Wolę rodzić w brudowniku na Żelaznej - list poł...

20.04.06, 20:47
Po takim liście to sobie nie wyobrażam dalszej pracy w opisanym szpitalu. A
skąd taki opór w środowisku do NOWEGO? Z jednej strony wieczne szkolenia,
badania jak najlepiej pomagać, a w praktyce wszystko po staremu. Ile lat
zmienia się tradycję przymusowego rodzenia na leżąco?
Wielkie dzięki za osobiste starania o poprawę.
    • agawa5 Re: Wolę rodzić w brudowniku na Żelaznej - list p 24.04.06, 08:36
      A ja po tym liście stwierdzam, ze dobrze zrobiłam płacac wybranej połoznej za
      opieke i lekarzowi prowadzącemu za przyjazd ekstra do porodu.
      Nie wierze w stwierdzenie ze personel chce jak najlepiej. Nie kazdy personel
      sie nami przejmuje a przy tak waznym wydazeniu jak narodziny dziecka lepiej nie
      ryzykowac bo mozna źle trafić. Lepiej znac osobe odbierajaca porod i jej sposób
      prowadzenia porodu, unika sie rozczarowan i przykrych doswiadczen niezgodnych z
      oczekiwaniami.
    • demarta naiwność to negatywna cecha..... 24.04.06, 08:58
      ale chyba często występująca w naszym społeczeństwie, czego panie powyżej są
      przykładem. ja osobiscie nie rozumiem jak można odrazu i bezkrytycznie dawać
      wiarę tego rodzaju artykułom, czy żadna z was nawet na moment nie zastanowi się
      kto i po co napisał coś takiego? czy wy wierzycie na 100% prasie, telewizji,
      radiu (nie daj boże radiu maryja)? czy nie macie ani krzty dystansu do
      otaczającego was świata, zdrowego rozsądku? same zastanówcie się co was
      skłoniłoby do napisania takiego listu, wy odbieracie to jako chęć służenia wam
      dobra radą, a moze to jedynie chęć odegrania się na współpracownikach...?
      dlaczego wy tak strasznie chcecie wierzyć w to, że na porodówkach nikt nie chce
      służyć wam pomocą, pomóc przyjść na świat waszym dzieciom, że ktoś się wami
      przejmuje, tylko jak ma obsłużyć 5 rodzących naraz to nie jest mu łatwo... a
      może to czyjaś kolejna noc w pracy i dlatego nie tryska energią....? nie
      twierdzę że wszyscy mają tylko intencje, ale czy to powód, żeby oskarżać zaraz
      cały szpital??? nie sądze. poza tym gdyby tak nagminnie zdarzały sie
      niedociągniecia w tym jednym szpitalu, to chyba już dawno ktoś próbowałby z tym
      zrobić. a gdyby chcieć wzorować się na waszej naiwnej wierze w każde słowo
      przez nie wiadomo kogo napisane, to do idac dalej waszym tropem myślenia do
      dentysty powinniśmy też chodzić z osobiście wynajętym protetykiem, ortodontą i
      bóg wie kim jeszcze...... paranoja.....
      • falka32 Re: naiwność to negatywna cecha..... 24.04.06, 09:27
        demarta, być może dlatego, ze autorka nie opisuje "niedociągnięć" w szpitalu
        tylko standardy i rutynę, która jest akceptowana w większości szpitali w
        WArszawie aniekiedy wręcz narzucana przez kierownictwo, pomimo, że jest
        szkodliwa dla pacjentek i powoduje wzrost komplikacji przy porodach. Mówięc to z
        doświadczenia mojego, moich koleżanek i listów innych kobiet wysłanych do Rodzić
        Po Ludzku w odpowiedzi na ten temat.
        • demarta Re: naiwność to negatywna cecha..... 24.04.06, 09:43
          wg mnie te negatywne opinie pochodzą od osób, które faktycznie przeżyły
          jakieś "nieprzepisowe" zachowanie personelu szpitalnego, ale to przecież nie
          jest 100% głosów na ten temat. czy nie sądzicie, ze jak ktoś jest traktowany w
          porządku, to nie wraca do tego i nie odpowiada na takie akcje? odpowiadają
          TYLKO te osoby, które czuja się dotknięte, ale to nie jest CAŁY ani
          WIĘKSZOSCIOWY odsetek pacjentek, w związku z czym tym bardziej nie warto
          zawierzać wszystkiemu bez cienia wątpliwości.
          • falka32 Re: naiwność to negatywna cecha..... 24.04.06, 10:14
            demarta, kładzenie pacjentki do porodu na wznak, czy rutynowe nacinanie krocza
            nie jest traktowane jako nieprawidłowość także przez większość pacjentek, które
            nawet nie wiedzą, że tak nie powinno być. O ironio, właśnie pozwolenie pacjentce
            na pozycję wertykalną przy porodzie bywa traktowane jako "nieprzepisowe" przez
            kierownictwo szpitala.
        • samwieszkimjestem Re: naiwność to negatywna cecha..... 25.04.06, 01:24
          Święte słowa. I odnoszą się nie tylko do porodówki, o nie. Byłam na ostrym
          dyżuże szpitala chirurgicznego na ul. Barskiej i naprawdę... TYlko za pierwszym
          razem, kiedy założono mi gips od biodra do kostki, było po ludzku. Lekarz co
          prawda sprawił mi okropny ból przy badaniu, ale za to był spokojny, życzliwy,
          wzystko wytłumaczył. Nie śpieszył się. Pewnie dlatego, że nikogo za mną już nie
          było (ok.21.00).

          Każda kolejna kontrola (3tyg. gipsu, 3tyg. zdejmowanego stabilizatora z
          pięcioma szynami, który sama kupiłam i sama zdecydowałam zmienić gips na niego)
          utwierdzała mnie w przekonaniu, że lakarzowi nawet nie chce się zajrzeć do
          mojej karty. Jeden powiedział, żebym przez 2tyg. od zdjęcia gipsu nie próbowała
          jeszcze zginać nogi, bo gips był zdjęty przedwcześnie. No to nie zginałam, bo
          to była kontuzja kolana. POdczas następnej kontroli inny lekarz próbował zgiąć
          mi je na siłę, stwierdził, że za mała ruchomość i trzeba robić artroskopię
          (kamera w kolano i czyszczenie stawu). Nie wyraziłam zgody. Dał skierowanie na
          konsultację. Do czasy konsultacji zaczęłam chodzić bez kul, kulejąc trochę -
          ale nosiłam opaskę na kolanku. Naświetlałam też codziennie kolano lampą Bionic,
          o której pan doktor nie słyszał (i to chirurg! skandal!). Dzięki temu nie tylko
          mam teraz sprawne kolano (i to w 100%, ćwiczyłam karate PO kontuzji), ale
          również poznikały mi z kolan wieloletnie blizny (dzięki lampie).

          A więc tą lampę polecam, a również polecam edukowanie się na własną rękę (z
          podręczników! - nie z gazet i netu) oraz dystans do słow zagonionych, źle
          opłacanych i mających nas dość lekarzy. Tym z powołania możemy wierzyć smile Mam
          szczęście znać również kilku takich.
      • alagodz Re: naiwność to negatywna cecha..... 25.04.06, 09:37
        Może jestem naiwna, nawet napewno. Mialam być polożną, ale zrezygnowalam, bo
        nie mam do tego zawodu predyspozycji. Znam polożne z powolaniem i z przypadku.
        Jeżeli ja 15 lat temu uczylam się, że lepiej jest nie rodzić leżąc plackiem
        będąc podpięta non stop do KTG itd itp, a jest to caly czas normą, mialam dwa
        porody z czego jeden w CZMP, który przecież powinien być wzorem dla innych, a
        zastosowano slynny chwyt skutkiem czego nie moglam siedzieć dobry rok, to
        uważam, że mam prawo popierać kogoś komu się takie praktyki nie podobają + chce
        je zmienić.
      • alagodz Re: naiwność to negatywna cecha..... 25.04.06, 09:58
        Dodam, że nie odnioslam wrażenia, że autorka "oskarża szpital" tylko, że chce
        URODZIĆ INACZEJ niż jest to praktykowane w tym szpitalu.
        poza tym gdyby tak nagminnie zdarzały sie
        > niedociągniecia w tym jednym szpitalu, to chyba już dawno ktoś próbowałby z
        tym
        >
        > zrobić
        TAk, KTOŚ COŚ PRÓBOWALBY - np kto?????????
        • demarta droga alagodz 27.04.06, 13:06
          poczytaj sobie posty poniżej...... wg mnie powinien to zrobić np szybownick, bo
          spotkało go coś nieprzyjemnego, logicznym dla mnie jest, ze zgłosi to dyrekcji
          szpitala lub instytucji, która tym szpitalem zawiaduje. ja sobie nie wyobrażam
          narzekać na coś w domu przed TV, jak mnie ktoś traktuje tak, że mi się to
          bardzo nie podoba, to nie pozwalam sobie na bycie bezczynną w tej kwestii, bo
          społeczeństwo tego za mnie nie zmieni. i zdaję sobie sobie zprawę, że jedna
          skarga nie zmieni całej sytuacji, dlatego wierzę w to, ze gdyby w tym
          konkretnym szpitalu zdarzało się to tak nagminnie to ludzie, których dotkneło
          takie doświadczenie jak szybownicka nie puściliby tego płazem, a 100 skarg na
          jedną instytucję ma już inne oddziaływanie jak jedna.....
    • szybownick Żelazna to też nie ideał 26.04.06, 17:57
      3 dni temu moja żona rodziła właśnie na Żelaznej. Szpital czysty, ładny, z
      uśmiechniętym personelem, tylko... no właśnie, to nie wszystko. Znam juz dużo
      opinii na temat szpitalnej tendencji do przyspieszania porodu kroplówkami z
      oksytocyną. To samo spotkało moją żonę. Gdy pojechałem do domu po jej rzeczy,
      zwiększono dawkę 4.5 raza, bez naszej zgody. Rezultat - bardzo silne, częste i
      bolesne skurcze, znieczulanie zewnątrzoponowe i oczywiście pół godziny leżenia
      na plecach, syndrom żyły głównej dolnej próżnej, opóźnione deceleracje tętna
      dziecka - a dalej juz nie było wyboru, operacja. A można było przynajmniej
      spróbować tego uniknąć, po co się było tak spieszyć?
      • agawa5 Re: Żelazna to też nie ideał 27.04.06, 08:52
        Co to jest syndrom żyły głównej dolnej próżnej?
        • szybownick Zespol zyly dolnej proznej 27.04.06, 11:57
          agawa5 napisała:

          > Co to jest syndrom żyły głównej dolnej próżnej?

          Niedozywienie (niedotlenienie) dziecka spowodowane uciskiem na zyle. A skad ten
          ucisk?
          Najgorsza mozliwa pozycja porodowa jest lezenie na plecach. Pewien ginekolog
          stwierdzil ze jeszcze gorsze mogloby byc tylko podwieszenie kobiety za nogi do
          zyrandola. Gdy kobieta lezy na plecach, plod razem ze wszystkim co powieksza
          mase brzucha (plyn owodniowy, powiekszona macica, lozysko, wiecej tkanki
          tluszczowej) uciska zyle i tetnice, ktorymi odplywa/doplywa krew. Moze to
          skutkowac niedozywieniem, a dziecko ktoremu nie jest dostarczana z krwia
          dostateczna ilosc pokarmu i tlenu moze wykazac wahania tetna odbiegajace od
          normy, zwlaszcza opoznione wzgledem skurczow. Jest to niebezpieczny dla niego
          stan. Tyle wiem o tym zespole, dokladniej moze moglby to wyjasnic jakis lekarz,
          albo mozna poszukac w jakims fachowym podreczniku.
          • demarta szybownick i autorka postu 27.04.06, 12:50
            jest mi przykro że twoja żona miała taki przebieg porodu, nie tak sobie to
            wyobrażaliście i nie tego chcieliście, ale...... no właśnie znowu to moje
            ale.... nie mogę na podstawie jednego przypadku uznać, ze to spotyka wszystkie,
            czy większość kobiet rodzących w szpitalu o którym mowa. tak naprawdę jeden,
            dwa, trzy przypadki "nie takiego traktowania" nie przemawiają do mnie, no nie
            przekonują mnie po prostu i uważam, że innym dziewczynom łatwiej przychodzi
            dawać wiarę we wszelkie negatywy na temat szpitali, personelu, postępowania
            itd. itp. oczywiście mają prawo wierzyć w co chcą i myśleć co chcą, to jest
            indywidualna sprawa każdego człowieka, tylko ja wiem dlaczego nie napalam sie
            tak szybko na krytykowanie i złe ocenianie lekarzy, położnych, szpitali.
            zdarzyło sie, że miałam okazję porozmawiać na temat konkretnych przypadków i z
            kobietami, które czuły sie nie tak potraktowane i z lekarzami, położnymi na ten
            sam temat. i zauważyłam, że kobiety po prostu ad hoc nastawione są krytycznie i
            stąd wynika ich negatywna ocena sytuacji, lekarze i położne mają konkretne
            argumenty zdrowotne na takie na nie inne postępowanie w każdym przypadku (i nie
            są one wyssane z palca)a negatywnie nastawiona kobieta po prostu nie przyjmuje
            ich do wiadomości, nie słucha, nie zgadza się z nimi, bo nakręcona negatywnie
            szybko odkręcić się nie da, a potem powiela to negatywne nastawienie w
            opowieściach i jej wszystkie koleżanki też automatem dają wiarę łatwiej w
            negatywne opowieści niż w te pozytywne, pozytywne nie są przecież aż tak
            interesujące i spektakularne........ a tak naprawdę w każdym sądzie każdy
            oprawca ma prawo do obrony, a wyrok wydaje się po wysłuchaniu obu stron. no ale
            cóż, kobiety w dzisiejszym świecie dają się nabrać tym wszystkim niestworzonym
            tragicznym opowieściom, a czy którąś stać na to, żeby zapytać zaufanego
            lekarza, co on myśli o tym przypadku? moze rozjaśnił by sytuację, może coś
            wytłumaczył..... no ale zaraz zakrzyczycie mnie wszyscy, bo przeciez kobiecie
            skrzywdzonej trzeba wierzyć, a lekarzowi wręcz nie wolno, bo to konował,
            nierób, mało zarabia i jest sfrustrowany, więc napewno wysssie coś mało
            sensownego z palca tylko na swoją obronę a w rzeczywistości dalej będzie chciał
            tylko przeszkodzić naszym dzieciom w jak najlepszym przyjściu na świat. to jest
            wasz punkt widzenia. ja mam inny i dobrze mi z tym.
            • miyoki Re: szybownick i autorka postu 27.04.06, 13:20
              Tylko, że mogą być szpitale w których takie przypadki się nie przytrafiają.
              Wiec może i tu pojedyncze ale są i takei miejsca gdzie tych pojedynczych nie ma
              np. jest taki szpital w trzebnicy o którym złej opini nie słyszałam, wszystkie
              rodzonce bardzo zadowolone, może nie trafiłam na złą opinie o tym szpitalu może
              nie udzielają sie na forum, ale szpital ma same pozytywne opinie. Wiec skoro w
              jakims sie przytrafiają takei praktyki to już swiadczy o jakiejs
              nieprawidłowości. Po co ryzykowac, że ty trafisz właśnie na ten presonel?
              • laminja Re: szybownick i autorka postu 27.04.06, 14:06
                nie ma szpitali idealnych. Zbyt istotny jest czynnik ludzki. Natomiast wiele
                nieporozumień wynika z niezrozumienia się obu stron (rodzących i personelu
                medycznego).
            • szybownick Re: szybownick i autorka postu 27.04.06, 14:13
              demarta napisała:

              > tak naprawdę jeden,
              > dwa, trzy przypadki "nie takiego traktowania" nie przemawiają do mnie, no nie
              > przekonują mnie po prostu i uważam, że innym dziewczynom łatwiej przychodzi
              > dawać wiarę we wszelkie negatywy na temat szpitali, personelu, postępowania
              > itd. itp.

              Przypomne tylko ze ja jako autor postu jestem mezczyzna i staram sie patrzec na
              szpitale obiektywnie. Nie szedlem tam z gory uprzedzony. Piszac ten post
              chcialem ostrzec i zwrocic uwage, ze o pewnych rzeczach warto pamietac zapisujac
              sie. Ze dla odpowiedzialnych rodzicow ktorzy chca sami o sobie stanowic nie jest
              prosta rzecza komunikacja z personelem nawet dla dwojga, a co dopiero dla
              kobiety rodzacej samotnie.

              > tylko ja wiem dlaczego nie napalam sie
              > tak szybko na krytykowanie i złe ocenianie lekarzy, położnych, szpitali.

              Nie jest moja intencja krytykowanie lekarzy czy podwazanie ich kwalifikacji.
              Wierze tez w to ze naprawde chca dla pacjentek jak najlepiej. Problem w tym ze
              czesto nie udaje sie komunikacja miedzy pacjentkami a lekarzami (obu plci).
              Dlatego bardzo potrzebny jest swiadomy ojciec dziecka przy porodzie - jako
              posrednik miedzy matka (ktora bardziej sie koncentruje na porodzie, wlasnym
              ciele niz na gadaniu do lekarzy) a personelem. Nam wydawalo sie ze do
              konfrontacji jestesmy wystarczajaco dobrze przygotowani. Okazalo sie ze mimo ze
              trafilismy na "najlepszy" szpital, pewnosc siebie i asertywnosc w wyrazaniu
              swoich przekonan jest potrzebna w szpitalu duzo wieksza niz moglem sie spodziewac.

              > zauważyłam, że kobiety po prostu ad hoc nastawione są krytycznie
              > stąd wynika ich negatywna ocena sytuacji, lekarze i położne mają konkretne
              > argumenty zdrowotne na takie na nie inne postępowanie w każdym przypadku (i
              > nie są one wyssane z palca)
              > a negatywnie nastawiona kobieta po prostu nie przyjmuje
              > ich do wiadomości, nie słucha, nie zgadza się z nimi, bo nakręcona negatywnie
              > szybko odkręcić się nie da

              Moze tak sie zdarza, ale nie w naszym przypadku. Na obrone naszej (raczej zony)
              prosby mielismy konkretne wytlumaczenia i argumenty i odnieslismy wrazenie ze to
              personel nie chce nas sluchac, bo z gory zaklada ze skoro jest wyuczony to wie
              lepiej. Nas nie interesowalo silne przyspieszanie porodu (chociaz wiedzielismy
              jakie sa lekarskie powody takiego postepowania i dlaczego), bo zdawalismy sobie
              sprawe z mozliwych i prawie pewnych skutkow ubocznych i ryzyka innego rodzaju,
              niz przy umiarkowanym przyspieszaniu. Byla kwestia wyboru czy ryzykowac tym czy
              tamtym. Nasz wybor byl swiadomy, jednak lekarze zrobili wg swojego wyboru, nie
              pozwalajac zonie zadecydowac a mi to wyrazic (krytyczne dla calej sprawy
              dzialanie nastapilo bez mojej wiedzy i bez zony zgody w chwili gdy pojechalem do
              domu po rzeczy)

              > pozytywne nie są przecież aż tak
              > interesujące i spektakularne........
              Ja zachecam zawsze do opowiadania o wszystkich pozytywnych porodach, sami
              mielismy nadzieje ze bedziemy mieli sie czym pochwalic. Moze nastepnym razem
              bedzie szansa, zwlaszcza jesli zona wybierze porod domowy.

              > a tak naprawdę w każdym sądzie każdy
              > oprawca ma prawo do obrony, a wyrok wydaje się po wysłuchaniu obu stron.

              Trudno tu zaprosic do dyskusji lekarzy, nie mialbym nic przeciwko. Zapewne oni w
              swoim gronie rozmawiaja o nas i nam sie obrywa, byc moze ze wtracamy w nie swoje
              sprawy a na rzeczy sie nie znamy, ze obecnosc meza przy porodzie utrudnia prace
              bo trzeba wiecej tlumaczyc itp.

              > kobiety w dzisiejszym świecie dają się nabrać tym wszystkim niestworzonym
              > tragicznym opowieściom, a czy którąś stać na to, żeby zapytać zaufanego
              > lekarza, co on myśli o tym przypadku?

              Tak wlasnie zrobilismy i opinia zaufanego lekarza byla zadziwiajaco zbiezna z
              moimi przypuszczeniami. Troche trudno mu bylo sie wypowiadac jako ze nie byl
              przy tym ale udostepnilem mu wszystkie zapisane dokladne dane i zapamietane
              objawy razem z czasami ich wystapienia.

              • demarta podziwiam pana szybownika 27.04.06, 14:37
                życzyłabym kobietom, żeby każdy mężczyzna potrafił zachować się tak jak ty przy
                okoliczności porodu Twojej żony.....
                jak widać niestety nie gwarantuje to obsługi o jakiej się marzy, ale oby
                zdarzało się to jak najrzadziej, wręcz w ogóle!!! może wnieś oficjalną
                reklamację usług szpitala, Twojej żonie to juz nie pomoże, ale może innej
                kobiecie w przyszłości.....?
                • szybownick Re: podziwiam pana szybownika 28.04.06, 18:43
                  Oj, chyba sie zarumienilem przeczytawszy ten tytul postu. Ja sam zawsze
                  podziwialem szybownikow i wszystkich pilotow w ogole, bo latanie i pilotowanie
                  to cos fantastycznego, wymagajacego szczegolnych predyspozycji (np. opanowania,
                  wszsytkich cech nie bede tu wymienial) i dlatego zamarzylem, by tez byc
                  prawdziwym pilotem. Tak jak ci panowie (rowniez i panie) - "skrzydlaci wladcy
                  swiata bez granic".

                  > życzyłabym kobietom, żeby każdy mężczyzna potrafił zachować się tak jak ty
                  przy okoliczności porodu Twojej żony.....

                  Nigdy nie bylem "taki jak inni", zawsze odstawalem, zwykle ku niezadowoleniu
                  nauczycieli, wychowawcow. Karcono mnie i przywolywano do porzadku, bym byl "taki
                  jak inni", zebym zachowywal sie tak jak inni. A co ja tu teraz czytam? Zeby
                  kazdy robil tak jak ja? Chyba powinienem sobie to wydrukowac i czytac codziennie
                  do poduszki, bo trudno mi uwierzyc. Z zachowania w szkole nigdy w zyciu nie
                  mialem "wzorowego" ani nawet "dobrego".
                  Wydaje mi sie nierealne, by kazdy ojciec zachowywal sie tak samo. Ja mialem duzo
                  szczescia, bo trafilem na wspanialych ludzi prowadzacych w Szkole Rodzenia i na
                  wspolpracujaca z nimi cudowna polozna. Przeczytalismy jej ksiazke o porodach
                  domowych, dowiedzielismy sie duzo prawd od prowadzacych. Pozyczalismy od nich
                  wiele interesujacych i dobrych ksiazek. Gdyby ktos byl zainteresowany ta szkola,
                  naprawde goraco polecam, podaje link:
                  www.szkoladlarodzicow.webpark.pl/
                  Zeby kazdy mezczyzna mial szanse swiadomie uczestniczyc w porodzie swojej zony,
                  musi wlozyc sporo czasu i energii w to by sie do tego przygotowac. Nie kazdego
                  moze na to stac, bo nie wszyscy maja ten czas albo mozliwosci. Faktu, ze mi sie
                  udalo dowiedziec wielu rzeczy i przygotowac (to i tak nie dalo spodziewanego
                  rezultatu) nie uwazam wiec za moja zasluge.

                  > może wnieś oficjalną
                  > reklamację usług szpitala, Twojej żonie to juz nie pomoże, ale może innej
                  > kobiecie w przyszłości.....?

                  Napisalem list ktory mam zamiar wyslac Dyrektorowi, Rzecznikowi praw pacjenta
                  szpitala, Fundacji "Rodzic po ludzku". Reklamacja by nic nie pomogla, nie da sie
                  w tym przypadku odniesc wadliwego wyrobu do naprawy lub wymiany i miec
                  reklamacje rozpatrzona w ciagu 14 dni. Nie bede tez nikogo pociagal do
                  odpowiedzialnosci, bo ludzie raczej chcieli dobrze, a i tak bym z nimi nie
                  wygral. Chcialbym tylko zeby sytuacja sie poprawila, zeby w szpitalach zaczeto
                  bardziej isc w strone naturalnosci, zeby zaprzestano przestarzalych praktyk,
                  zeby traktowano dobrze nie tylko matke ale i dziecko. Ktos by mogl spytac, czy
                  dzieci sa traktowane zle? Niech sobie kazdy sam na to pytanie odpowie, ale po
                  przeczytaniu ksiazki ktora bardzo polecam:
                  "Narodziny bez przemocy" autor Frederick Leboyer.
              • ajdu Re: szybownick i autorka postu 28.04.06, 15:30
                Witam Szybownikasmile

                Na początku gratulacje z powodu narodzin dziecka! Dla Ciebie i żonysmile
                Co do postu - bardzo mi się podoba. Stonowany, bez emocji, dobrze pokazujący
                wasze zdanie na temat porodu.
                Myślę że celnie wyłapałeś szczególnie jedną rzecz - nie zawsze brak dobrej woli
                (choć przyznaję się, sama najchętniej tego upatruję, szczególnie gdy jestem
                pacjentką), ale kłopoty z komunikacją z personelem. I po dwakroć zgadzam się -
                trudno w czasie porodu rodzącej dyskutować z położna albo lekarzem. Tu najlepiej
                mieć zaufaną położną i męża przy boku.
                Sama zastanawiam się gdzie przebiega granica - kiedy wciąz słuchac siebie, a
                kiedy zdać się na położną/lekarza?
                Teraz czeka mnie drugi poród (pierwszy na Żelaznej i był ok) ale teraz
                zastanawiam się... rodzić w szpitalu czy jednak w domu..
                Pozdrawiam,
                Ajdu
                P.S. gwoli ciekawostki..smile Mój lekarz prowadzący 1 ciąże uważał że kobieta
                rodząca nie jest w pełni świadoma, i nie wie do końca co mówi. Lekarz wie
                lepiej, co dobre dla pacjentki. I to naprawdę żaden zaścianek i w ogóle bardzo
                równy gośc. Jednak tego się nauczył, takie miał doświadczenia (czytaj: myślę, że

                doświadczenia potwierdzające jego teorię przyjmował do wiadomości) i tak w
                najlepszej wierze pracował.
                • szybownick Re: szybownick i autorka postu 28.04.06, 18:11
                  Piszac o klopotach z komunikacja z personelem szpitalnym nie zajalem jeszcze
                  stanowiska, ktora strona bardziej jest winna tym trudnosciom. Odpowiedziec nie
                  jest latwo, gdyz ten sam personel styka sie z roznymi rodzacymi. Wiele z nich
                  przyjmuje postawy roszczeniowe, chcac skorzystac z jak najwiekszej liczby
                  wynalazkow jakie oferuje wspolczesna medycyna, a nie zawsze majac swiadomosc
                  skutkow ubocznych. Nasza postawa jest dokladnie odwrotna - chcemy by nie
                  przeszkadzac naturze wszedzie tam, gdzie ona sobie da rade najlepiej. Jesli
                  lekarz chce jej "pomoc" to zazwyczaj wyzwala caly lancuch ingerencji (poprzednia
                  pociaga nastepna) i trudno juz mowic o porodzie naturalnym. Lekarze sa we
                  wszelkich negocjacjach w o tyle lepszej pozycji ze studiowali medycyne i w
                  zwiazku z tym uwazaja ze wiedza lepiej, czego potrzeba rodzacej. Z moich
                  obserwacji wynika jednak ze poziom poloznictwa w Polsce stoi ciagle jeszcze na
                  tak niskim poziomie, ze podejmowanie przez lekarzy wlasciwszych decyzji niz
                  przez odpowiedzialnych rodzicow po dobrej szkole rodzenia i odpowiedniej
                  lekturze jest mocno dyskusyjna. Lekarka przy porodzie mojej zony wykorzystywala
                  swoja wyzszosc ucinajac rozmowe ze mna "prztyczkiem w nos" w postaci pytania:
                  "Czy Pan jest poloznikiem?".
                  Z drugiej strony jednym z podstawowych praw pacjenta jest prawo o
                  samodecydowaniu, samostanowieniu. Jedynym ograniczeniem w mozliwosci
                  podejmowania decyzji przez matke rodzaca jest zycie jej dziecka (matka ma prawo
                  decydowac jak sie urodzi, jednak dziecko to nie jest czesc jej ciala i matka nie
                  ma prawa decydowac o jego zyciu, w zadnej fazie zycia plodowego). Jesli wiec
                  wiadomo bylo ze w pewnej fazie porodu lekarze doprowadzili do sytuacji duszenia
                  sie dziecka powodujac zagrozenie jego zycia, to mimo ze moja zona nie zawinila
                  tej sytuacji, nie mielismy juz prawa zabronic wykonania operacji, bo zycie
                  dziecka bylo powaznie zagrozone. Jednak, gdy mozliwe jest np. indukowanie
                  skurczow ze wzgledu na ryzyko zakazenia (RYZYKO a nie OBJAWY) lub zaczekanie, by
                  porod odbyl sie naturalnie, to matka ma prawo zdecydowac jak zrobic. Lekarze
                  wtedy zwykle wybieraja indukcje i przyspieszanie, a wcale nie jest oczywiste ze
                  takie postepowanie jest najlepsze. Podobnie jesli chodzi o indukowanie porodu
                  "po terminie". Dziecko samo decyduje, kiedy sie urodzi, a przeciez ono nie
                  widzialo nigdy w kalendarzyku terminu wyliczonego matematycznie i najczesciej
                  niewlasciwie (wg ostatniej miesiaczki a nie wg owulacji). Poza tym termin to tak
                  naprawde nie wyliczona data, to okres 4 tygodni okolo tej daty. Moja zona miala
                  pojechac na KTG na Inflancka ale powiedziano jej ze juz jej nie wypuszcza bo
                  jest "po terminie". Co za bzdura, termin nawet jeszcze nie uplynal, termin
                  mielibysmy do konca miesiaca (17 kwiecien + 14 dni). Od tej pory omijalismy ten
                  szpital szerokim lukiem.

                  Pisze o tym ze wzgledu na pytanie - kiedy sluchac lekarza a kiedy siebie. Na
                  pewno waznym wskaznikiem przy porodzie i przed nim jest intuicja kobiety. Warto
                  zdobyc pewna wiedze z wlasciwych ksiazek, propagujacych rodzenie aktywne. Wtedy
                  latwiej decydowac, latwiej dyskutowac z lekarzami i walczyc o swoje. Do tego
                  bardzo przydaje sie ojciec dziecka, ktory jest najlepszym posrednikiem miedzy
                  rodzaca a personelem. Dobrze zeby i on sie dowiedzial jak najwiecej rzeczy z
                  takich ksiazek i szkoly rodzenia. Jak juz pisalem w poprzednich postach, samej
                  matce bardzo trudno dac sobie rade, za latwo sie poddaje nawet jesli jest
                  przekonana o slusznosci swoich racji.
                  Lekarz ktory tak uwazal (ze kobieta nie jest w pelni swiadoma...) raczej sie
                  mylil. Nie mozna tego uogolniac. Moja zona swiadomie poprosila na rozmowe
                  anestezjologa i swiadomie z nim rozmawiala dluzsza chwile, mimo ze bardzo jej w
                  tym przeszkadzaly bolesne skurcze (po oksytocynie nie ma innych...). A na pewno
                  nie zgodze sie ze nie wie co mowi. Czasem moze tak sie zdarzac, zwlaszcza w
                  przypadku kobiet ktore w ogole nie wiedza co mowia, nie tylko rodzac. Takich
                  ludzi jest w ogole duzo, nie tylko kobiet. Wsrod lekarzy albo politykow tez sie
                  znajda.
                  Wszystkim kobietom w stanie blogoslawionym oraz planujacym dzieci lub otwartym
                  na zycie, a takze ich mezom zycze jak najszybszych dalszych pozytywnych przemian
                  w szpitalach, w podejsciu personelu, jak najwiecej efektow dzialania Fundacji
                  "Rodzic po ludzku".
                  • kaakaa Podziwiam rozsądek! 28.04.06, 21:03
                    Rzadko zdarza mi się czytać na forum takie mądre i zdystansowane wypowiedzi.
                    Podziwiam Twoje podejście do kwesti "porodowych" i obszerną wiedzę. W bardzo
                    wielu punktach podpisałabym się obiema rękoma.
                    Życzę pomyślności całej Twoejej rodzinie.
                  • laminja Re: szybownick i autorka postu 28.04.06, 22:37
                    Witam smile

                    Dotknąłeś bardzo istotnej kwestii - komunikacji podczas porodu. Wydaje mi się,
                    że temat jest trudny i złożony. Podczas porodu dochodzi do zderzenia wobrażeń z
                    rzeczywistością, rodzice są pod wpływem silnych emocji, a personel często ma
                    pod opieką kilka rodzących par. Do tego dochodzi sporo "roboty papierkowej" i
                    to o czym również pisałeś - ogromne spektrum oczekiwań. Każda kobieta oczekuje
                    innego podejścia. Niestety dobre szpitale (w których raczej słucha się woli
                    pacjenta) są zazwyczaj mocno obłożone. Taka sytuacja nie sprzyja rodzącym,
                    ponieważ położna ma często pod opieką więcej niż jedną rodzącą. Nie ma więc
                    czasu zatrzymać się i porozmawiać o rozpoczynającym się porodzie. To przykre,
                    ale prawdziwe. Dlatego taką popularnością cieszy się usługa indywidualnej
                    opieki położnej. Prawda jest taka, że w szpitalach, tak popularnych jak
                    Żelazna, każde miejsce jest na wagę złota. Dlatego czasem dochodzi do tego typu
                    sytuacji i chyba nikt nie wierzy w to, że św. Zofia to szpital idealny... To
                    jak przebiegać będzie konkretny poród zeleży od bardzo wielu czynników. Należą
                    do nich również skład dyżuru (są różne położne i różni lekarze) jak i ogólna
                    sytuacja w szpitalu - jeśli jest duże obłożenie jakość usług niestety spada.

                    Kolejną sprawą jest odpowiedzialność lekarzy i położnych za stan dziecka i
                    matki. W szkołach rodzenia przekazuje się często wiedzę teoretyczną - roważać
                    przed czy po różne scenariusze jest bardzo łatwo. Trudniej natomiast podejmować
                    decyzje, za które weźmie się odpowiedzialność (i to nie małą). Każdy członek
                    personelu medycznego podejmuje decyzje tak, aby zminimalizować ryzyko
                    komplikacji i robi to w dobrej wierze. Często rozmija się to z wizją porodu
                    jaką wynosimy ze szkoły rodzenia lub książek, ale teoria to jedno, a życie to
                    drugie. Dlatego warto mimo wszystko łagodnie oceniać tych, którzy podejmowali
                    decyzje, biorąc na siebie odpowiedzialność za zdrowie i życie ludzkie...

                    Masz jednak rację, że personel powinien rozmawiać z rodzącą (i jej partnerem) o
                    odejmowanych decyzjach. I o to warto walczyć. Bo rozmowa nie oznacza podważania
                    decyzji. Rozmowa w takim wypadku jest również wyrazem szacunku.

                    Szkoda, że nie ma szpitali idealnych. Szkoda, że własny dom czy "dom narodzin"
                    również nie będą idealnymi miejscami. Może kiedy sytuacja ekonomiczna w naszym
                    kraju się poprawi, nasz ubezpieczyciel będzie pokrywał koszty związane z
                    wynajęciem indywidualnej opieki położnej. To rozwiązałoby bardzo wiele
                    problemów.
                • szybownick Porod domowy 28.04.06, 18:51
                  Witaj,
                  Przeczytalem ze zastanawiasz sie nad porodem domowym. Ja do tego nikogo nie
                  namawiam ani nie odwodze. Namawiam jednak do zdobycia na ten temat jak
                  najwiecej informacji. Na poczatek zaproponowalbym przeczytanie ksiazek
                  "Narodziny bez przemocy" F. Leboyer oraz "Porod w domu" Ireny Chołuj. Nie
                  wiem czy mozna je gdzies zdobyc na rynku ksiegarskim, ja korzystalem z
                  "wypozyczalni" w naszej szkole rodzenia. Jest jeszcze wiele innych godnych
                  polecenia.
                  Pozdrawiam.
    • alagodz Re: Może znajdzie się obrońca 28.04.06, 21:50
      szpitala opisanego w liście tj Madalińskiego. Z jakiegoś wątku wylapalam, że
      ktoś chce tam urodzić inaczej niż na leżąco. Niech się odezwie ktoś komu się to
      udalo. Proszę.
Pełna wersja