Zakaz nacinania - jakie pismo?

12.07.06, 12:03
Ponieważ we wszystkich pobliskich szpitalach zabieg ten stosuje się rutynowo
i bez pytania o zgodę, chcę na własną odpowiedzialność i pisemnie tego
zabronić w moim przypadku. Nie wiem tylko ja sformułować takie pisemko.
Bardzo proszę mamy, które już taką formę zastosowały o pomoc. Dzięki.
    • rogusia2 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 12.07.06, 21:14
      Kochane mamusie, pomóżcie proszę.
      • falka32 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 12.07.06, 21:26
        w formularzu, który wypełniasz przy przyjmowaniu do szpitala, podpisujesz z góry
        zgodę na pewne zabiegi. Wystarczy tam nie wyrazić zgody na nacięcie krocza, albo
        zaznaczyć, że wyrażasz zgodę tylko w razie konieczności zabiegowego zakończenia
        porodu.
        No i powiedzieć położnym, że tak zaznaczyłaś, bo mogły nie zajrzeć w tą rubrykę big_grinDD
    • vasylkova Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 12.07.06, 21:37
      Ja napisalam tak:
      "nie wyrazam zgody na rutynowe naciecie krocza"
      jednak powiem ci ze w moim przypadku nie przydalo mi sie to pisemko, a wlasciwie polozna stwierdzila, ze to bedzie "nierutynowe naciecie", zgodnie z moja wola smile bo dzidziusiowi spadalo tetno i nie bylo czasu na ochrone krocza, trzeba bylo szybko urodzic zeby z malym bylo wszystko ok.
      • rogusia2 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 12.07.06, 22:35
        No właśnie o to mi chodzi, żeby w razie komplikacji położna nie stwierdziła że
        nie natnie bo się nie zgodziłam. A w każdym szpitlu /w mojej okolicy/ twierdzą,
        że nacinają tyko w razie konieczności co równa się 90% u pierworódek. Nie wiem
        jak się zabezpieczyć, żeby w razie czego nie zaszkodzić dziecku.
        • natalka691 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 13.07.06, 08:52
          jak coś będzie źle szło bedziesz o tym wiedziała. Połozna ci powie. Wtedy
          możesz ustnie cofnac zakaz. Nie dawałabym zbytnio furtki połoznej od początku
          porodu, bo może byc tak że będzie cię kłamała. Zresztą nie przekonuje mnie i
          nigdy nie przekona, że brak nacięcia może byc powodem komplikacji. Ja w piśmie,
          które napisze powołam się jescze na ustawę o zawodzie lekarza, o
          pielęgniarkacch i połoznych, o zozach i na Kartę Praw Pacjenta.
          • rogusia2 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 13.07.06, 09:03
            To rozumiem, że będziesz składała osobne pisemko? Ja też się skłaniam ku
            takiemu rozwiązniu i to za potwierdzeniem na kopii, bo nie wierzę, żeby inaczej
            uszanowano moją wolę. Mój M będzie pilnował położnej ale jak nie wytrzyma ze
            mną do końca, to się będę musiała sama bronić. Z tego co się dowiedziałam z
            artkułów publikowanych przez Fundację Rodzić Po Ludzku i z wypowiedzi kobiet,
            które nie były nacięte wnioskuje, że ryzyko powikłań jest niewielkie. Ani jedna
            z mam nie pisała o jakiś wielkich obrażeniach. Tyle że będę rodzić w prywatnej
            klinice i mam nadzieję, że mnie z czymś takim nie wyrzucą smile)
            • natalka691 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 13.07.06, 09:08
              Osobne pismo za potwierdzeniem, w trybie wynikającym z kodeksu postępowania
              administracyjnego. Wcześniej może dam to ordynatorowi, żeby wiedział że taka
              sytuacja będzie i się zapoznał. Są w tym momencie organem administracji
              publicznej i ciąża na nich wszelkia obowiązki z tego tytułu.
          • aga3033 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 13.07.06, 23:44
            ja z pierwszym dzieckiem rodzilam silami natury i wcale mnie nie nacinali
            poprostu sama peklam to jest jednak to samo.teraz mialam cc i powiem szczerze
            ze bardzo sie balam tez zastanawialam sie nad takim oswiadczeniem jednak kiedy
            dowiadujesz sie ze z dzieckiem jest cos nie tak to poprostu przechodzi i w
            ostatecznosci godzisz sie na wszystko,byleby z dzidzia bylo ok.
    • przeciwcialo Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 13.07.06, 08:56
      myślę ze juz na izbie przyjęc musisz zgłosić ten fakt aby wpisali go w historię
      choroby.
    • lunarei Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 13.07.06, 08:58
      Takie pismo ma sens, jeśli będziesz miała położną, która będzie ochraniała
      krocze w czasie porodu.
      • zosia_771 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 13.07.06, 09:05
        Współczuję szpitala, w moim nie jest to zabieg rutynowy.
        • natalka691 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 13.07.06, 09:09
          W moim też nie jest rutynowy. Ale ja im nie ufam w tym względzie i wolę zadbac
          o to, żeby bez potrzeby nie pocharatali mnie.
          • rogusia2 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 13.07.06, 09:13
            Natalka na kiedy masz termin?
        • rogusia2 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 13.07.06, 09:12
          W moim TEORETYCZNIE TEŻ NIE, ale jak pisłam wczesniej u 90% kobiet go wykonują.
          Wniosek nasuwa się sam. Ja myślę, że każda położna potrafi chronić krocze, bo
          przecież w przypadku wieloródek, nie nacinają tak często i nie dochodzi do
          poważnych urazów. To po prostu nadgorliwość i wpojone złe zasady. Wszyskie moje
          koleżanki starszmie cierpiały po porodzie z powodu tej rany, niektóre do dziś
          mają różne problemy /4 lata po porodzie/.
          • natalka691 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 13.07.06, 09:32
            Na październik. Nie boję się, że nie będzie chciałą chronić, ja nie chce to nie
            musi, ale niech mnie zostawi w spokoju. Ćiczę z epi-no, jestem juz rozciągnięta
            do około 33 cm. Wzięłam sprawy w swoje ręce. Zresztą biorę prywatną połozną,
            więc powinno być oki.
            • nekokoneko Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 13.07.06, 09:46
              hm..co to jest epi-no? przepraszam ale nie mam pojecia..jestem jeszcze
              "zieloniutka" jak szczypiorek na wiosne..
    • maretina do zio0bry proponuje 13.07.06, 09:33
      albo do rzecznika interesu publicznego.
      • natalka691 Maretina ;) 13.07.06, 09:37
        Jeżeli już to do Recznika Praw Obywatelskich wink albo do miejscowych organów
        ścigania winkwinkwink, do tego chyba nie będe zmuszona. Pozdrówka
        • misspigy Re: Maretina ;) 13.07.06, 09:44
          ale sa przeciez przypadki "podręcznikowe" kiedy są wskazania - np. zbyt mała
          odległość pochwy od odbytu...

          ja rodze po raz drugi i tez mam zamiar nie być nacinana. Ale tzw. "ochrona
          krocza" polega na spowolnieniu akcji porodowej i jeśli będzie konieczność, to
          wyrażę zgodę na nacięcie. Przy pierwszym porodzie tez nie chciałam nacięcia,
          ale dziecko miało dużą głowę i gdyby nie nacięcie to nie wiem jakbym zniosła
          poród...

          • rogusia2 Re: Natalka 13.07.06, 09:48
            33 cm - jestem pod wrażeniem. Ja tylko masuje olejkiem. Termin mam na wrześień
            więc wcześniej od ciebie. Gdzie mozna kupić to epi-no?
            • natalka691 Re: Natalka 13.07.06, 10:05
              Zamawiałam z Niemiec. Pogadaj z antyką na forum wygodnych cieżarówek ona
              zamówiła w Polsce i to dużo taniej.
              • dyzia81 Re: Natalka 13.07.06, 12:24
                natalka, a ile placisz za prywatna polozna w walbrzychu ? tez tam bede rodzic
                ale nie umawialam sie z zadna, tak z ciekawosci pytam.... mozesz odpowiedziec
                na pw smile
                • natalka691 Re: Natalka 13.07.06, 12:27
                  500 zł
                  • aczka Re: Natalka 13.07.06, 16:35
                    Ja napisałam Oświadczenie Woli. Rodziłam w szpitalu, w którym też się tego
                    zabiegu "nie wykonuje" rutynowo. Po przedstawieniu pisma na izbie przyjęć zaczął
                    się cyrk. Położne pytające czemu takie pismo, wreszcie dwie lekarki, które
                    przedstawiły mi wszystkie obiegowe opinie na temat tego zabiegu, jakie możecie
                    znaleźć na Rodzić po Ludzku, w końcu się dowiedziałam, że jestem infantylna i
                    się nasłuchałam od koleżanek (nie mam żadnych koleżanek tu gdzie mieszkam) i
                    naczytałam w internecie. Pani dr nie przekonały nawet argumenty o zaleceniach
                    WHO, czy też fakt, że dotarłam do wyników badań w oryginale...Cóż, obraziła się
                    na mnie, od razu kazała zaaplikować jakieś czopki, a na pytanie, co to jest-
                    odburknęła jeszcze raz fachową nazwę i obrażona wyszła ze sali mówiąc, że nie
                    takie przypadki już tutaj mieli...Dodam, ze cały czas byłam miła i starałam się
                    wytłumaczyć spokojnie, nawet z żartem swoje stanowisko. Nie, najwidoczniej nie
                    możemy jednak decydować o sobie. Po 23 h wyskoczył i dysk i cały poród zakończył
                    się na stole operacyjnym...czego strasznie żałuję. A ten szpital- Żeromskiego w
                    Krakowie- stanowczo jest przereklamowany!
                    • rogusia2 Re: Do Aczka 13.07.06, 17:34
                      A mogłabyś podać treść? Też się boję cyrku, albo że mnie nie przyjmą na
                      porodówkę /prywatna klinika ale poród bezpłatny na NZF/
                    • natalka691 Re: Natalka 13.07.06, 22:35
                      Alem pismo dałaś i mimo całego obrazania się i odburkiwanie nie mogły naciąć. I
                      dobrze o tym wiedziały. Możemy decydowac o sobie. Jeżeli by nie uszanowaly
                      Twojej woli, mogłabyś się domagać zadoścuczynienia przed sądem. Taka prawda.
    • mrs.s Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 13.07.06, 23:02
      Dlaczego wszystkie tak się boją tego nacinania? Raz kobiety zachwalają
      cesarskie cięcie a raz boją się niewielkiego nacięcia. Trochę tego nierozumiem.
      Ja rodze za jakieś dwa tygodnie i wiem że dziecko jest duże. Jestem
      przygotowana na nacięcie bo będzie mi łatwiej rodzić i wolę to od
      niekontrolowanego rozerwania.
      • p_renula76 Popieram mrs.s! 14.07.06, 00:28
        Ja tez nie mam kompletnie pojęcia dlaczego nagle zrobiła sie taka nagonka na
        nacinanie krocza!?To zupelnie nieskomplikowany zabieg, którego w czasie porodu
        w sumie wogóle nie czuc....Moze faktycznie w niektórych przypadkach nie
        powinien byc wykonywany rutynowo, np. przy dziecku o male wadze i główce... W
        kazdym razie uwazam ze to zaden problem a faktycznym problemem moze stac
        dokładnie niekontrolowane rozerwanie i wtedy nie wogóle mowy o jakimkolwiek
        zaoszczędzeniu krocza!! Dobrze i fachowo zszyta ranka, przy odpowiednieo
        zachowanej higienie szybciutko sie zagoi
        • rogusia2 Bo to zbędny zabieg 14.07.06, 07:30
          Bo to zbędny zabieg - pęknięcia zdarzają się bardzo rzadko, o czym w Polsce i
          lekarze i położne maja bardzo blade pojęcie, gdyż od 50 lat tną wszyskie
          kobiety jak na taśmie w fabryce. To jest okaleczenie i często źle się goi,
          pozostaje blizna, która może utrudniać życie seksualne. Rana goi się co
          najmniej tydzień i 90% opinii jakie znam, twierdzi że przez tydzień nie można
          na tyłku usiąść. Mojej koleżance, która urodziła 2 tygodnie temu rana się
          paprze /jest b. gorąco/ i pęknął jej 1 szew. Znam kobiety, które męczyły się i
          kilka miesięcy zanim się wszystko dobrze zagoiło. Jak masz ochotę sobie
          fundować takie wątpliwe przyjemności to prosze bardzo, ale uszanuj odmienną
          opinię innych. W stosunku do lekarzy stosuję zasadę ogarniczonego zaufania, bo
          mimo że nie mam pojęcia o medycynie, to w przypadku swojego oraganizmu kilka
          razy okazało się że wiem lepiej od nich. Jak pęknę, to schylę czoła przed tobą.
          • p_renula76 Re: Bo to zbędny zabieg 14.07.06, 13:19
            Ok, ja równiez nie mialam zamiaru nikogo urazic, tylko wyraziłam swoję opinie i
            szanuje odmienna opinie innych . ja z pewnościa nie urodziłabym swojego synka
            bez nacięcia bo urodził sie duzy i mial duza główkę a ja jestem szczupłej
            budowy. Moze faktycznie zrobiono mi to fachowo bo rana zagoiła sie b. ładnie,
            szewki założone były idealnie więc nie miałam i niemam zadnych komplikacji z
            powodu nacięcia. Jesli któras czuje sie na siłach, bo w koncu kazda zna
            najlepiej swoje ciało i jego mozliwości niech walczy o tzw. ochrone krocza
            skoro mamy takie prawo. Przyszłym mamom życze szybciutkich porodów i nie
            potrzebuje schylania przed sobą czoła a tym bardziej nie życzę nikomu żadnych
            popękań . A najbardziej życze zdrowiutkich maluszków, pozdr.
          • margonik Re: Bo to zbędny zabieg 14.07.06, 13:58
            > pęknięcia zdarzają się bardzo rzadko, o czym w Polsce i
            > lekarze i położne maja bardzo blade pojęcie

            Ja akurat znam trzy przypadki na żywo (nie z netu, ale wprost od koleżanek,
            którym się to przytrafiło) bardzo poważnych popękań. Także chyba nie jest
            prawdą, że "bardzo rzadko".

            Gdybym tak bardzo obawiała się rutynowego nacięcia, starałabym się raczej szukać
            jak najlepszego szpitala i jak najbardziej godnej zaufania położnej. Nie
            pisałabym takiego pisma. Rutynowe nacięcie nie jest potrzebne i wiesz to, pewnie
            jak większość z nas. Ale czy jesteś w stanie ocenić, kiedy jest to rutyna, a
            kiedy nie? Może być tak, że po takim piśmie, położna będzie za wszelką cenę
            unikać nacięcia, nie chcąc się narażać. A przecież na pewno nie chodzi Ci o
            ochronę krocza za wszelką cenę.

            Wg mnie trzeba dobrze wybrać szpital/położną, a później jednak zdać się na
            zaufanie. Ona jest profesjonalistką w tym co robi, Ty laikiem, który sie
            naczytał różnych rzeczy.
            Ponadto atmosfera na sali porodowej też jest chyba ważna. Chciałabyś, aby
            wszyscy patrzyli na Ciebie spod byka? Ja wolę życzliwość, jakąś przychylność itd
            - chociażby dlatego, że w czasie porodu ważne jest rozluźnienie w odpowiednich
            momentach. Gdybym w tym czasie toczyła wojnę z personelem i jeszcze cały czas
            sie zastanawiała "natną, nie natną", to nie bardzo to widzę, bym mogła się w
            odpowiednich momentach skoncentrować i w odpowiednich rozluźnić.
        • przeciwcialo Re: Popieram mrs.s! 14.07.06, 10:29
          Otóż to. Po porodzie naturalnym nawet nie jestem w stanie namierzyć blizny. Po
          cieciach cesarskich mam blizne ok. 20 cm boląca na kazdą zmiane pogody.
      • natalka691 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 14.07.06, 08:59
        Masz prawo chciec nacięcie, a ja mam prawo nie chciec. Ja nie musze rozumiec
        ciebie a ty mnie, ale szanujmy swoją wolę.
      • ellaella Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 14.07.06, 09:16
        Droga mrs.s
        mam nadzieję, że jak już urodzisz równiez nie będziesz rozumiała tych, które
        nie chcą być nacinane. Szczerze ci tego życzę, bo będzie to oznaczało, ze twój
        dyskomfort z powodu nacięcia był niewielki.
        Niestety w moim przypadku, i wielu innych kobiet,tak nie było. 3 bite tygodnie
        nie mogłam normalnie siedzieć. Szwy mi zdjęto po 2,5 tyg., przez które w ogóle
        było beznadziejnie. Do tego rana wuglądała fatalnie przez długi czas i
        pozostawiła w mojej psychice na długo uraz.
        Szczerze więc popieram kobiety, które chcą walczyć o swoje ciało, czy to przy
        pierwszym, czy tez kolejnym porodzie.
        A to, że one spróbują nie być nacięte nie zmienia przecież faktu, że ty możesz
        zdecydować się na nacięcie, nieprawdaż?
        Nawet, jeżeli tego teraz (i oby na zawsze) nie rozumiesz.
        EllaElla
        • brunette23 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 14.07.06, 10:00
          a ja byłam nacinana dopiero przy ostatnim skurczu partym bo Małej delikatnie
          spadało tetno, to nacięcie z całą pewnościa nie było konieczne ale nie miałam
          wątpliwości nawet przez sekundę, ja chciałam już urodzić a przede wszystkim nie
          chciałam żeby Maleństwo się męczyło i odetchnęło w końcu normalnym
          powietrzem... nie mogłam normalnie siedzieć przez dobry miesiąc a musiałam bo
          chodziłam czasami na uczelnie i w domu z dzieckiem zostawałam sama prawie
          zawsze, porodzie jest się chyba w jakimś amoku w którym mimo tego że jest
          strasznie ciężko, ból i zmęczenie, człowiek radzi sobie ze wszystkim dużo
          lepiej i sprawniej niż wielokrotnie później... i zapewniam Was że ostatnią
          rzeczą o jakiej się myśli jest to czy powinnam zostać nacięta czy nie... chyba
          że jest się jakąś ofiarą losu użalajacą się wiecznie nad sobą... pozdrawiamy! smile
          • rogusia2 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 14.07.06, 10:08
            Ofiarą losu to można nazwać kogoś, kto bezwolnie pozwala zrobić ze sobą
            wszystko, niezależnie czy to ma uzasadnienie czy nie. Nie wiem po co takie
            osoby wtrącają się w wątek, które je nie dotyczy. Ja nie pytałam o opinię
            zadowolonych z nacięcia. Przeczytaj tytuł wątku.
            • brunette23 przypominam ze to jest forum... 14.07.06, 10:46
              i wtracać sie może każdy kto ma na to ochotę... szczególnie gdy ma jakieś
              doswiadczenie i z perspektywy czasu może napisac cos więcej bo wie że gdy
              chodzi o dziecko to nawet gdy komplikacje sa minimalne to nawiedzone gdybanie i
              przedwczesne zapędy z okresu ciąży nie ma kompletnie żadnego znaczenia...
              pozdrawiamy! smile
        • mrs.s Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 14.07.06, 10:14
          Jeżeli kogoś uraziłam to bardzo przepraszam. Może to przez to że chciałabym już
          mieć to za sobą i zaczyna mi być wszystko jedno co ze mną zrobią smile To prawda,
          że czasy się zmieniły i całkowicie popieram walke kobiet o swoje prawa. Ja
          osobiście urodziłam się przez cc i to tak nieudane że jako noworodek zostałam
          przez lekarza sporo przecięta i do tej pory mam dużą, brzydką blizne i nikt
          nawet się z tego nie wytłumaczył... A mojej mamy nikt nawet nie poinformował
          czy dziecko żyje ani jakiej jest płci. Dopiero teraz wiem jaki musiała przeżyć
          koszmar. Całe szczęście coś zaczęło zmieniać się na lepsze. Myśląc o tym
          poprostu nie przejmuje się tym, że będę miała kilka szwów więcej, mogą ze mną
          zrobić co chcą oby Dzidek był cały i zdrowy.
          Życzę powodzenia wszystkim które chcą zrobić cokolwiek żeby kobiety podczas
          porodu nie musiały przechodzić wielu upokażających sytuacji!
          Pozdrawiam.
          • rogusia2 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 14.07.06, 10:18
            Ja nie mam nic przeciwko nacięciu gdy jest to konieczne ze względu na
            bezpieczeństwo dziecka. Ja po prostu nie chcę by zrobiono to w obawie przed
            pęknięciem, bo to nie jest żadne zabezpieczenie i dowodzą tego badania naukowe.
          • zosia_771 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 14.07.06, 10:32
            Hej,
            Rozmawiałam wczoraj z bardzo fajną babeczką, położną, która jest wojewódzkim
            konsultantem ds. położnictwa. Potwierdziła, że w Polsce krocze jest nacinane u
            90% pierworódek. Jej zdaniem powody są dwa: 1. Rutyna i skostnienie wśród
            położników 2. bardzo mało kobiet w Polsce należycie przygotowuje się do porodu -
            specjalne ćwiczenia i masażsad- 4 godziny w szkole rodzenia nie wystarczą sad
            Chwała tym, które od samego początku o to dbały, ponieważ ja do nich nie
            należę, zadm się na łaskawość losu. Nie będę pisała pism, wolę żeby mnie
            nacięli niż mam pęknąćsad.
            • rogusia2 Re: Zakaz nacinania - jakie pismo? 14.07.06, 10:37
              A ja się będę masować. Mam jeszcze 10 tygodni. Od początku ćwiczę mięśnie Kegla
              i to bardziej z uwagi na obawę o seks po porodzie niż sam poród ale wiem, że i
              przy porodzie jest to ważne. Dzięki za głos rozsądku w tym wątku, bo znowu
              doszło do wymiany opinii a szczerze mówiąc nie o to mi chodziło.
    • annamaus Re: Miałam nacięcie na ostatnim skurczu partym.. 14.07.06, 10:49
      Dziewczyny,
      przyczytałam Wasze wypowiedzi na temat nacinania krocza..
      Chciałabym przedstawić i swoje stanowisko.
      Rok temu rodziłam moją córeczkę, to moja pierwsze dziecko. Mała urodziła się o
      czasie w 40 tyg. ciąży. Dwa miesiące przed porodem uczęszczałam do szkoły
      rodzenia. Spotkałam tam fantastyczną położną, która potrafiła ze mnie i z
      innych ciężarówek całkwoicie wypędzić poczucie strachu przed porodem i nastawić
      nas BARDZO POZYTYWNIE do tego wielkiego wydarzenia.., ale nie o tym chciałam
      pisać.
      Chodzi mi o to nacięcie. Ten temat był kilkakrotnie wałkowany w szkole
      rodzenia.. Przytoczę więc Wam argument wspomnianej położnej przemawiający ZA
      nacieciem krocza u pierworódek.
      - Krocze u mam rodzących po raz pierwszy jest mało rozciągliwe i przecisnięcie
      się dzidziusia wymaga nielada wysiłku a w większości poród bez pomocy w
      postaci nacięcia jest niemożliwy. Jesli nie zostanie ono nacięte to u prawie
      100% takich kobiet pęka ono samoistnie. Nie byłoby z tym problemu gdyby nie to
      że krocze pęka w kierunku odbytu (ze względu na układ i strukurę mięśni krocza)
      Gojenie takiego pękniętego samositnie krocza jest bardzo bolesne i sprawia
      młodej mamie większe poczucie dyskomfortu niż nacięcie wykonane przez położną.

      Ja nacięcie krocza miałam wykonane dosłownie w ostatnim skurczu partym, w ogole
      tego nie czułam, a maleństwo szybciutko wydostało się na świat.
      To było nacięcie prawej strony krocza, maleńkie, a jak bardzo mi i mojemu
      maleństwu pomogło.... Po urodzeniu łożyska, nacięcie zostało zszyte.
      Nie miałam problemów z gojeniem się krocza, wygoiło się szybciutko, ale bardzo
      uważałam na higienę. Bardzo pomocny jest na tym etapie tantum rosa, ale pewnie
      o tym już wiecie..

      Ta sama połozna mówiła, że już przy drugim dziecku, można próbować rodzić bez
      nacięcia, nie powinno być problemów i wierzę w to co powiedziała.. Zobaczymy
      jak to wyjdzie kiedyś w praktyce..

      Pozdrawiam
      A.
      • natalka691 Re: Miałam nacięcie na ostatnim skurczu partym.. 14.07.06, 11:07
        No żadnej nowej pawdy ci baba nie powiedziała. To, że niemozliwe gada większośc
        połoznych w polsce
        • annamaus Re: Miałam nacięcie na ostatnim skurczu partym.. 14.07.06, 12:04
          Gdyby powiedziała mi to pierwsza, lepsza położna, pewnie bym z nią polemizowała.
          Ale o wyższości nacięcia krocza nad jego samoistnym pęknięciem przekonywała
          mnie położna do której mam 100% zaufanie, położna z powołania, położna , która
          ma doktorat z pielęgniarstwa, położna dzięki której nie bałam się porodu,
          położna która tak się szczęśliwie złożyło iż jako pierwsza trzymała na rękach
          moje maleństwo i dzięki której do dziś dzień porodu wspominam mimo dotkliwego
          bólu, jako najpiękniejszy dzień w moim życiu..
        • rogusia2 Re: Miałam nacięcie na ostatnim skurczu partym.. 14.07.06, 12:06
          A jak połóżna wyjaśniła fakt, że nigdzie na świcie kobiety nie pękają tak
          często i nie trzeba ich nacinać przy pierwszym porodzie? Tylko my Polki mamy
          takie wrażliwe krocza?
          • annamaus Re: Miałam nacięcie na ostatnim skurczu partym.. 14.07.06, 12:19
            Zaufałam tej położnej, jej zdaniu i jej doświadczeniu.. i nie żałuję tej
            decyzji.
            Nigdy nie zagłębiałam się sama, aż tak bardzo w tematykę nacięć krocza, nie
            mogę więc przytoczyć żadnych danach statystycznych.
            Wydaje mi się jednak, że negatywne opinie o nacięciu pochodzą od osób którym to
            nacięcie wykonano nieprawidłowo i problemy z gojeniem się i związane z tym
            kłopoty przypisują własnie nacięciu, bez wnikania w faktyczną przyczynę
            dolegliwości.
            A wybór nacinac czy nie - należy do każdej z nas.
            Jeśli trafimy w dobre ręce, na rozumny personel to na pewno takiego wyboru
            będziemy mogły dokonać.
            Ja miałam to szczęście że trafiłam na odpowiednią osobę i mimo możliwości
            wyboru zgodziłam się na nacięcie.. Ostatnia faza porodu była dla mnie bardzo
            ciężka, miałam problem z "wypchnięciem" malutkiej, nacięcie mi pomogło.
            Nie neguję żadnej z decyzji przyszłych mam, każda sytuacja jest inna, zachodzą
            inne okoliczności.
            Mogę się wypowiedzieć jedynie o własnym doświadczeniu i w tej kwesti wyraziłam
            swoje stanowisko.. Nie wszyscy muszą się z nim przecież zgadzać..?smile
            • imbirka Re: Miałam nacięcie na ostatnim skurczu partym.. 14.07.06, 13:34
              Zaufałam tej położnej, jej zdaniu i jej doświadczeniu.. i nie żałuję tej
              > decyzji.
              > Nigdy nie zagłębiałam się sama, aż tak bardzo w tematykę nacięć krocza, nie
              > mogę więc przytoczyć żadnych danach statystycznych.
              No ale niestety, albo stety, tak sie składa, że badania naukowe nie
              potwierdzają rewelacji głoszonych przez tą panią, i doktorat z pielęgniarstwa
              nic tu nie pomoże. W Polsce niestety nawet profesorowie położnictwa w
              podręcznikach powtarzają banialuki sprzed kilkudziesięciu lat, pomimo
              zweryfikowania tych twierdzeń przez Światową Organizację Zdrowia i ważne
              instytucje badawcze.

              > Mogę się wypowiedzieć jedynie o własnym doświadczeniu i w tej kwesti
              wyraziłam
              > swoje stanowisko.. Nie wszyscy muszą się z nim przecież zgadzać..?smile

              Oczywiście, ale Twoje doświadczenie pokazuje też, jak wiele ryzykujemy uważając
              osoby "w białych fartuchach" za niepodważalne autorytety. A niestety te
              autorytety posługują sie często przestarzałą wiedzą (czy coś nie weryfikowane
              przez dziesięciolecia można jeszcze nazwać wiedzą, btw), czego konsekwencje
              ponoszą kobiety, np. cierpiące z powodu niepotrzebnie wykonanego nacięcia
              krocza, po którym mają pękniecia do odbytu. Miałaś szczęście - w Twoim
              przypadku nacięcie było potrzebne, nie było powiklań, super. Mnóstwo kobiet
              cierpi miesiącami po nacięciu, ale nikt nie bada skali tych powikłań, a ich
              doświadczenie bardzo często jest bagatelizowane.
          • vasylkova Re: Miałam nacięcie na ostatnim skurczu partym.. 14.07.06, 12:22
            Z nacieciem moze byc roznie - ja rodzilam 2 razy i 2 razy bylam nacieta.
            Pierwszy raz, jak podejrzewam, rutynowo, bo mialam spore naciecie, choc dzidzia nie byla specjalnie duza (3400), natomiast drugi raz nastawialam sie na porod bez naciecia, bo poprzednio rana goila mi sie bardzo dlugo i bolesnie, nie moglam siedziec przez 3 tygodnie a pierwsza noc po porodzie plakalam z bolu.
            Przygotowalam sobie pisemko, ze nie godze sie na _rutynowe_ naciecie (bo jednak bralam pod uwage ze cos moze isc nie tak i naciecie bedzie lepszym rozwiazaniem), i rzeczywiscie - jak juz pisalam przy drugim porodzie nie dosc ze dziecko bylo sporo wieksze (4000) i w dodatku spadalo mu tetno - ochrona krocza przedluzyla by porod i maly moglby urodzic sie niedotleniony. Wolalam tego nie ryzykowac, i stad drugie naciecie. Z tym ze bylo ono duzo mniejsze niz pierwsze i bardzo dobrze sie goi, a siedziec moglam jeszcze tego samego dnia. Wiec mysle ze nie warto do tego podchodzic fanatycznie.
            • annamaus Re: Miałam nacięcie na ostatnim skurczu partym.. 14.07.06, 12:37
              To miałaś podobną sytuację jak ja.., w moim przypadku też nie było sensu
              przedłużać porodu bo mogłoby się to przecież różnie skończyć. Na szczęście w
              trakcie nie było zagrożenia, ale ja już nie mialam momentami siły aby przeć i
              trzeba było jak najszybciej kończyć akcję..
              A mając do wyboru nacięcie lub pęknięcie wybrałam zdecydowanie to pierwsze.
              Nacięcie było małe, fachowo zszyte po porodzie. Może właśnie dzięki temu zaraz
              po byłam w stanie przejść bez niczyjej pomocy z łóżka porodowego na
              poporodowe.., nawet lekarz się zdziwił. A ja dziwiłam się jego zdziwieniu, ze o
              co w ogóle się pyta bo mnie przecież nic nie boli..smile?. Fakt że działało
              jeszcze znieczulenie od szycia, ale kolejne godziny i dni były tez ok, a to mi
              bardzo ułatwiło zadanie gdyż nie miałam w domu nikogo do pomocy przy maluszku.
              Cieszę się że byłam wtedy w formie..
              A nie sądzę że byłabym w takiej formie z pękniętym kroczem..
              • rogusia2 Re: Miałam nacięcie na ostatnim skurczu partym.. 14.07.06, 12:40
                Miałaś szczęście, że dobrze ci to zrobiono ale jak widać z postu powyżej często
                sprawa jest "spaprana" i źle się goi.
                • zosia_771 Re: Do Rogusia 14.07.06, 13:07
                  Moja położna twierdzi, że na świecie procent naciętych kroczy jest mniejszy bo
                  tam kobiety lepiej przygotowują się do porodu - od pocżątku stosują ćwiczenia,
                  okłady i masaże. U nas mało która kobieta dba o to od samego początku. Jak już
                  pisałam wcześniej mówiła także o skostnieniu i rutynie wśród położników. Myślę,
                  że kij ma dwa końce. Położnicy wolą naciąć żeby nie pękło, kobiety nie ćwiczą a
                  siłą woli nic się nie rozciągnie.
                  • annamaus Re: Do Rogusia 14.07.06, 13:15
                    Oj tak, podpisuję się pod rogusią. tych argumentów używała takze moja połozna
                    doradzając nacięcie..., całkiem mi to umknęło z głowy, bo bym je przytoczyła we
                    wcześniejszych wypowiedziach...
                    • spa76 Re: Do Rogusia 14.07.06, 13:49
                      a wiecie dlaczego w Polsce kobiety nie ćwicza i nie przygotowuja krocza?

                      pewnie między innymi dlatego, że położne na szkolach rodzenia ich tego nie uczą
                      a zamiast tego opowiadają o dobrodziejstwach nacinania. sa też takie, które
                      ćwiczą i co z tego, skoro nikt nie jest zainteresowany wykorzystaniem ich
                      wysiłku i i tak sa nacinane. w ten sposób tworzy sie błędne koło.

                      pamietac nalezy o jeszcze jednej rzeczy - kwestia ochrony krocza nierozerwalnie
                      wiąże sie z pozycja porodową. kiedy leżysz na klasycznym łóżku nacisk na krocze
                      rozkłada sie zupełnie inaczej (nierównomiernie) niż kiedy rodzisz w pozycji
                      wertykalnej - ryzyko peknięcia przy pozycji leżacej rzeczywiście istnieje.
                      kobiety na zachodzie rzadziej pekaja, bo nie musza rodzic na leżąco.
                      • miyoki Re: Do Rogusia 14.07.06, 16:16
                        ta walka o nienacinianie krocza przypomina mi trochę walkę afrykańskich kobiet
                        przeciw "obrzezaniu" jakoś inaczej to się nazywa u kobiet dlategy w
                        cudzysłowie. Tam też kobiety myślą, że wycięcie i zszycie warg sromowych ma
                        pozytywne skutki i naukowcy i działacze nie mogą tego wyplenic mimo cierpień
                        wielu kobiet przez ten zabieg. Trochę podobnie z naszym nacinianiem. Nie życzę
                        sobie alby ktoś mnie okalaczał w takim mniejscu tylko dla swojej wygody albo z
                        lenistwa czy braku wiedzy. A co do ćwiczeń na zachodzie nie byłabym tak
                        przekonana, moje dwie koleżanki rodziły w niemczech i żadna ani nie ćwiczyłya
                        ani nie została nacięta. Tam po prostu tego się nie robi chyba, że poród jest
                        zabiegowy. A co do pęknieć po odbyt to zdarza się to często po nacięciu właśnie
                        i te histrie które opowiadają położne to włąśnie po nacięciu nie mogły widzieć
                        innych skoro rutynowo nacinają pierworódki smile
                        • miyoki Re: Do Rogusia 14.07.06, 16:18
                          a i jeszcze jedno moja koleżanka urodziła tydzień temu do sprawy nacięcia
                          podeszłą tak że zaufała położnej i została rutynowo nacięta bo dziecko było
                          malutkie, poród trwał krótko wiec nie było powodu. I teraz żałuje mówiła, mi
                          żebym wszystko robiła żeby nie być naciętą
                      • zosia_771 Re: Do Rogusia 14.07.06, 16:18
                        Hej,

                        Zgadzam się, sytuacja rodzących w Polsce jest wciąż tragiczna i potrzebne są
                        daleko idące zmiany. Powinnyśmy mieć prawo do zzo w każdym szpitalu ( bez
                        pokątnego umawiania się z lekarzem), do bezpłatnego porodu rodzinnego (
                        słyszałam, że w niektórych miastach trzeba za to płacić ponad 500 pln-
                        paranoja), do rodzenia w najbardziej komfortowej pozycji. Staram, się tylko
                        uzmysłowić dziewczynom, że jak na razie do nie nacięcia trzeba się w Polsce
                        solidnie samemu przygotować.
                        --
                        <a
                        href="tickers.TickerFactory.com/ezt/d/1;20722;105/st/20060730/dt/7/k/0e05
                        /preg.png"
                        • rogusia2 Dzięki za głosy wsparcia 14.07.06, 17:27
                          Wiem, że rodzić będę musiałana łożku ale na pewno nie będę na nim leżeć - co
                          najwyżej kucać. Dlatego biorę męża, żeby był mi podporą /fizycznie/ i chce zzo,
                          zeby mieć siłę na takie akrobacje na łóżku. To wymaga trochę wysłku, w domu
                          próbowałam "na sucho". Niech zwolenniczki nacinania zastanowią się jakby to
                          było, gdyby ich nie nacięto i po 2 godzinach czułyby się jak po "ostrzejszym
                          seksie". Taki jest mniej więcej dyskomfort nienaciętej połóżnicy. Wiem to z
                          pierwszej ręki. Żadnej rany, szwów, ryzyka krwotoku czy zakażenia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja