sja75 Re: poród na wesoło:))) 18.08.08, 14:26 małżowi kazali założyć garniturek z zielonej flizeliny skromnie mówiąc przeswitujący i dośc obcisły...najbardziej wryły mi sie w pamięć jego bokserki w radosne mikołajki jakie mu podarowałam -hyhy!ale obciach! Odpowiedz Link Zgłoś
awekm Re: poród na wesoło:))) 21.08.08, 17:15 hehehe wyłam jak nie wiem co!!! Wątek jest rewelacyjny i zgrzeszyłabym gdybym go nie podniosła... pozdrawiam wszystkie mamy Odpowiedz Link Zgłoś
moniek76 Re: poród na wesoło:))) 25.08.08, 10:19 Ja tak sie usmialam, ze sprowokowalam porod. Pol soboty ryczlam ze smiechu czytajac wasze opowiesci i w niedziele w poludnie bylo juz po porodzie. Wyrobilam sie w niecale 3 godzinki. Nawet na krzesle porodowym kwiczalam ze smiechu, bo przypominaly mi sie te smieszne przezycia. Dziewczyny, smiechoterapia jest najlepszym sposobem na zniwelowanie stresu i bolu. Odpowiedz Link Zgłoś
smerfetka8801 Re: poród na wesoło:))) 25.08.08, 10:24 u mnie poród jak poród natomiast juz po bardzo szybko odzyskałam humor leżąc machałam stopą i opowiadałam kawały z położną Odpowiedz Link Zgłoś
werrap Re: poród na wesoło:))) 26.08.08, 15:31 pierwszy i drugi poród z oksytocyną za kazdym razem po jej podłączeniu umierałam - takie te bóle robiły się bolesne - nie do zniesienia trzeci: zaparłam się że nie jadę za wcześnie do szpitala (no chyba ze zacznę od wód), niech się akcja skurczowa sama rozkręci cały poród skurcze co 5-7 min od początku do momentu wyjazdu - bo mąż się zaparł że jednak jedziemy ja jeszcze spokojna bo wydawało mi się że jeszcze sporo czasu na izbie przyjęć dzielnie stoję nawet się nie skrzywię choć bóle silne to w porównaniu do tych oksytocynowych luzik ale nikomu się nie spieszy, sama lezę na górę, tam mnie położna bada 7 cm!!!! ja szok, oczy w nią wgapiam jak głupia (myślałam że jeszcze) ona szok bada jeszcze raz, żeby tu paniki nie siać niepotrzebnie (ja się z bólu nie wiję nic) 7 to po lekarza ona zaraz urodzi lekarka po dyżurze zaspana, zanim przylazła to potrwało siedzę pod ktg skurcze silne - nic się nie pisze nic to siedzę cichutko, nadal się nie zwijam lekarka mi tych milion pytań zadaje położne co pytanie: "ale pani doktor ta pani już idzie rodzić" "ta pani już rodzi" lekarka chce mnie mierzyć położne: "to pani wpisze cokolwiek - ta pani juz idzie rodzić" ja się śmieję zamiast wić z bólu po ty jeszcze po urodzeniu śmiesznie bylo poprzednie moje dzieci niewielkie (no normalne do 3300), ja wąska w miednicy moja lekarka na to trzecie: jakiś taki duży jak na ciebie (ja mając w domu dwulatka myślę: jaki duży takie maleństwo...) po czym przychodzi po ważeniu i mierzeniu pediatra: 3900 oswiadcza a mnie zatkało pytałam drugi raz z oczami chyba mocno niedowierzającymi baba z usmiechem powtarza Odpowiedz Link Zgłoś
moniek76 Re: poród na wesoło:))) 28.08.08, 21:39 Całą sobote czytałam wasze opowieści i kwiczałam ze śmiechu. Tak mi się brzuch cząsł, że wywołałam samoistne skurcze i w nocy to już tak bardzo do śmiechu mi nie było. Oczywiście przełaziłam prawie caluteńką nocke, bo jak nie lekkie skurcze, to siusiu i wyłażenie czopa w ilościach dosyć dużych. O 7 rano zadzwoniłam do szpitala i mówię, że wyłazi ze mnie czop do połowy podbarwiony krwią - jechać, czy się wstrzymać? Pielęgniarka na to, że radziłaby jechać, ale w ramach pewności powinnam jeszcze do swojego lekarza zadzwonić. Ja jej na to, że Boże broń, bo ja się go boję przy porodzie (lekarz mój ma opinię troglodyty, ale jest nie bez powodu nazywany "Mistrzem" w światku ginekologicznym, bo cuda potrafi zrobić z przypadkami dla innych - beznadziejmymi). Torba spakowana od miesiąca w aucie czeka, więc zabrałam się za budzenie męża. A ten zielony ze strachu, zwija się w embriona i mówi, że to na pewno jeszcze nie i że mi się na pewno wydaje (dodam, ze to nasze DRUGIE dziecko miało się narodzić, więc jako takie doświadczenie w porodach już mamy). No to takiej agresji przez niego dostałam, że powiedziałam, że w takim razie niech się pocałuje w cztery litery, że się obrażam i go nie biorę ze sobą w ogóle. Bo on jako chłop nie będzie decydował, czy mam rodzić już, czy za chwilę. Wziełam ze sobą na wszeklki wypadek mamę, wpakowałam się sama do samochodu i sama się zawiozłam do szpitala oddalonego od mojego domu o jakieś 30 km. Na izbie przyjęć dostałam kolejnego napadu agresji, bo lekarz mnie badający oświadczył (o godzinie 11:30), że on tutaj szybkiegio porodu nie widzi mimo rozwarcia na 4 cm. Następny, wszystkowiedzący mężczyzna - pomyślałam. I tak się w sobie spięłam, że o 12:45 napisałam mężowi smsa, że luz i rozwarcie jest na 6 cm. Leżąc na łózku podpięta do oksytocyny i pisząc tego smsa poczułam nagle, że natychmiast muszę siusiu. I mówię to położnej, żeby mnie odłączyła, bo się zaraz normalnie zleje. A ona kuknęła między nogi, zbadała mnie szybciutko i oświadczyła, że sikać to ja już nie będę, tylko rodzić, bo główkę widzi. I szybko przetransportowałam się to salki porodowej znajdującej się obok przedporodowej. Wskoczyłam prędko na fotel. I po 5 parciach wydałam na świat moje 3700g cudo. O 13 dziecię było na świecie. Oczywiście nie obyło się bez skojarzeń typu: cholera, chyba jestem w rzeźni, jak zobaczyłam lekarza ubierającego taki wielki plastikowy fartuch i siadającego okrakiem na małym krzesełku między moimi nogami. Nie wiem dlaczego, ale od razu przyszło mi do głowy, że może to weterynarz, a nie położnik. Po wszystkim dostałam takiej gadany, że mi się buzia nie zamykała. Jeszcze z krzesła porodowego wysłałam chyba z 30 smsów do znajomych i rodziny obwieszczeających narodziny synka, ale o mężu dziwnym trafem zapomniałam i gdyby nie moja trzeźwo myśląca mama, dowiedziałby się ostatni o nardzodzinach drugiego synka. Odpowiedz Link Zgłoś
gubusia Re: poród na wesoło:))) 04.04.10, 23:59 wszyscy wiedzą że gdy nadejdzie skurcz, należy oddychac, masować, skakac na piłkach itp. a mi najbradziej odpowiadało, sama nie wiem czemu, wąchanie mojego męża . Bardzo mnie to relaksowało i uspakajało. wąchałam go w rekaw swetra , pamietam, że nie mogłam sobie przypomniec w jakim płynie go płukałam. ten swetr. i tak m i mijały kolejne minuty. Odpowiedz Link Zgłoś
k_rusalkaa Re: poród na wesoło:))) 02.09.08, 13:25 superr wątek!! Posikałam się ze smiechu, splułam ekran monitora hehehe piszcie kobietki - szkoda tego wątku )) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
olajda Re: poród na wesoło:))) 14.09.08, 11:44 Ja i moj poszlismy razem na kontrole do poloznej. Polozna zwraca sie DO MNIE i zadaje MI pytanie: - Czy chodze czesciej do toalety robic siusiu? Ja nie zdarzylam odpowiedziec krotkeigo - tak! A moj od ekspresowo odpowiada: - Ojjj! tak!! ...to widac po zurzyciu papieru toaletowego! Odpowiedz Link Zgłoś
steppenwolf0 Re: poród na wesoło:))) 17.09.08, 17:22 Sam poród mało zabawny był. Trochę nerwowo. Po byłam mocno dead. Urodziłam wieczorem w sobotę. W niedzielę rano poczłpałam pod prysznic i na noworodki po Małego (nie dali mi go od razu po porodzie z powodu mojej ogólnej kondycji nie do pozazdroszczenia) i wróciłam, ledwo, lewdo, do mojej sali już z dzieckiem. Oboje spaliśmy dalej, mocno zmęczeni, aż tu nagle, trochę przez sen, widzę księdza: wchodzi, nie puka, a ja ledwie kojarzę. Jedno oko mam otwarte i w ogóle jestem półprzytomna, a ten podchodzi i z uśmiechem na ustach pyta: "Chłopiec czy dziewczynka?" Ja, w szoku, że ksiądz, że bez pukania, że facet obcy, a ja tu krocze wietrzę, ja mu na to bezmyślnie: "Dziewczynka". On: "A jak ma na imię?". Ja: "Wojtuś". Jak do mnie dotarło, to dostałam natychmiast głupawki, a księdza zatkało. Taką miał minę, że rozśmieszył mnie jeszcze bardziej. Taki mój zabawny akcent w ogólnie mało zabawnej sytuacji. No, ważne, że wyszliśmy z tego oboje (ja i Mały, nie ksiądz zdrowo i cało. Pozdrawiam i życzę powodzenia wszystkim mamom i przyszłym mamom! Odpowiedz Link Zgłoś
malinka_w_szkocji Re: poród na wesoło:))) 17.09.08, 21:13 jeszcze jedna historyjka, nie z mojego własnego doświadczenia, bo moje to dopiero za dwa dni(Boże to już pojutrze!!!) po raz enty wylądowałam w szpitalu ze skurczami. na łóżku naprzeciwko leży laska z wielkim brzuszkiem. na następny dzień ma o 9 planową cesarkę. pół nocy nie spała - czytała, wysyłała sms-y etc. o 6 wreszcie zwlekła się z łóżka i poszła pod prysznic. po wyjściu wysuszyła i (!) wyprostowała włosy, zrobiła sobie makijaż, maluje paznokcie u nóg (JAK BOGA KOCHAM!!!). jest gdzieś tak 7.30 zmiana personelu na oddziale, przychodzi położna i mówi, że maja za mało ludzi w pracy i wszystkie planowe wywołania i cesarki zostały odwołane w związku z tym, że na porodówce tłok od nieplanowanych. i że może iść do domu i żeby zadzwoniła jutro. laska wpadła w szał (kto by nie wpadł) wrzuciła wszystko do walizki jak leciało, rozsypała kosmetyki, bo tak energicznie pakowała kosmetyczkę, złapała swoja walizkę na kółkach i jak burza wypadła z oddziału. ja i inne laski szok totalny za 5 min wchodzi mąż i pyta gdzie jego żona a my na to ze poszła do domu. facet zdębiał "przecież mamy cesarkę za godzinę!" - "odwołali" . no to chłop bidny w te pędy za żoną. 4h później ten sam mąż przyniósł nam przedstawić małego Louisa - jak tylko żona dotarła do wejścia do szpitala (2 piętra po schodach z walizką i wielką kosmetyczką) to odeszły jej wody. cesarka odbyła się zatem planowo... Odpowiedz Link Zgłoś
baaaa egipskie ciemności 17.09.08, 21:56 Witam. Ja rodziłam w 2005 roku. Poród rodzinny w osobnej sali, bardzo dobre warunki, okno zasłonięte zasłonami, bo położne mówiły że lepiej się rodzi kiedy światło jest tylko słabiutkie, bo to zmniejsz poczucie zagrożenia itd. Rodziłam z zzo, wszystko poszło w miarę ok, ale że synek duży (4150), to położna cięła krocze. Przyszła lekarka mnie pozszywać. Lekarka nie chciała psuć tego nastroju wywołanego półcieniem więc nie zapalała górnego światła tylko podsunęła sobie stojak z lampą i oświetliła sobie tylko pole szycia. W pewnym momencie mój mąż próbując zmienić miejsce kopnął w lampę, lampa się przewróciła, zgasła, w pokoju zrobiło się ciemno a lekarka zamarła z igłą w powietrzu. Po czym poprosiła spokojnie męża, żeby podniósł lampę, postawił i zapalił . Facet się opanował na tyle, że zrobił co kazała Odpowiedz Link Zgłoś
spord Re: poród na wesoło:))) 20.09.08, 15:22 Ja leżałam w szpitalu, bo miałam zatrucie ciążowe (rodziłam w Irlandii, a mój angielski nie jest zbyt dobry). Wieczorem wyższe ciśnienie, ale rano już ok. Przychodzi lekarz na obchód i mówi coś do mnie, a ja go ni w ząb nie rozumiem. Przyczym dodam, że miałam iść tego dnia do domu. Dzwonie do siostry i się pytam co on do mnie mówi. A ona, że mi poród będą wywoływać. No to ja szok. Siostra przyjechała, schodzimy na dół na porodówkę. A położna do mnie, że to może 3 dni trwać. No to ja już wogóle się załamałam. Moja siostra zostawiła mnie z mamą, a sama pojechała do pracy. Jak by się coś zaczynało to mam jej dać znać. Dostałam żel i chodzę sobie z mamą po szpitalu. Minęło 6 godzin drugi żel. Ale mimo, że mam skurcze postepu żadnego. Po drugim żelu znowu pochodzić na dwór. Później o 18 na kolacje. A ja czuje że mam bóle parte ale położna mówi że to ok. Ide do toalety krwawienie. Lece spanikowana do położnej a ona do mnie, że to normalne. No ale dzownie do siostry i jej mówie. Ta pogadała z położna no i mnie zbadać ma. Ona mnie bada i mowi do mnie 5cm. Oczy mi na wierzch mało nie wyszły. Dzownie do siostry i mówie przyjeżdżaj! Rodzę! 5cm! Zabrali mnie na poródwkę. Ledwo co doszłam oczywiście poszłam z piłką . Siedze na tej piłce i mówie położnej że chce zzo bo już nie mogę. A ona do mnie: Anystezjolog jest zajęty będzie za godzine. Ja załamana. Moja mama już nie bardzo się czuje (nie lubi takich rzeczy). Położna do mnie żebym na łóżku się położyła w pozycji kolankowo-łokciowej. Ja bóle parte, że nie mogę się powstrzymać. Po 40minutach od poprzedniego badania położna mówi, że mnie zbada. Ja wmyślach marzę tylko o zzo. Ona mnie bada i do mnie: Baby is ready!! Ja do niej What? A ona do mnie 10cm!!! And PUSH!! Myśle sobie cholera mama mi zaraz zemdleje a ja urodze zanim siostra przyjedzie. Na szczęście siostra zdążyła a ja urodziłam o 19.45 w pozycji kolankowo-łokciowej. Jak wróciłam na oddział i położne mnie zobaczyły to mało im oczy na wierzch nie wyszły ze zdziwenia. Jakoś szybko minęły mi te 3 dni Odpowiedz Link Zgłoś
agnie-sia80 Re: poród na wesoło:))) 20.09.08, 19:58 ja trafilam do szpitala 7 dni po terminie. nie podobalo im sie skaczace cisnienie i wg lekarza saczyly sie wody. nudzilo mi sie jak cholera, no i chcialam weszcie urodzic. polozna poradzila mi zebym sobie wiecej chodzila(spacery). no to zaczelam chodzic.zwiedzialm wszystkie pietra, biegalam po schodach (głupia)wlazlam nawet do prosektorium przez przypadek...czesto bylo tak, ze wracalam na sale, klade sie a tu leci pielegniarka- Pani Agnieszko lekarz dwa razy Pani szukał nna badanie trzeba isc, albo zmierzyc cisnienie itp.chodzilam i chodzilam i nic...robia próbe okstycynowa i nic. wkurzam sie.po 14 dniach na wywołanie. o 7 stawiam sie na porodówce. dostałam kroplowke, jakis zastrzyk, ktg nic nie wskazuje. laze po tej porodówce, dzwonie do mamy-mamo jestem na porodowce. moja mama-i dzwonisz do mnie?na co ja-nic sie nie dzieje, nic mnie nie boli aaaaaaa bo wtedy zabolalo, ale tak srednio...dzwonie do meza-mowie przychodz, ale spokojnie nie spiesz sie...dzwonie do przyjaciólek, babc, czytam))połozna machnela reka...minela godzinka..skacze na piłce...przyszedł mąz...skurcze sa, ale szału nie robia...nagle...cholera czuje parte...mowie do meza idz po polozna bo chyba wreszcie rodze....przychodz polozna i mowi-niech pani nie prze bo popeka Pani szyjka...ja potulnie kiwam glowa...po 5 minutach mowie do meza...idz po ta polozna i ja tu przywlecz bo ja rodze...przyszla polozna i mowi...no skoro pani nalega to pania zbadam...zerknela...o cholera Pani rodzi!!!!!dzwonie na noworodki... dodam, ze to byla moja pierwsza ciaza...urodzilam w 2,5 godzinyale potem bylol epiej jak moj maz zemdlał gdy ja bylam pod prysznicem a on mial mnie pilnować zebym nie zemdlala)) Odpowiedz Link Zgłoś
asienka28035 Re: poród na wesoło:))) 21.09.08, 07:36 podnoszę! wątek jest naprawde super) ja niestety z porodu nic nie dodam bo nie było nam do śmiechu,zamartwica...ale wy dziewczyny piszcie!!) Odpowiedz Link Zgłoś
strongmenka Re: poród na wesoło:))) 22.09.08, 12:09 Zajebisty wątek, no zajebisty!!! ))) Uśmiałam się do łez! Odpowiedz Link Zgłoś
desse_o Re: poród na wesoło:))) 24.09.08, 13:55 Podnoszę, bo wątek jest cuudowny. Odpowiedz Link Zgłoś
annam21 Re: poród na wesoło:))) 27.09.08, 17:46 switeny jest watek... a myslaam ze oj porod nie byl smieszny;P lekarz go nazwal traumatycznym,ale jak sie tak blize j przyjzec. Rodzilam w niemczech. wizyta u lekarza, 2 dni przed terminem... wiedzialam ze jestem juz przeterminowana,ale lekarz nie chcial sluchac bo dzidzia mala... no i wizyta ..i zlozysko niewydolne i do szpital.Pozwoli jechac do domu sie spaowac i do szpitala. Bardzo chcialam urodzic...a zaczelm wyc jaj bobr. W szpitalu...badania, ktg itd. I co chwile ktos sie pyta ,a nawet stwierdza "palila pani papierosy". W koncu wkurzona mowie do meza " co oni ku.. z tymi paierosami" w gabinecie byla pielegniarka ,mloda dziewczyny... i " a wszystkiech sie tak czepiaja jak lozysko zwapnia"...ale mi sie wstyd zrobilo;P kazali przyjs o 7 na porodowke.Na noc kulki homo na rozwrcie.przyszlam o 7. Maz mial byc na 8. Lewatywa ,badania,oksy i podlczaona do ktg ( bo w dzien wczesiniej yszlo patologiczne ktg i podejzewali cos z sercem) i czekalam. Przyszedl maz. Po prawej drzwi,po lewej ktg i ,polozna posadzila mi go medzy nogi,co kolwiek nie robila on wszytsko dobrze ogladal, a w sumie umawialismy si eze nie bedzie go przy porodzie,on z tych mdlejacych (nie wierzylam) i ja srednio chcialam bo ja z tych wstydliwych przed wszytskimi. no i czekamy, i czekamy ...i skorcze... "dziubek mowi mi bo ty lepej widzisz kiey bedzie skorcz" "oke" " alaaaaaaaa, no miales mowic!!!!!" "eee a jak ta z zaskoczenia cie z aboli to nie jest lepiej??" odeszly mi wody, wpada polozna z popka jaksa i cudami , widze ze moj maz niewyrazny... ale przezyl polozna wyszla. I czulam juz ,ze nie urodze.I mowie do M "nie urodze, nie ma szans" "urodzisz,bo ta pani powiedziala ze o 15 to juz napewno dziecko zobacze" no i sytuacja stala sie krytyczna,cc w trybie ekspresowym,ja troche histeryzuje, placze ,boje si eo mala. Lekarz pyta "panie M. chce Pan byc przy zonie" a pan M "coooooooooo" "no chy chce pan byc z zona podaczs cc?" no i pan M zrobil sie zielono fioletowo zolty i osunal sie po scianie... mnie juz wywozili i nikte nie zwarac uwagi i na szcecie nie rozumial;P bo gadalam podnesionym tonem " nie urodze tam sama, nie jade,zostaic mnie, ty gnojku idziesz ze mna,tak najlepiej to sobie zaslabnac"PP w koncu cc byla po narkoza wiec i tak nie byl by ze mna.O 14 30. budze sie kolo 16-17,jest juz ciemno i odrazu koudre do gory ,patrze a brzuch plaski,i zaczynam wyc ooj bardzo.Bylam przekonana ze ma byc "flak brzuszny" i myslaam otumiona ta narkoza chyba...ze w ciazy nie bylam.Wylam dopoki nie przyniesli sary. Zobaczyla pana w drzwiach z mala i sie uspokoilam...ale pani podchodzi blizej daje mi Sara a ja znowu w ryk. Pani w szoku, "co sie stalo ,cos pania boli,cos ni etak?" " ja z wielkim zalem i gorycza ..." przeciez ona wyglada calkiem jak moj maz"... hehe i maz byl przy tym tez;P ae sie nie obrazil. Uspokoilam sie i mowie do nieo"zdjecie rob" ,one ze chyba nie wolno. "rob zdjecia bo w lep dostaniesz zaraz" i widzialam ze naprawde sie wystraszyl...i zrobil to zdjecie pozzniej mialam troche baby blusa...i wyrzucilam meza z pokoju bo sie spozniej 10 minuti mowie " i "nie przychodz mi juz nigdy,nigdy do13" ( a byla 12) Odpowiedz Link Zgłoś
ellancz Re: poród na wesoło:))) 23.01.09, 12:41 <<podchodzi blizej daje mi Sara a ja znowu w ryk. Pani w szoku, "co sie stalo ,cos pania boli,cos ni etak?" " ja z wielkim zalem i gorycza ..." przeciez ona wyglada calkiem jak moj maz"...>> <<i "nie przychodz mi juz nigdy,nigdy do13" ( a byla 12) >> piękne!!!!! )) Odpowiedz Link Zgłoś
jollyvonne Re: poród na wesoło:))) 30.09.08, 00:12 Pierwszy raz: Sobota: Zadzwonil Arecki z zaproszeniem na obiad i karty, zdrowy nie odmawia wiec poszlismy. Do domu wrocilismy o 6 rano. Niedziela: Zadzwonila Arecka, ze zostalo duzo resztek wczorajszego obiadu, stol do gry i karty tez jeszcze nie sprzatniete, wiec jesli nie mamy innych planow... Innych planow nie mielismy, wiec pojechalismy pomoc Areckim dokonczyc obiad i na kilka partyjek brydza Do domu wrocilismy ok. 1 nad ranem, bo w poniedzialek wszyscy (oprocz mnie, przeterminowanej ciezarowki w 43t.c.) szli do pracy. Poniedzialek 4 rano: Od powrotu od Areckich zdazylam juz wyjsc z psem na spacer i sie wykapac, a teraz laze w kolko po domu i spac mi sie nie chce. Poniedzialek 5 rano: Olsnienie, wiem co zrobie - pojade do szpitala, sama, bo po co budzic innych? Poniedzialek 6 rano: Najpierw zrobiono mi lewatywe, a pozniej zbadano stwierdzajac brak rozwarcia i zrobiono KTG, stwierdzajac brak skurczy. Lekarz mowi ze to falszywy alarm i ze moge urodzic nawet za dwa tygodnie (czyli w 45t.c., wg mojej karty ciazy, hehe). Moge wrocic do domu, pytaja czy wezwac mi taksowke, wyjmuje kluczyki i radosnie oznajmiam ze mam wlasne autko... W rezultacie zostaje na oddziale "do rana"! Wciaz mi sie nie chce spac, wiec laze w kolko po korytarzu, ubrana w szpitalna kusa koszulke i klne pod nosem wlasna glupote; po co sie przyznawalam ze sama sie przywiozlam??? Gdyby nie ten moj niewyparzony jezyk, to bym teraz zamiast po korytarzu, to po lace z psem ganiala! Poniedzialek 8 rano: zmeczylam sie, a na dodatek zrobilam sie spiaca (w koncu mam za soba dwie nieprzespane noce). W dodatku zaczelam chyba przeszkadzac rannej zmianie, bo jakas pielegniarka zgarnela mnie z korytarza i zaprowadzila do lozka. Nie jest to to samo lozko, ktore dostalam jak mnie przyjeli, wtedy wyladowalam na dwojce, a tutaj tylko jedno wyrko, i tak jakos dziwnie usytuowane, na srodku sali... Aaaah, myslec potem, spac natychmiast! Poniedzialek miedzy 8 a 9 rano: Mokro mi. Dziwne, bo sikac do lozka przestalam juz dawno... Otwieram oczy ze zdumienia i natykam sie wzrokiem na jakas kobiete w zieleni. Ona patrzy najpierw na mnie, a potem w dol i mowi: wody pani odeszly. Druga kobieta, dla odmiany w bieli wyciaga spode mnie mokre przescieradlo i sprawnie zastepuje je suchym. Zdziwienie mi mija, pytam czy moge spac dalej. Teraz one wygladaja na zdziwione, ale po chwili Zielona sie zgadza, wiec zasypiam. Au! Cos mnie kopnelo od srodka! Jeszcze sie nie obudzilam, ale juz mam otwarte oczy i widze ze do sali nawlazila mi jakas straszna ilosc osob!?! Okazuje sie ze to Pani Profesor, ma obchod ze studentami, a ja rodze. To juz wiem dlaczego sala jest jednolozkowa, i dlaczego lozko stoi na srodku pokoju! Pani Profesor wychodzi, za nia 20 studentow, Zielona (moja lekarka) i Biala (moja polozna). Korzystam z okazji i znow zasypiam, tym razem bez pytania - jak beda cos chcieli to mnie obudza. Poniedzialek 9 rano: A nie mowilam? Cos ode mnie chca, bo budza mnie energicznym szarpnieciem za ramie. Niechetnie otwieram jedno oko: szarpie mna polozna, a lekarka stoi w nogach (lozka i moich). W tym momencie wlacza mi sie odbior fonii: "prosze sie obudzic! no prosze sie obudzic, bo pani rodzi i musi nam pani pomoc!" Proces budzenia z pelnym dojsciem do siebie trwa u mnie minimum kwadrans, porod trwal 20 minut, jak wiec latwo obliczyc ze w pelni swiadoma bylam tylko ostatnie 5 min W ten oto sposob zostalam mama po raz pierwszy! Drugi raz: Godzina 4:40 rano: Obudzilo mnie parcie na pecherz. dziwne, bo przez cala ciaze nic takiego nie czulam, wiec co jest?? Trudno, wstane i pojde do lazienki... 10 min pozniej: znow mi sie chce sikac, to juz przesada! Zadzwonie do szpitala, niech mnie zbadaja i cos z tym zrobia! Kolejne 10 min pozniej: Z niewyspania powiedzialam siostrze dyzurnej ze chce przyjechac do nich sikac... Zgodzila sie, chociaz bez przekonania w glosie. M sie obudzil i pyta czy ma jechac ze mna. Zgadzam sie, niech jedzie, bo pod szpitalem parking platny, wiec mnie podwiezie i zabierze auto do domu. Pospiechu nie ma, bo najpierw musze do WC... Godzina 6:30 rano: Dojechalismy do szpitala, M wchodzi ze mna. Do tej pory czulam sie dobrze, a w windzie dostalam skurczy. Dobrze ze to tylko 3 pietro. Wychodzi do nas oczekujaca nas polozna i prowadzi nas do gabinetu na badanie. Mam rozwarcie na 6cm. Siedze na kozetce i zastanawiam sie czy 6cm to malo, czy duzo, bo z miny poloznej nic nie moge wywnioskowac. Polozna stoi i mi sie przypatruje, M siedzi w kacie i wyjatkowo nie marudzi, a czas spokojnie plynie. W koncu cisze przerywa polozna: w przerwie miedzy skurczami mam pojsc do sali porodowej, tam dostane cos przeciwbolowego - gaz rozweselajacy. No to na co czekamy?? Zerwalam sie i lece, cale zycie bylam ciekaawa jak to dziala! Na porodowce: Gaz dziala rozluzniajaco, zarowno na miesnie jak i na morale. Niczym nie skrepowana klne we wszystkich znanych mi jezykach, ale wyglada na to ze za malo tych jezykow znam, bo nikt nie reaguje. Dopiero po porodzie doszlo do mnie ze darlam sie prosto do maski, wiec nikt mnie nie rozumial, bez wzgledu na jezyk... Godzina 7:14 rano: juz po wszystkim, po 10 min parcia zostalam mama po raz drugi Zycze wszystkim dobrych wspomnien z porodu! Odpowiedz Link Zgłoś
annapa7 Re: poród na wesoło:))) 30.09.08, 20:42 Jollyvonne, jesteś wielka )) Ech, takie opowieści sprawiają, że aż się chce rodzić )) Odpowiedz Link Zgłoś
eratis [...] 30.09.08, 13:14 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
elendia :) 05.10.08, 11:07 Temat bardzo ciekawy i wreszcie trochę więcej optymizmu co do porodu Odpowiedz Link Zgłoś
adrianka00 Re: poród na wesoło:))) 05.10.08, 11:28 Miałam cc... Najpierw na dzień dobry były formularze. Pielęgniarka pyta: "gdzie Pani mieszka". Ja: "w domu mieszkam". W końcu mąż wypełnił ten formularz, bo ja straszne głupoty wygadywałam i dał mi do podpisania. Podpisałam się moim drugim imieniem i panieńskim nazwiskiem... W ogóle tego nie pamiętam Odpowiedz Link Zgłoś
nom.ika Re: poród na wesoło:))) 06.10.08, 13:56 Dawno, dawno temu- jak nacięcie krocza było obowiązkowe...Leżę pod kroplówką,wstać nie wolno, usiąść też nie za bardzo.A tu przychodzi kobitka do porodu- postękała,urodziła i ją zabrali.Przychodzi druga- podadała z lekarzem, urodzila i ją zabrali.A ja leżę.W końcu(po 8 godz.) przychodzi lekarz i mówi do mnie i położnej,życzliwym tonem: no kończcie już, bo zaraz zaczynają transmisję...Bo akurat była olimpiada,a on chciał popatrzeć,ale najpierw musiał mnie zeszyć Przychodzi mąż w odwiedziny,przed pracą, więc krótko.Proszę żeby przyszedł też po południu.Nie przyszedł.Na drugi dzień tłumaczył się że był zmęczony...No faktycznie-ja tam na wypoczynek przyjechałam!!A on wtedy -wysportowany 30-latek,po pracy za kółkiem + przy komputerze.Ach,te chłopy... c.d.n. Odpowiedz Link Zgłoś
vivianna_82 Re: poród na wesoło:))) 31.10.08, 21:43 podniosę wątek, bo przed swoim porodem bardzo miło mi się go czytalo co prawda w trakcie mojego porodu - nieco ponad 2 tygodnie temu nic az tak bardzo śmiesznego sie nie zdarzyło, chce tylko napisac o jednym jego momencie Jak wspomniałam - przed porodem zaczytywałam się w tym wątku, jedna historyjka szczególnie utkwiła mi w pamięci - o tym jak rodząca kobietka poszla do toalety na siusiu i kiedy długo nie wracali z mężem, położna za nimi wołala, a mąż na to, ze żona jeszcze kupę, a położna, że to nie kupa, tylko bóle parte Ta historyjka utkwiła w mej pamięci i opowiadalam ją (pewnie kilkakrotnie - taka moja przypadłość ) mężowi i nie tylko podczas mojego porodu juz podczas bóli partych położna wysłala mnie na siku, gdyż pełny pęcherz przeszkadzał główce w prawidłowym przechodzeniu czy coś... no i jak tak sobie siedziałam na kibelku usiłująć się wysiusiać nadszedł skurcz - jako że były to juz parte to wiecie jak jest - nie można nie przec z mej piersi wydarl się wiec wielki stęk świadczacy o tym że prę, no bo jak inaczej, a na to mój mąż popatrzył przerazony i mówi do mnei "nie przyj teraz!" - i oboje w tym momencie myśleliśmy o tej historyjce z forum - mąż przestraszył się chyba, że urodze do muszli, czy jak Odpowiedz Link Zgłoś
desse_o Re: poród na wesoło:))) 04.11.08, 09:32 Vivianna, Świetne! Wyobraziłam Was sobie w tej toalecie i oczy Twojego mężą... pewnie były ogroooomne z przerażenia Odpowiedz Link Zgłoś
annasch1 Re: poród na wesoło:))) 04.11.08, 15:30 vivianna_82 napisała: mąż przestraszył się chyba, > że urodze do muszli, czy jak > Mąż się słusznie obawiał. Tak właśnie urodziła siostra mojej babci - w czasie porodu stwierdziła, że bezwzględnie musi do toalety (w domu rodziła i zdaje się nawet akuszerki jeszcze nie było, bo jej mąż poleciał po nia jak się zaczęło, a piorunem poszło, czego oczywiście nikt nie mógł przewidzieć), towarzyszyła jej tylko moja babcia, wówczas lat 15, to pozwoliła do tej toalety, co miała robić, siłą trzymać? Pewnie nawet nie wiedziała, że nie wolno. No i siostra babci powlokła się do tej toalety, raz mocno napięła i... sama sobie dziecko łapała, bo się wyślizgnęło )). Akuszerka, jak już przybyła, niewiele miała do roboty ). Był to typowy poród w mojej rodzinie (o tę łatwość chodzi) i przyznam, że zawsze napawało mnie to nadzieją i optymizmem . Odpowiedz Link Zgłoś
jadwiga_42 Re: poród na wesoło:))) 30.03.09, 11:02 Hej dziewczyny! tak sobie czytam to forum i uśmiecham się pod nosem. Wiele mi się przypomina jak ja byłam na porodówce. Ale wtedy to były inne czasy... Znalazłam fajną stronkę, na której możecie komentować znane Wam miejsca a dzięki temu pomóc sobie- w zbieraniu informacji- i innym- w ich udzielaniu (żeby żadna ciężarówka nie trafiła na beznadziejną porodówkę na przykład). Żałuję, że za moich czasów nie było tekiej strony.... zajrzyjcie koniecznie!!! szukajcie i piszcie opinie na temat porodówek, szpitali, szkół rodzenia i nie tylko w swoim mieście! www.pstro.pl/gdansk/szkoly-rodzenia www.pstro.pl/warszawa/szkoly-rodzenia www.pstro.pl/wroclaw/szkoly-rodzenia www.pstro.pl/krakow/szkoly-rodzenia www.pstro.pl/warszawa/szukaj/oddzia%C5%82%20po%C5%82o%C5%BCniczy www.pstro.pl/gdansk/szukaj/Oddzia%C5%82%20Po%C5%82o%C5%BCniczy Odpowiedz Link Zgłoś
agus-71 Re:Pomyliłam poród z zaparciami Urodziłam w aucie 17.10.08, 14:36 Pomyliłam poród z zaparciami To była moja pierwsza ciąża do terminu miałam jeszcze 6 tygodni a dopiero co wróciłam ze szpitala i wystarczająco się napatrzyłam i nasłuchałam Poprosiłam męża o starte jabłko i inne pomagające w zaparciach specyfiki Po kilku godzinach delikatnych prób wypróżnienia (bez skutku) zadzwoniła mama i z obiawów stwierdzila poród Potem gdy już nie miałam wątpliwości przyszła do mnie koleżana i śledziła ze mna skurcze przy pomocy wielkiego zegara (nie bolało to były bóle parte), gdy zgodziłam się jechać do szpitala było już za późno Urodziłam w ciężarówce taty w 34 tc Nie pamiętam bólu, strachu tylko ta panika wśród personelu medycznego w szpitalu i... do dziś wszyscy z tego żartują mój syn ma już 18 lat a na wiaosnę urodzi nam się kolejne dziecko bardzo polecam Nie bójcie się bólu strach napina mięśnie i potęguje ból rozluźnione mięśnie nie bolą Podrawiam przyszłe mamy Odpowiedz Link Zgłoś
nalo moj porod wspominam pieknie 21.10.08, 15:11 Nie wiem czy bylo smiesznie, ale na pewno bylo pieknie, wiec chyba moje wspomnienia nadaja sie na watek "ku pokrzepieniu serc" Pierwsze dziecko rodzilam sn, bylo to jednak skrajnie wczesnie i synek niestety przegral walke z wczesniactwem, wiec tamten porod i tamten czas wspominam jako horror... Nastepna ciaza. Zagrozona od poczatku, bo plamienia, bo skurcze, bo krotka szyjka. Potworny strach o dziecko, lezenie plackiem przez 30 tygodni (wstawalam tyko do toalety i na szybki prysznic, nawet jadlam na lezaco). No ale jakos dobrnelam do 40 tc. Niestety tu pojawily sie nowe komplikacje i zalecono planowe cc. Mialam miec ciecie w poniedzialek z samego rana. Jest niedziela rano, ja leze juz na patologii i wlasnie koncze jesc sniadanie jak wchodzi lekarz i pyta sie kiedy ostatni raz jadlam. Ja, przelykajac ostatni kes kanapki, mowie ze wlasnie w tej chwili... Lekarz byl bardzo niezadowolony i zabronil mi jedzenia i picia od tej pory. Cos sie zmienilo w schemacie dyzurow lekarzy i maja mnie ciac jednak dzisiaj... No to ja w szoku, zestresowana... Czekalam tak na glodniaka az do wieczora cala w stresie. W koncu wzieli mnie na sale operacyjna. Tej niedzieli byl final WOŚP i dokladnie w momencie wyjecia ze mnie dziecka zaczely strzelac sztuczne ognie!!! Wszyscy dookola smiali sie ze musze miec niezle chody i ze jakby na zamowienie, bo fajerwrki idealnie skorelowaly sie z pierwszym krzykiem mojego synka... Dla mnie to bylo takie symboliczne zakonczenie mojej walki o zycie dziecka. W tym momencie odpuscilo mi chyba cale napiecie z ostatnich miesiecy i zaczelam histerycznie plakac... Lekarze i pielegniarki nie wiedzieli o co mi chodzi, wszyscy mnie zapewniali ze dziecko jest cale i zdrowe a ja plakalam tym bardziej... Moj syn tymczasem zostal wziety pod cieplarke do mierzenia, wazenia itd i pierwsze co zrobil to oczywiscie olal panstwowa sluzbe zdrowia (patrz: obsikal wszystkich dookola). Jak juz sie troche uspokoilam to przyniesli mi wrzeszczace zawiniatko (podobno dawno nie mieli tak glosno wrzeszczacego noworodka) i polozyli obok twarzy. Zaczelam cos do niego mowic i w tym momencie on ucichl... Poznal moj glos i sie od razu uspokoil... W kazdym razie choc panicznie balam sie cc, choc potem dlugo dochodzilam do siebie i wiele przeszlam by doswiadczyc macierzynstwa, ten moment porodu, pierwszego krzyku i pierwszego kontaktu z dzieckiem byl niezapomniany, niesamowity. Nie przesadze jesli pwiem ze byl to jeden z piekniejszych i bardziej wzruszajacych momentow w moim zyciu. Teraz znowu jestem w ciazy, obecnie 22 tc. Na 90% czeka mnie znowu cc. Mam nadzieje ze znowu uda mi sie dotrwac do terminu i juz nie moge sie doczekac by przezyc to wszystko jeszcze raz... I mam ndzieje ze tym razem moj maz bedzie mogl byc ze mna na sali... Odpowiedz Link Zgłoś
epb3 Re: moj porod wspominam pieknie 04.11.08, 11:10 ja jakos nie moglam sie wygrzebac z domu. w kazdym razie zaczelo sie o 7 a dopiero o przed 12 bylam w szpitalu(dopiero bo o 12:30 synek byl juz na swiecie). jak odeszly mi wody(tak sie zaczelo) - mowie do meza, ze nie idziesz do pracy, bo rodzę - a ten "jak to? ja musze jeszcze cos zrobic!" - a to sie przejąl - i tak bylo ja rodzilam w wannie a on cos w kuchni jeszcze sie komputerkowal. potem nie mogl mnie wyciagnac z tej wanny bo powiedzialam ze ja juz jestem zmeczona, nie dam rady, przespie sie to potem pojedziemy - jak mi to opowiada to do dzis padam ze smiechu. no i juz w szpitalu - oczywiscie jak sie na izbie przyjec okazalo ze to juz blisko, to narobiono rabanu, zebym nei urodzila na izbie - raz dwa przyjechala salowa z fotelem, ciach mnie do windy i na gore. jak wjechalysmy na gorę, przyszedl skurcz. Mowie ze musze wstac, a ona ze nie, ale czuje ze jest coraz gorzej - wykorzystalam chwile, jak przystanęla no i ucieklam jej z tego fotela, oparlam sie o jakies krzeslo na korytarzu, kucnelam i prę - nie wiem dlaczego tak robilam, cialo mi to samo podpowiadalo. na to lekarka, zeby nie przec bo jest dopiero 8 cm i popeka mi szyjka, na co ja - "to Pani rodzi, czy ja?" i tego tez nie pamietam - tak sobie mysle,ze gdyby nie powaga sytuacji i pierworodny w drodze, moj maz mialby tam niezly ubaw Odpowiedz Link Zgłoś
vivianna_82 Re: moj porod wspominam pieknie 04.11.08, 18:53 co do szybkości porodu - swój uważam za szybki (ok 3 godziny) ale nic chyba nie przebije dziewczyny, którą miałam okazję poznać w szpitalu. Jej sprawa była głośna na cały oddział jako ciąża jej była z dużymi przejsciami - mocna cukrzyca i inne takie - dokładnych szczegółów nie znam - leżała juz ok 2 tygodnie na patologii ciąży. Jak przyszło co do czego - nie zdążyli jej zawieźć na porodówkę. Urodziła w 10 minut, jak mówiła - jednym pchnięciem - w pokoju zabiegowym na patologii... Odpowiedz Link Zgłoś
marsupilami25 Re: moj porod wspominam pieknie 18.01.09, 21:33 jak odeszly mi wody(tak sie zaczelo) - mowie do meza, ze nie idziesz do pracy, > bo rodzę - a ten "jak to? ja musze jeszcze cos zrobic!" - a to sie przejąl Moj przejal sie podobnie jak powiedzialam ze zostanie Tata: " Yhy, fajnie, ale ide do pracy" Odpowiedz Link Zgłoś
ga-ti Re:Pomyliłam poród z zaparciami Urodziłam w aucie 03.04.09, 16:45 agus-71 napisała: > Nie bójcie się bólu strach napina mięśnie i potęguje ból > rozluźnione mięśnie nie bolą Zgadzam się z Tobą! Ja cały czas twierdzę (rodziłam 2 razy), że poród mniej boli niż karmienie piersią (karmiłam 2 i pół roku i teraz też karmię). Ja chodziłam całą noc zła na męża, że on może spac, a ja nie. O 6tej zadzwonił budzik, poszłam zrobic mężowi kanapki do pracy, a później stwierdziłam, że znowu zaparcie... Na szczęście mąż zajrzał do łazienki i z przerażeniem odkrył, że chyba widzi główkę... Do szpitala jechaliśmy na klaksonie, łamiąc wszystkie przepisy drogowe. Otworzyła nam zaspana salowa, nie wzruszona moim stwierdzeniem "rodzę" i kazała się kłaśc (!!!) na ktg, sama poszła po lekarza. Lekarz spokojnie wskazala mi fotel i krzyknęła "proszę nie przec! Dawac łóżko, ona rodzi!!!" Sceny jak z seriali, widziałam mijane światła na suficie w korytarzu... Parłam i podpisywałam jakieś papiery. A na koniec mąż zawiedzony "a miała byc piłka i worek sako..." na co pielęgniarka "ależ jest, proszę spojrzec, tam leży". Z drugim dzidziusiem mąż sam zadecydował, że nie ma co czekac na większy ból, tylko trzeba już jechac (niunia urodziła się po 3 godzinach). Nie bójcie się drogie Mamy. Nauczcie się, jak w tym czasie pomóc sobie i dzidziusiowi by poród był krotszy i sprawniejszy. Powodzenia!!! Odpowiedz Link Zgłoś
uleczka.pl Re: poród na wesoło:))) 04.11.08, 12:17 Ja też miałam wesoły poród , może nie aż tak śmieszny jak poprzednie mianowicie miałam planowaną cesarke , byłam przygotowana i naprawde się nie bałam tego faktu może wynika to z ciężkiej ciąży i cieszyłam się że to już koniec, leżąc na stole lekarze żartowali i opowiadali kawały , mój lekarz mówił że musi się tu męczyć w taką piękną niedziele zamaist iść na spacer oczywiście żartował, no i jescze dostałam ,,gupiego jasia" po którym naparawde było mi wszystko jedno za namową mojego faceta który był ze mną bo właściwie nie był mi w zasadzie potrzebny , bo jak wspomniałam nie czyłam stresu.No i później jak wyciągali dziecko ja wszystko widziałam w tej górnej lampie , lekarze oczywiście informowali mnie o tym a ja nato takim przeciągłym , flegmatycznym głosem ,,wieeemmm wszyyyystko widzeee" , na co oni to niech pani nie patrzy ,bo nam pani tu zemdleje , a ja ,, eee nic miii to nieee robi ". Naprawde w spominam wszystko dobrze , i to jak bardzo szybko doszłam do siebie , po 3 dniach śmigałam po korytarzu jak meserszmit , a jak przyjechałam do domu to pojechałam na zakupy . Mam nadzieję że teraz też tak będzie Odpowiedz Link Zgłoś
ledydi5 Re: poród na wesoło:))) 12.11.08, 23:55 jesteście niemożliwe!!! zrobię zaraz jedną rzecz z dwóch albo się posikam albo zacznę rodzić- ze śmiechu. Odpowiedz Link Zgłoś
mroovka84 Re: poród na wesoło:))) 24.02.09, 12:29 Moj porod tez pewnie nie byl taki smieszny jak wasz.No ale sprobuje! Wody odeszly mi w domu,w nocy (30 tyg)nic nie spalam bo cala noc zle sie czulam.Moj maz tez tylko kimal.Kiedy poczulam o 5 rano chlusniecie wody szybko obudzilam meza.Z paniki zaczelam plakac i smiac sie na przemian.Mowie ze wody mi odeszly!A on wez nie zartuj z powaznych rzeczy!poczym odwrocil sie i jakby nigdy nic zachrapywal!No wiec zaczynam krzyczec!WODY!!!!!Napewno sie nie zesikalam!!!!!!!!!!!!!!!Bardzo szybko postawilam go na nogi!!!hehehe.pobiegl po tesciowa ta dzwoni po karetke!lezalam na podtrzymaniu 2 dni.Ostaniego dnia o 22.00 zaczelam miec bole!wiec mowie ze do domu to on juz dzis nie pojedzie! Przyszla pielegniarka z lewatywa!Nie wiem dlaczego ale bylo do smiechu ledwo zdazylam do lazienki!Nie bylo mnie chyba przez 20 min i wszyscy zaczeli sie martwic!slyszalam tylko PROSZE NIE PRZEC PANI KAMILO!!!!i prosze sie pospieszyc bo juz czasu nie mamy!! No dobrze Zabrano mnie na porodowke,Podano znieczulenie,a ze nie mozna po nim pic bylam bardzo spragniona!Podano tylko kompres nasaczony woda.Momentalnie bole przeszly wiec zasnelam.Maz tylko opowiadal ze Ciagle wolalam o coca cole!i ze na wakacje na Hawaje pojedziemy i ze jesta fajnie bo cieplo....i ze bede pila tam duzo coli...(no coment) po 5 godzinach zaczela sie akcja maz w szoku a ja krzycze!!!!wolaj lekarza bo sie zaczyna biedak nie wiedzial co robic ciagle na niego wsiadalam.urodzilam po 10 min przenia.Polozono mi maluszka na brzuchu a maz ´´NIE DOTYKAJ!!! moze cos mu sie stac¨(dodam ze byl bardzo maly 1.490kg.) Po porodzie 6 rano przewieziono mnie na 3 godziny na obserwacje(nie wiem jak w Polsce)A mezus z wielkimi tabolami.plaszczami reklamowkami itp.Polozyl sie na poczekalni...Jaka byla jego reakcja kiedy obudzil sie a poczekalnia cala upchana pacientami!!!!i wszyscy wpatrzeni w niego...buehehehehe mowil tylko ze wstal po cichutku wzial tabolki(Wygladal jak bezdomny)i uciekl!hehehheehheheeh sorry ale jak teraz to opowiada wszyscy padamy! Odpowiedz Link Zgłoś
zniemczyk Re: poród na wesoło:))) 26.11.08, 22:50 urodziłam prawie 6 tygodni temu. ogólnie, to (dla mnie) poród trwał dłuuugo. Skurcze zaczęły się o 6-tej rano i były ciągle nieregularne. Nie potrafiłam nic zrobić, ani zasnąć, więc wieczorem pojechałam na IP. W trakcie przyjęcia mnie odszedł mi czop śluzowy. Położono mnie na oddziele patologii i próbowano uspokoić skurcze. Nic z tego. O 3-ej nad ranem, w trakcie badania, odeszły mi wody. A skurcze dalej nie były regularne. O 8-ej rano ustały całkowicie... Podano mi oxytocynę. Co najmniej do godziny 13-tej walczyłam o pełne rozwarcie, żeby móc przeć... Byłam totalnie wymęczona, śpiąca (przysypiałam między skurczami ) itd.itp. Były chwile, że płakałam z bólu. To był poród rodzinny. Mój mąż, widząc moje cierpienie, cicho wyszeptał do mnie głosem pełnym przejęcia: "Kochanie, tak bardzo chciałbym Ci pomóc, czy mogę dla Ciebie jeszcze coś zrobić, żeby Ci ulżyć?". Odparłam cicho: "Tak. Wyciągnij go!!". Urodziłam synka o 14:05 Mąż ciągle wypomina mi też moją prośbę: "Masuj, ale nie dotykaj!!" gdy starał się rozmasować mi ból idący od kręgosłupa. Ogromne jednak było zdziwienie pani położnej, gdy, kiedy było już po wszystkim, ona zaproponowała zrobienie zdjęcia z dzidzią na mojej piersi, a wtedy mój mąż odparł, że te chwile są dla nas tak osobiste, że postanowiliśmy nie robić żadnych zdjęć, ani filmów. Skamieniała po prostu Gdy zabierali mi z piersi dziecko, położna pokazała mi "obrączki" dla dziecka z jego danymi. Gdy wszystko sprawdziłam, kazałam mężowi przypilnować, żeby zostały założone właśnie naszemu dziecku. Pani położna wpatrywała się na te moje słowa zdumiona. Odezwał się wtedy mój mąż: "Kotku, nie pomylą naszego synka z żadnym innym. Oprócz ciebie nie rodzi teraz żadna kobieta, i nie ma tu innych dzieci."... Chyba za dużo naoglądałam się telenoweli Jak przyjmowali mnie na IP, pomimo, iż zgłosiłam nieregularne skurcze, pani doktor zaproponowała mi, żebym usiadła. Podziękowałam, mówiąc, że postoję. Pani doktor zdziwiona: "Dlaczego?" Chyba zrozumiała, gdy spojrzała na moją minę, gdy oparta o biurko walczyłam z kolejnym skurczem. Gdy już byłam z dzieckiem w domu, mąż zaproponował, że w nocy, kiedy on pracował przed komputerem, on będzie przewijał dziecko i podawał mi do łóżka do karmienia, żebym nie musiała wstawać, tylko żebym spała. Którejś nocy, przebudził mnie płacz dziecka po 3-ej nad ranem. Podchodziłam właśnie do łóżeczka, gdy wtem z pokoju obok wychyla się mój kochany mąż, mówiąc: "Kochanie, idź spać, wszystko w porządku. On nie chce jeść. On tylko się męczy."... Poród wspominamy z uśmiechem na ustach Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
zniemczyk Re: poród na wesoło:))) 26.11.08, 22:55 i zasłyszane przez znajomą na IP: drobnej budowy kobieta w ciąży, która przyjechała właśnie urodzić, właśnie wyszła z pokoju z USG i zadzwoniła do partnera: "Sebastian? Ten bydlak ma prawie 5 kilo!!! Ja to pierd.... - nie rodzę. Jak se go takiego zrobiłeś, to sam se go ródź!!!" Po czym wyszła ze szpitala Odpowiedz Link Zgłoś
aneta79_1979 Re: poród na wesoło:))) 09.10.10, 22:12 jeden z lepszych tekstów!!!!!!! monitor dokładnie opluty Odpowiedz Link Zgłoś
sylwusia87.0 Re: poród na wesoło:))) 26.11.08, 23:46 ja bylam tak nafaszerowana lekami,ze majaczylam cale 14 godzin parcia.Za cholere mi gnoje nie chcieli cc przeprowadzic,wiedzac,ze mam silna drozdzyce(zagrazajaca dziecku)!teraz sie z tego smiejemy,ale wtedy nie bylo mi za wesolo.Chwycilam mojego partnera za twarz tak mocno,ze sama polozna wezwala lekarza zeby Mnie odciagnal.Nie obylo sie bez krzykow-to przez ciebie tu leze to twoja wina.parlam juz 6 godzine z rzedu bylam po 3 kroplowkach wzmacniajacych i na Słowa lekarza:prosze przec odpowiedzialam NO KU... PRE.a jak polozyli mi mala na piers powiedziala.NO I CO TAK STOICIE GDZIE SA TE KRZESLA Poplakac mozna sie ze smiechu wspominajac;D Odpowiedz Link Zgłoś
efidorek Re: poród na wesoło:))) 29.11.08, 14:00 historia mojej mamy: rodzice śpią, w brzuchu moja starsza siostra, mamę budzą skurcze, więc szarpie ojca za ramię i mówi: "rodzę", a on na to: "połóż się, to ci przejdzie". Odpowiedz Link Zgłoś
perelkaaaaa Re: poród na wesoło:))) 06.12.08, 20:59 Lekcja w szkole rodzenia, z mężem będziemy rodzili razem, wizyta na sali porodowej. Jedna z dziewczyn pyta o pokoje na oddziale położniczym, - pani odpowiada - dwuosobowe, Po kilku dniach, mówię mężowi przy kolacji, że już się spakowałam do szitala. On na to bardzo poważnie: - Tak, ja też muszę zabrać szczoteczkę do zębów, piżamę i ręcznik. hęęęę????? - ja na to (chwila konsternacji ... po co? ) - Kochanie (odpowiadam) ale po co??!!! - (On na to) No przecież są pokoje dwuosobowe! - tak, dwie matki z dziećmi! - To ja NIE BĘDĘ MIAŁ ŁÓŻKA? JA MUSZĘ SIĘ WYKĄPAĆ PO PORODZIE!!!! ihihihih, popłakałam się ze śmiechu Mój mąż, w swojej naiwności myślał, że w ramach zusu dostanie zakwaterowanie w szpialu, wraz z wyżywieniem. ehhhh Odpowiedz Link Zgłoś
pychu Re: poród na wesoło:))) 06.12.08, 22:25 Moja historia może nie obejmuje samej akcji porodowej, ale drogi na porodówkę. Miałam około 30 km, o 3.30 rano ruszyliśmy z mężem po dziecię do szpitala, bo skurcze się jakieś zaczęły. Nie wiem dlaczego, ale wcale się nie bałam porodu i słusznie,ale nie o to chodzi. Nie wiem, czy słyszałyście piosenkę z pełnometrażowego filmu "WŁATCY MÓCH", który ma się pojawić w styczniu w kinach. Ja słyszałam, mało tego - znam na pamięć, bo owa pieśń wykonana jest przez samego Czesia. Całą drogę więc w samochodzie, którym powoził mój dzielny chłop, śpiewałam : Kiedy rano odgrzebuję ziemkę i otwieram oczy na życia świat, wtedy okazuje się niestety, że ten głupi dzień jest WACKA wart itd itd. Po drodze jeszcze spotkaliśmy jakieś zwierza dzikie, bo to noc przecie. Wałęsały się przy lesie, a ja im zazdrościłam, że rodzić nie jadą))))Urodziłam po 6 godzinach, szczęśliwie, bez stresu większego Odpowiedz Link Zgłoś
anetakot167 Re: poród na wesoło:))) 23.12.08, 00:18 ja swoj porod wspominam super moglabym tak rodzic co roku Maialam zagrozona ciaze 34 tydzien 1 dzien pojechalam na kontrole do gina a ten mi mowi ze znowu do szpitala bo daje mi gora tydzien do porodu glowka bardzooo nisko ze juz chodzilam jak kaczka POWAZNIE!!! czulam miedzy nogami no to ja do szpitala jade w poniedzialek odrazu i kroplowkana podtrzymaniei tak ide sobie z ta kroploweczka na stojaczku do kibla (ogolnie przywiazana do mnie na kazdym pobycie w szpitalu to byl moj zastepczy mąż) no i tak sobie zawadzilam jakos ze sie odlaczyla rurka i kroplowka wylala mi sie na leb a ja w pisk bo co sie dzieje takie zimne hehehe we wtorek w nocy cos pierdzielło ostro o parapet i kolezanka obok tak sie wystraszyla ze wskoczyla na moje lozko prawie NA MNIE!!! Odpowiedz Link Zgłoś
anetakot167 Re: poród na wesoło:))) 23.12.08, 00:37 OJ UCIEKLO/ WSKOCZYLA PRAWIE NAMNIE A JA BIEDNA PODSKOCZYLAM I PRYZLEPILAM SIE DO SCIANY ZE STRACHU I PRAWIE ZAWALU myslalam ze urodze a to o parapet poprostu walnely rolety a kolezanka byla pewna ze ktos spadl z gory i pirdzielna o parapet.Wtorek mniej smiesznie moze bo ide do kibla i patrze a tu akis GLUT NA WKLADCE i lece do poloznej i podtykam jej to pod noc a ona ze to czop a po dwuch godzinach zaczely saczyc sie wody to na do wyra zero wstawania i BASENIK buu pozniej zaczela meczyc mnie zgaga i po kolei ine pacjentki na sali to kolezanka miala alugastrin i kieliszki po lekach to sobie polewalysmy pozniej lekarze sie smiali z nas ze to te z sali co sobie polewaja. Sroda zbliza sie nocka znajoma zaczyna biedna rodzic i potrzbowala rozmowy ogolnie wsparcia no to mowie a dobra pomoge biednej dziewzynie co mi tam wyspie sie nio i nie spalam przez noc rano o 8 zabrano ja na porodowke ja tak po 11 gadam sobie z olezanka przez kom i cos mnie jak nie wlanelo na dole w brzuchu to myslalam ze padne nio i chlusnley wszystkie wody to ja do kolezanki w tel poczekaj bo cos mi w brzuchyu sie dzieje i zaczely sie skurcze najpierw co 3-4 minuty pozniej co 2 minuty bez przerwy dzownie po meza zeby przyjezdzal zjawil sie w ciagu 10 min dzwonie po polozna i mowie ze rodze a ona ze a ja pierwodka to duzooo godzin to potrwa i pszla. J zwijam sie z bolu bo jak przyszly pierwsze skurcze i zaczol sie porod to odrazu na chama co 2 minuty bez odpoczynku dzwonie po to babsko znowu przylazla nakrrzyczala i poszla znowu ja sie zwijam gryze loznko koszula mokra tak ze mozna wykrecac bylo i zimny pot strasznie i mwie do meza NIE BOJ SIE TO NORMLNE boo widze jego przerazenie a on do mnie JA JA NIE WIEM CZY TO TAKIE NORMALNE hehe wkoncu przyazla polozna z ktg i nie zdazyli mi zrobic bo rodzilam na sali chorych!!!! szybko na lozko i biegli na porodowke a ja skakalam na tym lozku ja przejezdzali przez progi bo mialam juz bole parte i maly wychodil(( a tak wogule to 15 minut przed rozpoczeciem sie akcji porodowej bylam na badaniu i lekarz mi mowi ze jaks sie zacznie porod to nie bedziemy powstrymywac bo dziecko wazy ponad 2 kg i jak na zawolanie po 15 minutach hehe) no to polozna mowi do meza niech pan szybciutko leci po ciuszki na porod bo pan nie zdazy zona juz rodzi to polecia mnie zawiezli na porodowke i na lozko sexi koszulke dostalam no i zaczyna sie porod hehe tzn sie 3 parcia i dostalam takiego skurczy w nodze ze blagalam zeby sie zajeli moja noga a nie dolem bo boli mowili ze mam rodzic a ja nie moja noga moja noga ja chce rozmasowac i tak z 4 razy to mi zamiast dziecko to noga sie zajmowaliP jak rodzilam to schylalam sie i pytalam czy widac juz glowkeP moz stal za drzwiami i dzwoni do wszystkich przystawia tel do drzwi i mowi sluchajcie jak sie drze( mial na mysli mnie!!!ja urodzilam malenstwo to polozyli na brzuchu boze jaki malenki byl kazali dac buziaka i zabrali a lekarz na ZYWCA!!!!!! lyzeczkowac mi macice bo lozysko niekompletne myslalam ze walne pozniej zaczol mnie szyc bolalo a i ogolnie na zywca mnie NACIOL nie wyczul skurczu. lekarze nie mogli uwierzyc ze urodzilam tam blyskawicznie ze biegli ze mna zaczelo sie 11:30 a synek ur 13:30 powiedzieli ze nastepne dziecie w godzine urodze .. aa i jak parlam i wrzeczalam to polozna inteligentnie zadala mi pytanie imie meza a ja jej na tona pol szpitala AAAAAAAAAAAAAA!!!! hehehe a maz na imie ma adrian to tyle ufff rozpisalam sie hehe Odpowiedz Link Zgłoś
anetakot167 Re: poród na wesoło:))) 23.12.08, 00:39 a synek urodzony w 34i4tc 10 punktow apgar w kazdej minucie 2230g 48 cm kochane malenstwo teraz ma 4.5mc Odpowiedz Link Zgłoś
pestka_ks Re: poród na wesoło:))) 28.12.08, 17:01 Jako że podobno niektóre z nas bardzo panikują to.....do góry) Odpowiedz Link Zgłoś
donasss Re: poród na wesoło:))) 18.01.09, 15:41 Podnoszę wątek, bo jest ekstra !!! Odpowiedz Link Zgłoś
malenka_e650 Re: poród na wesoło:))) 20.01.09, 11:39 wątek rzeczywiście cudny rozluźniłyście mnie na maksa w czwartek rodzę drugi raz, może coś wesołego się zdarzy, a póki co napiszę Wamjak za pierwszym razem - w 2003 roku - było pod koniec ciąży miałam ciśnienie wywalone w kosmos, więc p.dr kazała mierzyć,no i któregoś pięknego wrześniowego wieczora w 38 tc. po spacerze poczułam, że coś mnie telepie tak od środka, mówię mężowi "mierz" no i zmierzył 100/140 wyszło, trochę dużo mówię, ale, że do szpitala mi się nie chciało więc stwierdziłam, że poczekam, jak poczekałam to wyszło 110/145, więc biegiem na izbę przyjęć dziwnym trafem jakoś pusto było w szpitalu (noc z czwartku na piątek), położyli mnie na porodówce, podłączyli do ktg, dali prochy na obniżenie ciśnienia, a że nic się nie działo, to dostałam przydział na patologię w piątek rano przyszła położna, dała plaster, 2l słoik, słoik kazała podpisać, postawić w ogólnym wc i zamiast do muszli sikać do słoika - pięknie po prostu!!! oprócz tego usg i 3 razy dziennie ktg, wytrzymałam do soboty południa i wypisałam się na własną prośbę, stwierdziłam, że ładna pogoda, lać do słoika to i w domu mogę, zjadłabym jeszcze coś dobrego a w poniedziałek i tak u lekarza będę; no i wyszłam, w sobotę odpoczywałam, a w niedzielę poszłam z mężem i z rodzicami do restauranta, zeżarłam pieczonego pstrąga z frytkami a na deser szarlotkę z bitą śmietaną - pełnia szczęścia w poniedziałek trochę ciepło było jak na połowę września, ale mimo tego wybrałam się do przychodni przyszpitalnej autobusem, trochę mnie wytrzęsło i 2 przesiadki po drodze zaliczyłam, jak położna mi zmierzyła ciśnienie, to znowu 110/145 wyszło, zadzwoniła na blok położniczy, przyleciał sanitariusz z fotelem na kółkach i pojechałam na swoje stare śmieci na patologię (chciałam iść, ale mi nie dali), nawet słoik w kibelku jeszcze na mnie czekał, no i znowu musiałam do niego sikać jak wreszcie się tam uzbierało złocistego płynu zabrali to cudo do laboratorium i okazało się, że mam tyle białka w moczu co gwiazd na niebie no i we wtorek p. ordynator wziął mnie na usg i postanowił mnie trochę rozluźnić masażem... z tym, że to był masaż szyjki macicy, więc efekt był odwrotny... no i przez cały czas tłumaczył, że on wie że boli, ma szczęście, że bolało rzeczywiście i na tyle mocno wciskałam się w samolot, że nie byłam w stanie zrobić mu krzywdy... w każdym razie tak się spięłam, że nagle okazało się, że małej puls zanika, no to znowu biegiem na porodówkę, pod ktg i usg, a że tłok był nieziemski, więc jak się wyrównało i uspokoiło to położne i lekarze odetchnęli z ulgą i z powrotem mnie bach na patologię na szczęście podjęli wreszcie jakąś decyzję - w związku z tym, że następnego dnia, we środę nie było planowych porodów, postanowili, że dadzą mi oxy w żyłę i urodzę uspokoiło mnie to całkiem (bo ja lubię sobie zaplanować wszystko), zresztą za dużo i za szybko się działo, żebym zdążyła się zestresować, zadzwoniłam do mężusia, powiedziałam, że ma się szykować na następny dzień na ósmą rano na rodzenie, żeby się wyspał i takie tam czy się wyspał nie wiem, ale na pewno się nie ogolił w każdym razie stawił się zwarty, gotowy i z aparatem w ręku po ósmej dostałam oxy, leżałam sobie na łóżeczku, śmichy chichy, nic się nie dzieje, jakieś skurcze są ponoć, ale na ktg tylko dostałam piłeczkę żeby sobie poskakać i tak siedziałam podłączona do ktg i do kroplówy, no i skakałam, w pewnym momencie rzeczywiście coś mi się zaczęło kurczyć i pobolewać i to siedzenie na piłce baardzo pomagało, ale wtedy się okazało, że do badania trzeba się czasem położyć, żeby było miarodajne to w czasie skurczu mam się kłaść,oczywiście się wykłócałam, bo leżenie przy partych to średnia przyjemność no i chyba ze 2 razy weszłam na samolot tylko; jak już miałam 5cm to akurat anestezjolog się pojawił i pyta czy ja chcę znieczulenie, mówię, że skąd, że nie boli i dalej sobie skaczę za 2 cm zmieniłam zdanie, ale okazało się, że za późno i teraz to ja nie dostanę, bo za pół godziny będę miała dziecko na wierzchu a zzo może tylko spowolnić akcję, zawiedziona byłam mocno, szczególnie, że dziewczyna obok dostała... ale za moment mi przeszło, bo czuje, że coś kupę mi się chce mocno i zaraz po nogach będę robić, a podłączona jestem do ktg i oxy... więc mówię mężowi, że skoro już tu jest, to może zamiast pstrykać mi zdjęcia podczas skurczów (bo że ma nie głaskać mnie po plecach zrozumiał kiedy zaczęłam na niego syczeć)wytłumaczyłby lekarzowi, że ja muszę do toalety; odpięli mnie od tej aparatury, ale lekarz mówi, że jakby się okazało, że tej kupy nie mogę za bardzo zrobić, to niech mam się za bardzo nie napinać i wracać na porodówkę oczywiście kupy nie zrobiłam, po kilku minutach wróciłam na salę wściekła, że nawet podczas porodu muszę mieć zaparcia kazali mi na samolot wskoczyć do badania no i okazało się, że ta kupa to napierająca główka mojej córci nagle pojawił się tłum ludzi, lekarz pchał mi plecy, jakaś położna 2x większa od mojego męża naciskała mi na brzuch, dwie inne trzymały nogi, kolejna zasiadła między nogami z jakimiś monstrualnymi nożycami, jeszcze neonatolog i pielęgniarki z noworodków, a mój ślubny zepchnięty na boczny tor dalej fotki pstrykał, w prawdzie za wiele na nich nie widać oprócz kłębowiska pleców, ale pamiątka jest w każdym razie byłam w ciężkim szoku, bo wszystko działo się strasznie szybko i naraz po piętnastu minutach partych wyskoczyła nasza córcia i osikała personel medyczny, który pomógł jej w wędrówce na świat najpiękniejsze było to, że nawet nie zapłakała, dostałam ją natychmiast do piersi, mąż przeciął pępowinę i dalej pstrykał okazało się, że dziecko trzeba zmierzyć i zważyć, ale że akurat usnęła to nie chciałam jej oddać i tak odpoczywałyśmy przez 45 minut, jak się obudziła to pozwoliłam ją wziąć, ale tylko w asyście męża jak wrócili to dostałam aparat do ręki bo szczęśliwy tatuś zażyczył sobie fotkę z córą na rękach - dobrze, że aparat na automat był ustawiony, bo w innym wypadku zamiast tatusia z córeczką byłby zrobiony sufit albo moje kolana po kilku minutach wpadli moi rodzice (do dziś nie wiem kto ich wpuścił i dlaczego nie zapytał czy ja chcę ) i porwali mi dziecko bo przyszedł lekarz,żeby mnie pozszywać, byłam już nieźle głodna, bo w związku z planowanym porodem ostatnim moim posiłkiem był szpitalny obiadek dzień wcześniej, i marzyłam tylko o bułce z makiem, żółtym serem i kiełbasą krakowską (dokładnie taki zestaw ), a ten bezczelny chirurg przyszedł z drugim śniadaniem... i jeszcze podśmiechujki z moim mężem robili, mąż do niego, że może by tak całkiem nie zaszył mu żony,lekarz na to, że przecież taki całkiem szpetny mąż nie jest, to coś sobie jeszcze znajdzie jak by niechcący mnie całkiem zaszył... stanęło na wyhaftowaniu inicjałów a potem wszyscy się zmyli (pewnie bezczelnie polecieli na obiad) i zostałam na sali sama, położna tylko wsadziła głowę, kazała mi usiąść na łóżku a jak poczuję, że mogę to wstać i iść na salę, no to ja oczywiście natychmiast czułam, że mogę i dobrze,że się salowa napatoczyła, bo pozbierała mnie z podłogi, a potem oddała w jakieś dobre ręce, które doprowadziły mnie na salę, gdzie byli moi rodzice, mąż i dziecko - skoro mieli już małą, to nie zauważyli, że ja gdzieś w akcji zaginęłam pozdrawiam i piszcie dalej Odpowiedz Link Zgłoś
sylwik-0 Re: poród na wesoło:))) 20.01.09, 17:35 Super, rewelacja wątek Boki zrywać płaczę i sikam na przemian. Oby i mój poród przebiegł lekko i z żartem. Życzę tego sobie i wszystkim przyszłym mamuśkom. Odpowiedz Link Zgłoś
amayyer Re: poród na wesoło:))) 23.01.09, 18:22 Znajoma opowiadala ze jakies 10 lat temu pracowala w szpitalu, gdzie przyjeli mlodego, ciemnoskorego lekarza poloznika. Poslugiwal sie watpliwej jakosci polszczyzna, ale byl w miare komunikatywny. Pewnego dnia przywiezli dziewczyne ktora juz zaczynala rodzic, wiec ciemnoskory lekarz ktory akurat mial dyzur przystapil do wywiadu: -A buli byli? Na co dziewczyna: -Maria Kowalska, milo mi... Od tego czasu lekarz nosi przydomek Abulibyli Odpowiedz Link Zgłoś
hanulllka Re: poród na wesoło:))) 11.03.09, 14:44 dobre, śmiałam się przez 15 min, oczywiście z Abulibyli ;D Odpowiedz Link Zgłoś
mond33 Re: poród na wesoło:))) 23.01.09, 18:26 Ha ha ha ha to jest najlepszy wątek, bo rozwesela na maksa. Podczas pierwszego porodu miałam zrobiona lewatywę. Nie wiem do dziś jakim sposobem ale nie ruszyła mnie jakoś szczególnie i nie popędziła. Postałam w ubikacji, postałam i nic. Postanowiłam więc pospacerować chwilę. Oddaliłam się dość daleko od miejsca docelowego zwanym "kibelkiem"I wtedy poczułam taki nacisk, że biegnąc z wielkim brzuchem nie tylko pobiłam rekord świata w biegach na 60 m ha ha ha ale zgubiłam po drodze klapka i przez długi czas siedziałam w kibelku z jednym Odpowiedz Link Zgłoś
aguniap Re: poród na wesoło:))) 26.01.09, 15:20 uwielbiam ten wątek i pomimo, że od mojego porodu minęło już półtora roku to z przyjamnością do niego wracam. U mnie za wesoło nie było ale opiszę. Miałam poród wywoływany. Byłam umówiona z położną. Na początku oczywiście lewatywka. Potem oxytocynka w żyłkę i położna mówi mi żeby sobie pochodzić, pozwiedzać oddział. Wyszliśmy więc z mężem na korytarz, chodzimy, śmiejemy się i przechodzi lekarka i mówi, że oxytocynka jeszcze nie zaczęła działać. Byłam już podłączona z 2 godzinki, nudy że hej. Obok w pokoju cały czas rodziły jakieś dziewczyny tylko strasznie się darły. Jedna uciekała z fotela więc położna przychodziła i mówiła żebym poszła pod prysznic i siedziała tam z pół godziny, akurat przychodziła zawsze jak inne krzyczały i w sumie byłam 5 razy pod prysznicem. Mąz byłtrochę znudzony to akurat oglądał wyścig F1 a Kubica akurat występował więc za dużo pociechy z niego nie miałam. Potem już zaczęły się jakieś skurcze, tylko niestety krzyżowe i zaczynało mnie ścinać z nóg. Mąż masował mi kręgosłup a że za bardzo mu nie szło to wkroczyła położna. Kazała mi klęknąć na podłodze i przyniosła swoje śniadanie w postaci jabłka i masowała mi kręgosłup. Na pewnym etapie już prosiłam o znieczulenie ale było za późno i dodatkowo synek był duży więc nie dali. Potem przez chwilę było cięzko ale wkońcu pojawiły się skurcze parte. 3 skurcze i synek był już ze mną. Położna zaczęła zakładać jakieś zaciski na pępowinie a ja do niej z pretensjami, że przecież to mąż miał przeciąć pępowinę. Zabrali mi dzieciątko do umycia a mąż zamiast lecieć to co .... złapał za telefon i dzwoni. lekaraka mnie zaczęła szyć i jedna nić jej się skończyła a tu nikogo w pobliżu więc wołam męża bo jest za drzwiami żeby podał lekarce nici. Pozszywała mnie a ja siup z fotela na nogi. ona na mnie oczy co ja robię ale nie protestowała. Podeszłam do łóżeczka pogłaskałam małego i powędrowałam przez cały korytarz do pokoju. Położne na korytarzu do mnie z tekstem "Pani dopiero co urodziła i już chodzi" a ja bardzo mądrze odpowiedziałam pytaniem na pytanie "a po porodzie się nie chodzi???" Odpowiedz Link Zgłoś
sjostra Re: poród na wesoło:))) 02.02.09, 19:57 rany, ale sie usmiałam przez 2 dni! brzuch mi się trzęsie a kohabitant (dawniej konkubent hehe) musi słuchac co lepsze kawałki, mam wątek w ulubionych żeby sobie jeszcze poczytac do maja...mam nadzieje, że i ja bede miała co opisac...musze tylko dobrze poczytac i spisac co zabiera sie w tą słynną "spakowana torbę" hehehe Odpowiedz Link Zgłoś
izzzkaaa Re: poród na wesoło:))) 23.02.09, 20:56 super wątak piszcie wiecej, dla mnie najlepszy paluch lodowy...uśmiałam sie do łez aż teśc przyszedł zobaczyc co sie dzieje Odpowiedz Link Zgłoś
monika_chm Re: poród na wesoło:))) 26.02.09, 11:44 ..ten watek powinien byc obowiazkowy do przeczytania przed porodem))jest super smiechowy-podbijam)) Odpowiedz Link Zgłoś
agnes1982 Re: poród na wesoło:))) 27.02.09, 13:10 jestem w 38tc i chcę wam podziękować. Dzięki wam się rozluźniłam i troszkę odstresowałam. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
kamila23_2 Re: poród na wesoło:))) 27.02.09, 14:41 super wątek!!! ale się uśmiałam Mam nadzieję, że niedługo dopiszę się tutaj! Odpowiedz Link Zgłoś