Kochanie! będę chodził min 1 raz w tyg na basen!?

29.09.06, 14:45
Tak wczoraj zakomunikował mi mó mąż. dodał jeszcze- zastanów się jak
wygospodarować czas na to bym jeszcze mógł chodzić na jogę!!!!!
Miałam własnie w ręku garnek i myslałam, że wyląduje on na jego głowie!!!!!
Mamy dziecko prawie 3 letnie i teraz jestem w 32 tc. Pracujemy "po równo"
tzn. średnio od 8.00 do 18.00. Dziecko odbieramy od babci, zakupy, kontrola
stanu zaawansowania budowy naszego nowego domu i wreszcie o 20.00 jestesmy w
naszym małym mieszkanku i.... zaczynają się nerwy: kolacja, kąpanie usypianie
małej buntowniczki... Wreszcie o 22.00 jest spokój: ładuję pranie do pralki,
sprzatam, ect. Nie wyobrażam sobie jak to będzie z drugim dzieckiem i z mężem
realizującym swoje pasje (oprócz basenu, jogi, ma on jeszcze wiele innych
zainteresowań, których niestety nie da się realizowac w czterech ścianach...)
Dlaczego to ONI mogą się realizować, a kobiety muszą REZYGNOWAĆ ze swoich
pasji dla dobra ogółu!!!!!!??????
    • kania_kania Re: Kochanie! będę chodził min 1 raz w tyg na bas 29.09.06, 14:50
      Czegos nie rozumiem... a dlaczego nie mozesz sie realizowac?

      W poniedzialek on na basen, to we wtorek Ty na swoje zajecia... Tylko umowcie,
      ze po porodzie nic sie nie zmienia, tzn on zostaje z maluchem, i starszym
      dzieckiem, jak Ty idziesz na swoje zajecia.

      Kania
      • shemsi1 Re: Kochanie! będę chodził min 1 raz w tyg na bas 29.09.06, 14:54
        Ja tam sobie biedy do dupci nie dopuszczam smile
        Mój Małż chodzi na basen raz w tygodniu z kolegami, potem na piwko sobie chodzą
        ale ja TEŻ mam swoje wyjazdy smile nawet teraz. Czasem sama, czasem z koleżankami,
        a czasem kolegów w pracy odwiedzę smile
        A jak urodzę... ulalala!! To dopiero będzie! big_grin

        Małż będzie siedział z dziećmi w domku big_grin
        Ty sobie wszystko notuj ;D
    • eyes69 Re: Kochanie! będę chodził min 1 raz w tyg na bas 29.09.06, 14:53
      Znaczy sie, Ty chcialabys chodzic na ten basen i joge???

      Bo nie za bardzo rozumiem w czym sie nie realizujesz.
    • benitaa2 Re: Kochanie! będę chodził min 1 raz w tyg na bas 29.09.06, 14:55
      Mój Małż chodzi na basen z dziećmi wink
    • lilith76 Re: Kochanie! będę chodził min 1 raz w tyg na bas 29.09.06, 15:04
      > Dlaczego to ONI mogą się realizować, a kobiety muszą REZYGNOWAĆ ze swoich
      > pasji dla dobra ogółu!!!!!!??????

      To ty tak myślisz, a on to bezczelnie wykorzystuje.

      Napisz sobie to swoje zacytowane zdanie na kartce, a potem spal, albo wrzuć do muszli klozetowej i nasikaj na nie.

      Po porodzie zapisz się na jogę i po prostu mu to zakomunikuj. Bez dyskusji, ma wtedy siedzieć z dziećmi. Aha, łaskawie pozwól mu aby pomógł ci wygospodarować czas na naukę malowania na szkle. Też bez dyskusji.
      • lilith76 Re: Kochanie! będę chodził min 1 raz w tyg na bas 29.09.06, 15:05
        > Napisz sobie to swoje zacytowane zdanie na kartce, a potem spal, albo wrzuć do
        > muszli klozetowej i nasikaj na nie.
        >

        Jak nie pomoże, to powtarzaj do skutku, aż uznasz, że to twierdzenie na prawdę jest warte takiego potraktowania smile
        • madal1 Re: Kochanie! będę chodził min 1 raz w tyg na bas 29.09.06, 15:11
          Wkurza mnie to, ze faceci myslą tylko o sobie, a wogóle nie myślą o nas.
          Muszę sie zbuntować i też ustalę sobie harmonogram tygodniowy zajęć. Tylko
          zawsze mi szkoda tych chwil, które moglibyśmy spędzać wszyscy razem..... Choć
          czasem można zwariować w domu!!
          • eyes69 Re: Kochanie! będę chodził min 1 raz w tyg na bas 29.09.06, 15:13
            Moze on nie zdaje sobie sprawy z tego co Ty czujesz???
            Jesli jasno i wyraznie nie okreslisz tego jakie sa Twoje oczekiwania to nigdy
            nie bedziesz zadowolona bo on pewnie Ci w myslach nie czyta...
          • lilith76 Re: Kochanie! będę chodził min 1 raz w tyg na bas 29.09.06, 15:15
            Mnie też to wkurza, bo mój bywa podobny. Tak więc ryje, wykuwam, wybijam sobie swoje własne prawa. Gdybym liczyła na jego domyślność dawno bym była automatem "Stepfordzka Żona 76".
    • megi1974 masz to na co godzisz się... 29.09.06, 15:10
      Czyli jak wracacie wieczorem to cały dom na Twojej głowie, a mąż w tym czasie
      oddaje się realizacji swoich pasji?
      Jak mówią słowa piosenki "masz to na co godzisz się..."

      W życiu bym sobie na to nie pozwoliła, aby mój mąż traktował mnie w ten sposób.
      Zresztą mój mąż sam wychodzi z założenia, że jak sprzątamy to sprzątamy razem,
      a jak odpoczywamy to odpoczywamy razem. Opieka nad dzieckiem jest dla niego
      najlepszym sposobem spędzania wolnego czasu. Uwielbia bawić się z małą,
      rysować, grać, zawsze ma dla niej czas. Ale chyba właśnie na tym przecież
      polega miłość i małżeństwo. Dla mnie jest to zupełnie normalne, ale muszę
      powiedzieć szczerze, że wszyscy mi powtarzają, że jesteśmy idealnym małżeństwem
      i drugiego takiego nie znają.
      Ponieważ jest to dla mnie normalne to nie rozumiem dziewczyn, które zgadzają
      się na inny niż partnerski układ. Pamiętaj "masz to na co godzisz się..."
      • madal1 Re: masz to na co godzisz się... 29.09.06, 15:14
        Ale ci zazdroszczę takiego "równego" układu. Mój mąż też zabierze mała czasem
        na rower, basen spacer, ale jest to sporadyczne wydarzenie. To właściwie ja
        muszę o całą resztę zadbać....
        • shemsi1 Re: masz to na co godzisz się... 29.09.06, 15:21
          Ja mam wszystko w domku ustawione. Był mały strajk z mojej strony (mały to
          delikatnie powiedziane) i mam fajnie smile smile
          Od roku mam piękne zycie big_grin
        • kania_kania Re: masz to na co godzisz się... 29.09.06, 15:22
          Nie musisz - chcesz.

          Gdybys nie chciala - byloby inaczej. To zalezy TYLKO od Ciebie. Nikt za Ciebie o
          Twoje prawa nie zadba.

          Kania
          • shemsi1 Re: masz to na co godzisz się... 29.09.06, 15:23
            dokładnie.
        • lilith76 Re: masz to na co godzisz się... 29.09.06, 15:26
          Skoro nie mówisz, że chcesz zmiany, on uznaje, że z aktualnego stanu jesteś zachwycona.
          Masz w domu typ faceta, któremu jeśli nie wyślesz WYRAŹNEGO komunikatu, to nie załapie.
          • kania_kania Re: masz to na co godzisz się... 29.09.06, 15:30
            Wiekszosc facetow nie zalapie i wcale im sie nie dziwie. Ja tez nie umiem czytac
            w myslach. Sama mowie glosno co i jak i tego samego wymagam od partnera. Jak
            milczy - sam jest sobie winien.

            Takie podejscie skutkuje smile

            Kania
            • shemsi1 Re: masz to na co godzisz się... 29.09.06, 15:41
              kurcze, ale czasem potrzebny jest SILNY wstrząs, jak było w przpadku mojego, bo
              po prostu do niego NIE DOCIERAŁY moje słowa...
        • megi1974 Re: masz to na co godzisz się... 29.09.06, 15:49
          Musisz, czy chcesz?
          Przecież to jest również jego dziecko, jego dom, więc dlaczego dobrowolnie
          bierzesz na siebie wszystkie obowiązki???? Jeśli po tygodniu nie będzie miał
          czystej szklanki to z pewnością wpadnie na pomysł, że trzeba umyć naczynia w
          kuchni. Ale jeśli zawsze ma wszystko podane pod nos, to nie widzi ile czasu
          kosztują te prozaiczne czynności. Owszem może Cię przerażać bałagan w zlewie,
          ale jeśli przetrzymasz to, to uwierz mi facet zmięknie i zobaczy ile kosztuje
          wysiłku utrzymanie porządku, gdy masz na głowie pracę, dziecko i dom. Tylko od
          Ciebie to zależy. Naturalnie zmiany wymagają czasu i jednostka, którą
          trzeba "zreformować" będzie się buntować, ale musisz to przetrzymać. Jedno z
          moich ulubionych powiedzonek brzmi "tylko nudne kobiety mają czyste domy".
          Powodzenia.
      • skowronka1979 Re: masz to na co godzisz się... 29.09.06, 15:45
        megi, można się nie zgadzać, ale to nie znaczy, że to coś zmienia. To są lata pracy, której nie wykonała teściowa...
        • shemsi1 Re: masz to na co godzisz się... 29.09.06, 15:50
          sama po prostu tez sobie gdzieś wyjdz, jeśli macie dzieci on z nimi posiedzi.
          Warunek jest taki że ty musisz po prostu chcieć.
          Bo jak tobie sie nie chce nigdzie iść, to on po prostu chce się wyrwać. Ja to
          rozumiem, też jestem typem co nie usiedzi minuty.
          Mój znowu był taki że tylko piwko i tv. Sama na basen jeździłam. Teraz jeździmy
          albo razem, a na basen to już sam jeździ bo ja grubas jestem.
        • megi1974 Re: masz to na co godzisz się... 29.09.06, 15:56
          Każdy ma to na co zasługuje. Sorry, ale to jest moja opinia i nie jest mi wcale
          żal kobiet, które dają się w ten sposób traktować.
          Mówisz, że są to lata pracy, których nie wykonała teściowa. Nie zgodzę się z
          tym, iż musisz to akcepotować. Czasy się zmieniły. Kiedyś facet zarabiał na
          rodzinę, a kobieta zajmowała się domem. Teraz on sam nie jest w stanie zarobić
          tyle, aby utrzymać rodzinę na dobrym poziomie (nie liczę wyjątków od reguły),
          więc dlaczego kobieta ma mimo to akceptować stary model? Każdy jest kowalem
          swojego losu i tylko od Ciebie zależy to jak sobie życie ułożysz. Jak lubisz
          sprzątać, gotować i służyć swojemu Panu i Władcy to proszę bardzo. Są takie
          kobiety, ja do nich nie należę i założę się, że większość kobiet również nie.
          • skowronka1979 Re: masz to na co godzisz się... 29.09.06, 20:06
            ja tego nie akceptuję, ja walczę. Co nie zmienia faktu, że niektóre dostają już egzemplarz przygotowany do życia przez mamę, a niektóre nie. I te drugie mają trudniej, bo nie zawsze daje się od razu osiągnąć dobry efekt. Czasem się odpuszcza dla świętego spokoju, bo ile można się awanturować. Facet ma parę innych zalet, kocha się go i nie zamierza całego życia spędzić na mieleniu ozorem w kółko tego samego (rzadko do którego dociera gadanie) albo na awanturach i cichych dniach. Ja po gadaniu zaczęłam stosować metody brutalne, ale łatwo mi nie jest. A rezultaty przychodzą baaardzo powoli. Ale jakieś są, więc może to jest dobra metoda, tylko czy o to chodzi w małżeństwie? żeby walczyć ze sobą? Bo co można powiedzieć chłopu, który przez 26 lat robił, co chciał, mamusia mu gotowała, prasowała i dostosowywała się do jego planów? Który po prostu nie ma wpojone, żeby troszczyć się o innych, najzwyczajniej nie przychodzi mu to do głowy? I nie ze złej woli, po prostu nie zastanawia się nad tym, bo nigdy nie musiał...

            Rozumiem autorkę wątku, że jest wkurzona. To łatwo powiedzieć "powiedz jasno, co chcesz" tylko trzeba mieć chłopa, który weźmie to pod uwagę. Który wie, co to jest partnerstwo. Przy takim, którego trzeba dopiero uczyć czasem ma się dosyć.
            • skowronka1979 Re: masz to na co godzisz się... 29.09.06, 20:18
              PS. Ja zajmuję się domem, mój chłop szczęśliwie spokojnie utrzymuje nas dwoje i z dzieckiem też da sobie radę. Sprzątać nie lubię, prasować nie cierpię szczerze, gotowanie ujdzie, ale też nie jest to moje hobby. On też swojej pracy nie kocha nad życie. Taki ustaliliśmy podział obowiązków. Prowadzenie domu to jest moja PRACA, a teraz jeszcze bezczelnie domagam się pomocy, bo nie ze wszystkim daję sobie sama radę z wielkim brzuchem. Siedzenie z dzieckiem cały dzień to też nie jest sielanka i też będę się domagała pomocy, jak mąż wróci z pracy. I wiem, że usłyszę, że on jest zmęczony, a ja przecież cały dzień nic nie robię. Z czasem może się nauczy, może do niego dotrze, ale do tego czasu będę się wkurzać, awanturować i parę razy odpuszczę dla świętego spokoju. Bo raczej nie wyjdę z domu trzaskając drzwiami i zostawiając dziecko bez słowa, bo dzisiaj chcę mieć wychodne. I to jest przewaga facetów. Im jest łatwiej tak zrobić.
        • madal1 Re: masz to na co godzisz się... 29.09.06, 16:13
          Dokładnie! Taki sam "model" rodziny obowiązywał u moich teściów: teść się
          realizował, a teściowa z dwójką w domu. Jak jechali np. nad morze, to we
          czwórkę, ale teściu wybierał się w kilkudniowy rejs po morzu a teściowa z
          dziećmi malutkimi (2 i 4 lata wtedy)- sama.... Myslę, że stąd takie zachowanie
          mojego ślubnego...
          Zarzucacie mi, ze nie mówię o swoich potrzebach- mówię, ale zawsze on i jego
          potrzeby są na pierwszym miejscu co mnie strasznie wkurza. Nie możemy robic
          niektórych rzeczy razem, gdyz on lubi ekstremalne sporty do których ja nie mam
          kondycji (a jak tu uprawiać wspinaczke wysokogórską, rajy samochodowe,
          paralotniarstwo z dziećmi i z żoną.....) Z jednej strony kazdy musi mieć pasję,
          ale jak to koliduje z życiem rodzinnym..... ???
          • kania_kania Re: masz to na co godzisz się... 29.09.06, 19:44
            Ale przeciez nikt Ci nie kaze realizowac jego pasji. Kobieto. Niech on sie
            realizuje, ale niech ma na ta realizacje dokladnie tyle samo czasu co Ty.

            Zadna z nas nie doradza Ci, ze masz go ograniczac. Po prostu bierz od zycia tyle
            samo co on. Niekoniecznie TO SAMO.

            I juz.

            Postaw sprawe jasno. Dla niego jego marzenia, realizacja itp moga byc na
            pierwszym miejscu, ale dla Ciebie nie musza. Sama z siebie robisz ofiare. Po
            prostu bierz dla siebie to samo co on. Zrob grafik, kiedy on ma wolne i wychodzi
            sie realizowac a kiedy Ty.

            Na prawde nie rozumiem w czym widzisz problem. No chyba, ze problem lezy po
            Twojej stronie - tzn nie umiesz pewnych rzeczy wyegzekwowac - ale to juz inna
            bajka. Wtedy po prostu zacznij pracowac nad soba.

            Kania
    • ania.silenter u mnie piłka byłaby krótka: "Nie, nie będziesz"... 29.09.06, 15:52
      i koniec. Mam identyczną sytuację - pracujemy z mężem oboje, jesteśmy w domu o
      18.00, mamy dwie córki, którymi RAZEM się zajmujemy - ja robię im kolację, mąż
      podciera, kąpie, ja przebieram na dobranoc, kładę do snu Adę (młodszą), mąż Olę
      itd. Wymagam stanowczo pomocy od męża, przede wszstkim dlatego, że ma być z
      dziećmi, ma być dla nich prawdziwym ojcem.
      Oczywiście, dałoby się zorganizować "zajęcia pozadomowe" dla nas, raz on
      zostałby z dziećmi, raz ja ale...tak strasznie krótko widujemy je w dzień
      powszedni (rano ok. godzinę i wieczorem dwie, dwie i pół godziny), że żal mi
      każdej minuty, kiedy jestem bez dziewczynek (i nie w pracy).
      pozdrawiam
      • shemsi1 do Ani 29.09.06, 16:00
        Ty pracujesz, ja jak pracowałam, też wracałam do domu na skrzydłach.
        Ale wczesniej, zanim podjęłam pracę, siedziałam w domu z małym 3 lata. Myślałam
        że szlag mnie trafi. A Małż wracał i nie dość że sam nie chciał nigdzie iść, to
        jeszcze na mnie buczał jakbym "zechciała" iść.
        Co do koleżanek, to było: niech one do nas przyjdą, co będziesz się włóczyć"
        Koncem końców nie wychodziłam NIGDZIE. Teraz jestem w domu, tzn mało jestem w
        domu, bo albo z synem, albo sama, gdzieś wyjeżdżamy. big_grin
        A małż już grzeczny jest i kochaniutki smile
    • b.bujak odpowiedź: 29.09.06, 20:07
      Kochanie, proszę bardzo! nasze dziecko na pewno chetnie bedzie chodzilo na
      basen z Toba...
    • maretina swietnie, corka tk lubi plywac 29.09.06, 20:09
      zas joga doskonle by ja wyciszyla. mielibysmy spokojniejsze dziecko! mozecie
      chodzic dwa razy w tygodniu na basen i dwa razy na joge. ja w tym czasie sobie
      odpoczne.
    • skowronka1979 Re: Kochanie! będę chodził min 1 raz w tyg na bas 29.09.06, 20:33
      Ale dziewczyny, może madal chciałaby robić coś z mężem RAZEM? Nie on swoje, ona swoje tylko wspólnie. Ale coś co im obojgu będzie sprawiało przyjemność. A nawet, jeśli ona swoje, to co ma zrobić? Zostawić gary w zlewie a dziecko u babci i już? Jest jeszcze coś takiego jak poczucie obowiązku (koszmarna rzecz) i odpowiedzialności. Które nie pozwala odgrywać się na babci nie odbierając od niej dziecka na przykład.

      Madal, sorry, jak Ci coś wmawiam, patrzę przez pryzmat swoich doświadczeń smile
    • sineira Re: Kochanie! będę chodził min 1 raz w tyg na bas 29.09.06, 23:37
      No i co w tym takiego okropnego? Niech sobie idzie na ten basen raz w tygodniu,
      przynajmniej nie będzie miał brzuszyska. Ty też sobie znajdź jakieś zajęcia, a
      jak nie masz ochoty to nie znajduj. Kobieto, czemu chłopu żałujesz tych 2
      godzin (licząc z dojazdem) w tygodniu? Chłop też człowiek!
      • karolinka1116 Re: Kochanie! będę chodził min 1 raz w tyg na bas 30.09.06, 00:04
        kura domowa z ciebie
        matka polka
        malo ambicji, zapatrzona w dzieci
        z instynktem
        juz nie samozachowawczym
        pewnie cie zostawi...
    • asia06 Re: Kochanie! będę chodził min 1 raz w tyg na bas 30.09.06, 05:40
      A ty nie możesz realizować swoich zainteresowań. Nie rozumiem, mam 16-
      miesięczne dziecko i wcale nie muszę z niczego rezygnować. Jak chcę gdzieś
      pójść, mąż zostaje z dzieckiem. Jak on chce, ja zostaję. Cóż za problem! A
      czemu tenże mąż nie może załadować prania do pralki czy posprzątać.
      • dorotaww Re: Kochanie! będę chodził min 1 raz w tyg na bas 30.09.06, 16:35
        czegos nie rozumię..to, że kobieta wszystko robi w domu.. nie ejst winą
        mężczyzny, tak poprostu w niektórych domach się przyjęło, tak jakoś sobie
        ułożyłyście..u nas mimio, że mąż pracuję, ja obecnie jestem na chorobowym, ale
        każdy ma równe prawa..sprzątanie, gootowanie, przecież to sa prca nie tylko dla
        kobiety , wszystko to kwestia dogadania i ustalenia pewnych zasad..ja mma
        dwójkę dzieci obowi,ązki w domu mamy wspólne, równiez opiekę na d dziećmi,
        kąpiele usypania..mą mimo to dwa razy w tyg. chodzi na "swoje" zajęcia
        sportowe..absolutnie mu nie zabraniam...sama nie mam siły chodzic, ale jak w
        ciąży nie byłam również miałam czas dla siebie..wszystko zależy od obojga..od
        dogadania się..facet też mam dwie ręce i wystarczy go tylko dopuścić do
        roboty..
        • doros1 Re: Kochanie! będę chodził min 1 raz w tyg na bas 30.09.06, 17:22
          "Miałam własnie w ręku garnek i myslałam, że wyląduje on na jego głowie!!!!!"
          To nie trzebabyło myśleć tylko to zrobić....jak nie chcesz dać się "zajechać".
          Mój mąż( na szczęście reformowalny wink na początku małżeństwa myślał,że będzie
          jak u mamusi...jedzonko podane do komputerka, gdy on sobie pogrywa w
          gierki.Kilka razy zafudowałam mu latajace talerze i oprzytomniał,że założył
          rodzinę i ma teraz GŁÓWNIE obowiązki.Oboje pracujemy zawodowo, zarabiamy takie
          same nędzne pieniądze,w związku z czym sami musimy zająć się domem ... po równo.
          Nie jestem milutką żoną ale myślę ,że jesteśmy udanym małżeństwem.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja