Najważniejsza edukacja! - list od lekarza

14.04.06, 10:18
Cos w tym jest, Panie Doktorze.
W czasie ciazy (jestem teraz w polowie dziewiatego miesiaca), czytalam
wszystko na temat ciazy co mi wpadlo w rece. Nie potrafie inaczej, bo jestem
naukowcem i mam przymus wewnetrzny, zeby wiedziec. W przypadku problemow z
rozroznieniem ziarna od plew pytalam mojego lekarza (praktycznie za kazdym
razem przychodzilam do niego z lista pytan). Moja postawa budzila jednak
zdziwienie u znajomych kobiet, zwlaszcza tych ktore rodzily, zwlaszcza tych o
pokolenie starszych: "Po co Ci to wszystko? Tylko sie zestresujesz". Mysle, ze
stresuje sie mniej, niz gdybym nic nie wiedziala. Umiem odroznic niepokojace
objawy od zwyklych ciazowych dolegliwosci, wiem, na co zwrocic uwage a co jest
zwyklym przesadem (jednym z tych, ktorymi caly czas karmi mnie moja Babcia).
Tak jest lepiej, spokojniej, zdrowiej.
    • natalka691 Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 15.04.06, 22:19
      Bardzo dobrze, że Pan to napisał, Panie doktorze. Zgadzam się całkowicie z
      Panem, bo jest to szczera prawda i na pewno pewna część koszmarów z porodówek
      (oczywiście tylko część), które opisują dziewczyny na pewno byłaby do
      uniknięcia, gdyby były wyedukowane i świadome. Ponadto uwazam, iż w ankiecie
      jaką aktualnie wypełniamy w ramach akcji rodzic po ludzku powinno byc pytanie
      co Pani zrobiła, aby pogłebic stan swojej wiedzy na temat ciąży i fizjologii
      porodu. Tego pytania nie ma, to chyba niedobrze. Wtedy ocena lekarzy i
      położnych byłaby zdecydowanie bardziej obiektywna. Rodzina nie widzi sensu i
      nie rozumie po co idziemy z męzem na szkołe rodzenia (poza moją matką i
      teściową). Śmiali się ze mnie jak z mężem edukowaliśmy się o ciąży zanim
      zaszłam, uwazali że niepotrzebnie wydajemy pieniądze na książki. To zapewne
      pogąląd wielu rodaków. Tak już mam jak poprzedniczka, że wole dogłębnie
      poczytać coś mądrego, mieć swoje własne poglądy niż słuchac pierdół. Większośc
      kobiet ktore rodziły potrafi opowiadac mrożące krew w zyłach horrory rodem z
      sal porodowych, na szczęście podchodze do tego z rezerwą i się nie stresuję
      tymi opowiastkami. Ale jak się pytam na czym polegał ten horror to zdarza się,
      że maja problemy ze sprecyzowaniem konkretnych zarzutów. Uważam, że wiedza
      pozwala człowiekowi wybierać i hasło Fundacji WIEM WIĘC WYBIERAM jest bardzo
      dobre, ale żeby wybrac i się przygotowac to trzeba najpierw wiedzieć.
      Oczywiście na porodówkach w Polsce jest wiele uchybień i nieprawidłowości oraz
      przejawów totalnej ignorancji praw pacjenta i zaleceń WHO. Zdarza się
      lekceważenie, przedmiotowe traktowanie przez personel, niedobory kadrowe,
      niskie płace służby zdrowia powodujące frustracje, połoznicy pracujący na
      czterech etatach to jest tez, ale to co Pan napisał to tez są niezaprzeczalne
      fakty.
      • natalka691 Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 15.04.06, 22:29
        Aha i niestety Panie doktorze niektórzy Pana koledzy po fachu zachęcają Panie
        do przyjazdu na wywołanie bez konkretnych przesłanek, niestety tacy doktorzy
        tez występuja w naszej populacji.
        • maja.f Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 16.04.06, 01:28
          natalka691 napisała:

          > Aha i niestety Panie doktorze niektórzy Pana koledzy po fachu zachęcają Panie
          > do przyjazdu na wywołanie bez konkretnych przesłanek, n

          Przykład:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=40182658&v=2&s=0
          • earl.grey Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 16.04.06, 12:03
            bardzo się cieszę, że młody lekarz tak uważa. Sama tak uważałam, dopóki nie
            dowiedziałam się od lekarzy i położnych, że takie jak ja, którym wydaje się, że
            wszystko wiedzą, są "zmorą porodówek". Oczywiście "wydaje się" każdemu, kto nie
            jest lekarzem. W razie jakichkolwiek prób pytań, albo nie daj Boże,
            kwestionowania konieczności jakiegoś zabiegu, pada sakramentalne pytanie - czy
            pani jest lekarzem? Pacjentka, która zna zalecenia WHO (np dotyczące
            wywoływania porodu) jest niewygodna i naraża się w najlepszym przypadku na
            kpiny, a w najgorszym na propozycje typu "jak pani jest taka mądra, to pprosze
            sobie rodzić w krzakach, jeśli lekarz nie jest pani potrzebny". Jednak mam
            nadzieję, że lekarze, którzy teraz dopiero się uczą, mimo takich wzorców, będą
            umieli korzystać z tego, że pacjentka, która starała się dowiadywać o fizjologii
            ciąży i porodu, powinna byc lepiej przygotowana, a więc mniej zdenerwowana,
            bardziej skłonna do współpracy i lepiej rozumiejąca się z lekarzem i położną.
            Dodam jeszcze, że niestety wiedza przekazywana w szkole rodzenia i podręcznikach
            dotyczących porodu bardzo odbiega od rzeczywistości na porodówkach, niestety.
    • maja.f Niektórzy lekarze wolą niezorientowane pacjentki 16.04.06, 00:22
      "Lekarz" napisał:

      > Poza tym brak świadomości i wiedzy na temat porodu wśród pacjentek jest nadal
      > ogromny.

      Słuszny głos w dyskusji o sytuacji na porodówkach.

      Nietsety ginekolog w mojej przychodni ma zgoła odmienne zdanie.
      Uważa, że pacjentka ma być cicho i nie wolno jej się przyznać do żadnej
      medycznej ani wiedzy nt. swoich przypadłości.

      Podczas ostatnie wizyty, kiedy na jego pytanie "Czy wiem, co to jest
      Lactovaginal?" odpowiedziałam, że "Wiem, to są pałeczki kwasu mlekowego, które
      normalnie powinny znajbować się w pochwie." ginekolog zaczął ... mnie
      przedrzeźniać! Poczym stwierdził, że medycyny nie można się nauczyć z internetu.
      A ja przecież wiem czym jest ten preparat, bo po prostu już go kiedyś stosowałam
      i czytałam ulotkę...

      Dodam, że nie uprościłam powyższgo opisu. Ten lekarz naprawdę wolał by pacjentka
      była kompletnie ciemna.
      • dorianne.gray Re: Niektórzy lekarze wolą niezorientowane pacjen 16.04.06, 00:33
        Zmieniłaś lekarza?
        • maja.f Re: Niektórzy lekarze wolą niezorientowane pacjen 16.04.06, 01:26
          dorianne.gray napisała:

          > Zmieniłaś lekarza?

          Nie. Nie jestem teraz w ciąży i nie mam poważnych problemów zdrowotnych. Z tego
          ginekologa korzystam, bo mam blisko, prawie za darmo i mogę się dostać na wizytę
          już na następny tydzień. Z grzybicą pochwy to mogę do niego iść.

          Ale gdybym potrzebowała poważniejszej porady czy prowadzenia ciąży - to
          oczywiście nie u niego.
          • niemyte_mohery Re: Niektórzy lekarze wolą niezorientowane pacjen 17.04.06, 19:24
            maja.f napisała:

            > Z tego
            > ginekologa korzystam, bo mam blisko, prawie za darmo i mogę się dostać na
            wizytę
            > już na następny tydzień. Z grzybicą pochwy to mogę do niego iść.
            >
            > Ale gdybym potrzebowała poważniejszej porady czy prowadzenia ciąży - to
            > oczywiście nie u niego.

            Taka sama mialam sytuacje, kiedy moja lekarka byla na urlopie a ja chcialam jak
            najszybciej dostac sie do lekarza (ogolnego). W calej kikunasto-lekarskiej
            praktyce, tylko jeden lekarz mogl mnie przyjac "od zaraz". Juz po 5 minutach
            rozmowy z chamem wyjasnilo sie dlaczego pacjenci sie do niego nie pchaja.
      • ida771 trzeba było powiedziec "Wiem", a nie tłumaczyć 16.04.06, 13:24
        mu dokładnie. przeciez on tez wie co to jest.
        • maja.f wiekszosc lekarzy jest inna 16.04.06, 19:08
          Jego pytanie brzmialo dokladnie "A co to jest Lactovaginal?" I nie bylo to zadane jako pytanie
          retoryczne. Widac juz zadajac to pytanie mial zamir zachowac sie dziwnie w stosunku do pacjentki. Ale
          masz racje, dalam sie mu podpuscic. Tylko, ze nie spodziewalam sie, ze idac do lekarza musze sie miec
          na bacznosci i byc przygotowana na przepychanki slowne.

          Podalam wczoraj przyklad z Lactovaginalem, bo nie mialam czasu sie rozpisaywac. Ale podczas tej
          wizyty padlo pare innych glupot z jego ust. M.in. wmawial mi, ze tabletki antykoncepcyjne Jeanine
          rozwiaza wszystkie moje problemy na tle hormonalnym. Poinformowalam go, ze Jeanine juz
          stosowalam i to nie rozwiazalo moich problemow, a mialam spore skutki uboczne, wiec te pigulki sa
          nie dla mnie (zreszta on to mial w mojej karcie! - chociaz wowczas w tej przychodni pracowal inny
          ginekolog i to ten poprzedni mi zapisal te pigulki, ale w dokumentacji medycznej powinna byla ta
          informacja pozostac). Ginekolog upieral sie, ze NIE MOGLAM brac Jeanine, bo to sa nowe pigulki na
          polskim rynku. W koncu przyznal, ze w 2004 roku JEDNAK MOGLAM miec je przpisane. Zaznacze, ze
          nie przyszlam do niego po antykoncepcje ani z dolegliwosciami endokrynologicznymi. Sam zaczal mi
          doradzac - to w gruncie rzeczy dobrze. Ale juz nie chcial slyszec, ze ja w tej chwili po pierwsze nie
          chce antykoncepcji, po drugie na pewno nie hormonalnej, bo jestem w trakcie cyklu badan hormonow,
          wiec nie moge sobie zaczac lykac pigulek ot tak, bo wyniki beda zafalszowane. Powiedzial ponadto, ze
          ja wcale nie potrzebuje badan hormonow, powinnam zaczac stosowac antykoncepcje dousta i juz.
          Stwierdzil tez, ze "nie wie czy mnie bedzie stac na badania hormonalne, bo one sa w pelni odplatne". A
          ja tymczasem jestem pod opieka endokrynologa, mam NIEPRAWIDLOWE wyniki badan hormonalnych i
          wedlug endokrynologa badania te sa u mnie konieczne. Dodam jeszcze, ze za badanie hormonalne nic
          nie place, wiec w tej kwestii ginekolog rowniez sie mylil lub klamal.

          No, troche sie Wam wyzalilam. Zyje nadzieja, ze wiekszosc lekarzy jest inna.
          • srebrnarybka Re: wiekszosc lekarzy jest inna 19.04.06, 09:57
            Temu lekarzowi należy się minimum 5 tysięcy złotych pensji, ponieważ jest tak
            dobrze wykształcony i bardzo kulturalny. Na pewno nie przyjąłby Ciebie w
            poprzedni piątek, bo walczył o te 5 tysięcy złotych.
      • niemyte_mohery Jesli likarz zaczal Cie przedrzezniac... 17.04.06, 19:17
        .. to mam nadzieje ze nie jest juz Twoim lekarzem wink)

        Zycze wiecej szczescia nastepnym razem.
    • agastrusia Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 16.04.06, 01:03
      Ja również wychodze z założenia, że im więcej wiesz tym więcej rozumiesz.
    • mynia0 Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 16.04.06, 13:27
      a ja nie do końca się zgadzam...

      niestety, są lekarze, którzy ignorują i pacjentki i ich obawy. niestety, bywa
      tak, że lekarz czeka na wizytę rodziny. niestety, bywa tak, że kobieta i
      rodzące się dziecko są zagrożone, a lekarz ma to gdzieś. sama męczyłam się
      długo, zanim lekarz zdecydował o cesace / dziecko nie wstawiało się jak
      trzeba/. ale zanim przyszedł, położne dzwoniły 5 razy, w końcu poszedł
      towarzyszący mi mąż. a pan doktor stwierdził, że i tak nie miałam szans na
      poród sn. więc po co sie męczyłam tak długo? może gdyby pofatygował sie
      wcześniej, nie byłoby tylu problemów.

      nie można uogólniać, a pacjentki i ich nienarodzone dzieci trzeb atraktować z
      szacunkiem.nawet te uparte i "wszystkowiedzące".
    • mika_p Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 16.04.06, 18:26
      A mnie się ten list nie podoba.

      "Lekarz" pisał m.in.:
      "Pacjentki bardzo często żądają żeby jak najszybciej zakończyć ciążę bo się
      nastawiły na poród właśnie w dniu, który był zapisany na karcie ciąży. Przecież
      lekarz tłumaczył im chyba, że to tylko orientacyjny termin".
      A jeżeli nie tłumaczył? Bo uznał, ze pacjentka się sama wyedukuje, albo dla
      niego to oczywiste, że termin porodu jest orientacyjny. A jeśli kobieta miała w
      ręku taką ksiązkę, w której położono nacisk na informację, ze ciąża trwa 40
      tygodni, a po terminie łozysko zaczyna się starzeć i robić niewydolne?

      Poza tym, autor listu skupia się tylko na wyliczeniu terminu porodu wg
      Naegellego, a pomija fakt, że wiek ciązy dość dobrze wylicza się przy
      pierwszych USG. I znów, jeżeli raz i drugi połozono nacisk na możliwe zgubne
      skutki przenoszenia ciązy, to nie ma co się dziwić, że kobiety w terminie są
      zdenerwowane.

      "Lekarz" pisze, że pacjentkę odsyła się w terminie porodu z tekstem:
      " Droga Pani, niestety macica nie jest gotowa do porodu, skurcze są słabe,
      szyjka jest długa, zwrócona do kości krzyżowej, rozwarcie na jeden palec, wody
      są zachowane, zapis KTG jest idealny, przepływy w USG bez zarzutu. Proponuję,
      żeby pani odpoczęła na oddziale i wróciła do nas, jak się macica sama
      przygotuje do porodu", a jednoczesnie przytacza, jakie to niby newsy dochodza z
      mediów: "typu: "Byłam tydzień po terminie i lekarze mnie odesłali z porodówki,
      a na drugi dzień dziecko zmarło w brzuchu, to ich wina bo prosiłam o cesarkę
      etc."" - otóż ta newsowa jakoś nie ydaje mi się mozliwa, gdyby wszedzie
      odsyłano pacjentkę po zrobieniu KTG i USG z przepływami. Zdaje mi się, że dzień
      przed tragedią badania nie dałyby idealnego wyniku.

      Owszem, "Lekarz" ma sporo racji, ale w dużej mierze to tylko jego punkt
      widzenia wynikający z jego soobistych doswiadczeń. Jakoś cieżko mi uwierzyć, że
      każda zgłaszająca się w terminie czy trzy dni po jest potraktowana KTG i
      luksusowym USG z przepływami dla uspokojenia.
      Ja mam wrażenie, że "Lekarzowi" bardzo nie na rękę jest to, że matki zawracają
      mu głowę denerwując się o dobro swojego dziecka.
      A jestem pewna, że gdybysmy - jako społeczeństwo - byli przekonani, że gdy
      tylko zgłosimy cos niepokojącego, to lekarze sie nami zajmą, to nie byłoby
      awantur o cesarkę, straszenia sądem, wręczania łapówek. Im dłużej sytuacja w
      służbie zdrowia będzie niezdrowa, tym bardziej bedę rozumiała paranoje
      pacjentek tego lekarza i innych.

      Pod koniec ciąży wylądowałam na patologii, bo KTG wykazało pewne wahania tętna
      dziecka. Któregos dnia na obchodzie na standardowe pytanie "co słychac"
      odpowiedziałam, ze wydaje mi sie, ze dziecko ejst jakies niemrawe. Na to lekarz
      równie spokojnie zadysponował USG, zeby sprawdzic, czy to taki dzien lenia, czy
      faktycznie cos moze byc nie tak.
      Ultrasonografista zachowywal sie tak, jakby mi łaskę robił, że mnie bada,
      pomrukiwał, ze sobie wymyslam, bo dziecko zdrowie i wszystko z nim w porzadku,
      potem jeszcze powydziwiał nad moim lekarzem, jak pokazałam mu opis
      poprzaedniego (prywatnego) USG dla porównania. Generalnie, miałąm wrażenie, ze
      ma mi za złe, ze musi mi zrobic USG.
      A ja sie nie domagałam zadnego badania, tylko zgłosiłam lekarzowi, tak jak mnie
      WYEDUKOWAŁ mój lekarz (i inne źródła), ze ruchy dziecka są rzadsze i słabsze.
    • agawa5 Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 18.04.06, 09:13
      Edukacją ciężarnych powinni zając sie ginekolodzy i po to chodzi sie do nich 9
      misiecy aby omówic wszystko dotyczace ciązy i porodu. Niestety prawda jest taka
      ze wiekszosc szanownych ginekologów zaprasza na fotel a po 10 minutach jest juz
      po wizycie i 100 zł skasowane. Następna proszę. Smutne prawda?
      Potem dziwią sie ze matka sie stresuje i domaga czasem zupełnie niepotrzebnych
      ingerencji. A czyja to wina pytam?
      O ginach na NFZ nie wspomnę bo jest jeszcze gorzej. Wiem ze to uogólnianie ale
      taka jest prawda.

      Ja osobiscie mam bardzo dobrego lekarza, kazda ciążowa wizyta trwała godzine
      lub dłużej ale i tak uwazam ze to za mało wiec sporo czytałam. Ksiązki do
      połoznictwa równiez a przy porodzie miałam taki luz psychiczny ze czułam sie
      jak na pikniku.
      Dodam jeszcze ze w moim przypadku wiedza ze szkoły rodzenia była zadna, moze
      trafiłam na kiepską szkołę, ale osobiscie w internecie znalazłam wiecej
      informacji n interesujące mnie tematy.
      • aneta9946 Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 18.04.06, 10:57
        czy mogla byś podać nazwisko lekarza który prowadzil twoją ciążę;gdzie on
        przyjmuje i ile bierze za wizytę
        • agawa5 Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 18.04.06, 14:47
          Jestem z Poznania. Moim lekarzem jest dr. Stoiński, przyjmuje na NFZ i
          prywatnie. Koszt wizyty - 60 zł
    • budzik11 Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 18.04.06, 11:04
      Znam dziewczynę, która cała swoją wiedzę dot. ciąży i opieki nad dzieckiem
      czerpie z prasy. Okazało się ostatnio, że nie wiedziała czegoś ważnego, a teraz
      już jest za późno na działanie (lekarz nie wykonał b. ważnego badania w
      odpowiednim terminie, tzn. w ogóle go nie wykonał). I teraz mój wniosek -
      szukajmy same informacji nam potrzebnych na danym etapie ciąży, a nie czekajmy
      biernie na to, co nam ktoś podsunie (co akurat wydrukują w gazecie).
      • wszystkienikizajete Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 18.04.06, 11:33
        Kolezanka na sali poporodowej (dziecko w inkubatorze, szybka cesarki,
        problemy, zielone wody itp.) czytała w łóżku gruby tom "Ciąża i poród), obok
        leżało "Pierwszy rok życia dziecka". Zadała jakieś pytanie lekarce na
        obchodzie - a ta" pani to zamiast czytać, to by sobie odpoczęła, naczytają się
        takie, a potem się zamartwiają". Na innym obchodzi zadała pyt. odnośnie
        dziecka, a lekarz - a pani to kim jest z zawodu, lekarzem? -Architektem - no to
        niech się pani nie bawi w studiowanie medycyny domowo! Edukacja...
        Medycyna dawno przestała byc dzidziną widzy tajemną i dostępna tylko studentom
        medycyny. Zwykły smiertelnik też może zagłębić sie w temat, który go dotyczy,
        zrozumiec, i o nim dystkutować, i żądać wyczerpującej odpowiedzi od lekarza.
        A co do terminu - ja po dwóch tygodniach po terminie (kto był długo po terminie
        ten wie, jaki to rodzaj sresu, zdenerwowania, niepokoju), byłam na
        położnictwie. Szyjka twarda, główka wysoko, zero oznak porodu. Kroplówka bez
        skutku. Lekarze wmawiali mi źle obliczony termin - bzdura - znałam datę
        poczęcia. Dopiero po kilku dniach na porodówce(!) wysłano mnie na USG, na
        którym lekarz stwierdził- sama pani NA PEWNO nie urodzi (jak mi wytłumaczył,
        łożysko było nie w pełni dojrzałe, a dziecko gotowe do porodu). Cesarka.
        I co z tego. że zapis KTG piękny, szyjka niegotowa, itd. z tekstu pana doktora?
        Maiałam iść do domu, i czekać na poród. który sam by nie nastapił?
    • anulka59 Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 18.04.06, 18:14
      Zraziło mnie ostatnie zdanie dotyczące szkoły rodzenia.Panie doktorze pan jest
      oburzony faktem że audycja o koniecznosci chodzenia do szkoły rodzenia.Jaka
      konieczność uczestniczenia w szkole rodzenia?W dzisiejszych czasach to kosztuje
      a niestety nie każdy ma możliwość udania kilkaset zł na szkołę rodzenia(np
      10spotkań po 25zł i jeszcze dojazdy.EDUKACJA OK w szkołach na uczelniach le
      niech pan nie pisze ze szkoła rodzenia jest konieczna.Ginekolog prowadzący moją
      ciąże był przeciwny szkole rodzenia a mnie wcale tam nie ciągnęło.
      • earl.grey Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 18.04.06, 20:46
        moja lekarka tez była przeciwna szkole rodzenia. powiedziała, że później
        pacjentki "oczekują nie wiadomo czego". Zmieniłam lekarza.
        • natalka691 Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 19.04.06, 08:58
          Przecowni są z reguły Panowie ginekolodzy, którzy preferują wykonywanie cesaerk
          na zyczenie. Na przykłąd moja przyjaciółkę, matke mojego czteroletniego
          chrześniaka jeden z wałbrzyskich lekarzy, Pan M., pracujący na tamtejszej
          porodówce, na każdej wizycie pytał|: Pani Doroto, czy ta szkoła rodzenia tak
          naprawdę pani potrzebna, uspokaja to panią, do czego to pani potrzebne.
          Zachęcał ją do cesarki, tłumacząc jakie to dobre rozwiązanie od trzeciego
          miesiąca ciąży. Inna grupa tych, którzy preferują niechodzenie do szkół
          rodzenia, to chyba ci, którzy uważają że ciemnotą lepiej się kieruje i mozna
          wtedy robić co się chce (masaże szyjki, przebijanie pęcherzy, nacinanie,
          rutynowe wspomaganie czynności skurczowej, chamskie zachowanie, mówienie per Ty
          w jedną stronę i totalne lekceważenie), bo jak dziewczyna nic nie wie to i nie
          jest świadonma co się z nią dzieje i jak powinien poród przebiegać
      • samwieszkimjestem Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 25.04.06, 01:00
        W mojej przychodni szkoła rodzenia jest bezpłatna. Ja to zawsze mam szczęście :-
        )
    • mama_kotula Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 19.04.06, 09:13
      A ja sądzę, że prawda jak zwykle leży pośrodku.
      Zgadzam się z panem doktorem, że korzystanie z internetu (a zwłaszcza z forum)
      jako z głównego źródła wiedzy na temat porodu i ciąży jest, łagodnie mówiąc,
      chybione.
      Zgadzam się też, że stan wiedzy medycznej u przeciętnego Polaka jest
      katastrofalny, co nie przeszkadza temu przeciętnemu Polakowi myśleć, że jest
      niemalże lekarzem i "wie lepiej".
      Wiem również, jak upierdliwa potrafi być pacjentka w stosunku do lekarza,
      pytając o rzeczy, których i tak nie zrozumie, ale "chce wiedzieć, ot tak dla
      zasady". Po diabła mi wiedzieć, czy mam poziom czegoś tam konkretnie 5 czy 8,
      wystarczy mi wiedza, że mieści się w normie, bądź jest poza nią.
      Lekarze też ludzie i są różni, to fakt. Jeden chętnie będzie odpowiadał nawet
      na najgłupsze pytania ("czy mogę w ciąży jeść salami popijając jogurtem
      limonkowym?"), inny potraktuje to jako żart i zlekceważy. Jednak podejście "ja
      wiem lepiej, bo czytałam w internecie, że coś tam..." zirytuje każdego, nawet
      najbardziej cierpliwego lekarza. Zwłaszcza, że na forach internetowych panuje
      wzajemne nakręcanie i programowy negatywny stosunek do pracowników ochrony
      zdrowia.
      Konieczna poza tym jest zmiana sposobu myślenia, pozwólcie, że zacytuję
      fragment z Gazety Lekarskiej, autorstwa pani K.Knypi:
      "Polski pacjent jest osobliwością w skali całego starego kontynentu (...) Dla
      rodaka najbardziej cenionym źródłem informacji o zdrowiu są stowarzyszenia
      zajmujące się konkretnymi chorobami, programy bezpłatnych badań kontrolnych w
      miejscowych szpitalach oraz audycje telewizyjne z udziałem lekarzy
      specjalistów. Mieszkańcy innych krajów Europy prostolinijnie i staromodnie
      sądzą, że najlepszym źródłej takiej wiedzy jest po prostu lekarz i lekarz
      dentysta. W naszym kraju lekarz nie opakowany w program telewizyjny lub
      instytucję kojarzy się z wiedzą o zdrowiu zaledwie 40% ankietowanych pacjentów.
      Obcowanie ze słowem drukowanym przybierającym postać materiału edukacyjnego czy
      ulotki informacyjnej o leku jest samo w sobie męczące i zniechęcające do
      przeczytania informacji dla prawie 80% zbolałych rodaków"
      • earl.grey Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 19.04.06, 10:51
        obawiam się, że to, co napisała zacytowana przez ciebie pani w dużej mierze
        świadczy niestety o lekarzach, a nie o pacjentach. Sam ton jej wypowiedzi był
        typowy dla patronizujacych lekarzy (mowa o "zbolałych pacjentach",
        "osobliwościach w skali kontynentu" albo ironiczne stwierdzenie, że w innych
        krajach pacjenci "staromodnie i prostolinijnie sądzą, że..."). Z tych słow
        przebija poczucie wyższości i pogarda dla pacjentów, którzy właśnie sobie
        dostępnymi środkami starają się dowiedzieć czegoś o swoich chorobach. Ja nie
        widzę nic złego w słuchaniu opinii specjalisty wypowiadającego się w telewizji
        (przecież to właśnie lekarz, czyli "staromodnie i prostolinijnie" ufa się jego
        słowom), ani w korzystaniu z pomocy strowarzyszeń chorych, takie stowarzyszenia
        mają dostęp do najnowszych publikacji, często działają pod patronatem
        specjalistycznych oddziałów.
        Swojego lekarza rodzinnego cenię za to, że szanuje moje zdanie w sprawach
        dotyczących zdrowia i mojego dziecka, chociaz doskonale wie, że nie jestem
        lekarzem. Mam do niego zaufanie, bo wiem, że niczego nie zlekceważy ani nie
        obrazi się nawet jeśli będę kwestionować sposób leczenia (zdarza się). I nie
        traci cierpliwości przy pytaniach, które dla niego mogą być głupie, dzięki temu
        więcej wiem, bo nie obawiam się takich pytań zadawać. Niestety takich lekarzy
        nie jest wielu.
        Mnie cały czas zadziwia lekceważący stosunek polskich lekarzy do pacjentów.
        Dlatego jestem taka poruszona pozytywnym przykładem autora wątku, który uznaje,
        że edukacja pacjentek może być korzystna dla obu stron, czyli zakładam, że nie
        będzie pytał ich z przekąsem "czy pani jest lekarzem?"
        Na szacunek i zaufanie pacjentów lekarze muszą sobie zapracować, a mają wiele do
        nadrobienia. Nie bez powodu największym problemem lekarzy/pielegniarek/położnych
        wyjeżdżających z Polski do pracy za granicę jest trudnośc w przystosowaniu się
        do tamtejszych standardów postępowania wobec pacjentów.
        • mama_kotula Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 19.04.06, 11:14
          Earl.grey, wytłumacz mi w takim razie, bo ja tego nie rozumiem: dlaczego ufa
          się lekarzowi wypowiadającemu się w telewizji, a nie ufa się lekarzowi w jego
          gabinecie? Czym się różni lekarz opakowany w telewizor od lekarza w przychodni?
          I jeszcze jedno, piszesz: "Mnie cały czas zadziwia lekceważący stosunek
          polskich lekarzy do pacjentów".
          Wiesz co mnie zadziwia?
          Że o lekarzach na forum możesz napisać wszystko, co chcesz, że to konowały, że
          niedouczone itd. Gdy lekarz jest niemiły dla pacjenta, czeka go lincz, podaje
          się nazwiska itp., gdy pacjent jest niemiły dla lekarza, chwali się o tym z
          dumą na forum i spotyka się z przyklaskiem tłumu. Czyli co, chamstwo dla
          wybranych?
          I nadal twierdzę, że tak będziemy traktowani, jak traktujemy innych.
          Jeśli pacjent rozmawia z lekarzem z pozycji "wiem lepiej", to nie dziwię się,
          że lekarz go ignoruje. Po co w takim razie w ogóle poszedł do lekarza?
          Trochę pokory dla wiedzy nigdy nie zawadzi.
          Mogę wiele napisać o lekarzach, bo obracam się w tym środowisku i spotkałam
          różne przypadki, zarówno pozytywne, jak i negatywne. Wiadomą sprawą jest, że
          pacjent chce być poinformowany, to logiczne, warto poznać "wroga" czyli - w tym
          przypadku - chorobę czy swój stan fizjologiczny (ciąża); poza tym pacjent
          poinformowany lepiej współpracuje, bo wie, co się z nim dzieje. Chciałam tylko
          zwrócić uwagę na jeden aspekt - nie starajmy się być mądrzejszymi od lekarza
          (zresztą to się tyczy jakigokolwiek fachowca), a z tego co widzę, to każdy
          Polak to niemallekarz i niemalprawnik, nieprawdaż?
          Zadawanie pytań - ok. Niech to jednak będą mądre pytania, uzasadnione, mające
          coś na celu. Natomiast np. pytanie o wartość wyniku dla samej znajomości tej
          wartości jest dla mnie zbędne, ponieważ i tak sama wartość nic nam nie daje.
          • earl.grey Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 20.04.06, 11:14
            mówię o sytuacji, kiedy od tego lekarza w telewizji (książce, na odczycie w
            stowarzyszeniu) usłyszy się coś innego (nowego, albo z innej, nieznanej dotąd
            perspektywy). Najczęściej spotykaną reakcją lekarza w gabinecie jest wtedy...
            obraza - "pani podważa moje kompetencje". Tymczasem zupełnie zrozumiałe powinno
            byc to, że pacjent szuka informacji dotyczących własnego zdrowia. I taką właśnie
            "jaskółkę" widzę w wypowiedzi autora wątku. Niestety, większość znanych mi
            lekarzy nie lubi douczających się pacjentów.
            Lekarz jest osobą, która żyje z pacjentów. Środowisko co prawda broni się przed
            "urynkowieniem", ale mimo wszystko nawet do ochrony zdrowia powoli wkraczają
            zasady rynkowe i myślenie lekarzy z pewnością prędzej czy później przestawi się
            na "pacjent jako klient". Dlatego jeśli lekarz obrazi mnie, zachowa się po
            chamsku, poinformuję o tym jego perspektywicznych pacjentów, aby ich przed tym
            ustrzec. Lekarzy, których cenię, chętnie polecam. Po prostu. gdyby ktoś sprzedał
            mi zgniłą pietruszkę, też powiedziałabym sąsiadkom, żeby nie kupowały u tej
            osoby. Normalne prawo rynku. To nie znaczy, że popieram kogoś, kto takiego
            sprzedawcę zmiesza z błotem. No ale to ryzyko zawodowe, jeśli pracujesz z
            ludźmi. Też pracuję z ludźmi, i to nie cierpiącymi, tylko przestępcami. Kontakt
            z nimi to naprawdę nie zawsze Wersal. Jednak nie przyszłoby mi do głowy ich
            obrażać. Żyję z nich. Mój zawód jest w pełni rynkowy. Mówisz, że w Polsce co
            drugi to niemalprawnik. Owszem, mnie też się tacy zdarzają. I bywa, że
            rzeczywiście podpowiadają coś rozsądnego. Facet, który ma za sobą kilkanaście
            wyroków, potrafi coś mądrego powiedzieć o wyroku łącznym, chociaż nie skończył
            podstawówki.
            jeśli chodzi o pytania, to jako "nielekarze" chyba mamy czasem prawo do głupich?
            Podpisuję się pod wypowiedzią Chipsi powyżej - skoro z malarzem omawiasz wystrój
            mieszkania, dlaczego miałoby ci mniej zależeć na własnym zdrowiu i życiu?
          • fetalmovementsnegative Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 08.09.06, 15:37
            mama_kotula napisała:

            > Earl.grey, wytłumacz mi w takim razie, bo ja tego nie rozumiem: dlaczego ufa
            > się lekarzowi wypowiadającemu się w telewizji, a nie ufa się lekarzowi w jego
            > gabinecie? Czym się różni lekarz opakowany w telewizor od lekarza w >przychodni?

            Ja Ci wytłumaczę. Społeczeństwo chciało rozwoju telewizji i radia; całe
            społeczeństwo (lekarze też). Niesie to za sobą rozwój, jest to nośnik który
            rozpowszechnia informacje w ogóle. Niesie to za sobą również wiele zasadzek w
            które wpadamy. Działania marketingowców, reklama.
            Tym właśnie różni się lekarz opakowany w telewizor od lekarza nie opakowanego.
            Nie wszyscy lekarze pojawią się w TV, a jak któryś już tam się pojawi to: 'musi
            być świetny, bo inaczej jak by się tam dostał?' Takie przekonania chce kreować
            media marketing, i udaje im się.


            > Jeśli pacjent rozmawia z lekarzem z pozycji "wiem lepiej", to nie dziwię się,
            > że lekarz go ignoruje. Po co w takim razie w ogóle poszedł do lekarza?

            Ignorowanie pacjenta to w ogóle jest błąd w sztuce. O ignorowaniu pacjenta
            lekarz powinien zapomnieć. Takie zachowanie nie powinno być lekarzowi znane.
            Po pierwsze może on przeoczyć poważne objawy np. choroby psychicznej, po drugie
            stąd się biorą negatywne opinie o lekarzach, jako wszystkowiedzących i
            nieomylnych. To jak Olbrychski w Zachęcie szabelką mierzył w fotografie filmowe
            ze swoim wizerunkiem w mundurze SS krzycząc 'JAM KMICIC!!!". Tak i lekarz miesza
            rolę lekarza ze swoją prywatną osobą (Jam SZANOWANY Lekarz i 'obrażę się').
            To 'szanowany' to jest takie niekwestionowalne, nie muszą przecież Zasłużyć na
            szacunek, oni po prostu Z NADANIA BOSKIEGO go mają.

            Do lekarza pacjent poszedł, bo Musiał, a lekarz nie może odmówić porady, czy
            leczenia. Nawet jeśli 'wiedział lepiej' to bez 'przedłużenia długopisu do
            wypisania recepty' ani rusz. To jeden z powodów dla którego idzie się 'w ogóle'
            do lekarza.

            > zwrócić uwagę na jeden aspekt - nie starajmy się być mądrzejszymi od lekarza
            > (zresztą to się tyczy jakigokolwiek fachowca), a z tego co widzę, to każdy
            > Polak to niemallekarz i niemalprawnik, nieprawdaż?

            Nie widzę nic złego w byciu mądrzejszym od lekarza, tzn. faktycznie mieć więcej
            wiedzy merytorycznej na dany temat, interesować się czymś z zamiarem
            wykorzystania tej wiedzy, dzielić się tą wiedzą z lekarzem w celu poprawienia
            swojego zdrowia. Dyskutować z lekarzem na temat własnego przypadku, dzielić się
            ta wiedzą w konkretnym celu.
            Po to są prawa pacjenta, niestety niemal wyłącznie na papierze. 'Interesujcie
            się ciążą (własną), będziecie o niej więcej wiedzieć, ale to tylko tak dla
            siebie, bo ja, lekarz i tak wiem lepiej, przecież jestem Lekarzem, więc wszystko
            to już wiem, nie traćmy mojego cennego czasu na odpowiedzi na pytania nieistotne'.

            Polak niemallekarz, bo nikt Polakowi nie udziela informacji i nie bierze jego
            zdania pod uwagę, więc jeśli chce cokolwiek wiedzieć musi byść 'niemallekarzem';
            Polak niemalprawnik, to taki, który nie chce marnować pieniędzy na darmo i
            trzyma rękę na kodeksach i precedensach; Polak niemalinżynier policzy ile cegieł
            pójdzie na ściany jego domu, bo nie chce płacić za nie 3 razy (majstrowi tyle'
            wyszło').
            Przychodzi pytanie: czemu Polak to nie jest ten RZETELNY? Tylko nimalrzetelny?

            Samo prawo wykonywania zawodu lekarza to nie wszystko.

            > Zadawanie pytań - ok. Niech to jednak będą mądre pytania, uzasadnione, mające
            > coś na celu. Natomiast np. pytanie o wartość wyniku dla samej znajomości tej
            > wartości jest dla mnie zbędne, ponieważ i tak sama wartość nic nam nie daje.

            Nie wiem jak możesz ocenić czy wiedza pacjenta na temat ilości np. mocznika we
            krwi jest tylko wiedzą dla wiedzy, czy idzie za tym coś głębszego. Poza tym, to
            co myślisz nie ma tu żadnego (w tej kwestii) znaczenia.
            Każdy kto poddaje się badaniu krwi, moczu, patologicznemu wycinka po biopsji,czy
            innego, ma prawo do wiedzy na temat konkretnych liczbowych wyników, a z wiedzą
            tą zrobi co zechce. I to jest norma. To jest prawo pacjenta.

            Normą niestety jest 'obraza majeststu' lekarza, i z tego powodu robi on coś,
            albo nie robi z tym zdrowiem pacjenta. Szczytem głupoty i narcyzmu jest
            odpowiedziec pacjentowi "To po co Pan/Pani w ogóle do mnie przyszedł/przyszła,
            skoro wie lepiej ode mnie?". MNIE!!!
          • 1mmmm1 Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 13.10.06, 22:08
            mama_kotula napisała:
            > Natomiast np. pytanie o wartość wyniku dla samej znajomości tej
            > wartości jest dla mnie zbędne, ponieważ i tak sama wartość nic nam nie daje.

            Jak to zbędne. Chodzi o to, żeby taki wynik przedstawić później na forum i
            zapytać wirtualne koleżanki, czy lekarz dobrze zinterpretował ten wynik. Bo
            jeśli okaże się, że zinterpretował źle, to trzeba uderzyć do innego.
        • samwieszkimjestem Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 25.04.06, 00:38
          Zgadzam się w 100%.
      • fetalmovementsnegative Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 08.09.06, 14:41
        mama_kotula napisała:
        > Konieczna poza tym jest zmiana sposobu myślenia, pozwólcie, że zacytuję
        > fragment z Gazety Lekarskiej, autorstwa pani K.Knypi:
        > "Polski pacjent jest osobliwością w skali całego starego kontynentu (...)
        > Mieszkańcy innych krajów Europy prostolinijnie i staromodnie (...)

        Ciekawe czy pani K.Knypi mieszkała kiedykolwiek w krajach Europy i była pacjentką.
        Z tonu jej górnolotnej wypowiedzi mniemam, że nie. Więc wierzy w baśnie i na ich
        podstawie wydaje baśniwe opinie księżniczki, oczekując, że ktoś to weźmie pod
        uwagę (bo pojawiło się w Lekarskiej Gazecie i zostało napisane przez panią doktor).

        Problem niektórych lekarzy, nie tylo w Polsce polega na tym, że ze swoich
        Zawodowych Wyżyn nie dostrzegają nizin (pacjenci). Niestety i miszkałam i
        mieszkam w krajach Europy (tudzież Starego Kontynentu), i niestety mam w
        rodzinie (Polska i dla odmiany Nowy Kontynent) lekarzy, profesorów, doktorów z
        tytułem doktorskim, i internistów. Niestety każdy mimo niekłamanej wiedzy, buja
        w obłokach - z nizinami mają 'niestety kontakt'podczas wykonywania zawodu.
        Chociaż Pan doktor po przeniesieniu się na Nowy Kontynent, skupia się mocniej na
        'pracy naukowej', mniej kontaktując się z nizinami (co nizinom na dobre
        wychodzi, odejmuje się u nich stres).
        Jak to Pan doktor z Nowego Kontynentu uważa: 'Medycyna to Biznes'. Przede
        wszystkim (?)
    • maga202 Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 19.04.06, 09:40
      Dla mnie z tego artykułu wyłania się przesłanie, że trzeba bezgranicznie ufać lekarzom, a jak powszechnie wiadomo nie zawsze można im zaufać. To są tylko ludzie, którym zdarza się popełniać błędy. A ich błedy niestety mogą zostać okupione czyimś życiem. Ja rodziłam 11 dni po terminie (nie wspomnę o swoim samopoczuciu fizycznym, które było tragiczne) wody były zielone, łożysko niewydolne, dziecko owinięte dwa razy pępowiną, do tego miałam twardnienia macicy, które także mogą doprowadzić do niedotlenienia (tego dowiedziałam się od lekarza). Doszło do takiego niedotlenienia mózgu że mój synek zmarł w 20 miesiącu życia na postępujący zanik mózgu spowodowany tym niedotlenieniem. Ja nigdy nie zaufam lekarzom teraz mam mieć cc i jestem w miare spokojna, mam nadzieję że niczego nie zchrzanią. Więcej nie mogę zrobić dla zdrowia mojego dziecka.
      Moja zasada brzmi że nikomu do końca nie mozna ufać atym bardziej jeżeli chodzi o zycie.
      Więc niech lekarze (w wielu przypadkach konowały) przestaną pisać głupkowate artykuły.
      • mama_kotula Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 19.04.06, 09:46
        maga202 napisała:

        > Więc niech lekarze (w wielu przypadkach konowały) przestaną pisać głupkowate
        artykuły.

        I niech niektóre osoby nauczą się czytać ze zrozumieniem, a nie przez pryzmat
        negatywnych (choć uzasadnionych) emocji...
        Ale zapomniałam, że mam nie brać udziału w takich dyskusjach, bo tylko sobie
        nerwy psuję...
        Jak nie ufasz lekarzom - proszę bardzo. Zawsze pozostaje pani Goździkowa i na
        trzy zdrowaśki do pieca.
        • melka_x Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 19.04.06, 10:09
          > Jak nie ufasz lekarzom - proszę bardzo. Zawsze pozostaje pani Goździkowa i na
          > trzy zdrowaśki do pieca.

          Wiesz mamo_kotula, ale akurat w tym przypadku ten brak zaufania jest
          uzasadniony. Nie żyjemy w idealnym świecie i czasem lekarze się mylą. I dlatego
          czasem warto coś wiedzieć.
          I naprawdę nie musiałaś być tak agresywna. W Twoim przypadku - w
          przeciwieństwie do Magi - nic nie uzasadnia takich emocji.
        • ela124 Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 23.04.06, 23:56
          Mamo_kotula!
          Masz swoje forum Matek Wyrodnych, którego jesteś założycielką, gdzie
          przytaczasz wypowiedzi dziewczyn i wyśmiewasz je, masz jeszcze czas na to
          forum, to podziwiam za zorganizowanie czasu. Więc nie psuj sobie więcej nerwów
          tylko odciąż swoją Mamę i zajmij się swoimi dziećmi. I zastanów się co piszesz
          bo podważasz nadrzędne prawo człowieka o stanowieniu samym o sobie, wiadomo w
          naszych czasach trudno zdać się tylko na łaskę lekarzy.
    • melka_x Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 19.04.06, 09:59
      To jest tylko jedna strona problemu. Nie negując tego, że rzeczywiście wiele
      porodów jest bezzasadnie wywoływanych, to druga jest taka, że wielu lekarzy
      leci automatem i rutyną, że wielu lekceważy - nie zawsze wyssane z palca -
      obawy pacjentki. Ja niestety z racji DLACZEGO znam kilka przypadków gdy
      przenoszenie ciąży zakończyło się wewnątrzmacicznym zgonem (a sekcja nie
      wykazała żadnych wad płodu). Poza tym jeśli ktoś jest lekarzem to powinien
      wiedzieć, że zamknięta, długa szyjka, słabe skurcze, nie gotowa macica nie
      zawsze oznaczają, że dziecko ma jeszcze czas. Natura nie jest nieomylna.
      • cathy1976 Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 19.04.06, 10:57
        Mysle, ze dsykusja troche zboczyla z torow. Lekarz piszacy artykul zwrocil
        uwage, an fakt, ze mamy niedoinformowane spoleczenstwo. I to jest prawda
        niestety… Kilka razy bardzo mnie zaskoczyly odpowiedzi na forum typu 'po co
        pytasz o przebieg porodu- tylko się wytraszysz'. 'po co Ci link to filmu?'.
        Uwazam, ze każdy powinien WIEDZIEC. Dla swojego wlasnego dobra. Chocby po to,
        ze by mieć kontrole nad procesem. Lekarz tez czlowiek, może się pomylic
        (zreszta to jest prawda, ze zdarzaja się również lekarze dramatyczni ignoranci)
        i w tym wypadku kobieta, która WIE, może się upomniec, albo zapytac, albo
        zwrocic uwage.
        A już szczególnie chybione, jest biegunowanie 'albo się ufa lekarzom w 100%
        albo na 3 zdrowaski do pieca'. Mama Koltula ladnie zaczela, ze prawda jest po
        srodku, a potem napisala esej, który ten 'srodek' ominal. Po to pacjentki maja
        wiedziec, żeby nie musiec polegac w 100% na lekarzach, którzy z roznych
        przyczyn (zaleznych i niezaleznych) mogą się pomylic.
        • atruviell Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 19.04.06, 11:37
          Uśmiałam się czytając ten artykuł. Autor jak sam przyznał jest młodym lekarzem,
          z czteroletnim stażem, więc wiele musi się jeszcze nauczyc, by mógł prawić
          morały na temat katastrofalnego poziomu edukacji rodzących kobiet. Ja całą ciąże
          korzystałam z różnych źródeł wiedzy, od internetu, przez prasę do publikacji
          książkowych. Mój ginekolog był świetnym, troskliwym i zapobiegliwym lekarzem,
          ale czasami miałam wrażenie, że moje pytania w różnych kwiestiach budzących mój
          niepokój, są nie na miejscu. Otrzymywałam odpowiedzi, najczęściej rzetelne i
          konkretne, ale zdarzały się odpowiedzi wymijające, czy bagatelizujące mój
          niepokój. Bardzo chciałam uczestniczyć w zajęciach szkoły rodzenia - teraz z
          perspektywy czasu rozumiem, jak bardzo brakowało mi wiedzy, którą zwykle się tam
          uzyskuje. Niestety najbliższa szkoła rodzenia znajdowała się w mieście położonym
          100 km od mojego miasta - Zgorzelca. To nie jest wieś, lecz spore przygraniczne
          miasto powiatowe, mamy tutaj piękny szpital i fantastyczny oddział położniczy.
          Jest też dwóch czy trzech dobrych lekarzy. Niestety przy szpitalu nie ma szkoły
          rodzenia, nikt nie uznał za stosowne stworzyć takiej instytucji. Cierpią przez
          to pacjentki, bo przecież lekarz ginekolog w czasie 30 min. wizyty nie nauczy
          nas jak zachowywac się podczas porodu itp. Ja nawet nie potrafiłam przeć podczas
          fazy parcia, nie mówiąc już o jakimś tam oddychaniu. Nikt mnie nie poinformował,
          jak mam to robić, przez co nabawiłam się w czasie porodu wybroczeń na całej
          twarzy i klatce piersiowej. Przez trzy tygodnie wyglądałam jak potwór a dziecka
          i tak nie wyparłam - skończyło się c.c. W czasie całej tej hecy położna tylko
          stwierdziła, że mam przeć na "kupe". Przezabawne! Diabelnie! Dodam tylko, że mój
          poród był wywoływany, chociaż nie na moje życzenie (ale jak najbardziej za moją
          zgodą). Wody płodowe odeszły mi na kilkanaście godzin przed urodzeniem dziecka
          więc sądze, że decyzja była uzasadniona. Wszystko skończyło się dobrze, jednak
          odczuwam pewien niesmak, wstyd i ubolewanie nad własną niewiedzą i brakiem
          wyobraźni tych, którzy decydują o takich sprawach, jak istnienie szkół rodzenia
          w miastach. Być może brak takich instytucji można by było zrekompensowac jakimiś
          dobrze pomyslanymi zajęciami w szkołach ponadgimnazjalnych. Ale dla mnie to i
          tak za późno.
    • miuk Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 19.04.06, 13:00
      Moje dziecko urodziło sie 2 tygodnie po terminie przez cc. Tez się niepokoiłam
      i też chodziłam i pytałam kiedy i dlaczego jeszcze nie. Skurcze pojawiły sie po
      2 próbie wywoływania porodu i zanikły w jego trakcie. Proszę mi nie mówić, że
      dziecko/macica nie były jeszcze gotowe! Dziecko miało cechy przenoszenia
      (schodziła mu skóra). Okazało się, że było duże i miało dużą głowę - za dużą,
      aby mogła wstawić się w kanał. CC było w ostatniej chwili i dopiero po
      interwencji męża. Lekarz nie przyjął pieniędzy, bo "tak trzeba było". Tylko po
      jaką cholerę ci mądrzy panowie trzymali mnie 10 dni w szpitalu, skoro okazało
      się, że sama bym go i tak nie urodziła???
    • chipsi Dziwne podejście lekarzy do wiedzy. 19.04.06, 13:08
      Nie rozumiem lekarzy którzy maja obiekcje do pacjentów którzy sami lekarzami
      nie bedąc dużo czytaja na ten temat i mają jakąkolwiek wiedzę medyczną. Jak
      można powiedzieć "to po co pani lekarz jak pani taka mądra" ? Lekarz zawód jak
      każdy inny. Jeśli np. ktoś chce pomalować sobie pokój, woła malarza to też
      wyraża swoje opinie na temat np. koloru czy używanej farby. Wtedy nikt nie
      widzi w tym nic dziwnego. Dlaczego mamy się bardziej intetresować np
      wyposażeniem wnętrza mieszkania niż własnym zdrowiem?
      • samwieszkimjestem Re: Dziwne podejście lekarzy do wiedzy. 23.04.06, 23:26
        Świetne porównanie. I do tego trafne. Lekarz to tylko pomoc do zachowania
        zdrowia, a nie guru.
    • kkksssss Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 19.04.06, 19:58
      Tak ostra publiczna krytyka zawarta w artykule wydaje mi sie zupełnie niepotrzebna...Koncentrowanie się na tego typu epizodach wydaje mi się zupełnie nie na miejscu, gdyż większość kobiet jest bardzo świadoma zagrożeń związanych z ciążą i porodem oraz przejęta przyszłą rolą mamy smileRolą lekarza powinno być również łagodne wyjaśnianie wszelkich problemów...pokazywanie ,że kobieta powinna o siebie dbać i troszczyć się o swoje nienarodzone dziecko oraz przygotować sie do porodu.Empatia, troska, wsparcie-tego oczekuje każda z nas...krytyką tylko zniechęci Pan do siebie,...a "obrażone i niezadowolone" znajdą innego lekarza, takiego który za pieniądze nie bedzie krytykował, tylko zrobi co chcą...
    • wellanna Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 20.04.06, 12:08
      Ja do porodu poszłam z oświadczeniem, iż nie zgadzam sie na rutynowe (czyli bez
      wyraźnych wskazań) nacięcie krocza. Moje oświadczenie pisałam z pełną
      świadomością niekorzystnych skutków rutynowego nacięcia, o których czytałam
      często i gęsto w specjalistycznej medycznej bazie danych Medline.
      Podczas porodu lekarka i położne kilkukrotnie pytały mnie dlaczego nie chcę
      nacięcia? Więc im odpowiadałam, iż wyniki badań wskazuja, że ten zabieg ma
      skutki nieporządane i wcale nie jest potrzebny taśmowo każdej kobiecie.

      Poród odbył się bez nacięcia, nie było żadnych pęknięć ani innych uszkodzeń,
      którymi straszone są u nas kobiety. I pomimo tego, iż bezpośrednio po porodzie
      czułam się świetnie, jakbbym wcale nie rodziła, lekarka na obchodach traktowała
      mnie jak obiekt muzealny i za każdym razem powtarzała: następnym razem proszę
      tak nie czytać tego Medlina!
      Najwidoczniej nie wszyscy lekarze chcą wyedukowanych pacjentek. Nie daj Boże a
      jeszcze okazałoby się, iż sam wszystko wiedzący lekarz czegos nie wie!
      • samwieszkimjestem Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 25.04.06, 00:32
        Gratuluję silnej woli! Chyba się bardzo opłacało, prawda? smile

        Czasem lekarze doprowadzają mnie do rozpaczy. przycież mieli dowód, żywy dowód,
        przed sobą (znaczy Ciebie). I co, uznali, że nastąpił cud, czy zignorowali
        fakt "wyjścia w całości" z porodu? A może mieli za złe, że główka wychodziła
        kilkanaście (a nie daj bóg kilkadziesiąt) minut dłużej, niż gdyby Cię
        ponacinano i oni musieli biedactwa czekać?

        Bardzo serdecznie gratuluję przeprowadzenia swojej woli - zwłaszcza, że efekty
        wspaniałe. Mam nadzieję, że mi kiedyś też wszystko pójdzie sprawnie i skończę w
        całosci. Pozdrawiam.
    • samwieszkimjestem ludzie nie chcą się edukować -sama się przekonałam 23.04.06, 23:24
      Kiedyś ostro wypowiadałam się na forum "cesarka na życzenie" i pisałam, że
      przede wszystkim kobiety powinny wiedzieć co i kiedy i dlaczego się dzieje
      podczas porodu. Pisałam, że moim zdaniem obowiązkiem przyszłej matki jest
      dowiedzieć się wszystkiego, co się da (z wiarygodnych źródeł, nie z kolorowych
      pisemek), przygotować się merytorycznie i fizycznie.

      Myślicie, że mnie poparto? Argumenty typu "wiedza nie uchroni mnie przed
      komplikacjami" lub wręcz "jak się kobieta naczyta, to potem myśli, że jest
      mądrzejsza od lekarza" - były najczęstsze.

      A już o mało mnie nie zlinczowano, kiedy się forumowiczki dowiedziały, że nie
      jestem w ciąży. Bo jak mam prawo się wypowiadać, skoro NIE JESTEM W CIĄŻY?! O
      posiadaniu dzieci nie wspomnę. Znaczy, że panie te uważały dość powszechnie, że
      niezdrowo jest interesować się ciążą, porodem i połogiem, zanim potomek nie
      będzie w drodze. Czy ktoś z Was to pojmuje? Ja do dzić nie mogę.

      To tak jakby nie czytać instrukcji obsługi miksera póki nie wrzuci się
      wszystkich składników do naczynia.

      Inna sprawa, że państwo powinno dbać o edukację kobiet, i to o edukację dobrej
      jakości. Nie każda kobnieta wpadnie na to, żeby się czegoś dowiedzieć, zanim
      koleżanki naopowiadają jej o swoich strasznych przeżyciach. A gdyby lekarz przy
      stwierdzeniu ciąży wysyłał pacjentkę na cykl pogadanek i wykładów - wszystkim,
      rodzącym, dzieciom oraz położnym i lekarzom, wyszłoby to na dobre.
    • kotik_25 Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 09.06.06, 14:09
      a to ciekawe panie doktorze. wiec prosze sobie wyobrazic, ze mialam zrobiony test oksytocynowy we
      wtorek o 11; nie udalo sie wywolac zadnych skurczy, wiec pani doktor powiedziala, ze w takim razie
      wypisza mnie nazajutrz do domu, bo jestem niegotowa do porodu i zebym wrocila tydzien po terminie.
      i co? w srode o 5 rano urodzila sie moja coreczka. po szybkiej, bo godzinnej akcji porodowej, co
      rzekomo tez jest niespotykane u pierwiastek. idealnie w dniu wyznaczonego terminu, bez zadnych
      zastrzykow. wiec moze mniej zadufania w swoja wiedze i statystyki, a wiecej zrozumienia i wsluchania
      w przypadekkonkretnej pacjetki. zaznaczam, ze nie jestem przesadna, mam 26 lat, wyzsze
      wyksztalcenie, a rodzilam w 2005 r w ask na dyrekcyjnej we wroclawiu.
    • fetalmovementsnegative Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 08.09.06, 14:17
      Przepraszam, ale kto jest współodpowiedzialny za przypadki rażącej niewiedzy
      wśród rodzących?
      Toż kobieta w ciąży nie jeden raz odwiedza lekarza, nie tylko położnika.
      Nie jest kierowana na badania krwi, USG, test PAPP-A, czy test potrójny?
      Kto prowadzi ciężarną przez całą ciążę aż do rozwiązania?

      Zgodzę się, że nie wszystkie kobiety interesują się zagadnieniami 'ciążowymi' i
      oczekują sprwnego porodu itd. Mimo wszystko większość kobiet dąży do zdobycia
      tej wiedzy. Nie zaprzeczę, że zdarzą się przypadki, gdzie rodząca niewiele wie i
      wpada w panikę.
      Lekarze, raczcie pamiętać o tym, że każdy poród to stres przede wszystkim!!!

      Pana dziwi, że spotyka Pan połączenie niewiedzy rodzącej z groźbami procesu
      itp., i że w takim wypadku lekarze poddają się presji.

      To jak to jest, na ŻąDANIE robicie to 'każe' rodząca????

      Jeśli tak, to coś tu nie gra:
      - nie podchodząc do każdego przypadku porodu poważnie, boicie się przyszłych
      konsekwencji i poddajecie się presji gróźb (a nóż rodząca będzie rzeczywiście
      miała pretekst, a nóż coś przeoczyłem nie analizując jej przypadku wystarczająco
      dokładnie).

      Skoro lekarz panuje nad sytuacją i wie czego i z jakim prawdopodobieństwem się
      po danym porodzie spodziewać - jak może dać się zastraszyć?

      Prosze pamiętać, że każda osoba, Również Będąca Pacjentką, MA prawo żądać
      dochodzenia wyjaśnienia swojej sprawy na drodze sądowej. Niezależnie czy to jest
      poród, czy źle złożone złamanie kończyny, czy zaszycie narzędzia podczas zabiegu
      chirurgicznego w ciele.

      Proszę nie zrzucać odpowiedzialności za edukację na szkoły itd. Owszem szkoły
      także powinny włączyć się w akcję edukacyjną. Ale Pan wybaczy, poród (jakkolwiek
      istotne wydarzenie w życiu kobiety) zdarza się średnio raz w życiu, a podczas 9
      miesięcy w których ciężarna spotyka się ze swoim prowadzącym można naprawdę
      wiele zdziałać. Tylko trzeba chcieć - w ten sposób ułatwia Pan sobie pracę!!! I
      zmniejsza istotnie ryzyko paniki u rodzącej.

      Z czym się zgodzę - Pan pisze, że wielki wpływ na świadomość ciężarnych ma
      telewizja, prasa, internet z ich negatywizmem, przekłamaniami, panikarstwem,
      robieniem 'wielkiej afery'. Zgadzam się z Panem. Jednak jeśli ciężarna ma dobry
      kontakt z prowadzącym i jest na bieżąco informowana, niech Pan zgadnie komu ona
      zaufa? Traktując każdy przypadek indywidualnie, zaoszczędzi Pan sobie wielu
      problemów.

      Ludzie, rodzące oczekują od was, że zapanujecie nad sytuacją, podczas gdy one są
      w stresie i często w panice! Nie możecie tak ich ignorować! One oczekują
      p-o-m-o-c-y, a nie waszej paniki ani unoszenia się 'honorem', gdzie groźba
      wszczęcia przeciwko wam procesu przesłania wam cały świat, z kobietą na łóżku
      porodowym na czele.

      Ja rozumiem że lekarz też człowiek - ale lekarz to zawód szczególny i jeśli ktoś
      nie jest sobie poradzić ze stresem w pracy (toż tu chodzi o ludzkie życie), to
      może powinien się przekwalifikować.

      Proszę postarać się zrozumieć, a rodząca zrozumie Pana jako lekarza. Rozchwiany
      emocjonalnie lekarz to nie lekarz, tylko 'słoń w składzie porcelany'.

      • fetalmovementsnegative Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 08.09.06, 14:25
        Aha, tylko że Pan doktor niestety ogranicza się jedynie do 'napisania swojej
        opinii'; bez dysklusji.
    • 111a20 Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 13.10.06, 20:06
      zgadzam sie.kobiety tylko wymagaja a nic od siebie .nic.zero wiedzy o ciazy nie
      mowiac o higienie.zenada.maski wloz.te 9 miesiecy maja wlasnie na przygotowanie
      sie a co robia-sluchaja plotek od kolezanek ,laza po sklepach i doklejaja
      sztuczne paznokcie.a gdy przychodza do porodu to grupy krwi zapominaja ale
      papieroski sa w torbie.czasy depilacji jak najbardziej drogie panie!!!zal do
      poloznej i lekarza ze maja skurcze i teksty typu niech pani wyjmie mi to dziecko
      -zachowania jak w afryce.co dajecie od siebie nic odpowiadam tylko krytykowac
      potraficie wiec PROPONUJE ZACZAC OD SIEBIE I PRZYCHODZIC PRZYGOTIWANA DO
      PORODU!!! kazdy kij ma dwa konce.polozne tez rodza tak samo jak wy.
      • karolinka1116 wcale nie do konca tak... 14.03.07, 17:47
        i nie zgadzam sie!
        gdybym nie nacyztala sie tych wszystkich rzeczy o porodach, nie ptala na forach
        i nie byla dociwekliwa w stosunku do swojego lakarza-dalabym sobie bezmyslnie
        pokroic krocze, naduszac na brzuch, nie wiedzialabym co mi podaja
        lakarze to rutynarze, przemarzalscy i zadufani w sobie
        nie wszyscy,ale przewazaajca wikszosc
        i tylko glupia zdaje sie calkowicie na ich wyczucie, wielowielowieloetnie
        studia, jeszcze bardziej wielolertnia prkatyke i szacowne doswiadczenie
    • hot_pepperoni Re: Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 18.07.07, 20:43
      Zgadzam się ze trzeba wiedzieć.

      O tym ze będę miała cesarkę wiedziałam od początku ciąży (wada w budowie układu
      rodnego) i idąc na zabieg wiedziałam o niej wszystko co tylko osoba bez
      medycznego wykształcenia może znaleźć w literaturze i internecie. Przede
      wszystkim chciałam wiedzieć jak wygląda cesarka krok po kroku i na sali nic mnie
      nie zaskoczyło, może tylko to że spodziewałam się bólu w czasie ukłucia w
      kręgosłup a nic nie poczułam bo miałam znieczuloną skórę w tym miejscu. Poza tym
      jeszcze nie wiedziałam jak przyjemne jest to ciepło które zalewa pacjentkę od
      pasa aż po końce palców u nóg.

      Teraz znowu jestem w ciąży i tym razem postanowiłam zdobyć się na odwagę i
      poprosić o przygaszenie świateł na moment wyciągania maleństwa z brzucha.
      Czytałam, ze tak możnasmile

      Acha i poproszę o leki przeciwbólowe jak tylko zacznę odzyskiwać czucie w
      palcach u nóg po cesarce, bo ostatnio wzięłam za późno i bardzo się nacierpiałam
      zanim lek zadziałał.
    • ru1da Najważniejsza edukacja! - list od lekarza 29.04.08, 11:36
      Proszę się nie dziwić, że kobiety po wyznaczonym terminie porodu stają się
      nerwowe. Oczywiście chyba każdy lekarz prowadzący ciążę informuje, że wyznaczony
      termin jest orientacyjny, jednak każda z nas wie również o tym, że czasami
      zdarza się, iż zbyt długie oczekiwanie szkodzi dziecku (starzejące się łożysko,
      zanieczyszczone wody płodowe). To, że przypadki takie nie są normą, nie
      zmniejsza wcale zdenerwowania, bo każda z nas chce urodzić zdrowe dziecko i nie
      mogąc ciągle kontrolować stanu jego zdrowia i poprawności przebiegu ciąży
      mimowolnie się martwimy.
      Z drugiej strony lekarze opiekujący się kobietami, które nie urodziły w
      terminie, nie zawsze przejawiają chęć uspokojenia pacjentek, a o wykonanie np
      usg z badaniem poprawności przepływów często trzeba się wręcz samemu domagać. Do
      tego wszystkiego dochodzi zmęczenie (zarówno ciążą, jak i godzinami spędzanymi w
      szpitalu w oczekiwaniu na ktg czy jego ocenę) oraz niepewność, czy kiedy już
      upragniony poród się zacznie, znajdzie się dla nas miejsce w szpitalu czy w
      razie konieczności - na oddziale patologii ciąży. W ostatni poniedziałek były z
      tym w Warszawie nie lada problemy.
      My również prosimy o wyrozumiałość ze strony lekarzy i pokazanie ludzkiej twarzy.
Pełna wersja