kociaaak
05.09.06, 11:47
Długo zastanawiałam sie nad załozeniem tego tematu, bo jak dla mnie optymalne
wyjscie z tej sytuacji nie istnieje, ale moze ktoś będzie miał jakis pomysł...
No cóż... mam psa, jest to pięcioletni bokser pręgowany (z tych większych),
dostałam go w spadku po moich dziadkach, nikt nie chciał się nim zająć, a ze
względu na Nich ja czułam się w obowiązku. Problem polega na tym, że on jest
zupełnie niewychowany, zywiołowy, strasznie radosny i towarzyski,
przeraźliwie głośno szczeka i nie daje się uspokoić, skacze na wszystkich, a
co najgorsze zdarza mu się załatwiać w domu bez względu na to, ze był
kilkakrotnie na dworzu. Dotychczas mimo złosci i zmeczenia jakoś sobie z tym
radziliśmy (ja z mężem), ale teraz gdy za ok. półtora miesiaca ma przyjść na
świat nasz synek nie wyobrażam sobie takiego zycia i narażania dziecka na
ryzyko przewrócenia przez psa, czy też ciągłych pobudek przez jego
szczekanie, no i raczkowania po podłodze, która aż kipi od różnych bakterii
(nawet remontu nie mozemy zrobić, bo wystarczy, ze raz zleje się na podłogę i
panele bedą do wyrzucenia). Naprawdę nie wiem co zrobić... każdy madry
człowiek powiedziałby "oddać", tylko komu? Kto bedzie chciał mieć na głowie
taki problem i nie zlinczuje mnie gdy pies okaże się "psem demolką"? Jest
jeszcze schronisko, ale tutaj pojawiają się wyrzuty sumienia. Pracowałam
kiedyś jako wolontariuszka w schronisku dla bezdomnych zwierząt i wiem jaki
żal jest w oczach tych psów, które kiedyś miały dom. No i ze względu na
dziadków czułabym się fatalnie pozbywajac się Ich ukochanego pupila. Już
nawet myślałam o uśpieniu, ze niby to bardziej humanitarne niż narażać go na
nedzny los, ale nie potrafiłabym wieźć go na śmierć. Naprawdę nie wiem co
robić