lzy i bezsilnosc, pomozcie...

17.09.06, 11:18
Prosze Was tez tu o wsparcie, bo jestem u kresu wytrzymalosci, wczoraj po
ostrej
klotni (ja bylam niestety strona atakujaca, pelna goryczy o niesnaski dnia
poprzedniego) facet mnie zostawil, jestem w 5 msc. Chce wiedziec, jakie mam
wymagania alimentacyjne, nie chcial nawet spokojnie pogadac, kiedy ja juz
doszlam do siebie, mowil, ze podjal decyzje, ze mam oddac klucze do domu
(jego).ta sytuacja mnie powalila, bylismy razem 6 lat, cieszylismy sie z
dziecka, ja sama nie mam warunkow do wychowywania dzidzi, nie mam tez sily
psychicznej, by wstac z lozka, by podjac probe zycia.
Powiem wiecej po tej sytuacji pale ... zdaje sobie sprawe, ze tego robic nie
wolno,ale nie moge fizycznie i psychicznie zapanowac nad soba.
Mozecie mnie za to zganic to zrozumiale, moze ktos pocieszy, ze tydzien
palenia w 9msc ciazy to nie az taki cios dla dziecka
nie wiem co robic
on sie nie odzywa mimo moivh wieczornych sms z przeprosinami, cieplych slow...
nie potrafie dalej zyc..


    • pierkwadratto Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 11:36
      Nie wiem o co poszło... 6 lat to dużo, zbyt dużo by tak ot przerwać to. Może za
      ostro atakowałaś. Czasem trzeba powiedzieć coś inaczej. Spokojnie...
    • draugdur Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 11:38
      sie zdecyduj w ktorym miesiacu jestes! 5 czy 9???
      to po pierwsze. po drugie wez sie w garsc!wiem co mowie.
      po trzecie zajrzyj na forum Samodzielnych-tam pelno takich, pomoga. Mnie
      pomogly, za co im czesc i chalwa!
      • blankamirska Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 11:39
        w 5 miesiacu
    • komyszka Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 11:44
      skoro zostawił Cie w 5 m-cu ciąży, po 6 latach wspólnego życia, wypędzając Cie z
      badz co badz WASZEGO domu, to rozwiązania są dwa:-albo szybko sie opamieta i
      pożałuje tego co zrobił (różne ludzie maja temperamenty i różnie reagują- wiem
      bo sama naleze do "dynamitów")albo ta kłótnia była po prostu pretekstem do
      odzyskania swobody. co do alimentów- na pewno jakies Ci sie należa ale jakie
      dokłądnie nie wiem, musisz zasiegnąć porady fachowca.
      pozdrawiam i życze pomyslnego rozwiazania sprawy!
      • blankamirska Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 11:48
        nie chce alimentow, chce zycia razem, dziecko w tej sytuacji nawet mnie
        przesatlo cieszyc, to tez mnie zalamuje, czuje ze trace grunt pod nogami
        • m0nalisa Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 11:53
          no ale mówisz ze ciebie nie stać, to chyba alimenty przydadzą sie co???
          nie załamuj sie dziewczyno, dziecko to cud, masz istotke dla której warto życ,
          nie zawsze wszystko wygląda tak zle jak może sie wydawać... głowa do góry....
        • ad57 Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 11:54
          wydaje mi się że było więcej powodów takiej decyzji trudno mi uwierzyć że jedną kłótnia można wszystko przekreślić...postaraj się z nim porozmawiać i błagam nie pal!!!!!!!!to tak bardzo szkodzi maleństwu a co ono winne???Twój stres też zle wpływa na dzidzie
        • komyszka Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 12:17
          Wiesz- z drugiej strony chyba powinnas sie zastanowic czy chcesz spedzic reszte
          zycia z czlowiekiem który w tak (wybacz) chamski sposób rezygnuje z Ciebie ale i
          przede wszystkim ze swojego dziecka (wyprowadził Was OBOJE!). Nawet jesli to Ty-
          powiedzmy- "zawiniłaś" nie powinien tak zareagowac. I na pewno juz nie teraz,
          kiedy jestes w ciazy.
          • blankamirska Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 12:19
            masz racje, ale do tego potrzeban jest umiejetnosc racjonalnego myslenia,
            ktorej ja teraz nie mam niestety.ale na pewno nie chce byc sama, cche byc znim,
            obok
            • aniulekxxx Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 12:27
              na poczatek to ściskam Cie mocno i baaardzo współczuje. Nie wiem jaka była
              przyczyna tego ze tak atakowałas ale twój facet to po prostu kawał gnoja.
              Wyrzucic kobiete z którą było sie 6 lat i która nosi jego dziecko??? Nawet po
              najgorszej kłótni tak sie nie robi. I choc teraz bardzo cierpisz to moze
              wkrótce spojrzysz na to inaczej. Może jak ochłoniecie to bedzie możliwa jakas
              rozmowa, choc osobiście nie chciałabym miec do czynienia z kimś takim. MASZ
              TERAZ DZIECKO TO TWÓJ SKARB DBAJ O NIEGO. pozdrawiam i trzymam kciuki
            • kania_kania Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 12:30
              Chcesz byc z nim, czy nie chcesz byc sama? Bo to sa dwie rozne motywacje.

              Zastanow sie chwile nad swoim postepowaniem (faceta przez moment w to nie
              mieszaj). Piszesz, ze nie masz warunkow do samodzielnego wychowywania dziecka -
              co jest motywacja do checi utrzymania zwiazku. Pytanie, czy Ty chcesz z nim byc,
              czy go kochasz?

              Jesli go kochasz, uszanuj jego wybor. Jesli na niego napadlas, nawsadzalas mu,
              to nawet aniol by sie zbuntowal a co dopiero facet, ktory jest TYLKO czlowiekiem.

              Wroc na pewien czas do rodzicow lub zamieszkaj z kolezanka. Daj jemu i sobie
              czas na ochloniecie i wybadanie swoich uczuc. Bo jesli w zwiazku nie ma milosci,
              a jest uzaleznienie (bez niego nie umiem zyc, nie poradze sobie), to nie jest to
              dobra podstawa zwiazku. Byc moze on tez zauwazyl, ze nie ma milosci. Jest na
              tyle odpowiedzialny, ze chce placic na dziecko, ale moze nie chce byc z Toba (ma
              do tego prawo, tak samo, jak Ty masz prawo wyboru).

              Czas jest jest najlepszym lekarzam. Po tygodniu, czy dwoch rozlaki bedzie Wam
              latwiej porozmawiac. Tez jestem w ciazy i wiem, ze czesto jest mi ciezko
              zapanowac nad nerwami, ze czesto cisna mi sie slowa, o ktorych wiem, ze bede
              zalowac. Wtedy ide do lazienki i puszczam wode do wanny i wykrzykuje to slowa,
              tak, zeby nikt nie slyszal... i zeby nikogo nie zranily, bo mam zbyt duzo
              szacunku do mojego meza, zeby mu je powiedziec.

              Ciaze nie jest tez etapem folgowania sobie. Musisz trzymac sie pionu tak samo,
              jak przed nia. I nie wolno Ci Twojego M do niczego zmuszac. Samodzielnie podjete
              decyzje, sa najtrwalsze, wiec daj mu czas na przemyslenie, przezycie i
              zastanowienie sie nad tym, czego pragnie.

              Kania
              • blankamirska Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 13:03
                to bardzo madre slowa, bardzo Ci za nie dziekuje, jednak w obecnej sytuacji ja
                nie umiem normalne funkcjonowac, nie moge zmusic sie do jedzenia wstania z
                lozka, wiec jak tu mowic o racjonalnych decyzjach
                nie wiem jak przetrwac godzine bez myslenia chwutania za telefon
                • m0nalisa Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 13:09
                  znam takie uczucie...... ale uwierz kochana to mija..... ja też nie wierzyłam a
                  dzis? zyję i cieszę się życiem smile))) i jestem szczęśliwa...

                  wyjdz z domu, przejdz sie na spacer, swieze powietrze dobrze ci zrobi, przemyśl
                  sobie wiele spraw na spokojnie.....
                • kania_kania Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 13:35
                  Jestes dorosla, podjelas sie odpowiedzialnosci za male dziecko. Nie masz wyjscie
                  - MUSISZ wziac sie i spionizowac.

                  Zycie pelne jest niespodzianek i to nie pierwszy raz, kiedy wszystko sie wali (a
                  przynajmniej tak Ci sie wydaje). Uzalanie sie nad soba i pozwalanie sobie na
                  "nic" jest bez sensu. Jedyne co robisz to sobie pozwalasz na dalsze uzalanie sie
                  nad soba.

                  Napisalam Ci - daj sobie i jemu czas. Nikt nie kaze to i teraz podejmowac
                  decyzji. 2 tygodnie rozlaki dadza Tobie i jemu czas na przemyslenie sytuacji i
                  dojscie do tego, czego sie chce.

                  Jak masz potrzebe chwytania za telefon - chwytaj i dzwon - do przyjaciolki,
                  mamy, kogokolwiek. Jemu daj czas.

                  Pamietaj, ze to, ze Ty tak czujesz nie oznacza, ze tak samo czuje reszta swiata.
                  Musisz przyjac do swiadomosci, ze Twoj M widzi swiat inaczej i bedzie podejmowal
                  suwerenne decyzje, niekoniecznie kierujac sie tym, co Ty czujesz. Ty tez nie
                  kierowalas sie tym, co on czuje urzadzajac mu awanture.

                  I zaloz sobie, ze ciaza to nie choroba, nie daje Ci prawa do ublizania innym,
                  czy obrazania ich. Musisz zaczac dbac o siebie, wyjsc do ludzi i zyc dalej, bo
                  Twoje dziecko, za ktore ponosisz odpowiedzialnosc, tego potrzebuje.

                  Jakby co - moje GG: 299238. Nie siedze caly czas przy kompie, ale w tygodniu
                  jestem dosc czesto.

                  Kania
            • m0nalisa Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 12:31
              z kim? spójż prawdzie w oczy- on ciebie nie chce, przynajmniej nie w tej
              chwili..... powiem ci z włąsnego raczej bogatego doświadczenia, nie proś go by
              wrócił.... bo wróci i i tak odejdzie..... wiesz faceci czasem sie gubią, może
              tak wyszło, też ma presję i wróci- ale musi sam chcieć... a ty tymczesem dbaj o
              siebie kochana, pomyśl co mogłoby się stać jakby i maleństwa zabrakło- wiem to
              mocny argument ale pomyśl..... głowa do góry dziewczyno smile
              • m0nalisa Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 12:35
                kania, masz racje, podpisuje się pod tak rozsądnym postem
                • blankamirska Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 16:54
                  a ja juz nie mam sily nawet ryczec...kompletna bezsilnosc
                  • ad57 Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 20:14
                    a próbowałaś z nim jeszcze rozmawiać?nie denerwuj się
                    • kania_kania Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 20:18
                      Teraz rozmowa niczego nie rozwiaze. Oboje sa pod wplywem emocji i moga jedynie
                      zaognic konflikt.

                      Oboje potrzebuja czasu i wyciszenia sie, a autorka watku dodatkowo wziecia sie w
                      garsc. Bo jeczeniem i "niemoca" niczego sie nie zalatwi, a i na dziecko taka
                      postawa nie wplywa pozytywnie.

                      Kania
          • kraxa ona go przeprasza, sle czule esemesy.... 19.09.06, 13:12
            Ludzie zloci, to juz koniec swiata jest. CZegokolwiek bys m nie powiedziala w
            zlosci, facet, ktory Cie kocha i czuje sie z Toba i dzieckiem zwiazany nie
            wykorzysta czegos takiego jako pRETEKSTU do odejscia- bo tak to niestety widze.
            Uszanuje Twoje emocjonalne rozedrganie. Moze sie poczuc urazony, ale nie
            wyskoczy z tekstem, ze masz mu powiedziec ile chcesz alimentow. Wyglada na to,
            ze Ty byslas zaslepiona dzieckiem, ciaza, wizjami wspolengo zycia a on juz od
            dawna dryfowal w innym kierunku. Jesli mialo by sie cos naprawic to musi to
            wyjsc od niego, a Ty sie nie upodlaj przepraszajac go ( jak mniemam mialas
            powody do pretensji)
            • kania_kania Re: ona go przeprasza, sle czule esemesy.... 19.09.06, 13:15
              IMO, duzo zalezy od tego, jak to wygladalo do tej pory. Zawsze wina lezy po obu
              stronach, wiec obie strony musza chciec rozwiazania trudnej sytuacji. Jesli
              jedna czuje sie jak ofiara i nadaje drugiej miano "przestepcy" nic z tego nie
              wyjdzie.

              Kania
      • hania1982 Skonczylam prawo - alimenty 19.09.06, 13:04
        Trzymaj sie dzielnie.Alimenty Ci sie naleza na 100%. Jezeli facet uznaje
        dziecko to powinien je placic juz bo utrzymanie dziecka w brzuchu tez kosztuje.
        Jesli sie wyprze to po porodzie musicie zrobic test na ojcostwo. Jesli dziecko
        jest jego to bedzie musial zaplacic zalegle alimenty za ciaze plus owczesne.
        Alimenty zawsze zasądza sąd, wiec musisz isc do sadu, chyba ze sie sama
        dogadasz z facetem. Jak nie chcesz teraz isc do sadu, to i tak poźniej
        doradzam, zebys poszla, bo ktos kiedys powiedzial mi cos bardzo zyciowego.
        Facet kocha dziecko dopóty, dopóki kocha jego matkę. Jeśli Twoj facet znajdzie
        sobie inna, to pewnie ona odsunie go od Waszego dziecka. A jak bedzie mial inne
        dzieci to juz napewno. Co do alimentów - to zależa one od jego dochodów. Taka
        przynajmniej jest teoria - skonczylam prawo i wlasnie bede sie bronić.
        A Ty glowa do góry. Trzeba byc twardym - zrob to dla siebie i dla dzidzi.
        Jestem pewna, ze sie pozbierasz, a jak bedziesz juz miala dzidziusia to
        bedziesz najszczesliwsza na swiecie i zaden fagas nie bedzie Ci potrzebny.
        chyba on juz Was nie chce, bo gdyby Cie kochal, to by zrozumial, ze masz
        wielkie hustawki nastrojow w ciazy. Ja jestem w 30tc. Moj zrozumial i
        przecierpial na razie wszystkie moje chore akcje.
        Trzymaj sie.
        Pozdrawiam Ciebie i Twojego maluszka.
    • patrycja_a Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 17.09.06, 22:01
      Niech twój M sam podejmie decyzję, nie narzucaj się. Wiem, że po tylu
      latach bycia razem każda ma z nas do tego prawo, ale nie w takiej sytuacji. Na
      pewno za jakiś czas będzie dobrze (nawet jeśli bez "niego", to na pewno będzie
      dobrze), więc myśl tymi kategoriami, a mianowicie nie rób "krzywdy" swojemu
      dziecku. Wyobraź sobie, że Twoje maleństwo jest na świecie.....jego pierwszy
      uśmiech, oczka wpatrzone w Ciebie, a potem......jak bije brawo, cieszy się w
      głos, przytula się do Ciebie itd. itd, a jest tego o wiele więcej. Blankamirska
      uwierz mi.......na prawdziwe szczęście musisz jeszcze poczekac ok 4 miesięcy.
      Naprawdę twoje dziecko wynagrodzi Tobie każdą nieprzyjemną chwilę. Chyba, że
      szarpnie Cię za włosy, albo uderzy w głowę ciężkim przedmiotem. Mimo trudnej
      sytuacji, żebyś była szczęśliwa, musisz pozwolic temu szczęściu rozwijac się
      prawidłowo. Niew eim, gdzie teraz mieszkasz, ale jak masz możliwośc to poproś
      bliską osobę o pomoc, a mianowicie o to by z Tobą spędzała jak najwięcej czasu.
      Pewnie teraz nie masz na to ochoty, ale to może polepszyc Twoje samopoczucie.
      Oprócz tego sama walcz ze sobą o lepszy nastrój. Pmiętaj o tym maleńtwie, które
      któregoś dnia powie "KOCHAM CIĘ MAMO".
    • blankamirska Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 19.09.06, 06:50
      on nadal jest nieugiety, jak dalej zyc...
      • komyszka Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 19.09.06, 07:37
        powtórze Ci w sumie to co juz napisalam- TAKIEGO czegos NIE ROBI SIE kobicie w
        ciązy,swej długoletniej partnerce, która w dodatku spodziewa sie waszego
        wspolnego dziecka. któraś z poprzedniczek napisała ze ciaza to nie choroba i ze
        nie upoważnia kobiety do "ekstremalnych" zachowań. nie zgodze sie z tym
        absolutnie. nie bede argumentowac dlaczego bo to nie miejsce na takie wywody.
        krótko mówiąc CIĄŻA MA SWOJE PRAWA. a Twój partner zachował sie jak ostatni
        cham. jaka masz gwarancje ze (zakłądajac ze sie pogodzicie) nie zrobi tak samo
        za rok dwa 10 lat? rozumiem ze sie zdenerwował (nawet bardzo) rozumiem ze był na
        ciebie wsciekły. ale zeby z tego powodu WYGANIAC CIĘŻARNĄ z domu????mnie to sie
        w glowie nie miesci.
        na Twym miejscu zaprzestałabym jakichkolwiek prób kontaktu. jesli mu naprawde na
        WAS zależy- odezwie sie sam.
        • hania1982 Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 19.09.06, 13:12
          komyszka ma racje!!!
          blankamirska wiem, ze latwo to powiedziec,ale kopnij go w tylek. Jak mu na Was
          zalezy, to sam wroci a jak nie to 3 mu w 4.
          Ja wiem jak to jest byc porzucona, co prawda nie w ciazy. Dzwonilam, prosilam o
          spotkania, modlilam sie zeby wrocil. Dopoki nie osiagnelam dna. Potem moglam
          sie tylko odbic. Poznalam innego a moj synek w brzuszku ma juz 30 tygodni.
          Bądź dzielna. Nie pozwol zeby traktowal tak Ciebie i dziecko.
          Jak mogl Cie wyrzucić???
          Z dzidziusiem???
          Koszmar.
          Uciekaj od tego chama, bo nawet jak sie zejdziecie, to z czasem bedzie tylko
          gorzej.
          I trzymaj sie.
        • kania_kania Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 19.09.06, 13:26
          A ja to widze z drugiej strony.

          Facet, nawet w awanturze nie stracil zimnej krwi i prosil, zeby przestala. Z
          tego, co autorka watku pisala, to nie pierwsza taka sytuacja. Jesli ona z
          akazdym razem olewala, to co go drazni i specjalnie mowila takie rzeczy, to
          swiety by nie wytrzymal, nie tylko zwykly facet.

          Odwracajac sytuacje. Osoby z nerwica tez maja taryfe ulgowa. Nie ich wina, ze sa
          chorzy. Ale to chyba nie jest powod, zeby osoba z nerwica podnosila reke na
          najblizsza sobie osobe?

          Ciaza ma swoje prawa, ale zwiazek tez ma swoje prawa. partnera w zwiazku nalezy
          szanowac. Jesli nie okazuje sie drugiej stronie szacunku, samemu sie na niego
          nie zasluguje.

          Kania
      • kania_kania Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 19.09.06, 13:22
        No coz, jak chcesz sprawe rozwiazywac na goraco powodujac tylko wzrost emocji -
        Twoj problem. Nie rozumiem, jak mozna miec takie roszczeniowe podejscie do
        swiata. Ty podczas awantury tez bylas nieugieta - i wtedy bylo OK.

        Daj sobie i jemu czas. Inaczej tego w ZADEN sensowny sposob nie zalatwisz. Po
        prostu zastanow sie jakie masz priorytety. Jesli chcesz odzyskac z facetem
        kontakt - nie napastuj go, nie wysylaj rozpaczliwych sms-ow, przeprosin, kajania
        sie. Tylko tracisz w jego oczach.

        Postaw sie w jego sytuacji, wkurzylas go (najprawdopodobniej nie pierwszy raz) a
        teraz wymagasz, zeby od razu byl mily i o wszystkim zapomnial. Nie ma takich
        zwierzat. Sa faceci, ktorzy nie okaza emocji, albo one szybko z nich wyparuja,
        ale sa i tacy, ktorzy potrzebuja czasu. A Ty mu tego czasu nie dajesz.

        Wez na wstrzymanie, zajmij sie haftowaniem, czy robieniem na szydelku ciuchow
        dla dziecka.

        A jesli chodzi o to, jak dalej zyc - normalnie, jak zyja inni. Wziac sie za
        jakas pozyteczna robote, ulozyc sobie grafik zadan na kazdy dzien, dbac o
        dziecko a nie tylko cackac sie ze soba.

        Kobieto, jestes dorosla, wiec zachowuj sie jak dorosla. Podjelas decyzje (nie
        zamknelas buzi, jak Cie o to proszono) to teraz ponos tego konsekwencje. Teraz
        jestes odpowiedzialna za siebie i swoje dziecko, wiec moze przejmij wreszcie te
        odpowiedzialnosc i przestan chlipac.

        A facetowi daj od siebie odpoczac, pokaz mu, ze radzisz sobie bez niego - moze
        wtedy latwiej mu bedzie podjac decyzje o powrocie.

        Kania
      • kraxa kania-kania a skad masz taki wglad w sytuacje? 19.09.06, 13:42
        Ja o zadnej nerwicy nie doczytalam, ani o tym, ze awantura byla nie pierwszy
        raz?
        • kania_kania Re: kania-kania a skad masz taki wglad w sytuacje 19.09.06, 13:58
          Nerwica byla kontrprzykladem. Z mojego zycia. Moj byly mial nerwice i
          rozladowywal frustracje bijac mnie. Nie uwazam, zeby jego stan go
          usprawiedliwial. Tak jak nie uwazam, zeby ciaza usprawiedliwiala napastliwosc
          autorki watku.

          Co do tego, ze to nie pierwsza klotnia, cytat z wypowiedzi autorki watku na
          forum "w oczekiwaniu":

          "zawsze, nawet po drobnych klotniach, odzywal sie".

          Kania
    • abneptis koleś to tchórz 19.09.06, 14:01
      i znalazł byle pretekst żeby sie od was uwolnic...
      niestety to moje zdanie, ale nikt nie zostawia kobiety w ciąży, partnera od 6
      lat od tak z dnia na dzień, nad takimi rzeczami sie trzeba zatanowic, przegadać
      i przemyślec.
      Szkoda mi i ciebie i twojego dziecka bo facet jest nieodpowiedzialny... albo
      wybitny dupek.
      • abneptis zastanowić oczywiście miało być n/t 19.09.06, 14:02

      • kania_kania Re: koleś to tchórz 19.09.06, 14:07
        Ja nie jestem przekonana. Widzialam po znajomej parze, jak upierdliwa potrafi
        byc konieta w ciazy. Czasami mam wrazenie, ze kobiety wykorzystuja ten stan,
        zeby odreagowac wszystkie frustracje z calego zycia.

        Po tym, co mialam okazje zaobserwowac, jak rowniez po praktykach, jakie mialam
        m.in. w domu samotnej matki - dochodze do wniosku, ze jednak nie zawsze facet
        jest winny. A najlepszym rozwiazaniem jest rozlozyc odpowiedzialnosc za sytuacje
        na obie strony.

        To, ze ja jestem normalna w ciazy (trzymam sie piony, gryze w jezyk, wyplakuje
        hormonalne hustawki w lazience) nie oznacza, ze inne kobiety tez racjonalnie
        podchodza do swojego stanu.

        Nie twiedze, ze autorka watku jest wszystkiemu winna, ale ponosi przynajmniej
        50% odpowiedzialnosci za zaistniala sytuacje.

        A facet, to tez czlowiek. My nie wiemy, czy ta ciaza byla planowana przez niego,
        czy zostal w nia wrobiony, czy sam chcial. Nie wiemy nic. Wiec ciezko wyciagac
        jakiekolwiek wnioski. Mozna jedynie zmobilizowac autorke watku do dzialan
        zwiazanych z poprawa jej samopoczucia i zapewnienia sensownej atmosfery do
        dalszych rozmow. O reszte musi zadbac ona sama.

        Kania
        • komyszka Re: koleś to tchórz 19.09.06, 15:41
          droga kaniu- piszesz generalnie rzecz biorąc rozsądnie. niemniej jednak ZADNE,
          powtarzam- ZADNE argumenty nie usprawiedliwiają moim zdaniem tego co zrobił ten
          pan(...). NIE W TAKIM (ciąza długoletniej partnerki)MOMENCIE. padło stwierdzenie
          "przemyślał to sobie" ( odnosnie domniemywam ich dalszego wspólnego zycia) tzn
          brał pod uwage wszystkie 'za" i "przeciw" , to nie był czysty afekt co
          EWENTUALNIE mogłoby usprawiedliwiac jego zachowanie. taka postawa to gnojarstwo
          i skrajne okrucieństwo. to bardzo poprawne ze szukasz przczyny i starasz sie
          nikogo jednoznacznie nie winic i nie usprawiedliwiac lecz do pewnych rzeczy nie
          można miec relatywnego podejscia. rozpatrując zawsze "metodą środka" możemy
          bowiem dojść do wniosku że w sumie np. i zabijanie ludzi nie jest az takim złem.
          pozdrawiam!
          • kania_kania Re: koleś to tchórz 19.09.06, 22:34
            Stwierdzenie to padlo z klawiatury autorki watku. Mnie przy tej awanturze nie
            bylo, wiec bede obstawiala, ze oboje narozrabiali tak samo. Latwo jest
            przychylic sie, ze ktos jest biedny, bo ja bym sie w takiej sytuacji tez czula
            biedna. Ale niestety zycie nie jest takie proste.

            Uzalanie sie nad autorka watku w tej chwili nie przyniesie niczego wiecej, jak
            jej dalsze pozostawanie w totalnym bezruchu i uzalanie sie nad soba.

            A to dopiero poczatek. Jesli jej partner uznal, ze ma dosc (mial prawo), to ona
            musi teraz wymyslec, jak zorganizowac sobie zycie z dzieckiem. I musi myslec
            obiektywnie, bo ustawianie dzieciaka (tatus jest zly, bo nas zostawil) zostawi
            tylko blizny w psychice dziecka, ktore u kolegow i kolezanek widzi, ze
            tatusiowie nie sa zli.

            Najpierw matka musi doprowadzic swoje widzenie swiata do obiektywizmu (poczucie
            bycia ofiara niestety w niczym nie pomaga) a pozniej moze wziac sie za
            wychopwywanie dziecka.

            Tak wiec obrona biednej, ciezarnej i wydzierajacej sie na faceta, mimo, ze ten
            prosi, zeby tego nie robila, w tej chwili nie ma zadnego sensu. teraz trzeba jej
            dac kopa, zeby zaczela zyc sama.

            A jesli dojda z czasem do wniosku, ze jednak chca byc razem, to musi byc
            suwerenna decyzja kazdego z nich, przemyslana bez emocji.

            Na te chwile oboje mysla emocjami (kilka dni, to po takiej aferze, ktora konczy
            sie wyprowadzka, to za krotko).

            Nie chodzi mi o zloty srodek a o zmiane myslenia i osob wspierajacych autorke
            watku na grupie i samej wyzej wymienionej. Zycie toczy sie dalej i nie jest
            wazne, kto postapil fair a kto nie. Wazne jest jaka nauke z tej sytuacji
            wyniesie autorka watku.

            Kania
            • komyszka Re: koleś to tchórz 20.09.06, 07:26
              "teraz trzeba jej
              dac kopa, zeby zaczela zyc sama." nie na każdego owy "kop" zadziała. znam nie
              jedna taka osobę, w tym siebie. ilekroć moja mama usiłowała mnie w ten
              niewyrafinowany sposób przywrócić do działania- ZAWSZE odnosiło to wrecz
              odwrotny skutek. nie wiadomo co potrzeba autorce watku- ja odnosze raczej
              wrażenie ze chciała tu sie po prostu wyżalić, powiedziec glosno o swym
              cierpieniu- nawet jesli oznacza to ze robi z siebie "biedną, ciezarną i
              wydzierajacą sie na faceta".
              co do partnera autorki-zdania nie zmienie- GNÓJ jakich mało ( niestety ostatnio
              coraz wiecej takich) i postąpić tak nie powinien. NIE MIAL PRAWA TEGO ZROBIC.
              prawa MORALNEGO. i stety lub nie życie jest czasami BARDZO proste, tylko
              człowiek UWIELBIA doszukiwać sie zbednych niuansów. nie rozpatruje po czyjej
              stronie w tym wypadku jest wina. rozpatruje NAGANNOŚĆ samego skutku/czynu-
              wyrzucenia ciezarnej partnerki z domu po dokonaniu "przemyśleń". NIC nie
              usprawiedliwia takiego postepku.
              • kania_kania Re: koleś to tchórz 20.09.06, 08:40
                Nie neguje, ze chciala sie wyzalic i moje poczatkowe posty byly w lagodnej
                formie, bo wiem, ze takie osoby potrzebuja spokoju i akceptacji.

                Ale powiedz mi, tak szczerze... Jesli masz dola, to ile dni uzalasz sie nad
                soba? Ile dni wymagasz ciaglego naplywu slodkich slow wsparcia? I czy jesli ktos
                pokaze Ci co zrobic, to czy sprobujesz, czy olejesz?

                Nie mam nic przeciwko wspieraniu (moje wyksztalcenie temu sluzy), ale wspieranie
                to pomoc w powrocie do rownowagi a nie zezwolenie na zapadanie sie w sama
                siebie. Kop kopowi nierowny. Sa osoby, ktore potrzebuja tego, zeby nimi
                potrzasnac, a sa takie, ktorym wystarczy wskazac droge, bo sie zagubily. Problem
                polega na tym, ze autorka watku chce tylko uzalania sie nad soba.

                Nie pisze nic o tym, co zamierza zrobic, zeby sprobowac ratowac swoj zwiazek,
                tylko pisze, jak jej zle, bo facet jest konsekwentny w swoich decyzjach.

                Moze to skaza zawodowa. Moze nie umiem po prostu uzalac sie nad osobami, ktore
                dostaly w d... od zycia, ale wiem, ze samo uzalanie sie tylko pogarsza sytuacje.
                Takie osoby traca motywacje i chec do dzialania, bo nie musza w zadne sposob
                zasluzyc na akceptacje spoleczna, bo maja ja za darmo... W ten sposob rodzi sie
                roszczeniowy stosunek do swiata.

                Nie dyskutuje o tym, kto byl winny, bo mnie tam nie bylo. Nie umiem z taka
                pewnoscia siebie, jak Ty ocenic czlowieka, ktorego nie znam. Moge tylko pomoc,
                tak jak potrafie. A potrafie pokazac droge i wskazac, czego teraz robic NIE WOLNO.

                Kania
    • zebra12 Faceci tacy są! 19.09.06, 17:15
      Przekonałam sie o tym boleśnie! Po co Ci on? Wierz mi, że lepiej być samej niż
      się męczyć z jakimś idiotą! Jestem przeszło 10 lat po ślubie i wiem, co mówię!
      A już na pewno nie warto się upokarzać i uniżać przed jaśnie panem! Jesteś
      wspaniałą kobietą, masz siłę, o której nawet nie wiesz i dasz radę! A po latach
      zrozumiesz, że lepiej być samej niż codziennie przeżywać małżeński koszmarek.
      Faceci są podli, wykorzystują kobiety i tak naprawdę mają je w nosie! Chodzi im
      zwykle o jedno. Potem pa, pa. Nigdy nie czują się zobowiązani! Więc głowa do
      góry i ciesz się, że jesteś wolna! Poradzisz sobie, a i dziecko będzie zdrowsze
      psychicznie. Ja teraz musze się po sądach ciągać i dzieci leczyć u psychologa.
      Ty tego unikniesz!
      Pozdro.
      • amel22 Re: Faceci tacy są! 19.09.06, 20:00
        Dziewczyno!On nie jest ciebie i twojego dzidziusia wart.Skoro nie chce ciebie
        i dzidzi to sama widzisz że on was nie kocha.Tak nie kocha.To że byłaś z nim 6
        lat to jest przywiązanie a nie miłość.Gdyby ciebie kochał to zachowywałby się
        zupełnie inaczej.Czy jest ci potrzebny facet który ciebie nie chce?A nawet gdyby
        zdecydowałby się na pozostanie z tobą -to ja bym na niego nie liczyła,gdyż
        wczesniej czy później to i tak ciebie zostawi.Masz przed sobą całe życie z
        dzieckiem-czy chcesz aby dziecko na to wszystko patrzyło-na niekochających sie
        rodziców,albo poniżaną mamusię.Miej swój honor i nie daj się więcej poniżać I
        upokarzać.Jak nie miałabyś gdzie mieszkać teraz to dowiedz się np.o domach
        samotnej matki.Głowa do góry-jak on się opamięta to będzie już za późno-ty
        poradzisz sobie sama.A najważniejsze teraz jest DZIECKO i to na nim powinnaś
        się teraz skoncentrować a nie na tym "dupku".Dziecko potrzebuje matki
        silnej,która da mu wsparcie,zapewni przyszłość i co najważniejsze da MIŁOŚĆ.
        • kania_kania Re: Faceci tacy są! 19.09.06, 22:44
          Tak sie zastanawiam, piszecie to z autopsji, czy bo tak Wam sie wydaje?

          Ja mojego bylego zostawilam, chociaz zalezalo mu i na mnie i na dzieciach. Ale
          jego zachowanie wobec mnie i dzieci nie odpowiadalo mi. Uwazalam, ze zasluguje
          na cos wiecej. Moze ten facet myslal w takich samych kategoriach? I czy to zle,
          ze czlowiek, poza tym, ze patrzy na innych (6 lat, to niezly staz) to jeszcze ma
          szacunek do siebie samego?

          Nie kazda kobieta, ktora tu pisze jest niewinna, biedna, skrzywdzona przez los
          ofiara przemocy domowej. Tak samo, jak nie kazdy facet jest draniem. Niektorzy
          zamiast podniesc reke, czy zmuszac sie do wytrzymania kolejnej awantury wola
          przerwac zwiazek.

          Dlaczego tak latwo jest Wam oceniac nie majac do tego zadnych podstaw? Czasami
          lepiej z czegos zrezygnowac, zeby nie bylo jeszcze gorzej. Zycie nie jest tak
          proste, jak to opisuja w kolorowych gazetkach...

          Kania
    • blankamirska Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 19.09.06, 21:24
      mija kolejny dzien, niestety wegetacji, bo inaczej nie umiem tego nazwac. Nie
      dzwonil nawet kontrolnie, by zapytac, jak czuje sie jego syn w moim brzuchu...
      Mam bys silna, nie kajac sie, nie prosic, nie wysylac sms (wielki dzieki kania-
      kania za szereg ostrych, ale bardzo madrych slow),ale nie umiem. Dzis nie
      zrobilam tego, ale pytam sie, iloe jeszcze wytrzymam...
      • kania_kania Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 19.09.06, 22:40
        I teraz mam prosbe, tak szczerze napisz, po co relacjonujesz nam, jak to Tobie
        jest zle i jak to nic nie robisz?

        Wystarczyloby napisac "jak wyzej" albo "bez zmian". Dziewczyny wczesniej czy
        pozniej znudza sie pocieszaniem Cie, skoro nie odnosi to skutku. Lepiej byloby,
        gdybys relacjonowala, jak wracasz do zycia, jak robisz nowe postanowienia (nie
        bede sie darla, dam innym dokonczyc, to co mowia, nie bede sie cackala ze swoja
        ciaza, podejme MADRA walke o moj zwiazek, ale wiem, ze to moze sie nie powiesc).

        Nikt nie lubi ciagle lamentujacych panienek... Takich mamy na kopki w
        najblizszym otoczeniu. Jesli masz problemy ze soba - zwroc sie o pomoc do
        fachowca, nie wiesz, gdzie masz fachowca w swojej okolicy? zapytaj na
        odpowiednim forum. Google tez sa niezlym przyjacielem.

        Rob cos, bo to juz staje sie monotonne...

        Kania
        • blankamirska Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 20.09.06, 07:26
          chyba przesadzilas...lepiej bylo nic nie pisac... zazdroszcze ci, ze jestes
          taka silna kobieta...najlepiej postaraj sie o skasowanie tego watku, skoro tak
          sie nudzi i irytuje
          przykro, ze takie to monotonne dla ciebie, co pisze, ale niestety moze takie
          nudne i trudne jest zycie...nie tworzylam tu serialu komediowego dla twojej
          rozrywki
          dzieki, ze utrudnilas mi kolejny poranek i postawilas 'kropke nad i'.
          gratuluje kobieto
          • kania_kania Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 20.09.06, 08:33
            Zgadza sie, nie lubie.

            Ale nie tylko o tym pisze, ale rowniez daje sygnal, co zrobic, zeby nie popasc w
            totalna rozpacz nad wlasnym losem, co prowadzi tylko i wylacznie do zalamania
            nerwowego. W przeciwienstwie do Ciebie i innych dziewczyn z forum pokazuje Ci
            sciezke a nie uzalam sie nad Twoim biednym losem.

            Kiedys myslalam, ze gdyby wszyscy uzalalai sie nade mna byloby mi lepiej. teraz
            z perspektywy czasu widze, ze w takich sytuacjach TYLKO ktos, kto motywuje do
            dzialania jest deska ratunku. Tym bardziej, ze obserwacje te opieram nie tylko
            na swoim zyciu, ale rowniez na zyciu innych matek, ktore dostaly kopa od zycia.
            Mialam praktyki w domu samotnej matki i widzialam, jak wygladaja tam terapie.
            Nikt sie nad tymi kobietami nie uzala. Sa proszone o przedstawienie swojego
            pomyslu na dzis, na jutro, na przyszly tydzien, pozniej rozmawia sie o planach
            zawodowych, szkole itp. Dlatego napisalam, jesli potrzebujesz pomocy fachowca -
            zwroc sie o nia.

            Wiec zanim przekreslisz swoj kolejny poranek, zastanow sie, czy lepiej
            przynajmniej probowac cos ze soba robic, czy lepiej topic sie w otchlani rozpaczy.

            Ta grupa niekoniecznie skupia osoby, ktore napisza, to co chcesz przeczytac, tak
            jak w zyciu nie dzieja sie tylko rzeczy, na ktore liczysz. To od Ciebie zalezy
            co z tego wyniesiesz, nie od nas.

            A co do kasowania watku, jest pytanie, ktore nurtuje mnie od poczatku - dlaczego
            o tym samym piszesz na przynajmniej dwoch forach?

            Kania
        • komyszka Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 20.09.06, 07:32
          "Nikt nie lubi ciagle lamentujacych panienek..."
          a ja np. nie lubie bohaterskich matek-polek które niczym superwoman krusza swych
          wrogów i jak buldożery mkną do celu, nie dopuszczając do świadomości ze inni
          ludzie mogą czuć w zupełnie odmienny sposób. NIE KAZDY TAKI JEST. myślałam kaniu
          (mimo iz mamy rożbieżne poglady zyciowe) ze jestes mądrzejszą osobą- to jedno
          stwierdzenie przekreśliło ten sąd. uważam naszą dalszą wymianę zdan za bezcelową.
    • agnesa-72 Re: lzy i bezsilnosc, pomozcie... 20.09.06, 10:20
      Nie wiem jakiego wsparcia wogóle się spodziewasz.Mam nadzieję,że nie głaskania
      po głowie.Jeżeli mężczyzna podjął takie radykalne kroki to uważam,że miał
      powód.Po 6 latach nie rzuca się kobiety bez powodu.Często dziewczynie się
      wydaje,że jeżeli jest w ciąży to już jej się wszystko należy,a facet powinien
      leżeć u jej stóp i spełniać życzenia.O związek i miłość trzeba stale
      dbać,ciągle go podsycać ,bo zgaśnie.Nie raz przyszłe mamy wypowiadają się ile
      wysiłku muszą włożyc w to ,aby pomimo swojego coraz mniej atrakcyjnego wyglądu
      nadal podobać się partnerowi.W ciąży jesteśmy skłonne do kłótni,trudno panować
      nad sobą,ale nie można terroryzować otoczenia.Miej swój honor i uporządkuj
      swoje życie.Dwonienie do chłopaka nic ci nie da.Straciłaś zbyt wiele w jego
      oczach.Teraz pokaż ,że jesteś kobietą z krwi i kości.Musisz zadbać o
      dziecko.Jeszcze masz czas na organizację.To twoja jedyna szansa.Możesz wiele
      zyskać.Pokaż,że jesteś sama w stanie sobie poradzić.Planuj:gdzie i za co
      będziesz żyć,korzystaj z pomocy państwa,rodziców i alimentów,jeżeli masz takie
      możliwości podejmij się jakiejś pracy (NAWET DO WYKONYWANIA W DOMU)Poradzisz
      sobie.Nie takie nieszczęścia ludzie przeżywają. Życzę POWODZENIA.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja