:20
        jest mi bardzo przykro, ze tak Ci sie ulozylo. Wiesz, chcialabym, zeby moje
        negatywne nastawienie sie zmienilo i zebym zaczela jakos inaczej wszystko
        widziec, bo sama rozumiem, ze najgorsze, co sie moze zdarzyc dziecku, to matka,
        ktora je postrzega jako problem, zawalidroge i bezlitosnego komornika, ktory po
        kolei zabiera wszystkie zrodla radosci. Poki co, zama tego zmienic nie jestem w
        stani- kazdy kolejny zakaz i rezygnacja to dla mnie rozpacz, furia i wreszcie
        frustracja. Jakim prawem? Dlaczego ja jako ja zupelnie przestaje sie liczyc, a
        liczy sie juz tylko ten maly i jego potrzeby? Maz probuje mi pomoc, ale nie do
        konca mu sie udaje.
        • goche Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 08.05.06, 17:27
          Pomyśl sobie, że ta mała istotka nie przeżyłaby bez Ciebie. Jest całkowicie od
          Ciebie zależna i dlatego musisz myslec o niej a nie o sobie i swoich
          przyjemnościach. A zycie się nie kończy. Za parę lat bedziesz mogła używac
          życia znów, a będzie ono bogatsze o miłośc i dumę z dziecka. (Ja z mojego psa
          jestem dumna a co dopiero z dziecka! wink
    • kontrix Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 08.05.06, 19:06
      wiecie co??? przeanalizowałam powyższe wypowiedzi i tak sobie myśle.... że
      wszystkie dziewczyny które atakują patyldę, postkę ukazują swoje najgorsze
      charaktery: egoizm, egoizm i jeszcze raz egoizm. Co z tego że one nie chcą
      ciąży, nie czują się matkami. Co z tego że wszystkie inne dziewczyny chcą i
      pragną???? Zastanówice się: zawsze musi być jakiś podział, a to że wy nie
      potraficie poczuć empatii do kogoś kto nie potrafi czuć instynktu
      macierzyńskiego świadczy tylko o waszym .... widzeniu w zasięgu tylko i
      wyłącznie własnego czubka nosa (bo ja kocham dzieci to wszystkie z innymi
      uczuciami są wyrodne!!!!). Dajcie sobie na wstrzymanie!!!!
      Sama 2 tygodnie temu dowiedziałam się że jestem w ciązy, tez nie planowałam
      jeszcze teraz, też dużo moich planów po prostu szlag trafi. Tez widze tylko
      same minusy, wielki brzuch, obcy w środku, też nie napawa mnie radością ta
      myśl. Również przez pierwsze dni tylko ryczałam, ryczałam i ryczałam. Jak
      wyżaliłam się na forum niektóre mnie pocieszały, inne tak jak angelika zjechały
      za bluźnierstwo. Nie jestem matką polką i wstrętem napawa mnie myśl, że coś
      będzie mnie ssało, że coś będę musiała nosić w brzuchu i ciągle sobie
      wszystkiego odmawiać. Zawsze prowadziłam bardzo aktywny tryb życia a teraz do
      szaleństwa mnie doprowadza, że nie mogę się na niczym skoncentrować, jestem
      ciągle śpiąca. Też mam doła i ogólne zniechęcenie do wszystkiego, jakby mi ktoś
      podciął nagle skrzydla. Też jeszcze myślałam, że może organizm sam się jakoś
      pozbędzie tej ciąży, że czuje że jej nie chce. Niedobrze mi się robi jak
      czyatam "dzidzia", "fasolka", bleeeee.
      Bo to tylko my kobiety ponosimy cały trud związany z ciążą, porodem a później
      połogiem i wychowaniem (no może to już wspólnie). Dlaczego facetowi się nic nie
      dzieje przez te 9 miesięcy. Czemu matka natura nie zrobiła czegoś takiego że
      kazdemu facetowi który zapłodni kobiete wypadają chociaż włosy na 9 mc smile My
      chodzimy jak czołgi po ulicy, niech po nich też widać że są "współwinni" smile
      Ehhh.... teraz już nie mam sił do ryczenia, zaczynam traktować to jako
      obowiązek - mam urodzić (oby nie bolało). Musze robić wszystko żeby ciąża była
      bezproblemowa, bo mam zarezerwowany wyjazd (to będzie prawie koncówka 6
      miesiąca) do ciepłych krajów i nie mam zamiaru rezygnować. Później tak sobie
      myślę, że zaczne może podzielać radośc męża (którą niestety swoim zachowaniem
      trochę wystopowałam).
      Z jednego się ciesze, po tych wszystkich postach o dzidziach i fasolkach
      myślałam że jestem jakaś inna, że powinnam się leczyć, ale widzę że to normalny
      odruch. Teraz zaczełam to wszystko już olewać, po prostu jest jak jest, musze
      się wziąć za siebie i stawić czoło życiu (bo jakoś ciągle mam pod górkę). Mam
      nadzieje że dziecko będzie zdrowe i też się ciesze, że będę umiała
      wypośrodkować pomiędzy nawiedzonymi mamuśkami fasolek a alkoholiczkami
      odrzucającymi dzieci.
      Pozdrawiam wszystkie te które nie chcą i nie czują się powołane do
      macierzyństwa smile
      • gosika78 Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 08.05.06, 19:15
        Ja to wszystko rozumiem, moja ciąża była nieplanowana, nie lubię dzieci ani one mnie, pierwsze 3 miesiące wspominam jako koszmarny dół, też miałam myśli o ubezwłasnowolnieniu, itp itd, ale teksty typu "życzcie mi, żebym poroniła"... No comment. Trzeba było uważać, pezerwatywy kosztują 5 zł.
        • chmurek78 Pytanko. 08.05.06, 20:01
          Skoro jest tak Wam źle,tak bardzo źle...To zastanówcie się nad tym pytankiem:po co dałyście dupy?A teraz telefon i książka telefoniczna i szukac nr do psychiatry, może on Wam pomoże,bo macie wielkie problemy ze sobą.
          • mentafolia Re: Pytanko. 08.05.06, 20:12
            Nie bądź żałosna.
            Wyobraź sobie,ze nie dla kazdego wiadomość o ciąży to wielkie szczęcie,nie kazdy
            potrafi kochac swoje dziecko od początku jego istnienia.
            Masz chyba bardzo małą wyobraźnię i nie znasz życia skoro wypisujesz takie
            rzeczy.Nie obrazaj innych,nie znasz ani ich,ani ich sytuacji.
          • kontrix Re: Do chmurek 08.05.06, 20:13
            chmurek smile zadaj sobie sama pytanie: po co dajesz dupy???!!!!!!!!!! Po to żeby
            za każdym razem mieć dziecko????? No to partnera masz niezłego reproduktora a
            sama jesteś niezłą fabryką smile))) Wybacz, ale nie wszystkie jesteśmy
            skrajnymi ... słuchaczkami ojca rydzyka. A od życia też się nam nalezy
            przyjemność z sexu. Czasami się wpada również stosując zabezpieczenia, albo ...
            rydzykowski kalendarzyk małżeński smile
            Pamiętaj o tym - dając dupy smile)))))))
    • mentafolia Re: czy jest ktoś, kto się nie cieszy? 08.05.06, 19:53
      To i ja się dopiszę do tego "niepoprawnego politycznie"wątku.Wiadomość o ciąży
      spadła na mnie jak grom.Mam teraz istną rewolucję w życiu,ciągle ryczę,nie mogę
      jeść,spać,normalnie funkcjonować.Czuję jakby od reszty świata odgradzała mnie
      jakas mgła.
      Od kilku lat jestem w związku na odległość,decyzja o wspólnym zyciu jakos nie
      była podejmowana,a teraz muszę zostawić moje dotychczasowe zycie,moją
      pracę,najlepszych na świecie przyjaciół i przeflancowac sie o 400 km.Jakby tego
      bylo malo moja nastoletnia córka z pierwszego małżeństwa postanowila zostac
      tutaj i mieszkac z ojcem.Aha,a ja mam prawie 40 lat i zaczynam życie od nowa.Tak
      się boję!Nic mnie nie cieszy.
      Tez mnie drażnią "dzidzie","fasolki","brzuszki"."serduszka".
      Mam ogromną nadzieję,że któregoś dnia się obudzę i pomyślę "to cudowne,ze będę
      miała dziecko".Życzę Wam tego kobitki i sobie też.
      Trzymajcie się,musi byc dobrze.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja