majafi
25.09.06, 14:04
Witajcie. A tak się starałam. Śniadanko takie jak chciał, gazetka,
książeczka, kochanie to, kochanie pstro, ale nie: codziennie milion rzeczy
źle: a to kotlety za mało ciepłe, a to, że on musi sobie przynieść taboret z
pokoju, bo w kuchni jest tylko jeden i ja bezczelnie na nim usiadłam (!), a
to, żebym mu powiedziała czy dzisiaj urodzę, bo co on będzie wieczorem z
kolegami o suchym pysku siedział, a to że nie mam ochoty na thriller z
Harrisonem Fordem, a to że ja się do wszystkiego cały czas przypie*dalam
ku*rwa o co mi do ciężkiej cholery chodzi???!!!! Mówię spokojnie: słuchaj,
mam najtrudniejszy okres w życiu, potrzebuję trochę wsparcia, jakiejś opieki,
a nie codziennych awantur.
"SAMA SOBIE ROBISZ AWANTURY! A W OGÓLE TO NIE CHCE MI SIĘ O TYM GADAĆ" No to
mówię: ok, wobec tego nie widzę innego wyjścia - bierzesz swoje rzeczy,
pieniądze, komputer, sprzęt i idziesz mieszkać do swoich rodziców. Ja zaraz
będę mieć maleńkie dziecko i potrzebuję spokoju, a nie ciągłej wojny o byle
pierd. A on na to: "Dobra. Jak chcesz." I poszedł. Tak po prostu. Nawet nie
próbował przeprosić, ani się pogodzić.
9 misięcy radziłam sobie sama (on był za granicą) i myślę, że teraz sobie też
poradzę, chociaż strasznie się boję, bo w każdej chwili mogę urodzić i zdaje
się, że sama będę do szpitala jechać i rodzić i wszystko, ale nie mogłam już
tego dłużej znieść

Codziennie kładł się o 2 w nocy, wstawał 12-13, co
wieczór pił piwo (fakt, że 2 zamiast 6, ale błaaagam) i przez 9 miesiący nie
znalazł czasu, żeby przeczytać chociaż jedną książkę o dzieciach (za to
ciągle liga angielska, włoska, francuska i ch wie jaka jeszcze).
Dodam tylko, że od pięciu lat jesteśmy małżeństwem i nikt z moich znajomych
go nie lubi.Dla niego porzuciłam miłość mojego życia tuż przed ślubem
(kretynka, zachciało się filmowych emocji!)
Dziewczynki, dodajcie mi ducha, bo schodzę...
Nie zabrał wszystkich swoich rzeczy, boję się, że wróci, a ja go już nie chcę
widzieć

Ale komp też jest jego, więc nie mogłabym już nic napisać gdyby go
zabrał...

Mogłabym prowadzić profesjonalne kursy: "Jak sobie spie**olić
życie". W tym jestem świetna. Boże, biedny mój syneczek

(((((((((((((((((((