szara_mysz1
10.06.06, 17:13
Witam, chciałam przestrzec wszstkie przyszłe mamy aby przed wyjściem ze
szpitala zbadano poziom bilirubiny we krwi dziecka. Urodziałam synka w
warszawskim renomowanym szpitalu gdzie za poród płaci się 1000 zł, oczywiście
znieczulenie i obecnośc połoznej też nie sa darmo. Wypisano nas po dwóch
dniach do domu a w książeczce dziecka wpisano że poziom żółtaczki jest
fizjoligiczny. Po kolejnych dwóch dniach mój synek trafił z powrotem do
szpitala bo poziom żółtaczki był bardzo wysoki. (bilirubina 26mg%). Okazało
się że przed wyjściem nie zbadano krwi pod tym kątem bo poziom ten jest
określany WZROKOWO. niestety nasz pobyt trwał prawie 2 tygodnie. przez
tydzień nie mogłam dziecka brać nawet na ręce, bo synek leżał pod lampami
24/dobę na innym oddziale. Kroplówki, wlewki do odbytniczo, tragedia.
Musiałam ściągać pokarm i karmić strzykawką. Zaczęłam tracić pokarm. bo synek
później już nie chciał ssać piersi bo musiał się przy niej napracowac a ze
strzykawki leciało szybciej. pielęgniarki dokarmiały go mlekiem modyfikowanym
na zmiane z moim mlekiem. Ostatni raz nakarmiłam go swoim pokarmem jak miał
równy miesiąc. Od tamtej pory chodzimy ciągle po lekarzach bo synek ma
alergię. Nawet nutramigen nie pomaga. Lekarze nie mówią matkom, że DŁUGO
UTRZYMUJĄCY SIĘ WYSOKI POZIOM BILIRUBINY POWODUJE USZKODZENIA MÓZGU I
WĄTROBY. Urodziałam zdrowego synka a teraz ciągle się zastanawiam czy rozwija
się prawidłowo i czy poniesie jakieś konsekwencje zdrowotne. Chce mi się
ciągle płakać. Nie mogę przezyć że nie karmię już piersią i że zostałam
pozbawiona więzi emocjonalnej z synkiem. Mam teraz wrażenie że pozbawiłam go
cennych przeciwciał kóre są w mleku matki i dlatego choruje. Tylko czy to na
pewno moja wina?