Porod w oczach mezczyzny

07.09.06, 13:09
Teraz,kiedy siedze wygodnie w sali poteznego hamburskiego szpitala i popijam
specjalnie dla mnie przyzadzona kawe,nie moge uwierzyc ze przedemna spi w
lozeczku,malenki bobas,ktory ma na raczce plastykowa opaske na ktorej jest
napis"Kaminski"-"Knabe"-czyli, chlopiec,dalej : 06.April 1981- 18,15
Uhr. /07.04.81/
05.04.81.
Jest piekny wieczor wiec balkon mamy otwarty.Telefon..Tesciowie zapowiadaja
swoja wizyte,oraz wspolne ogladanie filmu wlosko-francuskiego w
telewizji "Jezus Chrystus"Hania szybko nastawia w expresie kawe a ja
otwieram barek.Wybor pada na koniak.Po dwudziestu minutach zjawiaja
sie,przywiezli z dzisiejszego Fischmarku (bazar rybny w Hamburgu)
ananasy,pomidory,banany i calego wegorza.Tesciowa pije kawe a ja z tesciem
koniak.Tesciu duzo pic nie moze bo przyjechali autem /w RFN-nie jest pewna
granica picia dozwolona/
Ogladamy film a w miedzyczasie opowiadamy sobie co slychac nowego.Zartuja
sobie z Hani ze jeszcze nie urodzila i ze nie wie jeszcze ten maly Bobas co
bedzie mialo za ojca-chyba dlatego tak szybko nie chce wysc na swiat.Tesciu
jednak zmeczony wiec wychodza,nawet do polowy nie obejrzeli filmu.Odjezdzaja
swoim zielonym mercedesem z ktorego jest taki dumny.Po kilku godzinach film
konczy sie,byl wspanialy.Rozkladam lozko do spania,jednak spac nie moge,Hania
tez.Gramy w chinczyka,nawet po kilka razy. Jest juz godzina 24.00.Boje sie ze
to moze nastapic dzisiaj.Hania tez tak mysli,bo pojawiaja sie bole ktore po
pieciu minutach ustaja,i tak na nowo.Niewiem sam, co mam robic.
Najchetniej juz wezwalbym karetke ale Hania mnie wzbrania.Mysli ze to jednak
nie dzisiaj i Jej przejdzie.
Czekamy, rozmawiamy o wszystkim i o niczym ,wspominamy nasze poznanie

06.04.1981
Godzina 1.30,bole sie wzmagaja a najgorsze ze ja niewiem co mam robic.Ucze
sie po niemiecku jak dzwonic po karetke.Bole ustaja.Mowie teraz konkretnie ze
jezeli sie powtorza to ja dzwonie,Hania protestuje,woli abym zadzwonil do Jej
kolezanki-Rosi,ktora juz Jej wiele razy pomogla.Dzwonie,i lamana niemczyzna i
troche po polsku pytam co robic?Rosi kaze nam czekac,jednakze po paru
minutach przyjezdza do nas.Godzina 2.00,Hania i Rosi popijaja kawe,smiejac
sie zemnie ze latam po mieszkaniu i niewiem co mam robic.Wynika z tego ze one
sa zadowolone a ja latam jak wariat ze zdenerwowania.Prosze Rosi aby sobie
zabrala Hanie do siebie,
bo mam angst czyli strach.Niewiem czy z tego smiechu czy co ,bole sie
powtarzaja.Ubieramy Hanie i powoli sprowadzamy z drugiego pietra do samochodu
Rosi.Hania idzie sama, jednak podrzymujemy Ja czasami..Odjezdzamy z naszej
ulicy gdzie samochod stoi przy samochodzie.Jednak Rosi jest dobrym kierowca.
Wolno i z usmiechem prowadzi swojego automatyka.Nocne miasto wyglada
wspaniale.Hania jest zemna w tyle,polozyla swoja glowe na moje kolana.Wcale
nie czuc ze jedziemy,a jednak mnie zaczyna byc niedobrze,bole Hani ustaly.Po
15-tu -20-tu minutach pieknie oswietlonych ulicach ,wjezdzamy do poteznego
parku,gdzie widnieje napis wielkimi literami"FRAUENKLINIK FINKENAU- HAMBURG"
Dopiero teraz widze potezny gmach polozony w samym srodku parku ,przy ktorego
wejsciu stoi piekny pomnik matki z dzieckiem.Piekny akt macierzynstwa.Szukamy
wolnego miejsca.Znajdujemy przy samym wejsciu-wjezdzamy.Prowadzimy Hanie do
srodka,bole sie pojawiaja to zanikaja,Rosemarii jest szczesliwa a ja
bledne.Rosi tez urodzila sie 6 kwietnia wiec zapewnia mnie ze ze to bedzie
dzisiaj i jezeli tak bedzie to jeszcze dzis bedziemy pili podwojnego szampana.

Godzina 2.45

Siostra przyjmujaca Hanie usmiecha sie przyjaznie.Spisuje dane,ktore tlumaczy
jej Rosi.Wpuszcza nas
do poczekalni a Hanie zabiera do innej sali na badania.

Godzina 2.55

Wraca z Hania ale Hania juz przebrana i ubrana w szpitalne ubranie.Idziemy na
sale gdzie ja kladzie na lozko..Ja z Rosemari siadamy obok przy
lozku.Sprawdzaja jej cisninie i podlaczaja do jakiegos aparatu ktory rysuje
na monitorze,planszy bicie serduszka malego bobasa.Siedzimy tak przy Hani z
godzine czasu.Aparat wskazuje takze bicie serca Hani i rysuje kiedy i jakie
ma bole.Tak jest co piec minut.Hania usmiecha sie, ale wiem ze sztucznie .Ma
bole,wiem ze Jej jest ciezko bo czasami zaciska zeby.Slyszymy w aparacie
tetent galopujacych koni.Pytam:was ist das?Pielegniarka tlumaczy mnie ze to
klein lub kleine Kaminski./w Niemczech nie odmienia sie nazwiska na -
ska/Pilegniarka prosi nas abysmy jednak pojechali do domu gdyz to moze
jeszcze troche potrwac.Teraz przyszedl doktor i zabral Hanie na
badania.Wychodzimy,usmiecham sie do Hani,calujac Ja w policzek.Uspakajam Ja
ze wszystko bedzie dobrze.Szczerze mowiac,mam wiecej strachu niz
ona.Wychodzac,Rosi pyta kiedy mamy przyjechac.Prosza abysmy wpierw
zatelefonowali.
Na wszelki wypadek zostawiam siostrze moj numer telefonu.Odjezdzamy.

Godzina 3.00-4.00
Rosi odwozi mnie do domu,wysiadam Wolno, idac po schodach mysle ,do glowy
przychodza mnie rozne mysli.Dopiero teraz spostrzeglem ze kogos tu w
mieszkaniu brakuje.Siadam przy telefonie,biore album ogladam nasze zdjecia i
swoje kiedy bylem maly.Ciesze sie, a zarazem boje,bo przypominam sobie ten
dzien jak Hania powiedziala mnie ze nigdy nie bedzie mogla miec dzieci,gdyz
miala wypadek i problemy z kregoslupem..

A jezeli to prawda?Co ja wtedy zrobie?Czekam i czekam. Godzina
7.00,telefon,podnioslem sluchawke.
Tesciowa wychodzila na kurs niemieckiego do szkoly i pytala jak Hania sie
czuje.Nie chce Jej mowic ze Hania w szpitalu.Uspakajam Ja ze wszystko dobrze
i Hania w tej chwili spi.Wiem ze tesciowa ma dzisiaj egzaminy
koncowe,niechcialbym Jej martwic.

Godzina 9.00

Ide do Banku"Sparkasse",wypisuje czek i wybieram pieniadze.Kupuje kwiaty dla
Rosi. Dzis Jej urodziny
Pozatym tyle nam pomaga..
Ide na autobus i jade do Rosi.Piekny jednorodzinny domek jakby wymarl.Nikogo
w domu?? Rosemarii w bufecie (pokoik specjalnie zrobiony wstylu Bier-Bar)
Wreczam Jej kwiaty.Jest bardzo szczesliwa,calujac mnie w policzek mowi z
jestem dzis pierwszy od ktorego otrzymala kwiaty.Maz Jej Dieter w pracy a
Carina i Michaela (Jej dzieci) juz w szkole,wieczorem bedzie impreza.Zrobila
mnie sniadanie, lecz jesc nie moglem.Popijajac tylko kawe,ponagllalem Ja o
wyjazd do Hani. .Rosi uspakaja mnie,usmiechajac sie, ze wszystko bedzie
dobrze i ze nad wszystkim ma kontrole.

Godzina 10.30 Poczekalnia .Siedzimy nerwowo na lawce, jeszcze nie
urodzila.Pielegniarka,lekarzei i nny personel kliniki-wydaje mnie sie ze
kazdy jest bardzo mily dla nas.Nadzwyczaj mili,ciagle slysze"guten Tag"
I do tego zyczliwy usmiech.Dla kogos z Polski robi to wielkie
wrazenie.Siostra przyprowadza Hanie lecz ona nie moze isc o wlasnych
silach,dlatego-wracaja na sale, gdzie poprzednio lezala.Ubieram zielony
fartuch wiazany z tyllu i wygladam jak rzeznik .Na glowe czapke a na buty
specjanie przygotowana cerate.,/aby nikt nie dostal zakazenia /Siadam przy
Hani ktora lezy w lozku..
Rozmawiam z nia , a siostry w niebieskich fartuchach robia wszystko aby Hania
miala jak najlepiej.Jena z nich,ma skosne oczy, pochodzi z Filipin,pozostale
to niemki-maja na fartuchach znaczki z personaliami .
Niebieskooka Gabriela i obok niej blondynka Brigitte,wyczuwaja powage
sytuacji.,obsluguja aparat mierzacy bicie.Zakladaja Jej cos na palec.Wycieram
Jej pot z czola,chwytam za reke .Na korytarzu czeka Rosi na zmiane wiec
wychodze.Siadam nerwowo w poczekalni.Na sali mozna przebywac tylko jednej
osobie.

Godzina 13.40-16.00

Czeste zmiany z Rosi.Mijaja sekundy minuty i godziny.Nerwowo chodze po
korytarzu tam i spowrotem.Teraz Rosi przy Hani.Czasem siadam i notuje co i
kiedy,przeciez ma sie narodzic moje dziecko.
Zupelnie zglodnialem,zbiera mnie na wymioty chyba za duzo tej kawy,sam
niewiem co mnie dolega.Pani Doktor jest przy Hani,powiedziala ze por
    • aga330 Re: Porod w oczach mezczyzny 07.09.06, 13:23
      prosze kontynuowac
      • gosia_1985 Re: Porod w oczach mezczyzny 07.09.06, 13:39
        ja także proszę o dalszą część, bardzo się wczułam
        • ozega Re: Porod w oczach mezczyzny 11.09.06, 13:35
          co jest a może autor tego listu robi sobie kawę? WRAAACAJ I PISZ CO BYŁO
          DALEJ!!!!!!!!!!!!!!!
      • pszkit Re: Porod w oczach mezczyzny 07.09.06, 20:27
        Teraz,kiedy siedze wygodnie w sali poteznego hamburskiego szpitala i popijam
        specjalnie dla mnie przyzadzona kawe,nie moge uwierzyc ze przedemna spi w
        lozeczku,malenki bobas,ktory ma na raczce plastykowa opaske na ktorej jest
        napis"Kaminski"-"Knabe"-czyli, chlopiec,dalej : 06.April 1981- 18,15
        Uhr. /07.04.81/
        05.04.81.
        Jest piekny wieczor wiec balkon mamy otwarty.Telefon..Tesciowie zapowiadaja
        swoja wizyte,oraz wspolne ogladanie filmu wlosko-francuskiego w
        telewizji "Jezus Chrystus"Hania szybko nastawia w expresie kawe a ja
        otwieram barek.Wybor pada na koniak.Po dwudziestu minutach zjawiaja
        sie,przywiezli z dzisiejszego Fischmarku (bazar rybny w Hamburgu)
        ananasy,pomidory,banany i calego wegorza.Tesciowa pije kawe a ja z tesciem
        koniak.Tesciu duzo pic nie moze bo przyjechali autem /w RFN-nie jest pewna
        granica picia dozwolona/
        Ogladamy film a w miedzyczasie opowiadamy sobie co slychac nowego.Zartuja sobie
        z Hani ze jeszcze nie urodzila i ze nie wie jeszcze ten maly Bobas co bedzie
        mialo za ojca-chyba dlatego tak szybko nie chce wysc na swiat.Tesciu jednak
        zmeczony wiec wychodza,nawet do polowy nie obejrzeli filmu.Odjezdzaja swoim
        zielonym mercedesem z ktorego jest taki dumny.Po kilku godzinach film konczy
        sie,byl wspanialy.Rozkladam lozko do spania,jednak spac nie moge,Hania
        tez.Gramy w chinczyka,nawet po kilka razy. Jest juz godzina 24.00.Boje sie ze
        to moze nastapic dzisiaj.Hania tez tak mysli,bo pojawiaja sie bole ktore po
        pieciu minutach ustaja,i tak na nowo.Niewiem sam, co mam robic.
        Najchetniej juz wezwalbym karetke ale Hania mnie wzbrania.Mysli ze to jednak
        nie dzisiaj i Jej przejdzie.
        Czekamy, rozmawiamy o wszystkim i o niczym ,wspominamy nasze poznanie

        06.04.1981
        Godzina 1.30,bole sie wzmagaja a najgorsze ze ja niewiem co mam robic.Ucze sie
        po niemiecku jak dzwonic po karetke.Bole ustaja.Mowie teraz konkretnie ze
        jezeli sie powtorza to ja dzwonie,Hania protestuje,woli abym zadzwonil do Jej
        kolezanki-Rosi,ktora juz Jej wiele razy pomogla.Dzwonie,i lamana niemczyzna i
        troche po polsku pytam co robic?Rosi kaze nam czekac,jednakze po paru minutach
        przyjezdza do nas.Godzina 2.00,Hania i Rosi popijaja kawe,smiejac sie zemnie ze
        latam po mieszkaniu i niewiem co mam robic.Wynika z tego ze one sa zadowolone a
        ja latam jak wariat ze zdenerwowania.Prosze Rosi aby sobie zabrala Hanie do
        siebie,
        bo mam angst czyli strach.Niewiem czy z tego smiechu czy co ,bole sie
        powtarzaja.Ubieramy Hanie i powoli sprowadzamy z drugiego pietra do samochodu
        Rosi.Hania idzie sama, jednak podrzymujemy Ja czasami..Odjezdzamy z naszej
        ulicy gdzie samochod stoi przy samochodzie.Jednak Rosi jest dobrym kierowca.
        Wolno i z usmiechem prowadzi swojego automatyka.Nocne miasto wyglada
        wspaniale.Hania jest zemna w tyle,polozyla swoja glowe na moje kolana.Wcale nie
        czuc ze jedziemy,a jednak mnie zaczyna byc niedobrze,bole Hani ustaly.Po 15-tu -
        20-tu minutach pieknie oswietlonych ulicach ,wjezdzamy do poteznego parku,gdzie
        widnieje napis wielkimi literami"FRAUENKLINIK FINKENAU- HAMBURG"
        Dopiero teraz widze potezny gmach polozony w samym srodku parku ,przy ktorego
        wejsciu stoi piekny pomnik matki z dzieckiem.Piekny akt macierzynstwa.Szukamy
        wolnego miejsca.Znajdujemy przy samym wejsciu-wjezdzamy.Prowadzimy Hanie do
        srodka,bole sie pojawiaja to zanikaja,Rosemarii jest szczesliwa a ja
        bledne.Rosi tez urodzila sie 6 kwietnia wiec zapewnia mnie ze ze to bedzie
        dzisiaj i jezeli tak bedzie to jeszcze dzis bedziemy pili podwojnego szampana.

        Godzina 2.45

        Siostra przyjmujaca Hanie usmiecha sie przyjaznie.Spisuje dane,ktore tlumaczy
        jej Rosi.Wpuszcza nas
        do poczekalni a Hanie zabiera do innej sali na badania.

        Godzina 2.55

        Wraca z Hania ale Hania juz przebrana i ubrana w szpitalne ubranie.Idziemy na
        sale gdzie ja kladzie na lozko..Ja z Rosemari siadamy obok przy
        lozku.Sprawdzaja jej cisninie i podlaczaja do jakiegos aparatu ktory rysuje na
        monitorze,planszy bicie serduszka malego bobasa.Siedzimy tak przy Hani z
        godzine czasu.Aparat wskazuje takze bicie serca Hani i rysuje kiedy i jakie ma
        bole.Tak jest co piec minut.Hania usmiecha sie, ale wiem ze sztucznie .Ma
        bole,wiem ze Jej jest ciezko bo czasami zaciska zeby.Slyszymy w aparacie tetent
        galopujacych koni.Pytam:was ist das?Pielegniarka tlumaczy mnie ze to klein lub
        kleine Kaminski./w Niemczech nie odmienia sie nazwiska na -ska/Pilegniarka
        prosi nas abysmy jednak pojechali do domu gdyz to moze jeszcze troche
        potrwac.Teraz przyszedl doktor i zabral Hanie na badania.Wychodzimy,usmiecham
        sie do Hani,calujac Ja w policzek.Uspakajam Ja ze wszystko bedzie
        dobrze.Szczerze mowiac,mam wiecej strachu niz ona.Wychodzac,Rosi pyta kiedy
        mamy przyjechac.Prosza abysmy wpierw zatelefonowali.
        Na wszelki wypadek zostawiam siostrze moj numer telefonu.Odjezdzamy.

        Godzina 3.00-4.00
        Rosi odwozi mnie do domu,wysiadam Wolno, idac po schodach mysle ,do glowy
        przychodza mnie rozne mysli.Dopiero teraz spostrzeglem ze kogos tu w mieszkaniu
        brakuje.Siadam przy telefonie,biore album ogladam nasze zdjecia i swoje kiedy
        bylem maly.Ciesze sie, a zarazem boje,bo przypominam sobie ten dzien jak Hania
        powiedziala mnie ze nigdy nie bedzie mogla miec dzieci,gdyz miala wypadek i
        problemy z kregoslupem..
        -
        Strona 2-


        A jezeli to prawda?Co ja wtedy zrobie?Czekam i czekam. Godzina
        7.00,telefon,podnioslem sluchawke.
        Tesciowa wychodzila na kurs niemieckiego do szkoly i pytala jak Hania sie
        czuje.Nie chce Jej mowic ze Hania w szpitalu.Uspakajam Ja ze wszystko dobrze i
        Hania w tej chwili spi.Wiem ze tesciowa ma dzisiaj egzaminy
        koncowe,niechcialbym Jej martwic.

        Godzina 9.00

        Ide do Banku"Sparkasse",wypisuje czek i wybieram pieniadze.Kupuje kwiaty dla
        Rosi. Dzis Jej urodziny
        Pozatym tyle nam pomaga..
        Ide na autobus i jade do Rosi.Piekny jednorodzinny domek jakby wymarl.Nikogo w
        domu?? Rosemarii w bufecie (pokoik specjalnie zrobiony wstylu Bier-Bar)
        Wreczam Jej kwiaty.Jest bardzo szczesliwa,calujac mnie w policzek mowi z jestem
        dzis pierwszy od ktorego otrzymala kwiaty.Maz Jej Dieter w pracy a Carina i
        Michaela (Jej dzieci) juz w szkole,wieczorem bedzie impreza.Zrobila mnie
        sniadanie, lecz jesc nie moglem.Popijajac tylko kawe,ponagllalem Ja o wyjazd
        do Hani. .Rosi uspakaja mnie,usmiechajac sie, ze wszystko bedzie dobrze i ze
        nad wszystkim ma kontrole.

        Godzina 10.30 Poczekalnia .Siedzimy nerwowo na lawce, jeszcze nie
        urodzila.Pielegniarka,lekarzei i nny personel kliniki-wydaje mnie sie ze
        kazdy jest bardzo mily dla nas.Nadzwyczaj mili,ciagle slysze"guten Tag"
        I do tego zyczliwy usmiech.Dla kogos z Polski robi to wielkie wrazenie.Siostra
        przyprowadza Hanie lecz ona nie moze isc o wlasnych silach,dlatego-wracaja na
        sale, gdzie poprzednio lezala.Ubieram zielony fartuch wiazany z tyllu i
        wygladam jak rzeznik .Na glowe czapke a na buty specjanie przygotowana
        cerate.,/aby nikt nie dostal zakazenia /Siadam przy Hani ktora lezy w lozku..
        Rozmawiam z nia , a siostry w niebieskich fartuchach robia wszystko aby Hania
        miala jak najlepiej.Jena z nich,ma skosne oczy, pochodzi z Filipin,pozostale to
        niemki-maja na fartuchach znaczki z personaliami .
        Niebieskooka Gabriela i obok niej blondynka Brigitte,wyczuwaja powage
        sytuacji.,obsluguja aparat mierzacy bicie.Zakladaja Jej cos na palec.Wycieram
        Jej pot z czola,chwytam za reke .Na korytarzu czeka Rosi na zmiane wiec
        wychodze.Siadam nerwowo w poczekalni.Na sali mozna przebywac tylko jednej
        osobie.

        Godzina 13.40-16.00

        Czeste zmiany z Rosi.Mijaja sekundy minuty i godziny.Nerwowo chodze po
        korytarzu tam i spowrotem.Teraz Rosi przy Hani.Czasem siadam i notuje co i
        kiedy,przeciez ma sie narodzic moje dziecko.
        Zupelnie zglodnialem,zbiera mnie na wymioty chyba za duzo tej kawy,sam niewiem
        co mnie dolega.Pani Doktor jest przy Hani,powied
    • lilith76 Re: Porod w oczach mezczyzny 07.09.06, 13:39
      Czy to historia przyjścia na świat autora wątku? wink
      Mi też opowiadano co się działo w domu, gdy ja się przedzierałam na świat.
      • gosia_1985 Re: Porod w oczach mezczyzny 07.09.06, 13:41
        on opowiada o narodzinach swego dziecka.
        • lilith76 Re: Porod w oczach mezczyzny 07.09.06, 13:42
          Niezła pamięć po 25 latach smile
          • 24lena Re: Porod w oczach mezczyzny 07.09.06, 15:13
            eee i co dalej...zawal...czekam bo mnie wciagnelo smile
    • pszkit Re: Porod w oczach mezczyzny 07.09.06, 20:30

      Godzina 13.40-16.00

      Czeste zmiany z Rosi.Mijaja sekundy minuty i godziny.Nerwowo chodze po
      korytarzu tam i spowrotem.Teraz Rosi przy Hani.Czasem siadam i notuje co i
      kiedy,przeciez ma sie narodzic moje dziecko.
      Zupelnie zglodnialem,zbiera mnie na wymioty chyba za duzo tej kawy,sam niewiem
      co mnie dolega.Pani Doktor jest przy Hani,powiedziala ze porod przewidziany
      jest wedlug niej na 17 godzine,ale to jeszcze nic pewnego.Czekam,serce mnie
      coraz mocniej tyka,czuje.Znowu zmiana .Hania tlumaczy mnie ze juz Jej nie
      namowie na zadne dziecko,dostaje bole.Siostry zakladaja kroplowke,ona wyrywa
      sie i krzyczy.Uspakajam Ja,przecieram pot z czola.Zrobili Jej zastrzyk i dali
      cos na przyspieszenie porodu.Dziewczyny zagladaja nerwowo w monitor.

      Godzina 16.00

      Hania krzyczy,wrzeszczy,wpija swoje paznokcie we mnie,wygina mnie palce.Ja
      bledne sam niewiem co robic,siostra glaszcze Ja po brzuchu,spoglada na mnie i
      mowi "ist gut"Trzymam Hani reke a druga reka trzymam blat lozka na ktorym ona
      lezy.Pot splywa jej po czole,zaczyna znowu krzyczec.Bladynka lagodzi ja i kaze
      Jej rytmicznie oddychac "noch mal" "noch mal"/jescze raz/ powtarza.Hania robi
      oddechy,uspakaja sie,wchodzi nagle pani w bialym
      fartuchu.Odczytuje "Heb:s.Gerda" i -uspakaja nas "ist alles in Ordnung"
      Mysle o tym wszystkim,modle sie do Boga,jest mnie duszno.Wychodze i siadam
      nerwowo,Rosi mnie zmienia
      Zaczynam pisac lecz reka mnie drzy.

      Godzina 16.27

      Podchodzi do mnie Pani Doktor i pyta czy chcilbym byc przy porodzie i
      przedewszystkim czy wytrzymam.
      Boje sie ogromnie, ale odpowiadam "Ja" "ja" "ja" /tak/

      Godzina 17.05

      Wprowadza mnie do Hani ,czy mnie poznaje ?Mowie do Niej,kiwa tylko
      glowa,wycieram Jej czolo szmatka namoczona letnia woda..Serce wali mnie jak
      mlot,wychodze.Jednak mezczyzni maja lepiej-pomyslalem sobie.




      -
      Strona 3-
      Godzina 17.20

      Wchodze do Hani,pomimo iz wiem ze przy Niej jest Rosi .Ona Ja przeciera.Widze
      krew z reki na poscieli/chyba od kroplowki.Hania cala blada,chce mnie sie
      plakac ale staram sie wstrzymac,glupio by bylo.Pielegniarka wyprasza jedna
      osobe.Spojrzalem na Rosi ktora szykowala sie do wyjscia.Siostra podeszla do
      mnie i poprosila mnie do innego pokoju.Serce mnie bilo o co Jej
      chodzi.Spojrzala na mnie i spokojnie ,wolno spytala jakie dam imie
      dziecku,usmiechajac sie przy tym.Jezeli chlopak to David a jezeli dziewczynka
      to........Dagmara-odpowiedzialem lamana niemczyzna..Slysze krzyki i znow
      wzywaja te siostre,Rosi wychodzi,siostra trzyma lignine.Hania wypreza
      sie,krzyczy,bol,rozladaja Jej nogi,odzielajac od siebie.Ona przerazliwie
      krzyczy.Probuja i nic.Pielegniarka mnie znowu bierze za ramie bladego.Otwiera
      okno i prosi abym sie przeszedl na swieze powietrze.Pokazuje duzy kliniczny
      zegar i prosi abym byl na 18.30 tutaj na sali.Wychodzac slysze jak Hania
      pyta "czy ja juz Geboren?"/rodze?/


      Godzina 18.00

      Swieze powietrze dobrze mnie robi.Czuje lagodny powiew wiatru,oddycham
      wolno.Czasami mam takie przeczucie ze ten potezny budynek kreci sie wokol,a nie
      stoi w miejscu. Siadam teraz spokojnie na lawce i co chwila spogladam na
      zegar.Calkiem inny swiat-pomyslalem,nie ten ktory przed chwila widzialem.Siedze
      na lawce i odczuwam prawdziwe zmeczenie , az tu nagle....

      Godzina 18.10.

      Cos mnie otrzasnelo z tego zamyslenia.Zupelnie jak zwariowany lecialem biegiem
      do Kliniki.Kiedy ujrzalem pielegniarke zrobilo mnie sie glupio,opuscilem
      glowe."Herr Kaminski" "Herr Kaminski"!!!uslyszalem nagle,
      "Tak to ja" tzn "ja,ja-odpowiedzialem"Bitte schnell" "schnell/szybko/,popychala
      mnie pielegniarka na izbe porodowa ubierajac mnie fartuch w
      pospiechu.Skoczylem jak zajac,zapominajac juz o ceracie na buty a czapka spadla
      mnie gdzies po drodze.Wpadlem do sali gdzie lezala Hania wrzesczac na caly
      glos.Mloda pani doktor,troche piegowata stala nad Hania,ktora w rozkroku
      trzymala nogi.Rosi zapomniala o wyjsciu,a ja zlapalem Hanie za glowe mowiac
      Jej"no Haniu,wytez sie" "wytez sie, jak tylko mozesz"!!! no,no no,!!!!!
      Krzyk przerazliwy,mnie bije serce jak mlot.Doktor cos wklada przy wyciaganiu
      dziecka,proba,krzyk,niepowodzenie.I raz jeszcze,Hania cala czerwona,przecieram
      Jej czolo,siostra i Rosi trzymaja Jej rece,mnie niedobrze.Wcale nie patrze na
      Jej nogi,stoje nad glowa i mowie Jej cos po polsku,byle co.To chyba Ja lagodzi
      ale krzyczy na cale gardlo.

      Godzina 18.15

      Przerazliwy krzyk , wychodzi glowka i mala istota.Pani doktor daje
      klapsa,slysze placz malego dziecka.
      Mojego dziecka.Kreci mnie sie w glowie,wszystko wiruje -patrze?? Jajeczka-
      chlopak,klade glowe na
      szyi Hani placzac,nie wytrzymalem.Haniu-mamy nareszcie naszego
      dzidziusia,dzidziusia ktorego tak bardzo pragnelismy.Dziekuje,kochana,dziekuje.
      Hania spogladajac na malego spytala"czy to naprawde moj? -Ja-odpowiedziala
      pani doktor,i czerwonego jeszcze od krwi malego bobasa polozyla Jej na piersi.
      "Hallo David!"-szepnela pani doktor "Guten Abend""Wilkommen in Hamburg!!!
      Spojrz Krzysiu,szepnela Hania ze lzami w oczach,to nasz synek i tylko nasz.
      Nikomu GO nie oddamy,prawda? nikomu-powtarzala.Nikomu-odpowiadalem
      lagodnie,choc czujac ze nie moge przelknac sliny ani lzy ktora mnie wolno
      zsuwala sie po policzku.

      David
      Waga:3,900
      06.04.1981 godzina 18.15
      Frauenklinik Finkenau-Hamburg

      Dn:07.04.1981,godz.22.00.
      • gosia_1985 Re: Porod w oczach mezczyzny 08.09.06, 16:24
        piękne smile
      • visenna2 Re: Porod w oczach mezczyzny 08.09.06, 18:15
        O jakie ślicznesmile Wzruszyłam sięsmile
        • fania25 Re: Porod w oczach mezczyzny 08.09.06, 18:42
          To to jest jest juz duży chłopak teraz jeśli dobrze odczytuję datę.
          • 24lena Re: Porod w oczach mezczyzny 08.09.06, 20:25
            ladne...dobrze sie czytalo,lubie takie historie.
            • ozega Re: Porod w oczach mezczyzny 11.09.06, 14:22
              Fajna historia-poproszę męża żeby ją przeczytał!
              Pozdrawiamy Hamburg i Arizonę! smile)))
          • pszkit Re: Porod w oczach mezczyzny 11.09.06, 09:23
            Tak David jest juz dzisiaj doroslym chlopcem i mieszka w USA(Arizona)
            Ja osobiscie bardzo ciesze sie z pozytywna opinia mojego opisu i zycze
            wszystkim tatusiom jak i szczesliwym mamom Alles Gutte.Krzysztof
            • dzika41 Re: Porod w oczach mezczyzny 11.09.06, 14:41
              Piękne. Aż się popłakałam.
            • hania1982 Re: Porod w oczach mezczyzny 11.09.06, 15:49
              Naprawde piękne. Popłakałam się ze wzruszenia.
Pełna wersja