poród na wesoło:)))

    • abeath Re: poród na wesoło:))) 18.08.08, 12:44
      w górę, bo rewelacja
    • sja75 Re: poród na wesoło:))) 18.08.08, 14:26
      małżowi kazali założyć garniturek z zielonej flizeliny skromnie mówiąc
      przeswitujący i dośc obcisły...najbardziej wryły mi sie w pamięć jego bokserki w
      radosne mikołajki jakie mu podarowałam -hyhy!ale obciach!
      • awekm Re: poród na wesoło:))) 21.08.08, 17:15
        hehehe wyłam jak nie wiem co!!! Wątek jest rewelacyjny i
        zgrzeszyłabym gdybym go nie podniosła...
        pozdrawiam wszystkie mamy
        • moniek76 Re: poród na wesoło:))) 25.08.08, 10:19
          Ja tak sie usmialam, ze sprowokowalam porod. Pol soboty ryczlam ze
          smiechu czytajac wasze opowiesci i w niedziele w poludnie bylo juz
          po porodzie. Wyrobilam sie w niecale 3 godzinki. Nawet na krzesle
          porodowym kwiczalam ze smiechu, bo przypominaly mi sie te smieszne
          przezycia. Dziewczyny, smiechoterapia jest najlepszym sposobem na
          zniwelowanie stresu i bolu.
    • smerfetka8801 Re: poród na wesoło:))) 25.08.08, 10:24
      u mnie poród jak poród natomiast juz po bardzo szybko odzyskałam humor leżąc
      machałam stopą i opowiadałam kawały z położną
      • werrap Re: poród na wesoło:))) 26.08.08, 15:31
        pierwszy i drugi poród z oksytocyną
        za kazdym razem po jej podłączeniu umierałam - takie te bóle robiły się bolesne
        - nie do zniesienia
        trzeci:
        zaparłam się że nie jadę za wcześnie do szpitala (no chyba ze zacznę od wód),
        niech się akcja skurczowa sama rozkręci
        cały poród skurcze co 5-7 min od początku do momentu wyjazdu - bo mąż się zaparł
        że jednak jedziemy
        ja jeszcze spokojna bo wydawało mi się że jeszcze sporo czasu
        na izbie przyjęć dzielnie stoję nawet się nie skrzywię choć bóle silne to w
        porównaniu do tych oksytocynowych luzik
        ale nikomu się nie spieszy, sama lezę na górę, tam mnie położna bada
        7 cm!!!!
        ja szok, oczy w nią wgapiam jak głupia (myślałam że jeszcze) ona szok bada
        jeszcze raz, żeby tu paniki nie siać niepotrzebnie (ja się z bólu nie wiję nic)
        7
        to po lekarza ona zaraz urodzi
        lekarka po dyżurze zaspana, zanim przylazła to potrwało
        siedzę pod ktg
        skurcze silne - nic się nie pisze
        nic to siedzę cichutko, nadal się nie zwijam
        lekarka mi tych milion pytań zadaje
        położne co pytanie: "ale pani doktor ta pani już idzie rodzić" "ta pani już rodzi"
        lekarka chce mnie mierzyć
        położne: "to pani wpisze cokolwiek - ta pani juz idzie rodzić"
        ja się śmieję zamiast wić z bólu

        po ty jeszcze po urodzeniu śmiesznie bylo

        poprzednie moje dzieci niewielkie (no normalne do 3300), ja wąska w miednicy
        moja lekarka na to trzecie: jakiś taki duży jak na ciebie (ja mając w domu
        dwulatka myślę: jaki duży takie maleństwo...)
        po czym przychodzi po ważeniu i mierzeniu pediatra: 3900 oswiadcza a mnie zatkało
        pytałam drugi raz z oczami chyba mocno niedowierzającymi
        baba z usmiechem powtarza
        • moniek76 Re: poród na wesoło:))) 28.08.08, 21:39
          Całą sobote czytałam wasze opowieści i kwiczałam ze śmiechu. Tak mi
          się brzuch cząsł, że wywołałam samoistne skurcze i w nocy to już tak
          bardzo do śmiechu mi nie było. Oczywiście przełaziłam prawie
          caluteńką nocke, bo jak nie lekkie skurcze, to siusiu i wyłażenie
          czopa w ilościach dosyć dużych. O 7 rano zadzwoniłam do szpitala i
          mówię, że wyłazi ze mnie czop do połowy podbarwiony krwią - jechać,
          czy się wstrzymać? Pielęgniarka na to, że radziłaby jechać, ale w
          ramach pewności powinnam jeszcze do swojego lekarza zadzwonić. Ja
          jej na to, że Boże broń, bo ja się go boję przy porodzie (lekarz mój
          ma opinię troglodyty, ale jest nie bez powodu nazywany "Mistrzem" w
          światku ginekologicznym, bo cuda potrafi zrobić z przypadkami dla
          innych - beznadziejmymi). Torba spakowana od miesiąca w aucie czeka,
          więc zabrałam się za budzenie męża. A ten zielony ze strachu, zwija
          się w embriona i mówi, że to na pewno jeszcze nie i że mi się na
          pewno wydaje (dodam, ze to nasze DRUGIE dziecko miało się narodzić,
          więc jako takie doświadczenie w porodach już mamy). No to takiej
          agresji przez niego dostałam, że powiedziałam, że w takim razie
          niech się pocałuje w cztery litery, że się obrażam i go nie biorę ze
          sobą w ogóle. Bo on jako chłop nie będzie decydował, czy mam rodzić
          już, czy za chwilę. Wziełam ze sobą na wszeklki wypadek mamę,
          wpakowałam się sama do samochodu i sama się zawiozłam do szpitala
          oddalonego od mojego domu o jakieś 30 km. Na izbie przyjęć dostałam
          kolejnego napadu agresji, bo lekarz mnie badający oświadczył (o
          godzinie 11:30), że on tutaj szybkiegio porodu nie widzi mimo
          rozwarcia na 4 cm. Następny, wszystkowiedzący mężczyzna -
          pomyślałam. I tak się w sobie spięłam, że o 12:45 napisałam mężowi
          smsa, że luz i rozwarcie jest na 6 cm. Leżąc na łózku podpięta do
          oksytocyny i pisząc tego smsa poczułam nagle, że natychmiast muszę
          siusiu. I mówię to położnej, żeby mnie odłączyła, bo się zaraz
          normalnie zleje. A ona kuknęła między nogi, zbadała mnie szybciutko
          i oświadczyła, że sikać to ja już nie będę, tylko rodzić, bo główkę
          widzi. I szybko przetransportowałam się to salki porodowej
          znajdującej się obok przedporodowej. Wskoczyłam prędko na fotel. I
          po 5 parciach wydałam na świat moje 3700g cudo. O 13 dziecię było na
          świecie. Oczywiście nie obyło się bez skojarzeń typu: cholera, chyba
          jestem w rzeźni, jak zobaczyłam lekarza ubierającego taki wielki
          plastikowy fartuch i siadającego okrakiem na małym krzesełku między
          moimi nogami. Nie wiem dlaczego, ale od razu przyszło mi do głowy,
          że może to weterynarz, a nie położnik. Po wszystkim dostałam takiej
          gadany, że mi się buzia nie zamykała. Jeszcze z krzesła porodowego
          wysłałam chyba z 30 smsów do znajomych i rodziny obwieszczeających
          narodziny synka, ale o mężu dziwnym trafem zapomniałam i gdyby nie
          moja trzeźwo myśląca mama, dowiedziałby się ostatni o nardzodzinach
          drugiego synka.
          • gubusia Re: poród na wesoło:))) 04.04.10, 23:59
            wszyscy wiedzą że gdy nadejdzie skurcz, należy oddychac, masować,
            skakac na piłkach itp. a mi najbradziej odpowiadało, sama nie wiem
            czemu, wąchanie mojego męża . Bardzo mnie to relaksowało i
            uspakajało. wąchałam go w rekaw swetra , pamietam, że nie mogłam
            sobie przypomniec w jakim płynie go płukałam. ten swetr. i tak m i
            mijały kolejne minuty.
    • k_rusalkaa Re: poród na wesoło:))) 02.09.08, 13:25
      superr wątek!! Posikałam się ze smiechu, splułam ekran monitora
      hehehe
      piszcie kobietki - szkoda tego wątku smile))
      pozdrawiam
    • olajda Re: poród na wesoło:))) 14.09.08, 11:44
      Ja i moj poszlismy razem na kontrole do poloznej.
      Polozna zwraca sie DO MNIE i zadaje MI pytanie:
      - Czy chodze czesciej do toalety robic siusiu?
      Ja nie zdarzylam odpowiedziec krotkeigo - tak!
      A moj od ekspresowo odpowiada:
      - Ojjj! tak!! ...to widac po zurzyciu papieru toaletowego!
    • steppenwolf0 Re: poród na wesoło:))) 17.09.08, 17:22
      Sam poród mało zabawny był. Trochę nerwowo. Po byłam mocno dead. Urodziłam
      wieczorem w sobotę. W niedzielę rano poczłpałam pod prysznic i na noworodki po
      Małego (nie dali mi go od razu po porodzie z powodu mojej ogólnej kondycji nie
      do pozazdroszczenia) i wróciłam, ledwo, lewdo, do mojej sali już z dzieckiem.
      Oboje spaliśmy dalej, mocno zmęczeni, aż tu nagle, trochę przez sen, widzę
      księdza: wchodzi, nie puka, a ja ledwie kojarzę. Jedno oko mam otwarte i w ogóle
      jestem półprzytomna, a ten podchodzi i z uśmiechem na ustach pyta: "Chłopiec czy
      dziewczynka?" Ja, w szoku, że ksiądz, że bez pukania, że facet obcy, a ja tu
      krocze wietrzę, ja mu na to bezmyślnie: "Dziewczynka". On: "A jak ma na imię?".
      Ja: "Wojtuś". big_grin
      Jak do mnie dotarło, to dostałam natychmiast głupawki, a księdza zatkało. Taką
      miał minę, że rozśmieszył mnie jeszcze bardziej. Taki mój zabawny akcent w
      ogólnie mało zabawnej sytuacji. No, ważne, że wyszliśmy z tego oboje (ja i Mały,
      nie ksiądz wink zdrowo i cało. smile Pozdrawiam i życzę powodzenia wszystkim mamom i
      przyszłym mamom!
      • malinka_w_szkocji Re: poród na wesoło:))) 17.09.08, 21:13
        jeszcze jedna historyjka, nie z mojego własnego doświadczenia, bo moje to dopiero za dwa dni(Boże to już pojutrze!!!)

        po raz enty wylądowałam w szpitalu ze skurczami. na łóżku naprzeciwko leży laska z wielkim brzuszkiem. na następny dzień ma o 9 planową cesarkę.

        pół nocy nie spała - czytała, wysyłała sms-y etc. o 6 wreszcie zwlekła się z łóżka i poszła pod prysznic. po wyjściu wysuszyła i (!) wyprostowała włosy, zrobiła sobie makijaż, maluje paznokcie u nóg (JAK BOGA KOCHAM!!!). jest gdzieś tak 7.30 zmiana personelu na oddziale, przychodzi położna i mówi, że maja za mało ludzi w pracy i wszystkie planowe wywołania i cesarki zostały odwołane w związku z tym, że na porodówce tłok od nieplanowanych. i że może iść do domu i żeby zadzwoniła jutro.

        laska wpadła w szał (kto by nie wpadł) wrzuciła wszystko do walizki jak leciało, rozsypała kosmetyki, bo tak energicznie pakowała kosmetyczkę, złapała swoja walizkę na kółkach i jak burza wypadła z oddziału.

        ja i inne laski szok totalny

        za 5 min wchodzi mąż i pyta gdzie jego żona a my na to ze poszła do domu. facet zdębiał "przecież mamy cesarkę za godzinę!" - "odwołali" . no to chłop bidny w te pędy za żoną.

        4h później ten sam mąż przyniósł nam przedstawić małego Louisa - jak tylko żona dotarła do wejścia do szpitala (2 piętra po schodach z walizką i wielką kosmetyczką) to odeszły jej wody. cesarka odbyła się zatem planowo...
    • baaaa egipskie ciemności 17.09.08, 21:56
      Witam.
      Ja rodziłam w 2005 roku. Poród rodzinny w osobnej sali, bardzo dobre warunki,
      okno zasłonięte zasłonami, bo położne mówiły że lepiej się rodzi kiedy światło
      jest tylko słabiutkie, bo to zmniejsz poczucie zagrożenia itd. Rodziłam z zzo,
      wszystko poszło w miarę ok, ale że synek duży (4150), to położna cięła krocze.
      Przyszła lekarka mnie pozszywać. Lekarka nie chciała psuć tego nastroju
      wywołanego półcieniem więc nie zapalała górnego światła tylko podsunęła sobie
      stojak z lampą i oświetliła sobie tylko pole szycia. W pewnym momencie mój mąż
      próbując zmienić miejsce kopnął w lampę, lampa się przewróciła, zgasła, w pokoju
      zrobiło się ciemno a lekarka zamarła z igłą w powietrzu. Po czym poprosiła
      spokojnie męża, żeby podniósł lampę, postawił i zapalił smile. Facet się opanował
      na tyle, że zrobił co kazała smile
    • spord Re: poród na wesoło:))) 20.09.08, 15:22
      Ja leżałam w szpitalu, bo miałam zatrucie ciążowe (rodziłam w
      Irlandii, a mój angielski nie jest zbyt dobry). Wieczorem wyższe
      ciśnienie, ale rano już ok. Przychodzi lekarz na obchód i mówi coś
      do mnie, a ja go ni w ząb nie rozumiem. Przyczym dodam, że miałam
      iść tego dnia do domu. Dzwonie do siostry i się pytam co on do mnie
      mówi. A ona, że mi poród będą wywoływać. No to ja szok. Siostra
      przyjechała, schodzimy na dół na porodówkę. A położna do mnie, że to
      może 3 dni trwać. No to ja już wogóle się załamałam. Moja siostra
      zostawiła mnie z mamą, a sama pojechała do pracy. Jak by się coś
      zaczynało to mam jej dać znać. Dostałam żel i chodzę sobie z mamą po
      szpitalu. Minęło 6 godzin drugi żel. Ale mimo, że mam skurcze
      postepu żadnego. Po drugim żelu znowu pochodzić na dwór. Później o
      18 na kolacje. A ja czuje że mam bóle parte ale położna mówi że to
      ok. Ide do toalety krwawienie. Lece spanikowana do położnej a ona do
      mnie, że to normalne. No ale dzownie do siostry i jej mówie. Ta
      pogadała z położna no i mnie zbadać ma. Ona mnie bada i mowi do mnie
      5cm. Oczy mi na wierzch mało nie wyszły. Dzownie do siostry i mówie
      przyjeżdżaj! Rodzę! 5cm! Zabrali mnie na poródwkę. Ledwo co doszłam
      oczywiście poszłam z piłką big_grin. Siedze na tej piłce i mówie położnej
      że chce zzo bo już nie mogę. A ona do mnie: Anystezjolog jest zajęty
      będzie za godzine. Ja załamana. Moja mama już nie bardzo się czuje
      (nie lubi takich rzeczy). Położna do mnie żebym na łóżku się
      położyła w pozycji kolankowo-łokciowej. Ja bóle parte, że nie mogę
      się powstrzymać. Po 40minutach od poprzedniego badania położna mówi,
      że mnie zbada. Ja wmyślach marzę tylko o zzo. Ona mnie bada i do
      mnie: Baby is ready!! Ja do niej What? A ona do mnie 10cm!!! And
      PUSH!!
      Myśle sobie cholera mama mi zaraz zemdleje a ja urodze zanim siostra
      przyjedzie. Na szczęście siostra zdążyła a ja urodziłam o 19.45 w
      pozycji kolankowo-łokciowej. tongue_out Jak wróciłam na oddział i położne
      mnie zobaczyły to mało im oczy na wierzch nie wyszły ze zdziwenia. tongue_out
      Jakoś szybko minęły mi te 3 dni big_grin
      • agnie-sia80 Re: poród na wesoło:))) 20.09.08, 19:58
        ja trafilam do szpitala 7 dni po terminie. nie podobalo im sie skaczace
        cisnienie i wg lekarza saczyly sie wody. nudzilo mi sie jak cholera, no i
        chcialam weszcie urodzic. polozna poradzila mi zebym sobie wiecej
        chodzila(spacery). no to zaczelam chodzic.zwiedzialm wszystkie pietra, biegalam
        po schodach (głupia)wlazlam nawet do prosektorium przez przypadek...czesto bylo
        tak, ze wracalam na sale, klade sie a tu leci pielegniarka- Pani Agnieszko
        lekarz dwa razy Pani szukał nna badanie trzeba isc, albo zmierzyc cisnienie
        itp.chodzilam i chodzilam i nic...robia próbe okstycynowa i nic. wkurzam sie.po
        14 dniach na wywołanie. o 7 stawiam sie na porodówce. dostałam kroplowke, jakis
        zastrzyk, ktg nic nie wskazuje. laze po tej porodówce, dzwonie do mamy-mamo
        jestem na porodowce. moja mama-i dzwonisz do mnie?na co ja-nic sie nie dzieje,
        nic mnie nie boli aaaaaaa bo wtedy zabolalo, ale tak srednio...dzwonie do
        meza-mowie przychodz, ale spokojnie nie spiesz sie...dzwonie do przyjaciólek,
        babc, czytamwink))połozna machnela reka...minela godzinka..skacze na
        piłce...przyszedł mąz...skurcze sa, ale szału nie robia...nagle...cholera czuje
        parte...mowie do meza idz po polozna bo chyba wreszcie rodze....przychodz
        polozna i mowi-niech pani nie prze bo popeka Pani szyjka...ja potulnie kiwam
        glowa...po 5 minutach mowie do meza...idz po ta polozna i ja tu przywlecz bo ja
        rodze...przyszla polozna i mowi...no skoro pani nalega to pania
        zbadam...zerknela...o cholera Pani rodzi!!!!!dzwonie na noworodki...
        dodam, ze to byla moja pierwsza ciaza...urodzilam w 2,5 godzinywinkale potem bylol
        epiej jak moj maz zemdlał gdy ja bylam pod prysznicem a on mial mnie pilnować
        zebym nie zemdlalawink))
        • asienka28035 Re: poród na wesoło:))) 21.09.08, 07:36
          podnoszę! wątek jest naprawde supersmile)
          ja niestety z porodu nic nie dodam bo nie było nam do
          śmiechu,zamartwica...ale wy dziewczyny piszcie!!)
    • strongmenka Re: poród na wesoło:))) 22.09.08, 12:09
      Zajebisty wątek, no zajebisty!!! smile))) Uśmiałam się do łez!
      • desse_o Re: poród na wesoło:))) 24.09.08, 13:55
        Podnoszę, bo wątek jest cuudowny.
        • annam21 Re: poród na wesoło:))) 27.09.08, 17:46
          switeny jest watek...smile

          a myslaam ze oj porod nie byl smieszny;P lekarz go nazwal
          traumatycznym,ale jak sie tak blize j przyjzecbig_grinbig_grin. Rodzilam w
          niemczech.

          wizyta u lekarza, 2 dni przed terminem... wiedzialam ze jestem juz
          przeterminowana,ale lekarz nie chcial sluchac bo dzidzia mala... no
          i wizyta ..i zlozysko niewydolne i do szpital.Pozwoli jechac do domu
          sie spaowac i do szpitala. Bardzo chcialam urodzic...a zaczelm wyc
          jaj bobr. W szpitalu...badania, ktg itd. I co chwile ktos sie
          pyta ,a nawet stwierdza "palila pani papierosy". W koncu wkurzona
          mowie do meza " co oni ku.. z tymi paierosami" w gabinecie byla
          pielegniarka ,mloda dziewczyny... i " a wszystkiech sie tak czepiaja
          jak lozysko zwapnia"...ale mi sie wstyd zrobilo;P

          kazali przyjs o 7 na porodowke.Na noc kulki homo na
          rozwrcie.przyszlam o 7. Maz mial byc na 8. Lewatywa ,badania,oksy i
          podlczaona do ktg ( bo w dzien wczesiniej yszlo patologiczne ktg i
          podejzewali cos z sercem) i czekalam.
          Przyszedl maz. Po prawej drzwi,po lewej ktg i ,polozna posadzila mi
          go medzy nogi,co kolwiek nie robila on wszytsko dobrze ogladal, a w
          sumie umawialismy si eze nie bedzie go przy porodzie,on z tych
          mdlejacych (nie wierzylam) i ja srednio chcialam bo ja z tych
          wstydliwych przed wszytskimi.
          no i czekamy, i czekamy ...i skorcze...

          "dziubek mowi mi bo ty lepej widzisz kiey bedzie skorcz"
          "oke"
          " alaaaaaaaa, no miales mowic!!!!!"
          "eee a jak ta z zaskoczenia cie z aboli to nie jest lepiej??"

          odeszly mi wody, wpada polozna z popka jaksa i cudami , widze ze moj
          maz niewyrazny... ale przezyl polozna wyszla.

          I czulam juz ,ze nie urodze.I mowie do M
          "nie urodze, nie ma szans"
          "urodzisz,bo ta pani powiedziala ze o 15 to juz napewno dziecko
          zobacze"

          no i sytuacja stala sie krytyczna,cc w trybie ekspresowym,ja troche
          histeryzuje, placze ,boje si eo mala. Lekarz pyta
          "panie M. chce Pan byc przy zonie"
          a pan M "coooooooooo"
          "no chy chce pan byc z zona podaczs cc?"
          no i pan M zrobil sie zielono fioletowo zolty i osunal sie po
          scianie...
          mnie juz wywozili i nikte nie zwarac uwagi i na szcecie nie
          rozumial;P bo gadalam podnesionym tonem " nie urodze tam sama, nie
          jade,zostaic mnie, ty gnojku idziesz ze mna,tak najlepiej to sobie
          zaslabnac"tongue_outPP

          w koncu cc byla po narkoza wiec i tak nie byl by ze mna.O 14 30.
          budze sie kolo 16-17,jest juz ciemno i odrazu koudre do gory ,patrze
          a brzuch plaski,i zaczynam wyc ooj bardzo.Bylam przekonana ze ma
          byc "flak brzuszny" i myslaam otumiona ta narkoza chyba...ze w ciazy
          nie bylam.Wylam dopoki nie przyniesli sary. Zobaczyla pana w
          drzwiach z mala i sie uspokoilam...ale pani podchodzi blizej daje mi
          Sara a ja znowu w ryk. Pani w szoku, "co sie stalo ,cos pania
          boli,cos ni etak?" " ja z wielkim zalem i gorycza ..." przeciez ona
          wyglada calkiem jak moj maz"...
          hehe i maz byl przy tym tez;P ae sie nie obrazil. Uspokoilam sie i
          mowie do nieo"zdjecie rob" ,one ze chyba nie wolno. "rob zdjecia bo
          w lep dostaniesz zaraz" i widzialam ze naprawde sie wystraszyl...i
          zrobil to zdjeciesmile

          pozzniej mialam troche baby blusa...i wyrzucilam meza z pokoju bo
          sie spozniej 10 minuttongue_outi mowie " i "nie przychodz mi juz nigdy,nigdy
          do13" ( a byla 12) smile
          • ellancz Re: poród na wesoło:))) 23.01.09, 12:41
            <<podchodzi blizej daje mi Sara a ja znowu w ryk. Pani w szoku, "co
            sie stalo ,cos pania boli,cos ni etak?" " ja z wielkim zalem i
            gorycza ..." przeciez ona wyglada calkiem jak moj maz"...>>

            <<i "nie przychodz mi juz nigdy,nigdy do13" ( a byla 12) smile>>

            piękne!!!!! smile))
    • jollyvonne Re: poród na wesoło:))) 30.09.08, 00:12
      Pierwszy raz:
      Sobota: Zadzwonil Arecki z zaproszeniem na obiad i karty, zdrowy nie odmawia wiec poszlismy. Do domu wrocilismy o 6 rano.
      Niedziela: Zadzwonila Arecka, ze zostalo duzo resztek wczorajszego obiadu, stol do gry i karty tez jeszcze nie sprzatniete, wiec jesli nie mamy innych planow... Innych planow nie mielismy, wiec pojechalismy pomoc Areckim dokonczyc obiad i na kilka partyjek brydza smile Do domu wrocilismy ok. 1 nad ranem, bo w poniedzialek wszyscy (oprocz mnie, przeterminowanej ciezarowki w 43t.c.) szli do pracy.
      Poniedzialek 4 rano: Od powrotu od Areckich zdazylam juz wyjsc z psem na spacer i sie wykapac, a teraz laze w kolko po domu i spac mi sie nie chce.
      Poniedzialek 5 rano: Olsnienie, wiem co zrobie - pojade do szpitala, sama, bo po co budzic innych?
      Poniedzialek 6 rano: Najpierw zrobiono mi lewatywe, a pozniej zbadano stwierdzajac brak rozwarcia i zrobiono KTG, stwierdzajac brak skurczy. Lekarz mowi ze to falszywy alarm i ze moge urodzic nawet za dwa tygodnie (czyli w 45t.c., wg mojej karty ciazy, hehe). Moge wrocic do domu, pytaja czy wezwac mi taksowke, wyjmuje kluczyki i radosnie oznajmiam ze mam wlasne autko... W rezultacie zostaje na oddziale "do rana"!
      Wciaz mi sie nie chce spac, wiec laze w kolko po korytarzu, ubrana w szpitalna kusa koszulke i klne pod nosem wlasna glupote; po co sie przyznawalam ze sama sie przywiozlam??? Gdyby nie ten moj niewyparzony jezyk, to bym teraz zamiast po korytarzu, to po lace z psem ganiala!
      Poniedzialek 8 rano: zmeczylam sie, a na dodatek zrobilam sie spiaca (w koncu mam za soba dwie nieprzespane noce). W dodatku zaczelam chyba przeszkadzac rannej zmianie, bo jakas pielegniarka zgarnela mnie z korytarza i zaprowadzila do lozka. Nie jest to to samo lozko, ktore dostalam jak mnie przyjeli, wtedy wyladowalam na dwojce, a tutaj tylko jedno wyrko, i tak jakos dziwnie usytuowane, na srodku sali... Aaaah, myslec potem, spac natychmiast!
      Poniedzialek miedzy 8 a 9 rano: Mokro mi. Dziwne, bo sikac do lozka przestalam juz dawno... Otwieram oczy ze zdumienia i natykam sie wzrokiem na jakas kobiete w zieleni. Ona patrzy najpierw na mnie, a potem w dol i mowi: wody pani odeszly. Druga kobieta, dla odmiany w bieli wyciaga spode mnie mokre przescieradlo i sprawnie zastepuje je suchym. Zdziwienie mi mija, pytam czy moge spac dalej. Teraz one wygladaja na zdziwione, ale po chwili Zielona sie zgadza, wiec zasypiam.
      Au! Cos mnie kopnelo od srodka! Jeszcze sie nie obudzilam, ale juz mam otwarte oczy i widze ze do sali nawlazila mi jakas straszna ilosc osob!?! Okazuje sie ze to Pani Profesor, ma obchod ze studentami, a ja rodze. To juz wiem dlaczego sala jest jednolozkowa, i dlaczego lozko stoi na srodku pokoju! Pani Profesor wychodzi, za nia 20 studentow, Zielona (moja lekarka) i Biala (moja polozna). Korzystam z okazji i znow zasypiam, tym razem bez pytania - jak beda cos chcieli to mnie obudza.
      Poniedzialek 9 rano: A nie mowilam? Cos ode mnie chca, bo budza mnie energicznym szarpnieciem za ramie. Niechetnie otwieram jedno oko: szarpie mna polozna, a lekarka stoi w nogach (lozka i moich). W tym momencie wlacza mi sie odbior fonii: "prosze sie obudzic! no prosze sie obudzic, bo pani rodzi i musi nam pani pomoc!"
      Proces budzenia z pelnym dojsciem do siebie trwa u mnie minimum kwadrans, porod trwal 20 minut, jak wiec latwo obliczyc ze w pelni swiadoma bylam tylko ostatnie 5 min big_grin
      W ten oto sposob zostalam mama po raz pierwszy!


      Drugi raz:
      Godzina 4:40 rano: Obudzilo mnie parcie na pecherz. dziwne, bo przez cala ciaze nic takiego nie czulam, wiec co jest?? Trudno, wstane i pojde do lazienki...
      10 min pozniej: znow mi sie chce sikac, to juz przesada! Zadzwonie do szpitala, niech mnie zbadaja i cos z tym zrobia!
      Kolejne 10 min pozniej: Z niewyspania powiedzialam siostrze dyzurnej ze chce przyjechac do nich sikac... Zgodzila sie, chociaz bez przekonania w glosie. M sie obudzil i pyta czy ma jechac ze mna. Zgadzam sie, niech jedzie, bo pod szpitalem parking platny, wiec mnie podwiezie i zabierze auto do domu. Pospiechu nie ma, bo najpierw musze do WC...
      Godzina 6:30 rano: Dojechalismy do szpitala, M wchodzi ze mna. Do tej pory czulam sie dobrze, a w windzie dostalam skurczy. Dobrze ze to tylko 3 pietro. Wychodzi do nas oczekujaca nas polozna i prowadzi nas do gabinetu na badanie. Mam rozwarcie na 6cm. Siedze na kozetce i zastanawiam sie czy 6cm to malo, czy duzo, bo z miny poloznej nic nie moge wywnioskowac. Polozna stoi i mi sie przypatruje, M siedzi w kacie i wyjatkowo nie marudzi, a czas spokojnie plynie. W koncu cisze przerywa polozna: w przerwie miedzy skurczami mam pojsc do sali porodowej, tam dostane cos przeciwbolowego - gaz rozweselajacy. No to na co czekamy?? Zerwalam sie i lece, cale zycie bylam ciekaawa jak to dziala!
      Na porodowce: Gaz dziala rozluzniajaco, zarowno na miesnie jak i na morale. Niczym nie skrepowana klne we wszystkich znanych mi jezykach, ale wyglada na to ze za malo tych jezykow znam, bo nikt nie reaguje. Dopiero po porodzie doszlo do mnie ze darlam sie prosto do maski, wiec nikt mnie nie rozumial, bez wzgledu na jezyk...
      Godzina 7:14 rano: juz po wszystkim, po 10 min parcia zostalam mama po raz drugi smile

      Zycze wszystkim dobrych wspomnien z porodu!
      • annapa7 Re: poród na wesoło:))) 30.09.08, 20:42
        Jollyvonne, jesteś wielka wink))
        Ech, takie opowieści sprawiają, że aż się chce rodzić smile))
    • eratis [...] 30.09.08, 13:14
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • elendia :) 05.10.08, 11:07
        Temat bardzo ciekawy i wreszcie trochę więcej optymizmu co do porodu smile
    • adrianka00 Re: poród na wesoło:))) 05.10.08, 11:28
      Miałam cc...
      Najpierw na dzień dobry były formularze. Pielęgniarka pyta: "gdzie Pani
      mieszka". Ja: "w domu mieszkam". W końcu mąż wypełnił ten formularz, bo ja
      straszne głupoty wygadywałam i dał mi do podpisania. Podpisałam się moim drugim
      imieniem i panieńskim nazwiskiem... W ogóle tego nie pamiętam wink
    • nom.ika Re: poród na wesoło:))) 06.10.08, 13:56
      Dawno, dawno temu- jak nacięcie krocza było obowiązkowe...Leżę pod
      kroplówką,wstać nie wolno, usiąść też nie za bardzo.A tu przychodzi
      kobitka do porodu- postękała,urodziła i ją zabrali.Przychodzi druga-
      podadała z lekarzem, urodzila i ją zabrali.A ja leżę.W końcu(po 8
      godz.) przychodzi lekarz i mówi do mnie i położnej,życzliwym tonem:
      no kończcie już, bo zaraz zaczynają transmisję...Bo akurat była
      olimpiada,a on chciał popatrzeć,ale najpierw musiał mnie zeszyćsmile
      Przychodzi mąż w odwiedziny,przed pracą, więc krótko.Proszę żeby
      przyszedł też po południu.Nie przyszedł.Na drugi dzień tłumaczył się
      że był zmęczony...No faktycznie-ja tam na wypoczynek przyjechałam!!A
      on wtedy -wysportowany 30-latek,po pracy za kółkiem + przy
      komputerze.Ach,te chłopy...
      c.d.n.
      • vivianna_82 Re: poród na wesoło:))) 31.10.08, 21:43
        podniosę wątek, bo przed swoim porodem bardzo miło mi się go czytalo smile
        co prawda w trakcie mojego porodu - nieco ponad 2 tygodnie temu nic az tak
        bardzo śmiesznego sie nie zdarzyło, chce tylko napisac o jednym jego momencie smile
        Jak wspomniałam - przed porodem zaczytywałam się w tym wątku, jedna historyjka
        szczególnie utkwiła mi w pamięci - o tym jak rodząca kobietka poszla do toalety
        na siusiu i kiedy długo nie wracali z mężem, położna za nimi wołala, a mąż na
        to, ze żona jeszcze kupę, a położna, że to nie kupa, tylko bóle parte wink
        Ta historyjka utkwiła w mej pamięci i opowiadalam ją (pewnie kilkakrotnie - taka
        moja przypadłość wink ) mężowi i nie tylko smile
        podczas mojego porodu juz podczas bóli partych położna wysłala mnie na siku,
        gdyż pełny pęcherz przeszkadzał główce w prawidłowym przechodzeniu czy coś... no
        i jak tak sobie siedziałam na kibelku usiłująć się wysiusiać nadszedł skurcz -
        jako że były to juz parte to wiecie jak jest - nie można nie przec wink z mej
        piersi wydarl się wiec wielki stęk świadczacy o tym że prę, no bo jak inaczej, a
        na to mój mąż popatrzył przerazony i mówi do mnei "nie przyj teraz!" - i oboje w
        tym momencie myśleliśmy o tej historyjce z forum - mąż przestraszył się chyba,
        że urodze do muszli, czy jak wink
        • desse_o Re: poród na wesoło:))) 04.11.08, 09:32
          Vivianna, Świetne! Wyobraziłam Was sobie w tej toalecie i oczy Twojego mężą...
          pewnie były ogroooomne z przerażenia smile
        • annasch1 Re: poród na wesoło:))) 04.11.08, 15:30
          vivianna_82 napisała:

          mąż przestraszył się chyba,
          > że urodze do muszli, czy jak wink
          >

          Mąż się słusznie obawiał. Tak właśnie urodziła siostra mojej babci - w czasie
          porodu stwierdziła, że bezwzględnie musi do toalety (w domu rodziła i zdaje się
          nawet akuszerki jeszcze nie było, bo jej mąż poleciał po nia jak się zaczęło, a
          piorunem poszło, czego oczywiście nikt nie mógł przewidzieć), towarzyszyła jej
          tylko moja babcia, wówczas lat 15, to pozwoliła do tej toalety, co miała robić,
          siłą trzymać? Pewnie nawet nie wiedziała, że nie wolno. No i siostra babci
          powlokła się do tej toalety, raz mocno napięła i... sama sobie dziecko łapała,
          bo się wyślizgnęło smile)). Akuszerka, jak już przybyła, niewiele miała do roboty
          smile).
          Był to typowy poród w mojej rodzinie (o tę łatwość chodzi) i przyznam, że zawsze
          napawało mnie to nadzieją i optymizmem smile.
          • jadwiga_42 Re: poród na wesoło:))) 30.03.09, 11:02
            Hej dziewczyny! tak sobie czytam to forum i uśmiecham się pod nosem. Wiele mi się przypomina jak ja byłam na porodówce. Ale wtedy to były inne czasy...wink Znalazłam fajną stronkę, na której możecie komentować znane Wam miejsca a dzięki temu pomóc sobie- w zbieraniu informacji- i innym- w ich udzielaniu (żeby żadna ciężarówka nie trafiła na beznadziejną porodówkę na przykład). Żałuję, że za moich czasów nie było tekiej strony.... zajrzyjcie koniecznie!!! szukajcie i piszcie opinie na temat porodówek, szpitali, szkół rodzenia i nie tylko w swoim mieście!

            www.pstro.pl/gdansk/szkoly-rodzenia
            www.pstro.pl/warszawa/szkoly-rodzenia
            www.pstro.pl/wroclaw/szkoly-rodzenia
            www.pstro.pl/krakow/szkoly-rodzenia
            www.pstro.pl/warszawa/szukaj/oddzia%C5%82%20po%C5%82o%C5%BCniczy
            www.pstro.pl/gdansk/szukaj/Oddzia%C5%82%20Po%C5%82o%C5%BCniczy
    • diari Re: poród na wesoło:))) 15.10.08, 00:17
      up
    • ekoandzia Re: poród na wesoło:))) 16.10.08, 23:37
      Rewelacja!
    • agus-71 Re:Pomyliłam poród z zaparciami Urodziłam w aucie 17.10.08, 14:36
      Pomyliłam poród z zaparciami
      To była moja pierwsza ciąża do terminu miałam jeszcze 6 tygodni a
      dopiero co wróciłam ze szpitala i wystarczająco się napatrzyłam i
      nasłuchałam
      Poprosiłam męża o starte jabłko i inne pomagające w zaparciach
      specyfiki smile
      Po kilku godzinach delikatnych prób wypróżnienia (bez skutku)
      zadzwoniła mama i z obiawów stwierdzila poród
      Potem gdy już nie miałam wątpliwości przyszła do mnie koleżana i
      śledziła ze mna skurcze przy pomocy wielkiego zegara (nie bolało to
      były bóle parte), gdy zgodziłam się jechać do szpitala było już za
      późno
      Urodziłam w ciężarówce taty w 34 tc
      Nie pamiętam bólu, strachu tylko ta panika wśród personelu
      medycznego w szpitalu i...
      do dziś wszyscy z tego żartują mój syn ma już 18 lat a na wiaosnę
      urodzi nam się kolejne dziecko bardzo polecam smile
      Nie bójcie się bólu strach napina mięśnie i potęguje ból
      rozluźnione mięśnie nie bolą
      Podrawiam przyszłe mamy
      • nalo moj porod wspominam pieknie 21.10.08, 15:11
        Nie wiem czy bylo smiesznie, ale na pewno bylo pieknie, wiec chyba
        moje wspomnienia nadaja sie na watek "ku pokrzepieniu serc" wink

        Pierwsze dziecko rodzilam sn, bylo to jednak skrajnie wczesnie i
        synek niestety przegral walke z wczesniactwem, wiec tamten porod i
        tamten czas wspominam jako horror...

        Nastepna ciaza. Zagrozona od poczatku, bo plamienia, bo skurcze, bo
        krotka szyjka. Potworny strach o dziecko, lezenie plackiem przez 30
        tygodni (wstawalam tyko do toalety i na szybki prysznic, nawet
        jadlam na lezaco). No ale jakos dobrnelam do 40 tc. Niestety tu
        pojawily sie nowe komplikacje i zalecono planowe cc. Mialam miec
        ciecie w poniedzialek z samego rana. Jest niedziela rano, ja leze
        juz na patologii i wlasnie koncze jesc sniadanie jak wchodzi lekarz
        i pyta sie kiedy ostatni raz jadlam. Ja, przelykajac ostatni kes
        kanapki, mowie ze wlasnie w tej chwili... Lekarz byl bardzo
        niezadowolony i zabronil mi jedzenia i picia od tej pory. Cos sie
        zmienilo w schemacie dyzurow lekarzy i maja mnie ciac jednak
        dzisiaj... No to ja w szoku, zestresowana... Czekalam tak na
        glodniaka az do wieczora cala w stresie. W koncu wzieli mnie na sale
        operacyjna. Tej niedzieli byl final WOŚP i dokladnie w momencie
        wyjecia ze mnie dziecka zaczely strzelac sztuczne ognie!!! Wszyscy
        dookola smiali sie ze musze miec niezle chody i ze jakby na
        zamowienie, bo fajerwrki idealnie skorelowaly sie z pierwszym
        krzykiem mojego synka... Dla mnie to bylo takie symboliczne
        zakonczenie mojej walki o zycie dziecka. W tym momencie odpuscilo mi
        chyba cale napiecie z ostatnich miesiecy i zaczelam histerycznie
        plakac... Lekarze i pielegniarki nie wiedzieli o co mi chodzi,
        wszyscy mnie zapewniali ze dziecko jest cale i zdrowe a ja plakalam
        tym bardziej... Moj syn tymczasem zostal wziety pod cieplarke do
        mierzenia, wazenia itd i pierwsze co zrobil to oczywiscie olal
        panstwowa sluzbe zdrowia (patrz: obsikal wszystkich dookola). Jak
        juz sie troche uspokoilam to przyniesli mi wrzeszczace zawiniatko
        (podobno dawno nie mieli tak glosno wrzeszczacego noworodka) i
        polozyli obok twarzy. Zaczelam cos do niego mowic i w tym momencie
        on ucichl... Poznal moj glos i sie od razu uspokoil...

        W kazdym razie choc panicznie balam sie cc, choc potem dlugo
        dochodzilam do siebie i wiele przeszlam by doswiadczyc
        macierzynstwa, ten moment porodu, pierwszego krzyku i pierwszego
        kontaktu z dzieckiem byl niezapomniany, niesamowity. Nie przesadze
        jesli pwiem ze byl to jeden z piekniejszych i bardziej wzruszajacych
        momentow w moim zyciu.

        Teraz znowu jestem w ciazy, obecnie 22 tc. Na 90% czeka mnie znowu
        cc. Mam nadzieje ze znowu uda mi sie dotrwac do terminu i juz nie
        moge sie doczekac by przezyc to wszystko jeszcze raz... I mam
        ndzieje ze tym razem moj maz bedzie mogl byc ze mna na sali...
        • epb3 Re: moj porod wspominam pieknie 04.11.08, 11:10
          ja jakos nie moglam sie wygrzebac z domu. w kazdym razie zaczelo sie o 7 a
          dopiero o przed 12 bylam w szpitalu(dopiero bo o 12:30 synek byl juz na swiecie).
          jak odeszly mi wody(tak sie zaczelo) - mowie do meza, ze nie idziesz do pracy,
          bo rodzę - a ten "jak to? ja musze jeszcze cos zrobic!" - a to sie przejąlsmile - i
          tak bylo ja rodzilam w wannie a on cos w kuchni jeszcze sie komputerkowal.

          potem nie mogl mnie wyciagnac z tej wanny bo powiedzialam ze ja juz jestem
          zmeczona, nie dam rady, przespie sie to potem pojedziemy - jak mi to opowiada to
          do dzis padam ze smiechu.

          no i juz w szpitalu - oczywiscie jak sie na izbie przyjec okazalo ze to juz
          blisko, to narobiono rabanu, zebym nei urodzila na izbie - raz dwa przyjechala
          salowa z fotelem, ciach mnie do windy i na gore.
          jak wjechalysmy na gorę, przyszedl skurcz. Mowie ze musze wstac, a ona ze nie,
          ale czuje ze jest coraz gorzej - wykorzystalam chwile, jak przystanęla no i
          ucieklam jej z tego fotela, oparlam sie o jakies krzeslo na korytarzu, kucnelam
          i prę - nie wiem dlaczego tak robilam, cialo mi to samo podpowiadalo. na to
          lekarka, zeby nie przec bo jest dopiero 8 cm i popeka mi szyjka, na co ja - "to
          Pani rodzi, czy ja?"

          i tego tez nie pamietam - tak sobie mysle,ze gdyby nie powaga sytuacji i
          pierworodny w drodze, moj maz mialby tam niezly ubaw
          • vivianna_82 Re: moj porod wspominam pieknie 04.11.08, 18:53
            co do szybkości porodu - swój uważam za szybki (ok 3 godziny) ale nic chyba nie
            przebije dziewczyny, którą miałam okazję poznać w szpitalu. Jej sprawa była
            głośna na cały oddział wink
            jako ciąża jej była z dużymi przejsciami - mocna cukrzyca i inne takie -
            dokładnych szczegółów nie znam - leżała juz ok 2 tygodnie na patologii ciąży.
            Jak przyszło co do czego - nie zdążyli jej zawieźć na porodówkę. Urodziła w 10
            minut, jak mówiła - jednym pchnięciem - w pokoju zabiegowym na patologii...
          • marsupilami25 Re: moj porod wspominam pieknie 18.01.09, 21:33
            jak odeszly mi wody(tak sie zaczelo) - mowie do meza, ze nie idziesz do pracy,
            > bo rodzę - a ten "jak to? ja musze jeszcze cos zrobic!" - a to sie przejąlsmile
            Moj przejal sie podobnie jak powiedzialam ze zostanie Tata: " Yhy, fajnie, ale ide do pracy"
      • ga-ti Re:Pomyliłam poród z zaparciami Urodziłam w aucie 03.04.09, 16:45
        agus-71 napisała:


        > Nie bójcie się bólu strach napina mięśnie i potęguje ból
        > rozluźnione mięśnie nie bolą

        Zgadzam się z Tobą! Ja cały czas twierdzę (rodziłam 2 razy), że poród mniej boli niż karmienie piersią (karmiłam 2 i pół roku i teraz też karmię).
        Ja chodziłam całą noc zła na męża, że on może spac, a ja nie. O 6tej zadzwonił budzik, poszłam zrobic mężowi kanapki do pracy, a później stwierdziłam, że znowu zaparcie... Na szczęście mąż zajrzał do łazienki i z przerażeniem odkrył, że chyba widzi główkę... Do szpitala jechaliśmy na klaksonie, łamiąc wszystkie przepisy drogowe. Otworzyła nam zaspana salowa, nie wzruszona moim stwierdzeniem "rodzę" i kazała się kłaśc (!!!) na ktg, sama poszła po lekarza. Lekarz spokojnie wskazala mi fotel i krzyknęła "proszę nie przec! Dawac łóżko, ona rodzi!!!" Sceny jak z seriali, widziałam mijane światła na suficie w korytarzu... Parłam i podpisywałam jakieś papiery. A na koniec mąż zawiedzony "a miała byc piłka i worek sako..." na co pielęgniarka "ależ jest, proszę spojrzec, tam leży".
        Z drugim dzidziusiem mąż sam zadecydował, że nie ma co czekac na większy ból, tylko trzeba już jechac (niunia urodziła się po 3 godzinach).
        Nie bójcie się drogie Mamy. Nauczcie się, jak w tym czasie pomóc sobie i dzidziusiowi by poród był krotszy i sprawniejszy. Powodzenia!!!
    • uleczka.pl Re: poród na wesoło:))) 04.11.08, 12:17
      Ja też miałam wesoły poród , może nie aż tak śmieszny jak
      poprzednie smile mianowicie miałam planowaną cesarke , byłam
      przygotowana i naprawde się nie bałam tego faktu może wynika to z
      ciężkiej ciąży i cieszyłam się że to już koniec, leżąc na stole
      lekarze żartowali i opowiadali kawały , mój lekarz mówił że musi się
      tu męczyć w taką piękną niedziele zamaist iść na spacer smileoczywiście
      żartował, no i jescze dostałam ,,gupiego jasia" po którym naparawde
      było mi wszystko jedno smileza namową mojego faceta który był ze mną smile
      bo właściwie nie był mi w zasadzie potrzebny , bo jak wspomniałam
      nie czyłam stresu.No i później jak wyciągali dziecko ja wszystko
      widziałam w tej górnej lampie , lekarze oczywiście informowali mnie
      o tym a ja nato takim przeciągłym , flegmatycznym głosem ,,wieeemmm
      wszyyyystko widzeee" , na co oni to niech pani nie patrzy ,bo nam
      pani tu zemdleje , a ja ,, eee nic miii to nieee robi "smilesmile.
      Naprawde w spominam wszystko dobrze , i to jak bardzo szybko doszłam
      do siebie , po 3 dniach śmigałam po korytarzu jak meserszmit , a jak
      przyjechałam do domu to pojechałam na zakupy smile. Mam nadzieję że
      teraz też tak będzie smile
      • ledydi5 Re: poród na wesoło:))) 12.11.08, 23:55
        jesteście niemożliwe!!! zrobię zaraz jedną rzecz z dwóch albo się posikam albo
        zacznę rodzić- ze śmiechu.
        • mroovka84 Re: poród na wesoło:))) 24.02.09, 12:29
          Moj porod tez pewnie nie byl taki smieszny jak wasz.No ale sprobuje!
          Wody odeszly mi w domu,w nocy (30 tyg)nic nie spalam bo cala noc zle sie
          czulam.Moj maz tez tylko kimal.Kiedy poczulam o 5 rano chlusniecie wody szybko
          obudzilam meza.Z paniki zaczelam plakac i smiac sie na przemian.Mowie ze wody mi
          odeszly!A on wez nie zartuj z powaznych rzeczy!poczym odwrocil sie i jakby nigdy
          nic zachrapywal!No wiec zaczynam krzyczec!WODY!!!!!Napewno sie nie
          zesikalam!!!!!!!!!!!!!!!Bardzo szybko postawilam go na nogi!!!hehehe.pobiegl po
          tesciowa ta dzwoni po karetke!lezalam na podtrzymaniu 2 dni.Ostaniego dnia o
          22.00 zaczelam miec bole!wiec mowie ze do domu to on juz dzis nie pojedzie!
          Przyszla pielegniarka z lewatywa!Nie wiem dlaczego ale bylo do smiechu ledwo
          zdazylam do lazienki!Nie bylo mnie chyba przez 20 min i wszyscy zaczeli sie
          martwic!slyszalam tylko PROSZE NIE PRZEC PANI KAMILO!!!!i prosze sie pospieszyc
          bo juz czasu nie mamy!!
          No dobrze Zabrano mnie na porodowke,Podano znieczulenie,a ze nie mozna po nim
          pic bylam bardzo spragniona!Podano tylko kompres nasaczony woda.Momentalnie bole
          przeszly wiec zasnelam.Maz tylko opowiadal ze Ciagle wolalam o coca cole!i ze na
          wakacje na Hawaje pojedziemy i ze jesta fajnie bo cieplo....i ze bede pila tam
          duzo coli...(no coment) po 5 godzinach zaczela sie akcja maz w szoku a ja
          krzycze!!!!wolaj lekarza bo sie zaczyna biedak nie wiedzial co robic ciagle na
          niego wsiadalam.urodzilam po 10 min przenia.Polozono mi maluszka na brzuchu a
          maz ´´NIE DOTYKAJ!!! moze cos mu sie stac¨(dodam ze byl bardzo maly 1.490kg.)
          Po porodzie 6 rano przewieziono mnie na 3 godziny na obserwacje(nie wiem jak w
          Polsce)A mezus z wielkimi tabolami.plaszczami reklamowkami itp.Polozyl sie na
          poczekalni...Jaka byla jego reakcja kiedy obudzil sie a poczekalnia cala upchana
          pacientami!!!!i wszyscy wpatrzeni w niego...buehehehehe mowil tylko ze wstal po
          cichutku wzial tabolki(Wygladal jak bezdomny)i uciekl!hehehheehheheeh
          sorry ale jak teraz to opowiada wszyscy padamy!
    • zniemczyk Re: poród na wesoło:))) 26.11.08, 22:50
      urodziłam prawie 6 tygodni temu.
      ogólnie, to (dla mnie) poród trwał dłuuugo. Skurcze zaczęły się o 6-tej rano i
      były ciągle nieregularne. Nie potrafiłam nic zrobić, ani zasnąć, więc wieczorem
      pojechałam na IP. W trakcie przyjęcia mnie odszedł mi czop śluzowy. Położono
      mnie na oddziele patologii i próbowano uspokoić skurcze. Nic z tego. O 3-ej nad
      ranem, w trakcie badania, odeszły mi wody. A skurcze dalej nie były regularne. O
      8-ej rano ustały całkowicie...
      Podano mi oxytocynę. Co najmniej do godziny 13-tej walczyłam o pełne rozwarcie,
      żeby móc przeć... Byłam totalnie wymęczona, śpiąca (przysypiałam między
      skurczami smile ) itd.itp. Były chwile, że płakałam z bólu.
      To był poród rodzinny. Mój mąż, widząc moje cierpienie, cicho wyszeptał do mnie
      głosem pełnym przejęcia: "Kochanie, tak bardzo chciałbym Ci pomóc, czy mogę dla
      Ciebie jeszcze coś zrobić, żeby Ci ulżyć?". Odparłam cicho: "Tak. Wyciągnij go!!".
      Urodziłam synka o 14:05 smile

      Mąż ciągle wypomina mi też moją prośbę: "Masuj, ale nie dotykaj!!" gdy starał
      się rozmasować mi ból idący od kręgosłupa.

      Ogromne jednak było zdziwienie pani położnej, gdy, kiedy było już po wszystkim,
      ona zaproponowała zrobienie zdjęcia z dzidzią na mojej piersi, a wtedy mój mąż
      odparł, że te chwile są dla nas tak osobiste, że postanowiliśmy nie robić
      żadnych zdjęć, ani filmów. Skamieniała po prostu smile

      Gdy zabierali mi z piersi dziecko, położna pokazała mi "obrączki" dla dziecka z
      jego danymi. Gdy wszystko sprawdziłam, kazałam mężowi przypilnować, żeby zostały
      założone właśnie naszemu dziecku. Pani położna wpatrywała się na te moje słowa
      zdumiona. Odezwał się wtedy mój mąż: "Kotku, nie pomylą naszego synka z żadnym
      innym. Oprócz ciebie nie rodzi teraz żadna kobieta, i nie ma tu innych
      dzieci."... Chyba za dużo naoglądałam się telenoweli wink

      Jak przyjmowali mnie na IP, pomimo, iż zgłosiłam nieregularne skurcze, pani
      doktor zaproponowała mi, żebym usiadła. Podziękowałam, mówiąc, że postoję. Pani
      doktor zdziwiona: "Dlaczego?"
      Chyba zrozumiała, gdy spojrzała na moją minę, gdy oparta o biurko walczyłam z
      kolejnym skurczem.

      Gdy już byłam z dzieckiem w domu, mąż zaproponował, że w nocy, kiedy on pracował
      przed komputerem, on będzie przewijał dziecko i podawał mi do łóżka do
      karmienia, żebym nie musiała wstawać, tylko żebym spała.
      Którejś nocy, przebudził mnie płacz dziecka po 3-ej nad ranem. Podchodziłam
      właśnie do łóżeczka, gdy wtem z pokoju obok wychyla się mój kochany mąż, mówiąc:
      "Kochanie, idź spać, wszystko w porządku. On nie chce jeść. On tylko się męczy."...

      Poród wspominamy z uśmiechem na ustach smile
      Pozdrawiam smile
    • zniemczyk Re: poród na wesoło:))) 26.11.08, 22:55
      i zasłyszane przez znajomą na IP:

      drobnej budowy kobieta w ciąży, która przyjechała właśnie urodzić, właśnie
      wyszła z pokoju z USG i zadzwoniła do partnera: "Sebastian? Ten bydlak ma prawie
      5 kilo!!! Ja to pierd.... - nie rodzę. Jak se go takiego zrobiłeś, to sam se go
      ródź!!!" Po czym wyszła ze szpitala big_grin
      • 230808r Re: poród na wesoło:))) 15.06.10, 09:51
        popłakałam się ze śmiechu smile
        https://www.naobcasach.pl/m.linijka.i.9828.jpg
      • aneta79_1979 Re: poród na wesoło:))) 09.10.10, 22:12
        jeden z lepszych tekstów!!!!!!!big_grinbig_grinbig_grin monitor dokładnie oplutybig_grinbig_grinbig_grin
    • sylwusia87.0 Re: poród na wesoło:))) 26.11.08, 23:46
      ja bylam tak nafaszerowana lekami,ze majaczylam cale 14 godzin parcia.Za cholere
      mi gnoje nie chcieli cc przeprowadzic,wiedzac,ze mam silna drozdzyce(zagrazajaca
      dziecku)!teraz sie z tego smiejemy,ale wtedy nie bylo mi za wesolo.Chwycilam
      mojego partnera za twarz tak mocno,ze sama polozna wezwala lekarza zeby Mnie
      odciagnal.Nie obylo sie bez krzykow-to przez ciebie tu leze to twoja wina.parlam
      juz 6 godzine z rzedu bylam po 3 kroplowkach wzmacniajacych i na Słowa
      lekarza:prosze przec odpowiedzialam NO KU... PRE.a jak polozyli mi mala na piers
      powiedziala.NO I CO TAK STOICIE GDZIE SA TE KRZESLAsmile
      Poplakac mozna sie ze smiechu wspominajac;D
    • efidorek Re: poród na wesoło:))) 29.11.08, 14:00
      historia mojej mamy:
      rodzice śpią, w brzuchu moja starsza siostra, mamę budzą skurcze,
      więc szarpie ojca za ramię i mówi: "rodzę", a on na to: "połóż się,
      to ci przejdzie".
    • perelkaaaaa Re: poród na wesoło:))) 06.12.08, 20:59
      Lekcja w szkole rodzenia, z mężem będziemy rodzili razem, wizyta na sali porodowej.
      Jedna z dziewczyn pyta o pokoje na oddziale położniczym,
      - pani odpowiada - dwuosobowe,
      Po kilku dniach, mówię mężowi przy kolacji, że już się spakowałam do szitala.
      On na to bardzo poważnie: - Tak, ja też muszę zabrać szczoteczkę do zębów, piżamę i ręcznik.
      hęęęę????? - ja na to (chwila konsternacji ... po co? )

      - Kochanie (odpowiadam) ale po co??!!!
      - (On na to) No przecież są pokoje dwuosobowe!
      - tak, dwie matki z dziećmi!
      - To ja NIE BĘDĘ MIAŁ ŁÓŻKA? JA MUSZĘ SIĘ WYKĄPAĆ PO PORODZIE!!!!
      ihihihih, popłakałam się ze śmiechu

      Mój mąż, w swojej naiwności myślał, że w ramach zusu dostanie zakwaterowanie w szpialu, wraz z wyżywieniem.

      ehhhh

    • pychu Re: poród na wesoło:))) 06.12.08, 22:25
      Moja historia może nie obejmuje samej akcji porodowej, ale drogi na porodówkę.
      Miałam około 30 km, o 3.30 rano ruszyliśmy z mężem po dziecię do szpitala, bo
      skurcze się jakieś zaczęły. Nie wiem dlaczego, ale wcale się nie bałam porodu i
      słusznie,ale nie o to chodzi. Nie wiem, czy słyszałyście piosenkę z
      pełnometrażowego filmu "WŁATCY MÓCH", który ma się pojawić w styczniu w kinach.
      Ja słyszałam, mało tego - znam na pamięć, bo owa pieśń wykonana jest przez
      samego Czesia. Całą drogę więc w samochodzie, którym powoził mój dzielny chłop,
      śpiewałam : Kiedy rano odgrzebuję ziemkę i otwieram oczy na życia świat, wtedy
      okazuje się niestety, że ten głupi dzień jest WACKA wart itd itd. Po drodze
      jeszcze spotkaliśmy jakieś zwierza dzikie, bo to noc przecie. Wałęsały się przy
      lesie, a ja im zazdrościłam, że rodzić nie jadąsmile))))Urodziłam po 6 godzinach,
      szczęśliwie, bez stresu większegosmile
    • anetakot167 Re: poród na wesoło:))) 23.12.08, 00:18
      ja swoj porod wspominam super moglabym tak rodzic co rokutongue_out

      Maialam zagrozona ciaze 34 tydzien 1 dzien pojechalam na kontrole do
      gina a ten mi mowi ze znowu do szpitala bo daje mi gora tydzien do
      porodu glowka bardzooo nisko ze juz chodzilam jak kaczka POWAZNIE!!!
      czulam miedzy nogami no to ja do szpitala jade w poniedzialek odrazu
      i kroplowkana podtrzymaniei tak ide sobie z ta kroploweczka na
      stojaczku do kibla (ogolnie przywiazana do mnie na kazdym pobycie w
      szpitalu to byl moj zastepczy mąż) no i tak sobie zawadzilam jakos
      ze sie odlaczyla rurka i kroplowka wylala mi sie na leb a ja w pisk
      bo co sie dzieje takie zimne hehehetongue_outtongue_out we wtorek w nocy cos
      pierdzielło ostro o parapet i kolezanka obok tak sie wystraszyla ze
      wskoczyla na moje lozko prawie NA MNIE!!!
      • anetakot167 Re: poród na wesoło:))) 23.12.08, 00:37
        OJ UCIEKLOsmilesmile/
        WSKOCZYLA PRAWIE NAMNIE A JA BIEDNA PODSKOCZYLAM I PRYZLEPILAM SIE
        DO SCIANY ZE STRACHU I PRAWIE ZAWALU myslalam ze urodze a to o
        parapet poprostu walnely rolety a kolezanka byla pewna ze ktos spadl
        z gory i pirdzielna o parapet.Wtorek mniej smiesznie moze bo ide do
        kibla i patrze a tu akis GLUT NA WKLADCE i lece do poloznej i
        podtykam jej to pod noc a ona ze to czop a po dwuch godzinach
        zaczely saczyc sie wody to na do wyra zero wstawania i BASENIK buu
        pozniej zaczela meczyc mnie zgaga i po kolei ine pacjentki na sali
        to kolezanka miala alugastrin i kieliszki po lekach to sobie
        polewalysmy pozniej lekarze sie smiali z nas ze to te z sali co
        sobie polewaja. Sroda zbliza sie nocka znajoma zaczyna biedna rodzic
        i potrzbowala rozmowy ogolnie wsparcia no to mowie a dobra pomoge
        biednej dziewzynie co mi tam wyspie sie nio i nie spalam przez noc
        rano o 8 zabrano ja na porodowke ja tak po 11 gadam sobie z olezanka
        przez kom i cos mnie jak nie wlanelo na dole w brzuchu to myslalam
        ze padne nio i chlusnley wszystkie wody to ja do kolezanki w tel
        poczekaj bo cos mi w brzuchyu sie dziejetongue_out i zaczely sie skurcze
        najpierw co 3-4 minuty pozniej co 2 minuty bez przerwy dzownie po
        meza zeby przyjezdzal zjawil sie w ciagu 10 mintongue_outtongue_out dzwonie po
        polozna i mowie ze rodze a ona ze a ja pierwodka to duzooo godzin to
        potrwa i pszla. J zwijam sie z bolu bo jak przyszly pierwsze skurcze
        i zaczol sie porod to odrazu na chama co 2 minuty bez odpoczynku
        dzwonie po to babsko znowu przylazla nakrrzyczala i poszla znowu ja
        sie zwijam gryze loznko koszula mokra tak ze mozna wykrecac bylo i
        zimny pot strasznie i mwie do meza NIE BOJ SIE TO NORMLNE boo widze
        jego przerazenie a on do mnie JA JA NIE WIEM CZY TO TAKIE NORMALNE
        hehe wkoncu przyazla polozna z ktg i nie zdazyli mi zrobic bo
        rodzilam na sali chorych!!!! szybko na lozko i biegli na porodowke a
        ja skakalam na tym lozku ja przejezdzali przez progi bo mialam juz
        bole parte i maly wychodil(( a tak wogule to 15 minut przed
        rozpoczeciem sie akcji porodowej bylam na badaniu i lekarz mi mowi
        ze jaks sie zacznie porod to nie bedziemy powstrymywac bo dziecko
        wazy ponad 2 kg i jak na zawolanie po 15 minutach hehe) no to
        polozna mowi do meza niech pan szybciutko leci po ciuszki na porod
        bo pan nie zdazy zona juz rodzi to polecia mnie zawiezli na
        porodowke i na lozko sexi koszulke dostalam no i zaczyna sie porod
        hehe tzn sie 3 parciatongue_outtongue_out i dostalam takiego skurczy w nodze ze
        blagalam zeby sie zajeli moja noga a nie dolem bo boli mowili ze mam
        rodzic a ja nie moja noga moja noga ja chce rozmasowac i tak z 4
        razy to mi zamiast dziecko to noga sie zajmowaliPtongue_outtongue_out jak rodzilam
        to schylalam sie i pytalam czy widac juz glowketongue_outPtongue_out moz stal za
        drzwiami i dzwoni do wszystkich przystawia tel do drzwi i mowi
        sluchajcie jak sie drze( mial na mysli mnie!!!smileja urodzilam
        malenstwo to polozyli na brzuchu boze jaki malenki byl kazali dac
        buziaka i zabrali a lekarz na ZYWCA!!!!!! lyzeczkowac mi macice bo
        lozysko niekompletne myslalam ze walne pozniej zaczol mnie szyc
        bolalo a i ogolnie na zywca mnie NACIOL nie wyczul skurczu. lekarze
        nie mogli uwierzyc ze urodzilam tam blyskawicznie ze biegli ze mna
        zaczelo sie 11:30 a synek ur 13:30 powiedzieli ze nastepne dziecie w
        godzine urodze .. aa i jak parlam i wrzeczalam to polozna
        inteligentnie zadala mi pytanie imie meza a ja jej na tona pol
        szpitala AAAAAAAAAAAAAA!!!! hehehe a maz na imie ma adriantongue_outtongue_out to
        tyle ufff rozpisalam sie hehe
      • anetakot167 Re: poród na wesoło:))) 23.12.08, 00:39
        a synek urodzony w 34i4tc 10 punktow apgar w kazdej minucie 2230g 48
        cm kochane malenstwo teraz ma 4.5mc
      • pestka_ks Re: poród na wesoło:))) 28.12.08, 17:01
        Jako że podobno niektóre z nas bardzo panikują to.....do górysmile)
        • donasss Re: poród na wesoło:))) 18.01.09, 15:41
          Podnoszę wątek, bo jest ekstra !!! smile
          • malenka_e650 Re: poród na wesoło:))) 20.01.09, 11:39
            wątek rzeczywiście cudny smile
            rozluźniłyście mnie na maksa smile
            w czwartek rodzę drugi raz, może coś wesołego się zdarzy, a póki co napiszę
            Wamjak za pierwszym razem - w 2003 roku - było smile

            pod koniec ciąży miałam ciśnienie wywalone w kosmos, więc p.dr kazała mierzyć,no
            i któregoś pięknego wrześniowego wieczora w 38 tc. po spacerze poczułam, że coś
            mnie telepie tak od środka, mówię mężowi "mierz" no i zmierzył 100/140 wyszło,
            trochę dużo mówię, ale, że do szpitala mi się nie chciało więc stwierdziłam, że
            poczekam, jak poczekałam to wyszło 110/145, więc biegiem na izbę przyjęć

            dziwnym trafem jakoś pusto było w szpitalu (noc z czwartku na piątek), położyli
            mnie na porodówce, podłączyli do ktg, dali prochy na obniżenie ciśnienia, a że
            nic się nie działo, to dostałam przydział na patologię

            w piątek rano przyszła położna, dała plaster, 2l słoik, słoik kazała podpisać,
            postawić w ogólnym wc i zamiast do muszli sikać do słoika - pięknie po prostu!!!
            oprócz tego usg i 3 razy dziennie ktg, wytrzymałam do soboty południa i
            wypisałam się na własną prośbę, stwierdziłam, że ładna pogoda, lać do słoika to
            i w domu mogę, zjadłabym jeszcze coś dobrego a w poniedziałek i tak u lekarza będę;

            no i wyszłam, w sobotę odpoczywałam, a w niedzielę poszłam z mężem i z rodzicami
            do restauranta, zeżarłam pieczonego pstrąga z frytkami a na deser szarlotkę z
            bitą śmietaną - pełnia szczęścia smilesmile
            w poniedziałek trochę ciepło było jak na połowę września, ale mimo tego wybrałam
            się do przychodni przyszpitalnej autobusem, trochę mnie wytrzęsło i 2 przesiadki
            po drodze zaliczyłam, jak położna mi zmierzyła ciśnienie, to znowu 110/145
            wyszło, zadzwoniła na blok położniczy, przyleciał sanitariusz z fotelem na
            kółkach i pojechałam na swoje stare śmieci na patologię (chciałam iść, ale mi
            nie dali), nawet słoik w kibelku jeszcze na mnie czekał, no i znowu musiałam do
            niego sikać big_grin

            jak wreszcie się tam uzbierało złocistego płynu zabrali to cudo do laboratorium
            i okazało się, że mam tyle białka w moczu co gwiazd na niebie smile
            no i we wtorek p. ordynator wziął mnie na usg i postanowił mnie trochę rozluźnić
            masażem... z tym, że to był masaż szyjki macicy, więc efekt był odwrotny... no i
            przez cały czas tłumaczył, że on wie że boli, ma szczęście, że bolało
            rzeczywiście i na tyle mocno wciskałam się w samolot, że nie byłam w stanie
            zrobić mu krzywdy...
            w każdym razie tak się spięłam, że nagle okazało się, że małej puls zanika, no
            to znowu biegiem na porodówkę, pod ktg i usg, a że tłok był nieziemski, więc jak
            się wyrównało i uspokoiło to położne i lekarze odetchnęli z ulgą i z powrotem
            mnie bach na patologię smile

            na szczęście podjęli wreszcie jakąś decyzję - w związku z tym, że następnego
            dnia, we środę nie było planowych porodów, postanowili, że dadzą mi oxy w żyłę i
            urodzę smile uspokoiło mnie to całkiem (bo ja lubię sobie zaplanować wszystkosmile),
            zresztą za dużo i za szybko się działo, żebym zdążyła się zestresować,
            zadzwoniłam do mężusia, powiedziałam, że ma się szykować na następny dzień na
            ósmą rano na rodzenie, żeby się wyspał i takie tam smile
            czy się wyspał nie wiem, ale na pewno się nie ogolił wink w każdym razie stawił
            się zwarty, gotowy i z aparatem w ręku smile

            po ósmej dostałam oxy, leżałam sobie na łóżeczku, śmichy chichy, nic się nie
            dzieje, jakieś skurcze są ponoć, ale na ktg tylko smile dostałam piłeczkę żeby
            sobie poskakać i tak siedziałam podłączona do ktg i do kroplówy, no i skakałam,
            w pewnym momencie rzeczywiście coś mi się zaczęło kurczyć i pobolewać i to
            siedzenie na piłce baardzo pomagało, ale wtedy się okazało, że do badania trzeba
            się czasem położyć, żeby było miarodajne to w czasie skurczu mam się
            kłaść,oczywiście się wykłócałam, bo leżenie przy partych to średnia przyjemność
            no i chyba ze 2 razy weszłam na samolot tylko;

            jak już miałam 5cm to akurat anestezjolog się pojawił i pyta czy ja chcę
            znieczulenie, mówię, że skąd, że nie boli i dalej sobie skaczę smile za 2 cm
            zmieniłam zdanie, ale okazało się, że za późno i teraz to ja nie dostanę, bo za
            pół godziny będę miała dziecko na wierzchu a zzo może tylko spowolnić akcję,
            zawiedziona byłam mocno, szczególnie, że dziewczyna obok dostała...
            ale za moment mi przeszło, bo czuje, że coś kupę mi się chce mocno i zaraz po
            nogach będę robić, a podłączona jestem do ktg i oxy... więc mówię mężowi, że
            skoro już tu jest, to może zamiast pstrykać mi zdjęcia podczas skurczów (bo że
            ma nie głaskać mnie po plecach zrozumiał kiedy zaczęłam na niego
            syczeć)wytłumaczyłby lekarzowi, że ja muszę do toalety;
            odpięli mnie od tej aparatury, ale lekarz mówi, że jakby się okazało, że tej
            kupy nie mogę za bardzo zrobić, to niech mam się za bardzo nie napinać i wracać
            na porodówkę wink
            oczywiście kupy nie zrobiłam, po kilku minutach wróciłam na salę wściekła, że
            nawet podczas porodu muszę mieć zaparcia smile
            kazali mi na samolot wskoczyć do badania no i okazało się, że ta kupa to
            napierająca główka mojej córci smile nagle pojawił się tłum ludzi, lekarz pchał mi
            plecy, jakaś położna 2x większa od mojego męża naciskała mi na brzuch, dwie inne
            trzymały nogi, kolejna zasiadła między nogami z jakimiś monstrualnymi nożycami,
            jeszcze neonatolog i pielęgniarki z noworodków, a mój ślubny zepchnięty na
            boczny tor dalej fotki pstrykał, w prawdzie za wiele na nich nie widać oprócz
            kłębowiska pleców, ale pamiątka jest smile

            w każdym razie byłam w ciężkim szoku, bo wszystko działo się strasznie szybko i
            naraz smile
            po piętnastu minutach partych wyskoczyła nasza córcia i osikała personel
            medyczny, który pomógł jej w wędrówce na świat smile
            najpiękniejsze było to, że nawet nie zapłakała, dostałam ją natychmiast do
            piersi, mąż przeciął pępowinę i dalej pstrykał smile

            okazało się, że dziecko trzeba zmierzyć i zważyć, ale że akurat usnęła to nie
            chciałam jej oddać i tak odpoczywałyśmy przez 45 minut, jak się obudziła to
            pozwoliłam ją wziąć, ale tylko w asyście męża smile
            jak wrócili to dostałam aparat do ręki bo szczęśliwy tatuś zażyczył sobie fotkę
            z córą na rękach - dobrze, że aparat na automat był ustawiony, bo w innym
            wypadku zamiast tatusia z córeczką byłby zrobiony sufit albo moje kolana smile

            po kilku minutach wpadli moi rodzice (do dziś nie wiem kto ich wpuścił i
            dlaczego nie zapytał czy ja chcę smile) i porwali mi dziecko bo przyszedł
            lekarz,żeby mnie pozszywać,
            byłam już nieźle głodna, bo w związku z planowanym porodem ostatnim moim
            posiłkiem był szpitalny obiadek dzień wcześniej, i marzyłam tylko o bułce z
            makiem, żółtym serem i kiełbasą krakowską (dokładnie taki zestaw smile),
            a ten bezczelny chirurg przyszedł z drugim śniadaniem... i jeszcze podśmiechujki
            z moim mężem robili, mąż do niego, że może by tak całkiem nie zaszył mu
            żony,lekarz na to, że przecież taki całkiem szpetny mąż nie jest, to coś sobie
            jeszcze znajdzie jak by niechcący mnie całkiem zaszył... stanęło na wyhaftowaniu
            inicjałów smile

            a potem wszyscy się zmyli (pewnie bezczelnie polecieli na obiad) i zostałam na
            sali sama,
            położna tylko wsadziła głowę, kazała mi usiąść na łóżku a jak poczuję, że mogę
            to wstać i iść na salę,
            no to ja oczywiście natychmiast czułam, że mogę i dobrze,że się salowa
            napatoczyła, bo pozbierała mnie z podłogi, a potem oddała w jakieś
            dobre ręce, które doprowadziły mnie na salę, gdzie byli moi rodzice, mąż i
            dziecko - skoro mieli już małą, to nie zauważyli, że ja gdzieś w akcji zaginęłam smile

            pozdrawiam i piszcie dalej smile smile
            • sylwik-0 Re: poród na wesoło:))) 20.01.09, 17:35
              Super, rewelacja wątek smile Boki zrywać płaczę i sikam na przemian.
              Oby i mój poród przebiegł lekko i z żartem. Życzę tego sobie i
              wszystkim przyszłym mamuśkom.
              • amayyer Re: poród na wesoło:))) 23.01.09, 18:22
                Znajoma opowiadala ze jakies 10 lat temu pracowala w szpitalu, gdzie przyjeli
                mlodego, ciemnoskorego lekarza poloznika. Poslugiwal sie watpliwej jakosci
                polszczyzna, ale byl w miare komunikatywny. Pewnego dnia przywiezli dziewczyne
                ktora juz zaczynala rodzic, wiec ciemnoskory lekarz ktory akurat mial dyzur
                przystapil do wywiadu:
                -A buli byli?
                Na co dziewczyna:
                -Maria Kowalska, milo mi...
                Od tego czasu lekarz nosi przydomek Abulibylismile
                • milajo Re: poród na wesoło:))) 26.01.09, 08:06
                  Abulibyli heheheheheheh smile
                • hanulllka Re: poród na wesoło:))) 11.03.09, 14:44
                  dobre, śmiałam się przez 15 min, oczywiście z Abulibyli big_grin big_grin ;D
                  • carolinecat Re: poród na wesoło:))) 12.03.09, 12:05
                    Abulibyli! dobre!!!!
    • mond33 Re: poród na wesoło:))) 23.01.09, 18:26
      Ha ha ha ha to jest najlepszy wątek, bo rozwesela na maksa.
      Podczas pierwszego porodu miałam zrobiona lewatywę. Nie wiem do dziś jakim
      sposobem ale nie ruszyła mnie jakoś szczególnie i nie popędziła. Postałam w
      ubikacji, postałam i nic. Postanowiłam więc pospacerować chwilę. Oddaliłam się
      dość daleko od miejsca docelowego zwanym "kibelkiem"smileI wtedy poczułam taki
      nacisk, że biegnąc z wielkim brzuchem nie tylko pobiłam rekord świata w biegach
      na 60 m ha ha ha ale zgubiłam po drodze klapka i przez długi czas siedziałam w
      kibelku z jednymsmile
      • aguniap Re: poród na wesoło:))) 26.01.09, 15:20
        uwielbiam ten wątek i pomimo, że od mojego porodu minęło już półtora
        roku to z przyjamnością do niego wracam.
        U mnie za wesoło nie było ale opiszę.
        Miałam poród wywoływany. Byłam umówiona z położną. Na początku
        oczywiście lewatywka. Potem oxytocynka w żyłkę i położna mówi mi
        żeby sobie pochodzić, pozwiedzać oddział. Wyszliśmy więc z mężem na
        korytarz, chodzimy, śmiejemy się i przechodzi lekarka i mówi, że
        oxytocynka jeszcze nie zaczęła działać. Byłam już podłączona z 2
        godzinki, nudy że hej. Obok w pokoju cały czas rodziły jakieś
        dziewczyny tylko strasznie się darły. Jedna uciekała z fotela więc
        położna przychodziła i mówiła żebym poszła pod prysznic i siedziała
        tam z pół godziny, akurat przychodziła zawsze jak inne krzyczały i w
        sumie byłam 5 razy pod prysznicem. Mąz byłtrochę znudzony to akurat
        oglądał wyścig F1 a Kubica akurat występował więc za dużo pociechy z
        niego nie miałam.
        Potem już zaczęły się jakieś skurcze, tylko niestety krzyżowe i
        zaczynało mnie ścinać z nóg. Mąż masował mi kręgosłup a że za bardzo
        mu nie szło to wkroczyła położna. Kazała mi klęknąć na podłodze i
        przyniosła swoje śniadanie w postaci jabłka i masowała mi kręgosłup.
        Na pewnym etapie już prosiłam o znieczulenie ale było za późno i
        dodatkowo synek był duży więc nie dali.
        Potem przez chwilę było cięzko ale wkońcu pojawiły się skurcze
        parte. 3 skurcze i synek był już ze mną. Położna zaczęła zakładać
        jakieś zaciski na pępowinie a ja do niej z pretensjami, że przecież
        to mąż miał przeciąć pępowinę. Zabrali mi dzieciątko do umycia a mąż
        zamiast lecieć to co .... złapał za telefon i dzwoni. lekaraka mnie
        zaczęła szyć i jedna nić jej się skończyła a tu nikogo w pobliżu
        więc wołam męża bo jest za drzwiami żeby podał lekarce nici.
        Pozszywała mnie a ja siup z fotela na nogi. ona na mnie oczy co ja
        robię ale nie protestowała. Podeszłam do łóżeczka pogłaskałam małego
        i powędrowałam przez cały korytarz do pokoju. Położne na korytarzu
        do mnie z tekstem "Pani dopiero co urodziła i już chodzi" a ja
        bardzo mądrze odpowiedziałam pytaniem na pytanie "a po porodzie się
        nie chodzi???"
        • sjostra Re: poród na wesoło:))) 02.02.09, 19:57
          rany, ale sie usmiałam przez 2 dni! brzuch mi się trzęsie a kohabitant (dawniej konkubent hehe) musi słuchac co lepsze kawałki, mam wątek w ulubionych żeby sobie jeszcze poczytac do maja...mam nadzieje, że i ja bede miała co opisac...musze tylko dobrze poczytac i spisac co zabiera sie w tą słynną "spakowana torbę" hehehe
          • izzzkaaa Re: poród na wesoło:))) 23.02.09, 20:56
            super wątak piszcie wiecej, dla mnie najlepszy paluch lodowy...uśmiałam sie do
            łez aż teśc przyszedł zobaczyc co sie dzieje
            • monika_chm Re: poród na wesoło:))) 26.02.09, 11:44
              ..ten watek powinien byc obowiazkowy do przeczytania przed
              porodemsmile))jest super smiechowy-podbijamsmile))
              • agnes1982 Re: poród na wesoło:))) 27.02.09, 13:10
                jestem w 38tc i chcę wam podziękować. Dzięki wam się rozluźniłam i
                troszkę odstresowałam.
                pozdrawiam
                • kamila23_2 Re: poród na wesoło:))) 27.02.09, 14:41
                  super wątek!!! ale się uśmiałamsmile Mam nadzieję, że niedługo dopiszę
                  się tutaj!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja