poród na wesoło:)))

    • bstep Re: poród na wesoło:))) 17.11.06, 11:27
      Oj dziewczyny płakałam na całego ze smiechu. Ja jestempo raz pierwszy w ciazy i
      strasznie sie boje, ale widze ze mozna nawet sie z tego po jakims czasie
      posmiacsmilePozdrawiam
      • biala110 Re: poród na wesoło:))) 17.11.06, 14:27
        Hej
        Ja rodziłam syna 29.07.2001 roku. Co prawda nie poszło łatwo bo zakończyło się
        cc ale trochę się działo. Razem z mężem chodziliśmy do szkoły rodzenia wydawało
        by się że jesteśmy przygotowani. Siostry (już doświadczone) ostrzegały mnie że
        lepiej kasę którą wydaje na szkołę rodzenia to przeznaczyć na położną żeby
        pomogła przy porodzie.
        2 tygodnie po terminie w piątek zgłosiłam się szpitala. Przyjęli mnie na
        patologie ciąży. Na pokoju było chyba z 6 dziewczyn i raz po raz któraś
        schodziła na porodówkę.
        W sobotę po obchodzie zrobiono wszystkim KTG i dużo dziewczyn urlopowano u mnie
        wbrew pozorom delikatnie coś zaczęło się dziać i KTG to potwierdziło, tak że
        zostałam ja z taką jedną dziewczyną.
        Cała sobota spokój – delikatne skurcze co 15 min. Około 17 przychodzi
        pielęgniarka i się pyta – Kobitki chcecie urodzić. My – jasne. To proszę na
        badania.
        Poszłam do gabinetu. Położyłam się na fotelu. Myślałam – delikatne badania jak
        na wizytach kontrolnych. Pielęgniarka chwyciła mi głowę a lekarz dawaj mi
        oddzielać łożysko. Zaczęłam krzyczeć i ryczeć z bólu, a on na to: To były tylko
        3 palce, a co będzie jak będzie główka dziecka. A ja na to – Ale Pan mnie wziął
        z zaskoczenia.
        Po badaniu skurcze się nasilały tak że o północy byłam na porodówce. Spoko -
        tylko skurcze co minutkę, mąż robi zdjęcia, ja bawię się na piłce – tak to ja
        mogę rodzić. Niestety o 5 rano skurcze minęły, rozwarcie stanęło na 3 cm. Mąż
        pojechał do domu. Rano przychodzi do mnie sadysta z badania i mówi” Proszę Pani
        dajemy kroplówkę bo jest 2 tyg po terminie”.
        W momencie podłączenia kroplówki bóle wróciły. Ale jazda. Mąż wrócił do
        szpitala. Chodziłam z kroplówką. Wężyk mi się zwinął to chodziłam do tyłu. Jak
        mnie siekły bóle krzyżowe + parte to już koniec świata. Położna jeszcze
        żartobliwie powiedziała że nareszcie słychać że rodzę bo dotychczas było tak
        cichutko. Z tego wszystkiego najśmieszniejsze jest to że ja cala spocona,
        zmęczona zasypiałam między 1min. skurczami. Maż wachlował mi ręcznikiem
        kąpielowym i w pewnym momencie mówi: Ryba ja już nie mogę – ręce mnie bolą
        (biedaczek) a ja na niego ryknęłam „WACHLUJ” i on powrotem zaczął wachlować.
        Zakończyło się o 15, 20 cc bo rozwarcie stanęło na 4cm a ja już wyłam z bólu i
        prosiłam o cc.
        Acha w moim przypadku to przy bólach parte+krzyżowe zapomniałam o oddychaniu i
        o wszystkim czego się uczyłam w szkole rodzenia. Naprawdę to był żywioł.
        • baenshee Re: poród na wesoło:))) 17.11.06, 21:37
          podnoszę,bo super wątekbig_grinDD
          oplułam cały monitor
      • alutkazaj Re: poród na wesoło:))) 24.07.09, 15:20
        U mnie bylo tak: 10 godzine mam skurcze, juz coraz silniejsze
        imniejsze odstepy, najwygodniej bylo mi w pozycji "wypietej"
        opierajac sie o rame lozka wykonywalam koliste ruchy biodramiwink na
        co wchodzi lekarz i mowi, ze moze kucne albo na pilke a ja mu: sam
        sobie pacanie kucnij, rodziles kiedys?! Tylko sie usmiechnal i
        poszedl... Po porodzie, ten sam lekarz, szyje mnie, dodam, ze na
        sobie mial tylko spodnie i taki plastikowy fartuch jak rzeznik, no
        wiec szyje mnie a ja sie rozgladam po sali i widze jak naprzeciw
        mojego biednego krocza na krzesle siedzi pani z mopem i zajada
        kanapke!!!!!!!!!! Pytam lekarza co ta pani tu robi? Sprzata!!! smile))
    • debollica Re: poród na wesoło:))) 18.11.06, 04:29
      autorce gratuluje dzidziusia i wspolczuje beznadziejnego meza, powinnas zmienic
      go....
      • memphis90 Re: poród na wesoło:))) 05.10.07, 17:26
        Może opisz nam swojego, jak zachowywał się podczas porodu rodzinnego. Chętnie
        poznam jakiś "ideał"...
    • panna.sarabella Re: poród na wesoło:))) 18.11.06, 10:03
      ja rodziłam bardzo długo, długo też akcja sie nie chciałą rozkręcić (skurcze
      miałam od soboty w nocy a urodziłam w poniedziałek...). Ale do rzeczy: ok 7
      rano (juz 6 godzin na porodówce, z meżem) zaczeło mi się robić strasznie zimno,
      byłam juz bardzo zmeczona, maż pomógł mi wejsć pod prysznic i polewa mnie
      ciepłą woda. Ja na to ze ma byc cieplejsza. Było mi ciągle zimno, w końcu woda
      była strasznie gorąca (ale to wiem z relacji meża, bo mi było w końcu
      przyjemnie!), nadszedł czas ksurczu i... nie ma! Mysleliśmy ze padniemy -
      wstrzymaliśmy akcję na 10 minut! Ale w końcu skurcz przyszedł, potem przyszła
      połozna i zrobiłą masaż szyjki i poszło już szybciutko. Wtedy sie strasznie
      wystraszylismy, teraz sie z tego śmiejemy smile
    • anaj75 Re: poród na wesoło:))) 18.11.06, 12:11
      Moja mama zawsze dzwoni do mnie w najmniej oczekiwanych momentach.
      Pierwszy poród. Godzina 20.00. Właśnie wyskakuje mój synek. Oczywiście,
      dzwonek. Kładą młodego mi na piersiach. A mama: "Coś długo nie odbierałaś. Co
      tak nic nie mówisz!" A ja na to: "no właśnie minutę temu urodziłam".
      Drugi poród. Dzwoni mama. Odbieram. Mówię, właśnie rodzę. A mama: "No i jak
      idzie?". Nadchodzi kolejny skurcz, zaczynam intensywnie oddychać. A moja
      rodzicielka: "Co się tam dzieje! No, odpowiedz!". Więcej telefonów od mamy nie
      odbierałam w czasie porodutongue_out
      • ilonekp Re: poród na wesoło:))) 19.03.07, 18:45
        big_grinDD wyobraziłam sobie kobietę rodzącą z telefonem big_grin nie mogę!!!
    • himbi Re: poród na wesoło:))) 18.11.06, 16:14
      1. Rodzę, 7 cm rozwarcia,nie ma postepu, bóle straszne + parte. Ja błagam
      szeptem (nie daję rady krzyczeć) o kolejną dawkę zzo. Lekarz informuje, że juz
      dostałam, po chwili bezskutecznego oczekiwania na poprawę łapię go za rekaw i
      wycedzam wściekle - zapłaciłam kupę kasy za zzo a nie placebo!!!
      2.Lekarz, by odwrócić moją uwagę zaczął snuć wywody filozoficzne nt. dwóch
      rodzajów bólu towarzyszacego ludzkości- bólu narodzin i umierania... ja na to -
      czy bardzo panu zależy bym poznała te dwa rodzaje bólu jednocześnie, właśnie
      teraz?!
    • agusia0611 Re: poród na wesoło:))) 24.11.06, 22:06
      podnoszę pościk. PISZCIE KOBIETKI!!!
      • magda.bie Re: poród na wesoło:))) 29.11.06, 12:19
        No więc piszę, z porodu 22.11.2006
        W zasadzie juz po porodzie lekarz zabiera się do z szywania, a ja się go pytam
        ile tych hafcików musi założyć? on na to: No wie pani muszę to jakoś pocerowac,
        żeby mąż nie miał pretensji. ja na to że pretensje to by miał jakby doktor
        swoje inicjały tam wyszył.
        To taki poporodowy "humor"
        • mamawiktorki Re: poród na wesoło:))) 29.11.06, 12:39
          U mnie juz po porodzie wchodzi na sale anetstozjolog( w szpitalu w którym
          rodziłam usypiaja do szycia po porodzie )zadaje mi pytania i nagle pyta cos o
          zeby.Ja mu na to ze właśnie mi ósemki wychodza.W tym momencie moja połozna
          mówitongue_outani Justynko pan doktor pyta czy czasem nie ma pani sztucznej
          szczeki.Wszyscy na sali sie zasmiewali a ja w szoku po porodzie nie wiedziałam o
          co im chodzi.
    • piernicka Re: poród na wesoło:))) 24.02.07, 21:38
      Podnoszę wątek, bo przecież co chwilę rodzi sie jakiś maluszek i zapewne przy
      każdym z tych porodów dzieje się coś fajnego smile
      U mnie ogólnie było bardzo przyjemnie, śmieszne może być tylko to, że lekarka na
      samym poczatku porodu zabrała mnie na usg, bo wymacała tyłeczek u "wylotu" i coś
      jej nie pasowało, co sie okazało później ( już pod koniec!!) to była
      twarzyczka...niezła babeczka, co? smile Tak czy siak skończyło sie na cesarce,a
      pierwsze słowo jakie usłyszałam jak mi maluszka z brzucha wyjęli : "cipuszka" smile
      Nigdy tego nie zapomnę, fajnie jest nie wiedzieć, co będzie i mieć niespodziankę.
      Aha i jeszcze ten zapach kawy, którą mój M. pił jak tylko mnie zawieźli do sali,
      dałabym się wtedy za nią zabic wink))
    • ciemnanocka Re: poród na wesoło:))) 25.02.07, 00:39
      omatkosmile
      poplakalam sie ze smiechusmile)))
      moj mąż tezsmile
      • karolah2 Re: poród na wesoło:))) 25.02.07, 14:50
        hehe tak bolało,a teraz potrafimy sie z tego śmiacsmile mi trafił się bardzo
        zabawna ekipa.WSzyscy mnie zagadaywali,a lekarz,który mnie ciął zpytał ile to
        ja kg w czasie ciąży przytyłam.Powiedziałam prawdę,ze 30kgtongue_out on na to,ze chyba
        mama za duzo jadła.A ja na to"a co widać?" on zaczął sie śmiac.Ja na to"jak już
        zaczął Pan mnie kroić to niech się nie smieje za duzo tylko wytnie mi ten
        tłuszcz co się go w ciąży nabawiłam!"po chwili moje dziecię było już na
        świcie,a ja sie po tych śmiechach ze szczęścia poryczałamsmile
    • agnieszkamodras Re: poród na wesoło:))) 25.02.07, 15:32
      Podczas skurczów partych krzyczałam podobno w amoku do mojej ginekolog "Jak
      jeszcze kiedys do Pani przyjde i powiem, ze chce mieć dziecko, to prosze mnie
      wyrzucić za drzwi". wink
      • jkw2006 Re: poród na wesoło:))) 26.02.07, 01:29
        mi wtedy nie było do smiechu, a teraz...no cóż, zmeczona długim porodem (już
        115 godzin i nic...) płakałam z bólu, przyszła zbadać mnie położna no...5 cm -
        ja załaman bo od 6 godzin 5 cm, to ja płaczę: "ja już nie mogę" zaraz
        przyleciała druga, bada mnie no jest 5, to my zrobimy ktg a pani sie zastanowi
        czy nie wziąć zzo. Podłaczyli mnie do aparatury a ja nagle czuje skurcze parte
        i mówię ale ja mam parte - obie sie na mnie popatrzyły zdziwnione i czekają na
        następny skurcz i znów party - o rzeczywiscie (zdziwienie) zaraz zrobił sie
        wokół mnie tłok tu mi cos poprawiaja tu mi każą nogi kłąść ja ledwo przytomna
        nie wiem co sie ze mną dzieje...parłam 15 minut i jedyne co pamietam to tylko
        to że krzyczałam "JA NIC NIE SŁYSZĘ, JA NIC NIE SŁYSZĘ" nie wiem w zasadzie co
        ja miałam wtedy słyszeć... w koncu ktoś do mnie powiedział" nie krzycz tak bo
        dziecko przestraszysz" - podziałało wink)) za chwilkę położyli mi na brzuchu
        mojego synka smile))
        • sylwia_27 Re: poród na wesoło:))) 26.02.07, 03:09
          ja bylam nad wyraz spokojniutka, kiedy zaczely mi sie bole powiedzialam do
          mojego chlopaka ktory chcial mnie odtransportowac do szpitala ...co ty
          zbaraniales? ja musze obiad ugotowac i go zjesc, pozniej mozemy gdzies
          jechacwink)...jak mnie po 12 godzinach zawiozl do szpitala bo dluzej juz nie
          moglam, podali mi od razu znieczulenie..gazikwink)..cos takiego jak glupi jas,
          jak sie sztachnelam to nie przestawalam sie smiac, pozniej jak na dobra kobiete
          przystalo zaproponowalam jemu...i oboje rodzilismy na gazie, smiejac sie jak
          wariaci, dobrze ze polozne nas nie rozumialy bo kiedy ja parlam to moj partner
          zaczal wspominac nasze gorace igraszki jak robilismy Alexawink)). Moze jestem
          odmiencem ale nie wspominam porodu jako czegos strasznego, jak tylko zaczelo
          mnie coraz bardziej bolec to tylko wolalam ...dajcie mi rurke, dajcie mi
          gaziku..i tak 31/12/2006 urodzilam Alexa wazacego 4330
    • anek130 Re: poród na wesoło:))) 26.02.07, 14:06
      ja też miło wspominam poród, a huomr odzyskałam zaraz po urodzeniu Alka. Kiedy
      lekarz mnie zszywał to mimo, że dostałam miejscowe znieczulenie to czasami
      czułam ukłucia igły i cały czas podskakiwałam na tym łóżku (właśnie w
      momentach, gdy lekarz starał się wkłuć), na to lekarz: nie Pani tak tą pupą nie
      rusza bo ja się pokłuję zraz, nie moge trafić- na co ja: tylko prosze uważac,
      żeby się Pan do mnie nie przyszył. A lekarz mówi: no nie moge, bo pani maż sie
      tu gdzies kręci.

      pozdrawiam
      Ania
      • id.kulka Re: poród na wesoło:))) 26.02.07, 19:46
        Moja mama w ciąży ze mną pracowała do samego końca ciąży. Po pracy kolega
        podwiózł ją do szpitala, bo coś ją zaczęło pobolewać. Lekarz stwierdził, że
        może i urodzi, ale nie wcześniej, niż następnego dnia. Wróciła więc do domu.
        Zapowiedziała mojemu ojcu, że chce budyń, bo ma ochotę i bez budyniu nie
        urodzi. A to był rok 1981 i budyniów raczej w sklepach niet. Po uruchomieniu
        potężnej ilości krewnych, znajomych i znajomych krewnych, i znajomych znajomych
        udało się dotrzeć do koleżanki, która miała koleżankę, której ciocia pracowała
        w spożywczym i załatwiła budyń. Mama go pożarła, poszła spać, a nazajutrz
        obudziła ojca stwierdzeniem: "Kochanie, rodzę". O 9.10 rano byłam już na
        świecie.

        ***

        Moja ciąża, usg, 7tc.
        Lekarz: O, tu jest dzidziuś, tu mu bije serduszko...
        Mój G: To dziewczynka, prawda?
        Lekarz: Oczywiście, oczywiście smile Ma 7mm.
        [na jakiejś www przeczytaliśmy przed wizytą, że na tym etapie zarodek ma ok 5-6
        mm]
        G: Oo, to wysoka! Po taciesmile

        ***

        Usg w szóstym chyba miesiącu, na poprzednim lekarz stwierdził, że oznak
        męskości nie widzi. A po tym powiedział, że na 99% chłopak.
        Po wizycie wpadłam do poczekalni (gdzie czekał na mnie brat) i wołam,
        wymachując zdjęciem z usg:
        - Marek, patrz! ROŚNIE WE MNIE PENIS!

        ***

        Porodówka, ja pod oksytocyną. Wchodzi położna.
        Mój G: Siostro, ile ważą mniej więcej wody płodowe?
        Położna: To jest jakiś litr mniej więcej...
        G (do mnie): Widzisz, Kuleczko, ty się martwiłaś, że przytyłaś w ciąży, a tu
        ledwo się poród zaczął, a już Ci spadł kilogram.

        ***

        CC, Grzesiek głaszcze mnie po głowie, ja cały czas odwrócona w lewo, bo mam
        wrażenie, że za chwilę wyrzygam śledzionę. Nagle ktoś mnie szturcha w prawe
        ramię. Odwracam się, a tam dyndają mi tuż przed twarzą wielkie jajka - i słyszę:
        - Ma pani syna!
        Tak go położna trzymała, bym w pierwszej kolejności zobaczyła, jakiej płci
        dziecięwink Potem zaproponowano mi jeszcze maseczkę z mazi płodowej, która
        podobno dobra na cerę.

        Pozdrawiam,
        Kulka.
      • anulka-m6 ...Jeszcze nigdy tak nie płakałam... 26.02.07, 22:54
        Tak sie popłakałam ze smiechu, ze mój mąż sie na mnie patrzył jak na
        szurnietą... powiedział mi ze jeszcze tak rozbawionej to mnie nie widział.
        pozdrawiam wszystkie mamusie i oby mój poród należał do tych radośniejszych...
      • mamahubcia13 Re: poród na wesoło:))) 21.12.10, 20:06
        Normalnie poryczałam się ze śmiechu aż czkawki dostałam smile Sama rodziłam synka 4 grudnia i mam jeszcze wszystko świeżo w pamięci. Pamiętam że jak miałam bóle parte to cały czas krzyczałam IDĘ,IDĘ .Jak synek już byl na świecie to gin stwierdził... No to pani doszła.
        Świetne te wasze historyjki smile Na poprawę humoru i odstresowanie przed porodem smile
        • ag_ag_waw Re: poród na wesoło:))) 03.01.11, 15:13
          Mój poród odbył się 26 listopada 2010 i też było kilka śmiesznych sytuacjismile Pamiętam ze jak zaczęłam przeć to spojrzałam na zegarek n ścianie i było koło 14.30 pomyślałam tylko nie wiem dlaczego że muszę zdąrzyć do 15.00smile o 14.52 mała była na świecie. Zdąrzyłam tak pomyśleć i położna mówi do mnie że już widzi włoski a ja na to zdziwiona "to ona nie jest łysa"smile a mój mąz na to "dobrze że nie jest murzynkąsmile" a położna ze jeszcze tego to akurat nie widacsmile w ten dialog wtrącił się starzysta który zaczął opowiadać że dzieci ciemne rodzą sie w kolorze morelowymsmile i pamiętam że tak sobie dyskutowali o tym jak wyglądają dzieci innych ras po porodzie a ja się skupiałam żeby zdąrzyć przed tą 15.00smile
      • greeneyedlover Re: poród na wesoło:))) 08.01.11, 12:43
        Poryczalam sie ze smiechu az mi gile z nosa wylecialy wink A mama w brzuchu fika jak na trapezie wink
      • candles88 Re: poród na wesoło:))) 28.08.14, 15:09
        Może nie moja historia, bo dopiero co udało mi się zafasolkować, ale moja mama opowiadał, że gdy przyszedł mój czas to w ogóle się nie zorientowała. Ja zwykle przed praca poszła do łazienki zrobić siusiu i tak robiła, robiła, robiła...i w pewnym momencie pomyślała, że to już chyba nie jest siusiu, a wody jej odchodzą. Po pewnym zamieszaniu przybiegła ciocia i zaczęła zawodzić, ale mam zaczęła się śmiać i tak śmiała się aż dotarła do szpitala, gdzie postanowiono o cc, bo nie miała bóli. Dlatego była od urodzenia uśmiechniętym dzieckiem i do tej pory często się śmieję.
    • bruxa7 Re: poród na wesoło:))) 27.02.07, 09:39
      Rewelacyjny wątek!!!Uśmiałam się do łez, jak widać można i pocieszyć się nie
      tylko bać przed porodem, dzięki wielkie!!Up!!
      • id.kulka Re: poród na wesoło:))) 27.02.07, 09:46
        Można by przywiesić wątek gdzieś na górze - w celach "terapeutycznych"
        smile
        Pozdrawiam,
        Kulka.
    • justyna_133 Re: poród na wesoło:))) 27.02.07, 14:27
      Ogólnie wspominam poród nie wesoło ale:

      W tarkcie gdy anestezjolog wkuwał się ze znieczuleniem odeszły mi wody.
      Jak to poczułam to jedyne co byłam w stanie wydukać to "ooooo"
      "co się stało?" spyt. anestezjolog
      "tam na dole" to było jedyne co byłam w stanie powiedzieć

      **********

      Skurcze parte - ostatnia faza porodu. Między skurczami podają mi tlen.
      Pan Dr mówi, że jak będzie szedł skurcz to mam dać znać i zaczynać przeć.
      Idzie tlen przez maskę i czuję nadchodzący skurcz. Macham głową aby M zabrał
      maskę.
      "no to jazda..." mówię do lekarza i położnej wywołując u wszystkich śmiech.
      • sierpniowa_mama1 Re: poród na wesoło:))) 28.02.07, 12:12
        Pięknie, pięknie!!!
        Gratulacje dla autorów tych postów!!!
        Ja jestem w 17 tc i już od dłuższego czasu nie boję się porodu (mam nadzieję że
        tak będzie do końca). Po przeczytaniu całego tego wątku nieźle się uśmiałam i
        postanowiłam sobie że jak tylko dam radę to za wszelką cenę będę próbowała siać
        wokół mnie w szpitalu atmosferę żartu, humoru, że spróbuję pożartować tak jak
        na codzień lubię żartować i jak lekarze mi to odwzajemnią to czuję że lepiej to
        przejdę. Szkoda tylko że to jeszcze tyle czasu do sierpnia... pozdro!
        • tolka11 Re: poród na wesoło:))) 28.02.07, 12:45
          Patologia ciąży w klinice AM. Przychodzi dziewczyna po terminie, dzidziuś ma
          wadę serca, poród ma być sn. Jej lekarz [pracujący w tej klinice] jest na
          urlopie. Leży 10 dni, w końcu decyzja: próbujemy wywołać poród. Golenie,
          lewatywa zwana przez pacjentki [ze względu na rozmiar] dmuchawą i na porodówkę.
          Wraca do nas po kilku godzinach. Nie udało się, oksytocyna nie zadziałała. Taki
          scenariusz powtarza się u niej jeszce 3 razy [ze szczególnym uwzględnieniem
          dmuchawy]. Horror. Wraca jej lekarz, wchodzi na salę i z uśmiechem: to co
          jeszcze nie urodziłś? Ona na to zrozpaczonym głosem: panie doktorze, niech pan
          coś zrobi!!!!!!!!!!! Duchają mnie tu i dmuchają i nic z tego nie
          wychodzi!!!!!!!!!! Lekarz oniemiał.
          Urodziła sn tego samego dnia. Dmuchawy jej oszczędzono.
        • giliathwen.88 Re: poród na wesoło:))) 04.07.10, 12:25
          Ja rodze w październiku pierwsze Maleństwo, ale opowiem historie opowiedzianą mi
          przez Mamęwink

          rok 1988, moja mama po urodzeniu mnie przez cc leży na sali z kobietą, która
          urodziła sn. Do kobiety przyszedł w odwiedziny mąż i pyta- Kochanie, bolało? Na
          to owa Pani jak nie wrzaśnie- a spróbuj sobie zaszyć du_pę, siąść na kiblu i
          przez 13 godzin próbować się wy...rać !!
          Mama mówiłam, że mało brakowało, aby musieli ją znów na szycie wieźć, tak się
          rechotała smile

          Podobne- znajomej mąż już po jej porodzie (w którym zresztą uczestniczył), pyta-
          niuniu, jakie to uczycie jak dziecko wychodzi? Na to ona- a wyobraź sobie,
          jakbyś przez otwór wielkości pomarańczy musiał wypchać arbuza!!
          smile
          Mam nadzieję, że po swoim porodzie będe mogła dodać swoją wesołą opowieść smile
          pozdrawiam!
    • madnessa Re: poród na wesoło:))) 28.02.07, 13:51
      Ja jeszcze nie rodziłam i nawet nie jestem w ciazy wiec nic zabawnego nie
      napisze ale wątek tak swietny ze podtrzymuję!!!!
    • vera30 Re: poród na wesoło:))) 28.02.07, 21:46
      po odłączeniu oxy udałam się do ubikacji zrobić sobie ciepły prysznic,
      prysznicu nie było za to ścięło mnie z nóg i wyszłam z ubikacji po kolanach i
      tak w pozycji kolankowo-łokciowej na ziemi z wypiętą do góry pupą spędziłam
      większość porodu a drzwi do mojej sali co pewien czas się otwierały - jak się
      okazało dzięki tej pozycji zostałam nazwana małpiszonem na oddziale i niektórzy
      wchodzili sobie popatrzeć
      • sylwiabanasiak Re: poród na wesoło:))) 01.03.07, 01:28
        Wielkie dzięki!!!!!!
        Tak sie śmiałam, że mąż mnie błagał, żebym przestała, bo sąsiedzi zawołają
        policje~!!!!!!
        Miałam dzisiaj dwa ataki paniki przed porodem a teraz....poziom endorfin pozwoli
        mi sie uśmiechać aż zasnę!!!!!!!
        Pozdrawiam wszystkie mamy.
        Jestem w 38tyg. Już bym chętnie urodziła...
        • kalina_19 Re: poród na wesoło:))) 03.09.09, 13:48
          ja jak rodziłam synka drugiego-Maksie w uk ,podali mi gas ze mogłam wdychac i
          nie bolało hehe fajny był i wpewnym momencie tak zaczełam sie smiac ze nie
          mogłam przestac,wkoncu przyszła połorzna spytała sie co jest tej dziewczynie a
          maz tłumaczył ze to pewnie stres od stresowóje w taki sposób,a ze gas miałam do
          konca ,bawiłam sie palcami moich rak bo widział je takie z wolnionym temie ehhe
          fajnie było nie powiem.Moja dobra kolezanka była przy asyscie drugiej kolezance
          ( w sumie były 3 osoby, rodzaca siostra rodzaca i przyjaciólka)w uk i ona tak
          krzyczała ze ja boli wkoncu zaczeła przeklinac itp wkoncu przyszedł lekarz i
          sie spytał co ona krzyczy wiec dziewczyna z jej siostra powiedziały ze boga
          wzywa z czego sie smiały prawie do konca porodu ,a potem przyszedł lekarz i
          pytał sie o skórcze(ang.contractions) a poniewaz zadna z nich nie bardzo moiw po
          ang pytałyy sie o jaka umowe-kontrakt chodzi ona nic nie podpisywała , podobnie
          fajnie, było wesołosmile
    • lemanr Re: poród na wesoło:))) 01.03.07, 12:42
      pierwszy poród sierpień 2001r. Urodziłam właśnie naszą córcię Wikusię. Już po
      całej akcji lekarz perzystępuje do szycia, na co pielęgniarka do mojego męża że
      może iść z dzieckiem na ważenie i mierzenie. Oczywiście nie wiele myśląc złapał
      wózek z Niunią i poszli. Po ważeniu pielęgnirka do mojego męża że może wrócić
      do mnie a mała idzie się kąpać. Mój mąż na to niewiele myśląc: chyba pani
      oszalała że oddam pani moje dziecko (tatuś musi być przy córci). Tak się uparł
      (sprzeczka trwała kilka minut), że pielęgnirka mimo że jej nie wolno, wpuściła
      go na kąpanie.
      ------------------------------------
      Drugi poród kwiecień 2006 również córcia.
      Poród trwał 7 godzin sn, mój mąż nie czuł już ręki od masowania mi pleców. I co
      się okazuje, że Oliwka jest dwa razy owinięta pępowiną i jeszcze do tego ma
      supełek zawiązany na pępowinie (6pkt- przyduszenie). Zleciał się chyba cały
      personel szpitalny, razem z osiem osób. Muszę dodać że każda z tych osób miała
      swoją rolę (podział na : papierki, zszywająca, pediatra i kilka innych).Więc
      chcąc czy niechcąc mój mąż został zepchnięty gdzieś pod drzwi. Już okazuje się
      że wszystko dobrze, malutka doszła do siebie. Nagle pada pytanie położnej:
      godzina porodu??
      Na co mój mąż wpasowany w drzwi niewiele myśląc: 13:35, spojrzałem na zegarek w
      radiu więc na pewno ta.
      Myślałam że padnę ze śmiechu. Po prostu wprawiony tatuś. Po czym wyszedł bo
      powiedział że tej wątroby na stole nie będzie oglądał.
      • id.kulka tak mi się przypomniało przy wątku o lewatywie 01.03.07, 17:57
        Decyzja: 25.08 indukcja porodu. Dzień wcześniej siedziałam z dziewczynami na
        sali i ryczałyśmy ze śmiechu, opowiadając sobie historie o lewatywach.
        Następnego dnia rano, pomna zasyłyszanych opowieści, spędziiłam po tejże
        lewatywie bite 50 minut na wc, by na 100% nic nie zostało w jelitach. Potem -
        prysznic. I nagle jakieś ciepło na udzie. Ale - pomyślałam - to pewnie
        cieplejsza woda poleciała z prysznica. Wychodzę na korytarz. Kicham - i - aaa! -
        po udach leją mi się hektolitry wody. Kolanka razem i drobię jak gejsza do
        dyżurki.
        - Siostro, chyba mi wody odeszły!
        - Eeee, pani Moniko, to pewnie po lewatywie resztki...
        - Siostro. TO NIE TA DZIURKA !
        ...naprawdę odeszły mi wody, musiałam siedzieć na łóżku, z monstrualną wkładką
        między nogami i czekać na lekarza. A te wariatki ode mnie z sali rozśmieszały
        mnie tak, że myślałam, że ze śmiechu wychlupię od razu dziecko z tymi wodamiwink
        Kulka.
    • agnieszkamodras Re: poród na wesoło:))) 05.03.07, 14:01
      Hop do góry!
    • uczula Re: poród na wesoło:))) 05.03.07, 21:52
      poplakalam sie ze smiechu...
    • alicja0 Re: poród na wesoło:))) 05.03.07, 22:49
      na szkole rodzenia mówili, że podczas porodu masaż pleców przez męża jest b.
      dobrą sprawą. Gdy dostałam skurczy, to ostatnią rzeczą jaką chciałam, to żeby
      mąż mnie masował - wręcz syczałam, żeby mnie nie dotykał tongue_out
      Natomiast wymyśliłam sobie "super" sposób na to, żeby "zapomnieć" o skurczach:
      gdy szedł skurcz, to szczypałam się w udo i faktycznie jakoś bardziej zwracałam
      uwagę na udo niż na skurcz. Potem okazało się, że udo mam w centki od tych
      szczypań.
      Po porodzie i zszyciu, musiałam przemieścić się z fotela porodowego na łóżko
      przewozowe i a ponieważ miałam dużo szycia i sączki, to lekarka zakazała mi się
      suwać pupą, więc jak się przemieszczałam, to mówiłam do niej: ja nie suwam się,
      ja skaczę, ja skaczę (robiłam coś w stylu skakania)
      • chillianna Re: poród na wesoło:))) 07.03.07, 15:56
        Podbijam mój ulubiony wątek.

        Ja niestety z mojego produ wspominam dobrze tylko to, że go przeżyłam.

        Może jednak komuś się coś jeszcze przypomni smile
        • jufta Re: poród na wesoło:))) 11.03.07, 16:03
          Podbijam :o) i mam nadzieję, że ze swojego porodu dorzucę co nieco na wesoło.
          • mamaliv Re: poród na wesoło:))) 12.03.07, 11:07
            To moze i ja dopisze swoje zabawne wspomnienia z pierwszego porodu.
            Do szpitala przyjechalam kiedy odeszly mi wody plodowe. Planowalismy z mezem porod rodzinny wiec ubrali mojego kochanego meza w szpitalne ubranko, ktore bylo troche przyciasne. Mialam male rozwarcie wiec zeby przyspieszyc podano i oksytocyne i kazano mi skakac na wielkiej gumowej pilce. Kiedy zaczely sie pierwsze bolesne skurcze polozna poradzila mojemu mezowi zeby w czasie skurczow masowal mi plecy bo to przyniesie ulge. Moj maz ochoczo zabral sie do pracy i przykucnal za mna zeby mnie pomasowac. W tym momencie jego przyciasne spodnie rozerwaly sie na calej dlugosci tylka na szwie. Do konca porodu moj maz czail sie zeby zadna z krecocych sie po saliporodowej pan nie ujrzala jego kolorowych bokserek. Stal wcisniety w rogu miedzy fotelem a kaloryferem i trzymal mnie za reke. Biedak mial male pole manewru smile.
            • 24milenka Smutny nasz (kobiet) los 13.03.07, 20:36
              mamaliv napisała:

              > Planowalismy z mezem porod rodzinny wiec ubrali mojego kochanego meza
              > w szpitalne ubranko, ktore bylo troche przyciasne.

              > Moj maz ochoczo zabral sie do pracy i przykucnal
              > za mna zeby mnie pomasowac. W tym momencie jego przyciasne spodnie rozerwaly
              > sie na calej dlugosci tylka na szwie. Do konca porodu moj maz czail sie zeby
              > zadna z krecocych sie po saliporodowej pan nie ujrzala jego kolorowych
              > bokserek.

              Taka mnie refleksja naszła, gdy to przeczytałam.

              Mężczyznę krępowało, że ktoś mógłby zobaczyć jego MAJTKI.
              A co dopiero pośladki! To by było dla niego poniżające.

              A tym czasem kobieta pokazywała ludziom rzeczy intymniejsze niż majki czy
              pośladki. Pokazywała, dawała dotykać. Obcym kobietom, mężczyznom. I to przy
              mężu...

              Smutny nasz (kobiet) los...
              • memphis90 Re: Smutny nasz (kobiet) los 05.10.07, 17:36
                E tam, to zależy od sytuacji. Gsyby nasi mężowie leżeli w szpitalu i musieli
                prezentowac lekarzom miejsca intymne, to nas- odwiedzające- tak samo
                krępowałoby, gdybyśmy musiały robic to tylko w bieliźniewink
              • jestemblogerem.pl Re: Smutny nasz (kobiet) los 24.06.08, 23:30
                smile mnie nie ubrali w ogóle w żadnego ubranko. Tak teraz do mnie dotarło. Byłem
                po prostu we własnych ciuchach. A jak sie to wszystko odbyło? Szybkosmile i dobrze
                smile I nie zemdlałem wink
                Jak ktoś chce dowiedzieć jak było to zapraszam do czytania posta "Moje Euro
                2008" na JestemBlogerem.pl
                Tam się wypisałem i takiej wersji będę się trzymał smile
                Szczęśliwy ojciec
              • dodi_anuschka 24milenka!!! 21.09.08, 10:36
                ale się uśmiałamsmile)haha dobresmile)))))))))
          • specjaliska007 Re: poród na wesoło:))) 26.02.09, 13:23
            u mnie tez bylo wesolutko ze hohohohohohohohohohohohoh...
            moj maz powiedzial ze nie chce mnie znac tuz przed porodem , nie
            bylam zla bo to kretyn, uciekl z pielegniarka...
            na sali okazalo sie ze nie ma lekarza ,jedyna zaufana mi osoba byl
            ksiadz -jaroslaw.pospiewal mi piosenki,powspominalismy stare lata
            jak bylo na wojnie...
            beczka smiechu hahahahahahahahahaha. w koncu dziecko zaczelao
            wychodzic. ale co robić??? Ale ksiądz jaro odbierał juz niejeden
            porod NA WOJNIE (zwykle to byly jego dzieci)i wszystko dobrze sie
            skonczyło!!! narka mamuśki!
        • drizle81 Re: poród na wesoło:))) 30.03.09, 21:12
          Dziewczyny dziękuję, ze dzisiaj pierwszy raz od wielu dni zamiast
          szlochania wydobył się ze mnie gromki śmiechsmile
      • neti181 Re: poród na wesoło:))) 21.09.08, 10:31
        swietny watek , proponuje go kontynuowac smile naprawde popatrzylam na porod
        zupelnie innymi barwami
      • zabulin Re: poród na wesoło:))) 18.05.09, 14:18
        Moja Mam rodziła mnie dawno temu smile w szptalu Koperniak w Krakowie-
        podobno leżało się na takich łózkach które miały pręty z boku- jak w
        łózeczku malucha -tylko metalowe.
        Jakaś kobitka tak się rzucała po tym łózku podczas pordu, że nie
        wiedzieć jakim cudem wsadziła głowę miedzy pręty- podobno potem
        wrzeszcała już tylko, zeby ją uwolnili- ona sobie rodziła, a Pan
        slusarz piłował pręty.

        Z kolei znajoma kuzynki podczas porodu- kiedy przyszedł b. mocny
        skurcz goraczkowo próbowała się podnieść i czegoś złapać - no i
        złapała- lekarza stażystę za ...smile wiadomo co.

        I kiedy inne mamy myślały o pielęgnacji malucha, ona o tym zeby jak
        najszybciej wyjść ze szpitala, bo była bohaterką anegdoty nr 1. wink
        • blu_lagoon Re: poród na wesoło:))) 06.05.10, 13:57
          ahahahahaah to o tych pretach to moje ulubione wink))
        • panna.w.drodze Re: poród na wesoło:))) 05.08.11, 18:56
          pręty rządzą, matko nie mogę big_grin autentycznie płaczę
    • csk2 Re: śpiew pod prysznicem :) 12.03.07, 19:36
      Hej,
      U mnie rozwarcie postępowało w takim tempie, że głównie siedziałam pod
      prysznicem, bo to mi sprawiało ulgę. Odczuwłam lekkie bóle, które nasilały się,
      gdy o nich myślałam, więc postanowiłam oderwać myśli od skurczy i zająć myśli
      czymś innym ... i zaczęłam śpiewać w myślach Piotra Szczepanika. Klimat niezły -
      sama w sali porodowej, światło przygaszone, no to sobię nucę, tylko jak do
      sali wszedł mąż z położną to okazało się, że "Kormoranów sznur..." słychać w
      całej sali, bo ja zamiast w myślach śpiewałam na całe gardło !!! i co najlepsze
      wogóle sobie z tego nie zdawałam sprawy, tak mnie to pochłonęło. A rozwarcie w
      ciągu godziny wzrosło z 4 cm do 8 cm.
      a na początku partych próbowałam liczyć kafelki na ścianie, żeby uspokoić
      oddech - tym razem nie poszło tak gładko, bo kolidowało to ze współpracą z
      położną, ale do dziś pamiętam, że miały żółty kolor.
      Ogólnie poród - strach przed, ale gdy już zaczęly się regularne skurcze -
      totalne spokój, powtarzałam sobie, że urodzę bez problemów, że wszystko będzie
      OK, bylebym zachowała spokój - a w trakcie oczekiwania na częstsze skurcze (na
      godzinę przed wyjazdem do szpitala) szybko smazyłam kotlety, bo
      stwierdziłam,żetak szybko to ja już takiego jedzenia nie zaznam, a w trakcie
      skurczów siadałam na podłogę i było ok (z tym jedzeniem się nie pomyliłam, bo
      mały jest alergik i od urodzenia jestem na baardzo rygorystycznej diecie).
      Pozdrawiam i życzę samych przyjemnych chwil na porodówce

      P.S. a gdy mi pokazali dziecko, to byłam po tych partych w dość dużym szoku, że
      zapytałam tylko - "Po kim on ma taki brzydki nos??"
      P.S. Nosek się naprostował kilka dni po porodzie smile
      • matizka Re: śpiew pod prysznicem :) 12.03.07, 22:39
        U mnie najlepsze momenty z porodu tez zwiazane z mężem.

        po kilkunastu godzinach mojego strasznego bólu słyszę jak mój mąż mówi sobie
        pod nosem : Ja już nie dam rady.

        Nawet się uśmiechnęłam...

        Inne to jeszcze jak jechałam dość nagle na patologię ciąży to mówię do niego -
        spakuj mnie - jak już ochłonęłam zaglądam do torby a tam zamiast moich majtek
        jego slipki.

        I jeszcze podobno jak patrzył na małą jak się nagrzewała pod jakąś lampą to
        podobno tak intensywnie wpatrywał się w jej główkę (był rzeczywiście
        przerażony, że taka wydłużona), że pielęgniarka powiedziała niech się pan nie
        martwi, to minie...
        tickers.TickerFactory.com/ezt/d/1;20721;104/st/20070724/dt/7/k/9732/preg.png
      • mamamaxia1 Re: śpiew pod prysznicem :) 08.08.07, 01:25
        rewelacja,ale sie usmialam,jest tak pozno a nie moglam sie oderwac
        od czytania.ja podczas porodu mialam zamkniete oczy ,nie klamie caly
        czas,mowili,zebym otworzyla,to mowilam,ze nie nie.i caly czas
        wlasciwie,jak nakrecona gadalam boli boli,oj boli boli,po czym na
        dwie minuty cisza i znow ,do tego (do mojego meza)jeszcze dodawalam
        reka reka reka reka,chodzilo o to,ze nie pozwalalm mezowi puscic
        swojej reki i omalo sie nie zesikal w majty bo przez 7godzin nie
        dalam mu wyjsc z sali. polozne smialy sie ,ze po takiej ilosci
        powtorzen tych dwoch slow nauczyly sie co to znaczy po polsku,a
        gadalam,jak zahipnotyzowana reka reka boli bolisama sie z tego teraz
        smieje(rodzilam w niemczech)
    • ib_13 Re: poród na wesoło:))) 13.03.07, 15:16
      34 tydzien, poród wcześniaka. Nie wolno mi rodzić naturalnie, jestem po
      operacji kręgosłupa. Położna zapomina mnie badać. 10 cm rozwarcia, zaczynam
      przeć. Na to lekarz wkłada mi rękę do środka i trzyma, żeby córka się nie
      rodziła. W tym momencie połoźna zdejmuje mi moją koszulę i chce ubrać taką do
      cesarki. Ja mam skurcz, lekarz nadal trzyma rękę w środku, a ona krzyczy jak
      pani nie wstyd z gołymi piersiami leżeć przed doktorem???!!!
      • 24milenka Re: poród na wesoło:))) 13.03.07, 20:27
        ib_13, miałaś ostro pomyloną położną! smile
        • sweetnice Re: poród na wesoło:))) 13.03.08, 12:47
          superowe te opowieści ja mam termin na jutro i się od czytania
          wyluzowałam smile
    • yennefer79 Re: poród na wesoło:))) 14.03.07, 00:37
      Ogólnie miałam bardzo łatwy poród, najpierw mnie 3 dni pobolewało mniej niż
      przy miesiączce, potem zaczęły się sączyć wody, więc do szpitala o 21, o 2.10,
      po 10 minutach (5 skurczy) aktywnego parcia dziecko już było na swiecie.
      Moja mama rodziła mnie dośc dramatycznie, z omdleniami (mama jest dzielna,
      chyba ją dobili niepotrzebną oksytocyną), a ja się łatwo odcukrzam, więc się
      bałam i np. pytałam wcześniej, czy dostanę kroplówkę z glukozą. Stanęło na tym,
      że mam jeść krówki i pić wodę.

      No więc jest 21, wreszcie poszły te wody, jedziemy taxi do szpitala.
      Mój nad wyraz skryty mąż, co nie pozwala nic mówić przy obcych, w taxi przy
      kierowcy, widząc moje dość swobodne zachowanie (tak się cieszyłam, że to
      nareszcie JUŻ!): Czy ciebie boli?
      Ja (uchachana): No przecież jest w Piśmie napisane, że będziesz w bólach rodzić.
      Kierowca mało z zakrętu nie wypadł.

      Trafiliśmy (oczywiście) na dyżur znajomego lekarza, bo ja się uparłam, że
      urodzę w ten wtorek w nocy. Znajomy lekarz oczyma duszy widział mnie w stanie
      ostrej histerii, błagającą o kroplówkę (z czymkolwiek). Zamiast tego dostał
      cichutką położnicę, na szczęście nie tylko pozwolił ,ale wręcz kazał mi wstać,
      co było genialnym pomysłem, więc zamiast omdlewać stałam pod ścianą lub
      robiłam przysiady (o rany! ja! To był dla mnie zawsze symbol siły kobiet np.
      murzyńskich - rodzić w kucki).

      Na szczęście położną tknęło, że może by mnie tak po pięciu godzinach zbadać (ja
      robiłam te przysiady, mąż przysypiał, na porodówce cisza w oku cyklonu - patrz
      dalej). Ale ja się bałam włazić na łóżko podczas skurczu (okropność!), poza tym
      myślałam, że będę parła i parła, więc wezwany lekarz zastał mnie (przypominam -
      miałam przecież mdleć) nerwowo wyżerającą resztkę krówki (nie dawałam rady
      zjeść całego cukierka naraz) i pytającą, czy ja mogę jeszcze jeden skurcz w
      przysiadzie.

      Kładą mnie i położna od razu "Widać główkę!". Ja myślę,myślę, coś mi się nie
      zgadza i pytam, że pewnie sobie ze mnie żarty robi. A ona "Widać czarną
      grzywkę!"
      No i rzeczywiście. Darłam się przy pierwszym skurczu, ale z wysiłku chyba.
      Potem położna odradziła.

      A w ogóle zamiast oksytocyny kazali draznić sutki smile) Działa idealnie.

      Z łożyskiem poszło gorzej, trzeba było łyżeczkować, ale tylko troszeczkę, więc
      lekarz spytał, czy skoro mam taką odpornośc na ból to może wolę bez
      znieczulenia niż być potem zamroczona. Mój gin powiedział później "A to drań!" -
      a ja się cieszę! Bolało przez moment, a byłam przytomna (no dooobra, miałam
      kompletną głupawkę-śmiechawkę, ale to od jakichś hormonów "moich" naturalnych).
      Zaczął mi to łyżeczkowanie i pyta, czy bardzo boli, na co ja zgodnie z prawdą,
      że jak ruchy płodu na szczycie skurczu, co go bardzo ubawiło, że nigdy mu tak
      pacjentka nie powiedziała.
      Tylko zapomniałam mu wyjaśnić, że ruchy płodu na szczycie skurczu, to paskudna
      rzecz! smile

      A potem była kompletna jazda bez trzymanki, bo było przepełnienie na oddziale,
      a że oddział lubiany, więc tej nocy urodziło się czternaścioro dzieci, a
      następny ranek odbywał się pod znakiem dantejskich scen na izbie przyjęć, a
      mnie zgoniono z łóżka porodowego, na którym spędziłam noc, bo już stała obok
      taka smętna dziewczyna z ktg na brzuchu i tak tęsknie na nie patrzyła wink))

      Teraz sobie myślę, ze moze mnie tak strasznie bawiły te historie związane z
      tłumem w szpitalu (bo to była cała odyseja), że spędziłam ostatnie miesiace
      ciaży w domu i byłam stęskniona do ludzi. Ale i tak było śmiesznie smile)
      • artdesign84 Re: poród na wesoło:))) 21.06.07, 22:10
        podnoszę smile
        • czrabl Re: poród na wesoło:))) 22.06.07, 09:27
          ale sie uśmiałamsmile)))))))))))))))))))0000
      • e.wusia Re: poród na wesoło:))) 01.11.07, 21:16
        Rewelacja!! Jak urodzę (jestem w 36 tygodniu) i będzie coś wesołego,
        to też się dopiszę smile
        Pozdrawiam wszystkie wesołe mamuśki!!
        • orvokki Re: poród na wesoło:))) 02.11.07, 11:02
          Jak nas na szkole rodzenia zachęcali do porodu rodzinnego, to mówili, że tatuś
          sobie siedzi przy głowie rodzącej i żadnych drastycznych szczegółów nie widzi,
          ogólnie luz blues i pełna kultura, trzyma za rączkę i czule szepcze do uszka :o)
          Jak przyszło co do czego w szpitalu, to owszem, sala full wypas, mąż siedzi przy
          mojej głowie, za rączkę trzyma... i tylko jeden szczegół: łóżko porodowe było
          dokładnie naprzeciwko okna, rodziłam nocą i w tym ciemnym oknie wszystko się
          odbijało niczym w lustrze. Pomiędzy skurczami sobie myślałam "Muszę im
          powiedzieć,żeby czymś to okno zasłoniły", po czym przychodził kolejny skurcz i
          zapominałam smile A mąż w końcu usiadł tyłem do okna :o)
    • lajla84 Re: poród na wesoło:))) 22.06.07, 09:37
      Po takich historiach, aż nie mogę doczekać się porodu! 38tc2d.
      Dzięki dziewczyny. Od razu człowiekowi lepiej jak wie, że nie ma się tylko złych
      wspomnień! Pozdrawiam!
      • ranoma Re: poród na wesoło:))) 22.06.07, 10:37
        hehe to prawda, aż się miło na ten poród czeka...tylko czemu czas się tak dłuży???

        mam nadzieję, że ja Wam też kiedyś opowiem jakąś śmieszną historyjkę z mojego
        porodusmile
        • anecik3 Re: poród na wesoło:))) 22.06.07, 10:49
          dziewczyny czytajac wasze wspomnienia z porodu plakalam ze smiechu,bede rodzic
          pierwszy raz i oczywiscie mam przed tym wielkiego stracha,ale Wasze posty
          pokazaly ze to wcale nie musi byc tak strasznie,moze byc tez wesolo i zabawnie
          i tym sobie dodaje otuchy
          • paniwaz Re: poród na wesoło:))) 22.06.07, 12:46
            Jak zaczęły się w domu mocne porodowe skurcze mówię do męża: Ubieraj się,umyj,
            ogol, jedziemy rodzić synka". Małżonek w ekspresowym tempie dokonał toalety i
            nagle ja patrze, a on wkłada czerwoną koszulkę. Na co ja do niego: "Oszalałeś,
            chcesz, żeby ta czerwień jeszcze bardziej mnie pobudziła?" Mąż natychmiast
            zmienił koszulkę. Na inną czerwoną smile
            Pamiętajcie, nie taki diabeł straszny jak go malują. Pozdrawiam Pani Wąż
            • narnia_80 Re: poród na wesoło:))) 22.06.07, 14:01
              I o to chodzi! smile Bardzo dziękuję wszystkim za te cudne historie smile Potwór
              (czyt.poród) okazał się nie taki straszny! Do tej pory jak czytałam jedynie o
              komplikacjach, bólach - to aż mi się słabo robiło.. Jeszcze raz dzięki za
              optymistyczną wersję porodu!
          • doris992 Re: poród na wesoło:))) 23.07.07, 23:19

    • amajszczyk Re: poród na wesoło:))) 22.06.07, 22:57
      Ja znowóż śmiałam sie nawet w dzień porodu z tego.Bardzo chcialao mi sie
      siusiu,więc poszłam do łazienki a mój Mąż za mną.No i położna si epyta co ja tak
      długo tam siedzę a M mówi że mi sie kupe zachciało a położna na to Boże niech
      ona glupia szybko wraca na sale porodową to nie kupa to bola partesmileFaktycznei
      to były bóle partesmile
      • justek20 Re: poród na wesoło:))) 23.06.07, 00:03
        To ja wkleje anegdotkę porodową z mojego bloga :

        sala porodowa, ona męczy się i wije, bidula umęczona znosi te katusze tylko
        dzięki sile woli i godności osobistej, on zestresowany jeszcze bardziej. Ona
        heroicznym wysiłkiem cichuteńko prosi męża o wacik zwilżony wodą żeby wyschnięte
        usta odświeżyć. On natychmiast rzuca się na poszukiwanie, łapie i wciska jej
        watkę w buzię. I wtedy ona zielenieje, próbuje pozbyć się tego wacika z przed
        twarzy, traci resztkę głosu więc tylko patrzy wściekle na niego i puka się w czoło.

        pytanie : Co rodząca dostała od męża?

        odpowiedź : wacik do dezynfekcji skóry przed wbiciem igły obficie nasączony
        spirytem....

        big_grin
        • mkoltun Re: poród na wesoło:))) 23.06.07, 14:02
          Ja rodzę dopiero we wrześniu, ale opowiem historyjki z mojej rodziny.
          1. Moja babcia urodziła pierwsze dziecko (moja ciotke) w lutym. Za 4 miesiace
          poczula kopanie w brzuchu, nie wiedziala, ze jest juz w drugiej ciazy, bo
          karmila piersia. Moj tato urodzil sie w grudniu (28, tak jak ja), ale babcia
          wstydzila sie (mieszka w malym miasteczku) urodzic dwojke dzieci w jednym roku
          i nie blizniaki, wiec urodzila w domu (ma siostre polozna). Tato zostal
          przepisany na 2 lutego nastepnego roku, a babci udalo sie uniknac skandalu na
          cale miasto
          2. Siostra mojej babci byla wlasnie polozna i opowiadala, ze pewnego dnia
          przywieziono na porodowke kobiete z wiezienia. Jak obejrzeli jej pipke, to
          okazalo sie, ze ma tam wokol wytatuowanego ogromnego kota. Wiesc szybko sie
          rozeszla po szpitalu i byla najlepiej dogladana pacjentka na oddziale, bo kazdy
          chcial zobaczyc tego kota. Za 2 lata znowu rodzila (chyba juz wyszla z
          wiezienia) i chociaz oddzial szedl do remontu i rodzace byly kierowane do
          innego szpitala, ona poprosila, zeby znow mogla tam rodzic, bo kazdy juz
          widzial tego kota i moze uniknie znow szopki. Zgodzili siesmile
          • uchahachana Re: poród na wesoło:))) 05.09.07, 13:47
            Praaaaaaawie się udusiłam ze śmiechu takiego do środka, bo głośno
            nie mogę - domownicy patrzyliby na mnie jak na pomyloną babcię wink

            Pamietam jak opowiadała moja koleżanka - już "doświadczona" w
            rodzeniu, bo była w mocno zaawansowej ciąży z drugim dzieckiem -
            urodziła synaczka w ósmym miesiącu, ale wszystko prawidłowo było i
            bez komplikacji.
            Tylko za mocno pohulała na weselu i tak sie objadła że pewna była iż
            brzuch ją boli z tegoż przejedzenia.
            Z tego powodu powrót do domu [ponad 5 km] po imprezie weselnej o
            piątej nad ranem, odbył się pieszkom wink No i całe imprezowanie
            zakończyło się na porodówce już po godzinie po powrocie.
    • metka79 Re: poród na wesoło:))) 26.06.07, 10:11
      Fantastyczny wątek!
      Płakałam ze śmiechu smile)

      Błagam, dopiszcie coś jeszcze...
      • ranoma Re: poród na wesoło:))) 26.06.07, 10:31
        dokładnie...ja też proszę o więcej takich historyjek smile przydałoby się wydać
        książkę z tymi tekstami...smile
    • wuania Re: poród na wesoło:))) 27.06.07, 13:10
      Podnoszę wątek i historia ode mnie:

      Przed porodem oglądalam film przyrodniczy o łosiach czy innych zwierzętach
      które udaja się na północ rodzić. Całe stado ciężanych samic rusza i zaczyna
      rodzić razem cielęta. .
      Jak zaczęły mi się bóle 7 cmm i kryzys czułam się właśnie jak zwierze, nie
      rozumiałam za specjalnie słów i jak mąż mówił do mnie wdech i dydech to ni
      cholery nie kleiłam o co mu chodzi, dopiero jak zaczął ze mną sapać to
      zrozumiałam o co chodzi. Jak zaczeły mi się bóle parte dostałam energii
      izrozumiałam jak czują się te samice z filmu przyrodniczego, zrozumiałam całą
      naturę - po prostu odlot bo poczułam zjednoczenie z całym Życiem, bardzo
      chciałam się tymi głębokimi przemyśleniami podzielić z innymi i podzieliłam:
      powiedziałam: "jestem CIELAKIEM" hehe spanikowali ze zwariowałam z bólu hehehe
      • skania77 Re: poród na wesoło:))) 28.06.07, 11:01
        popłakałam sie i posikałam prawie!!!
      • onthelake Re: poród na wesoło:))) 03.07.07, 06:57
        LOL doslownie kwicze ze smiechu, no piekne to jestwink)))
      • mihoo2 wuania 16.08.07, 21:18
        wlasnie wstaje z podlogi - padlam - i o malo co sie nie udusilam -
        nie chcialam pobudzic dzieci wiec zatykalam sobie gebe
      • carolinecat Re: poród na wesoło:))) 22.06.08, 11:26
        jak dla mnie pierwsze miejsce, dosłownie popłakałam się ze śmiechu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja