poród na wesoło:)))

    • mamaady Re: poród na wesoło:))) 27.02.09, 16:55
      Rano z porodówki zadzwoniłam do męża, zeby przyjechał na poród (miał
      byc rodzinny). A on zrobił sobie kanapek z dwóch chlebów, spakował
      pół ciasta, termos z kawą, termos z herbatą.... Zanim dojechał z tym
      piknikiem córka zdązyła sie urodzić smile))
      • mroovka84 Re: poród na wesoło:))) 27.02.09, 17:07
        Moj porod tez pewnie nie byl taki smieszny jak wasz.No ale sprobuje!
        Wody odeszly mi w domu,w nocy (30 tyg)nic nie spalam bo cala noc zle sie
        czulam.Moj maz tez tylko kimal.Kiedy poczulam o 5 rano chlusniecie wody szybko
        obudzilam meza.Z paniki zaczelam plakac i smiac sie na przemian.Mowie ze wody mi
        odeszly!A on wez nie zartuj z powaznych rzeczy!poczym odwrocil sie i jakby nigdy
        nic zachrapywal!No wiec zaczynam krzyczec!WODY!!!!!Napewno sie nie
        zesikalam!!!!!!!!!!!!!!!Bardzo szybko postawilam go na nogi!!!hehehe.pobiegl po
        tesciowa ta dzwoni po karetke!lezalam na podtrzymaniu 2 dni.Ostaniego dnia o
        22.00 zaczelam miec bole!wiec mowie ze do domu to on juz dzis nie pojedzie!
        Przyszla pielegniarka z lewatywa!Nie wiem dlaczego ale bylo do smiechu ledwo
        zdazylam do lazienki!Nie bylo mnie chyba przez 20 min i wszyscy zaczeli sie
        martwic!slyszalam tylko PROSZE NIE PRZEC PANI KAMILO!!!!i prosze sie pospieszyc
        bo juz czasu nie mamy!!
        No dobrze Zabrano mnie na porodowke,Podano znieczulenie,a ze nie mozna po nim
        pic bylam bardzo spragniona!Podano tylko kompres nasaczony woda.Momentalnie bole
        przeszly wiec zasnelam.Maz tylko opowiadal ze Ciagle wolalam o coca cole!i ze na
        wakacje na Hawaje pojedziemy i ze jesta fajnie bo cieplo....i ze bede pila tam
        duzo coli...(no coment) po 5 godzinach zaczela sie akcja maz w szoku a ja
        krzycze!!!!wolaj lekarza bo sie zaczyna biedak nie wiedzial co robic ciagle na
        niego wsiadalam.urodzilam po 10 min przenia.Polozono mi maluszka na brzuchu a
        maz ´´NIE DOTYKAJ!!! moze cos mu sie stac¨(dodam ze byl bardzo maly 1.490kg.)
        Po porodzie 6 rano przewieziono mnie na 3 godziny na obserwacje(nie wiem jak w
        Polsce)A mezus z wielkimi tabolami.plaszczami reklamowkami itp.Polozyl sie na
        poczekalni...Jaka byla jego reakcja kiedy obudzil sie a poczekalnia cala upchana
        pacientami!!!!i wszyscy wpatrzeni w niego...buehehehehe mowil tylko ze wstal po
        cichutku wzial tabolki(Wygladal jak bezdomny)i uciekl!hehehheehheheeh
        sorry ale jak teraz to opowiada wszyscy padamy!
        • moonik1 Re: poród na wesoło:))) 04.03.09, 02:43
          Podbijam wątek! Za tydzien mam termin i dzięki tym opisompoprawia mi się humor! smile
      • pamplemousse1 Re: poród na wesoło:))) 20.08.11, 00:06
        mamaady, leżę i kwiczę!smile
    • limonka_84 Re: poród na wesoło:))) 06.03.09, 06:01
      5.15, 4 dni przed terminem, zaczynają odchodzić wody... Czy to aby
      na pewno już? TO NIE MOŻE BYĆ JUŻ!!! Torba niespakowana i brak
      transportu do szpitala. SPOKOJNIE, SPOKOJNIE, ODDYCHAJ! Zakupy w
      sklepie, pakowanie torby, załatwianie transportu, sprzątanie - takie
      przygotowania czyniliśmy przy odpływających wodach. O 13.00
      znaleźliśmy się w szpitalu. Podłączono mnie do ktg, skurcze marne.
      17.30 - USG. Idę raźnym krokiem z położną do pracowni, ta informuje
      dwie kobiety siedzące przed: "To właśnie jest rodząca." Lekarz: "Czy
      zna pani wagę dziecka?" Ja: "W dwudziestym pierwszym tygodniu
      było..." Lekarz: "Aha, to dziękuję." Z racji moich studiów pokazywał
      na monitorze poszczególne struktury, tłumacząc: "Tu półkule móżdżku,
      a tu robak." Poród nie-poród, ale nauka ważna rzecz. wink Oszacował
      wagę dziecka na 3350g i, jak się później okazało, trafił w punkt. :-
      ) O 18.00 znalazłam się na porodówce, podłączono oksytocynę. Podczas
      porodu miałam 4 kąpiele w szpitalnym jaccuzzi. Podczas dwóch
      pierwszych intensywnie podstawiałam pod bąbelki, masowałam... stopy
      (później dziwiłam się, czemu rozwarcie nie postępuje). Gdy już
      zaczęłam masować to, co trzeba (za radą dzielnie towarzyszącego mi
      przyszłego tatusia), postąpiło błyskawicznie. wink O 23.35 na świecie
      pojawiła się nasza śliczna córeczka. Po dokończeniu oblucji
      odwieziono mnie na takim trochę sypiącym się krześle na kółkach do
      sali. smile
      • djw Re: poród na wesoło:))) 11.03.09, 10:53
        Dziewczyny super wątek! Planujemy z M ciążę, ale po przeczytaniu o
        wszystkim, co towarzyszy temu w trakcie ciąży i porodu nie byłam już
        taka chętna. Na szczęście trafiłam na ten wątek smile Płakałam ze
        śmiechu i strwierdziłam, że może diabeł nie taki straszny, jak go
        malują smile

        Czekam na więcej wpisów - nie pozwólcie, żeby taka świetna rzecz
        zniknęła smile

        Pzodrawiam!
        • gang.stokrotek Re: poród na wesoło:))) 11.03.09, 11:18
          pierwsza faza porodu przebiegała bardzo spokojnie, w kameralnej atmosferze,
          wręcz powiem że było trochę nudnawo. Rozmawialiśmy z położnymi i lekarkami,
          akurat była to Wielaknoc i jakiś taki luz i spokój panował na tej porodówce. Po
          3 godzinach wreszcie poczułam pierwszy party skurcz, lekarki i położne powoli
          zaczęły przygotowywać się do swojej roboty, więc nikt się nie spodziewał żadnych
          krzyków. A ja krzyknęłam nagle: RODZĘ!!! jak na filmie, wszyscy się zatrzymali i
          zdziwieni spojrzeli na mnie "aleosochozi...?"
          - Sorry, ale zawsze chciałam to krzyknąć wyjaśniłam
          (dodam, ze poczucie humoru zaraz mi sę wyczerpało na ten wieczórsmile
          • ophelia78 Re: poród na wesoło:))) 11.03.09, 20:01
            Historie nie moje, ale zasłyszane od samych zainteresowanych, czyli aktorek w
            roli głównej:

            - Ostatnia faza, bóle parte, główka już wychodzi. Wszyscy przejęci, przy mojej
            koleżance 2 czy 3 położne i lekarz. Nagle gwałtownie otwierają się drzwi i staje
            w nich starsza pani dzierżąc mopa jak halabardę i pyta czy może już posprzątać.

            - Również moja koleżanka, poród sn się komplikuje, musi być szybka cesarka i to
            w narkozie. Koleżanka cierpi bardzo, znieczulenie już zaczyna działać, koleżanka
            powoli "odlatuje"; anestezjolog, który ją znieczula uspokajającym głosem:
            "Kochana, jeszcze chwilę, zaraz przestanie boleć". A ona na to mezzforte:
            "Pie... zaraz! TERAZ ma przestać boleć!". Oczywiście tego nie pamiętała...
            • karola_83 Re: poród na wesoło:))) 11.03.09, 22:10
              Czytam od wczoraj i wymiękam. Jestem w 34 tc i nie mogę doczekać się porodu big_grin
              • carolinecat Re: poród na wesoło:))) 12.03.09, 13:23
                a mojemu mężowi dostało się za współczucie smile
                rodziliśmy z mężem, niestety bez znieczulenia, ale bynajmniej nie z mojego
                wyboru. przez kilka godzin rozwarcie z 1cm zwiększyło się zaledwie do dwóch, a
                jak położna przebiła pęcherz płodowy, to zaraz zrobiło się 9cm i już nie było
                czasu, co nie bardzo do mnie docierało. wiłam się z bólu na łóżku, ściskałam
                małża za rękę albo i nie, nie pamiętam smile i na przemian krzyczałam: dajcie mi
                znieczulenie! zróbcie mi cesarkę! wyciągnijcie to wreszcie ze mnie! ja już
                więcej nie zniosę! no generalnie sceny dantejskie, położne musiały mnie
                mobilizować, żebym się tak nie darła, bo nie będę miała siły na parcie.
                małż nic nie dał po sobie poznać, ale jak potem się przyznał, był przerażony.
                jak już było po wszystkim, jedna z położnych mnie zszyła, a druga wyszła w tym
                czasie z małżonkiem na korytarz i coś tam chyba dyskutowali, bo jak wrócili to
                położna od razu do mnie:
                mąż powiedział, że tak mu jest pani żal, że tyle się pani wycierpiała, że na
                drugie dziecko to się chyba nigdy nie zdecyduje.
                a ja już uśmiechnięta, kozak taki wielki z Zośką u cyca, niewiele myśląc
                wypaliłam: ty to chyba jakiś głupi jesteś.
                i kto tu zrozumie rodzącą...
                • owca2105 Re: poród na wesoło:))) 12.03.09, 13:48
                  nasz poród to cały był wesoły. Zaczęło się od tego, że gdy o 3.30 rano obudziłam
                  męża, żeby zawiózł mnie do szpitala, to zapytał jak gdyby nic się nie działo,
                  czy zdąży się wykąpać. Popatrzyłam na niego dziwnie i wbrew sobie chyba
                  powiedziałam, że tak, a miałam skurcze co 3-4 minuty, więc dawno powinnam być na
                  porodówce.
                  Mąż się wykąpał i kiedy wyszedł spod prysznica zobaczył mnie ubraną w kurtkę i
                  trzymającą swoją ogromną torbę do szpitala.
                  Tak się zdenerwował, widząc moje napięcia twarzy przy skurczach, że niewiele
                  brakło, że sam by pojechał, nie mówiąc o tym, że torbę pół drogi do samochodu to
                  sama niosłam smile
                  Kiedy jechaliśmy, tak mi się śmiać chciało z jego miny, że nawet nie zwracałam
                  uwagi na to, że skurcze co raz częściej. A fakt, że modlił się o zielone, kiedy
                  dojeżdżaliśmy do świateł, to już mnie całkiem rozbroił.
                  Na porodówce, kiedy położna podpięła mnie do ktg na chwilkę wyszła, a ja w tym
                  czasie poczułam ogromną potrzebę parcia. A jako, że to był pierwszy poród nie
                  wiedziałam czy już mogę. Poprosiłam męża, żeby pobiegł po położną i wydawało mi
                  się , że robi to w tak zwolnionym tempie, że wcale jej nie chce zawołać. Moje
                  myśli były spowodowane tym, że kiedy koleżanka rodziła i prosiła o znieczulenie,
                  które nie mogło być jeszcze podane, prosiła męża, żeby wołał lekarza, a ten
                  wychodził, stał na korytarzu kilka minut i wracał mówiąc, że lekarz zaraz
                  przyjdzie. I moja wizja była taka sama. Mój mąż stoi na korytarzu i nikogo nie
                  woła. Na szczęście szybko przyszli oboje. Zaczęliśmy rodzić. W ostatnim momencie
                  nie miałam skurczu, tego decydującego. Lekarz powiedział, że kiedy on przychodzi
                  to kobietom zawsze skurcze odchodzą. A ja mu na to, to nich pan może wyjdzie.
                  Pomijam fakt, że wcześniej mówił do mojego męża, że kobiety to mają przechlapane
                  i jak to dobrze jest być facetem. Jakoś wcale mnie to nie zraziło.
                  Podobnie, jak teksty mojego chłopa typu: kochanie dlaczego masz takie wielkie
                  oczy, bo ci żyłka pęknie, albo połaskotać cię po stopach?
                  A już najśmieszniejsze było dla mnie to (oczywiście teraz, bo wtedy nie) jak mój
                  ukochany dociskał mi głowę do klatki i to bez względu na to czy była potrzeba
                  czy nie. Chciał dobrze, a ja myślałam, że mi kark skręci.
                  Potem odcinanie pępowiny, jak lwica walczyłam, że mąż ma ją odcinać, nie
                  wiedząc, że położna wcale nie miała zamiaru tego zrobić, tylko zakładała klipsy,
                  żeby mój wiedział gdzie ciachać.
                  Rodzenie jest super.
                  • berna_dette Re: poród na wesoło:))) 12.03.09, 20:22
                    hehe A jak Twoja koleżanka zareagowała jak sie skapneła że mężuś wcale po
                    lekarza nie poszedł? Ja bym swojego zjechała że hej:p tak po prostu dla zasady tongue_outPPP
                    • owca2105 Re: poród na wesoło:))) 13.03.09, 15:00
                      ha, nie skapnęła się, dowiedziała się chyba kilka dni później.
                      I dobrze, bo chyba by go zatłukła, a tak to się z tego śmieje.
    • desse_o Re: poród na wesoło:))) 13.03.09, 14:37
      Polska - Chorwacja mecz w ręczną. Druga połowa, przegrywamy. Ja z mężem na
      kanapie, doping na całego, a tu nagle robię siku. Myślę, ale emocje! Szybciutko
      do łazienki, żeby dużo nie stracić a tam ani kropla. Nic to! Zmieniam majtki i
      wracam. Zalegam na kanapie (zajmuję jej większą część) a tu nagle znowu siku.
      Wstaję i znowu szybciutko do łazienki a tam znowu nic. No tak! Ciąża! Wszystko
      może się zdarzyć. Zalegam znowu na kanapie, mąż już w żałobie, bo strata nie do
      odrobienia a ja znowu siku.
      W tym momencie mąż: a może ty nie na siku chodzisz tylko wody Ci się sączą?
      ja na to: Nieeee, to z emocji...
      23:00 w nocy zasypiamy, ja w podpasce bo popuszczam cały czas i z bólem
      kręgosłupa... Myślę sobie: No tak! Ciąża, wszystko może się zdarzyć! Krzyż tak
      boli, że wstaję i przenoszę się na kanapę, bo łóżko niewygodne. Po północy bóle
      nagle nabierają jakiejś regularności. Budzę męża, że to może to. Ten, że może
      jeszcze nie (jakby to on wiedział), ale wstaje i zabiera gadżety: kartka,
      długopis, zegarek ze stoperem i ogłasza, że będzie mierzył.
      Po godzinie pomiarów okazuje się, że skurcze są co ok. 7-8 min. Rano jedziemy na
      IP, a tam brak miejscsad Lekarz twierdzi, że to przepowiadające i każe wracać do
      domu.
      Mnie się zdaje, że rodzę, ale lekarz przecież wie!
      Skoro jednak nie rodzę, to trzeba wózek odebrać bo akurat przyjechał. Jedziemy
      do sklepu, czekamy i czekamy bo jakieś zamieszanie, a ja coraz bardziej się
      skręcam z bólu. Już prosto stać nie mogę. Wreszcie przy kasie, a tu znowu
      problem bo cena wychodzi inna. Zaczynają liczyć i sprawdzać a ja krzywię się
      coraz bardziej. Pani przy kasie (wolna jak nie wiem co): O! widzę, że Pani
      niezadowolona jakaś.
      więc jej wypaliłam: Pani zadowolona, ale Pani rodzi, więc proszę szybciej.
      Po odebraniu wózka wracamy na IP, tym razem przyjmują bo rozwarcie 6 cm. Na
      porodówce czekam na znieczulenie wieczność, a skurcze silne. Mąż przerażony
      siedzi w kącie i nic nie mówi. Położna widząc, że chłop blednie każe mu mierzyć
      skurcze. Ja z bólu tańczę już przy drabinkach i proszę go w końcu, żeby mi plecy
      pomasował bo nie wytrzymam i że ma zaczynać jak tylko mówię, że skurcz idzie.
      Syczę, bo mówić już się nie da: IDZIE!!!! Czekam na masaż, a tu nic i tylko
      słyszę pik, pik, pik... Patrze, a mąż najpier nastawia stoper w zegarku (bo
      przecież położna kazała mierzyć długość i odstępy, a że zegarek ma taki, że
      trzeba z milion razy nacisnąć te guziki, to czas mija. Jak do mnie podchodzi
      żeby masować, to mu już dziękuję za współpracę, i że sama się pomasuję.
      Uratowało nas przybycie lekarza i wreszcie dostałam znieczulenie, myślę sobie:
      No tak, to można rodzić, zero łupania w krzyżu i lekkie napinanie się brzucha.
      Sama przyjemność. Nawet żartować zaczęłam. Po drugiej dawce znieczulenia,
      rozwarcie na 9 cm i nie idzie dalej. Kolejnej nie chcą mi podać, bo "zaraz
      urodzę" tylko, że to "zaraz" jakoś nienadchodzi. W końcu skończyło się cesarkąsmile
      • zolzucha Re: poród na wesoło:))) 16.03.09, 23:38
        Super watek!!jeszcze chyba nigdy sie tak nie usmialam!!
        Ja tez cos dozuce:
        23.12.(ladnych pare lat temu gdy mialam przyjsc na swiat) moja mama po ciezkim
        dniu przygotowan do wigilii,ktora miala sie odbyc u mojej babci...wraca do domu
        zla na mojego ojca,ktory sie "zmeczyl"(probowal wino ze swoim
        bratem)smilenakrzyczala na niego i wygonila spac,sam zas polazila jeszcze po chacie
        i jakas taka niespokojna polozyla sie wkoncu do luzka.O godzinie 2 w nocy mamie
        odeszly wody wiec budzi ojczulka,ten popatrzyl na nia i poszedl spac dalej...Po
        paru minutach ocknol sie i zaczol w biegu sie udierac...zlapal za puszke z
        monetami do telefonu i wylecial z domu...A ze jeszcze dobrze nie otrzezwial
        potknol sie na schodach rozsypal monety,obudzil sasiadow i zlamal nogeuncertain dobrze
        ze sasiad wyszed zobaczyc co sie stalo,pomogl pozbierac sie tacie i zadzwonic na
        pogotowie...Mama w tym czasie zebrala rzeczy i schodzila pomalu na dol czekac na
        karetke...gdy przyjechala karetka to musieli i ojca zabrac z ta nogasmile
        Wtedy nie bylo im do smiechu ale teraz przy karzdej okazji opowiadaja to i sie
        smieja...smile
    • alfa1674 Re: poród na wesoło:))) 23.03.09, 00:18
      Środek nocy, sala porodowa, kolejne badanie położnej i rozwarcie na 8 cm. Położna po oznajmieniu mi tego faktu ściąga mnie z łóżka i karze stanąć przy drabince. Ni w cholerę nie mam na to ochoty, ale potulnie wstaję. Dziecko miało urodzić się duże, więc stwierdziła, że trzeba mu pomóc. Przy każdym skurczu mam (trzymając się drabinki) robić przysiad w rozkroku, pokazała jak… i wyszła. Myślę, sobie „ co to takiego, taki przysiad, dam radę, nie takie rzeczy się robiło”. Czuję skurcz, robię przysiad… i co czuję? Czuję jak dziecko ze mnie wychodzi a ja sama w sali porodowej, środek nocy, dyżurka położnych daleko, ale twardo trzymam się drabinki wisząc na niej i czując potworny skurcz party i główkę między nogami i zastanawiam się jak zawołać na położną… Siostro! A może halo? Nie…, chyba POMOCY w tej sytuacji będzie lepsze. Cholera… zapomniałam w tamtej chwili, że na filmach krzyczy się po prostu ROOODZĘĘĘ!!! I to był dla mnie problem w tym momencie, a nie główka, która za chwilę będzie na materacu (wiszę przecież nisko, dotykając prawie pośladkami materaca…wink. W końcu wołam SIOOOSTRO!!!! Zjawia się prawie natychmiast, nurkuje mi między nogami, prawie kładąc się na materacu „no wie Pani, z 8cm Pani rodzi! Widać główkę!”. Pusta sala momentalnie się zapełnia, każą mi nie przeć, ale przecież każda kobieta, która to przeżyła wie, że jest to po prostu niemożliwe. We trzy „rzucają” mnie na łóżko, jeden skurcz jest główka, drugi i mam syna na brzuchu. Położna w rękawiczkach o dwa numery za duże oznajmia mi, że nawet nie dałam jej szansy znalezienia swojego numeru. Okazało się, że dziecko prawie 5 kilowe, w takiej pozycji to prawie wypadło ze mnie i do dziś jestem wdzięczna położnej, że wtedy ściągnęła mnie z łóżka i kazała robić te akrobacje przy drabinkach...
      • tu_mama Re: poród na wesoło:))) 23.03.09, 09:52
        urodziłam, dziecię mi mierzą, ważą itp pod czujnym okiem tatusia, a
        lekarz zabiera się za szycie nacięcia. tego bałam się najbardziej,
        bo tu można okaleczyc na całe życie, więc.. mówie do niego żeby się
        postarał, żeby dało się z tym wyjść do ludzi smile on na to, że mógł
        wziąć miare z męża, ale w tej sytuacji zrobi jak dla siebie! smile)
        śmiałam się ja, lekarz i położna smile
        szycie było super, nie ma śladu ani róznicy w użytkowaniu wink
        • mumi7 Re: poród na wesoło:))) 26.03.09, 15:22
          Jadziem do góry z tym wątkiemwink
          • joan_3 Re: poród na wesoło:))) 02.04.09, 15:19
            przed porodem z chęcią czytałam Wasze wpisy. Pomogło mi to częściowo pozbyć się stresu, więc postanowiłam dodać też coś od siebie.

            Od 26 t.c. regularnie co 2 tyg. trafiałam do szpitala (bakteria E.coli i problemy z nerkami), więc moja torba była spakowana dużo wcześniej. Tym razem było podobnie. 33 t.c., znów temperaturka, więc bez emocji wstaję, budzę M, idę pod prysznic i jedziemy na IP. Jeszcze pomyślałam "ale ten Mały się rozpycha, pewnie mu moja gorączka przeszkadza" wink W szpitalu po badaniach odesłano mnie na porodówkę na "badania".

            Spędziłam tam ponad 24h. Kroplóweczka, skurcze się uspokoiły. Ok 3 nad ranem dzwonię do M "wody mi odeszły". Już po 4 był zwarty i gotowy w szpitalu z wyprasowanymi ciuszkami. Poród nie postępował. Odesłano mnie na patologię. Po 2 dniach znó skurcze i znów porodówka "znów badania jakieś mi będą robić" pomyślałam.

            Stwierdzono, że mam regulrne skurcze. Ja nic nie czułam (narazie) wink. Mój lekarz (z Kongo) jeszcze na sali przedporodowej powiedział że zaraz kończymy i mam dać znać, kiedy będę chciała kupę.
            Ja na to "ale ja już chcę kupę"
            lekarz "to na plecy i rób kupę"
            No i zrobiłam, na łóżko tongue_out
            Lekarz zdziwiony " to nie zrobili Ci lewatywy????"
            Pewnie wyleciało im z głowy hehe

            Zawieźli mnie na porodówkę, wskoczyłam na fotel i prę. Dr zaczął mi wkłądać palce i mnie naciągać, a ja go leję po rękach "gdzie z tymi łapami?!" Przyleciała jakaś stara baba i do mnie " eeeee UFO" ( bo nie współpracowałam)
            aja "tylko bez takich" i tak zaczęłam ręką machać, że mało jej palca w oko nie wsadziłam.
            Ona w szoku. Mówi do lekarzy "nogi do góry", sama skoczyła na brzuch, a synek wyskoczył jak pestka.

            Po wszystkim, mój lekarz mnie szyje
            ja "tylko nie zszyj całkowicie, jeszcze będę tego potrzebować"
            on " no problem, zrobię tak, żeby mąż był zadowolony"
            • sroka75 Re: poród na wesoło:))) 03.04.09, 13:34
              joan, to wcale nie było śmieszne (zresztą jak większość postów w tym
              wątku)...ale może się nie znam...
            • green_naranja Re: poród na wesoło?? 03.04.09, 13:47
              Okropnie brzmia twoje przezycia joan, nic smiesznego w tym nie
              znalazlam;/
              • joan_3 Re: poród na wesoło?? 03.04.09, 14:20
                Przecież ja nikogo nie zmuszam, żeby to czytał
                • green_naranja Re: poród na wesoło?? 03.04.09, 14:27
                  Glupi argument, niestety.
                  • joan_3 Re: poród na wesoło?? 03.04.09, 14:52
                    to nie był argument tylko stwierdzenie. Nie mam zamiaru nikomu tłumaczyć, dlaczego to napisałam. Albo się to komuś podoba albo nie.
                    • green_naranja Re: poród na wesoło?? 03.04.09, 15:09
                      Opisujesz cos, po czym na otrzymane komentarze reagujesz: "Nikogo
                      nie zmuszam do czytania".
                      Trudno taka reakcje nazwac inaczej...tym bardziej, ze jak sama
                      zauwazasz: "Albo sie komus podoba, albo nie". No mnie akurat srednio.
                      • joan_3 Re: poród na wesoło?? 03.04.09, 15:16
                        każdy ma prawo do własnego zdania
      • titta Re: poród na wesoło:))) 09.05.09, 22:29
        Od wiekow to wlasnie tak sie mniejwiecej tak dzieci rodzilo (i
        w "znormalnialych" warunkach rodzi). Do konca...bo wlasnie latwiej
        wychodza.
    • bluntcik Re: poród na wesoło:))) 03.04.09, 18:51
      ja miałam cc i pamiętam tylko, że jak już wyjęli mojego synka, szyli i bóg wie
      czym tam jeszcze się zajmowali to zapytałam lekarza "a duża ta dziura?" a on na
      to "a nie wiem, to już musi Pani męża zapytać..."
      • italiakami Re: poród na wesoło:))) 04.04.09, 19:03
        bluntcik napisała:

        > ja miałam cc i pamiętam tylko, że jak już wyjęli mojego synka, szyli i bóg wie
        > czym tam jeszcze się zajmowali to zapytałam lekarza "a duża ta dziura?" a on na
        > to "a nie wiem, to już musi Pani męża zapytać..."


        Ktora dziura bo jakos nie kapuje...
    • frau_des_charmes Re: poród na wesoło:))) 03.04.09, 22:04
      Kiedy mnie Pani dr szyla , zapytalam kiedy mozna uprawiac seks? na to Pani dr
      odpowiedziala i to z pelna powaga i piorunami w oczach " a poco przeciez
      dziecko juz jest!" do dzis nie wiem czy zartowala czy mowila powaznie, ona byla
      raczej z tych co to dawno milosci nie zaznali tongue_out
    • julia.777 Re: poród na wesoło:))) 08.04.09, 14:05
      Witam

      Bardzo zabawny porodsmile czytalam wlasnie Twoj wpis z moim narzeczonym
      i usmialam sie do lezsmile Fajnie, ze tak na wesolo to opisalas
      teraz moze porod wyda mi sie latwiejszy a ja sobie przypomne Twoj
      wpis to wywolam usmiech na twarzy i od razu lepiejwink
      Ja z moim narzeczonym spodziewamy sie naszej pierwszej istotkismile

      Pozdrawiam cieplutko
    • pl_cebo Re: poród na wesoło:))) 09.04.09, 12:00
      podbijam wątek bo tego wart jestsmile
    • italiakami Re: poród na wesoło:))) 10.04.09, 22:21
      ...i jedziemy do gory,co sie nie daj Boze zagubi gdzies....smile
      • ice_t Re: poród na wesoło:))) 20.04.09, 17:10
        co tu tak cicho smile)
        • attka Re: poród na wesoło:))) 04.05.09, 13:40
          moja teściowa mi ostatnio opowiadała jak jej się skurcze w nocy zaczęły. Budzi
          więc męża, że rodzi i że trzeba jechać do szpitala. A ten jej na to mówi
          zaspanym głosem: "a nie możesz poczekać do rana?" wink
          • chelbionetka Re: poród na wesoło:))) 05.05.09, 21:30
            Ja jeszcze nie urodzilam, ale opowiem historie jak ostatnio przyszlam na KTG do
            szpitala. Siedze na korytarzu, czekam przestraszona na swoja kolej, obok mąż tez
            lekko zestresowany.
            Nagle na horyzoncie szpitalnego korytarza pojawia sie ksiadz z hostia w reku.
            Moj maz pochodzi z bardzo religijnej rodziny, na widok hostii bęc na kolana. Ja
            zdezorientowana, co sie dzieje - patrze na meza i tez bęc na kolana. On wstal, a
            ja z trudem sie gramole, niemal przewracajac na siebie lawke, na ktorej chcialam
            sie wesprzec.
            Ksiadz az przystanal i pyta, co sie dzieje (chyba chodzilo mu, dlaczego jestem w
            szpitalu, ale moze tez o to dlaczego nie wstaje z kleczek?). No to mu mowie, ze
            ja tylko na badanie.
            Ksiadz pyta czy jestem wyspowiadana, gotowa, zeby przyjac komunie swieta. Ja
            zdebialam, bo skojarzylo mi sie z ostatnim namaszczeniem i odpowiadam ksiedzu:
            "ale ja sie dobrze czuje". On na to: "a to nie zaszkodzi".
            • fka_kp Re: poród na wesoło:))) 06.07.10, 15:21
              Jestem jeszcze w dwupaku, 36 tc więc dzisiaj tylko krótki dialog z badania usg.

              Leżę w pokoju do badań usg za parawanikiem, czekamy z lekarzem na mojego męża
              parkującego pod szpitalem.

              Po kilku minutach wpada mąż wysapując: "Jestem Jan Kowalski, mąż Anny Kowalskiej".

              Lekarz w odpowiedzi: "Pan się chwali, czy skarży ?"


              Pozdrawiam wszystkie mamy czekające na rychłe rozwiązanie.
              Genialny wątek !
    • inez-sis Re: poród na wesoło:))) 05.05.09, 19:23
      Pękam ze śmiechu!!!
      Szczególnie te pierwsze 150 postów są the best
      Mój mąż stwierdził, że dawno nie widział mnie w takim świetnym humorze.
      Jak mu kilka opowiastek przeczytałam to przestał się dziwićsmile
      Pozdrawiam
      Anka 38+0
    • iluzyt ech... 08.05.09, 12:48
      wiecie co.. czytalam sobie te śmieszne historyjki i zastanawiam sie co
      w tym smiesznego jest? oxy?? cięcie, szyci krocza?? przeciez to
      masakra, czemu dajecie sobie to robic ... jakos ten wątek w ogole mnie
      na duchu nie podniosl.. utwierdzil jedynie w decyzji ze jednak warto
      trzymac sie z dala od sal porodowych.
      • green_naranja Re: ech... 08.05.09, 13:13
        iluzyt,mnie tez nie smiesza...wszystkie te opisane porody kojarza mi sie z
        jakimis przezyciami w krajach Trzeciego Swiata, gdzie rubaszni lekarze komentuja
        krocze rodzacych, gdzie kazdy przechodzacy moze zajrzec kobiecie z wywalonymi na
        wierzch genitaliami w owe genitalia, gdzie wszystko odbywa sie niejako
        publicznie i jakos tak bez godnosci,poza tym fakt-te opisy ciecia, szycia, ech,
        dramat.
        • iluzyt Re: ech... 08.05.09, 13:39
          zielona pomaranczko smile ja sie z Tobą zgadzam i cieszy mnie że ktos
          mysli podobnie.. kiedys myslalam ze tylko zaplacone cc jest dla mnie
          rozwiązaniem (bo panicznie balam sie wlasnie wlasnie takich
          "smiesznych" porodow w szpitalu)ale jakis czas temu wczytalam sie w
          forum o porodach domowych i to kompletnie przewrocilo moj sposob
          myslenia. tu jest link, jesli masz ochote zajrzec:

          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=45447

          green_naranja napisała:

          > iluzyt,mnie tez nie smiesza...wszystkie te opisane porody kojarza
          mi sie z
          > jakimis przezyciami w krajach Trzeciego Swiata, gdzie rubaszni
          lekarze komentuj
          > a
          > krocze rodzacych, gdzie kazdy przechodzacy moze zajrzec kobiecie z
          wywalonymi n
          > a
          > wierzch genitaliami w owe genitalia, gdzie wszystko odbywa sie
          niejako
          > publicznie i jakos tak bez godnosci,poza tym fakt-te opisy ciecia,
          szycia, ech,
          > dramat.

          • green_naranja Re: ech... 08.05.09, 13:49
            iluzyt, ja nie bede rodzic w Polsce, wiec wiem, ze omina mnie te wszystkie
            "atrakcje" typowego przedmiotowego porodu polskiego, z tymi strasznymi
            lekarzami, poloznymi, atmosfera, medykalizacja, stresem,jakimis fotelami
            porodowymi (???), lezeniem plackiem, itp.

            Wspolczuje szczerze tym wszystkim kobietom, ktore opisuja tu swoje porody, ktore
            wlasnie w ten sposob sie odbywaja, dreszcz wstretu przechodzi mnie na sama mysl,
            ze mialabym byc poddana takim samym "rutynowym" zabiegom i traktowaniu.#
            Gdybym byla w Polsce, na pewno nie zalowalabym (nawet za cene zapozyczenia sie)
            ciezkich pieniedzy na porod w takich warunkach, jakie w innych krajach
            europejskich sa standardem.
            Ale na szczescie nie jestem...

            A co do porodu domowego...sama idea brzmi swietnie i w ogole chyba jest
            kwintesencja DOBREGO przyjscia na swiat nowego czlowieka...tyle ze balabym sie,
            iz w razie komplikacji moze cos pojsc nie tak-i nie bedzie za sciana
            odpowiedniego sprzetu czy personelu mogacego natychmiast uratowac...przeciez
            roznie sie zdarza? No nie wiem, z tych wzgledow balabym, sie-moze niepotrzebnie?
            • iluzyt Re: ech... 08.05.09, 13:55
              No mi tez nie grozi poród w Polsce smile ja mysle o tym by sprobowac w
              domu,, albo udac sie do pobliskiego birth center, jesli akurat tu nam
              przyjdzie rodzić dzieci. Ale jakos zauwazylam ze w polsce byc moze i
              swietna opieka medyczna ale jednak przedmiotowe podejscie do pacjenta
              (jak sama napisalas). A ciąża to nie choroba, prawda.. nieraz chyba
              dobre slowo i zrozumienie wiecej pomoze, niz 3 kable podpięte do
              brzucha. W kazdym razie życzę Wam świetnego zdrowego porodu w dobrej
              atmosferze.
              • kiniox Re: ech... 16.05.09, 12:57
                Nie rodziłam w Polsce. Warunki w szpitalu i obsługa były koncertowe. Poród
                przebiegał klasycznie, jak sądzę. Tylko w ostatniej chwili okazało się, że synek
                ugrzązł w kanale, trzeba go wyciągnąć próżniociągiem, jest trzy razy owinięty
                pępowiną, w tym raz wokół szyjki. Jeśli uśmiecha Ci się ryzykować taki
                nieprzewidziany scenariusz w domu, to powodzenia. Co do walki o własną godność w
                trakcie bóli porodowych, to również powodzenia. O moją walczyły położne i mąż,
                bo ja (pomimo wrodzonej wysokiej potrzeby intymności) byłam m.in. gotowa przejść
                z gołą dupą z wanny na porodówkę i nie przeszkadzałoby mi nawet czterdziestu
                rozbójników w charakterze widowni. Łatwo jest teoretyzować na zimno. Też tak
                miałam.
                • green_naranja Re: ech... 03.06.09, 14:08
                  kiniox...inaczej chyba wyglada paradowanie z gola dupa przy jednej poloznej (i w
                  razie problemow, przy lekarzach ratujacych, no ale wtedy raczej sie nie paraduje
                  tylko potulnie lezy i modli), niz wystawianie tejze dupy do stada lekarzy,
                  studentow, pan sprzatajacych, odwiedzajacych mezusiow itp.

                  "Teoretyzowanie na zimno " widzialam na wlasne oczy i wiem, o czym mowie.
                  Oczywiscie nie moge przewidziec, jak przebiegnie moj porod, ale jestem pewna
                  teraz, "na zimno", ze przynajmniej zacznie sie godnie. Czyli inaczej, niz w
                  przewazajacej wiekszosci opisywanych tu przypadkow.
                  • kiniox Re: ech... 03.06.09, 17:27
                    Zupełnie serio - WTEDY było mi wszystko jedno, czy to jedna położna, czy pułk
                    ułanów. Natomiast "na zimno" walczę o godność do ostatniej kropli krwi wink
                    Zgadzam się w zupełności, że wszystko POWINNO przebiegać godnie. Nie tylko na
                    początku, ale też w środku i na końcu. Czego Ci szczerze życzę. Po prostu w moim
                    przypadku, gdyby tak nie było (ale na szczęście było), nie miałabym siły walczyć.
                    Większość historyjek tutaj jest w moim odczuciu raczej rubaszna, niż całkowicie
                    niesmaczna, ale każdy ma próg wrażliwości w innym miejscu. Owszem, niektóre
                    historie podniosły mi włosy na głowie (np. ta o mężu, który NIE poszedł po
                    znieczulenie), ale takich była jednak mniejszość. Wydaje mi się jednak, że
                    lepiej się ze swojego porodu śmiać, niż traktować go tak całkiem serio lub, co
                    gorsza, wspominać z rozpaczą czy wstydem. Śmiech pomaga rozładować napięcie i
                    znosić ból.
                    Powodzenia w Godzinie Zero życzę smile
      • niunia8982.2 Re: ech... 08.05.09, 13:14
        Ja też się zarzekałam,że nie dam się naciąć,ale po 13h porodzie i 3,5h parciu
        sama poprosiłam o nacięcie-nic nie bolało,szycie również,bo ze znieczuleniem.
        Krocze zagoiło się bardzo szybko i ładnie dzisiaj już prawie 5 m-cy po porodzie
        a ja nie mam ani śladu z nacięcia-tylko delikatnie czuć malutkie zgrubienie pod
        palcami.
        Tak więc nie taki diabeł straszny....
        Czasami nacięcie może uratować życie dziecku.
        Podczas porodu nie myśli się o własnym bólu i o sobie lecz o dziecku,żeby
        szczęśliwie przyszło na świat wink
        Pozdrawiam

        Nasze szczęście Brajanek 19.12.08r smile 3750g i 57cm szczęścia smile
        • iluzyt Re: ech... 08.05.09, 13:35
          ja nie zaprzeczam, że są różne sytuacje, nie rodzilam jeszcze więc
          wiecie o wiele wiecej ode mnie.. nie chodzi mi tez konkretnie o samo
          nacięcie, ale o tę zgodę kobiet na wszystkie szpitalne manipulacje,
          nieraz chyba niepotrzebnie bolesne i stresujące - rowniez dla
          dziecka. Ja zrobie wszystko by "nie wskoczyc na fotel porodowy" -
          czemu mam przeć pod górke? nie chce by ktokolwiek wyciskal moje
          dziecko z brzucha. Nie chce tysiąca kabli i rurek owijających się
          dokola mnie i mojego brzucha, jesli nie ma zagrozenia. Nie rozumiem
          jak mozna sobie z tego zartowac. Ze stresu w jakim narodzilo się
          malutkie dziecko. Tyle kobiet doskonale radzi sobie w domach
          narodzin (nie wiem czy w polsce sie jakiekolwiek ostal) albo wlasnie
          w domu - i to przezycie staje sie dla nich czyms na pewno bardziej
          inymnym i pieknym. Smutne, że tyle kobiet nie wie po prostu że mozna
          inaczej,,że mozna jakos tak,, delikatniej.. że nawet w szpitalu
          chyba mozna wywalczyc sobie lepszy poród (mam taką tylko nadzieję,
          nie wiem jak to jest w polskich szpitalach). No nic, koncze, jeszcze
          nie rodzilam wiec pewnie prawa glosu nie mam smile ale wole sobie swoj
          porod przygotowac zawczasu smile))howgh i powodzenia dla wszystkich
          przyszlych mam smile)
      • whitney85 Re: ech... 25.10.10, 15:52
        Mam dokładnie takie same spostrzeżenia. Nic nie tu nie smieszy. Czytam i z każdym kolejnym wątkiem jestem coraz bardziej przerażoa porodem.
        Co jest śmiesznego w olewczej postawie mężów, którzy albo chcą dalej spać kiedy żona zaczyna rodzić albo muszą jeszcze mecz obejrzeć???
        Co jest śmiesznego w tym, że w czasie porodu w krocze rodzącej, bez pytania i ustalania, zagląda tłum studntów albo wchodzi ktoś niezbędny w tym momencie, jak sprzątaczka?
        Albo co jest zabawnego w tym, że lekarz zaszywając krocze żartuje, że to dla męża się stara bądź, że jeśli zaczyje źle to mąż znajdzie jeszcze sobie jakąś inną?
        Zupełnie nie rozumiem dlaczego zabawna ma być sytuacja, kiedy podczas wietrzenia krocza po porodzie wchodzą nieupoważnione osoby bez pukania, jak ksiądz czy konserwator, i tak sobie pozagląda?
        Albo że rodząca biegnie korytarzem bez koszuli, już nie tylko z gołą d..ą ale i z cyckami na wierzchu?
        Dziewczyny, gdzieś godność się po drodze zapodziała?
    • rhita Re: poród na wesoło:))) 08.05.09, 15:02
      Heh no to ja.
      Pojechałam do szpitala nieco za szybko. Położyli mnie na
      przedporodową, ale nic się nie działo, więc gin wysłała mnie na
      oddział patologii ciąży, żebym wrzasków nie słuchała i się za mocno
      nie spłoszyła. No, potem ja za to spłoszyłam wszystkie laski z sali,
      jak mi się skurcze zaczęły a nikt nie wierzył. Jakoś tak mi się
      ciągle chciało czekolady, ale takiej do picia i tak sobie myslałam,
      że muszę mieć dużo siły, no to wpadłam na genialny pomysł: zejdę na
      dół, bo nic się za bardzo jeszcze nie dzieje i sobie kupię
      zautomatu. No to wzięłam kasę i poszłam. Trochę musiałam przystawać
      na pięterkach ale zlazłam z drugiego jako tako i myk pod automat. A
      tam mi kasy zabrakło. Musiałam iść spowrotem na górę, ale nie
      odpuściłam i zeszłam jeszcze raz. Kupiłam tą czekoladę, wejść już
      było jakby ciężej, ale nie zwracałam na to specjalnej uwagi tylko
      trenowałam oddechy. Czekoladę wypiłam i wzięli mnie na ktg. Na ktg
      kazali leżeć, a leżeć już nie mogłam. Położna do mnie: jak skurcze?
      Ja: no strasznie mocne. Ona,że żadne straszne, bo nic na aparacie
      nie widać. I poszła. Jak wróciła, to już siedziałam i
      zapowiedziałam, że leżeć nie będę, bo nie mogę. Akurat skurcz
      przyszedł. Wtedy ona wielkie oczy zrobiła i wysłała mnie pod
      prysznic, a sama poleciała po ginę. Jak wyszła spod prysznica to
      mnie pytają, co ile skurcze. A ja na to że nie wiem co ile, niech
      się odczepią, bo cały czas są i tyle. Jak mnie zabrali na badanie,
      to się okazało, że poród w toku i gina nie zdążyła fartucha założyć
      hehe. A miała białą spódnicę i potem łaziła między położnymi, bo od
      kogoś ciuchy musiała pożyczyć na powrót do domu. No a w domku mama
      powiedziała, że chodzenie po schodach przyspiesza poród smile I mnie
      gorąca czekolada załatwiła przyspieszenie. Potem mówili, że to ta,
      co z ulicy przyszła, bo nie było mnie na porodówce nawet za długo.
      Przyszłam i urodziłam smile
    • nauczycielka98 Re: poród na wesoło:))) 09.05.09, 21:19
      Było tydzień po terminie; leżałam na patologii po nieudanej prowokacji; zła,
      nakupowałam gazet i w nosie mialam chodzenie po schodach. Po południu coś mnie
      łupło, po chwili znowu, ale nie było to zbytnio dokuczliwe. Na wieczornym
      obchodzie chłopek roztropek stwierdził: no to czekamy na skurcze, regularne! Coś
      tam niby czułam, ale regularne to nie było, to i się nie chwaliłam. O 22
      pielęgniarka zmierzyła mi ciśnienie, jakoś dziwnie się uśmiechnęła i wybiegła.
      Przyszła oddziałowa z lekiem (było 180/130), a ja, że niby coś czuję. Podłączyła
      mnie do ktg i pyta, czy coś czuję. Ja, że chyba skurcz (to mój drugi poród, ale
      pierwszy był po kroplówkach, wszystko działo się poza mną), ona, że maszyna nie
      wykazuje. Uwierzyłam, że maszyna mądrzejsza ode mnie, a to, co czuję to pewnie
      czkawka. Następny skurcz i maszyna znowu nie wykazuje. Ale położna czujna była i
      postanowiła mnie zbadać. W życiu tak szybko nie schodziłam z fotela
      ginekologicznego! 6cm, po paru minutach na sali porodowej 8 cm, a potem już
      szybko pojawiła się Małgosia. Gdybym była w domu, poród wyglądałby jak w
      amerykańskim filmie, na pewno nie dojechałabym do szpitala. Takich Wam wszystkim
      życzę (oczywiście bez tego ostatniego scenariusza).
      • chelbionetka Re: poród na wesoło:))) 14.05.09, 21:51
        hej, ja juz po!! synus ma tydzien smile

        bylam juz 3 dni po terminie i stracilam nadizeje, ze kiedykolwiek urodze, w
        dzien porodu pojechalam zrobic sobie jeszcze badanie na obecnosc paciorkowca
        (wymaz z pochwy) - wiedzialam, ze na wynik czeka sie tydzien, ale zrezygnowana
        czulam, ze to potrwa jeszcze 2 tyg zanim urodze.

        Na recepcji w centrum medycznym recepcjonistka pyta mnie czy ten wymaz w
        kierunku paciorkowca to ma byc z pochwy czy z macicy !!!

        Natomiast na sali porodowej juz, jakas studentka poloznictwa wypelnia ze mna
        jakies dokumenty - pyta o zawod męża. Ja mowie: spedytor, ona: ekspedytor?

        OMG

        Przy skurczach partych charczalam z wysilku, na co moja polozna mowi: nie charcz
        tak, bo jutro nie bedziesz mogla mowic. Wiec poslusznie usluchalam i wyparlam
        dzieciatko w milczeniu smile
    • jabw Re: poród na wesoło:))) 16.05.09, 00:47
      Przy moim osobistym porodzie nic śmiesznego się nie wydarzyło (nic
      dramatycznego na szczęście też nie).
      Opowiem jednak , jak asystowałam do cc w trakcie studiów medycznych.
      Po jednej stronie pacjentki operator, po drugiej pierwsza asytsta i
      ja jako druga asysta. Za mną stoi położna z wyciągniętymi rękami
      przykrytymi prześcieradłem i czeka na podanie dziecka.
      Zaczynam się czuć jakoś dziwnie, po plecach spływa zimny pot, duszno
      mi, ale stoję twardo. Już widać macicę. Nagle operator krzyczy do
      położnej: niech pani trzyma dziewczynę!
      Położna rozgląda się zbita z tropu, gdzie to dziecko, toż jeszcze
      macica nie rozcięta. A to ja leciałam na podłogę...
      Oczywiście doskonale sobie poradzili dalej beze mnie. wink
      • italiakami 10 maj 2009 16.05.09, 10:24
        Moj pierwszy porod juz opisalam,wlasnie jestem po drugim ale ten juz taki
        smieszny i rozowy nie byl.Do tych smieszniejszych moge zaliczyc dwie scenki.
        Gdy juz prawie glowka byla na wierzchu ja syczac i wijac sie uslyszalam jeden
        wielki huk.Z tego co zauwazylam caly stol z przyborami przewrocil sie,widzialam
        tylko pelno ludzi biegajacych krzyczacych...a ja z mojej corki glowka na
        wierzchu...( a juz wloski widzialam wink)
        Po znieczuleniu niestety mialam lekki nedowlad palcow prawej reki i nie moglam
        utrzymac poreczy,podobno chaotycznie szukalam czegos do pomocy...no i
        znalazlam...biodro,reka,udo...jakiejs pielegniarki stojacej przy mnie,z tego co
        mezus mowi ona tez sie wila z boluwink
        • osiemrazy masakra 16.05.09, 13:20
          wcale mnie nie śmieszą te posty, na prawdę nie wiem z czego się tu śmiać z
          głupich komentarzy lekarzy przy szyciu krocza albo że mąż nie chce dać kasy na
          znieczulenie żałosne po prostu żenada
          • italiakami Re: masakra 16.05.09, 19:21
            To po cholere czytasz..
            • osiemrazy Re: masakra 16.05.09, 20:13
              bo mam do tego prawo, po za tym mogę wyrażać swoje zdanie nikt mi tego nie
              zabroni, jak ci sie nie podoba to nie czytaj
              • pandora81 Re: masakra 18.05.09, 12:50
                Mi ten temat poprawia nastrój smile JEstem po jednym okropnym porodzie i przed
                drugim. Czytam to i pękam ze śmiechu. Przeżyjemy smileDzięki za temat, bardzo mi pomaga
                • nives1 przy szyciu 18.05.09, 19:16
                  poród 20 h na bólach krzyzowych.... nie ma co opowiadać

                  Mocno mnie ponacinano wiec zaraz po porodzie lekarz podał mi jakieś boskie przeciwbólowe i przystąpił do cerowania:
                  ja- tylko proszę ładnie pozszywać
                  dr- jeśli tylko Pani chce za drobna opłata moze być Pani znów dziewicą wink
                • balsamina-niecierpek Ee tam, zaraz masakra 23.05.09, 08:03
                  A o wisielczym humorze słyszałyście? smile

                  U mnie nie działo się nic szczególnie zabawnego, wszystko norma i
                  spokojnie. Może tylko na sali operacyjnej... (rodziłam przez cc).
                  Już mnie rozcięli, już usłyszałam krzyk malutkiej, zaraz mi ją
                  podadzą, anestezjolog już szykuje chustkę do ocierania mi łez
                  wzruszenia, a ja mówię:
                  - Panie doktorze, proszę zobaczyć, czy nam Marysia nie wywinęła
                  numeru i nie okazała się Jasiem!

                • elzbar Re: masakra 01.11.10, 23:37
                  mi też pomaga, a przeszkadzają mi właśnie takie syczące krytyki tego forum. Może założycie sobie swoje i tam opiszecie wszystkie frustracje.
                  • do.trzech.razy.sztuka Re: masakra 10.08.11, 11:48
                    Zgadzam się z Tobą w 100%
            • izzzkaaa podbijam wątek 17.06.09, 21:58
          • sroka75 Re: masakra 19.05.09, 10:50
            Masz rację osiemrazy ja też jakiś czas temu zajrzałam na ten wątek z ciekawości
            i się załamałam... co w większości postów jest śmiesznego? kretyńskie gadki
            przy szyciu krocza, paradę studentów między ich nogami (bez pytania o zgodę
            rzecz jasna), wrzaski położnych i parę innych "kwiatków" po których się słabo
            robi. Chyba są pisane tak żeby sobie "po prostu popisać" - z tych kilkuset może
            kilka jest naprawdę wesołych. Na szczęście znalazło się parę postów z których
            wynika, że nie jestem osamotniona w swoich spostrzeżeniach...i nie każdego
            bawi..."masakra" wink
            • osiemrazy Re: masakra 19.05.09, 12:47
              sroka75 cieszę się że znalazłam bratnią duszę chyba my po prostu mamy inne
              podejście do porodu i wszystkiego co jest z nim związane, no ale cóż nikogo nie
              oceniam (po prostu się trochę dziwie) kazdy ma prawo przeżywać wszystko na
              swoj sposób,wszystkim ciężarówkom spokojnej ciąży i lekkich porodów
          • laila_kz Re: masakra 14.05.10, 23:33
            moje drogie panie, te którym nie podoba się wątek, skoro dotarłyście
            aż do tych ostatnich postów, to chyba macie sklonności do
            samoudręczenia. Ja przeczytałam wszystkie posty, ale ja to czytałam
            z przyjemnością, niektore są mniej smieszne, inne bardziej, ale
            generalnie rozumiem ideę wątku
            pozdrawiam wszystkie mamy i przyszłe mamy
            zwłaszcza te, które umieją się cieszyć i śmiać nawet z trudnych
            przeżyć
    • jabw Re: poród na wesoło:))) 23.05.09, 08:13
      up, up

      Mnie w tym wątku pozytywnie zaskakuje, jak dużo porodów przebiega
      szybko i stosunkowo mało boleśnie.
      Biorąc pod uwagę, że w mojej wyobraźni był to ból nie do zniesienia,
      który nie trwa krócej niż 12 godzin, ten wątek jest bardzo
      pocieszający. Proszę o więcej.
      A poczucie humoru to sprawa subiektywna. Mnie większość postów
      śmieszy.
      • tomelanka Re: poród na wesoło:))) 23.05.09, 09:20
        i z fajnego watku zaraz zrobi sie pyskowka, bo zawsze cos komus nie pasi uncertain
        • ice_t Re: poród na wesoło:))) 23.05.09, 11:23
          dokładnie, częśc tych postów poprostu opowiada o zwyczajnie
          przebiegajacym porodzie ale niektóre wpadki tatusiów albo teksty
          rodzacych mam sa naprawdę śmieszne. Mnie niektóre rozbawiły do łez a
          przeczytalam watek od deski do deski
          • tomelanka Re: poród na wesoło:))) 23.05.09, 11:34
            ja tez no niestety ale tak porod wyglada, a Ci którym nie pasi niech sie nie
            odzywaja nie na temat smile
            • iluzyt Re: poród na wesoło:))) 23.05.09, 11:55
              ja mam wielką nadzieje że moj bedzie wyglądal inaczej.
              • victoria9 Re: poród na wesoło:))) 30.09.09, 16:59
                tak, ty bedziesz rodzila w domu na skorzanej sofie, ubrana w gucci
                min i skiletos to tego. oczywiscie noda na noge a nie w rozkroku jak
                inne"normalne" kobiety. Mam nadzieje ze nie bedziesz potrzebowala
                pomocy lekarskiej a dziecko sie samo urodzi bez twojej pomocy. jesli
                ci sie ten watek nie podoba to nie musisz tego czytac i denerwowac
                innych kobiet w ciazy, bo twoje posty sa niesamowicie idiotyczne
            • iluzyt Re: poród na wesoło:))) 23.05.09, 12:11
              a dowcipy o nacinaniu krocza, komentarzach lekarzy, i tak dalej,
              utwierdzają tylko kobiety w przekonaniu ze to normalne smile

              • ice_t Re: poród na wesoło:))) 24.05.09, 11:57
                wiesz nacinanie krocza nie zawsze jest potrzebne i pewnie każda z
                nas wie takie rzeczy a komentarze lekarzy zazwyczaj też są zbędne,
                choc czasem jeden głupi tekst potrafi rozładowac całe napiecie smilez
                drugiej strony czytamy takie rzeczy i mamy swiadomośc tego że różne
                rzeczy mogą sie nam przytrafić smile
                ja lubie czytać ten watek tak poprostu smile
              • mumi7 Re:Iluzyt, green-naraja i inne 26.06.09, 11:59
                Kochane, każdemu wolno czytac i komentować. Niektóre dziewczyny
                podchodza z humorem do tego, co sie zdarzyło, bo tylko śmiechem
                mogły rozładować jakąs nieciekawą sytuację. I to im, a także innym,
                pomaga, bo śmiech ma naprawdę leczniczy wymiar. Zaś Wy, co nie
                potraficie się śmiać, jak widac z niczego, trzymajcie nadal w
                tyłkach swoje korki. Skoro tak Wam pasuje... tylko litość bierze, bo
                iść przez życie z grobowym wyrazem twarzy i godnym podejściem do
                siebie to tragedia. Więc życzę dystansu do siebie i innych.

                A co do tego, by w ramach tego wątku inne kobiety miały sie
                przyzwyczając do tego, że oxy, szycie, studenci etc to norma, to
                obawiam sie, droga iluzyt, że, delikatnie mówiąc, wcyiągasz zbyt
                daleko idące wnioski (co by nie rzecz, że piep....farmazonywink.
                Naprqawdę, humoer w każdym momencie życia to jest to!
    • aszkerson Re: poród na wesoło:))) 03.06.09, 09:37
      Podczas parcia położna szybko chwyciła za maszynkę do golenia i kilkoma ruchami ogoliła mi krocze. Ja do niej mówię, taka ledwo przytomna: e, spokojnie!
      Na co ona: spokojnie, nie zatnę Cię!
      Ja zdziwiona, w miarę możliwości, odpowiadam: Tu nie o mnie chodzi, tylko o tą bujną czuprynę, o której mi Pani mówiła!
      Położna w śmiech wink
      I oczywiście, że mała cały tatuś! Ja z fotela porodowego podczas szycia, na pytanie, co ma po mamie, odkrzyknęłam, że cipkę wink
      Udanych porodów życzę.

      https://www.suwaczek.pl/cache/8edf2be6f7.png
      • justak80 Re: poród na wesoło:))) 25.06.09, 16:14
        up
        • strongmenka Re: poród na wesoło:))) 10.07.09, 17:32
          99% historii tutaj mnie podbudowało!Jak wiekszość(tak myslę) kobiet podchodziłam
          z dużym lekiem do 1 porodu, co tu duzo gadać, pzreraźliwie sie bałam smile Zaczełam
          czytać wasze posty, śmiałam sie łez i miedzy innymi to mnie bardzo pozytywnie
          nastawiło do najpiekniejszego przezycia w moim zyciu! Dziękuję! Tak na
          marginesie: bolało jak diabli, ale POCZUCIE HUMORU naprawdę ratuje tyłek w
          takiej sytuacji!smile Pozdrawiam!
        • anutka8383 Re: poród na wesoło:))) 24.07.09, 11:19
          Mój poród wspominam bardzo pozytywnie mimo tego ze pozbyłam sie
          ciuchów i nikt nie wie gdzie sąsmile))Tzn. Gdy weszłam do pokoju
          przedporodowego wiadomo przebrałam sie w koszulę( kompletnie nie
          pamietam- chyba z wrazenia- gdzie powiesiłam rzeczy. Po porodzie
          położna kazala aby mąż pozbierał wszystkie moje rzeczy i przeniósł
          do sali poporodowej. Mąż twierdzi ze wział wszystko a jednak nie ma
          moich ciuchów(wszystkich w których przyjechałam). Pytałam położnych
          nic tez nie znaleziono.poprostu całe emocje stres radośc otłumiły
          nas kompletnie!!!AAA no i oczywiście nie wiaomo dlaczego mąż
          spakował moje papucie do torby do laptopa i wziął do domusmile
    • wrzesniowamama Re: poród na wesoło:))) 15.07.09, 09:30
      Super wątek!!
      Piszcie dziewczyny, świetna sprawa na poprawę humoru. Aż chce się rodzić. Mam
      nadzieje że we wrześniu też coś dopisze smile
    • lucyna_83 Re: poród na wesoło:))) 17.07.09, 20:53
      Mój poród był MASAKRĄ, ale po wszystkim kiedy lekarz mnie szył zauważyłam że
      salowa zabiera moje tobołki- myślę sobie OK nie muszę ich dźwigać, ale ona też
      zabiera moje kapcie, to mówię do niej że ma mi je zostawić bo nie chcę iść na
      boso!.... Na to salowa że zawiozą mnie na łóżku prosto na salę.. No jasne,
      przecież to wiedziałam, skąd mi się wzięło to zaćmienie umysłu to nie wiem, ale
      głupio mi się zrobiło, he he.
    • elcondor Re: poród na wesoło:))) 25.07.09, 00:18
      Z mojej poprzedniej ciąży, właściwie powinien opisać to mój M: 34 tydzień, środek nocy. Ze snu wyrywa go brutalny cios w klatę i mój krzyk - SKURCZ!!! M zrywa się zlany zimnym potem, wzrok błędny, a ja wyjaśniam - ...prawej łydki....
      Teraz jestem w 39 tygodniu. Jak się zacznie to będzie mi łydki masował, hehe
      • ciociacesia pamiettam te skurcze 26.07.09, 08:21
        budziłam sie z krzykiem, albo płakałam tak ze maz obrazony smiertelnie po naszej
        1001 kłótni z fajerwerkami przybiegał masować
        pamietam ze krzyczałam na połozna kiedy wyszła głowka a ona sprawdzała czy wokół
        szyi nie ma pepowiny (tak mysle ze to robiła), krzyczałam zeby przestała, a ona
        ze musi to zrobic, a ja ze wiem i zeby mnie nie słuchała bo tak sobie tylko
        głupoty gadam
        a potem kiedy podała mi Ninke zaplatałam sie w pepowine i kabelek od kroplówki -
        rodziłam na czworaka, podała mi ja jakos miedzy nogami, a potem wpadła na to
        zebym sie jednak na plecach połozyła, a dziecko mi na brzuch
        i pamietam jak dygotały mi nogi za kazdym razem kiedy kładłam sie czy siadałam
        na łozku porodowym. dygotałam cała i w zaden sposób nie mogłam tego powstrzymac
        - troche pomagało jak maz mnie za kolana mmocno trzymał
        i cały dzien leciała eska rock. pod wieczór znalismy ich repertuar na pamiec.
        chyba ze 4 razy leciał ozzy osbourne
        • basiulek1985 a u mnie bylo tak... 30.07.09, 12:22
          ... lezalam w szpitalu dwa dni przed porodem, ogolnie to mialam porod wywolywany
          wszystkim co sie da i jeszcze jedna dziewczyna, wiec rano dostalysmy kroplowe i
          chodzimy po korytarzu i nic o 16stej tamta dziewczyna dostala krwawienia
          (odkleilo sie jej lozysko) wiec miala cesarke, jak ja golili to ja lezalam obok
          na ktg, tak sie zdenerwowalam ta jej cesarka i czy z dzidziusiem bedzie ok ze
          dostalam skurczy, przyszedl moj gin i powiedzial nie czekamy dluzej przebil mi
          pecherz i jazda, oczywiscie byl ze mna moj m no i ja mam skurcze co 1-2min a my
          sie smiejemy moja znajoma polozna mowi do mnieale jestes wyluzowana i chodziy
          sobie dalej, jak juz skurcze zrobily sie takie fest to zachcialo mi sie
          wymiotowac, ja w szoku m tez, a polozna wyluzowana "to bardzo dobry objaw" wiec
          se haftowalam choc nie mialam czym (efekt po tabletce na rozwieranie szyjki),
          przyszedl gin i powiedzial ze do 21ej urodze na to ja do m "jak nie urzodze do
          21ej to drugiego bobaska adoptujemy a jak urodze to robimy" cala porodowka w smiech,
          juz leze na fotelu kaza mi przec, no dobra to pre widac juz glowke, polozna
          krzyczy ma czarne wlosy, m na to zawsze chcialas zeby miala czarne wlosy, wyszla
          blondyna tak biale wlosy nie wiem gdzie tam widzieli czarne na to gin i gdzie te
          czarne wlosy a moze jest tam ktos jeszcze...
          gin zabiera sie do szycia pomijajac fakt ze zasypialam to nie za duzo myslac
          mowie do niego zeby mnie ladnie zszyl bo jestem krawcowa z zawodu i sprawdze a
          on na to chcesz to ci dam lusterko i sama sie zszyjesz...
          i taki fajny tekst mojej kolezanki jak juz wrocilismy do domu i tak jeszcze nie
          dawalismy sobie rady
          "nie martw sie jeszcze 20 lat i sie wypowadzi"
          pozdrawiam
          • lotos7 Re: a u mnie bylo tak... 03.08.09, 11:41
            czesc dziewczyny, całą ciąże zaczytywałam się i zasmiewałam z waszych postówsmile Podtrzymywały mnie na duchusmileNiestety mój poród nie ułożył sie tak jak tego chciałamsad ponieważ odbył się cesarskim cięciem. Jednak są zabawne momenty które wspominam z uśmiechem.
            Mam nadzieje ze poprawi to humor tym wszytkim, które tak jak ja chcialy rodzic naturalnie a jednak nie udało sie...
            z historii smutno rozbrajających: leże na sali ogólnej ze skurczami, wody płodowe wciąz płyną strumyczkiem chwila jakby sie wydawało dosc intymna nawet podniosła, niedługo mają mnie wziąsc na stół operacyjny, zaraz maleństwo będzie po tej stronie brzucha. A tu jakiś pan Zdzichu z wąsem robi przegląd techniczny lamp przy każdym łózku.... cóż nasza służba zdrowia. A z zabawniejszych momentów pamiętam jeszcze jak po cesarce anastezjolog mówi do mnie bardzo poważnie to teraz niech sie pani skupi i przejdzie na łózko obok ... ale smieszne pomyslałam jak ja od pasa w dół nic nie czuje. A on do mnie dalej zupełnie poważnie, prosze pani inne pacjentki dają rade a pani? no to ja wytężam sie i próbuje. Oczywiscie nic mi nie wychodzi i wtedy on spokojnie dalej ciągnie wywód no prosze niech pani użyje metody telekinezy. hehe - mysle, ale zartownis. I wtedy przenoszą mnie na łózko obok.
            • aszkerson Re: a u mnie bylo tak... 07.08.09, 22:32
              Telekineza, buahaha! Co za człowiek!
              A z wątków tutaj, to mnie rozwaliło na łopatki hasełko jednej z Waszych
              znajomych: spoko, za 20 lat się wyprowadzi! big_grin Popłakałam się ze
              śmiechu, wiedząc, co przeżywałaś w pierwszych dniach po porodzie wink
      • annj Re: poród na wesoło:))) 19.08.09, 21:21
        no po prostu boskie już nie mogę się doczekać kiedy wróci mąż żeby mu
        to opowiedzieć
    • easyblue Re: poród na wesoło:))) 19.08.09, 12:21
      Ja bym jednak znalazła siły, zlazła z łoża i naprawdę mu dokopałasmile)) Jak wpadam
      w furię, to lepiej być daleko ode mniesmile))
    • pieknalilith Re: poród na wesoło:))) 19.08.09, 12:41
      W czasie ciąży poprawiałam sobie tutaj humor, a więc pora na moją kolej. W
      trakcie porodu nic takiego śmiesznego się nie stało, ale jednak mój m pobił
      samego siebie. Byliśmy świeżo po przeprowadzce, więc jeszcze bez telefonu. W
      szpitalu podaliśmy numer od szwagierki, która mieszka klatkę obok nas. Poród się
      zaczął o 5:30, więc dzwonią, szwagierka pędem leci obudzić mojego m, żeby się
      zbierał. Dzwoni na domofon chyba z 10 razy, a on nic dalej śpi. Więc szwagierka
      chwyta kamyk i rzuca w okno (mieszkamy na parterze). Poskutkowało, otwiera jej
      drzwi zaspany i mówi: Cholera spóźniłem się na autobus (m wychodzi z domu o
      11:45). Dopiero szwagierka musiała mu wytłumaczyć, że to dziecko mu się rodzismile
      Powodzenia wszystkim przyszłym mamomsmile
      • irmina255 Re: poród na wesoło:))) 27.08.09, 17:21
        rodziłam tydzień temu... ojciec dziecka był przy porodzie aby mnie
        wesprzeć... skurcze miałam strasznie nieregularne w sumie już od
        samego początku... gdy sie nasiliły bywało tak że miałam jeden po
        drugim a na klejny czekaliśmy nawet kilka minut... po jakimś czasie
        byłam już tak padnieta przez to wszystko że ogarneła mnie
        niesamowita senność która na czas skurczy ustępowała zaczełam
        krzyczeć żeby sie to już skończyło że chce tylko spać nić poza tym
        po czym autentycznie zaczełam zasypiać...wszyscy w szoku że w takiej
        chwili zasypiam mój chłopak zaczął mnie klepać po twarzy i krzyczeć
        żebym rodziła a nie spała... tak mnie rozwścieczył tymi słowami że
        za dziesięć minut nasza córeczka była już z namismile)
    • milkazorzechami Re: poród na wesoło:))) 22.09.09, 15:20
      Ja wczoraj wieczorem zaczęłam czytac i smialam sie jak nie wiem cosmile
      Super wątek takich powinno byc wiecej a nie klótnie na forumtongue_out
      • tilaa-a Re: poród na wesoło:))) 29.09.09, 13:54
        Ja też czytałam ten wątek przed porodem i teraz stwierdziłam, że
        opisze też swój poród.
        Ponieważ tu gdzie mieszkam nie dawali znieczulenia, postanowiłam
        rodzić w szpitalu oddalonym o 70 km. Całą ciążę się martwiłam, jak
        zdążę tam dojechać. Ostatecznie jednak rodziłam 2 tygodnie po
        terminie, więc poród miałam wywoływany i nie było stresu, że nie
        zdążę. Położyli mnie w szpitalu i poinformowali, że jutro z rana mam
        się udać na lewatywę, a później na porodówkę.
        Tak też uczyniłam. Lewatywa jak wiadomo, nic przyjemnego. Po niej
        poszłam na porodówke, a oni mi mówią,że wszystkie łóżka zajęte i
        może jutro urodzę. Nie było mi do śmiechuwink, ale w końcu jedno łóżko
        się zwolniło i mnie przyjęli.
        Podali oksytocynę, ale nie było rozwarcia, więc podali mi też
        dolargan (znieczula, ale też rozwiera szyjkę). No i po tym zrobiło
        mi się tak błogo, że zasypiałam pomiędzy każdym skurczem. Było mi
        tak miło, jak bym sobie dobrego winka szczeliła (a wiadomo, nie
        piłam całą ciążę) Pomiędzy każdem skurczem mi się coś śniło, a sny
        były takie niesamowite, że szok - musiałam być nieźle naćpana tym
        dolarganemsmile
        Cała akcja szła bardzo szybko i jak już zaczęło boleć na poważnie,
        to poprosiłam o to znieczulenie zewnątrzoponowe, a położna mi na
        tyo, że pani anestezjolog jest teraz zajęta. Szlak mnie trafił, bo
        bolało już mocno i trochę się uniosłam na położną, że pewnie
        ściemnia i nie chce jej się nawet do anestezjologa zadzwonić. Więc
        położna podała mi telefon i kazała samemu załatwiać z
        anestezjologiem. Więc załatwiałam (a rozwarcia było już 6 cm).
        Nietsaty po wygłoszeniu kilku epitetów pod adresem anestezjolog
        złapał mnie skurcz i nie dałam rady więcej jej naubliżaćsmile
        Ostatecznie pani anestezjolog szybko się pojawiła, ale na
        znieczulenie i tak było już za późno.
        Poinformowali mnie, że akcja idzie tak szybko, że za godzinę urodze
        i że dam radę. No i dałam i nie było nawet tak źle - generalnie do
        przeżyciasmile
        Później jeszcze pytałam, czy mogę dzidziuliny dotknąć, jak się
        rodziła, na koniec kazałam sobie pokazać łożysko (warto obejrzeć-
        polecamsmile, a jak mnie zszywali, to powiedziałam panu, że wygląda jak
        rzeźnik (bo miał taki biały plastikowy kaftan) i poprosiłam, żeby
        całkiem nie zaszył dziurkismile
        Generalnie poród wspominam bardzo pozytywnie i teraz już bym się tak
        nie bała! Więc dziewczyny - odwagi - będzie dobrze!!!
        Pozdrawiam serdecznie wszystkie ciężarne i te rozpakowane także.
        Nam urodziła się śliczna dziewczynka - 3570 i 56 cm smile
    • patrycja-myszak Re: poród na wesoło:))) 02.10.09, 16:26
      Ja jeszcze nigdy nie leżałam na porodówce i nic zabawnego mnie nie
      spotkało, ale moja koleżanka miała pewną zabawną sytuacje podczas
      wizyty u ginekologa. To była jej pierwsza wizyta, dopiero co na
      teście zobaczyła dwie piękne kreseczki. Szła na wizytę z
      myślą:"Gorzej byc nie może. jeżeli to ciąża to się powieszę".
      Ginekolog robiąc badania potwierdził ciąże no i koleżanka nic więcej
      nie słyszała, gdyż świat się jej załamał.
      Lekarz mówi: "Moje gratulacje to ciąża mnoga"
      Moja koleżanka" Aha"
      Lekarz uśmiechając się nie co z szokowany reakcją, a może brakiem
      reakcji mojej koleżanki;" Tu widzimy jedno dziecko, a tu drugie. Tu
      są rączki, a to nóżki. A tu mamy główkę, a tu jest druga główka....."
      Na to moja koleżanka z paniką w głosie, łzami w oczach:"Jak to moje
      dziecko ma dwie głowy"

      Chciałabym zobaczyc minę tego ginekologa
      • rudzielec83 Re: poród na wesoło:))) 07.10.09, 01:14
        MI juz zostalo tylko 10 dni. Moze mniej. Jak czytam wasze historie to naprawde
        mniej sie boje. A nawet bym chciala by dzidzia juz byla ze mna. Mam nadzieje ze
        podczas porodu tez wydazy sie cos zabawnego. Nie omieszkam sie z Wami tym
        podzielic. Co by bylo wiecej historii dla przyszlych czytelniczek...big_grinbig_grin
        • dariamama Re: poród na wesoło:))) 11.10.09, 12:15
          hehehe......przedewszystkim te wątki to najlepsza terapia....
          a teraz moja opowieść!
          Rodziłąm synka 13.01.2005 , godziny wieczorne.... jak już wody odeszły,
          znalazłam sie na porodówce, z tekstem, że ja urodzę bez znieczulenia.....a co
          nie dam rady???!!!!
          położna wzięła mnie na salę, położyłą na łóżko i wypełnia papierki.....no i w
          pewnym momencie zbladła.....ja na to co się stało, a ona do mnie: pani jest
          opętana!!!! a ja na to: CO TAKIEGO? a ona znów: pani jest opętana, bo ma pani
          liczby 666 w numerze pesel, i uciekła z porodówki jak pershing..... a ja zwijam
          się z bólu..... no i jka mój mąż sie zjawił, to pyta sie położnej, gdzie leży ta
          i ta pacjentka, a na porodówce mówią, że tam i tam, ale radzą by tej kobiety
          unikać, bo ona coś ma nie tak z duszą......no i plota poszła....że szalona, że
          opętana, że rozmawia z demonami, bo przy skurczach modli się po łacinie ( miałam
          łacina na studiach).....i że wezwali do niej księdza z kaplicy szpitalnej......
          na to mój mąż mówi, że to jego żona i że z nią wszystko jest OKI, a oni mu na
          to, że ona jest INNA...... no i po 3 godzinach urodziłam synka, a lekarz
          anestezjolog stwierdził, że zrobi wszystko co w jego mocy by mnie nie bolało po
          porodzie, gdyż chce szczęśliwie dojechać na wczasy w Alpy na narty..... a potem
          przez kilka dni na oddziale odwiedzał mnie ksiądz, bo pielęgniarki go wzywały do
          mnie, bsie bały podobno mnie...... a zaznaczę, że 666 to podobno cyfry
          szatana-lucyfera....
          ojjjjj...warto powspominać...do dziś dnia się śmieję....
          • brzuszeknatalia Re: poród na wesoło:))) 12.10.09, 17:56
            Ciąża na wesoło, bo podczas porodu nic smiesznego się nie wydarzyło.
            Zabrałam męża na USG. Lekarz pokazuje na monitorze : tu są rączki i
            paluszki (liczy , jest 5), tu jest główka i nosek, tu brzuszek, o, a
            tu są stópki..Mąż ogląda z uśmiechniętą gębą, lekarz jeździ aparatem
            USG pobrzuchu, patrzy w monitor, coś tam mierzy. Nagle słychać głos
            mojego męża : o rany! jakie ona ma zęby! Okazało się, że na
            monitorze widać było kręgosłup naszej córeczki smile
    • elzabeth18 Re: poród na wesoło:))) 16.10.09, 02:35
      Wcale się nie dziwie, że chciałaś znieczulenie!4600!WOW!Mój pewnie
      też by tak zrobił...dzwonił by się radzić hihihi
      • malwes Re: poród na wesoło:))) 28.10.09, 22:54
        Chyba mnie jeszcze nie było w tym wątku - a to źle smile.
        Mój drugi poród, ma być drugi syn, obaj mieli termin na Walentynki,
        pierwszy się urodził 27 stycznia. Jest 27 stycznia - ale 5 lat
        później. Żartujemy z mężem, że może się wstrzeli w tą samą datę.
        Jest 28 stycznia.
        6.30 - budzi mnie dziwny głód. Poszłam zrobić sobie solidne
        śniadanie.
        7.00 Usiadłam wygodnie, opycham się jak dzika i czuję, że szczypie
        mnie hemoroid. Idę do kibelka bo mi się wydaję, że muszę ale coś nic
        mi się nie udaje tam zostawić. Klnę na hemoroida i idę się jeszcze
        powylegiwać.
        7.15. Hemoroid szczypie 40 sekund co 3 minuty. Dochodzę do wniosku,
        że to za inteligentne na hemoroida. Wściekam się, bo przełożyłam z
        wczoraj na dziś fryzjera no i nogi mam nie ogolone. W dzikim pędzie
        włażę pod prysznic pucować się.
        7.25. Mąż mnie prawie siłą wywleka spod prysznica i każe niani
        przyjechać do starszaka taksówką (ja negocjuję, że może tramwaj, i
        jeszcze te nogi niedogolone...). Wzywamy taksówkę dla nas. Starszak
        wstaje, dziwi się, że w pośpiechu pakujemy torby. Z komentarzem "Co
        to poród jakiś czy co?" (ma 5 lat i 1 dzień) idzie spać dalej. Wpada
        niania.
        7.40. Wsiadamy do taksówki - taksówkarz zdezorientowany bo mu panie
        dyspozytorki nie powiedziały, że do porodu - choć prosiłam aby
        uprzedzić.
        7.47 Jedeziemy w taxi - dobrze, że ferie...mąż wysyła smsy do pracy.
        7.50 Wpadamy na IP szpitala - tam wody chlustają jak na filmach smile.
        W życiu bym nie uwierzyła, że tak można. Skurcze dokuczają ale nie
        na tyle, żeby mnie nie ubawiła woda w butach.
        7.52 Biegniemy na salę porodową - jestem jeszcze w butach,
        rajstopach, całym ubraniu, rzucam kurtkę na podłogę bo czuje parcie.
        Okazuje się, że jest pół główki. Mimo, że to szpital przy Żelaznej
        to na wszelki wypadek krzyczę, że nie dam się położyć (a stoję przy
        łóżku). Bez sensu krzyczę bo siła partych tak mnie wbiła w ziemię,
        że nogi nie mogę podnieść. 2 położne i mąż kombinują jakby mi choć
        jednego buta zdjąć
        7.55 Jest Pyzol smile. 8.00 pępowina przestaje tętnić. 8.03 rodzi się
        łożysko o 8.05 ciach - tata przecina pępowinę i mamy obywatela.

        I tak to w godzinkę urodziłam wink
        • zuziakce Re: poród na wesoło:))) 17.11.09, 11:06
          Jak większość dziewczyn nie wspominam porodu dobrze, ale po czasie można się z
          kilku rzeczy pośmiaćsmile
          A więc miałam poród wywoływany, tydzień po terminie. Ginekolog powiedział,że
          podłączą mi tzw. kroplówkę zwiadowczą i zobaczą czy akcja się rozpocznie.
          Naiwnie myślałam, że podłączą mi ją na sali. Ale niesmile zaprosili mnie na
          porodówkę. Tam nadal byłam przekonana, że kroplówka nie zadziała i wrócę na
          śniadanie (bo oczywiście to był dla mnie największy problem, że nie dali mi
          zjeść śniadania ;P ). Żeby nie było za łatwo tuż przed porodem dopadło mnie
          zapalenie ucha, tak więc przed kroplówką dostałam jeszcze antybiotyk i wszyscy
          lekarze, którzy do mnie później przychodzili najpierw pytali o uchosmiletak więc
          leżę sobie, oksytocyna kapie, dzwonię do męża, bo poród miał być rodzinny i
          mówię, że na spokojnie się może zbierać do mnie, bo może dziś urodzę, ale nie ma
          się co spieszyć. Mój mąż nigdy się nie spieszy, więc był 3 godz później.. W
          międzyczasie usiłował się ze mną skontaktować, ale ja juz byłam w innym
          świecie.. Skurcze ruszyły z kopyta, w ciągu tego czasu zrobiło mi się rozwarcie
          na 9 cm. Podczas całej akcji stwierdziłam, że ja już męża nie chcę na sali, bo
          po co ma oglądać samą krwawą końcówkę. Tak więc wpuścili go tylko na chwilę jak
          siedziałam na piłce (już nie wiedziałam gdzie siedzieć i jak żeby mniej bolało).
          Wchodzi, patrzy na mnie, a ja spokojna, bo nie ma skurczu i się bujam w
          najlepsze. No to gada ze mną, wypytuje, a tu nagle skurcz. Kto rodził wie, że
          przy 9 rozwarcia skurcze są nie byle jakie..Więc wrzeszczę wniebogłosy, mąż
          zaczyna się cały telepać i krzyczy do położnej:
          "siostro chyba się zaczęło!!"
          a siostra na to:
          "tak zaczął się kolejny skurcz.."
          Ten bidok myślał, że ja się tak bujałam przyjemnie na piłce przez tyle godzin i
          teraz jeden krzyk i dziecko będzie na świeciesmileoczywiście go wyrzuciłam.
          Ogólnie poród zakończył się szczęśliwie, mąż dowiedział się że to cholernie
          boli, bo moje krzyki słyszał doskonale na korytarzu, a ja dowiedziałam się, że
          zapalenie ucha to pryszczsmile
        • lalabamba Re: poród na wesoło:))) 04.05.10, 19:27
          Świetna historiawink Uśmiałam sięsmile Zazdroszczę takiego porodu! Pozdrawiamsmile
    • katka-85 Re: poród na wesoło:))) 29.11.09, 15:55
      ja twafilam na porodowke po terminie 3 dni z bolami
      przepowiadajacymi i zostawili mnie z powodu malo wodzia bo bali sie
      o malenswo mówiac "rano pod kroplówke z Pania".Cała noc minela
      szybko w postepujacych skórczch ktore byly do zniesienia a rozwarcie
      na 1,5 palca.Rano oczywiscie maz dotarl na miejsce a ja juz mialam
      podlaczana kroplówke.Polozna jeszcze wczesniej mi powiedziala ze maz
      dostanie ubranie do przebrania i zeby z domu sobie zabral obówie
      zamienne(w jego przypadku byly to klapki).Jak zobaczylam meza po
      wejsciu na sale porodowa to myslalm ze bede plakac ze smiechu i
      nawet bole juz mi sie byly straszne,wygladal jak smerf sponie mial
      zaktotkie z 10 cmm,czarne skarpetki i do tego te klapki smile)))))
      masakra smile i polozna do niego z teksem napije sie Pan kawki.Ja kurna
      rodze bole jak diabli chodze w kolo łózka o oni sobie pija kawke i
      moj maz je drożdżówke... wiedzieli ze z nimi nie bede gadac tylko
      sie smialam o jakich glupotach gadaja czas szybko zlecial i i po 2,5
      godzini na swiat przyszla moja córeczka smile porod wspominam super
      bolalo jak diabli nie oszukujmy sie ale bylo pieknie i mysle ze ta
      oxy nie jest taka zła smile a i jeszcze jedno moje dziecko mialo wazyc
      3750 a miala tylko 3100 i moj maz krzyczal taka mala to noemozliwe
      miala wazyc 3750 ale nikt go nie sluchal,no i moja coreczka
      strzelila sobie kupeczke na dziedobry smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja