dawida27 Re: poród na wesoło:))) 28.02.08, 23:21 Witam czytam tu i zachodze sie, dlatego podziele sie z wami moim porodem. 26/04/2006 wieczór, po wizycie u ginki okazalo sie ze na sam koniec ciazy dostalam jakiego zapalenia. Wiec wkladam globulke, a tu krew. - oho- pomyslalam- czop. Wiec wolam M, który akurat rozmawial przez telefon z moja mama, ze jedziemy do szpitala bo mi czop odpadla. Wiec M zegna sie z mama i mowi z zartem- mamo jedziemy do szpitala, bo Gabrysia chyba rodzi. Mama jak i M haha hihi. Na drugi dzien lezalam juz na porodówce i polozna do mojej ginki, ktora przecinala mi pecherz- Ale ta pani wogóle skurczów nie ma- a ja na to- to moze ja do domu pojde. Ginka zaczela sie smiac- pani po drugiej mama zostanie (patrze z przerazeniem na zegarek dziewiata godzina)dostalam oxy i czekam. Po zastrzyku nagle olsnilo mnie ze mam regularne skurcze! Gdy juz zaczely sie skurcze parte, przy parciu pekla mi zylka w pochwie w momencie polozna wygladala jak wampir po kolacji. Ja przestraszona krzycze - przepraszam, przepraszam Pania bardzo ja nie chcialam. A polozna- Niech pani nie przeprasza, niech pani lepiej prze. Po porodzie lekarz mnie zszywa. A ze ma powiedzonko -wszystkiego dobrego- to po kilku jego powiedzonkach juz przestalam mu dziekowac. Wiec zaraz po porodzie telefon i dzwonie po rodzinie. Gdy dzwonilam do mamy (mieszka w USA) nie odbierala, za piec minut przysyla smsa- zadzwon, bo mi nie moge zadzwonic za granice Jeszcze gin, jak mnie zszywal pyta sie- nie boli pania jak zszywam? a ja- a rodzil pan przed chwila? Gdy zawozili mnie na sale, M czekal na korytarzu (nie chcialam aby byl przy porodzie) i mówi- wiesz co, dzwonia do mnie z gratulacjami, moglas juz tez do mnie zadzwonic Nasz dlugo oczekiwany synek wazyl 3450g i urodzil sie o 14.10 pozdrawiam wszystkie mamy i przyszle mamy Odpowiedz Link Zgłoś
ruda483 Re: poród na wesoło:))) 02.03.08, 00:10 Czytam i płacze ze śmiechu,odrazu przypomina mi sie mój drugi poród:dwa dni przed terminem ,siedze sobie w fotelu i zajadam czekoladki(no bo niedługo nie będe już mogła sie nimi cieszyć,więc tak na zapas)-robie mojej pięcioletniej córce kolacje,ide do łazienki,cholera wody mi odeszły,moja szwagierka idzie do piwnicy ,ja prosze żeby zawołała teściową do Żanetki bo będe rodzić ,na to ona z paniką że jedzie po mojego męża(mąż w pracy) żeby mnie do szpitala zawiózł.Ide do pokoju żeby sie spakować,dziecko skończyło już kolacje i coś zawzięcie rysuje wpada teściowa i każe mi sie pośpieszyć z tym pakowaniem bo jeszcze tu urodze,na co moja córa nie podnosząc główki znad rysunku mówi słodkim głosikiem "no co babciu przecież już sie zdażało że sie dzieci w domu rodziły"teściowa prawie zawału dostaje i ląduje w fotelu(dobrze że akurat za nią stał).W tym czasie szwagierka do mojego męża,"weź przepustke bo musisz Kaśke do szpitala zawieźć",on na to "a po co?","rodzić będzie","jak to przecież mówiła że zaczeka do nowego roku"( jest 10 grudzień).W końcu ślubny odwozi mnie do szpitala i tu jego rola sie kończy ,zadowolony wraca do domu.Mnie bada lekarz zadając serie pytań :czy wody odeszły-tak;czy są skurcze -nie;który poród-drugi;ile miało pierwsze dziecko-4650 i 61cm;ile miało pierwsze dziecko-4650 i 61cm;czy pani mnie rozumie,pytam ile miało pierwsze dziecko-czy pan mnie rozumie,przecież mówie wyraźnie 4650 i 61cm;niemożliwe-jak najbardziej możliwe.W końcu ląduje na porodówce jest 22.00,rozwarcie na trzy centymetry,obok mnie dziewczyna z 7 cm rozwarciem strasznie krzyczy że boli,a ja nic nie czuje ,więc dla zabicia nudy czytam książke.23.45 dzwoni lekarz (pewnie drzemie w gabinecie)-prosze tej pani o 00.15 podać kroplówke,23.50,siostro,mam skurcze parte,niemożliwe,a jednak,rodzimy,niech sie pani tak nie napina-na co ja ze śmiechem -ciekawe jak mam to zrobić-i w tym momencie wyskakuje mój synek,położna mówi że jeszcze nie miała śmiejącej sie rodzącej,00.15 dzwoni lekarz ,prosze podać kroplówke-już nie trzeba,właśnie urodziła-niemożliwe-a jednak ,z wrażenia g przybiega na porodówke,ja zadowolona ,a dziewczyna z sąsiedniego łóżka męczy sie jeszcze 1.5h. 2.30 odpoczywamy i jest nam strasznie zimno po wysiłku,przechodzi sprzątaczka ,może wam zrobić herbaty-tak prosimy,to dajcie saszetki-nie mamy-to co wy tu przyszłyście robić? Tak ten poród to była jedna wielka komedia. Odpowiedz Link Zgłoś
kiwkaa Re: poród na wesoło:))) 04.03.08, 21:28 i ja cos mam zaplanowane cc z uwagi na moje klopoty z siatkowka, prawie 2 tygodnie przed terminem zjawiam sie w czwartek w szpitalu bo moja lekarka stwierdzila ze moge weekendu nie doczekac. umowione jestesmy na cc we wtorek. no i jestem sobie w czwartek przyjeta, tylko czekam na lozko 6h bo wyz demograficzny rodzi i nie ma miejsc na oddzialach. kiedy w koncu padam na swoje wyrko pielegniarka podlacza mnie pod ktg. i tak sobie leze i czuje oj cos mnie pobolewa podbrzusze. ale na ktg sie nie znam wiec nawet nie patrze na zapis. po jakiejs godzinie przychodzi siostra, bierze zapis i mowi: o, jakie pani ma regularne skurcze!! wiec ja ale co sie dzieje itp, a pani mi odpowiada no chyba pani dzis urodzi! no to ja w ryk! a pielegniarki (bo w tym czasie kolejne dobiegly) pytaja ale czemu pani placze? no to ja na to: ja jeszcze nie jestem gotowa urodzic! ja mam rodzic w przyszly wtorek!!! suma sumarum, udalo sie jakos przetrwac do rana i synek sie urodzil w piatek o 8:56. pozdrawiam serdecznie! Odpowiedz Link Zgłoś
88kasia88 Re: poród na wesoło:))) 15.10.08, 15:42 świetny wątek przeczytałam wszystkie posty, uśmiałam się tyle ze ho ho poród się zbliża małymi krokami, ale mam nadzieję, że urodzę szybko i bez problemów Odpowiedz Link Zgłoś
mamasi Re: poród na wesoło:))) 07.03.08, 13:53 Cześć! 26 pazdziernika lekarz położył mnie do szpitala. To był dzień, w którym powinnam urodzić. o 20.00 obchód. Wchodzi mój lekarz prowadzący bardzo zmęczony bo odebrał poród fizjologiczny i 2 cesarki. siostra do mnie: żeby tylko Pani dzisiaj nie urodziła, bo doktor zmęczony...no więc urodziłam, ale następnego dnia:. O pólnocy zaczęły mi się skurcze. Zaraz wpadł mój mąż cały blady. O 1 miałam 7 cm rozwarcia a o 2 w nocy 9cm. Szybko szło, ale w tym momencie akcja się zatrzymała. Bóle straszne, że aż się wiłam. O 5 rano w końcu moja szyjka puściła, a o 5.35 przyszła na świat moja córcia 3140 i 53 cm. Lekarz mnie zszywa a mój mąż:tylko niech Pan się nie rozpędza z tym zszywaniem.... Po porodzie mój mąż do lekarza: ale jestem zmęczony. Myślałam, że mu trzasnę. Na koniec stwierdził jeszcze że jest strasznie głodny - biedak.Moja wina bo rodziłam w nocy. Leżąc 12 dni w szpitalu ciągle widziałam jak lekarze się śmiali przypominając sobie hasła mojego męża... Pozdrawiam wszystkie mamy!!! Odpowiedz Link Zgłoś
aga-agata Re: poród na wesoło:))) 09.03.08, 11:56 przeterminowana ciąża - ląduję na patologii, zapada decyzja o wywołaniu, kroplówka z oxy i nic. No to sobie czekam. Gdy odchodzą wody okazuje się że konieczna cesarka, bo wody brzydkie, tętno maluszka słabnie, a poród się nie zapowiada na expresowy. Podpisuję zgodę i wiozą mnie na operacyjną - personel w szampańskich humorach, żarty, żarciki atmosfera się rozluźnia, nawet mnie zaczyna trochę spadac napięcie. znieczulili, ponakłuwali gdzie trzeba, położyli na stole, pielęgniarki jeszcze latają z tymi chustami, kroplówkami itd, podchdzi ginekolog, bierze coś do ręki i mówi :lepiej niech pani zamknie oczy, żebym pani nie zachlapał! O matko boska, myślę sobie, co tu się będzie działo, jakaś rzeź??? Okazało się, że pan doktor chciał jedynie posmarować mój pokaźny brzuszek jodyną czy innym odkażającym paskudztwem, a pielęgniarka jeszcze nie zdążyła zamontować tego parawanika przed moją twarzą. Reszta zabiegu odbyła się wg europejskich standardów, ale do dziś pamiętam to moje przerażenie..... Odpowiedz Link Zgłoś
gogamw Re: poród na wesoło:))) 09.03.08, 16:13 Jak urodziłam mojego synka to razem ze mną leżała młoda dziewczyna, która urodziła wcześniaka - mój miał 4kg a jej 2kg więc fajnie wyglądali leżąc obok siebie. Powiedziano nam,że wypiszą nas w sobotę rano, bo nasze maluchy miały biegunkę i troszkę nas przetrzymano, jednak lekarz prowadzący stwierdził sobotę, że dla bezpieczeństwa dzieci zostaniemy do poniedziałku. Wtedy dziewczyna dostała regularnej histerii - nie można jej było uspokoić, tak płakała. W końcu wydusiła,że dzisiaj ma iść na ślub - lekarz na to - nie warto tak płakać, na niejednym ślubie jeszcze pani będzie, a ona na to z rozpaczą : TAK - ALE TO MóJ śLUB......... - no i wypuścili ją.... Odpowiedz Link Zgłoś
thorper Re: poród na wesoło:))) 18.10.08, 19:35 Jaki z tego morał? Najpierw ślub, a dziecko potem...zamieni wasze życie miejscami. Odpowiedz Link Zgłoś
pestka_ks Re: poród na wesoło:))) 24.08.08, 17:18 jeszcze nie przeczytałam wszystkiego Odpowiedz Link Zgłoś
kasienka_28 Re: poród na wesoło:))) 09.03.08, 20:01 Ze szkoły rodzenia zapamiętałam najbardziej jak położna mówiła żebyśmy nie krzyczały w trakcie porodu bo to i tak nic nie pomoże a miedzy innymi może przeszkadzać w pracy położnym. I tak bardzo mi się to w pamięć "wżarło" że jak krzyczałam a raczej darłam się (co mi baaaaaaaardzo pomagało) to od razu przepraszałam położną prowadzącą, że jej w pracy przeszkadzam. Na szczęście dostałam pozwolenie na kontynuację haha No i jeszcze opowiadał mi mój partner, że w trakcie skurczy partych w pewnym momencie złapałam go za "fraki" i potrząsałam. Szczęście, że wiązanki żadnej nie puściłam. To byłby dopiero wstyd i wtedy miałabym za co przepraszać haha Odpowiedz Link Zgłoś
anutek115 Re: poród na wesoło:))) 11.03.08, 13:15 W porównaniu z tym, co sobie tu poczytałam (mój faworyt - czy raczej faworytka - to "Jestem cielakiem!") to mnie nic szczególnie śmiesznego nie spotkało, ale jedna rzecz rozsmieszyła mnie w trakcie bólu partego, więc ją opiszę, coby się nie zmarnowała . Tempo mojego porodu troche wszystkich zaskoczyło, zostałam przyjęta do szpitala z rozwarciem pół cm. i bez żadnych bóli (odejście wód), a trzy godziny później miałam dziewięć centymetrów, i się nie zorientowałam, że rodzę, bo cos mnie mało bolało. No, ale przy dziewięciu to już bóle parte się zaczęły, weszłam na porodówkę i jeden akurat się zaczął, to przysiadłam na fotelu porodowym i czekam, aż przejdzie. Na co połozna do mnie: "Proszę jeszcze nie rodzić! Pani najpierw na fotel wejdzie!", a jak nie zareagowałam, do męża, z rozżaleniem w głosie: "Pani nie chce wejść na fotel...". Kto rodził, ten wie, że powiedzieć kobiecie w czasie parcia "prosze nie rodzic" to tak, jakby do wodospadu "prosze chwilę nie płynąć!", smiac mi się chciało okropnie, ale tylko przez zacisnięte zęby wyjęczałam "Ja... chcę... ja nie... mogę...", a potem skurcz minął, wlazłam na ten fotel i pięć bólów partych później zostałam mamą . Odpowiedz Link Zgłoś
ania.drzyzga Re: poród na wesoło:))) 11.03.08, 22:08 to forum powinni lekarze na recepte przepisywaćświetne Odpowiedz Link Zgłoś
keltoi Re: poród na wesoło:))) 12.03.08, 03:23 Mój własny mogę Wam opowiedzieć Moja Ukochana Rodzicielka postanowiła w swym geniuszu, w dziewiątym miesiącu pójść na wesele studenckie. Nie, nie w swoim mieście, gdzie miała szpital, lekarza etc, ale ładnych kilkadziesiąt kilometrów od niego. W 1983 roku... I poszła. W trakcie imprezy radośnie wstała z krzesła i poinformowała najbliższego gościa (Tatuś nieobecny, nawet nie wiem, gdzie dokładnie był, ale nie na rzeczonym weselu), że - haha! - właśnie zaczęła rodzić. Na sali panika, co my mamy robić, gdzie ją wieźć?! Okazało się, że najbliżej jest szpital, w którym pracuje... brat Mojej Mamy. O_o To co, wio. W ten sposób moje narodziny "zostały w rodzinie", Mama była tak przejęta, że nie zauważyła nawet, że jej ukochany brat odbierający powród jest lekko "poza grawitacją". Dopiero później Mama go zaczęła obwąchiwać i się okazało, że rodziłam się mocno imprezowo. Podobno bał się, że Mama go zamorduje, bo rzuciła w niego jakąś nerką stojącą koło łóżka... A najlepsze jest to, że urodziłam się po północy, więc data urodzenia byłaby "01". Na co zainterweniował wujek, rycząc jak raniony bawół, że o nie! Tak nie będzie!!! I ja mam mieć wpisane "31". Nikt się nie chciał z dyżurnym lekarzem kłócić, to wpisali - 23:55. Wujek jak przetrzeźwiał to wreszcie wyłumaczył, że to rodzinna tradycja, że mąż daje żonie tyle kwiatów, ile jest w dniu urodzin dziecka, a jego siostrze się należy więcej, niż jakiś jeden badyl! I Tata dyrdał za bukietem Odpowiedz Link Zgłoś
lapostadimary Re: poród na wesoło:))) 16.03.08, 11:05 nie z porodu ale..termin mam na jutro.zwolnienie od gina skonczylo mi sie w czw.zeby nie marnowac macierzynskiego pani gin poradzila pojsc do internisty i poprosic o kilka dni zwolnienia np.na grype. zapisalam sie,wchodze do internisty,a on:"eeeee a pani gabinetu nie pomylila?"..i wyszedl sprawdzic nr na drzwiach czy w dobrym siedzi Odpowiedz Link Zgłoś
tomka123 Re: poród na wesoło:))) 18.03.08, 12:21 leżałam na patologii juz ponad tydzien, dzien wczesniej dowiedzialam sie ze jutro wyjdę, wiec mąz z samego rana jeszcze przed obchodem przywiozl mi plaszcz, buty, czapke i kazal dzwonic jak juz bedzie wypis.Niedlugo pozniej byl obchod, moj lekarz prowadzacy zbadal mnie,na co ja -panie doktorze kiedy bedzie wypis-a on na to-oksytocyna i na porodowke-5cm rozwarcia!!!!W duzym szoku "zmienilam salę", wokol mnie zaczela sie krzatanina, wywiad, kroplowka,lewatywa-oczywiscie skurczy brak-a ja na to wszystko,ze ja mialam isc dzis do domu i ze sie wypisuje na własne żądanie.Położne miały ubaw.Niecale 3 godziny pozniej mialam juz core(zanim moja mama zdązyła ugotowac mi to co sobie dzien wczesniej zazyczyłam).Moj maz byl w tak ciezkim szoku ze po wszsytkim poszedl dziekowac poloznym i lekarzowi, ale zapomnial o jednym malym szczególe-ze z kieszeni dzinsow wystaja mu jego boserki-kiczowate czerwone w wielkie serduszka-i tak paradowal po calym oddziale. Odpowiedz Link Zgłoś
echo_28 Re: poród na wesoło:))) 05.04.08, 23:04 po kilku godzinach bólu doczekałam sie wreszcie na anestezjologa, który zakłada mi zzo. wbija igłę w kręgosłup, coś tam gmera, a ja poczułam sie od razu lepiej no i mówię: "juz mi lepiej". dopiero kilka dni po porodzie mąż powiedział mi że mało nie parsknął wtedy śmiechem, a anestezjolog tez sie ponoć uśmiechnął, bo igła owszem była wbita, ale nie zdążył jeszcze podać znieczulenia. to sie nazywa autosugestia! Odpowiedz Link Zgłoś
alicja0000 Re: poród na wesoło:))) 04.11.08, 22:39 to jest najlepsze hahaaahah Autosugestia dobre... Odpowiedz Link Zgłoś
monismis Re: poród na wesoło:))) 21.03.08, 16:38 cudny wątek, zwłaszcza po tych różnych przerażajacych historiach z pękniętymi szyjkami, 40godzinnymi porodami, cesarkami w chwili zagrożenia. Ja "dopiero" w 15 tc, ale mam nadzieję, że za kilka misięcy będę miała dla Was jakaś historię do śmiechu Zwłaszcza, ze mój luby jest komikiem z urodzenia - pewnie coś razem zbroimy na porodówce Życzę wszystkim i sobie, zeby nasze porody były na wesoło, nie na straszno Pozdrawiam gorąco, choć za oknem śnieg (???) Odpowiedz Link Zgłoś
rajsca Re: poród na wesoło:))) 03.04.08, 15:35 Mam termin na pojutrze i już nie mogę się doczekać. Ten wątek (obecnie 203) posty przeczytałam za jednym zamachem i kilka razy musiałam kursować do ubikacji, żeby się nie posikać ze śmiechu Ja, nie ze swojego porodu, ale cudzych chciałabym się podzielić dwiema historyjkami: 1) Po upadku na brzuch w 30 tc wylądowałam na porodówce, w "prywatnej" sali bo na patologii nie było miejsc. W sali porodowej obok, dziewczyna leżała i czytała National Geographic. Po chwili postękała i urodziła. Jak wychodziłam ze szpitala zauważyłam, że mąż zgarnął tego Geographica i spakował mi do torby co to bym go miała na czas porodu 2) Niedawno rodzili moi znajomi obydwaj lekarze. Wiadomo, wyż demograficzny, w szpitalach tłum, koleżanka rodzi a tu tylko jedna położna przy niej. Wszyscy zajęci. No to dawaj kolegę za fraki i mówi do niego 'pan jest lekarzem! pan tu złapie, tu coś przytrzyma" na co mój przerażony kolega: "Ale ja jestem psychiatrą!" Odpowiedz Link Zgłoś
ewelinka198520 Re: poród na wesoło:))) 04.04.08, 11:15 witam,jestem tu po raz pierwszy. urodzilam coreczke 3 miesiace temu, jednak pamietam porod jakby to bylo wczoraj, pierwsze znieczulenie jakie dostalam to bylo znieczulenie "szpitalne", zgodzilam sie na nie ale nie wiedzialam jaka bedzie reakcja organizmu...juz 10 min po zaaplikowaniu tego "super" znieczulenia czulam sie jakbym byla na mocno zakrapianej imprezie,swiat wirowal a ja razem z nim,zapytalam nawet czy ja moge isc do domu bo mi sie wystroj wnetrz nie podoba, towarzystwo tez i wroce jak juz bedzie ze mna lepiej,nie bylam w stanie sama sie podniesc zeby isc do lazienki,musialam byc doprowadzana bo nogi mi sie plataly,z jezykiem nie bylo lepiej, mowilam bo mowilam a raczej belkotalam pod nosem... "glupi jas" bo tak to sie chyba nazywa jest naprawde super...ale nie podczas porodu Odpowiedz Link Zgłoś
agusia_3 Re: poród na wesoło:))) 26.03.08, 14:57 Super historia. U mnie było tak dostalam skurcze ... juz mam co pięć minut i mowie do meza jedziemy - mam skurcze co 5 minut a za chwile beda co 3, a on do mnie - jestes tego pewna. Ja: o ile sie znam na zegarku, to tak. Jedziemy, on: kochanie czy nie mozemy poczekac do koncowki z relacji z Wyscigu Paryż Dakar, ja: jasne - ubieraj się ... najpierw chcial pojechac w jakims swetrze co go nie lubie, a szczytem bylo jak wlaczyl wode na herbate. Niewytrzymalam: jedziemy ) i Pojechalismy. Jak przyjmowali mnie na porodowke zasna na godzine na krzeselkach w poczekalni i zasypial przy porodzie. Jak juz rodzilam nasza coreczke ockna sie od razu i byl od razu caly czas przy niej, bo miaja klopoty z oddychaniem i odsysali ja dosc dlugo. Super tata )) Odpowiedz Link Zgłoś
steppenwolf0 Re: poród na wesoło:))) 07.04.08, 15:49 Kochane Panie! Gratulacje za watek. Uśmiałam się do łez. Ja juz doświadczona matka jestem (w ciąży z drugim, starsze 8 lat). Porodu nie wspominam miło, ale nie z powodu bólu - ten był zupełnie do zniesienia, wszystko trwało po prostu za długo i byłam bardzo słaba, ot co (najeść się przed porodem jednak warto, ja byłam o suchym pysku przez 20 godzin). Po porodzie za to wpadłam w euforię i pełnię szczęścia i już nic mnie nie obchodziło. Czekam teraz z radością na drugie i obym mogła się śmiać, jak Wy, po porodzie i w trakcie. Nie bójcie się, kobiety - da się to znieść, a radość wielka potem. A zamiast bać się bólu można albo - jak ja- podejść do sprawy optymistycznie i znieśc dzielnie (naprawdę nie ma tragedii - żołądek boli bardziej przy zatruciu , albo się znieczulić i rodzić bez strachu, bo po co on, nie? Pozdrawiam ciepło i życzę szczęścia Wam i sobie Odpowiedz Link Zgłoś
steppenwolf0 Re: poród na wesoło:))) 07.04.08, 16:10 Dodałam do ulubionych i będę sobie czytać aż do porodu w chwilach gorszej koniunktury samopoczuciowej Pozdro ciepłe Odpowiedz Link Zgłoś
tysia1987 [...] 07.04.08, 16:16 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
zona_mi tysia1987 10.04.08, 10:12 Przestań spamować z tym swoim konkursem, bo to jest wbrew zasadom - kolejne posty są i będą usuwane, skutecznie, aż do zablokowania twojego konta. Odpowiedz Link Zgłoś
mi_lamaj Re: poród na wesoło:))) 08.04.08, 01:22 Ja rodziłam lekko i szybko dwa razy, nic bardzo śmiesznego w tym czasie sie nie zdarzyło za pierwszym razem Panie odpuściły sobie papierologię, bo pierworódka przyszła, więc to pewnie potrwa, zdziwiły się, gdy po półtorej godzinie zaczęły się parte ja sapię przepisowo a położna drze się z korytarza: -Pani...., a zawód męża??? jakbym bez tego urodzić nie mogła Za to po drugim porodzie miałam super miejscówkę, pierwsza sala przy trakcie porodowym i co się osłuchałam to moje. Dumny tatuś relacjonuje przez telefon pierwszy poród żony. Coś mu się lekko pomieszało, syn urodził się 3150, 51cm a on wrzeszczy: -Tak, urodziła, 3150gr, 61 cm, kawał chłopa! ALE SIĘ DARŁA!!! umierałyśmy ze śmiechu z tego subtelniaka Odpowiedz Link Zgłoś
emilisitos Re: poród na wesoło:))) 09.04.08, 14:53 mi_lamaj napisała: > ja sapię przepisowo a położna drze się z korytarza: > -Pani...., a zawód męża??? > > jakbym bez tego urodzić nie mogła > Nie mogę ze śmiechu Odpowiedz Link Zgłoś
robatchek Re: poród na wesoło:))) 10.04.08, 15:39 Wątek cudo! czytam Systematycznie, mając nadzieję, że niebawem i mi się uda dorzucić coś od siebie. Tymczasem... Jedna z moich przyjaciółek rodziła córeczkę kilka tygodni temu. Ponieważ to pierwsze dziecko, razem z mężem przygotowywali się do porodu bardzo sumiennie, nie opuścili żadnych zajęć w szkole rodzenia - a przyszły tatuś był chyba pilniejszym uczniem od mamusi, u której przecież, poza wiedzą, działał jeszcze instynkt... Gdy już psiapsiółce odeszły wody, skurcze stały się bardzo systematyczne i silne, nie wytrzymała i oznajmiła małżonkowi, że lada chwila zostanie tatusiem, więc niech zabiera te torby, i pakuje rodzinę do auta, bo na porodówkę czas... Tatuś jednak przypomniał sobie wiedzę zdobytą na zajęciach, i stwierdził, że: przecież są bóle krzyżowe, i parte, i trochę czasu to wszystko zajmuje, więc mogą jeszcze poczekać, bo tu taki fajny film leci... No i czy małżonka zdąży wykończyć obiad? Bo on nie umie takiego sosu robić... Nie obejrzał filmu do końca... Na obiad zjadł hot doga ze stacji benzynowej. Za to dwie godziny później miał już córcię na rękach Odpowiedz Link Zgłoś
metanira Re: poród na wesoło:))) 18.04.08, 23:59 Miałam ciężki poród zakończony cc. Ale było kilka momentów, z których teraz się śmieję, chociaż wtedy do śmiechu mi nie było... 17 godzina porodu. Pełne rozwarcie. Skurcze prawie non stop. Lekarz mnie zbadał, stwierdził, że dziecko się nie wstawiło do wchodu, ale odchodząc powiedział: "wstawi się, wstawi". A ja za nim wołałam: "pan jest bez serca" i "nie ma pan sumienia". 19 godzina porodu. Płacząc mówiłam do położnych: "wyjmijcie ze mnie to dziecko i dobijcie mnie" Ale najlepszy był mój mąż. Podczas cc stał tuż za drzwiami sali, zresztą otwartych. Pierwszy zobaczył naszego synka, a potem dzwonił do swoich rodziców i poinformował ich: "zrobili Edycie cesarkę, bo mały nie wstawił się do KANAŁU" Cały personel wył ze śmiechu... Odpowiedz Link Zgłoś
binka_2 Re: poród na wesoło:))) 21.04.08, 09:51 Witam Ja jestem dopiero przed porodem ale zdarzyła mi się taka śmieszna sytuacja w 34 tygodniu ciąży... Mój mąż uparcie chciał iść ze mną na kontrolną wizytę do ginekologa (wtedy nie znaliśmy jeszcze płci dziecka i groziła cesarka). Oczywiście zgodziłam się no i już w gabinecie lekarz prosi mnie o położenie się na kozetce w celu wykonania USG... Jeździ mi tym sprzętem po tym moim brzuchu i nagle ooo główka na dole!!!!!!!!! będzie naturalny... ooooooooo kulki widzę, kulki widzę!!!!!!!!! a mój mąż: gdzie?? lekarz: tutaj!! mąż: jezu jakie wielkie!!!!!!! na pół monitora!!!!! Ja na to: no widzisz większe niż Twoje, napatrz się Śmiechu trochę było A ta radość na twarzy męża, że chłopiec...bezcenna Pozdrawiam wszystkie mamuśki Odpowiedz Link Zgłoś
mama9876 uwazajcie z tymi smiechami 22.04.08, 16:51 uwazajcie z tymi smiechami kiedy bylam pod koniec 37 tygodnia, rozmawialam przez telefon z bratem. Rozmawialismy chyba z pol godziny i bardzo sie smialismy, az moj brat powiedzial "nie smiej sie tak bo Ci dziecko wypadnie". Tego samego wieczora odeszly mi wody, a nastepnego dnia urodzil sie moj synus! Odpowiedz Link Zgłoś
ewka715 Re: poród na wesoło 13.05.08, 19:43 Brawa dla założycielki wątku. W końcu mamy na forum posty, które optymistycznie przygotowywują do porodu "Perełka" ode mnie: Jestem w klinice, czekam na wizyte u lekarza, podchodze do recepcji. W tym momencie widze poprzez przeszklone drzwi, ze pod klinike podjezdza samochod, parkuje vis a vis wejscia i wybiega z niego mezczyzna. Spiesznym krokiem kieruje sie do pielegniarki na recepcji (w miedzyczasie obserwuje jego zona z trudem sama stara sie "wyczolgac" z samochodu...) a zestresowany Pan krzyczy do poloznej "Przywiozlem zone do porodu!!! Co mam robic???" Na to rozbawiona polozna probujac utrzymac powage odpowiada mu spokojnie: "Prosze przyprowadzic zone..." Odpowiedz Link Zgłoś
miarka71 Re: poród na wesoło 26.05.08, 23:36 Poród może nie super ale kilka fajnych momentów byłoU gina który miesiąc wcześniej powiedział mi że będę miała dziewczynkę:robi mi usg mąż ze mna patrzy a on się pyta jak dziecko będzie miało na imię ;R. odpowiada Amelia a on chłopak i Amelia? ja do niego ,co pan jaja sobie ze mnie robi? a on jaja to ja widzę tuInna sytuacja ten sam gin. dostałam dziwnych swędziawek w intymnym miejscu więc zrobiłam wyniki ,idę do niego on patrzy na kartkę i mówi do mnie; pani J. co sobie za grzyba tam pani wychodowaław trakcie porodu;odeszły mi wody i położna mówi. o.. zielone a mąż tak patrzy i odpowiada ; jak zielone jak są czerwone Odpowiedz Link Zgłoś
alicja0000 Re: poród na wesoło:))) 04.11.08, 22:45 dobrze powiedział, to KANAŁ rodny prawidłowo Odpowiedz Link Zgłoś
j.ostopinka Re: poród na wesoło:))) 20.06.08, 09:49 wątek naprawdę super można robawić sie do łez. W 23 tygodniu byłam na usg genetycznym miła pani doktor w pewnym momencie zatrzymała sobie obraz na monitorze i z poważną miną zaczęła coś mierzyć po czym stwierdziła, że aktualny rozmiar stopy małej to 4,5 cm. Po 12 godz. od pierwszych skurczów zgłosiłam sie do szpitala na cesarkę (położenie miednicowe) po następnych 5 wzieli mnie na stół wokół krzątają się instrumentariuszki i pielęgniarki, leże już sobie na stole, a tu jedna z nich mówi do mnie: Jak na bliźniaki to ma pani mały brzuch, a druga patrzy i jej potakuje. Na to ja aż sie podniosłam i mówię ze zdziwieniem z tego co wiem to mam mieć jedno dziecko!! Na co odezwała sie trzecia która właśnie zakładała mi aparat do mierzenia ciśnienia: no co wy bliźniaki to mają być jutro!!! Jak leżałam na pooperacyjnej to sie okazało że na patologii ciąży była dziewczyna z bliźniakami i cesarkę miała następnego dnia. Odpowiedz Link Zgłoś
asia-kuba Re: poród na wesoło:))) 22.06.08, 20:54 no to i ja coś dołożę swojego synusia urodziłam w 2003 r ciąża ok poród większość czasu spędziłam w chacie - też było ok bule do zniesienia koło 16 pojechalismy z mężem na porodówkę i tam o 19 urodziłam swego synusia wszystko sprawnie i bardzo miło wspominam potem pierwsza noc na oddziale synka nie mialam przy sobie wstalam zmienilam sobie posciel - i poszlam do dyzurnej na szkole rodzenia mowili ze jak bedzie bolec to mamy isc do dyzurnych poprosic o palucha lodowego ze oni mroza takie paluchy w rekawicach i ze mozna sobie na rane przylozyc i to pomaga wiec ja twardo do niej o na mi czy chce tabletke a ja jej ze nie ale bym chciala palucha ona zdziwienie jakiego palucha ja jej na to ze lodowego ona jeszcze wieksze zdziwienie ze nie wie o co chodzi i po co mi ten paluch ja jej na to ŻE CHCE SOBIE GO WŁOŻYĆ ona oczy na mnie a ja w smiech i poszlam do sali rechocze sie na tym swoim wyze ona przyszla do mnie i sie pyta czy wszystko ok ja jej powiedzialam o tych paluchach i razem zaczelysmy sie smiac teraz jestem w 16 tygodniu i wiem ze po porodzie nie bede prosic o paluchy lodowe do włożenia pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
230808r Re: poród na wesoło:))) 16.05.10, 15:44 paluch lodowy doprowadził mnie do łez ! Odpowiedz Link Zgłoś
emine2302 Re: poród na wesoło:))) 15.06.10, 00:39 super watek dziewczyny piszcie Odpowiedz Link Zgłoś
mama_monia Re: poród na wesoło:))) 28.06.08, 04:36 Podnoszę fenomenalny wątek DD Odpowiedz Link Zgłoś
angiw Re: poród na wesoło:))) 29.06.08, 13:36 wątek super przyczytałam wszystkie posty i nieźle się uśmiałam Odpowiedz Link Zgłoś
soemi Re: poród na wesoło:))) 30.06.08, 04:55 Mnie może wesoło nie było, ale lekarzowi owszem jak wpadał na kontrolkę podczas porodu, kiedy to już oksytocyna zrobiła swoje, a ja dopominałam się by tylko pamiętał pokazać mi łożysko. I pamiętał! Obejrzałam je dokładnie. I jeszcze jak położna powiedziała że już rodzimy więc na fotelik a ja powiedziałam, że trochę się krępuję bo mam nogi nie ogolone. Odpowiedz Link Zgłoś
pirolina Re: poród na wesoło:))) 30.06.08, 11:47 Hmmm, a po co ogląda się łożysko? Odpowiedz Link Zgłoś
agnieszkahal Re: poród na wesoło:))) 02.07.08, 09:28 witam świetny wątek ja nie rodziałm jeszcze ani w ciaży jeszcze nie jestem (no planuję już niedługo ) ale moja siosrta rodziła więc opiszę miała termin tak po świętach ożego Narodzenia i pewna była że urodzi na pewno po sylwestrze więc spoko powiedziała jeszcze że nie wyobraża sobie że mogła by iść rodzić i się nie wyspowiadać prędzej ot tak myślała i koniec 23 gridnia wiadomo przed świętami i dzie z mężem do spowiedzi wieczorem patrzę a ta siedzi w pokoju i płacze (mieszkali jeszcze z nami bo remontowali mieszkanie) ja do nie dlaczego ryczy ona bo mnie boli brzuch a rano jej odrzedł czop pojechała do lekarza on powiedział ze za dwa dni jak urodzi to będzie borze więc siostra jeszcze po sklepach latała żeby upiec ciasto na swięta z siatami po całym mieście ale wracam wieczur ta płącze mama mówi do niej to jedżcie do szpitala - pojechali jeje maż wrócił około 23.00 i mówi ze nic sie nie dzieje siostra dzwoni ze szpitala i na nas się drze ze po co wysłaliśmy ją do szpitala i tak nie rodzi a teraz to święta w szpitalu spędzi przez nas hehe w nocy około 3 nad ranem dzwoni do męza żeby przyjechał bo rodzi Marcin mąz mojej siosty wstał i oczywiście zamiast zaraz jechać do szpitala pod prysznic i tam z 20 minut siedi bo nie umiał się oudzić i jeszcze musiał się ogolić bo iza na niego nakrzyczy bo nie lubi jak jest nie ogolony pojechał i poród był grudzień więc zimno siostra wymiotowała przez cał poród są sami na sali porodowej ten jej trzyma wiadro bo wymiotuje na to iza przynieś mi szczoteczkę do zebów i wodę mineralną bo bede myś zęby hehe o nie pozwoliła zamknąć okna bo jej było cały czas ciepło wyobrażacie sobie w trakcie porodu myć zęby hehe pozdrawiam wszystkich Odpowiedz Link Zgłoś
karolcia1807 Re: poród na wesoło:))) 10.07.08, 20:53 Podnoszę.Piszcie piszcie dziewczyny, bo szkoda żeby nam się taki ładny wątek zmarnował Odpowiedz Link Zgłoś
asiaiwona_1 Re: poród na wesoło:))) 11.07.08, 09:38 Rodziłam w 2002 r. Leżałam na patologii. Ok. 2 w nocy skurcze co 5 minut. Ale stwierdziłam, że chyba nie wypada budzić w nocy położnych, więc poczekałam do 6 rano jak się obudzą i dopiero do nich poszłam mówiąc: "Przepraszam, ale ja chyba rodzę". Na sali przedporodowej kazalam mężowi podać sobie szczotkę do włosów, bo przecież nie będę rodzić taka nieuczesana. Skurcze parte. Mówię do męża,żeby powiedział położnej że chę kupę i idę do łazienki. Ona każe mi szybko siadać na fotel, bo niby rodzę. Ja jej na to, że prędzej się zesram (przepraszam za słownictwo ) niż urodzę. Ona do mnie: "to niech pani sra". No to zaczęłam i okazało się, że to córeczka, a nie kupa Po urodzeniu córeczki chwila "nicnierobienia". Córkę zabrali do ważenia i mierzenia, a mi nic przez chwilę nie robili. Stwierdziłam, że to już chyba koniec i zaczęłam schodzić z fotela porodowego, bo co będę tak leżeć z rozkraczonymi nogami niepotrzebnie. Lekarz do mnie: "A pani gdzie się wybiera?". Ja mu na to, że skoro już urodziłam to chyba koniec i mogę wstać. A on na to: "Przecież muszę panią najpierw pozszywać..." Odpowiedz Link Zgłoś
mamajulki080506 Re: poród na wesoło:))) 11.07.08, 19:36 o Boże, suuper...ja rodzę lada dzień i mam nadzieję, że też się tutaj dopiszę ))) Odpowiedz Link Zgłoś
agaguru Re: poród na wesoło:))) 25.09.08, 00:49 My z m chcielismy obejrzec dom i stolowke naszego dziecka...polozna pokazala, rozciagnela worek zeby zobrazowac jak wyglada i wytlumaczyla jak dziala. Odpowiedz Link Zgłoś
michalina4 Re: poród na wesoło:))) 11.07.08, 22:34 Syna rodziłam w 1997, a wtedy była Afryka dzika w szpitalach w każdej dziedzinie, i nikomu nie było do śmiechu. Tylko jak oznajmiono nam, że to syn ( na usg wyszła dziewczynka) to byliśmy zaskoczeni, na co krzepka położna tubalnie zawołała: No to bierom czy nie???!!! Przy porodzie córki w 2003 było super. Do szpitala wpadłam już bez wód, ale i bez bóli. Więc po namyśle oznajmiłam, że może ja kiedy indziej przyjdę. Na to położna: "Albo wyjdziesz z tej sali z dzieciakiem na rękach albo po moim trupie". Kiedy już urodziłam położna kazała mi wstać i przejść do swojego pokoju. Na to ja oburzona, że przed chwilką urodziłam, a ona "A co, nogi przy okazji urwało?". Na koniec ja w roli gwiazdy pożegnalnego obchodu: Na obchodzie ordynator zawołał wszystkich dość nieskupionych lekarzy, aby uważnie przyjrzeli się moim organom: Panowie wpatrzcie się tutaj, jaki piękny ścieg kolega W. wykonał! Odpowiedz Link Zgłoś
matka.kobitka Re: poród na wesoło:))) 12.07.08, 13:55 Pierwsze dziecko urodziło się w 2002 r. Chcieliśmy, żeby była mała różnica między następnym dzieckiem i wykorzystaliśmy pierwszą zaistniałą możliwość i wyszło tak, że miedzy ciążami nie miałam @ Jest maj 2004 - jestem na porodówce z drugim dzieckiem. Położna przygotowuje mnie, jakaś przejęta rolą stażystka robi ze mną tzw. wywiad. Pada pytanie o termin OM. - Grudzień 2001 - odpowiadam zgodnie z prawdą, uważając, że to zabawne. Ale dziewczyna nie kojarzy dat i brnie dalej: - A nie pamięta Pani dnia?! - jest bardzo zdziwiona. - Jakoś nie bardzo - odpowiadam. Lekko zdegustowana stażystka wpisuje grudzień 2001, na co położna nie wytrzymuje i mówi: - No nie wygłupiaj się, przecież ci wyjdzie, że ciąża trwała ponad 2 lata! Odpowiedz Link Zgłoś
steppenwolf0 Re: poród na wesoło:))) 22.07.08, 18:28 Hej ponownie, miłe Panie! Humory dopisują (podbijam, przy okazji) jak widzę. Ja już powinnam rodzić w ciągu paru dni. Torba spakowana, zamrażalnik pełen, brzuch prawie między nogami (tak nisko), lekarz mnie już nie chce widzieć i każe rodzić.... A jakbym umiała wpłynać na termin, to chętnie już i natychmiast Piszcie, piszcie - pośmieję się jeszcze, może skurcze mi przyjdą szybciej A zaraz po porodzie pędzę relacjonować. Oby było się z czego śmiać! - jestem z Warszawy, obym nie musiała pisać "Nigdzie mnie nie przyjęli, to urodziłam na ławce w Łazienkach, hłe, hłe!" W razie czego uważnie przerobiłam rozdział w mojej książce - "Poród nagły w miejscu publicznym", tym bardziej, że rodzę drugie dziecko. Trzymajcie kciuki. Serdeczności. Odpowiedz Link Zgłoś
steppenwolf0 Re: poród na wesoło:))) 28.07.08, 15:54 No i zrobiłam sobie kawał nie z tej ziemi! Nie, nie urodziłam jeszcze 5 dzień po terminie jestem i .... właśnie wróciłam ze szpitala, gdzie spędziłam weekend z okazji ZATRUCIA POKARMOWEGO! Zatruć się juz po terminie porodu! Całą noc biegunka, wymioty, bóle brzucha... Myślę sobie - no to śmiesznie się ten poród zaczyna, ale bywa i tak. Koło południa pojechałam do szpitala i tu guzik - zatrucie, nie poród! Następne dwa dni spędziłam na błaganiu, żeby mnie wypuścili (bo już się czułam dobrze), albo dali coś do roboty, bo zwariuję. Ale za to poznałam szpital, gdzie będę rodzić (o ile nie zabraknie miejsc Odpowiedz Link Zgłoś
mell24 Re: poród na wesoło:))) 30.07.08, 10:41 Rewelacja wątek Nie jestem w ciąży i nie mam dzieci jeszcze Dopiero wychodzę za mąż, ale przyznam, że boję się mniej po tych wszystkich historiach... Powiedzcie o co chodzi z tym zszywaniem 0_o??? Rutynowo się zszywa? (taka mi się konkluzja nasuwa po przeczytaniu wątku)czy po prostu po nacięciu? Odpowiedz Link Zgłoś
steppenwolf0 Re: poród na wesoło:))) 31.07.08, 17:10 Oczywiśie, że szyją jak coś pęknie albo jak natną. Nie martw się, w innym przypadku nic Ci nie zszyją Odpowiedz Link Zgłoś
mell24 Re: poród na wesoło:))) 01.08.08, 10:36 steppenwolf0 napisała: > Oczywiśie, że szyją jak coś pęknie PĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘKNIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE??? ALE ŻE JAK PĘKNIE??? I CZEMU MA "PĘC"?BRRRR albo jak natną. Nie martw > się, w innym przypadku nic Ci nie zszyją Odpowiedz Link Zgłoś
dzoaann mell24 01.08.08, 23:46 nie chce być złośliwa, ale jak juz zajdziesz w ciążę to poczytaj FACHOWĄ literaturę na temat porodu, bo Twoje pytania sa jak z kosmosu. wiesz jak wygląda Twoja pochwa? To wyobraż sobie, że przepychasz przez nia sporego grejfruta (główka) + 3 lub 4 kilo "całości"...teraz juz wiesz czemu może cos popękać lub byc nacięte? A wracając do tematu watku, to na dniach powinnam rodzic trzeci raz i mam nadzieje, że też cos wesołego w trakcie mnie spotka Odpowiedz Link Zgłoś
szampanna Re: poród na wesoło:))) 30.07.08, 15:23 świetny wątek, to i ja się dopiszę Pierwszy poród: jest 1,5 tyg przed terminem, nic się nie dzieje. Położyłam się spać późno, jak zwykle, i ledwo oko przymknęłam, budzę się w mokrym łóżku (mąż śpi obok jak zabity). Ja - panika, bo poprzedniego wieczora czytałam sobie właśnie o nietrzymaniu moczu w 9. miesiącu - myślę sobie: o matko, zasugerowałam się i zsikałam w łóżko! ukryć ten fakt czym prędzej! A może to wody? Hm, wstałam, uklękłam i wącham w skupieniu prześcieradło (jak wody, jedziemy, jak siuśki, trzeba ten fakt jakoś zatuszować ). Wącham, wącham, nie mogę się zecydować (no bo skąd mam do licha wiedzieć, jak pachną wody?). Budzę w końcu męża i mówię - klękaj i wąchaj! Posłusznie to zrobił i oznajmia radośnie - rodzisz! No to ja sobie myślę, ok, ale nic się nie dzieje, nic mnie nie boli, to niech ja się chociaż wyśpię przed tym porodem - i wracam do łóżka. On na to, żadne takie, jedziemy! Wyelegantował się, prysznic, golenie itd, co najmniej jakby szedł na bal i pojechaliśmy. Oczywiście to później on pierwszy wymiękł i kimał na fotelu. Ale co za ulga, że to jednak wody były... Odpowiedz Link Zgłoś
loca20 Re: poród na wesoło:))) 30.07.08, 16:36 szampanna napisała: > Hm, wstałam, uklękłam i wącham w skupieniu prześcieradło (...) Wącham, wącham, nie mogę się zecydować (...). Budzę w końcu męża i mówię - klękaj i wąchaj! Nie, no normalnie rozbroiło mnie to!!! Roześmiałam się w głos jak czytałam te fragmenty Aż się rodzinka zleciała do pokoju spytać co się stało A wątek po prostu fenomenalny!!! Mam nadzieję, że też będę miała się z czym dopisać Odpowiedz Link Zgłoś
szampanna Re: poród na wesoło:))) 30.07.08, 17:55 dobra, to ja dalej. sytuacja z drugiej ciąży. 3 tygodnie do porodu, a tu nagle łapią mnie skurcze, co parę minut, za chwilę już co 2. Myślę, trzeba jechać, bo nie zdążę - poprzednio poszło szybko. Jedziemy taksówką, a skurcze coraz rzadziej, rzadziej...Dojechaliśmy, uspokoiło się. Zostałam na obserwacji. Rano przychodzi lekarz, bada mnie (bo rozwarcie jest małe, skurcze byle jakie, trzeba decydować co dalej). Przychodzi drugi, bada. Trzeci, czwarty. Stoją i deliberują - przyspieszyć ten poród czy wypisać do domu? A ja na fotelu . W końcu mówię - mogę zejść czy jeszcze coś? A jeden na to - a to jak pani zniosła tylu nas, to może jeszcze przyprowadzimy stażystów? Po 4 było mi naprawdę wszystko jedno, siedzę więc taka rozkraczona, a on na to - a na co pani czeka? Ja, zrezygnowana, mówię - a na tą procesję A on na to - ja tylko żartowałem Ostatecznie urodziłam 1,5 tyg później, ale poprzysięgłam sobie, że prędzej urodzę w domu, niż drugi raz zrobię fałszywy alarm. Dotarłam , jak już wody chlustały mi po nogach Odpowiedz Link Zgłoś
tasiaanunia Re: poród na wesoło:))) 30.07.08, 20:19 ja rodziłam syna w 1998 roku...na porodówkę pojechałam z mężem i teściową..która oczywiście powiedziała ze jeśli oszukuję ze mi wody odchodzą to lekarz jej powie i będę miała przechlapane...miałam ochotę zrzucić ja z tych schodów...krzyż boli a ona mi że ja udaję!!!! Kiedy po badaniu lekarz oznajmia że jedziemy na cc bo dzidzia się nie obróciła...byłam szczęśliwa bo tam mnie wzięli samą bez teściowej!!!! Leżę sobie zaczynają się skurcze coraz mocniejsze a położna do mnie nie przeć!!- aja do niej to nie ja...to tak samo z siebie....potem podchodzi lekarz z papierkami na zgodę na cc a ja do niego -przepraszam cesarka jest ze znieczuleniem,czy bez?? - na co on z uśmiechem do mnie - niech się pani nie boi , nie żyjemy w epoce kamienia łupanego..........dam pani znieczulenie...hihihi Teraz jestem w 29tc ...i jak bardzo chciałabym aby mój drugi poród był na wesoło Odpowiedz Link Zgłoś
jutycha Re: poród na wesoło:))) 31.07.08, 22:00 To jeszcze ja sie dopisze. W 2003 rodzilam pierwsze dziecko. Jedziemy do mojej mamy (z nia rodzilam) a ona dalej swoje poczekaj to pierwszy porod pomeczysz sie. Namowilam ja na szpital (chura) a tam badanie i moze rano pani urodzi (a bylo kolo polnocy). Gdzies po trzech godzinach i wypchaniu mego dziecia na swiat ale jeszcze przed urodzeniem lozyska mowie do poloznej ja tu jeszcze wroce a ona patrzy na mnie jak na wariata lub kosmite. I wrocilam po 4 latach do tej samej poloznej. " Odpowiedz Link Zgłoś
angelaxyz84 Re: poród na wesoło:))) 01.08.08, 23:52 miałam w kwietniu planowane cc(pośladkowe ułożenie).Wtorek 5 rano pobudka i na KTG,tam mnie położna tak zeshizowała przyłożyła aparaturę a serduszko nie bije,szuka chyba tak z 3 minuty ja już zielona z nerwów a ona "ojej tu jest pośladkowo zapomniałam" i aparat zsuneła niżej i biło.Po tej akcji dostałam takich nerwów że płakałam i zachowywałam się jak wariatka z tego strachu,że straszyli mnie że jak się nie uspokoję to przełożą cc.Wiedziałam wcześniej o tym cc więc w necie się dużo naczytałam o przebiegu operacji.Jak już było wszystko gotowe i moja gin mi mówi "Angelika zaczynamy" to ja zaczęłam tak wymiotować ze strachu(bo na płacz nie miałam już sił)bo skojarzyło mi się że mi będą brzuch przecinać piłą motorową!(nie wiem gdzie to wyczytałam!).Teraz się z tego śmieję,ale wtedy przechodziłam makabrę jakąś!!! Podczas wizyt w czasie ciąży moja gin mi powiedziała że będę miała dziewczynkę,tak się ucieszyłam że pokoik i całą wyprawkę miałam różówą.Lekarka wiedziała że bardzo chcę córę.Jak wyciągła mi małą z brzucha krzyczy:"o matko pomyliłam się masz syna" i pokazuje mi tyłek noworodka gdzie wyraźnie widziałam że dziewucha i mruknęłam : "e chłopoka też będę kochać",ale się potem ze mnie nabijały Odpowiedz Link Zgłoś
angelaxyz84 Re: poród na wesoło:))) 01.08.08, 23:57 ze mną na sali leżała dziewczyna która opowiadała jak przebiegała jej cc i za wcześnie ją zaczęli ciąć i wszystko czuła,tak się biedaczka wycierpiała a na końcu jak ją zszywali usłyszała jak jeden lekarz mówi do drugiego: "czekaj czekaj nie tak prędko bo mi tu jeszcze flaki wystają!... nie powpychałem wszystkiego jeszcze!" Oni się śmiali ale ona całe dwa dni ryczała że ją wnętrzności bolą Odpowiedz Link Zgłoś
angelaxyz84 Re: poród na wesoło:))) 02.08.08, 00:00 no a jeszcze jedna podczas cc do lekarza mówi jak wyciągał jej dziecko z brzucha:"panie doktorze czy ma włosy??" a on oburzony na to:"a co pani już by chciała jej kitki robić?????" A ją przez całą ciążę zgaga męczyła, i taka ciekawa była zaraz. Odpowiedz Link Zgłoś
eli-mama Skarpetki 10.08.08, 16:20 Koleżanka podczas swojego porodu usłyszała jak jeden z lekarzy mówi głośno do drugiego stojąc między jej nogami:" Ale skarpetki przydałoby się zmienić.." Na to ona oburzona mówi: przed godziną założyłam czyste! A lekarz uśmiechając się: przepraszam Panią najmocniej, ale ja mówiłem o sobie! Ten lekarz to był właśnie taki żartowniś! Uśmiałam się czytając te posty, dobrze że tak też można przechodzić porody! Ja z pierwszego pamiętam jedną śmieszną sytuację, kiedy już miałam prawie pełne rozwarcie i miałam rodzić, byłam już tak zniecierpliwiona, że tylko czuję te skurcze, boli mnie okropnie i nic nie robię, że powiedziałam do położnej: Ja dziś już nie dam rady, jestem zmęczona, przyjdę jutro! Na co ona się uśmiechnęła i mówi: nigdzie nie wychodzimy, tylko rodzimy! Drugi synek ma się urodzić pod koniec sierpniaByć może też coś dopiszę Odpowiedz Link Zgłoś
dr77 Re: Skarpetki 11.08.08, 23:49 Witajcie, moj pierwszy poród 2003 rok 3 tyg przed terminem, wyladowalam na patologii ciazy na ktg byla spadek tetna, i od razu usg wszystko ok ale na obserwacji trzeba zostawic, poniewaz karowa byla remontowana, obdzwonili wszytskie inne szpitale, aj im mówie ze chce na zelaznej rodzic oni ze tam nie ma miejsc. i łaskiawie przyjeli mnie na madalinskiego. tam 3 godzinny test oksytocynowy i nic wszytsko ok. To na pataologie ciazy. Dodam, ze mialam, rodzic na zelaznej w pieknych salach porodu rodzinnego. A jak trafilam na madalinskiego to z izby przyjec zawieźli mnie w pieknej szpitalnej koszulce i czarnych podkolanowkach na sale sal porodów ogolnych. jak maz mnie zobaczył na wózku to myślałam ze padnie, taki był przerażony hi hi. trafilam na to ogolna sala a tam jak w miesnym, bylam przerazona, a potem no dobra jak trzeba rodzic to rodzimy. No ale na razie nic, trafilam na patologie. To było w srode, w piatek znow mialam miec test oksytocynowy ok 7 rano a na 10 umowiłam sie z przyjaciołką, że przyjdzie w odwiedziny. O 7 rano mnie podłaczyli, a o 10 mówia ze zaczeło sie rodzimy, ja do meza przyjeźdzaj. Dzien wczesniej kazałam spakowac torbe zgodnie z lista ze szkoly rodzenia, ale oczywiscie nie posłuchał i dzwonil co ma spakowac hi hi. Potem trafilam na sale porodu rodzinneg i zaczelo sie, przebli mi pecherz i skurcze sie nasiliły. Przyszła polozna i pyta sie czy chce zzo czy cos mi ma dac, ja ze chce zzo. Smialam sie ze na wejscu poproszę, chocby nawet w oko dawali. Przyszedł anestezjolog i pyta sie jak tam, ja że maz niech lepiej zaraz przyjedzie bo mu ucho urwe, a anestozjolog zartownis: Ja bym mu urwal co innego! Po podaniu znieczulenia przychodzi i pyta: i jak tam? Ja że bajkowo. On to dobrze, mąz przyrodzenie oszczedzi. I w tym momencie poloza mowi , zaraz przyjdzie pani mama, a ja: O nie! Zaraz bedzie panikowac gorzej ode mnie, ale była grzeczna Maz do niej zadzwonił, ze rodzimy, i nie wytrymała Pózniej przyjechał maż, i było super pokrecilam sie na piłce,m pomasował mi plecy (raz w zyciu) a potem mowie poloznej ze czuje nasisk ona mnie bada i 7cm. Potem druga dawka znieczulenia i poszło jak z platka, nic nie czułam zadnego bolu, mowili kiedy przec i bylo cudownie. Jak przyszła do mnie przyjaciołka na drugi dzień i przearazona pyta sie jak było, to ja jej ze było super, inne dziewczyny na sali spojrzały na mnie jak na wariatke! Pierwszy raz rodzilam tylko 6godzin, a bolało moze 20min. Było naprawde super. Drugi poród dziecko planowane, niecale dwa lata pozniej 09.09.2005. W 32 tygodniu lekaz kazał lezec zeby nie urodzic za wczesnie bo dziecko jescze male, zeby chociaz do 35 wytrzymac. To ja leze w 37tyg, niby skurcze reguralne, dzwonie do polożnej, kaze wziaśc nospe, jak to prepowiadajace to przejdzie. To biore i przechodzi, a potem too juz tak chcilam urodzic, codzeinnei maz zabierał mnie na spacer po galeriach handlowych, juz mialam dosc hihi. no i chodze na kt co kilka dni rozwarcie na 2 palce i niec, spedzam w szpitalu poł dnia bo najpierw ktg, potem kolejka na badanie do lekarza, a potem zwykle dzwonilam do meza zeby po nas przyjechał, jak nie mogł od razu to szłam do bufetu na pirogi ruskie mniam!!!No i mamy dzień plnowanego porodu, nic sie nie dziej, ktg płaskie, brzuch leciutko cmi jak na okres. Lekarz pyta i jak tam, ja ze nic. Na fotelik badamy i pytanie lekarza: nic pani nie czuje, zadnych skurczy? Ja: nie. On na porodowke rodzimy, 5cm rozwarcia, ja zdebialam. Jak wyszłam, dzwonie do meza biez torbe i przyjeźdzaj. Był w przeciagu 30min. dzwonie do poloznej ona na urlopie. Dzwoni za chwile, mowi położna Ela rodzi ma juz 7cm rozwarcia zaraz do Pani przyjdzie. Wiaza mni na porodowke ogolna, ja ze na rodzinny chce z pania Ela. Przyjeźdza maz, zawoza nas na sale rodzinna, wpada zdyszana połozna Dorotka. Wezwali jak po ogien i przyjechala taxii hi hi. Ktg skurczy nie rejestruje, a rozwarcie postepuje. ja krzycze ze chce zzo, oni ze nie ma po co za 10min Pai urodzi, ja nawet na 5minut chce. i powiem tak jak dla mnie wszytsko było za szybko, owszem bolało. W pewnym momencie mowie ze boli. Anestozj gdzie? Ja tu? To nie porod Pania boli a ja a co!!!!!! Po prostu dli mi słabse znieczulenie mi dali niz przy pierwszym i bole parte czułam. W pewnym momencie zacisnełam nogi i mówie, ratujcie dziecko ja nie dam rady, a oni jejku dziecko samo sie rodzi. Jak było po wszystkim to jak wyszli z sali to jeden do drugiego, my nie wiemy co by było gdyby nie było znieczulenia? A nie chcieli mi dac. Jak dali mi córe na brzuch to mowia trzyaj , trzymaj. Jak zabrali to anetozjolog mowie no wyglada na 4,5kg. Ja se mysle głupi jakis czy co. Przychodzi pediatra i mówi urodzila Pani córke 4430 i 57cm, a ja buzie rozdziawilam, szczeka mi opadla niemożliwe? Rodziałam teoretycznie 1.40, nie wiedzieli ile wpusac bo skurcze czulam dopiero chyba parte hihi. Ostatni na jakiejs imprezie maz skwitował, ze ja to z tych rodzących w kapuscie, tylko ze znieczuleniem teraz mysle o trzciej dzidzi, uwielbiam dzieci) Odpowiedz Link Zgłoś
yebo-gogo Re: poród na wesoło:))) 16.08.08, 09:05 usmialam sie jak nigdy . zwlaszcza z palucha lodowego i "wachaj". dopiszcie cos jeszcze. ja rodze dopiero w styczniu a ze to moj drugi raz to moze nie bedzie juz tak nerwowo i cos sie smiesznego wydarzy. pozdrawiam mamy i tatusiow Odpowiedz Link Zgłoś
brookeforrester Re: poród na wesoło:))) 16.08.08, 12:16 6 rano, przyjechalam na porodowke, wody mi odeszly, leci mi strumieniami, a mnie glupie pytania zadaja..wiadomo. przyjmujaca mnie pani w izbie: prosze podejsc, stanac, zrobimy usg. ja podchodze, oczywiscie wody sruuuuuuuu na pieknie wypolerowana posadzke. pigula patrzy na mnie z niesmakiem i mowi znaczacym tonem "trzeba bedzie posprzatac", calkiem jak by mi chciala mopa wreczyc. potem ankieta: Pigula: mezatka? ja (zaskoczona): tak p: od KIEDY? to mnie total rozwalilo. brakowalo pytania "szczesliwa?", bo ze wpadka to sobie obliczyla Odpowiedz Link Zgłoś
malinka_w_szkocji Re: poród na wesoło:))) 16.08.08, 19:06 Dziewczyny, wielkie dzięki za te historyjki! Ja mam termin za 6 tygodni, ale już od 4 robię regularne zamieszanie na porodówce, przyjeżdżając co kilka dni ze skurczami, dają mi leki na powstrzymanie, leżę parę dni, wychodzę - wracam - podobno robią zakłady kiedy wrócę tym razem Lekarz zapowiedział, że nawet jak mu strzelbę do głowy przyłożę, on dziecka teraz nie wyjmie, bo za mały i do tego chory. Mam nadzieję, że po porodzie dopiszę tu coś zabawnego ze swojego doświadczenia, a tymczasem Laura moja kumpela (synek ma 11 tygodni): ciąża przenoszona, Laura ląduje na wywołaniu - podłączyli do oxy, skurcze, jest akcja. Laura chce znieczulenie - podają jej morfinę i gaz. Rodzi się Fin, Laura szczęśliwa, położne zbierają małego do ważenia a Laura na to - "Gdzie?! Zaraz, chwilka! Ja pokwitowanie poproszę!" - położna: jakie pokwitowanie? - Laura: jak to jakie - Pani myśli, że ja się tyle godzin męczyłam, żeby teraz dzieciaka bez pokwitowania oddać? jeszcze mi innego oddacie" na szczęście mąż poszedł z dzieckiem to przestała się upierać przy pokwitowaniu, hehehe Odpowiedz Link Zgłoś
toya666 Re: poród na wesoło:))) 26.08.11, 22:08 brookeforrester napisała: > Pigula: mezatka? > ja (zaskoczona): tak > p: od KIEDY? > to mnie total rozwalilo. brakowalo pytania "szczesliwa?", bo ze wpadka to sobie > obliczyla LOOOL Odpowiedz Link Zgłoś
agaguru Re: poród na wesoło:))) 25.09.08, 02:01 Bardzo tu wesolo Nasz porod tez byl smieszny, choc przez ostatnie pol roku uwazalam, ze to masakra. 5 dni po terminie, dzidzia wg usg ok 4200, indukcja na za tydzien. Mowie poloznej, ze napewno sie nie stawie, bo chce miec porod naturalny (za duzo naczytalam sie o skutkach ubocznych i lancuszka interwenji). Polozna na to,ze w takim razie po przyjsciu do domu wskaujemy do lozka i m. nie ma przerwy do odejscia wod plodowych, a ja moge miec tylko przerwe na ananasa i herbate malinowa. M sie dostosowal, o 4 rano idzie na 2h spac przed praca, o 6 zrywa mnie z lozka ze cala jestem w krwawym sluzie. Odszedl czop, m do pracy. Wraca mowi,ze sie zdrzemnie i dalej mozemy 'pracowac'. Budze go o 22, ze mam skurcze co 10min i chce isc na spacer. Biegamy po plazy, wanna, znow plaza, a on mi ciagle z tym seksem bo wody nie odeszly, myslalam, ze go utopie w morzu. O 2 mialam skurcze co 6min i maz sie uparl na szpital. Na dziendobry mowie poloznej, ze chce do domu i to cale zawracanie d. to moj m. Ktg-czeste, mocne skurcze, ale nieregularne. Polozna mowi, ze sprawdzi rozwarcie. Ja mowie, ze nie bardzo, bo 1.dobrze sie czuje i chce do domu wiec nie ma takiej potrzeby 2. nie lubie jak mi ktos 'tam' gmera. Na co polozna pokazuje mi swoj palec i pyta czy ja twierdze, ze jej palec jest wiekszy od palca i penisa mojego m. w tym momencie poczulam sciskajaca reke mojego m i nic juz nie mowilam. Rozwarcie na 1cm, o 4 jestem w domu, znow plaza i wanna. O 6 wlatuje na porodowke z blaganiem o cesarke. Skurcze co 2 min, pelne rozwarcie. Polozna proponuje mi gaz z powietrzem na wyluzowanie, po kilku oddechach rezygnuje bo czuje sie pijana. Za chwile prosze mojego m o wode i slysze chichot i jakies belkotanie, odwracam sie a moj m z maska sobie gazikuje. Musialam go porzadnie kopnac, zeby sobie przypomnial kto teraz jest wazny. Mowie m, ze mi goraco i ma cos z tym zrobic, on bez wiekszego zastanowienia sie bierze wielki dzbanek wody z lodem i wylewa mi na glowe Ja pre a m hasa ze scierka, bo wokol fotela mozna plywac. Polozna pyta u kogo dzidzia laduje na brzuchu, ja nie odpowiadam, bo wgryzam sie w przedramie m i wydaje mi sie to oczywiste, a moj m ze stoickim spokojem sciaga koszule i prosi mnie, zebym na chwile poluzowala sczekoscisk, bo nie da rady przeciagnac swojego rekawa mi przez glowe. Puszczam zeby, ale tylko po to by sie na niego wydrzec, ze na moim brzuchu i kropka (m to wykorzystuje i trzymam mnie za tylek i przyglada sie jak glowka wychodzi). Problem rozwiazuje polozna, ktora mowi, ze na ta sekunde jak bede sie przekrecala na plecy (rodzilam na czworaka) tatus potrzyma i wtedy dzidzia na moj brzuch, a m zajmie sie pepowina. A! wody nie pekly mi do konca, polozna chciala mi z miejca przebic pecherz plodowy, mowiac ze za 0.5h bede miala dzidzie. Nie zgodzilam sie. Dopiero o 9.15 m poprosil, zebym sie juz zgodzila, bo urodze dziecko w pecherzu. Polozna kilka razy probowala go przeciac, byl strasznie twardy i coreczka przyszla na swiat o 9.33 (4180g). I co do poruszonego gdzies po drodze watku o cieciu i szyciu-nie bylam cieta, tak minimalnie peklam, ze gin i polozna powiedzieli, ze mi ani jeden szew nie jest potrzebny... Odpowiedz Link Zgłoś
niecierpliwa3 Re: poród na wesoło:))) 25.09.08, 10:40 Już na porodówce położna kazała mężowi wyjąć z walizki pierwsze ubranka dla młodego. Przyszły tatuś tak się przejął, że wyrżnął głową w kant otwartego okna. Polała się krew, zbiegły się położne i zaczęły go obmywać i opatrywać. A na mnie zwijającą się od skurczy na łóżku porodowym nikt nie zwracał uwagi, hehe. Zwijam się od skurczy dalej, oksytocyna leci, ciągle za małe rozwarcie, by podać zzo. Położna przynosi kawałek papieru, na którym każe napisać imię potomka (jesteśmy za granicą). W imieniu jest literka "ł", a ja niestety nie mogę sobie przypomnieć, w którą stronę przechyla się ta kreseczka przy "l" Na szczęście mąż wkracza do akcji. Odpowiedz Link Zgłoś