a miało byc tak pięknie........

15.06.06, 21:23
mieisc temu pod innym nickiem pochalilam sie ze zaczynamy sie starac o
dzidzie. wczoraj sie wyprowadził, usłyszałam ze nie chce dzieci, to ja go
zmusiłam.....
    • roksanaa22 Re: a miało byc tak pięknie........ 15.06.06, 21:25
      przykro mi ale takie typy sie zdarzaja.jepsze chyba to niz zycie nie razem ale
      obok siebie.
      • makarena76 Re: a miało byc tak pięknie........ 15.06.06, 21:29
        Witam
        przeczytalam twojego e-meila i wiesz co mysle to poprostu byl niewlasciwy facet
        Ktos kiedys mi powiedzial,ze bede wiedziela ze to jest ten i sie nie
        pomylil.Glowa do gory
    • olgu78 Re: a miało byc tak pięknie........ 15.06.06, 21:27
      ooo matko! Nie wiem co napisac, jak cię pocieszyć... Miałam w życiu podobna
      sytuacje, dawno temu. Teraz ciesze się, ze tak szybko mi to powiedział,
      otrząsnełam się, poznałam kogoś wyjątkowego i nie tkwię w chorym związku. Głowa
      do góry- jeszcze będzie pięknie!!!
      • m0nka Re: a miało byc tak pięknie........ 15.06.06, 21:31
        nie wiem co napisac- różnie bywało swieta nie byłam sporo pracowałam bywałam
        nerwowa, ale w kazdej chwili ciągnełam go do domu; chciałam stworzyc dom, tak
        sie cieszyłam ze bedziemy może niedługo miec dzieci. odszedł po prostu, "predzej
        sie powiesi niż wróci"... mam pustke w głowie.
        co zrobić z tą wiarą w rodzine, gdzie to ulokować? panikuje troche....




        • dorianne.gray Re: a miało byc tak pięknie........ 15.06.06, 21:35
          Lepiej, że odszedł teraz, niż potem, gdybyś już była w ciąży, wierz mi! Nie
          warto sobie takim łosiem głowy zawracać! smile
    • bulio4 Re: a miało byc tak pięknie........ 15.06.06, 23:50
      wiem, ze takie gadanie duzo nie pomaga, bo z takim czyms trzeba poradzic sobie
      samemu,ale naprawde lepiej, ze teraz niz pozniej. bo szkoda by bylo kazdej
      nastepnej chwili z nim spedzonej. zawsze po deszcze slonce, bedzie dobrze!
      • m0nka Re: a miało byc tak pięknie........ 19.06.06, 23:05
        n dzis wygląda to tak, on mieszka w biurze, ja w domu (moim), on chce isc na
        terapie razem ale mamy mieszkac osobno, bo nie wiadomo czy sie uda....
        przyjechał moj brat na 6 tyg wiec ON nie chce przyjsc bo jest moj brat......
        jestem skołowana........
    • cathy1976 Re: a miało byc tak pięknie........ 19.06.06, 23:10
      uuu... Monka, odpusc sobie. Nie ma co sie ladowac w popapranych facetow,
      terapia??? Sorki, ale dla mnie to jest sposob na polaczanie rozpadajacej sie
      rodziny z wieloletnim stazem a nie zwiazku w ktorym dzieci nie ma. A Twoj facet
      chyba nie jest zrownowazony, skoro tak latwo podejmuje tak drastyczne decyzje.
      Jesli chcesz miec w facecie kumpla i oparcie, to znajdz kogos innego.
      • patite nie zgadzam się - 19.06.06, 23:45
        terapia może wiele pomóc, nawet jeżeli nie uratujecie waszego związku to
        oczyścicie się z pewnych emocji i łatwiej Wam będzie zaakceptować nową
        sytuację. Powodzenia życzę i dużo ciepełka przesyłam.
    • llilly Re: a miało byc tak pięknie........ 20.06.06, 00:21
      Hmmm, po takim wyczynie to jak zaczynać wszystko od nowa, a zaczynać od
      terapii...czarno to widzę.W dodatku jak On śmie stawiać Ci jeszcze warunki?A
      jesteś pewna, że nikogo nie ma?Bo tak się zachowuje facet, który kręci na boku,
      tzn. niby chce być wolny żeby wejść w "boczny" związek, ale jeszcze nie wie czy
      mu warto więc kręci i manipuluje Tobą, żeby nie zostać w razie co na lodzie.
    • mp75 Re: a miało byc tak pięknie........ 20.06.06, 01:40
      A jestes w ciazy?
      Jesli nie to się ciesz,że tak szybko zwiał
      dopiero by było, gdybyście musieli tworzyć rodzinę, a on wtedy zaprezentowałby
      Ci taką postawę.
      Powodzenia - będzie dobrze.
    • mw144 Re: a miało byc tak pięknie........ 20.06.06, 10:59
      Moje zdanie: omijaj faceta z daleka i ciesz się, że sprawy nie zaszły za daleko. Tkwiłam kiedyś 3 lata w podobnym związku, licząc naiwnie na to, że dorośnie, więc wiem, co mówię.
      • m0nka nieoczekiwany zwrot..... 06.08.06, 20:17
        witajcie dziewczyny, miałyście racje, nie było warto.... jeszcze przez jakiś
        miesiac łudziłam sie, starałam z różnym skutkiem...... sama nieraz byłam
        nerwowa.... w efekcie wygladało to tak..... raz w tygodniu fajny wieczór, sex i
        każde w swoją stronę bo... on twierdził ze my razem- to rzecz nie do naprawienia
        a ja naiwnie jak małolata z maslanymi oczami wierzyłam że jak bede "dobra dla
        niego" -jaka byłam żałosna..... to zmieni zdanie
        efekt był taki ze stałam sie cotygodniową rozrywką tylko wtedy jak miał dobry
        humor której nie trzeba szanoować i mowic np. nie mam nastroju na rozwowy- idz
        już......

        porażka jednym słowem....
        koleżanki tłukły mi do głowy -co ty robisz ale ja wiedziałam swoje... aż przy
        sprzeczce ( poniewaz mamy wspolne zobowiązania z których sie nie wywiązuje)
        powiedział ni mniej ni wiecej "odpier...... sie ode mnie"

        jezu... oprzytomniałam w sekunde.........
        nie będe sączyć żółci, krzyczeć , drapać, płakać.... może nieładnie to zabrzmi
        dziewczyny ale spuszczam wodę..... dziekuje za rady kochane, czas zacząć zycie
        na nowo..... i powiem w sekrecie że ktoś daży mnie widocznym zainteresowaniem i
        choc dla mnie to za wczesnie to kto wie........ moze kiedyś...
        • olinek11 Re: nieoczekiwany zwrot..... 06.08.06, 20:28
          Mialam podobnie ,bylam z facetem przez 7lat ostatni rok to byl koszmar,okazalo
          sie ze przez pol roku bylysmy dwie. Godzilismy sie i klocilismy az w koncu
          uslyszalam ze on sie nigdy ze mna nie ozeni zostawialm go. Mojego meza poznalam
          miesiac pozniej,po pol roku byl slub (w tym roku mija 5rocznica) mamy sliczna
          prawie czteroletnia corcie i malego lokatorka w moim brzuszku (28tydzien) i
          powiem jedno czasami warto zaryzykowac a napewno nie wchodzi sie dwa razy do
          tej samej rzeki. Zycze Ci wszystkiego dobrego i trzymam kciuki za to aby
          wszystko sie ulozylo po Twojej mysli.
          • m0nka Re: nieoczekiwany zwrot..... 06.08.06, 20:37
            dziękuje ci za te słowa... bo widzisz...... postanowiłam sobie że po nim....
            pobede troche sama a tutaj napatoczył sie facet którego znam..... prowadze sklep
            i on jest moim klientem, bardzo sympatycznym i fajnym... no i nagle okazało sie
            ze jest mna zainteresowany, ja nie ukrywam ze nim tez..... i rozmawialismy jyz
            na wiele tematów min. dzieci, bo nie ukrywałam ze to dla mnie ważne. W naszym
            wieku ciezko znaleść kawalera i bez dzieci, jest rozwiedziony i ma duże dzieci
            ale powiedział ze kocha dzieciaki i chciałby je jeszcze mieć...... dla mnie to
            troszkę za szybko, obawiam sie ze nie jestem gotowa i gdzies siedzi we mnie
            złosc ktora moglabym go może zranic.... sama nie wiem... na razie bede ostrozna....
            • olinek11 Re: nieoczekiwany zwrot..... 06.08.06, 21:38
              ja tez myslalam ze jest za wczesnie ale z drugiej strony pomyslalam po co
              marnowac wiecej czasu,zmarnowalam 7lat bo myslalam ze w koncu cos sie zmieni i
              bedzie lepiej a bylo coraz gorzej,mojego meza poznalam przez ogloszenie w radio
              (ja dalam ze poznam kogos do pogadania) mialam 26 on 27lat (tez byl z
              dziewczyna przez 7 i tez sie przejechal,moze nawet gorzej)Przeciez nie
              wychodzisz za niego za maz , zawsze mozesz sie spotkac a kiedy stwierdzisz ze
              to za szybko mozesz przystopowac. Nie warto czekac bo nie ma na co a tylko
              bedziesz myslec co zrobilam zle a to nie Twoja wina tylko on byl
              nieodpowiedzialny i tak jak pisaly inne dziewczyny, dobrze ze to sie stalo
              zanim zaszlas w ciaze bo zostala bys i tak sama. Powodzenia!!
              • m0nka Re: nieoczekiwany zwrot..... 07.08.06, 23:14
                hihi co racja to racja.... ile ma trwać żałoba po facecie? chyba nie warto
                czekać nie wiadomo naco... ja jeszcze jak próbowaliśmy (czyt. ja próbowałam),
                pytałam jakie ma wobec mnie plany ,na odpowiedz ze nie ma zadnych w ogóle planow
                na przyszłosc powiedziałam ze nie zamierzam tracic czasu na coś co nie ma
                przyszłosci..... i chyba tak powinnam zrobić... po prostu nie tracić czasu...
                a zegar bije... marzę o stabilnym związku i o dziecku....
                najśmieszniejsze jest to że ja nigdy nie zaglądałam kobietom w wózki,
                denerwowały mnie rozmowy rozanielonych mam o konsystencjach slicznyk kupek
                jeszcze sliczniejszych dzieci, nawet wtedy gdy leczyłam się na sprawy kobiece i
                żyłam w przeswiadczeniu że czeka mnie adopcja jedynie, nie marzyłam aż tak jak
                teraz. Ale kilka miesiecy temu mój lekarz powiedział że jestem zdrowa i......
                zwariowałam..... marzę o dziecku, o tej najpiękniejszej istocie i o tych kupkach
                hihihi.....
                jeśli chodzi o tatusia to widocznie to nie miał być on... i dobrze.....
                • marzena9914 Re: nieoczekiwany zwrot..... 08.08.06, 08:06
                  Gratuluje odwagi !Dzielna jesteś! Ja jestem w 34tc i mój M stwierdził że nie
                  kocha mnie juz tak jak kiedyś, ale ja mysle że on nie kocha mnie wcale ! Jest
                  mi bardzo cięzko, podejrzewam że spotyka sie z kimś. jestesmy 4 lata po slubie!
                  Masz szczęście że okazał sie skur.. wczesniej...
                  • janeausten do marzeny 08.08.06, 08:22
                    I co zamierzasz? Ja jestem w podobnej sytuacji, tylko, że ślub bralismy w tym
                    roku a jestem w 21tc. O miłości nie ma mowy, brak jest szacunku a nawet zwykłej
                    troski o jego dziecko w moim brzuchu. Tylko to dziecko trzyma mnie przy
                    zdrowych zmysłach. Ja to bym chciała, by kogos miał i się wyniósł. I co: rozwód
                    czy czekać, może się coś odmieni? Tylko, że ja już dałam mu drugą szansę, rok
                    temu mnie zawiódł, a ja zaufałam. Weszłam dwa razy to tej samej rzeki i jeszcze
                    wyszłam za niego. Ach, szkoda gadać...
                  • m0nka i jak tu radzić... 08.08.06, 08:35
                    najsmieszniejsze jest to ze chyba nie ma jednak złotych rad... ja nie słuchałam
                    co wszyscy mówili do mnie przez ostatnich kilka miesięcy, sama sie nadstawiałam
                    na cios, bo wierzyłam, marzyłam, prowokowałam czasem pewne sytuacje by mieć
                    pewnośc i nawet gdy rozsądek podpowiadał mi, faktycznie, maja racje... dalej
                    nadstawiałam kolejne piętniaście policzków... smile aż nadszedł dzień kiedy sama
                    zrozumiałam że to nie ma sensu... że juz wystarczająco sie przekonałam.....
                    ja nie wioerzę w teorię rzek, zawsze daje kolejne szanse niezależnie od
                    sytuacji, daje ludziom i sobie prawo do błędów.....
                    ale przychodzi dzień kiedy sama sobie mówie- wystarczy....
                    łatwo jest mówić zostaw drania.... ale w serduchu gdzieś tam tli sie jeszcze
                    wiara że a nuż coś się zmieni......
                    jesteście w tym bardziej trudnym momecie bo nosicie ich dzieci po serduszkiem,
                    naprawdę szczerze współczuję bo to musi boleć....
                    ale tak z daleka.. myślę sobie że same powinniście dojżeć do tych decyzji być
                    czy nie być....
                    ja dzis jestem na etapie "dobrze zrobiłam- bo zrobiłam wszystko, wywróciłam się
                    na lewą stronę" nie jestem tylko pewna jeszcze czy jestem gotowa na nowy związek
                    ale to już dalszy etap..... może poczekać na realizację....
                    • cathy1976 Re: i jak tu radzić... 08.08.06, 08:55
                      nie wiem ile maz lat Monka, ale jest taki wiek, kiedy czlowiek zaczyna sie
                      spieszyc. Kiedy ja i moi znajomi bylismy kolo 20tki zwiazki trwaly po 5-8 lat.
                      Potem ewentualnie ludzie sie zenili albo rozchodzili. Teraz, kiedy jetsesmy
                      kolo 30tki- juz nie ma czasu- wszytsko idzie piorunem.
                      Ja rozwodka jestem i mojego meza obecnego znam od wielu, wielu tlat, ale od
                      momentu kiedy sie okazalo, ze sie jakos sparowalismy do momentu zamieszkania
                      razem minely 2 miesiace, po kolejnych 7 byl slub, a po 9 miechach od naszego
                      slubu urodzi sie Emilka smile (to juz za niecale 7 tygodni smile)))
                      zycze powodzenia i ciesze sie, ze udalo Ci sie odejsc od tamtego. Pewnie nawet
                      nie przypuszcza jaki dopbry uczynek zrobil mowiac do ciebie 'odp.. sie'smile
                      pozdrawiam!
                    • truskaweczka7 Re: i jak tu radzić... 08.08.06, 09:40
                      Monka a może zacząć pomału, tak kino, kawa itp.? zobaczysz co w człeku siedzi,
                      przynajmniej na pierwszy rzut? ja wiem zegar bije, ale byleby się nie sparzyć. A
                      poprzedni to naprawdę zrobił Ci przysługę, że w końcu wylał 'ci kubel zimnej
                      wody na głłowę bo inaczej nie wiadomo ile jeszcze byś się łudziła
                      • marzena9914 Re: i jak tu radzić... 08.08.06, 09:52
                        Ja nie wiem juz co robic,po poradach od dziewczyn z forum przystopowałam troche
                        z "podgladaniem" go i postanowiłam poczekać do porodu, bo może on po prostu
                        troche sie tym wszystkim przeraził jak 90% facetów.Jest niby dla mnie miły i
                        troszczy się troszke o nas, ale żyjemy ostatnio bardziej jak brat z siostra
                        nizeli jak małżeństwo! Wierzę że po porodzie wszystko wróci do normy !
                        • m0nka Re: i jak tu radzić... 08.08.06, 10:05
                          macie racje teraz sie inaczej wchodzi w związki, ja zamieszkałam z moim byłym po
                          2 miesiącach znajomosci... ale to chyab nie ma znaczenia i nie rzutuje na zwiazek...

                          mam 32 lata i zegar bije, nie mowie tu o tym by podejmowac pochopne decyzje i
                          sie spieszyc, ale faktycznie jest tak ze poznaje sie kogos i jesli jest dobrze
                          to na co czekac..... ja w przeciagu trzech dni zaliczylam w sobie kosmiczna
                          przemiane.....
                          kurcze okazalo sie ze podobam sie fajnemu facetowi, a znam juz go troche, i
                          udało mu sie zwrócić na siebie moją uwagę to na co mam czekać? pewnie ze mozna
                          powoli, musi byc ta kawa, ta kolacja by sie poznac blizej..... wiec dlaczego nie?
                        • m0nka Re: i jak tu radzić... 08.08.06, 10:20
                          nie wiem co ci poradzic.... mysle ze powinnac teraz dbac o siebie i sie nie
                          denerwowac... moze wycisz sie troszke a sytuacja jakos sie rozwinie..... facetom
                          przeciez tez bywa trudno podczas ciąż.... nie wiem kochana.... mysle ze powinnac
                          troszke pomyslec o sobie
                        • kraxa skad cholera t przekonanie o 90 % facetow??? 08.08.06, 10:33
                          ze sa spanikowani ojcostwem i w zwiazku z tym moga zachowywac sie
                          nieodpowiedzialnie, chamsko, egosistycznie- niepotrzebne skreslic lub cos dodac
                          prosze. Nie wierzcie w ten mit, ja nie wiem kto go tworzy. zmoic obserwacji
                          wynika, ze w dobrze dobranych parach nie ma takiego zjawiska, 90 % raczej jest
                          zachwyconych, sczesliwych, w euforii- okazuja swoim kobietom czulosc i
                          uwielbienie. Nie dajcie sobie wmowic, ze wiekszosc tak ma, a inni jeszcz
                          gorzej. czasam trzeba spojrzec prawdzie w oczy, niektore kobiety na sile pra do
                          macierzynstwa niespecjalnie analizujac czy kandydat sie nadaje, rokuje i przede
                          wszystkim ma ochote Ja jestem o rozwodzie, tez bylam w toksycznym zwiazku, ale
                          tyle rozumu, zeby nie miec dziecka z bylym mezem gdzies sie jeszcze
                          tlilo...MOim zdaniem to sie da wyczuc, czy Cie facet szanuje i traktuje
                          powaznie czy nie. Tylko czasem nie chcecie tego widziec lu przyjac do
                          wiadmosci. a monce bym radzila spasowac troche po tym nieudanm zwiazku, nie
                          pakuj sie od razu w nastepny, bo to z reguly dziala na zasadzie "klina" i wtedy
                          dziala sie w zaslepieniu. Historia cathy jest inna, bo ona swojego przyszlego
                          meza znala od lat, a ten twoj klient to zupelnie obcy facet, mzoe nastepny
                          jakis popaprany- oni maja "radar" w oczach i umieja sobie wybrac potulna
                          ofiarewink)
                          • m0nka Re: skad cholera t przekonanie o 90 % facetow??? 08.08.06, 10:47
                            hehe masz racje jesli chodzi o panów tatusiów..... to tak jakby facet mial prawo
                            naubliżac bo przecież jest zdenerwowany... nic nie tłumaczy chamstwa i
                            obojętności...

                            jesli chodz o mnie, nie zamierzam stosować klina... facet jest ciekawski, nie
                            zamierzam sie od razu wiązać, bo go jeszcze nie znam.... ale spotkać sie chyba
                            można....

                            nie mam w sobie żalu juz chyba tak wielkiego by sie mścić, pocieszac itd
                            ja chcę iśc do przodu, może wydazy się coś ciekawego?
                            tu nie chodzi o chęć na nowy związek, tu chodzi raczej o samą otwartość na niego....
                            • m0nka zgłupiałam powiem szczerze................. 14.08.06, 15:37
                              dziewczyny, spotykam sie z tym facetem, nie będe wypisywać och i ach.... za
                              wcześnie, ale podoba mi się...
                              patrząc przez pryzmat poprzedniego związku ten gość jest zupełnie
                              odrealniony.... teraz dopiero widzę jak powinien zachowywać sie normalny facet,
                              okazuje się ze można być uczynnym, można dbać o kobietę, można się nią
                              interesować, wszystko można.... fakt że to początki i podchodzę raczej z
                              rezerwą.... ale zapowiada się ciekawie....
                              skołowana jestem bo.... opowiedział mi coś....
                              podobam mu się od ponad roku, znam go z widzenia, bardzo długo, zawsze
                              traktowałam jak klienta, pogadaliśmy zawsze, czasem w czymś pomógł.... wszystko
                              na zasadzie sprzedawca- klient..... okazało się ze gdy musiał zamienić
                              mieszkanie specjalnie szukał w "naszej" dzielnicy by móc przychodzić do mnie na
                              zakupy i widywać mnie.... dwa tygodnie temu dowiedział się ze jestem sama...
                              rozumie że podchodzę z dystansem, ze to dla mnie za wczesnie.... ale...
                              mówi ze jest zachochany bo taka wyczekana byłam, mówi o planach poważnych i
                              nawet zaczął w tym kierunku działać, mówi o dzieciach- bo wie ze pragnę je miec,
                              że wystarczy tylko słowo... bo chce ze mną być....

                              ja na razie sprawdzam czy słowa odzwierciedlają się w zyciu... boję sie
                              stwierdzenia że to może ten.... ale uśmiecham się wreszcie... i idziemy dziś na
                              obiad....
Inne wątki na temat:
Pełna wersja